Napisane przez: futrzak | 3 Grudzień 2016

Reforma edukacji….

Dyskusja o reformie edukacji. Wypowiadają się nauczyciele.

I ten charakterystyczny motyw, powtarzający się aż do rzygu: wzorów na pamięć trzeba się uczyć! Bo Internetu moze nie byc, bo książki moze nie być, bo bez znajomosci wykutej na pamięć nie będzie dziecko umiało znalezc potrzebnej informacji, bo nie rozwiąże zadania aż….wreszcie koronny argument:
Bo nauka na pamięć, obojętnie czego – wiersza, wzoru czy daty, to jest niezły trening dla mózgu!

Otóż, nie. Nauka na pamieć nie jest dobrym treningiem NICZEGO. Zajmuje tylko czas i połączenia neuronowe, ktore mozna bylo zużyć na coś bardziej pożytecznego. Setki prac z zakresu psychologii poznawczej, neurobiologii, tego jak ludzki mozg funkcjonuje, praca pedagogów – to wszystko, jak krew w piach, bo nadal ciągle są tabuny nauczycieli co to uważają, że nauka na pamięć jest dobrym treningiem. Moze niech jeszcze ktos zaproponuje naukę jezyka obcego poprzez wkuwanie na pamięć zdań, ktorych znaczenia uczeń nie rozumie. To ci dopiero nauka!

PS:
i bardzo proszę w komentarzach o nie powtarzanie bredni jakoby „ludzie wykorzystywali tylko kilka procent swojego mózgu”. Jesli ktos przespał ostatnie dekady rozwoju nauki, to niech chociaz to przeczyta.

Napisane przez: futrzak | 2 Grudzień 2016

Postępy diety

Trzymanie sie diety low-carb przynosi efekty.
Na początku, ze względu na uzależnienie od carbs było trudno, bardzo trudno. Teraz już czuję się normalnie, a nawet bardzo dobrze, mam wystarczająco dużo energii do ćwiczeń (o ile jestem wyspana) i całej reszty. Hiperglikemia zniknęła.

Wazyć co prawda się nie ważę, bo nie mam wagi, ale zmniejszyłam sie o 3 dziurki w pasku oraz ludzie, co mnie 2-3 miesiace nie widzieli mówią „ale schudłaś”. Idzie to wolno, ale nie głodzę sie, nie miotam i nie rzucam.

Najlepsze śniadanie, o ile jestem w domu, to 5 jajek ugotowanych na miękko, z musztardą albo chrzanikiem. Wystarcza na 5-6 godzin. Resztę diety stanowi mięso (podroby tak często, jak się da), warzywa, owoce o niskim glycemic load, zielenina, orzechy. Z tłuszczów to zwierzęce, oliwa, kokos. Dużo serów (ale muszą być sfermentowane – ricotta odpada, puchnę po niej).
Do diety powoli zaczynam dodawać ćwiczenia – ale nie żadne aerobowe ani nic z tych rzeczy, nie. Ćwiczenia na mięsnie. Bo masa mięśniowa wraz z wiekiem zaczyna maleć, a im mniej mięśni, tym wolniejszy metabolizm.

Właśnie. Tutaj wypada obalić następny mit odchudzania: cwiczenia do upadlego, bo „wiadomo” im więcej się spali, tym więcej się schudnie. Otoz tak, schudnie się, ale to będzie utrata innych tkanek:

If someone says, ‘I lost four pounds this week!’ Well, your body can only metabolize, or energize, about two pounds of fat per week maximum, so the other two pounds have to come from some other tissue,” he said. “And people say, ‘Well, it’s just water weight!’ And that’s partly true — it is water, because water is stored in muscle. Muscle is about 77 percent water. Fat is only 7 percent water.

