Posted by: futrzak | 14 February 2022

Adios pomidory!

Taka sytuacja:

This year, amid record levels of low or no rainfall at all, farmers in both Portugal and Spain, who are growing produce for all of Europe, are worried that their crops for this season will be ruined.

In the last three months of 2021, Spain recorded just 35% of the average rainfall it had seen during the same period from 1981 to 2010. But there has been almost no rain since then.

Potężna susza w Portugalii i Hiszpanii, a w styczniu w ogóle nie padało na wiekszości terenów rolniczych. Sytuacja wodna w Portugalii na tyle zła, że przestają móc produkować elektryczność z hydro.
To nie chwilowe, to efekt ktastrofy klimatycznej.
Skończą się warzywa i owoce dostępne cały rok, a te, które będą w Polsce w sklepach, osiągną astronomiczne ceny. Ludzie oczywiście rzucą się na krajową produkcję, ale zgadnijcie, co się stanie, jak nagle lawinowo wzrośnie popyt? Tak, ceny krajowych produktów rolnych też pójdą w górę, na dodatek nałoży się to na zwyżki cen energii.

No ale nasza wsi spokojna, nasza wsi wesoła, czy któryś z polityków PiS/PO/KO/Konfederacji i podobnych wypierdów przyjmuje w ogóle do wiadomości konsekwencje postępującej katastrofy klimatycznej? Nieeeeee najwazniejsze to wygrać wybory, a jak wygrać? Wmawiać wyborcom, że zwyżka cen to wina PiS. Albo wmawiać, że zwyżka cen to wina PO. Albo Misia Koali, whatever, byle nie przyznać, jaka jest prawdziwa przyczyna. Oni się jakoś wyżywią, prawda? A jak sytuacja będzie już bardzo krytyczna, to zwieją. Już to było przecież w historii Polski ćwiczone, wcale nie tak dawno…znowu będzie “rząd na uchodźtwie”.

No ale jeszcze następny miesiąc, dwa, zanim sytuacja na rynku zywnosciowym EU stanie się faktycznie krytyczna, więc narazie będzie wyparcie, jak zwykle.

zrodlo


Responses

  1. Dobry moment na wydanie książki “Tysiąc i jeden potraw z człowieka”.

    (Wiem, poważna sprawa. Ale co zostaje, jak nie czarny humor?)

  2. Hahahaha :)

    A na powaznie: co zostaje?
    mhm… mysle ze w perspektywie kilku lat ludzie w Polsce wrócą do przyzagrodowych hodowli warzyw i czego się da…
    Za czasów PRL pamiętam, ze ogrodki działkowe odgrywały wcale niebagatelną rolę w suplementacji pozywienia, zwlaszcza w okresie stanu wojennego.

  3. Jak będą mieli ziemię.

  4. @Kira:

    Za PRLu nie musialas miec ziemi na własność, zeby na terenie ogródków działkowych uprawiać warzywa i owoce.
    To tylko i wyłacznie kwestia woli politycznej, zeby przeznaczyc pod dzierzawę publiczne grunty.

  5. Musiałoby być ich bardzo dużo, żeby każdy dostał choćby 500 m2.

  6. @Kira
    Przecież tyle, lub nieco mniej miała lub mogła mieć praktycznie każda rodzina miejska w czasach PRL. I nie zajmowało to żadnych istotnych terenów. A teraz krótki reality check- 500 m2 na osobę, każdą, niemowlęta i 90-latków to jest 20 osób na ha, 2000 osób na km2. Jak pomnożymy to przez powierzchnię Polski to wystarczy dla 625 milionów z hakiem. Cóż- jak się same głupoty gada, to lepiej unikać liczb, bo wtedy ktoś może łatwo sprawdzić

  7. @RE
    Wtrącę się, że – oprócz istniejącej powierzchni uprawnej – jest jeszcze coś takiego jak odległość od tej powierzchni uprawnej do konkretnej osoby ją mającej ją uprawiać… ^^ co w miastach może być istotnym problemem na obecne czasy, bo w wielu miejscach polikwidowano ogródki działkowe. Względnie nowe osiedla nie miały nigdy żadnych planowanych. I widzę to zarówno w PL jak i na zapadzie ;-)

  8. @RE

    Gadam głupoty? Musiałoby tych terenów być znacznie więcej niż TERAZ. A deweloperzy walczą o nowe tereny, więc żeby w takim Lublinie przeznaczyć jakiś większy teren na DODATKOWE ogródki, to chyba musiałby stać się cud. Teraz to sobie możesz za kilkanaście tysięcy OD-kupić te kilkaset metrów (dane z ogłoszenia) od starzejącego się działkowicza.

