Napisane przez: futrzak | 20 września 2019

Podróże kształcą…

czyli to, co widzisz, nie jest tym, co się wydaje…

Od jakiegos czasu wertujemy ogloszenia o wynajmie chałup, bo za 3 miesiące kończy nam sie kontrakt.
Bierzemy pod uwagę wyprowadzkę poza miasto, więc przeglądamy stosowne oferty i tak w departamencie Canelones rzuciło mi się w oczy, że najwięcej stojących nieruchomości na wynajem i na sprzedaż jest w miejscu zwanym La Tahona.

Chałupy są dla bogaczy, co widać po zdjęciach i cenach – najtansze tak z 1500 dolarów miesięcznie, a ceny kupna od 400 tysięcy dolarów i więcej. Typowy domecek wygląda
TAK.

Spojrzałam na mapę, a ta La Tahona po prostu w środku nikąd, daleko za lotniskiem, między jedną wylotówka a drugą…

No to wczoraj pojechaliśmy.
I co.
Doooobrze, że pojechaliśmy. Jechaliśmy od strony lotniska (czyli od tyłu) i…najpierw mineliśmy lotnisko… potem skręcili z przelotówki… wjechali w barrio Aeroparque….biednie, gorzej, byle jak sklecone chałupki a na końcu… slumsy. Takie typowe, budy z blachy falistej…droga gruntowa…po niej biegają dzieci i kury.
No ale jedziemy dalej. Jakieś sto metrów za slumsami ukazały się zalesione wzgórza, otoczone płotem z drutu kolczastego (podwójnym), na rogach budki strażnicze…. a za nimi… luksusowe barrios cerrados La Tahona!

Szok. Ktoś chyba musiałby mi sporo dopłacić, żebym chciała tam mieszkac. Oczywiście, za płotem elegancki pierwszy świat, równiutko przystrzyżone trawniczki, równiutki asfalcik, sztuczne jeziorka i te rzeczy.
Wiezyczki strażnicze i kamery pewnie po to, żeby się bronić przed okoliczną ludnością ze slumsów. Ale do jakiejkolwiek cywilizacji typu sklepy, szkoły, bank, Abitab – że o pracy nie wspominając – długie kilometry. Czyli życie sprowadza się do wiecznej jazdy samochodem po byle pierdołę. Praca-samochód-dom. Dom-samochód-dziecko-szkola-praca i tak w kółko. Nawet jak papier toaletowy się skonczy, to trzeba jechać samochodem kilometry. Słowem – amerykańskie przedmieścia level hard.

Tam, gdzie planujemy się przenieść to też są przedmiescia, ale przedmieścia dla ludzi. Dość zwarta zabudowa, normalne dzialki, co jakis czas sklepy, supermarkety, knajpy, szkoły i tak dalej. Do wszystkiego, co potrzebne do zycia, da się dojechać rowerem, a z lepszych punktów dojść na piechotę. Jeżdzi też komunikacja publiczna w postaci autobusów, więc w razie czego do Montevideo da się dojechać. Zajmuje to czas, bo oczywiście dystans i korki w mieście, ale autobusy jezdza dosyć często. Ta wersja przedmieść nawet zdecydowanie lepsza, niż przedmieścia usiańskie w których mieszkałam w USA…bo tutaj jest publiczny trasport..no i nie ma zoning laws. A owa La Tahona to przedmieścia ekstremalne. Założę się, że jakiś developer wykupił bardzo tanio ten teren (no bo lokalizacja taka se..) a potem stwierdził, że zrobi snobistyczne grodzone osiedla dla milionerów i w ten sposób się obłowi. Tylko sądząc po ilości pustych domów, to coś poszło nie tak…

Napisane przez: futrzak | 19 września 2019

Bo w Montevideo kręcili film dla Netflixa!

