Napisane przez: futrzak | 15 Styczeń 2017

Wiara w politykę

Ukazał się właśniedość przygnębiający artykuł.

Zbadano rezonansem magnetycznym mózgi 40 ochotników: zadano im szereg pytań dotyczących ich poglądów politycznych oraz niepolitycznych, a następnie zaprezentowano kontrargumenty do ich przekonan obserwując równocześnie pracę ich mózgu.
Okazało sie, że próby podważania poglądów politycznych aktywują obszary mózgu odpowiedzialne za poczucie własnej tożsamości i odpowiedzi emocjonalnej na poczucie zagrożenia.
Słowem: racjonalne argumenty poddające w wątpliwość czyjeś poglądy polityczne są odbierane jako atak na własną tożsamość i tym samym są kompletnie odrzucane.

Czyli – mechanizm właściwie taki sam, jak w wypadku argumentacji na temat religii z osobą wierzącą.
Nie, żeby to jakaś nowość była – filozofowie i psycholodzy już dawno zauważyli, że z wiarą dyskusji nie ma.
Tyle, że w wypadku poglądów politycznych ma to dość poważne konsekwencje. Tam, gdzie ludzie powinni kierować się rozsądkiem, faktami i logiką, kierują się wiarą, co całkowicie uniemożliwia jakąkolwiek merytoryczną dyskusję. Recipe for disaster i właśnie to obserwujemy na scenie politycznej wielu państw.
Zamiast mieć do czynienia ze świadomymi obywatelami, mamy do czynienia z rzeszami wyznawców. A dla wyznawcy możliwym jest tylko zamiana jednej religii na drugą, tertium non datur. Wyznawcą można manipulować i wmówić mu najbardziej absurdalne rzeczy – ten właśnie mechanizm wykorzystują politycy i najróżniejszej maści oszuści i szarlatani.

Napisane przez: futrzak | 12 Styczeń 2017

Trump a kwestia wiz H-1B

Jak wiadomo podczas kampanii Trump wypowiadal sie przeciwko programowi wiz emigranckich i pracowniczych. Wszyscy jednak przyzwyczaili sie do tego, ze mowił on wiele rzeczy, potem odwoływał i zmieniał zdanie.

Ale.
W zeszłym tygodniu ustawa zwana Protect and Grow American Jobs Act została ponownie wprowadzona pod obrady. Jest to właściwie poprawka do już istniejącej ustawy „Immigration and Nationality Act” mająca na celu zmianę definicji czegoś, co nazywa się „exempt H–1B nonimmigrant”. W skrócie chodzi o zmianę warunków przyznawania wiz H-1B czyli wiz umożliwiających zatrudnianie cudzoziemców na etat, w pełnym wymiarze godzin no i legalnie (nie jest to wiza emigrancka, jesli cudzoziemiec chce zmienic pracodawcę, musi znaleźć nowego, który wystąpi znowu o tą samą wizę).

Wg. nowej definicji zostaje zniesiony wymóg posiadania przez cudzoziemca wyższego wykształcenia oraz podniesiona stawka wymaganej płacy minimalnej z 60,000 USD (brutto rocznie) do 100,000.

Poprawka w zamyśle twórców ma oczywiście na celu zmuszenie firm Hi-Tech do zatrudniania obywateli i rezydentów USA, tyle że prawdopodobnie nie osiągnie takiego efektu z prostego względu: firmy nadal mogą w sposób w zasadzie dowolny stosować offshoring i outsourcing i będą nadal go stosować. Kto skorzysta? Duże corpo, dla których kwestia otworzenia biur w dowolnym miejscu świata czy outsourcowania całych działów nie stanowi wielkiego problemu (mają budżety i armie prawników), za to jest często kwestią zaporową dla małych startupów – zwłaszcza takich, które nie mają za sobą milionów od Venture Capitalists.
Żegnaj więc drugi Applu, stworzony w garażu przez dwóch maniaków. Żegnajcie innowacyjne firmy tworzone przez studentów. Witajcie molochy typu Microsoft (dygresja: ile osób wie, że Bill Gates na rozkręcenie swojego biznesu nie potrzebowal pozyczac milionów, tylko dostal je od swojej rodziny?).

A wiecie, co w tym wszystkim jest najśmieszniejsze? Że są dziesiątki tysiecy ignorantów, którym się wydaje, ze Trump robi dobrze amerykańskim pracownikom. I to jest smutne.

Napisane przez: futrzak | 8 Styczeń 2017

Na czym polega demokracja

Trafne podsumowanie w Guardianie, oraz komentarz do artykułu napisany na fejsie przez Ankę Adamczyk:

Przeczytałam wczoraj ten tekst. A dzisiaj czytam, jak Magdalena Środa i Wojciech Maziarski bronią Mateusza Kijowskiego. I już wiem, jaki jest problem z polską demokracją.

Polacy zupełnie nie rozumieją zinstytucjonalizowajej demokracji. Nie rozumieją pojęcia transparentności. Nie czują potrzeby demokratycznych procedur, tworzonych z myślą o tym, żeby były jasne, proste, przejrzyste i możliwie jak najbardziej odporne na korupcję i autorytaryzm. To nie jest tak, że rządy autorytarne może zastąpić opozycja, która jest zarządzana tak samo autorytarnie, ale jest „nasza”. To nie jest tak, że nie ma znaczenia, czy wiemy, kto i w jaki sposób wystawiał faktury na opozycyjną kasę, bo wiadomo, opozycja jest uczciwa i, w przeciwieństwie do rządu, wydawała pieniądze mądrze. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość może z polską demokracją robić co chce, to właśnie dlatego, że nie ma, nigdy nie było!, zaufania do demokratycznych procedur, nie ma poczucia, że jedynym gwarantem uczciwości jest transparentność.

Polacy mają niczym nie uzasadnioną pewność, że jedyny sposób, żeby budować demokrację, to złapać szablę, na koń, i pod Sejm! Nie. Demokrację buduje się powoli, mozolnie, w nudny i męczący sposób. Wymyślając procedury kontroli przepływu środków i informacji. Tworząc zasady, które w maksymalny sposób chronią organizację przed nieuczciwością, nadużyciami, wykluczeniem z niej słabszych. Budując zaufanie do instytucji, nie do bożków, liderów i zbawców. Bo to nie zbawcy i liderzy są gwarantem demokracji, tylko sprawnie i transparentnie zarządzane państwo.