    I chyba rozumiesz, że odnoszenie się do powierzchni CAŁEJ Polski to absurd?

    Inna sprawa, że wyłącznie w żartach można sugerować, że większość populacji zajmie się ogrodnictwem na własne potrzeby.

  9. @PawelW:

    To jest tylko i wyłacznie problem mentalności i niczego innego.
    Z PRL pamiętam, ze chodzenie na działkę pracowniczą jeden kilometr w jedna stronę (a to bylo w mieścince bez komunikacji publicznej), a nawet na działki kilka kilometrów w jedną stronę (rower) nie było dla nikogo problemem.

    W duzych miastach, jesli władze zdecyduja się przeznaczyc pod ogródki większy teren gdzieś na obrzeżach – jaki problem puscic tam jedna nitkę jakiegoś autobusu?
    Wszystko sie da, to nie sa jakies niestworzone rzeczy, tylko trzeba chcieć.

    Jak to jest, ze w tym tak odsądzanym od czci i wiary przez neolib PRLu się dalo? Przy mniejszych środkach, przy – jak to neoliby mówią dziś – pustych półkach i bidzie?

  10. @Kira:

    Tak, gadasz głupoty. Nie zadalas sobie trudu zastanowienia się, ani policzenia, ile to jest te 500m2.
    Nie dotarło do ciebie, ze obliczenia które wykonał RE są przykładowe.

    W ogóle nic do ciebie nie dociera, wyciągasz sobie jakieś założenia-dogmaty z tyłka z przeproszeniem, BO TAK, potem ustawiasz sobie chochoły (“wyłącznie w żartach można sugerować, że większość populacji zajmie się ogrodnictwem na własne potrzeby” – tyle ze nikt tu niczego takiego nie sugerowal), potem dzielnie z nimi walczysz.

    Usiądz, zastanów się najpierw nad tym, co inni napisali, potem sama się zastanów, a jak już na outpucie pojawi się jakiś sensowny komentarz, to wtedy będzie przepuszczony przez moderację.

  11. @Futrzak

    To jest tylko i wyłacznie problem mentalności i niczego innego.

    Oczywiście, sam pisałem o tym tu:
    https://rewolucjaenergetyczna.wordpress.com/2021/04/21/ile-potrzeba-ziemi-do-wyzywienia-rodziny/#comments

    W PRLu to istotną siłą roboczą na tych działkach były dzieci, które były w wyżu demograficznym. A oprócz tego nie każdy uprawiał ogródek w mieście.

    A co do reszty, to trzymam się swojego zdania z naszej dyskusji stąd u RE z linka powyżej.

  12. @PawelW:

    Robisz pewne zalozenia z góry, a mianowicie, ze na takich mini-działkach trzeba uprawiać rosliny taka samą metodą, jak kilka dekad temu.
    Tak, do “klasycznego” rolnictwa na takim areale to trzeba miec sporo sily roboczej.

    Na szczescie jednak pojawila sie i upowszechnila permakultura. Odpada więc oranie (na małą skalę: skopanie grządek), pielenie i podobne pracochłonne czynności.
    Troche pracy oczywiscie przy czyms takim będzie, jasne – wszak rosliny same się nie wysadzą, a potem trzeba je pozbierac, byc moze w lecie (zmieniajacym sie na extra suche w Polsce) trzeba będzie się wymózdzyc nad jakąs irygacja.

    Jaka jest alternatywa? Niewesola – głód i zamieszki i ogromna przestępczosc, jak tych słabo sytuowanych (a tych jest w Polsce większosc niestety) przestanie byc stac nawet na najtansze jedzenie.

  13. @Futrzak

    Robisz pewne zalozenia z góry (…) Na szczescie jednak pojawila sie i upowszechnila permakultura.

    Ok, zgoda.

    Jaka jest alternatywa? Niewesola – głód i zamieszki i ogromna przestępczosc, jak tych słabo sytuowanych (a tych jest w Polsce większosc niestety) przestanie byc stac nawet na najtansze jedzenie.

    Mam nadzieję, że ta alternatywa – czyli samodzielne uprawy – przeważy. Bo wiem, że nawet teraz zdarzają się często amatorzy zawłaszczania efektów cudzej pracy i masowo kradnący z poletek, przy okazji kradzieży sprzętu z działek.
    LINK1
    LINK2

  14. @PawelW:

    :((((
    Kradzieże na działkach byly od zawsze..no to jest rzeczywiscie problem :(


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: