Napisane przez: futrzak | 12 Luty 2016

O pogodzie

Dzis jest tak:
40 st C w cieniu oraz 37% wilgotnosci. Daje sie zyc, o ile czlowiek nie zamierza nic robic (dlatego ludzie wymyslili sjesty..).

Jak 3 dni temu bylo 33 st C i 78% wilgotnosci, to NIE DALO SIE ZYC.

No.

Napisane przez: futrzak | 11 Luty 2016

Signum temporis czyli plaga selfie

No, bo inaczej się tego nazwać nie da.

Kiedyś, z braku dwustronnych smartfonów i kijów do nich, robiono zdjęcia pt. „Tu byłem, Tony Halik”*

Dziś selfie atakuja z kazdego niemalże bloga, sieci spolecznosciowej i gdzie nie tylko.
Co nam to mówi o współczesnym tłumie? Coż – smutne rzeczy raczej.
Ktoś, kto zachwycony jest pięknem otaczającego go świata, unikalna chwilą, nastrojem – będzie robił zdjęcia artystyczne, starając się uwiecznić to, co widzi i jak to widzi.
Ktoś, kto chce podzielić się z rodzina i najbliższymi opowieścia o tym, gdzie był, będzie robił kupę zdjęć (najczęsciej kiepskiej jakosci, ale niewazne) a potem na spotkaniach rodzinnych puszczał je w obieg.

A co kieruje robiącymi wszędzie selfie a potem publikujacymi je?
Oni aż krzycza: TU bylem, zobaczcie, jak wspaniale, prawda, ze mi zazdroscicie????
Selfie ma spowodować ukłucie zazdrości, a potem fale komentarzy. Komentarzy, które leją miód na serce selfującego, wynoszą go na piedestał i stawiają w centrum zainteresowania. Selfujący łakną uwagi, jak kania dżdżu. Ich ogląd świata skierowany jest na siebie – przy czym mówię tutaj o nałogowcach, trzaskających każda „unikalną” chwilę zycia, be it dzisiejszą zupę, wczorajszy obiad, nogę nad jeziorem, niebo nad pociągiem, czy co tam akurat sie nawinie pod kija.

Z tego wychodzi filozofia bycia o postaci jaizmu. Od narcyzmu odróżnia ją brak ślepej miłości do siebie samego, chociaz czescią wspólną jest brak zainteresowania światem zewnętrznym. Jakaś rzecz/zjawisko jest interesujące tylko dlatego, ze JA tam byłem, JA to widziałem, JA zarejestrowałem.
Blisko do egoizmu, odwrotnie wręcz w porównaniu do tego, co glosi buddyzm (medytacja prowadząca do znikania ego).

Czy coś z tego wynika? Imho tak. Coraz większe oddalanie się ludzi od siebie, zanik normalnej komunikacji, niezdolność do nawiązywania jakichkolwiek znaczących relacji z innymi. Samotność. A samotność to najgorsze, co może spotkać normalnego człowieka – przy czym w dzisiejszym świecie to zaczyna być zdecydowanie samotność w tłumie.
I tak, ludzie fundują ją sobie na własne życzenie – chociaż gdzieś już, będąc w zaawansowanym stadium, tracą zdolność rozmowy z drugim człowiekiem…

* „Tu byłem – Tony Halik” – swego czasu ów napis zauważyłam na zdemolowanym kiosku na tyłach akademików w Lublinie, w miejscu, gdzie rosły pokrzywy, łopiany i gdzie lokalne żule chodzily sie odlewac.

Napisane przez: futrzak | 10 Luty 2016

Okolice portu i stare miasto

Udalo mi sie zreanimować flickra, ale już więcej nie będe wrzucać tam zdjęć.
To, co Yahoo wyrabia, to ludzkie pojęcie przechodzi. Notabene Apple też – następna wersja OSa (El Capitan) i nowe wcielenie iPhotos – tylko gorsze. Odkąd się pożarli z Google, nie ma już uploadera do picasy, a z kolei pomysł tzw. „bibliotek multimedialnych” to nic innego jak kolejne utrudnianie userom korzystania z czegoś innego, niż własnego, niewydarzonego oprogramowania.
Jak będę miała więcej siły może opisze pomysły monopolistycznych debili, narazie już niech idą zdjęcia, z takim trudem wgrane….

***

Pogoda straszna: ok. 31 st C i wilgotnosc 90%. Pochmurno, zbierało się na burzę, światło do zdjęć kiepskie. Ale remont starego miasta posuwa sie do przodu, tak więc dotarlismy tam, gdzie wcześniej bylo zamknięte/niedostępne: falochron przy porcie. Oraz w tym świetle niektóre kamienice wyglądały jak z horrorów XIX-wiecznych…
Tak w ogole starówka, gdyby ją odremontować, byłaby perełką architektoniczną. Niestety, miasta nie stać. Glowny deptak, parczek z pomnikiem zlozyciela miasta, a reszta to banki i inne urzędy. I ruiny, które można kupic za bezcen…

TU oglądamy…

Napisane przez: futrzak | 7 Luty 2016

Posłowie do poprzedniego wpisu

No.
A Chłop instaluje Windows 10 na swieżutko złożonym nowym sprzęcie.