A mianowicie serial Conquest, którego producentem jest Keanu Reeves.
Najpierw w lokalnych gazetach tak namotali, że niby Keanu miał się pojawić osobiście. Okazało się, że jednak nie, no ale poszłam zobaczyć, jak bardzo zdemolowano główny plac miasta na potrzeby filmu i jak to w ogóle będzie wyglądać. Wielu ludzi narzekało, bo główne ulice pozamykane i cały ruch autobusowy i samochodowy wykonywał dosc skomplikowany detour.
Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 17 września 2019

Przeprowadzki w Montevideo

O ile ktoś się przeprowadza z domu wolnostojącego do innego, to nie ma problemu. Ale apartamentowce i bloki mieszkalne… o…. to już w większości jest wyzwanie. Głównie dlatego, że maksymalizacja zysków developerów, czytaj: każdy metr powierzchni w budynku powinien być jak najlepiej wykorzystany. A to oznacza wąskie korytarze i jak najmniejsze windy. Wszak duży korytarz to zmniejszenie powierzchni mieszkalnej (sprzedaje się od metra mieszkanie!), a duża winda to duży koszt.
Tak więc typowe budynki mieszkalne, zwłaszcza te nieco starsze, wyglądają tak, ze dużych mebli nijak sie nie przetransportuje do mieszkania windą/korytarzem.

Wszelakie kanapy, łóżka, materace, szafy i podobne są więc transportowane … balkonem lub oknem. Wygląda to tak:
Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 16 września 2019

System tzw. „sprawiedliwości” w USA

Felicity Huffman, sławna aktorka, została skazana na 14 dni więzienia za to, że przekupiła stosowne osoby w celu sfałszowania wyników testów SAT swojej córki, aby ta została przyjęta do prestiżowego uniwersytetu.

Dla porównania:

Tanya McDowell, bezdomna Afroamerykanka wychowująca syna, została skazana na 5 lat więzienia za to, że zapisała pięcioletniego syna do publicznej szkoły w okolicy, w której egzystowała jako bezdomna.

Kellet Williams-Bolar, Afroamerykanka żyjąca w mieszkaniu komunalnym (public housing) została skazana na 10 lat więzienia (multiple felonies) za to, że użyła adresu swojego ojca w celu zapisania do lepszej publicznej szkoły swoich córek.

Dla tych co nie wiedzą: w USA obowiązuje rejonizacja w temacie publicznych szkół – no chyba, że kogoś stać zapłacić za całkowicie prywatną szkołę dla dziecka. Owa rejonizacja wzmacnia nierówności społeczne, dlatego że szkoły podstawowe, gimnazja i średnie są finansowane z lokalnych podatków. Czyli: im bogatsza dzielnica, tym więcej pieniędzy idzie na szkoły i tym lepsze one są. Im lepsze szkoły w okolicy, tym wyższe są ceny domów. Słowem: chcesz zapewnić swojemu dziecku przyzwoitą edukację, musisz wybeknąć kupę szmalu na zakup domu w posh dzielnicy. Kiedyś, dawno temu istniały federalne subsydia dla szkół w biednych dzielnicach, ale począwszy od Reagana, przez Clintona i dalej zostały one systematycznie zablokowane.

Tak więc system szkolnictwa betonujący nierówności społeczne to jedno – natomiast system sprawiedliwości, który daje symboliczną karę bogatej białej celebrytce za fałszowanie wyników egzaminów i danie łapówki, a skazuje za długie lata pierdla bezdomna matkę – to drugie.
Oto Ameryka. Land of the free – dla białych i bogatych.

Napisane przez: futrzak | 14 września 2019

Gratka gratka i zagadka…

Który z polskich polityków to powiedział?

Zdarza się, że niedemokratyczne siły służą wolności. Dzisiaj Hiszpanie inaczej oceniają generała Franco. I mają chyba rację, że dyktatura Franco przyniosła mniej nieszczęść niż dyktatura komunistów, która nastąpiłaby, gdyby nie Franco. Albo Chile. Dziś bardziej wstrzemięźliwie ocenia się rolę Pinocheta w Chile, niezależnie od zbrodni, jakie zostały tam popełnione (…)
Jeśli mówię o wieloznaczności różnych wydarzeń i postaci historycznych, to po to, by uzmysłowić rzecz w Polsce niezbyt oczywistą – że demokracja tyle jest warta, ile służy zabezpieczeniu wolności.”

PS:
Gdy aresztowano Pinocheta grupa polskich działaczy ówczesnego AWS, Tomasz Wołek, Marek Jurek i Michał Kamiński, złożyła mu prywatną wizytę w szpitalu i podarowała ryngraf przedstawiający Matkę Boską. Ich zdaniem Pinochet przysłużył się obronie praw człowieka, wolności i sprawiedliwości. Powyższy cytat jednak nie jest autorstwa żadnego z nich.

