Napisane przez: futrzak | 27 Czerwiec 2016

Ceny w miastach Ameryki Południowej

Buenos Aires dzierży palmę pierwszeństwa najdrozszego dla imigrantow miasta Ameryki Poludniowej i Srodkowej.
Jest tak pomimo 42% inflacji w 2016 roku (mierzonej styczen – maj, a więc ogromnej dewaluacji peso w stosunku do dolara). W zeszlym roku BuA rowniez znajdowało sie na pierwszym miejscu.

Pierwsze 5 pozycji rankingu:

1. Buenos Aires, Argentina
2. Port of Spain, Trinidad and Tobago
3. San Juan, Puerto Rico
4. Panama City, Panama
5. San José, Costa Rica

W pierwszej piątce nie ma jak widac Montevideo co jest o tyle zabawne, ze gdy rok temu wyprowadzaliśmy sie do Urugwaju wszyscy znajomi straszyli nas, że tam jest okropnie drogo. Tymczasem, nie.
Najwieksza roznica bierze się z dwoch rzeczy jak myslę. Po pierwsze, w BuA rynek wynajmu jest dziki. Argentynczycy (lub stali rezydenci) moga liczyć na w miarę tani wynajem – długodystansową umowe podpisywana u notariusza na okres dwoch lat – o ile maja garantia propietaria (żyranta umowy, ktory w razie niesplacania czynszu czy innych powinnosci odpowiada swoją nieruchomoscią znajdujaca sie na terenie BuA). Ekspaci na cos takiego raczej nie maja szans, wynajmują wiec na zasadach „para turistas”- czyli wynajem tymczasowy. Umowę mozna wtedy podpisac maksymalnie na 3 miesiace (o ile dobrze pamietam, chociaz byc moze jest to 6 mies), a potem trzeba odnawiac. Oczywiscie jest to drozsze – co najmniej dwukrotnie – oraz bardzo wielu wlascicieli stara sie oskubac niezorientowanych ekspatow na czym sie tylko da. Nagminna praktyką jest stan mieszkania nie zgadzajacy sie z tym, co w ogloszeniu oraz nie zwracanie kaucji pod byle pretekstem.

Drugim powodem są ceny goods and services, ktore dla turystow potrafia byc bardzo rozne – w zaleznosci od stopnia władania jezykiem hiszpanskim. Oczywiscie, w samoobslugowych supermarketach cena jest taka sama dla wszystkich, ale generalnie jest drozej niz na targowiskach i w malych sklepikach typu „osiedlowe warzywniaki”. W wielu hostelach sa tez dwie taryfy cenowe, linie lotnicze maja dwie taryfy (dla rezydentow i nie-rezydentow) etc.

W Urugwaju mimo bardzo wysokich cen niektorych produktów (samochody, elektronika) podstawowe rzeczy – wynajem i żywnosc – sa takie same dla lokalsow i imigrantow. Nowoprzybyly moze relatywnie szybko wyrobic sobie lokalny tymczasowy dowod osobisty z ktorym mozna juz normalnie wynajac mieszkanie, otworzyc konto w banku etc.
Przy wynajmie nie jest potrzebna garantia propietaria – są firmy zapewniajace gwarancję, ktorym placi sie rocznie okreslony procent (panstwowe sa tansze niz prywatne), mozna tez uzyc depozytu. W tym drugim przypadku umowe podpisuje sie w Banco Hipotecario, otwierane jest specjalne konto, z ktorego pieniadze mozna podjac tylko za zgoda obu stron, a w razie konfliktu sprawa rozstrzygana jest sądownie. Nie wchodza w grę przypadki typu wlasciciel nie odda depozytu bo nie, i pocaluj go w d*.

Napisane przez: futrzak | 24 Czerwiec 2016

Dzieje sie….

… tj. UK zdecydowalo sie glosem ludu wyjsc z UE.

Byc moze za wiele sie nie zmieni. Ostatecznie to zalezy od tego, na jakich zasadach wynegocjowana zostanie dalsza wspolpraca. Norwegia i Szwajcaria tez nie sa w UE, a jednak roznic specjalnie wielkich nie widac – poza tym, ze nie maja prawa glosu w UE, ale za to stanowia wlasna polityke imigracyjna.

A moze zmieni sie wiele – moze bedzie to pierwszy kamyczek z lawiny, ktora zawali cala UE, a i nawet United Kingdom – ostatecznie Szkocja teraz juz ma piekny pretekst do powtorzenia referendum…

A tymczasem Internet dostarcza niezlych narzedzi do okreslenia swiadomosci samych glosujacych w sprawie obywateli. Otoz.
Google uprzejmie donioslo w czwartek, ze najczesciej wyszukiwane frazy z terenu UK juz po ogloszeniu wynikow to:

1. Dlaczego Brytania opuscila UK?
2. Co to jest UE?

Wzrosla rowniez znaczaco czestosc pytania o to, jak uzyskac irlandzki paszport….
Biorac pod uwage wysoka frekwencje, to tak jakby łobywatele szanownej krolewskiej mości obudzili sie co najmniej z reka w nocniku, nie?