Dlatego chce mi się płakać teraz, kiedy czytam, że to, co dzieje się w KODzie nie ma znaczenia, bo przecież ktoś taki jak Kijowski nie mógł się dopuścić nadużyć i trzeba mu wierzyć. Są głosy, które mnie przekonują, że te nadużycia były, ale to dla mnie w ogóle nie ma znaczenia. Przeraża mnie nie to, że zbawca i lider mógł być oszustem, przeraża mnie to, że nikt nie zadbał, nawet w minimalnym stopniu, o to, żeby do tych nadużyć nie dopuścić! Prostymi, transparentnymi procedurami!

Chce mi się płakać za każdym razem, kiedy w demokratycznej telewizji prezenter żegna Adriana Zandberga słowami: „Rozmawiał z nami lider, hehe, dobrze, jak pan woli, hehe, członek zarządu Razem”, a Adrian z zażenowaniem patrzy wtedy w stół.

Tak, Razem o głowę przerasta Polskę w pojmowaniu demokracji. I nie ma w tym ani odrobiny przesady. Bardzo jestem z tego dumna.

Napisane przez: futrzak | 8 Styczeń 2017

Dlaczego spalanie paliw kopalnych emituje CO2?

Tak, wiem, każdy kto chociaż trochę uważał na lekcjach chemii i fizyki wzruszy ramionami i odpowie mniej-więcej tak: bo dwutlenek węgla jest produktem reakcji spalania.
Tyle, że taka opowiedź nie wyjaśnia, dlaczego dwutlenek węgla jest produktem reakcji spalania.

Tymczasem odpowiedź jest bardzo prosta, chociaż wielu osobom może się wydać absurdalna:

spalanie jest odwrotnością fotosyntezy.

Roślina podczas wzrostu produkuje swoje własne pożywienie w procesie fotosyntezy. To dość skomplikowany proces, ale maksymalnie go upraszczając można powiedzieć, że roślina pobiera z atmosfery CO2 oraz absorbuje energię świetlną z promieniowania słonecznego, aby następnie rozbić cząsteczkę dwutlenku węgla na węgiel i tlen. Węgiel jest przez roślinę zatrzymywany, natomiast tlen jest odpadem i z powrotem jest oddawany do atmosfery. Energia promienowania słonecznego zostaje przez roślinę zamieniona na energię chemiczną, która następnie może być zużytkowana.
Znów – w wielkim uproszczeniu – kawał drewna to nic innego, jak blok węgla oraz zmagazynowanej energii chemicznej.

Podczas spalania kawałka drewna następuje odwrócenie procesu syntezy. W normalnych warunkach tlen z atmosfery po prostu „odbija się” od cząsteczek węgla znajdujących się w drewnie. Natomiast w momencie gdy cząsteczki tlenu zaczynają poruszać się wystarczająco szybko, łączą się znowu z węglem i powstaje CO2. Owo połączenie uwalnia zgromadzona energię chemiczną i wzbudza znajdujące sie nieopodal molekuły tlenu, które znów łączą się z węglem uwalniając więcej energii aż w końcu następuje reakcja łańcuchowa i bum – kawał drewna zaczyna się palić.

Podsumowując: zjawisko spalania drewna jest procesem, w którym węgiel zawarty w drewnie łączy się z tlenem atmosferycznym i ulatuje w powietrze pod postacią dwutlenku węgla.

żródło.
W ogóle polecam przeczytanie całości tekstu z podanego linka – jest świetnym wyjaśnieniem wielu rzeczy i procesów które niby znamy ze szkoły, ale nikt wcześniej nie zadał sobie trudu, aby je dogłębnie wytłumaczyć.

Napisane przez: futrzak | 6 Styczeń 2017

Polskie ZOO

Doprawdy, lepszej opozycji nie wymyśliliby nawet mistrzowie pijaru, ani żaden dyktator.
Ale nie trzeba, wystarczy skoczyć do Polski.

Jeden tzw. „lider” najpierw nawołuje do protestów i sterczenia pod Sejmem (i w Sejmie) w zimnie w święta, a sam odnajduje się na pysznym wyjeździe sylwestrowym z posłanką-kochanką. Bo wiecie, wakacje mu się należały…
Gdy sprawa wychodzi na jaw, żona wywala go z domu.

Drugi przez rok wystawia sobie fakturki na niebagatelną kwotę za usługi tzw. informatyczne na rzecz stowarzyszenia. Usługi te są opłacane z darowizn członków i zbiórek, a faktyczne usługi informatyczne na rzecz stowarzyszenia wykonuje inna osoba, całkowicie wolontariacko, za darmo. Ironii sprawie dodaje fakt, ze lider mogłby być opłacany całkowicie legalnie, bo statut stowarzyszenia przewiduje wypłatę pensji – ale jak przytomnie ktoś zauważyl, wtedy komornik zająłby mu ową pensję na rzecz zaległych alimentów…

Potem jest płacz, że nie ma na kogo głosować, ze demokracja, że faszystowski rząd etc. itd. Panowie, popatrzcie na siebie i strzelcie baranka w ścianę. Zastanówcie się, czemuż to ach czemuż ludzie nie lecą za wami? Czemuż traktują niepoważnie? Co wy sobą reprezentujecie? Nawet jeśli pominąć warstwę polityczną (która i tak jest śmieszno-żałosna) to na zwykłej, ludzkiej płaszczyźnie jesteście dnem, z którym większość uczciwych ludzi nie chciałaby mieć na codzień do czynienia.
Może już czas oprzytomnieć i skończyć tą smutną błazenadę.

Napisane przez: futrzak | 5 Styczeń 2017

Prawo przyciągania

Sieć ma magiczną właściwość – prawo przyciągania.
Owo prawo pewnie kojarzy się coponiektórym zaraz z książką niejakiej Rhondy Byrne „Law of Attraction”, prawda?

Oto bowiem po 22 latach trafiłam w bąbel tych samych ludzi co zasię, w początkach Internetu w Polsce. Wtedy siedzieli na serwerach IRC oraz grupach newsowych.

A teraz serio: żadna magia, przyciąganie i inne pierdolety. Tak działają algorytmy fejsa :)

Napisane przez: futrzak | 3 Styczeń 2017

Jak wygląda tropikalny sztorm z bliska

Właśnie jeden przeszedł nad Urugwajem, a koledzy z pracy wykazali się refleksem i dziabnęli takąż oto scenkę:

Lokalizacja to Rambla, Pocitos. Przy plaży stoją Toi-Toje i jak widać jeden postanowił udać się na przejażdzkę….

Wiatr dochodził do 120km/h.