Napisane przez: futrzak | 13 września 2019

Argentyna, rolling down…

W Argentynie oczywiscie zjazd. Co było do przewidzenia, bo Macri po wygraniu wyborów zaprowadził z jednej strony politykę uwolnienia wszystkiego, a z drugiej klasyczna neolibską austerity („zaciskanie pasa”), cięcia i zwolnienia. Kraj zjechał w recesje, inflacja dawno przekroczyła poziom doświadczany za Kirchnerowej, ludzie wyrzuceni na bruk wyszli na ulice.
Sytuacja jest na tyle zła, że…. Macri wprowadził na powrót restrykcje walutowe. Wiecie, te same restrykcje, za które tak kopał Kryśkę i których obiecane zniesienie wyniosły go do władzy.

Nie, żeby to jakaś niespodzianka dla mnie mnie i Chłopa była – jak sie w 2015 roku zwijaliśmy z Argentyny, pisałam o tym
tu
tu
i tu

Przewinąć cztery lata do przodu i czas pokazał, że miałam rację. Po prostu, taka polityka zawsze się tak samo kończy, pokazały to przykłady wielu, wielu krajów -w tym Polski, Argentyny wcześniej, Boliwii, Grecji…

Ale, właściwie, nie o tym chciałam.
Otóż odkąd sondaże w Argentynie pokazały, że Macri następną kadencję raczej przegra, rozpętało się propagandowe piekło. Znajomi z Buenos – zwolennicy Macriego – szerują memy i rozpuszczają bzdury godne TVP PiSowskiej, a właściwie nawet gorsze.
Jeden z ostatnich:

„W wielu krajach ludzie, którzy pobierają pomoc socjalną, nie mają prawa głosu i to jest sprawiedliwe, bo występuje tu konflikt interesów”.

Ręce opadają. Oczywiście to wina kirchnerystów, bo oni tyle nakradli, bo to śmo i sro. Macri niewinna lelija, która chciała dobrze, a jej rzucali kłody pod nogi i teraz O PANIE MODLMY SIE bo będzie armagedon. O aferze Panama Papers wszyscy zapomnieli.
Po kilku rozmowach mam ochotę ich wszystkich posłać do diabła, bo poziom bzdur i kretynizmów, jaki wygadują, przekracza moje granice tolerancji. Zaprzeczanie samemu sobie w co drugim zdaniu to jeden z mniejszych problemów :-/ przy czym poziom zaprzeczania jest taki:
– Kirchneryści zrujnowali ten kraj, bida, tragedia, teraz znowu zrobią to samo! Trzeba uciekac!
– ale hej, przecież wasz biznes wtedy prosperował i się rozwijał, no jak to? Przecież zaczął podupadać za Macriego, popyt spadł wtedy?
– co ty tam wiesz! Myśmy ledwo ciągneli!

I gdybym miała Alzheimera, to może uwierzyłabym, ale jeszcze na szczęście ta straszna choroba mnie nie dotknęła.
Cóż.
Zabawnie jest czytać doniesienia urugwajskiej kroniki kryminalnej, która informuje, że coraz większa ilość Argentyńczyków jest zatrzymywana na granicy bo…usiłują ją przekraczać z duuuużą ilośćia niezadeklarowanych dularków, których pochodzenia nie są w stanie uzasadnić….

Napisane przez: futrzak | 12 września 2019

Korporacyjna mowa

O, tutaj jest jakże przepiękny przykład…niestety nie podejmuję sie go dobrze przetłumaczyć na język polski….

How would you write „I changed a light bulb” on your resume?

[Jakbyś zapisał w swoim resume „wymieniłem żarówkę”?]

Single-handedly managed the successful upgrade and deployment of new environmental illumination system with zero costs overruns and zero safety incidents.
[Samodzielnie przeprowadził zakończoną sukcesem modernizację i wdrożenie nowego systemu oświetlenia środowiskowego z zerowym przekroczeniem kosztów i zerowymi problemami związanymi z bezpieczeństwem].