Trzeci już raz instaluje, albowiem ma klasyczny windowsowy problem: nie wszystkie DLLe (biblioteki systemowe) się zainstalowały.

Gdyby nie to, ze większość gier jest tylko na windowsy, już dawno zainstalowałby linuxa…

PS:
myslę, że pewnie jednak zainstaluje po piątej albo szóstej nieudanej próbie…

Napisane przez: futrzak | 6 Luty 2016

Makówa, jak nowa…

Jeszcze jeden powod do lubienia Urugwaju… robie sobie wlaśnie swieżą instalke Mac OS X po sieci, z serwerow z Cupertino. Czas: 2 godziny….
W Buenos kilka razy probowalam sciagnac sobie kilkugigowe ISO images – nie udawalo sie, bo transfer nie dosc, ze wolny jak żółw, to ciagle zrywalo polaczenie i w koncu dalam sobie spokoj…

Samo sciaganie poszloby oczywiscie szybciej, gdyby chcialo mi sie kabel do ethernetu podlaczyc (wtedy idzie z predkoscia 40 Mb/s), ale i tak bylo znakomicie.

Wlasnie. Makówa wreszcie naprawiona.
Problemy zaczely sie ponad rok temu i najrozniejsze padaly sugestie.

Coz sie okazalo? Otoz, ze była to wada fabryczna – notabene nie tylko Appla, wszystkie plyty glowne z tego okresu mogły mieć ów problem – bo cała branża przechodziła na luty bezołowiowe, a technologia nie była jeszcze do końca dopracowana.
W każdym razie. Makówa została zaniesiona do lokalnego autoryzowanego supportu Appla, tam przeprowadzili swoje testy diagnostyczne, stwierdzili, że to faktycznie to. Samą płytę wymienili za darmo (dziękujemy ludziom, którym się chciało z nimi procesować) – tyle, że musiałam na jej przysłanie z USA czekać miesiąc. Potem jeszcze 300 USD za baterię (tak, witamy w bandyckim świecie Appla) i na koniec reinstalka – za która chciano mnie w serwisie skasować na 90 USD – nie, dziękuje :)

No i jest.
Powrót do świata normalności… wreszcie widzę właściwe kolory grafiki no i grafikę mogę sensownie obrabiać w ogóle. Na HP obróbka zdjęć to bylo zgadywanie kolorów, jasności, oraz szarpanie się z całą resztą.
Teraz przeżywam syndrom kozy, jak z tego żydowskiego dowcipu :)

Kurde.
Produkty Appla maja absolutnie zdzierskie ceny, ale nie ma nic nawet zbliżonego jakością, jeśli mówimy w temacie laptopów. Można oczywiście sobie samemu poskładać ze starannie wybranych kawałków (procek, plyta, RAM, karta graficzna i oczywiscie stosowny monitor) – no ale to bedzie nieprzenosna stacjonarka…

Napisane przez: futrzak | 4 Luty 2016

Tu mieszkam

Teatrzyk Straszna Szczeka zaprasza – dzis featuring Montevideo :)

Tak, jest tu prezna IT industry i oczywiscie nieodlaczni od niej Hindusi, ktorzy wpadli na bardzo sympatyczny pomysl i nakrecili ponizszy filmik.

Napisane przez: futrzak | 2 Luty 2016

O problemach w zarzadzaniu

Po prostu wzruszylam sie, oh prawie do lez, jak uslyszalam dzis od managerki QA „no wiesz jak trudno jest nim zarzadzac, on przeciez jest na Florydzie”.
Oh my.

No bardzo trudno. Zwykly QA tester, Amerykanin, ktorego celem jest przetrwac w corpo (wiec bedzie robil wszystko, co mu powiesz, zeby robil..), a masz do niego krowko tylko 2 godziny roznicy (po zmianie czasu w USA bedzie tylko jedna godzina). I to jest twoj jedyny podwladny, ktory nie siedzi na miejscu w biurze obok ciebie.

Az cisnelo mi sie na ust malin stwierdzenie: co ty wiesz o zarzadzaniu? Dostalabys zespol testerow-swiezakow z Indii, albo Boliwii, to pogadalibysmy po pol roku o osiagnieciach twojego zespolu…

Napisane przez: futrzak | 1 Luty 2016

Parque Rodo

Tylko kilka zdjec z dzisiejszego spaceru, w weekend albowiem zmogla mnie niemoc i zadnych eskapad nigdzie nie bylo.

Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 30 Styczeń 2016

Z cyklu: nie ogarniam tej kuwety

To, ze Donald Trump jest mizoginem uwazajacym kobiety za podgatunek sluzacy do rzniecia i ewentualnie podziwiania z wygladu, kazdy chyba wie.
Ale co kieruje kobietami, ktore na niego chca glosowac???