Czyli: ktos mówi, ze stracił 4 funty (1.8 kg) w ciągu tygodnia. Problem polega jednak na tym, że ciało ludzkie może zmetabolizować maksymalnie w ciągu tygodnia 2 funty tłuszczu, więc pozostałe dwa muszą pochodzić z jakiejś innej tkanki. Ludzie mówią „tak, zeszla woda!” i jest to częściowo prawda – woda, bo woda jest składowana w mięśniach. Mięsień sklada się w ok. 77% z wody. Tłuszcz zawiera tylko 7% wody.

Kiedy zaczynamy intensywnie ćwiczyć (np. biegac, trenowac aerobik, wyczynowa jazde na rowerze etc.) i spalać większą ilość energii niż zwykle, nasz mózg reaguje na to odpowiednio zwiększając hormony sterujące poczuciem głodu oraz obniżając tempo metabolizmu. Do tego dochodzi „wiadoma” wiedza glosząca, ze po ciezkim treningu nalezy zjeść duzo węglowodanów.
To dlatego większość osob znajduje intensywne cwiczenia jako nieskuteczne, bo bez glodzenia ich cialo rekompensuje odpowiednio utrate energii. To jest ścieżka donikąd. Jedyne, co dziala na dluzszą metę to dieta z węglowodanami ograniczonymi do minimum i umiarkowane ćwiczenia mające głownie na celu podtrzymanie masy mięśniowej.

Jak ktos ciekaw wszczegółów, niech przeczyta poniższy
artykuł.

No.
A w ramach bonusu dla Polski zasypanej śniegiem widoczek z pobliskiego placu zabaw, który znajduje się nad samą wodą:

img_0849

img_0850

Napisane przez: futrzak | 30 Listopad 2016

The end!

No więc, technik przyszedł dziś i naprawił. Okazało się, ze gniazdko, do ktorego był podlaczony router na naszym piętrze, zepsuło się. Poniewaz to gniazdko wbudowane w sciane, to tymczasowo zostal przeciagniety przedluzacz z nizszego piętra i w niego wpięty router….pan technik okazal sie byc kumata osobą i jak zobaczyl „instalację” to obiecał zlozyc 2 oferty na jej przebudowe i naprawe. Jedna: z miedzianymi kablami, druga na bezposrednie podłączenie do swiatlowodu routera WiFi w kazdym mieszkaniu. Coz, to drugie pewnie upadnie, ze względu na koszty, ale juz sama wymiana przedwiecznych routerow wiszacych na kablach poskręcanych i posklejanych duct tape powinna wiele pomoc…

No i tak się konczy bajka w temacie jak to mozna miec super-nowoczesna infrastrukturę ze światlowodow, a do mieszkania dochodzi gówno, bo administracja budynku se chciała przyoszczędzic…
Jedna znajoma skomentowała: „czyli wszędzie tak samo”. Ja jej na to, że nie do końca. No bo obejrzalam sobie wczoraj okablowanie budynku w piwnicy. Skrzynka swiatłowodowa z rozdzielnikiem, której to skrzynki wlascicielem jest Antel (panstwowa firma tutejsza) zrobiona bardzo porzadnie. Natomiast to, co poza owa skrzynka – tragedia.

Generalnie jednak jeśli chodzi o backbone Internet, to Urugwaj ma najlepszy w Am Pd. Bo Antel jest panstwowy i realizuje politykę rządu: jak najszybciej dostarczyć strukturę teleinformatyczna dla całego kraju. A w takiej Argentynie, ktora bogatsza i firmy energetyczne i od Internetu sa prywatne, to power outages byly w lecie ciągle (przynajmniej na terenie Buenos Aires, być może wygląda to lepiej w innych częściach kraju) a łącza do Internetu drogie i gówniane.