I tak trzeba żyć w korporacyjnym świecie, drodzy moi. Z takim resume przed wami autostrada do sukcesów!

Napisane przez: futrzak | 10 września 2019

A co w Polsce?

Zbliżają się wybory, PiS obiecał podwyżkę płacy minimalnej, więc już szczekaczki TVNu i innych mediów neoliberalnych zaczęły grzać w apokalipsę: inflacja! bankructwo! armageddon!
Tzw. klasa średnia łyka te bzdury jak młody pelikan rybę, bez zastanowienia.

Tymczasem Iwo Augustyński sprawnie podsumował, co nie tak z tą narracją:

Kolejne partie ogłaszają program na wybory więc wróciła do życia dyskusja nt. inflacji spowodowanej 500+ a zwłaszcza podniesieniem płacy minimalnej.
Jeśli chodzi o 500+ to wszyscy chyba widzą, że ku zaskoczeniu wielu intelektualnych spadkobierców Balcerowicza inflacja się nie pojawiła.
W przypadku podnoszenia płacy minimalnej odpowiedź jest podobna: podnoszona jest od dawna. Od 2009 do dzisiaj wzrosła prawie o 100% https://www.bankier.pl/…/wskazn…/wynagrodzenie-minimalne-pol a inflacja spadała zamiast rosnąć. To powinno zamknąć temat.
Wynika to m.in. z tego, że podnoszenie płacy minimalnej nie tworzy dodatkowych pieniędzy, tylko przesuwa je od pracodawców do pracowników. W efekcie popyt rośnie tylko o tę część podwyżki płacy minimalnej, która stanowi różnicę między tym co wydaliby pracodawcy a co wydadzą pracownicy. Ujmując to inaczej: podwyżka dotyczyć będzie tylko części pracowników, a wygenerowany dodatkowy popyt, który potencjalnie byłby inflacjogenny równy jest kwocie, którą pracownicy wydadzą a pracodawcy by zaoszczędzili. Wydatki powodują wzrost PKB a oszczędności nie. Czyli wzrost płacy minimalnej powoduje wzrost popytu, wzrost PKB, wzrost dochodów firm. Większe dochody firm oznaczają ich większą zdolność kredytową przez co wzrost płacy minimalnej nie tworzy bariery dla inwestycji. Wręcz przeciwnie, wzrasta wydajność pracy, bo z rynku wypadają firmy najmniej efektywne, czyli takie które nie są w stanie płacić wyższej płacy minimalnej. Zwiększa to dodatkowo popyt dla firm najwydajniejszych co jest zachętą do inwestowania (i dalszego podnoszenia wydajności) finansowanego z przyszłych zwiększonych zysków.

Napisane przez: futrzak | 9 września 2019

Miasto we mgle

Dawno zdjeć nie było, no to będą, z perspektywy nader rzadkiej tj. duuużej mgły. Zdrza się ona może z kilka razy w roku i zwykle jest rozwiewana dosc szybko, w tą sobotę wisiała nad miastem cały dzień – no to wybraliśmy się do centrum i Ciudad Vieja…
Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 7 września 2019

Dzieci w przestrzeni publicznej

W Polsce w temacie dzieci panuje jakaś schiza.
Wystarczy, żeby jeden lokal zrobił się lokalem tylko dla doroslych i błyskawicznie rozpętuje się gównoburza.

To szalenie ciekawe zjawisko, bo podczas mojego mieszkania w rożnych krajach (2 dekady, więc trochę czasu) nie zauwazylam niczego podobnego. Wszędzie są lokale dla dorosłych i jakos rodzice z dziećmi nie szturmują ich drzwi, nie urzadzają awantur i nie drą się, że są dyskryminowani. Jakos kurde rozumieją, że zabieranie dziecka w pewne miejsca to nie jest dobry pomysł.
Są lokale specjalnie przystosowane do przyjmowania dzieci, jest ich wystarczająca ilosc, zeby nie stanowilo to problemu i w istocie – nie stanowi.

Ale w Polsce – oh nie. W Polsce panuje należymisizm. Zabiorę dziecko do pubu, bo należymisię. Do nocnego klubu, do knajpy, do miejsca tak małego, gdzie nie ma nawet jak wstawić wózka, bo NALEZYMISIE.