Dzis odbylam mniej-wiecej taka rozmowe ze znajoma znajomej z USA.

ona: Szanuje tego faceta.
ja: Pozwol, ze zadam ci pytanie. Czy chcialabys miec szefa ktory podczas meetingu w pracy (kilkadziesiat osob, w tym kobiety) mowi „niewazne co o tobie mowia i pisza, byles mial ladna mloda dupcie zawsze przy sobie”?
ona: Get over it! Jest mnostwo ludzi, ktorzy mowia rzeczy mnie obrazajace.
ja: A dlaczego nie chcesz odpowiedziec na takie proste pytanie? Z twojej reakcji wnioskuje, ze jednak byloby to uwlaczajace. Zdanie, ktore zacytowalam, powiedzial Donald Trump. Dlaczego szanujesz faceta, ktory cie obraza i ktorego w normalnych okolicznosciach prawdopodobnie nie chcialabys miec nawet za swojego szefa, a nie masz nic przeciwko, aby byl twoim prezydentem?

Tu nastapil koniec rozmowy, albowiem zostalam zbanowana.

************

Betonowa podloga to jednak swietny wynalazek. Dzis w budynku w ktorym mieszkamy zdarzyla sie mala tragedia – pekla rura wodna, na dodatek w mieszkaniu, w ktorym nikogo nie bylo. Zawor odcinajacy wode dla calego bloku zostal zakrecony dopiero, jak juz wszystko sie zaczelo wylewac na korytarz (bo dopiero wtedy sasiad zauwazyl).
Woda przelala sie az do piwnicy, podlewajac serwerownie. Na szczescie zadzialaly bezpieczniki.

I teraz: poza zburchlowana farba na suficie przy wejsciu wlasciwie nie ma wiekszych strat. Woda juz prawie wyschla (gdy otworzy sie drzwi na dach oraz te wejsciowe do budynku jest niezly ciag) – w ciagu kilku godzin.
Wyobrazam sobie, jakby to wygladalo, gdyby podloga byla drewniana albo z wykladzina dywanowa a sama konstrukcja budynku na szkielecie drewnianym….
ta….

Niech zyje beton!

Napisane przez: futrzak | 28 Styczeń 2016

Jak wyglada dzisiejsze niewolnictwo w USA?

A na przyklad tak.

Dzieci, ktorym uda sie przekroczyc granice USA, trafiaja do publicznych schronisk (shelter for unaccompanied minors).
A potem… potem zamiast wyslac je do krewnych juz przebywajacych na terenie USA albo do rodzin zastepczych schronisko oddaje je handlarzom zywym towarem. W efekcie trafiaja na farmy takie jak Trillium Farms gdzie sa przetrzymywane w strasznych warunkach, zastraszne smiercia (w razie ucieczki) i zmuszane do pracy 12 godzin dziennie bo musza „splacic dlug”.

Winnych nie ma, nikt nic nie wie (za wyjatkiem oczywiscie human traffickers, ktorzy zostana zlapani).

„agency briefly relaxed identity requirements for family members collecting children.
No legal action has been taken against Trillium Farms, whose executives say they were unaware that a subcontractor hired to provide manual labor was engaged in human trafficking.”

Zapewne niedlugo wypowie sie firma rekruterska ktora stwierdzi, ze dzieci zglosily sie do niej same i ze mialy placona minimum hourly federal wage. I pewnie beda nawet mialy na to papiery i w ogole jaki trafficking.

„Normalni” Amerykanie wypowiadaja sie w takich tematach zwykle zwalajac wine na rodzicow i dzieci – wszak przeciez nikt ich nie zmuszal do nielegalnego przekraczania granicy, prawda? Zlamaly prawo i takie sa konsekwencje a w ogole jak ktos smie czepiac sie firmy, ktora korzysta z niewolniczej pracy – wszak oni tylko optymalizuja koszty?

Napisane przez: futrzak | 24 Styczeń 2016

Okruchy

Dzis pogoda raczej nie sprzyjajaca wychodzeniu (37 st C) a siedzeniu pod klima, jest wiec czas na nowa notke :)

***
W piatek zapisalam sie do tzw. mutualista – firmy oferujacej uslugi medyczne. Zapisac sie moze kazdy, kto pracuje legalnie co najmniej 3 miesiace (liczy sie fakt placenia podatkow i obowiazkowych skladek). Nie ma zadnych warunkow wstepnych, nie placi sie miesiecznego premium (abonamentu), za to doplaca sie do konkretnych uslug np. wizyty u lekarza ogolnego, specjalisty, roznych badan. Mozna miec tez opcje serwisu emergency (przyjezdza karetka mutualisty a nie zwykla panstwowa) – wtedy placi sie miesiecznie abonament 140 peso (ok. 4.5 USD).