Z kolei jak mieszkałam w Dolinie Krzemowej (Mountain View, o rzut beretem od Google) to też było gównianie, bo było dwoch monopolistow od kablowki, ktorzy mieli zmowę cenowa i wysrane na klientów. A Comcast i AT&T wszak sławne sa ze swojego supportu, prawdaż. Jak mi ktoś podpieprzył kabel ze skrzynki na zewnatrz (do ktorej nawet nie miałam kluczy przeciez) to najpierw na mnie chcieli zwalić, potem 3 dni czekałam na naprawę. A jak mi bałwany z Comcastu źle router skonfigurowały, to jakbym sobie sama go nie poprawila (z pomocą kumpla), to bym nigdy nie miała działajacego, bo „po ich stronie wszystko ok” i tak sie bujalam 2 tygodnie między jednym supportem a drugim…

No.
Cóż, jeśli kiedyś dorobię się własnej chałupy tutaj, to napewno na terenie, gdzie jest światłowód Antela, i ja ten światłowód będę miała prościutko do mojego kompa :)

Napisane przez: futrzak | 29 Listopad 2016

…taki skurwiały dzień jak dziś. Z domu pracować nie mogę, bo Internet jak się wykrzaczył wczoraj, tak leży dalej. Telefon do administracji (oczywiscie oni urzęduja tylko 9-17.00, a jakze) zaskutkował tym, ze facet powiedzial, ze on tylko moze zadzwonić do Antela i poprosić, zeby przysłali technika. Ta.
Jakbyśmy mieli telefon bezpośrednio na linię dyżurującą Antela, to sami zadzwonilibyśmy wczoraj…

No wiec, Internetu nadal nie ma, siedzę w biurze, a tam oczywiście dziamgotanie i pierdolenie i rozmowy i kurwa hałas taki, że szlag mnie trafia.
Najwyraźniej oni wszyscy są w stanie wytrzymać w ciszy i skupieniu gdzieś tak może godzinę od przyjścia, a potem już zaczyna się jazda.

Matko, żeby ten Internet naprawili, bo jeszcze dzień albo dwa i zacznę strzelać.
Słuchawki dają radę może z godzinę albo dwie, potem zaczyna szumieć i buzować jak w ulu.

AAAAAA!!!!!
Integracja-sracja i pierdolenie o szopenie, a nie „wspólna praca” i „integrujące środowisko”. To tyle, co mam na dziś do powiedzenia.

Napisane przez: futrzak | 28 Listopad 2016

Wpływ pogody na nasz nastrój

Oczywiście, każdy zaraz odkrzyknie, że jest wpływ i to wielki!

Bo jest.
Ale ciekawe są szczegóły.
Dwóch naukowców – jeden fizyk, mający dostęp do historycznych danych dotyczących pogody w Provo, a drugi psycholog – mający dostęp do danych dotyczących zdrowia/samopoczucia ludzi żyjących w Provo, postanowili zrobić analizę porównawczą.

Co się okazało.
Najważniejszą zmienną mającą wpływ na samopoczucie i zdrowie psychiczne jest ilość czasu od wschodu do zachodu slońca, a dokładnie ilość promieniowania słonecznego (irradiance which hits the ground) jaka do nas dociera. Temperatura, zanieczyszczenia powietrza czy opady nie mają zbyt wielkiego wpływu.

Oczywiście, ktos zaraz powie, że deszcz go wkurza etc. – ale w tym badaniu chodziło nie o chwilowe wachnięcia nastroju, ale o stany bardziej powazne typu sezonowa depresja etc.

zrodlo

No.
I dlatego mieszkanie przy takiej plaży (widoczek sprzed paru dni) ma swoje zalety, chociaż plaża jak to plaża – płaska i nudna, na dłuższą metę, chyba że ktos nauczy sie obsługiwać kites…

img_0856

Napisane przez: futrzak | 25 Listopad 2016

Signum Temporis

Technologia zmienia się dość szybko – dziś doszliśmy do etapu jednego pokolenia.
A ludzie zmieniają się wolno.

Ci, którzy narzekają na „młodzież przylepioną do smartfonów non-stop” zapomnieli o latach 30-40 (i pozniej) kiedy dokladnie ta sama potrzeba byla zaspokajana… gazetą w miejscach publicznych. Wtedy okrzykiem mającym sprowadzić na tory dobrego wychowania było „nie czyta się przy jedzeniu” i podobne.
Sedno problemu jednakowóż pozostaje takie samo: szukanie sobie innego zajęcia w momencie, kiedy social gathering jest nudne bądz odbywa sie z ludzmi, z ktorymi nie mamy zupelnie nic wspolnego ani nic do powiedzenia.