Po drodze z pracy do domu trzasnęłam te fotki:

img_1028

img_1031

img_1033

To drzewo rosło obok domu, w ktorym wynajmujemy mieszkanie.
Zawaliło się na sąsiedni budynek, a nie na nasz.
To się nazywa mieć fuksa…

img_1034

img_1035

img_1038

img_1039

img_1041

Niektórzy „nie wierzą” w globalne ocieplenie, a nawet jeśli już uznali, że tysiące pomiarów i obserwacji z całego świata na to wskazują, to dalej idą w zaparte twierdząc, że „klimat Ziemi zmieniał się zawsze i nie mamy żadnych dowodów, że tym razem dzieje się to za sprawą działalności człowieka”.

Otóż, mamy takie dowody.
Pozwoliłam sobie przetłumaczyc ten artykuł bo bardzo dobrze podsumowuje on skąd wiemy, że jednak ocieplenie powoduje człowiek.

Dowód na to, że nadmiar CO2 w atmosferze jest generowany przez człowieka

Możnaby myśleć, ze węgiel [pierwiastek] jest węglem i że jeśli zaobserwujemy, że jest go w atmosferze więcej, to nie będziemy mogli z całą pewnością wskazać jego źródła.
Tyle, że chemia nieco komplikuje tutaj sprawę. Istnieją różne rodzaje węgla (podobnie jak innych pierwiastków) – są to izotopy. Jeden z nich to C-14.
Promieniowanie kosmiczne bombarduje Ziemię z prędkoscią, która jest stała w miarę upływającego czasu. Kiedy promieniowanie dociera do Ziemi, uderza w atomy znajdujące się w górnej atmosferze i wybija z nich neutrony. Te neutrony zaś kolidują z najpowszechniej występującymi w atmosferze atomami: azotem. Zderzenie wybija proton z jądra azotu i powoduje, że azot zamienia się w izotop węgla z nadmiarową ilością neutronów: promieniotwórczy i niestabilny C-14, zamiast normalnego, stabilnego C-12.

Słyszeliście o datowaniu metodą węgla C-14, prawda? Robi się to porównując względem siebie ilości węgla C-14 i C-12 zawarte w tej samej próbce. Żywe organizmy, np. zwierzęta i drzewa, znajdują się w stanie równowagi z atmosferą. Rosnąc, oddychając i wchodząc w interakcje ze światem cały czas mają te same proporcje izotopów węgla, jakie występują w atmosferze. Kiedy umrą, izotop C-14 ulega stopniowemu rozpadowi (znamy dokładnie czas jego półrozpadu), a ponieważ organizm już nie przyswaja pokarmu i nie oddycha, to nie przyswaja również nowego C-14. Stąd, po określonym upływie czasu, w szczątkach organicznych zostaje już tylko węgiel C-12 i niewielkie ilości C-13.
Paliwa kopalne, takie jak ropa i gaz ziemny, powstały z roślin, które żyły miliony lat temu i nie mają już zadnego C-14 w swoim składzie. Dwutlenek węgla generowany poprzez spalanie paliw kopalnych zawiera tylko węgiel C-12.

Gdy pali się istniejący dziś na Ziemi las, dwutlenek węgla pochodzi z żywych albo niedawno zmarłych drzew, więc dym zawiera te same proporcje C-12 i C-14 jakie znajdują się w atmosferze. Podobnie wygląda to w wypadku dwutlenku węgla wydychanego przez wszystkie żyjące zwierzęta, w tym ludzi. Wystarczy więc dokonać datowania dwutlenku węgla znajdującego się w atmosferze metodą C-14, żeby powiedzieć dokładnie ile CO2 pochodzi ze źródeł naturalnych, a ile ze spalenia paliw kopalnych. To są konkretne i dokładne pomiary, nie ma tu miejsca na „interpretacje”.

Istnieje jednakże jedno naturalne źródło dwutlenku węgla zawierające tylko C-12: wulkany. To na nie pokazują palcem denialiści global warming. Czy słusznie?
Wulkany na naszej planecie ciągle wybuchają (na lądzie i pod wodą) i robią to ze stała prędkością w czasie. Jesteśmy w stanie zmierzyć ilości wyemitowanych przez nie gazów i stąd wiemy, że aktywność wulkaniczna generuje rocznie ok. 200 milionów ton dwutlenku węgla zawierającego tylko C-12, który jest nieodróżnialny od C-12 pochodzącego ze spalnia paliw kopalnych. Jednakże każdego roku pomiary wykazują dodatkowe 29 miliardów ton CO2 dodanego do atmosfery. Jest to 100 razy więcej niż wszystkie wulkany naszej planety byłyby w stanie wyprodukować rocznie. Jedynym innym źródłem tego dodatkowego CO2 zawierającego C-12 jest spalanie paliw kopalnych.

Krótko mówiąc, powyższe jest niepodważalnym dowodem tego, że używanie przez ludzi paliw kopalnych przynosi wzrost dwutlenku węgla w atmosferze. To nie żadne przypuszczenia, teorie, modele ani przewidywania. To mierzalne dane, które mogą być powtórzone przez kogokolwiek. Izotopy są izotopami, mają taki a nie inny okres półrozpadu i nie ma tu alternatywnych wyjaśnień.

Mimo to, niektórzy twierdzą jednak, że 29 miliardów ton jest zbyt małą ilością, aby mogła mieć ona jakiekolwiek znaczenie w porównaniu z całkowitą ilością CO2 znajdującego się w atmosferze Ziemi.
To prawda, że 29 miliardów ton jest kroplą w porównaniu do 750 miliardów ton, które każdego roku cyrkulują w cyklu węglowym (tak nazywamy naturalny proces w trakcie którego węgiel krąży pomiędzy atmosferą, oceanami i wegetacją). Każdego roku z tych 750 miliardów ocean pochłania netto ok. 6 miliardów i wegetacja ok. 11 miliardów. Pozostałe 15 miliardów ton każdego roku pozostaje w atmosferze, bo nasza planeta nie jest w stanie zaaobsorbować więcej. Powyższe ilości również są mierzalnymi wielkościami, a nie żadnymi modelami, przewidywaniami czy przypuszczeniami.

Dowód na to, że dwutlenek węgla generowany przez człowieka powoduje efekt cieplarniany

Podobnie jak w wypadku dwutlenku węgla, nie potrzebujemy żadnych modeli czy przypuszczen, aby zmierzyć źródło ciepła w atmosferze.
Jest pięć gazów cieplarnianych odpowiedzialnych za powstawanie efektu cieplarnianego:

– dwutlenek węgla
– metan
– para wodna
– podtlenek azotu (N2O)
– ozon

Tej wiedzy dostarcza nam spektroskopia (i spektroskometria) – metoda, która pozwala na wykrywanie pierwiastków poprzez analizę ich widma elektromagnetycznego, a dokładniej rzecz biorąc poprzez obserwowanie tego, jak promieniowanie elektromgnetyczne przepływa przez nie. Różne pierwiastki mają elektrony na orbitach o różnych poziomach energii i ma to wpływ na sposób, w jaki rezonują. Mechanizm ten powoduje że widzimy kolorowe światło w neonach – kolor zależy od gazu, którym wypełnimy tubę neonu. Dzięki niemu możemy też określić proporcje wodoru, helu i innych pierwiastków, które znajdują się w odległych gwiazdach: spektrum światła tychże gwiazd ma charakterystyczne „szczyty” i „doliny” które są chemicznym odciskiem palca poszczególnych gazów znajdujących się w ich wnętrzu.