***
W ten weekend zaczal sie karnawal urugwajski. Trwac bedzie ok miesiaca, wyglada zupelnie inaczej niz slynny brazylijski w Rio, chociaz tez przyciaga duze ilosci turystow.
Na ulicach miasta odbywaja sie taneczne parady – ale nie w rytm samby, tylko candombe; Oprocz tego sa przedstawienia murgi – rodzaj teatralnego musicalu, gdzie na scenie ustawionej na ulicy w rytm bebnow performerzy odgrywaja przedstawienie bedace na ogol komentarzem do biezacych polityczno-spolecznych wydarzen.
Dzis pewnie ze wzgledu na temperature nie wybiore sie, ale potem napewno beda jakies zdjecia :)

***
W parczku obok nas, jako ze zaczal sie sezon turystyczno-karnawalowy, postawiono budki z artystycznym rzemioslem oraz kilka z zarciem. Wyglada to mniej-wiecej tak:

IMG_0432

IMG_0434

IMG_0435

W budce z zarciem daja fastfudowe zarcie ale…w wydaniu urugwajskim. Szeroki wachlarz salatek do hamburgera to standard, natomiast Chlop odkryl cos nowego: chrupaka! Po blizszych ogledzinach okazalo sie, ze chrupak sklada sie z kromki bulki oblozonej serem z zewnatrz i wsadzonej do prasowaczki a la gofrownica. W wyniku tej operacji cienka kromka bulki jest mieciutka, a ser na zewnatrz chrupiacy. Zajebioza!!!
Zaraz oczywiscie w te pedy przepis zostal przetestowany w domu z wlasnorecznie robiona buleczka bezglutenowa – swietne! Do tego salsa ze swiezych pomidorow i cilantro ahhhh….
Kto by pomyslal, czlowiek tyle czasu na swiecie zyje, a na taki prosty pomysl nie wpadl – zeby ser do zapiekanki umiescic nie w srodku, ale na zewnatrz bulki….

PS: w Urugwaju kilogram sera (mlodego) kosztuje mniej, niz kilogram bialego pieczywa, wiec byc moze owe proporcje w chrupaku sa uzasadnione…?

Napisane przez: futrzak | 20 Styczeń 2016

Logistyka plawienia sie w oceanie

No, nie do konca ocean, ale przyjmijmy, ze.
Zwlaszcza, ze podczas przyplywu woda jest potwornie slona, co mialam okazje stestowac usilujac walczyc z poltorametrowymi falami. Jak narazie wszyscy zywi, nie jest zle, ale co sie paskudztwa opilam to moje…

Wrocmy jednak do tematu. Dla wiekszosci ludzi nie mieszkajacych na wybrzezu, problem nie istnieje. Na codzien poruszaja sie po ladzie, a jak juz plawia sie w wodzie, to podczas wyjazdu wakacyjnego. Wtedy wiadomo – do pokonania jest odleglosc miedzy hotelem a plaza, zwykle minimalna. I mozna lazic w kostiumie, wiec problem nie istnieje.

Jednak gdy mieszka sie w miescie, a do plazy ma kilka przecznic, trzeba jakos do domu wrocic. I raczej nie w kostiumie kapielowym. Dodajmy, ze na plazy przydomowej nie ma przebieralni ani podobnych frykasow.

1. Kostium jednoczesciowy.
Do plywania swietny, nie trzeba sie martwic ze cos gdzies spadnie, zsunie sie, rozwiaze i tak dalej.
Wady: bardzo wolno schnie, a jak jest mokry, to zdjecie go przypomina zapasy z elastycznym wezem. Jesli do tego dodamy wiatr i piasek – panstwo sobie wyobraza :-/ Wyjscie do kibla urasta do rangi wielkiego wyczynu :-/
Najprostszy powrot do domu sprowadza sie do zarzucenia na siebie sukienki plazowej typu worek (bo inna sie przylepi i wracamy do punktu pierwszego czyli zapasy z wezem…).

2. Kostium dwuczesciowy. Do plywania kiepski, do skokow i walki z falami ryzykujemy utrate a to majtek, a to stanika w najmniej spodziewanym momencie. Ma za to inne zalety: latwo sie przebrac na srodku plazy – zarzucamy na siebie sukienke plazowa typu worek, zdejmujemy stanik a potem majty. Done.

3. Stanik ze spodenkami. Do wczoraj wydawala mi sie to idealna para: wracac do domu mozna zarzuciwszy na gore tylko t-shirta, spodenki bowiem sa spodenki i do chodzenia po ulicy nadaja sie (na dodatek w wodzie nie spadna bo maja zwykle sznurek). Ale…. no wlasnie, zawsze musi byc jakies ale. Otoz spodenki zwykle posiadaja nogawki. A te, jak sie zmocza, ocieraja o skore…ktora potem po dystansie kilkuset metrow sciera sie do krwi, o czym przekonujemy sie dopiero pod prysznicem, po namydleniu, kiedy oczy z bolu wyjda nam juz calkiem na wierzch…

4. Majty. Tak, faceci to zawsze maja latwo. Ubiora sie w dlugie majty przypominajace spodenki i maja na cala reszte wylane :-/

Aha, zapomnialam dodac: ja na plaze chodze w celu kapieli w oceanie, a nie w celu opalania sobie wszystkich bokow lezac na lezaczku i pijac drinka z palemka…

Napisane przez: futrzak | 19 Styczeń 2016

Ekonomia dzielenia sie

Chyba najlepsze podsumowanie oddajace o co chodzi:

If „gig” suggests the independence you get when you’re not tied down to a steady lifetime job, then just think of the freedom we’ll all enjoy when the traditional job is consigned to the scrap heap of history, and the economy is just gigs all the way down. But the idea of a gig is alluring only if you know you can hit the road when it gets joyless. Otherwise it’s just an old word for a job you can’t count on having tomorrow.