A jak ktoś ośmieli się coś powiedzieć, to zniszczę go, bo mnie dyskryminuje.
Mind boggling.

Napisane przez: futrzak | 5 września 2019

Oblej się kawą w McD, a dostaniesz miliony!

Bo w USA można pozwać za każdy absurd, nawet za to, że ktoś się obleje gorącą kawą, hahaha! Co za idiotyczny kraj! — pamiętacie zapewne tę sprawę, jej echa odbijają sie w polskich internetach do dziś.

Tylko, że to była urban legend.

Prawda dotycząca pozwu Liebeck versus McDonald’s, który toczył się przed sądem w Nowym Meksyku 25 lat temu, wyglądała zupełnie inaczej.

Zgadza się tylko jedno: Stella Liebeck faktycznie oblała się bardzo gorącą kawą.
Tyle, że nie prowadziła samochodu. 79-letnia kobieta siedziała na miejscu pasażera w samochodzie swojego wnuczka, który zaparkował i stanął. Poniewaz samochód nie miał cupholders, kobieta ustawiła kubek między nogami i podczas zdejmowania pokrywki oblała się kawą.

Rozlana kawa nie była po prostu „nieprzyjemna”. Miała temperaturę prawie 90 stopni celsjusza i spowodowała oparzenia trzeciego stopnia na 6% powierzchni jej ciała. Pani Liebeck po przewiezieniu do szpitala musiała przejść kilka operacji przeszczepu skóry, wymagała stałej opieki po opuszczeniu szpitala, a potem zostały jej nieusuwalne blizny.
Na początku chciała w ramach ugody z McDonald’s 20 tysięcy dolarów – McD odpowiedziało, że da jej 800 dolarów.

W tym momencie uznała, że czas zatrudnić prawnika.
Prawnik odkrył, że:
– McD wymagał od franczyzobiorców aby serwowali kawę o temperaturze 82-88 stopni;
– żaden inny lokal w mieście nie sprzedawał kawy tak gorącej – serwowano kawę o temperaturze 70 stopni;
– płyn o temperaturze 88 stopni powoduje oparzenia trzeciego stopnia po 3 sekundach i spowodowałby oparzenia jamy ustnej przy próbie wypicia;
– płyn o temperaturze 70 stopni potrzebuje 20 sekund aby wywolac oparzenia trzeciego stopnia;
– McD był pozwany siedemset razy w poprzedniej dekadzie z powodu serwowania zbyt gorącej kawy, w efekcie czego firma musiała zapłacić pół miliona dolarow odszkodowania oraz nakazano jej obniżyć temperaturę serwowanej kawy.

Sprawa przeszła najpierw przez mediatora, który zasugerował ugodę w wysokości 225 tysięcy dolarów, została ona jednak odrzucona przez McD. Sprawa trafiła na wokandę, sędzia wydał wyrok: 200 tysięcy compensatory damages (zadośćuczynienie?) oraz 2.7 miliona dolarów w ramach punitive damages (dodatkowego ukarania?).

Ha – powiecie – no i dostała swoje miliony!
Otóż, nie. Ława przysięgłych uznała, że pani Liebeck była winna wypadku w 20%, więc obniżono compensatory damages o ten procent, do 160 tysięcy dolarów; następnie punitive damages zostały obniżone do wysokości 3 razy wyższej, niż compensatory – 480 tysięcy dolarów. Koniec końców, finalna suma całkowitego odszkodowania wyniosła poniżej 600 tysięcy dolarów (na tyle zgodziły sie w końcu strony). Z tych pieniędzy poszkodowana musiała wypłacić wynagrodzenie prawnikom oraz zapłacić rachunki medyczne za operacje, szpital i opiekę. Zostało jej bardzo niewiele….

Jak to więc się stało, że cała historia przybrała dość monstrualną i nieprawdziwą formę i w takiej formie rozlazła się po świecie, docierając nawet do takich śmiesznych krajów, jak Polska?

Proste.
McD wiedział, że sprawa wygląda źle i postawi ich w bardzo złym świetle, w wyniku czego spadnie im sprzedaż. Zatrudnili więc firmę od pijaru, która przeprowadziła zakrojoną na szeroką skalę oszczerczą kapanię w mediach, przedstawiającą panią Liebeck jako przebiegłą, chciwą staruszkę, której celem życia stało się wyciągnięcie milionów od bogu ducha winnej firmy McDonald’s. I to firma przecież stała się ofiarą złodziejstwa.