Albo inny przyklad, z mojego własnego życia. Ojciec mój miał fisia na punkcie obserwacji pogody. W domu, obok termometru znajdował się higrometr oraz barometr. Ojciec dzień zaczynał od od rundki od jednego okna, do drugiego i trzeciego, obejrzenia odczytów, starannego ich zapisania w kajeciku, a potem obejrzenia prognoz pogody w telewizji.

Kilkadziesiąt lat mineło, i co robię ja?
Zaczynam dzień od wciśnięcia budzika na smartfonie a następnie odpalam aplikację z prognozą pogody. Wychodzę na balkon zawietrzyć (nauczylam sie juz jak pies odrozniać skąd wieje wiatr*), potem siadam do kompa i odpalam już dwa profesjonalne websajty z informacją pogodowa plus informacje z satelity odnośnie przemieszczania się chmur. Jeśli nie wykonam w/w czynności czuję się co najmniej chora :)

Potrzeba ta sama – a sposób zaspokajania zmienił się wraz z rozwojem technologii…

PS:
* – odróżnianie skąd wieje wiatr nie polega wcale na wystawieniu obślinionego palucha i zmapowaniu tego na kierunki świata, ponieważ w naszym fyrtlu balkonowym wiatr wieje w kółko, a czasami po zakosach, a czasami w ogole wcale. Zawietrzanie polega więc na tym, że wychodzę, wciągam w płuca powietrze i po zapachu oraz wilgotności jestem w stanie powiedzieć czy wieje z północy (wilgotna, tropikalna, gorąca wata), południa (lodowata arktyka, nawet w lecie) czy wschodu (niezapomniany obezwładniający zapach oceanu).
Zachodu nie bierzemy pod uwagę, albowiem wiatr zachodni zdarza się tak rzadko, że jeszcze nie obczaiłam detali :))))

PS2:
A tak wygląda subtropical storm w połączeniu z zachodem słońca. Zdjęcia robione srajfonem z balkonu w odstępie kilku minut….prawda, że szalenie widowiskowe?

img_0838

img_0840

Napisane przez: futrzak | 24 Listopad 2016

Edukacyjna tragedia

Sorry, ale na usta ciśnie mię się tylko WTF????

Stowarzyszenie Marketingu Bezposredniego wpadło na pomysł utworzenia klas profilowanych w szkołach ponadpodstawowych. Nic nowego, ale proszę państwa, jaki profil…..klasa o profilu call center.

Uczniowie klas o profilu call center mieliby koncentrować się na czterech filarach: komunikacja, obsługa systemów teleinformatycznych, prawa konsumenta i ochrony danych osobowych oraz higiena i ergonomia pracy.

Projekt został (ponoć) pozytywnie zaopiniowany przez Ministerstwo Rozwoju. Czeka na opinie Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Tak jest. Polska ustawia się w konkurencji z call center z Indii, podczas gdy Hindusi robią wszystko, zeby się z tego guana wydobyć.
I jeszcze jedno mnie w tym tekście uderzyło:

Część specjalistów sceptycznie ocenia pomysł osobnych klas o takim profilu – Przygotowanie – świetnie, ale trzeba też pamiętać, że o zdobyciu wyższego stanowiska w centrach elektronicznej obsługi klienta decyduje przede wszystkim wykształcenie wyższe.

Un-fucking-belivable.