Powierzchnia Ziemi jest nagrzewana przez Słońce, a będąc ciepłym ciałem niebieskim w przestrzeni, emituje to ciepło w kosmos w postaci promieniowania podczerwonego. Jeśli wyjdziemy na otwartą przestrzeń i skierujemy spektrometr w niebo, możemy zaobserwować „szczyty” i „doliny” w spektrum podczerwieni. Niektóre fale ciepła o określonej długości są bez przeszkód emitowane bezpośrednio w przestrzeń, podczas gdy inne są absorbowane przez atmosferę i wtedy ciepło zostaje tam, gdzie możemy zmierzyć jego długość fali za pomocą spektrometru. W ten sam sposób, w jaki mierzymy skład gazowy odległych gwiazd, mierzymy też skład gazów cieplarnianych, które blokują wypromieniowywanie w przestrzeń ziemskiego ciepła. W ten sposób wiemy, jakie są to gazy – i nie jest to bynajmniej wiedza nowa, tylko dostępna naukowcom od 200 lat i oparta o pomiary, które każda osoba dysponująca spektrometrem może powtórzyć w dowolnej chwili. To nie jest model, teoria, czy hipoteza.

Para wodna, która jest głównym składnikiem gazów cieplarnianych, określa podstawowe właściwości jego widma w podczerwieni. Większość promieniowania podczerwonego, które opuszcza Ziemię, wydostaje się przez tzw. okno pozostawione przez parę wodną, które to okno nazywamy oknem podczerwieni. Jest ono dość szerokie, a jego środek na widmie przypada w okolicy długości fali ok. 10 mikrometrów. Powyżej i poniżej tej długości fali para wodna absorbuje większość promieniowania cieplnego Ziemi i dlatego nasza planeta zawsze korzystała z tego okna, żeby pozbyć się nadmiarowego ciepła. Jeden koniec okna podczerwieni nakłada się na zasięg absorpcji dwutlenku węgla, który przypada wokół długości 15 mikrometrów. Ilość dwutlenku węgla znajdującego się w atmosferze odgrywa rolę przesuwnych drzwi, które zwiększają bądź zmniejszają okno podczerwieni. Im więcej dwutlenku węgla, tym okno podczerwieni jest mniejsze i mniej ciepła ulega wypromieniowaniu w przestrzeń, a więcej zaabsorbowaniu przez atmosferę.
Na drugim końcu okna podczerwieni (ok. 7,5 mikrometrów) podobną funkcję pełni metan, którego wkład do efektu cieplarnianego to około 1/4 wkładu generowanego przez CO2.

Spektroskopia jest konkretną nauką ścisłą. Nie musimy tutaj konstruować modeli czy uprawiać przewidywań – po prostu wystarczy wycelować przyrządy pomiarowe w niebo i juz możemy bezpośrednio zaobserwować i zindentyfikować gazy cieplarniane oraz zmierzyć ile energii cieplnej jest wypromieniowywanej, a ile zostało zaabsorbowane przez atmosferę. Ten bezpośredni, nie zostawiający wątpliwości pomiar spektroskopowy jest niepodważalnym dowodem na to, że nadmiar energii cieplnej zatrzymywanej przez atmosferę Ziemi spowodowany jest dwutlenkiem węgla. A ten dwutlenek węgla jest generowany przez ludzkość poprzez spalanie paliw kopalnych.

Widmo podczerwieni zmierzyliśmy także z przestrzeni kosmicznej, używając do tego satelitów, żeby sprawdzić które długości fali energii cieplnej są zatrzymywane przez gazy cieplarniane, a które uciekają w przestrzeń. Pomiary rozpoczęły się w 1970 roku z satelity IRIS, dostarczyły one danych służących jako punkt odniesienia do kolejnych pomiarów: w 1996 z japońskiego satelity IMG, potem w 2003 z satelity AIRS i w 2004 z AURA. Zebrane dane układają się w jasny obraz. Odejmujemy nowe pomiary od pomiarów bazowych żeby sprawdzić deltę – określić, gdzie w widmie zaszły jakieś zmiany. W oknie podczerwieni definiowanym przez parę wodną jest jeden wielki skok – zakres 15 mikrometrów absorpcji CO2. To bezpośredni dowód na to, że przyczyną nadmiarowego ciepła zgromadzonego w naszej atmosferze jest dwutlenek węgla. Żadne modele ani hipotezy nie mają tu nic do rzeczy, to jest bezpośrednia obserwacja, twarda chemia i podstawy fizyki, a nie zgadywanki czy ekstrapolacje.

W miarę spalania paliw kopalnych ilość CO2 w atmosferze zwiększa się, okno podczerwieni maleje, coraz mniej
ciepła Ziemi wypromieniowuje w przestrzeń, a coraz więcej wraca do ekosystemu planety.
To są proste, twarde fakty.

W tym odcinku [serii artykułów na Skeptoid] skoncentrowałem się na faktach, które nie podlegają dyskusji. Nie włączyłem do tekstu żadnych szacunków ani przewidywań. Czemu? Dlatego że staram się wykluczyć opinie i ideologiczne skrzywienia. Nie mam odpowiedzi i rozwiązań dla ludzi, którzy chcieliby widzieć to konkretne naukowe zagadnienie poprzez pryzmat ideologii. Pomiary, które są częścią nauk o Ziemi, nie zawierają w sobie ideologii, podobnie jak astronomia, matematyka czy zoologia. Mierzalny wpływ, jaki wywiera ludzkie używanie paliw kopalnych na ekosystem ziemski, jest porażający. Musimy zadać sobie pytanie, czy ideologiczne wypaczanie i przekręcanie faktów jest aby na pewno najlepszą drogą naprzód.

Napisane przez: futrzak | 1 Styczeń 2017

Podsumowanie roku.