Zadziałało.
Pani Liebeck, która wtedy miała 81 lat, nie miała już ani siły, ani pieniędzy na następny proces. Pozostałe jej fundusze wydała na opłacenie pensji opiekującej się nią pielęgniarki (jako, że wymagała 24h asysty). Zmarła w 2004 roku, w wieku 91 lat, przyglądając się, jak fałszywa urban legend jest wykorzystywana w każdym jednym przypadku do oczerniania klientów wielkich korporacji, a następnie w przeprowadzaniu tzw. „tort reform” (takie zmiany systemu legislacyjnego, które oganiczyłyby możliwości pozywania korporacji przez poszkodowanych klientów).

PS:
Drodzy czytelnicy, zanim następnym razem powtórzycie jakiś absurdalnie brzmiący news z USA, zastanówcie się, czy aby na pewno nie jest to następna oszczercza i zmyślona w większej części urban legend, sponsorowana przez jakąs korporację lub inną organizację…

zrodlo

Napisane przez: futrzak | 4 września 2019

BPS

czyli Banco de Provisiones Sociales – tutejszy odpowiednik ZUS.

Chłop podłapał fuchę – rzecz polegająca na wyjeździe i pracy cały dzień jako mechanik. Jako że dniówka dobra, to się zgodził i nie spodziewał sie niczego innego ponad to, że będzie zasuwał na czarno i dadzą mu kasę do ręki.
Na wstępie zapytano się go o DNI (numer tutejszego dowodu osobistego), ale o to się pytają wszędzie, to podał.
Jakie było jego zdziwienie, kiedy na 15 minut przez rozpoczęciem pracy dostał SMSa z BPS informującego, ze jest.. ubezpieczony.

Pracodawca po prostu zarejestrował go w BPS, zgodnie z prawem. Sam ze siebie.

Napisane przez: futrzak | 2 września 2019

Newsy z Urugwaju

Pewna Urugwajka wyjechała na wakacje do USA, odwiedzić córkę i jej nowo narodzone dziecko.
Miała ważną wizę turystyczna, wsiadła w autobus Greyhounda z Chicago do Topeka Kansas. Autobus zatrzymal się w Saint Louis i tu zaczęły się kłopoty.

Pracownica dworca Greyhounda powiedziała jej, żeby natychmiast opuściła autobus, bo jak nie, to zostanie wezwana policja, a ona skończy w więzieniu. Pani Villella uznała, że nie ma powodu wysiadać – miała opłacony i ważny bilet, bagaż w luku bagażowym autobusu no i ważną wizę. Domagała się wyjaśnień. Wyjaśnień nie otrzymała, za to przyjechała policja, która siła wywlekła ją z autobusu. Podczas ciągnięcia przez autobus noga starszej pani utknęła między siedzeniami, a wtedy policjant sprzedał jej kopa w nogę (między kolanem a biodrem), po którym zemdlała.

Kiedy odzyskała przytomność autobus, razem z jej bagażem, już odjechał, zaś policja wręczyła jej kwita wzywającego ją do sądu w sprawie „zakłócania spokoju”.
Na szczęście ktoś wezwał karetkę, pani Villella została przewieziona do szpitala i opatrzona, poczem pomocy (w postaci hotelu i ubrań na zmianę oraz posiłku) udzieliła jej lokalna organizacja społeczna. Pracownik tejże organizacji powiedział, że to nie pierwszy raz, kiedy obcokrajowcy (extranjeros) zostali tak potraktowani w Sain Louis.

A teraz smaczek na koniec: policja wycofała wezwanie do sądu jak zobaczyli, że pani Villella legitymuje się włoskim paszportem…

Nie, żeby takie traktowanie cudzoziemców w USA – zwłaszcza ludzi, którzy mówią po hiszpańsku a słabo operują angielskim, było czymś wyjątkowym. Ani to pierwsze, ani zapewne ostatnie doniesienie tego typu, niestety.
Natomiast w Urugwaju narobiło nieco hałasu, bo Urugwajczyków jak do tej pory nikt nigdzie tak nie traktował i w ogóle w głowie im się nie mieści, ze policja może kogoś pobić ot tak, bez powodu. Tutaj się to po prostu nie zdarza.

zródło razem ze zdjęciami – bo poszkodowana nagrywala telefonem wszystko, aż do czasu, do kiedy straciła przytomność….