Napisane przez: futrzak | 23 Listopad 2016

Choroba prawdopodśrodkizmu


Co to takiego ów „prawdopośrodkizm”? Przypadłość zawodowa dziennikarzy, dość rozpowszechniona, z tendencją wzrostową (liczby przypadków). Niestety, raczej nieuleczalna. Choroba bardzo wygodna, bo zabezpiecza przed zgłębianiem tematu, żmudnym sprawdzaniem, kto w danym sporze ma rację. Ustawiająca dziennikarza w niezwykle wygodnej pozycji – pomiędzy stronami sporu. Bo przecież „prawda leży pośrodku” (stąd nazwa choroby). Dotknięty nią dziennikarz nie tylko czuje się komfortowo. Prawdopośrodkizm sprawia bowiem, że wygląda jak najuczciwszy przedstawiciel zawodu: obiektywny, zdystansowany, przedstawiający racje wszystkich stron.

Przez to, co powyżej napisałem, absolutnie nie chcę powiedzieć, że obiektywne relacjonowanie jakichś sporów jest rzeczą złą. Wręcz przeciwnie. Dziennikarz ma obowiązek tak postępować. Tylko czy zawsze powinien stawiać znak równości między argumentami wszystkich stron?
[…]
Denialistów da się zresztą znaleźć chyba w każdej sferze nauki. Czy to jednak ma powodować, że dziennikarz będzie zawsze zajmował pozycję pośrodku sporu? Czy pisząc lub robiąc program o ewolucji, da również równy głos kreacjonistom? Zwolennikom płaskości Ziemi?

Tak. To choroba, która szerzy się z prędkością epidemii w polskich mediach. Koszmar.
Jej clou świetnie podsumowała Kiciputek w tym komiksie:

prawdoposrodkizm

Jak się do tego doda wyniki ostatnich badań wg. których 80% studentów nie odróżnia prawdziwych newsów od sfejkowanych to hm…..czy ktoś się jeszcze dziwi, że wyniki wyborów są, jakie są? Że tylu jest antyszczepionkowców, wierzących w homeopatię, magiczną wodę i chemtrailsy?

żródło

Napisane przez: futrzak | 20 Listopad 2016

Urugwajski schabowy

Czyli milanesa.

Milanesę można dostać wszędzie, w każdym mięsnym i restauracji, to podstawowa pasza Urugwajczyka, na lunch obiad i przekąskę :)

Od polskiego schabowego różni milanesę to, że… może być zrobiona z dowolnego mięsa, przy czym nie widziałam jeszcze z wieprzowiny :)
Milanesa de carne (carne znaczy mięso po hiszpansku) jest z wołowiny, milanesa de pollo z kurczaka oraz mamy milanesę z….sera i szynki :) Serio. Składa się z kilku plastrów szynki oraz sera obtoczonych w bułce tartej.

Mimo ogromnej powszechności milanesek w Urugwaju nie słychać nigdzie tak znajomego z Polski dzwięku walenia tłuczkiem do mięsa – oni robią to inaczej. Maja specjalne praski do mięsa – taka profesjonalna wygląda mniej-więcej tak:

Jak widać, technika robienia jest inna. Nie używa się jajka do maczania, po prostu na mięso sypie sie bułka tarta, a potem całość wjeżdza między wałki jak w pralce frani i voila – gotowe!
Trzeba przyznać, że ten sposób jest lepszy – nic sie nie odlepia od mięsa i nie rwie przy smażeniu a i smak przedni. Nikt tego sam w domu nie robi, bo po co? Gotowe już milanesy można kupić w kazdym mięsnym, supermarkecie, dosłownie wszędzie. Po co się meczyć?

A milanesa na bogato nazywa sie napolitana completa i ma na górę dorzucone jajo sadzone, szynkę, roztopiony ser, na stronie pomidor, sałate i czasem inne warzywka :)

milanesa-napolitana

Napisane przez: futrzak | 18 Listopad 2016

Starówka Montevideo – cd.

Kończymy spacer po Starym Mieście.
Mała urocza uliczka, która dochodzi do Mercado del Puerto. W tle budynek aduany (czyli urzędu celnego przyportowego).

img_0808

Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 16 Listopad 2016

Dokąd zmierza Apple

Panie i panowie,

przedstawiamy najnowszą strategię marketingową Apple!
Już za jedyne 300 USD możecie nabyć album ze zdjęciami sprzetu! Komu komu bo idę do domu!