Jest 20.37, sylwester roku 2016.
Siedzę na balkonie patrząc na ostatnie światła zdychającego dnia, a cykady trzeszczą jak opętane: wszak dziś było ok. 40 stopni odczuwalnej temperatury w dzien…

Męczący dzień, ale jestem szczęśliwa, ze wlasnie zaczyna wiać wieczorna bryza, a za godzine czy dwie pojdziemy na plaże i da sie odetchnąć od upału dnia. To jest cos, co bylo zupelnie nieosiagalne przez 4 lata zycia w Buenos Aires – lato tam oznaczało heat, calor, upał i piec, przez dwa, a czasem więcej miesięcy w roku. Zero wytchnienia w środku rozpalonej dżungli betonowej – a czasem i większa tragedia, gdy wywaliło prąd w całej dzielnicy i zero klimy.

Jestem zadowolona, że przenieśliśmy się do Montevideo. Niby taki bliski kraj, niby tylko za rzeką, niby mówią tym samym językiem, niby też emigranci – a mentalność ludzi zupełnie różna. Portenos są wrzaskliwi, mają ego jak wieza Eiffla, obiecaja ci złote góry, a potem oszukają. Taka mentalność i juz – i jesli nawet są wyjątki, to są one tak nieliczne, że toną w morzu paskudztwa. Na dluzsza metę zycie wśród takich ludzi to jak pływanie w kisielu. Męczy jak cholera. A po co, skoro można nie. W kisielu napływałam się w Polsce w pipę.

Żałuję, że nie przenieśliśmy sie do Urugwaju wcześniej. Kolejny raz w życiu przekonałam się, że nie należy sluchać ZADNYCH rad, ale samemu zrobić research i rozpoznać sytuacje. Bo czym nas straszono? Że drogo. Ze tam nic nie ma. Ze nudno. Ze co ja tam będę robic.
Tymczasem tak – jest drozej niz w Argentynie – ale to kwestia względna. W Argentynie nie bylismy w stanie przejsc przez pozyskanie rezydencji, a wiec wynajem dwa razy drozszy (bo na zasadach dla turystow), a więc tymczasowosc, a więc kazdy nas może dymać. I dymali. Teraz zresztą sytuacja kosztowa sie odwrocila z powodu ogromnej inflacji w Argentynie.
W Urugwaju mamy rezydencję en tramite (w trakcie załatwiania). Mozna otworzyc konto w banku, mozna normalnie wynajac mieszkanie, mozna legalnie pracowac, przysluguja wszystkie swiadczenia takie same, jak Urugwajczykom. Urugwajczycy nie są idealni, ale to zasadniczo uczciwi ludzie. Nie muszę zakładać, ze celem każdej osoby tu spotkanej jest wycyckanie mnie, bom ekspata z USA, a więc dojna krowa.
Pracę znalazłam po 3 godzinach od zapostowania swojego resume na lokalny websajt z ogłoszeniami. Firma jest, jaka jest, ale płacą w miarę dobrze, mam etat, nie muszę sie martwic co będzie, jak jutro mi skasują kontrakt. Mam ustawowo zapewnione wakacje, chorobowe, opiekę medyczną i odprawę, gdyby firma chciala mnie zwolnic. Moge pracowac na swoim sprzęcie, nie jestem dyskryminowana z powodu wieku i płci. To więcej niż mialam kiedykolwiek w Dolinie Krzemowej, bo tam wszystkie niedostatki zasypuje się kasą a potem zajeżdza konie (pracowników znaczy się) do żywego mięsa.

Ze się w Urugwaju nic nie dzieje? A BARDZO DOBRZE. Juz mi się nadziało w życiu z nakładką, swoim życiorysem moge spokojnie obdzielić pięć osób. Teraz chcę mieć święty spokój i to jest znakomity kraj do uzyskania owego.

Tak, mogłoby być lepiej. Mogłabym juz dzis nie musieć pracować zarobkowo i żyć jako rentier. Ale co z tego? I tak, jako ofiara kryzysu 2008 roku nie mam źle. Bank co prawda zabrał mi dom (a wraz z nim kupę kasy juz splaconego kredytu i pieniedzy co poszly w remont), zwał na giełdzie zabrał mi całą emeryturę (witamy kapitalistyczny system emerycki, HAJ!) – czyli wszystko, czego dorobiłam się kilkunastoma latami ciężkiej pracy „by the book”. Ale z drugiej strony nie mam długów, zjeździłam pół świata, mam stabilną pracę, nie głoduję, mam dach nad głową i 4 przecznice do plaży ORAZ święty spokój i nie muszę się już hetać jak koń na wyścigach.

Tak, nie stać mnie na zakup* Tesli. Nie stać mnie na zakup własnego domu, a nawet mieszkania. Nie stać mnie na życie bez pracy zarobkowej. Nie stać mnie na wakacje na nartach w Alpach (byłam, wiem jak to jest, spoko – więcej w tym pokazówki niż faktycznej satysfakcji), nie stac mnie na kupę gadżetów, nie stać mnie na podróż dookoła świata. Ale wiecie co? Dobrze mi z tym, co mam. Emeryturę zapewni mi Urugwaj, bo to taki mały śmieszny i bardzo stabilny kraik. Emerytura niewielka, ale przeżyć się da. A plaża nadal jest 4 przecznice od domu, a lato przez pół roku… a zima taka, jak w krainie muminków tj. lepsza niż jesień w Polsce…

Także, jest dobrze. Czego i wam życzę.

* — nie stać mnie na zakup za gotówkę, bo na kredyt owszem, stać – mam wystarczającą zdolność kredytową znów. Ale po co?

Napisane przez: futrzak | 31 Grudzień 2016

Sylwester

A my Nowy Rok świętować będziemy tu:

img_0988

img_0990

Rozwiązanie bardzo przyjemne – chłodna bryza po dniu z odczuwalną temperaturą powyżej czterdziestu.
Nie trzeba wywalać kasy na jakieś ubrania, buty, kluby i inne pierdoletki. Tanio, przyjemnie i pod chmurką oraz zapewniony darmowy pokaz fajerwerków :)

Jeszcze jedna zaleta Montevideo w porównaniu z Buenos – w tym ostatnim trzebaby siedzieć przez cały czas pod klimą w pomieszczeniu – inaczej się nie da, bo temperatury w środku betonowej dżungli zwalają z nóg, nawet w nocy (bo mury wypromieniowują ciepło zgromadzone za dnia i nie ma chłodnej bryzy).

A kto zgadnie co jest na poniższym zdjęciu?

img_0997

Napisane przez: futrzak | 30 Grudzień 2016

Bajka o kredycie hipotecznym w Polsce

Bingo.

tak sobie zarzuciłam na fejsie pytanie o to ile Polaków w ogóle wie, że w Polsce nie ma kredytów hipotecznych*.

Garstka. Nawet wśród tych już zakredytowanych. Nawet wśród bąbla moich znajomych – a są to ludzie dobrze wykształceni, zdecydowanie wyżej na drabinie społecznej. Ewentualnie ktoś odpowie „u nas inaczej się definiuje kredyt hipoteczny”.