Wlasnie.. Idea „wolnosci” i pracy „kiedy chcesz, jak chcesz i za ile chcesz” moze byc pociagajaca tylko dla tych, ktorych stac w kazdej chwili na porzucenie takiego zajecia. Dla wszystkich innych to tylko jeszcze jeden synonim na prace, ktora dzis jest, a jutro jej nie ma. Czyli dzis masz co zjesc, a jutro mozesz nie miec.
Ciezko w takich warunkach planowac jakiekolwiek zycie, jeszcze trudniej cieszyc sie nim, prawda?
Gig economy to powrot do starych, niedobrych czasow dzikiego kapitalizmu, tyle ze opakowanego w ladne, cyfrowe pudelka-swiecidelka mobilnych aplikacji i innych pierdolek.
Ci wszyscy, ktorzy ciesza sie z korzystania z Ubera, TaskRabbit i podobnych zapominaja, ze jesli obecna praca, ktora wykonuja, zamieni sie w „gig” to ich zycie rowniez radykalnie sie odmieni i nie bedzie ich stac na podobne frykasy.
Od giga do giga mozna zyc, jesli ma sie oplacony (przez kogos innego) czynsz za miesiac i pelna lodowke. W przeciwnym razie zycie staje sie pieklem. Po polsku nazywa sie to „praca dorywcza”.

Praca dorywcza a nie zadna ekonomia dzielenia sie.
Nazywajmy rzeczy po imieniu….

Napisane przez: futrzak | 17 Styczeń 2016

Co slychac na urugwajskiej wiosce?

Otoz, zawital tutaj Michael Reynolds, amerykanski architekt, slawny na swiecie ze stworzenia (i budowania) masywnych solarnych domow zwanych Earthship.

Domy budowane przez niego sa wlasciwe samowystarczalne: budowane z ogromna masa termiczna nie potrzebuja ogrzewania w klimacie, gdzie srednioroczna temperatura nie spada ponizej kilkunastu stopni celsiusza (w Polsce srednioroczna wynosi 6-8 st). Kolekcjonuja wode deszczowa, a potem poddaja recyclingowi zuzyta „grey” i „black”. W srodku domu od slonecznej strony sa uprawiane rosliny, elektrycznosc na wlasne potrzeby pochodzi z fotowoltaiki i wiatrakow.
Sam dom budowany jest z materialow rowniez pochodzacych z recyclingu: zuzytych opon samochodowych, butelek, ziemi.

Earthship_Brighton_Front
Zdjecie z Wikipedii.

W Urugwaju — w czasie 7 tygodni, silami 40 woluntariuszy i 100 uczniow Earthship Academy — zostanie wybudowany pierwszy taki budynek. Celem jest rozpropagowanie metody w calym kraju oraz nauczenie (glownie mlodziezy i dzieci) dbania o srodowisko i w przyszlosci budowania podobnych konstrukcji.

Za 14 dni rozpoczyna sie budowa, a jej postepy bedzie mozna obserwowac tu.

Mysle, ze projekt ma duze szanse powodzenia: to nie pierwszy taki pod wodza Reynoldsa, na dodatek ma wszelakie blogoslwienstwo i wsparcie rzadu Urugwaju, ktory to rzad ma bardzo ambitny program rezygnacji z paliw kopalnych i ochrony srodowiska.
Urugwaj juz dzis czerpie 95% energii elektrycznej ze zrodel odnawialnych, a jak najbardziej realna perspektywa jest wyeliminowanie spalania paliw kopalnych w celach grzewczych.

Napisane przez: futrzak | 14 Styczeń 2016

Co stalo sie w Polsce w 1989 roku…

W wersji oficjalnej kroluje legenda okraglego stolu, walecznej opozycji, zwyciestwa demokracji i takie tam popierdolki.

Rzeczywistosc jak zwykle okazuje sie inna i popiskuje spod dywanu, gdzie ja zamieciono…

Porozumienie władzy i opozycji przypieczętowała dymisja rządu Zbigniewa Messnera, ale Profesor Sadowski nadal sterował ośrodkiem przemian gospodarczych, choć na firmamencie ujawniała się już coraz bardziej figura Leszka Balcerowicza, szlifującego swój projekt pod dyktando doradców amerykańskich. W międzyczasie ekipa Mieczysława Rakowskiego doprowadziła do uchwalenia ustawy o kapitalnym znaczeniu dla dalszych przemian. Dzięki niej (zwanej ustawą Wilczka), prowadzenie działalności gospodarczej stało się całkowicie legalne. W czerwcu przeprowadzono wybory do kontraktowego Sejmu, a 1 lipca rząd Rakowskiego na odchodnym zniósł kartki i uwolnił ceny mięsa. Zaczęła się ekonomiczna rewolucja. Jej twarzą został Leszek Balcerowicz, który w rządzie pojawił się dopiero 12 września w randze wicepremiera. Plany gospodarczych przemian przedstawiono członkom rządu i elitom politycznym już 6 października. Projekt, który przedstawiano, wywołał sporą konsternację, niemniej jednak w trybie ekspresowym pokonał legislacyjny tor przeszkód. 17 grudnia 1989 Sejm przegłosował pakiet 11 ustaw, które ekspresowo konwalidował Senat i bez cienia wahania podpisał ostatni prezydent PRL. Ustawy, które zwiastowały społeczne tornado, weszły w życie 1 stycznia 1990 wraz z nową symboliką III RP. Nikt się nie zastanawiał nad tym, że kompleksowych przemian nie da się opracować w kilka tygodni. Nikt nie myślał o tym, że musiały być przygotowywane znacznie wcześniej.