20 lat historii dyzajnu!

PS:
najsmutniejsze jednak jest to, że są ludzie, którzy to kupią…jak to określili u mnie w pracy* : this is very nice coffee table book

* – u mnie w pracy tj. w firmie klienckiej, która jest startupem z San Francisco.

Napisane przez: futrzak | 15 Listopad 2016

I dalej spacerem po starym mieście…

Plaza Zabala. Na środku oczywiście pomnik pana na koniu. Obok niego potężne drzewo, w jego cieniu ławeczki. Bardzo przyjemnie tam siedzieć w środku dnia, przynieść ze sobą lunczyk, wypić mate…

Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 14 Listopad 2016

A co tam w Urugwaju?

Wiosna przyszła, tj. pogoda nieco lepsza niż w Polsce w lecie.

Peso urugwajskie od kilku miesięcy się niebezpiecznie umacnia, w związku z czym bank centralny Urugwaju robi to, co jeszcze niedawno robił bank centralny Szwajcarii z frankiem, tj. „drukuje” sobie peso i skupuje z rynku dolary, zeby utrzymac kurs, a wszystko po to, zeby eksport nadal był opłacalny.

Co jeszcze? A na przykład to, że państwowa firma ANCAP zajmująca się produkcją paliw (właściciel jedynej rafinerii w Urugwaju), cementu (też mają monopol) i alkoholi wybuduje w ciągu następnych kilku lat sieć stacji ładowania elektrycznych samochodów – wzdłuż wybrzeża, co 60 kilometrów.
Samochodów elektrycznych na ulicach co prawda jeszcze nie widać, ale pewnie już niedługo pojawią się, bo cło importowe na elektryki jest śmiesznie niskie (kilka procent) a na spalinowe koszmarnie wysokie. Rząd Urugwaju konsekwentnie zmierza w stronę uniezależnienia się od paliw kopalnych – a to jest następny krok.
Przypomnijmy – kraj już teraz 95% elektryczności produkuje ze źródeł odnawialnych (zapory wodne, wiatraki, fotowoltaika).

No. A że pogoda ładna, to w nastepnym wpisie będą znowu zdjęcia…

Napisane przez: futrzak | 12 Listopad 2016

Ah i żeby nie było złudzeń: początek kadencji Trumpa będzie wyglądał świetnie. Będzie on chciał na wszystkich sprawić wrażenie zrównoważonego, godnego zaufania prezydenta, który wie co robi. Gospodarka rozkwitnie, bo Wall Street bez skrępowania Dodd-Frank Act zaleje rynek masą pieniędzy w postaci taniego kredytu. Zacznie się spekulacyjna bonanza, przy której mortgage-backed securities będą się wydawać małymi wprawkami dorastającego Jasia.

Można mieć tylko nadzieję, że Chiny zdążą z wprowadzeniem i dopięciem swojego własnego światowego systemu walutowego, który pozwoli na kontynuowanie międzynarodowego handlu bez udziału SWIFT i dolara.

Napisane przez: futrzak | 10 Listopad 2016

Nazajutrz

Przyczyny porażki demokratów podsumował Sanders:

We cannot be a party which on one hand says we’re in favor of working people, we’re in favor of the needs of young people but we don’t quite have the courage to take on Wall Street and the billionaire class. People do not believe that. The Democratic Party has got to decide which side it’s on.

Partia demokratyczna zdradziła swój elektorat, tradycyjnie była to working class of America, i zwróciła się w stronę Wall Street i oligarchii. Na dodatek zdecydowali się, za pomocą oszustw w primaries, nominować na swoją kandydatkę jedną z najmniej popularnych i budzących skrajne emocje polityczek.
W pełni zasłużyli na porażkę.
Jeśli teraz się nie przeorganizują i nie zmienią frontu o 180%, zejdą z areny dziejów polityki. Raczej.