Cool. Oto jest sedno tego, o czym pisałam w poprzedniej notce: niezdolność do wyciągania wniosków z wbitych do łba na sztywno informacji.
No ale ojej, znamy wszystkie stolice państw europejskich! Znamy wzór na pole ostroboka oraz początek Pana Tadeusza! Yaaay! Jesteśmy wykształceny!

Albo inaczej:
ludzie szerują na codzien stosy memów o tym, jaka to jest wielka dziura w budżecie Polski. Jak to na nic nie ma pieniędzy, jak to OFE likwidowany bo nie ma kasy, jak to ZUS już niedługo zbankrutuje. Żalą się, jaki to gówniany kraj, że na starość nie będą mieć żadnej emerytury, a jeśli, to głodową.
Dzisięć minut później argumentują, że wolą wziąć kredyt „hipoteczny” bo to się bardziej opłaca: raty są przecież prawie takie same jak miesięczny czynsz, a jak skończą spłacać ten kredyt za 30 lat, to przynajmniej będą mieli własne mieszkanie.

Nasuwa się pytanie: czy wiedzieli co podpisywali? Czy rozumieją, od czego zależy rata ich kredytu? Najwyraźniej nie, skoro z jednej strony trąbią o tym, jak to budżet kraju zbankrutuje (w perspektywnie 30-to letniej to bardzo prawdopodobne), a z drugiej liczą na to, że sytuacja finansowa kraju, w którym zaciągneli kredyt, nie będzie miała wpływu na wysokość stóp procentowych oraz dodatkowych opłat i zabezpieczeń wymaganych przez bank.

Tak się kończy wbijanie do łba „wiedzy” bez zrozumienia: kończy się niemożnością dostrzegania związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy zdarzeniami. Bo jak to inaczej określić, skoro człowiek jest w stanie wyrecytować regułkę „co to jest zmienna stopa oprocentowania kredytu” a nie widzi, że stan finansów państwa (i parę innych rzeczy) ma na nią wpływ???

Zero, kompletne zero kojarzenia i wyciągania wniosków. Ale hej, wiemy, jakie państwa graniczą z Francją, to nam bardzo potrzebne do rozmów towarzyskich! Machniemy se nóżką i od tego będzie dobrobyt! Lalala! Czyż to nie piękne, do jakiego stopnia można mieć wyprany mózg?

* – kredyt hipoteczny to kredyt zaciągany pod zastaw nieruchomości. W momencie zaprzestania spłaty rat odpowiadamy przed bankiem tylko nieruchomością, niczym więcej. W Polsce odpowiada się całym majątkiem, więc nie jest to kredyt hipoteczny, ale kredyt konsumencki udzielany pod zastaw nieruchomości oraz innych dóbr [w razie bowiem spadku cen na rynku nieruchomości bank może zarządać dodatkowego zabezpieczenia w trybie natychmiastowym].

Napisane przez: futrzak | 28 Grudzień 2016

Wojna o gówno

…. a dokładnie o ptasie guano.
Serio.

Wojna miała miejsce między Chile, Peru i Boliwią. Szło o małe wysepki u wybrzeży Am Pd, okupowane przez wszelakiej maści ptaszyska, które srały tam na potęgę. No i właśnie to guano, w czasach przed nawozami syntetycznymi, było pracowicie zbierane na masową skalę a następnie eksportowane do…Europy!

Tak jest. Na guanie, oraz związkach azotowych wydobywanych na pustyniach wyrosło prosperity chilijskie. Potem jednak przyszły czasy wynalazku syntezy amoniaku na skalę przemysłową i gówno stało się znów tylko gównem…

No, ale o takich rzeczach nie uczą w szkole: że wojny zwykle wybuchają z przyczyn ekonomicznych. Karmi się za to dzieciaki opowiastkami o tym, jak to zastrzelono jakiegoś księcia i to był początek wojny. Potem dorosłe już dzieci z łatwościa łykają pierdolety pt. „musimy podjąć działania zbrojne w Iraku bo okropny dyktator ma broń masowego rażenia i nie zawaha się jej użyć przeciwko nam”.
Oczywiście dziś „każdy wie” że „chodzi o ropę” itp. Tylko, że ta wiedza jest powtarzana na zasadzie prawdy objawionej, bez zrozumienia mechanizmów, co ładnie wychodzi przy okazji następnej wojny i innych spraw, w których obywatele znowu dają się oszukać jak dzieci. Na przykład: nowoczesne społeczeństwa „żyją z usług” a „budowanie przemysłu” to jest jakiś przeżytek z czasów komuny.
No i ciesza się ludzie, jak przybywa salonów piękności, fryzjerskich, spa, sklepów meblarskich, banków, montowni i cukierni. Wydaje im się, że to właśnie najlepszy dowód na „rozwój ekonomiczny”. PKB rośnie, cieszmy się!
A potem się okazuje, że kończy się kredyt, wielki kapitał zabiera swoje pieniądze gdzie indziej i z kraju zostaje wydmuszka, a ekonomia imploduje. Ludzie nie widzą związku między jednym a drugim. Wyciągają palce w stronę krajów surowcowych i tłumaczą sobie, że „jakbyśmy my mieli ropę, to też bylibyśmy bogaci”. Serio? Gdzie są dzis kraje, które swój budżet oparły o surowce i nic więcej – gdzie są w dobie spadku popytu na te surowce?

Napisane przez: futrzak | 27 Grudzień 2016

Z serii dialogi na cztery nogi

– Patrząc na zachowania kobiet uważam, że mają swój sens. Taki shopping jest lepszy, niż psychoterapia. Płacisz tyle samo za sesję, a przynajmniej masz buty i płaszcz.

– Ja musze przyznac nigdy tego nie rozumialam. Shopping wywoluje we mnie rekacje dokladnie odwrotna: stres i wkurw. Nigdy bowiem nie zdarza sie tak, ze ide do sklepu i dostaję dokladnie to, co chcę. Kompletna strata czasu, ktoryby mozna spędzic znacznie przyjemniej np. siedzac w knajpie z przyjaciolmi…

– Tajemnica shoppingu polega na tym, że kupuje się to, czego się nie potrzebuje 😂 wtedy wszystko się podoba i nie ma stresu, że nie znalazło się ładnych butów, bo w ręce wpadły idealne gacie 😂

– Ale wlasnie wtedy jest stres, bo ja nie lubię miec rzeczy, ktorych nie potrzebuję, a do tego dochodzi stracony czas.