Napisane przez: futrzak | 31 sierpnia 2019

Religia hipokryzji

A tymczasem w USA chrześcijańska organizacja zajmująca się riserczem zrobiła badania dotyczące tego, kto najczęsciej robi aborcję.

Wyszło strasznie zabawnie, bo 70% ze wszystkich kobiet robiących aborcję to.. chrześcijanki, z czego aż 23% to ewangelicy…(evangelical christians).

Tak właśnie. Z jednej strony pieprz o tym, jakie to straszne morderstwo jest terminować ciążę, jak to trzeba ubezwłasnowalniać kobiety, którym chociażby przez myśl przejdzie to zrobić – ale z drugiej biegaj na wyprzódki i sam rób.
Dodajmy, że republikańscy politycy, ci którzy najgłośniej krzyczą i rwą się do zarządzania nie swoimi macicami pod pozorem „obrony życia” nie mają zadnych skrupółów namawiać i zmuszać swoich kochanek, co zaszly niechcący w ciążę, do jej usunięcia.

I nie, żeby w Polsce to było jakoś drastycznie różnie – ale ponieważ aborcja nie jest legalna, to nikt nie dysponuje danymi na ten temat…

Napisane przez: futrzak | 29 sierpnia 2019

O nauce matematyki

Wiecie do czego prowadzi nauka matematyki w szkole metodą podawania przykładów zadań do wkucia, wraz z danymi tablicowymi i wzorami, a potem sprawdzania tego testami? Ano do tego:

Własnoręcznie zadałem uczennicy zadanie: jeden żołnierz maszeruje 5 km/h. W batalionie piechoty jest 300 żołnierzy. Z jaką prędkością maszeruje batalion piechoty?
Palnęła 150, prędko się poprawiła na 1500 i ani feniga nie chciała spuścić, chociaż protestowałem, że to szybciej od samolotu.
A teraz gwóźdź programu do trumny szkoły: dziewczyna miała 15 lat.

A myślicie, że to odosobniony przypadek? Nie.
Myślicie, że tylko w polskiej szkole? Nie. Spotkałam na swojej drodze zawodowej całkiem sporą liczbę project managerów, którzy na podobnej zasadzie przeliczali czas potrzebny do wykonania różnych zadań, tudzież inne potrzebne parametry.

Dopóki mamy do czynienia z dzieciakami w szkole to nie jest problem. Ale potem taki dorosły manager, który czuje, że ma władzę (no bo zarządza, yaaaa yaaaa) przy próbach dyskusji miażdzy was, bo „matematyka jest królową nauk, a 5×300 to jest 1500, matematyka nie może się mylić a ty Kowalska nie pieprz głupot.”

No i większość ludzi, w warunkach corpo, po prostu zamknie japę, bo ma kredyt do spłacania, dzieci w szkole i generalnie po prostu chce żyć, więc kłocić się z przełożonym nie będzie.
Never underestimate the power of stupidity. Ona legnie u przyczyn większości ludzkich epickich fakapów, takich co to zadajecie sobie pytanie „no ale jak to było możliwe??? No jak????”.

Właśnie tak.

Napisane przez: futrzak | 28 sierpnia 2019

Mit sensowności rynkowej wyceny pracy

Bardzo ciekawie pisze o tym Hubert Walczyński.