Co dalej?
Sądząc z zapowiedzi Trumpa, zrobi on z USA państwo faszystowskie. Wolna ręka dla biznesów oligarchii, zwrot w stronę paliw kopalnych (ropa, węgiel, gaz), obnizka podatków dla corpo – swoich. W wypadku nie-swoich? Przejmowanie pod pretekstami (ktorych w ustawodastwie pełno, oj pełno, Patriot Act i pokrewne się kłania), ale przecież całkiem legalnie. Przywrócenie białej supremacji kosztem państwa policyjnego dla mniejszości, emigrantów i przeciwników politycznych (padło już nazwisko znanego rasisty i zwolennika zamordyzmu jako min. spraw wewnętrznych). Zniesienie Obamacare i czegokolwiek, co Obamie mimo obstrukcji republikańskiego kongresu udało się osiągnąć.

Dla biznesu opierajacego sie na surowcach, taniej sile roboczej i produktach finansowych będzie to jazda w górę jak nigdy. Dla Doliny Krzemowej i zachodu USA wręcz przeciwnie. Już teraz powoli wypełza inicjatywa #Calexit . O ile wcześniej takie pomysły uważano za żart, o tyle teraz, w nowej realności i z widmem utraty swoich zysków przez New Money, może to przybrać bardziej realne kształty.

Tu i ówdzie odzywają się głosy o „współpracę” ale nie oszukujmy się – z faszystami depczącymi podstawowe prawa obywatelskie nie ma współpracy, a tym bardziej, jeśli w grę wejdzie konflikt interesów Old and New Money. USA już to raz przerabiały przy okazji wojny secesyjnej – tam tez bylo starcie róznych oligarchii – rolniczego poludnia, opartego o niewolniczą siłę roboczą i industrializującej się północy.
Dzisiejszy konflikt będzie szedł pomiędzy starym przemysłem opartym o paliwa kopalne i zbrojeniówkę a nowym, opartym o rozwój nowoczesnych technologii i patrzącym w strone energii odnawialnej. Tu nie ma porozumienia, bo pierwszy dostanie izolacjonizm i protekcjonizm, a drugi bez otwarcia na świat istnieć nie może…

Także, panie i panowie, proszę zapiąć pasy i przygotować się na turbulencje.
Najsmutniejsze jest to, że polskie tzw. „elity” polityczne w ogóle, ale to w ogóle, nie ogarniają sytuacji. Cieszą się, że wreszcie nastąpi koniec „tej głupiej politycznej poprawności”, a dla Polski i reszty świata będzie bardzo dobrze, kiedy „strongman” weźmie się wreszcie „za porządek u siebie”.

Historia lubi się powtarzać. Ale kto by dzisiaj zawracał sobie głowę jakimiś książkami o przeszłości, nie?

Napisane przez: futrzak | 9 Listopad 2016

Gdzie dobrze obudzić się rano…

To taka ulga, obudzić się rano, zobaczyć że wybory w USA prawdopodobnie wygra małpa z brzytwą (senat już jest republikański) i zdać sobie sprawę, że mieszka się w Urugwaju….jaka ulga….

Świecie, przygotuj się na jazdę rollercoasterem bez trzymanki. To będzie zmierzch imperium – pytanie, czy upadające imperium pod wodzą prytmitywnego idioty pociągnie za sobą w płomieniach pół świata…

…no chyba, żeby nastąpił cud. Ostatecznie glosują elektorzy. Oraz, zdarzaly sie przeciez w przeszlości imperium morderstwa wyjątkowo niewygodnych prezydentów, zawsze oczywiście dokonywane przez szaleńca odseparowanego od wszystkiego i wszystkich….

PS:
po przemysleniu: jedyna szansa na pozbycie sie Trumpa zaszłaby wtedy, gdyby republikanie uznali go za zbyt wielkie zagrożenie. Ale w zasadzie dlaczego mieliby go uznać za zagrożenie….