Nieudane wprowadzenie II etapu reformy i początek planu Balcerowicza dzielą zaledwie 22 miesiące. To niewiele, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, jak radykalne rozwiązania społeczne znalazły się w programie, który gorliwie popierał robotniczy związek. Choć trudno dzisiaj taką tezę udowodnić, to równie trudno oprzeć się wrażeniu, że zmiana przeprowadzona w 1989 roku była de facto zabiegiem socjotechnicznym. Manewrem pozwalającym pozyskać wielkie poparcie społecznie dla zmian, które największy rachunek wystawiały właśnie tym, którzy umożliwili im wejście w życie.

Polecam uwazne przeczytanie calosci.

Napisane przez: futrzak | 11 Styczeń 2016

O kwadratowej umywalce

To bedzie podobna bajka jak o plaskim dachu :)

Ladnie wyglada, bajer i w ogole, ale zrobic to dobrze….

umywalka

Tak wiec umywalka w naszym mieszkaniu nie jest zrobiona dobrze, a raczej nie byla. Raz, ze zle wyprofilowana i woda zawsze stala w tylnej czesci. Oraz, najwyrazniej przeciekala i problemy z nia byly od dnia zero.
Dzis dopiero sie to objawilo w calej okazalosci. Zaczela znow przeciekac, wiec nie uzywamy, trzeba oderwac stary silikon, ktory najwyrazniej sie rozszczelnil, zreszta urosl pod nim grzyb. Fuj.

No to Chlop zdjal, a tam sytuacja jak z ruska matrioszka: jedna warstwa grout (zaprawy??) druga, pod nia trzecia, grzyb.. i tak dalej. Na szczescie tylna scianka umywalki postanowila nam pomoc i po prostu sobie odpadla.

kran

To wbrew pozorom DOBRZE, bo dzieki temu bedzie mozna z tego zdrapac wszystkie nieudane warstwy cementowania, uszczelniania, wysuszyc i odszorowac grzyba – a potem przycementowac na nowo. Gdyby trzeba bylo odbijac, to nigdy nie wiadomo, czy nie peknie w najmniej spodziewanym miejscu, a skad potem wziac dokladnie taki sam kawalek marmuru…

Czy to mnie denerwuje i rzuca o sciany, powodujac wrzeszczace telefony do wlascicielki?
Nie.
Po pierwsze: zycie bez czynnej umywalki w lazience co prawda upierdliwe, ale zyc sie bez tego da. Gorzej bywalo.
Po drugie: lepiej naprawic to samemu i zrobic dobrze, niz dzwonic do wlascicielki, ktora zamowi mahera hydraulika, ktory znowu spieprzy i…. cykl zacznie sie od poczatku.
A ze koszt kupna grout niewielki, to nie ma sie co rzucac o te pare groszy.

Oraz, co wam powiem, to wam powiem, ale wam powiem (jak mawial poeta).
Jak mi jeszcze jakis architekt podsunie pod nos hipsterski projekt kwadratowej, kamiennej (marmurowej etc.) umywalki, wanny badz innego zbiornika na wode, to mu leb owym zbiornikiem rozbije.
Takie rzeczy wygladaja przepieknie na desce kreslarskiej czy (dzis juz) w CADzie, ale na tym ich pieknosc sie konczy.

Moim zdaniem dobry architekt powinien brac pod uwage nie tylko wzgledy estetyczne, ale tez (albo przede wszystkim) praktyczne. Apartamentowiec, w ktorym mieszkaja ludzie, to nie jest wystawa sztuki, a nie kazdy tez ma tyle talentu co Gaudi (moj ulubiony architekt). Sorry. Mierz sily na zamiary, czlowieku.

A mozna tam bylo wstawic umywalke z tego samego materialu co blat (cement), tyle ze zaokraglona. Pasowalaby jak ulal, a nie miala zadnych problemow kwadratowej… eh…

Napisane przez: futrzak | 9 Styczeń 2016

Fermentowac kazdy moze…

troche lepiej lub troche gorzej, nie?