Liberałowie uwielbiają opowiadać historie o tym, jak poziom wynagrodzeń jest bezpośrednią pochodną społecznego zapotrzebowania na daną pracę, jej efektywności, posiadania rzadkich umiejętności czy odpowiedzialności, którą podejmują osoby na kierowniczych stanowiskach. Tyle, że to nieprawda. Społeczna przydatność, jak widzimy, zdaje się być odwrotnie skorelowana z płacami. Rzadkość umiejętności? Jest bardzo wiele rzadkich umiejętności, których zupełnie nikt nie wynagradza. Efektywność pracy? Fryzjerzy w Szwecji nie operują nożyczkami kilkanaście razy bardziej efektywnie niż fryzjerzy w Indiach, a jednak zarabiają wielokrotnie więcej. A spoglądając na problem historycznie – prezesi korporacji jeszcze w latach 60. zarabiali przeciętnie 20 razy więcej niż szeregowi pracownicy, dziś zarabiają ponad 300 razy więcej. Czyżby nabyli nadludzkich zdolności i stali się piętnaście razy bardziej efektywni, podczas gdy produktywność ich pracowników stoi w miejscu? Również opowieści o odpowiedzialności na najwyższych szczeblach nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Dziś wszyscy CEO mają zapisane w kontraktach sowite odprawy, które sprawiają, że nawet po katastrofalnych decyzjach odchodzą z firm suchą stopą, z milionowym bonusem na pożegnanie.

(….)

Dystrybucja dóbr w kapitalizmie nie dokonuje się ani w imię zasady „każdemu według potrzeb”, ani „każdemu według zasług”, lecz zgodnie z regułą „każdemu wedle udziału w reprodukcji relacji władzy”. Pracę wycenia kapitał – najszczodrzej tę, która pomaga mu w dalszej akumulacji kapitału.

Napisane przez: futrzak | 27 sierpnia 2019

A tak poza tym, co słychać w Montevideo?
Na przykład to: dziś doleciały tutaj dymy z płonącej Amazonii.

A wiecie, kto w większości jest odpowiedzialny za to bandyctwo?

The Amazon terminal is run by Hidrovias do Brasil, a company that is owned in large part by Blackstone, a major U.S. investment firm. Another Blackstone company, Pátria Investimentos, owns more than 50 percent of Hidrovias, while Blackstone itself directly owns an additional roughly 10 percent stake. Blackstone co-founder and CEO Stephen Schwarzman is a close ally of Trump and has donated millions of dollars to McConnell in recent years.

Nazwa firmy Blackstone przynajmniej części czytelników jest znana. Kto za nią stoi? Jeden ze współzałożycieli i CEO to niejaki Stephen Schwarzman, który – oh oh co za przypadek – jest głownym sponsorem Trumpa i McConnella.

I pomyśleć, że w polskich Internetach znajdują się idioci, którzy jak papugi powtarzają narrację o tym, jakoby Brazylia musiała palić Amazonię, bo bez tego kraj upadnie, PKB nie będzie rosło i że ludzie będą głodować.
Nóż się normalnie w kieszeni otwiera.

zrodlo

Napisane przez: futrzak | 26 sierpnia 2019

Ramię rekonwalescenta.

Wygląda tak i jest rozwojowe:

Napisane przez: futrzak | 24 sierpnia 2019

Wypadki chodzą po ludziach…

…niestety.

Wczoraj odbywała się demonstracja pod ambasadą Brazylii przeciwko polityce palenia Amazonii i przyzwolenia na to przez rząd Bolsonaro.
Ja nie mogłam pójść, bo praca, ale Chłop pojechał.

Jak wracał rowerem, jadąc po ścieżce rowerowej, został potrącony przez samochód, który zajechał mu drogę. Chłop nie zdążył wyhamować, przeleciał przez maskę, spadł na kamienie i przetoczył się kilka razy.
Całe szczęście, że kierowca nie uciekł z miejsca wypadku, tylko zadzwonił na pogotowie. Przyjechali po jakichś 10 min, Chłop był w takim szoku, że zapomniał hiszpańskiego. W karetce była lekarka, która mówiła po angielsku, dziękabogu.

Nie połamał się, na szczęście, jest tylko straszliwie potłuczony. Dobrze, że miał wyćwiczone odruchy padów, zasłaniania głowy i takich tam z treningów karate i dżudo. Prawdopodobnie dzięki temu nie zostanie kaleką.
Jak jutro wstanie z łóżka, to będzie bardzo dobrze. Jak nie, to mu pomogę.

Napisane przez: futrzak | 23 sierpnia 2019

Dobra wiadomość na dziś!

Bo właśnie zdechł David Koch.
Nazywanie tego ścierwa „filantropistą” to jakieś kosmiczne nieporozumienie.

Older Posts »

Kategorie