I w ten sposob dowiedziałam się, że nie jestem kobietą :)

Napisane przez: futrzak | 25 Grudzień 2016

..A dziś było tak…

Do tego, żeby robić interesujące zdjęcia, nie trzeba super-hiper upasionego aparatu. Wystarczy fenomenalna natura oraz… srajfon.
Poniższe zdjęcia bowiem wszystkie zostały zrobione telefonem. Oczywiście, rozdzielczość mają, jaką mają, bo z g* się bicza nie ukręci (czyt: nie nadawałyby sie absolutnie do druku).

Poniższe dwa to są te same ujęcia, pierwsze zrobione z opcją HDR włączoną, a drugie normalnie. Efekt mhhocznych chmur można osiągnąc wycelowując fokus (środek) dokładnie w jaśniejszą część kompozycji. Aparat w telefonie jest full automatic, ale sami zobaczcie, jak zmienia się ilość światla na matrycy kiedy wycelujecie fokus w różnie oświetlone części zdjęcia..

img_0950

img_0951

To poniżej to też HDR. Bez niego nie byłoby w ogóle widać szczegółów ciemniejszych obiektów.

img_0956

A tu bez HDR no i obiektyw skierowany w górę. Nie widac chodnika i żadnych detali, za to chmury są fajne :)

img_0961

Tez HDR. Udało mi się osiągnąć efekt jakby lekkiego zamglenia, zdaje się że uświniony obiektyw miał w tym swój udział :)

img_0974

A tu już full drama zachodu słońca. Chmury faktycznie tak wyglądały, wystarczylo na nie skierować tylefonik :)

img_0981

img_0982

To samo miejsce, różnica ledwie kilku kroków i… kilku minut :)

img_0983

A potem musiałam spieprzać stamtąd, albowiem było po burzy, parówka i ilość komarów i innych żrących bandytów przekroczyła już moje granice tolerancji :)

Napisane przez: futrzak | 24 Grudzień 2016

Jak spędzić Wigilię….

A tymczasem u nas jest tak:

img_0286

Jeszcze ciut gorąco, jeszcze 30 stopni, ale po południu ma się ochłodzić. W ramach popasu będzie słoik marynowanych śledzi marki Bismarck, importowany z Niemiec, a kupiony za cenę słoika złota. Będzie stek z cielęciny oraz serek kozi z żurawiną. I Cydr, i Medio-y-Medio a nawet – vino tinto TANNAT espumante. Mam nadzieję, ze nie zejdziemy od tego wynalazku. A koło północy spacer na plażę i oglądanie fajerwerków – bo tak Urugwajczycy świętują Boże Narodzenie. Potem idą na boliche czyli potupanko do samego rana :) Feliz Navidad :)

Napisane przez: futrzak | 23 Grudzień 2016

Homilia świąteczna

Tolerancja w tradycyjnej rodzinie w czasie świąt osobliwie ma zawsze działać w jedną tylko stronę: Ty masz tolerować obleśne, chamskie i rasistowskie odzywki cioć, wujków i kuzynów, czasem rodzicielów – ale żeby oni na te kilka dni powstrzymali się od owych odzywek, to nie. Słowem: co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie.

Napisane przez: futrzak | 22 Grudzień 2016

Urzędnicza trauma

Całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że kochana ojczyzna zafundowała mi niezłą traumę, która idzie za mną przez życie.

Za każdym razem gdy muszę iść do jakiegos urzędu załatwiać jakąś sprawę, potwornie się stresuję i uprawiam okrutną prokrastynację.
Dopiero niedawno zadałam sobie trud przeanalizowania tego i wyszło że… właśnie. Że trauma wzięła się z obcowania z urzędami publicznymi w Polsce.
Zawsze było tak, że załatwienie najprostszej pierdoły urastało do rangi drogi przez mękę. Bo stos idiotycznych wymagań. Bo urzędu jeszcze nie otworzyli, albo już zamknęli, albo nikt nic nie wie i odsyła na drugie piętro, a z drugiego na pierwsze, i tak w kółko. Bo baba albo chłop patrzą na ciebie jak intruza, podnoszą głos, mają pretensje i w ogole „jak śmie nam ktoś spokój zakłócać”.
Pamiętam do dziś jazdy z płaceniem podatku w Polsce, gdzie nie sposób było uzyskać prostego potwierdzenia: czy w przypadku moim powinnam wypełnić pieprzony kwestionariusz tak, czy może inaczej. Albo wysyłanie: co z tego, że mam kwita z poczty, że wysłałam, skoro jeśli zeznanie nie doszło na czas, to defaultowo uznaje się, że chciałam panstwo polskie okraść, dopieprza się kary, a dopiero potem muszę się wykłócać i udowadniać, że ja wysłałam o czasie i nie moja wina, że poczta nie dostarczyła???

Albo uzyskanie zaświadczenia o niekaralności. Można zrobić zdalnie, a jakże, ale w tym celu najpierw należy wystawic pełnomocnictwo, z podpisem odręcznym, numerem pesela etc. Potem osoba trzecia musi pójść do urzędu (tutaj sądu okręgowego), ZLOZYC PODANIE pszę państwa oraz uiścić opłatę skarbową. Ta ostatnia w niektórych urzędach bywa uciążliwa, no bo kto powiedział, że ma to być w tym samym miejscu, co urząd gdzie składa się podanie??? Oczywiście, że jest w innym. A potem jak się już ten papier uzyska, to jeszcze trzeba do niego apostilę. A tę wydają tylko w jednym urzędzie w Warszawie (MSZ), oczywiście też za opłatą. I też w innym miejscu.

Albo weźmy akt urodzenia. Nie może być tak, że dostanę ten cholerny odpis raz, porobię sobie kopie, a potem będę tylko kopie dawać – O NIE. Akt urodzenia polski psze państwa ma określony czas ważności (bodajże 3 miesiące) i jak jest potrzebny znowu, to trzeba znowu dymać do urzędu i znowu płacić opłatę skarbową kolejną. Bo rzecz jasna po 3 miesiącach może się okazać, że nam sie dane urodzenia zmieniły i już są nieważne, prawdaż? I trzeba od nowa je robic!

I tak kurwa w tym kraju jest ze wszystkim. O obowiązku meldunkowym zmilczę, bo znowu trzęsionki dostanę. Dość wspomnieć ze niby 3 dekady od upadku komuny mineło, a jakoś żadna waaadza „wolnej Polski” nie uznała za słuszne znieść tego artefaktu z czasów PRLu.
O procedurze odnawiania paszportu i dlaczego nie mogę go mieć z powodu absurdalnych przepisow też już pisalam.