No.
Ukisic sobie ogorki czy dowolne warzywo to kazdy potrafi. Ale przeprowadzic fermentacje acetonowo-butanolowo-etanolowa to nie w kij dmuchal.
A mnie sie udalo :)

Sa takie bakteryjki, co sie nazywaja Clostridium acetobutylicum i one w warunkach beztlenowych (sa zreszta obligatoryjnymi anaerobami) przerabiaja cukry (proste, ale tez skrobie, celuloze i laktoze) na 3 czesci acetonu, 6 czesci butanolu i jedna czesc etanolu. Bakteryjki, jak to bakteryjki, sa w zasadzie wszedzie. Wiele z klasy clostridia jest zreszta bardzo nieprzyjemnych dla czlowieka, bo powoduja gangrene, tezec i generalnie produkuja toksyny – np. clostridium botulinum (kto by pomyslal, ze beda one wykorzystywane w medycynie kosmetycznej do paralizu miesni ..?).

Tak wiec z bakteriami nie problem – problem stworzyc odpowiednie warunki. A mnie sie calkiem niechacy udalo. Celem oczywiscie byla zwykla fermentacja mlekowa, ale wyszlo jak wyszlo :) Z bledu zdalam sobie sprawe w momencie odkrecenia zakretki sloika, kiedy niczym niezmacony zapach acetonu walnal mnie prosto w nos wyciskajac lzy z oczu…

Eh. Chemia to taka wdzieczna dziedzina i zaluje, ze nie przykladalam sie wiecej w szkole sredniej. Zwlaszcza do organicznej…

Napisane przez: futrzak | 7 Styczeń 2016

Komunikacja w Montevideo

jest kompletnie do bani. Od strony organizacji ruchu to jedna wielka pomylka, niestety.. mowie tu zarowno o ruchu samochodowym jak i autobusow.
Prawda jest taka: w miescie powyzej pewnej liczby ludnosci nie da sie sprawnie poruszac za pomoca samochodow. Koniec, kropka. Nie pomoga najszersze nawet autostrady (ladnie to widac bylo w Los Angeles, gdzie w szczycie wszystkie osiem pasow sobie radosnie stoi – ale nawet tam poszli po rozum do glowy…).

W Montevideo (aglomeracja 1.2 mln ludnosci) transport publiczny oparty jest w calosci o autobusy. Stare, ciasne, kopcace diesle. Jest kilka firm, podzielily sie liniami, dostaja dotacje od miasta. Prawda jest, ze da sie dojechac wszedzie – ale jezdza potwornie wolno, zasmradzaja miasto no i bilety sa relatywnie drogie – zwykly jednorazowy przejazd kosztuje 26 peso czyli 0.85 USD.
Za bilet placi sie albo u konduktora (maja w srodku przy wejsciu specjalne siedzenie i obsluguja maszyne do wydawania biletow – zawsze wydadza reszte…) albo u kierowcy. Z jednej strony to dobrze, bo nie ma wiecznych problemow Polski typu „gdzie ja teraz kupie bilet” oraz gapowiczow – z drugiej niestety zwalnia to srednia predkosc na trasie.

Za rzadow poprzedniego burmistrza probowano wprowadzac buspasy, ale sprawe spieprzono koncertowo. Jedna jedyna linia metrobusa zostala zas zaprojektowana tak, ze z przedmiesc nie dochodzila do centrum, ale do tzw. „terminala przesiadek”. Kompletnie bez sensu.. na dodatek linia pokrywa sie z jedyna dzialajaca dzis linia kolei pasazerskiej i przebiegajaca obok autostrada. FAIL.

Sciezek rowerowych nie ma, bo mundre z poprzednich ekip wymyslily sobie, ze zwykla avenide kilkupasmowa moga dzielic rowery do spolki z samochodami… ta…

Obrazu dopelniaja taksowki, ktore jezdza tak jak w Buenos – sa zawsze i wszedzie, wychodzi sie po prostu na rog i macha lapka. Tylko, ze ze wzgledu na ceny nie jest to zaden zastepnik komunikacji publicznej dla zwyklych ludzi…

Nadmorski bulwar – Rambla – zostal zaprojektowany tak, ze plakac sie chce. Niby jest ograniczenie do jakichs 50km/h czy cos, ale i tak prawie wszyscy je lamia. Ludzie zeby dojsc na plaze musza przejsc przez ruchliwa dwupasmowke, ktora nie ma sciezki rowerowej.
Rowery moga poruszac sie po chodniku dzielonym z pieszymi (tylko malutkie kawalki maja wydzielona sciezke, a Rambla ciagnie sie ponad 20 km…). Na dodatek Rambla jest jednym z glownych ciagow komunikacyjnych z centrum na dalekie przedmiescia i dalej, do Ciudad de la Costa. W efekcie w dnie powszednie jest przepieknie zakorkowana… Uroku dopelniaja parkingi, ktore umieszczone sa na poboczu, slabo oznaczone, a parkowac mozna tylko paralelnie. Efekt: parkujacy samochod blokuje caly jeden pas na dobre pare minut, zanim sie ustawi/wyjedzie.
Geniusza od urbanistyki, ktory wpadl na ow pomysl, nalezaloby przywiazac za noge do latarni na Rambli, niech podziwia swoje pseudo – dzielo…

Nowe wladze miasta zapowiedzialy zmiany, a sadzac po udzielanych wywiadach i planach, zmiany pojda we wlasciwa strone, tyle ze pewnie potrwaja dlugo – raz, ze miasto nie ma pieniedzy, dwa, ze zmiany beda sie wiazac z ograniczaniem miejsc parkingowych. A to na pewno spotka sie z oporem mieszkancow…

328415_20151214192838_20100818ra-009

Samochody zaparkowane na Rambli w okolicach starego miasta.
(zdjecie z espectador.com).