Napisane przez: futrzak | 8 Listopad 2016

Faces

A te zdjęcia są moje, a zarazem nie moje…kto zgadnie dlaczego?

img_0815

img_0816

img_0817

img_0818

Napisane przez: futrzak | 6 Listopad 2016

Pieniądze szczęścia nie dają…

To taka fajna mantra, wymyślona bo:

moneycantbuyhappiness

Oczywiście, jeśli ktoś jest głupi i lekkomyślny, przepieprzy na przykład milion dolarów na idiotyzmy, a potem będzie piszczał. Albo, jeśli ktoś jest zadufanym aroganckim bucem, pełnym pogardy dla innych, to wszyscy będą się trzymać z daleka od takiego kogoś. Ale poza tym mamy normalnych ludzi i zastanówmy się, co dla nich spowodowałoby nagłe zwiększenie dochodów?

– oh, mogę spłacić kredyt za dom, już nie muszę się martwić!
– oh, mogę już dziś zrezygnować z tej idiotycznej i odmóżdzającej roboty i zająć się tym, co uwielbiam!
– ojej, mogę iść ma studia, o których zawsze marzyłam!!!
– mogę wreszcie opłacić profesjonalną opiekę dla mojego niepełnosprawnego dziecka
– mogę kupić moim rodzicom dom i zapewnić im spokojna i dostatnią starość, na jaką zaslugują
– mogę pozwolić sobie na trójkę dzieci!!!
– mogę wreszcie pojechać w góry i oddać się pasji snowbordu

… i tak dalej…
Są setki możliwości, w dzisiejszym świecie każdy o czymś marzy i tylko nielicznym udaje się to zrealizować. Prawie zawsze tymi nielicznymi są ludzie, którzy urodzili się we właściwym czasie, miejscu I RODZINIE. Bogatej – albo wystarczająco bogatej, która zapewniła im miękki start.

Więc proszę, zwykły człowieku, nie powtarzaj tych neoliberalnych bredni, mających na celu trzymanie ordnungu wśród szaraczków. Mówienie, że „pieniądze szczęścia nie dają” to jest dorabianie teorii do smutnych faktów. A fakty są takie: większości ludzi z klasy pracującej i średniej większa ilość pieniędzy sprawi więcej radości. Oczywiście, zawsze znajdą się posrane na mózgu jednostki z obu końców spektrum, które albo dostaną małpiego rozumu na widok gotówki albo takie, których już ilość pieniędzy zupełnie nie rusza, bo są kompletnie i totalnie zblazowane. Ale proszę, dlaczego sądzić cała populację według ekstremów i na tej podstawie rozpowszechniać bzdurne memy????

Napisane przez: futrzak | 5 Listopad 2016

Rewelacje z polskich oddziałów ginekologicznych

Koleżanka, co niedawno była, przyniosła.

– Po co sobie robić test pappa [mówi kobieta będąc już w grupie ryzyka wiekowego, gdzie test jest i tak darmowy], przecież jak będzie Down, to chyba urodzę… Ale na pewno nie bedzie, tu chyba widać kość nosową?

– Ojej, to mogą być jeszcze jakieś inne wady płodu? To coś poważniejszego w moim wypadku? Ale jak to??

Wisienka na torcie: prowadząca lekarka do pacjentki, która zapytała o test papp:

– Słodkiego Downa pani nie urodzi jakby co? Co to pani zmieni?

Tak, to Polska, XXI wiek. Lekarz bezczelnie kłamiący pacjentowi w temacie procedur diagnostycznych. BO MOŻE. W normalnym kraju taki lekarz straciłby prawo do wykonywania zawodu. A w Polsce co? NIC. W Polsce zapewne zostanie to podciągnięte pod „klauzulę sumienia”. KURWAMAĆ.

Napisane przez: futrzak | 3 Listopad 2016

Tyle słońca w całym mieście…

A bo było, było.

Ale zaczniemy przyziemnie, od śniadania. Na uwagę zasługuje fakt, że wszystkie składniki zostały kupione na lokalnym targu, który mam w niedzielę o 2 przecznice od domu. A na tym targu są sprzedawane produkty lokalnych farmerów.

Czytaj dalej…

Older Posts »

Kategorie