Co bardziej kumaci polscy prawnicy twierdzą, że cały system obsługi obywateli został stworzony na obraz i podobieństwo sowieckiego (juz po wojnie) i że jego celem było pokazanie obywatelowi, że on jest nikim. I tak już zostało, żadne rządy nie podjęły się zreformować tego sowieckiego kuriozum – co najwyżej niektóre gminy na tyle, na ile mogły, poułatwiały obywatelom gdzieniegdzie zycie…

Napisane przez: futrzak | 20 Grudzień 2016

W jaki sposób Trump wygrał wybory

Poniższy tekst jest nieautoryzowanym tłumaczeniem artykułu z Das Magazin.
Tłumaczenie: Paweł Wesołowski.
Dodatkowe materiały:
* prezentacja firmy Cambridge Analytica
* wywiad z Michałem Kosińskim.

Ponieważ temat jest bardzo ważny, a zarazem jakoś raczej przemilczany w polskich mediach, uprasza się o linkowanie i rozpowszechnianie :)

**********************************************************************************

Ja tylko pokazałem, że bomba istnieje.

Psycholog Michał Kosiński opracował metodę drobiazgowej analizy ludzi na podstawie ich zachowań na Facebooku i w ten sposób pomógł Donaldowi Trumpowi w zwycięstwie.

Das Magazin N°48 – 3. Dezember 2016

9 listopada około godziny 8:30 rano Michał Kosiński budzi się w Hotelu Zurich Sunnehus. 34-letni naukowiec przybył na wykład do centrum ryzyka ETH (Politechnika Federalna w Zurychu), na sesję o zagrożeniach ze strony Big Data i ze strony tak zwanej rewolucji cyfrowej. Takie wykłady Kosiński wygłasza wszędzie na świecie. Jest on wiodącym ekspertem w dziedzinie psychometrii, napędzanej danymi gałęzi psychologii. Kiedy rano włącza telewizor, widzi, że bomba wybuchła: W przeciwieństwie do prognoz ze wszystkich wiodących sondaży, Donald J. Trump został wybrany.

Kosiński przez długi czas obserwuje uroczystości z okazji zwycięstwa Trumpa oraz wyniki wyborów z poszczególnych stanów. Domyśla się, że wynik może mieć coś wspólnego z jego badaniami. Następnie bierze głęboki oddech i wyłącza telewizor.

Tego samego dnia pewna dotychczas prawie nieznana brytyjska firma z siedzibą w Londynie wysyła komunikat prasowy: „ Jesteśmy zadowoleni, że nasze rewolucyjne podejście do komunikacji opartej na danych uczyniło fundamentalny wkład do zwycięstwa Donalda Trumpa” cytując Alexandra Jamesa Ashburnera Nixa. Nix jest brytyjczykim, czterdziestojednolatkiem i CEO firmy Cambridge Analytica. Zawsze pojawia się w garniturze skrojonym na miarę, markowych okularach i ma starannie zaczesane, lekko falujące blond włosy.

Zamyślony Kosiński, zadbany Nix, szeroko się uśmiechający Trump – jeden umożliwił cyfrową rewolucję, drugi ją przeprowadził, a trzeci odniósł z niej korzyści.

Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 18 Grudzień 2016

A to Polska właśnie…

Koleżanka wróciła właśnie z Niemiec po rocznym pobycie, jedne z jej pierwszych wrażeń po dniu spędzonym w Warszawie:

Przechodzę na ZIELONYM świetle przez jedno skrzyżowanie.
Trzy samochody przejechały mi przed nosem, kiedy byłam na pasach, z czego dwa omal się o mnie otarły, tak strasznie nie mogły odczekać tych 5 sekund, aż zejdę z przejścia.
Nie wiem, jak to skomentować.

Sądząc z komentarzy pod jej postem, to sytuacja nader częsta. Osobliwie zaś, gdyby została śmiertelnie potrącona, a nie było żadnego nagrania z kamerki samochodowej bądz przemysłowej, pewnie znów przyczyną byłby „pieszy który niespodziewanie wtargnął na jezdnię”.

Wiecie, ja po prostu nie rozumiem. Przecież przepisy są jasne, wiadomo dlaczego są takie; są one właściwie takie same na całym świecie. Kierowca zdający egzamin w Polsce doskonale O TYM WIE. Jak to się to k* nędzy dzieje, że już po zdaniu owego egzaminu zaczyna się zachowywać jeden z drugim jak skończony, bezmyślny i bez krzty odpowiedzialności kretyn? Co myśli człowiek, który wjeżdza na skrzyżowanie na SWOIM czerwonym świetle, potrąca pieszego idącego na zielonym???? CO KURWA TAKI PAJAC MYSLI???

Może mi to któs wytłumaczyć?

Napisane przez: futrzak | 17 Grudzień 2016

O organizacji Urugwajczyków…

Dziś jest oficjalne party basenowe tj. christmasowe firmy, w której pracuję. Urugwajskiej. Nauczona doświadczeniami z zeszłego rokustwierdziłam, że daruję sobie.
I dobrze.

Wyjazd miał być wynajętym, zbiorczym autobusem o 10.30 rano spod dworca Tres Cruces w Montevideo – jako ze wynajęte miejsce to kompleks wypoczynkowo-basenowy jakieś kilkadziesiąt kilometrów od Montevideo.

Zerkam ci ja na WhatsAppa za kwadrans południe i cóż widzę? Ludzie pytają się, skąd właściwie dokładnie ten autobus odjeżdza, bo nie mogą znależć…a to wszystko dodajmy w temperaturce 34 stopnie, bo dzień nad wyraz upalny.

Matko, jak to dobrze, że nie przyszło mi nawet do glowy jechać..

Oraz, zdecydowanie preferuję klasyczne party tj. zarezerwowanie restauracji przez firmę na zbiorczy obiad. Mecze na wyjeździe tj. „wyjazdy wypoczynkowe” preferuje organizować zdecydowanie we własnym zakresie i w starannie dobranym towarzystwie…

PS:
Jednak wiara w organizację Urugwajczyków przywrócona. Zaraz po tym jak opublikowałam ten wpis zrobiło się zwarcie w gniazdku i wielkie puuuufffff prundu (gniazdko se szwankowało juz od jakiegos czasu). Chłop gniazdko rozkręcił, ale okazało sie ze jest gdzies przebicie no i nie dalo sie znowu włączyć wywalonych korkow. Trzeba bylo dzwonić po elektryka. Zadzwonił, elektryk obiecał za godzinę przyjechac. Przyjechal, zrobil co trzeba (bylo jeszcze jedno zabezpieczenie pod drodze…), bardzo kompetentnie naprawił i już. No.
Znaczy można – tylko jakoś nie w firmie w której pracuję…tam jakiekolwiek godziny są rzeczą umowną. Jak ceny w PRLu…

Older Posts »

Kategorie