PS: musza byc jakies wady, nie? Na szczescie to wady z zakresu dajacego sie zmienic/naprawic.

Napisane przez: futrzak | 6 Styczeń 2016

… i jeszcze o software development

Bo to taka dziwna dziedzina. Dzialka, ktora wymaga zaawansowanej wiedzy i umiejetnosci, a project management w niej w wiekszosci jest robiony przez ludzi po studiach biznesowych.

Wyobrazacie sobie, ze w firmie architektonicznej czy budowlanej czy jakiejkolwiek zajmujacej sie czyms z civil engineering projektami zarzadza ktos po MBA??? Albo, ze w szpitalu szefem labu jest ktos po studiach z marketingu???

Napisane przez: futrzak | 5 Styczeń 2016

Jeszcze o agile

Mysle, ze popularnosc agile w sporej mierze wynika – ze tak to okresle – z coraz wiekszego wydziczania sie tego, co zwiemy „marketingiem”.

Na zdrowy rozum. Jak bylo kiedys? W koncu dzialka IT nie istnieje od dzis, a od ladnych paru dekad. Kiedys obowiazywal tzw. „watrfall development model” ktory mial sens o tyle, ze byl przystosowany do okreslonego cyklu produkcyjnego i produktow (dwie dekady temu nie sprzedawalo sie „x as a service” tylko po prostu konkretny produkt. Komputer, serwer, karte, software nagrany na plytke i zapakowany).
I co. No byl sobie. W firmach byli sobie managerowie, ktorzy zarzadzali zespolem na zasadzie technical lead albo lead by example jak kto woli. Nie bylo milionowej branzy oferujacej najrozniejsze kursy, certyfikaty itd. Nie bylo konferencji, na ktorych urzadzanoby zawody i cwiczenia w tym, kto jest najlepszym managerem.
Sposob awansu managerow byl taki, jak zawsze: zaczyna sie od pozycji junior, potem przechodzi do senior, a potem niektorzy byli awansowani na managerow.

Potem nastal agile bo ktos wpadl na pomysl, jak to spieniezyc… a jak najlepiej sprzedac produkt, ktory nie jest zadna specjalna rewelacja, nic wielkiego nie wnosi? Trzeba wylansowac mode.
Trzeba sprzedac styl zycia styl prowadzenia firmy itp. pierduty. Trzeba stworzyc wrazenie, ze to jest jakas wielka, nowa rzecz, na ktora jak sie nie zalapiesz, to jestes looser, nieudacznik, nie wiesz jak sie robi biznes.

A agile to wdzieczne pole.
Mozna do upojenia wymyslac sobie gry i zabawy majace uczyc jak przyznawac punkty do „stories”. Albo w jaki sposob wpisywac stories w narzedzia do zarzadzania, jak i kiedy je zamykac i tym podobne. Nieskonczone pole do skupiania sie na rzeczach pobocznych, przy czym uczestnikow tej zabawy daje sie calkiem niezle trzymac w nieswiadomosci tego, jak caly organizm funkcjonuje (tj. firma). Kazdy bowiem team zajmuje sie tylko okreslonym wycinkiem: a to komoreczkami watroby, a to naskorka, a to komorkami nerwowymi. Z punktu widzenia czlonka zespolu te komorki sa tak rozne, jakby nie mialy nic wspolnego ze soba. A tu siurpryza: sa czescia tego samego organizmu – ale na jakiej zasadzie, tego czlonkowie zespolu juz nie wiedza, sa od tej wiedzy skutecznie chronieni parasolem „let’s reduce this unnecessary noise”.
Czyli wracamy do punktu wyjsciowego: czlowiek jako srubka w korporacyjnej maszynie.

Ciekawe, jakie metodologie beda nastepnym „buzzword” i monetyzowane na sile? Czy ktos wreszcie stuknie sie w leb i zauwazy, ze w wypadku pracy kreatywnej (a taka jest pisanie softu) zadne metody „zarzadzania” rodem z tasmy fabrycznej nie maja racji bytu i prowadza do pogarszania sie jakosci zespolu a potem – co nieuniknione – pogorszania jakosci tego, co zespol wyprodukuje?
Czy wreszcie na wyzszym szczeblu zarzadzania zaczna zasiadac ludzie majacy jakies pojecie o dzialce, ktora zarzadzaja?

Czemu startupy w Silly Valley sa tak popularne? Poza oczywistymi przyczynami, jest jeszcze jedna: sa organizowane wokol osoby, ktora ma konkretny pomysl i wizje (i na ogol nie jest to ktos po MBA), organizacja jest plaska, nie ma biurokracji, a czlonkowie firmy maja bardzo duza swobode. Problem z agile zaczal sie w momencie, kiedy ktos uznal, ze sposob pracy startupu jest skalowalny do korporacji…

Older Posts »

Kategorie

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 171 obserwujących.