Bawią mnie tez niektórzy rodacy. Gdy robilam sobie paszport USA patrzyli sie z politowaniem – ze na co mi ten paszport. Wydawalo im sie, ze UE to wieczny twór i ze nic ich z Wysp nie ruszy i co ja sieję jakieś teorie spiskowe. Coz, ten sie smieje, kto sie smieje ostatni. Jakas część pewnie bedzie musiala wrocic do domu, bo to, ze rzad wykorzysta sytuacje do pozbycia sie najbardziej uciazliwych emigrantow, jest wiecej niz pewne. A w Polsce lądowanie bedzie twarde…

Napisane przez: futrzak | 22 Czerwiec 2016

Bo ćwiczyć….

…to ja chcę właściwie każdego dnia. Ale jakoś tak się zawsze składa, że są ciekawsze zajęcia i budzę się z ręką w nocniku tj. około północy, kiedy wypadałoby iść spać, żeby rano wstać do pracy.
I tak codzien. Sprawy nie ulatwia to, ze środek zimy i dzien żałosnie krotki – 17.30 i juz ciemno. Temperatura to nie problem – ale brak słońca jest straszny.

Wlasnie. Wielu ludzi, ktorzy marzą o tropikach, w ogole nie zdaje sobie z tego sprawy: dzien w tropikach jest zawsze taki sam. 6 rano wschód słońca, osiemnasta zachód. I tak przez cały rok. Wychodzisz z pracy – a tu ciemno. Oczywiście, ludzkość wynalazła elektryczność :))) niemniej hiking* po ciemku to wyjątkowo glupi pomysl. Albo wybranie się łódka na morze…

Aby do wiosny…bo już od dzis zaczyna dnia przybywac na półkuli poludniowej :)

No.
A w pracy szefowa zażyczyła sobie uhm…tabelek w excelu. To ma byc uhm… narzędzie do „test tracking progress”. Ratunku!!!!! Normalnie wehikuł czasu i przerzut we wczesne lata 90-te, kiedy w ogóle nic nie było. Słabo mi. Ale moglo byc gorzej, co podsumowal kolega z pracy: „ty się ciesz, że nie każe ci zeszycików zakładać, robic tabelek i ptaszkow stawiac, ze odfajkowane, a potem fedeksem wysylac te zeszyciki do biura głównego”. W istocie…
To po prostu zdumiewajace, ze sa ludzie, ktorzy siedzą w tej zakichanej branzy komputerow, potrafią programować, a mentalnie nadal znajdują się w szkole średniej czy coś koło tego – tam, gdzie byli 30 lat temu, jak zaczynali karierę. Arkusiki excela, no żesz…nie, żebym miała coś przeciwko arkuszom kalkulacyjnym – to są bardzo dobre narzędzia, ale jak raz nie do tego…

* hikes – czy jest w ogole w jezyku polskim jakis sensowny odpowiednik? Nie, to nie bedzie „spacer”.

Napisane przez: futrzak | 20 Czerwiec 2016

Niech żyje burdel

Dziś w pracy odechciało mi się wszystkiego, a ręce opadły do ziemi.
Wczoraj była migracja głownego środowiska testowego na nową maszynę, trzeba sobie było dopisać nowy rekord w /etc/hosts.
Ok.

Rano dostaję emalię od admina z USA zeby sobie zmienić certyfikat i klucz w konfigu do VPNu – do emaila załączone nowe cert i key.
Fajnie.
Se zmieniłam, nie? I VPN przestał działać…
Co ja się nie omęczyłam i nakombinowałam, tak siak i srak, włącznie z reinstalką – po ktorej zreszta odkryłam, że uninstall z makówy nie usuwa ani plików konfiguracyjnych, ani defaultowych ustawień połączenia. Dalej więc ryć jak dzik po dysku, usuwać ręcznie.
Osz ku…wa.
Pod koniec dnia się poddałam, doszłam do wniosku że jutro zainstaluję innego klienta do VPN i jak połączenie nie będzie działać, to chyba certyfikat jest jakiś wadliwy – no bo w końcu cudów nie ma.

I co. A gówno, że tak powiem. Wrócił z mytyngów tech lead, zobaczył moją zbolałą minę, zajrzał do emaila i….”ja nie wiem, po co on ci to wysłał??? Mowilem, ze certyfikaty nowe potrzebne są X, Y i Z, ale NIE TOBIE. A on na odwrót zrobił”.

Najpierw się wywrzeszczałam, a potem zamieniłam w przekłutego balona. Nie, ten poziom burdelu i nieogarnięcia to nie na moje nerwy.
Wiele startupów w życiu widziałam, w ładnych kilku pracowałam i muszę powiedzieć, że ten poziom nie wchodził w grę. No ale cóż. Klejent z branży okołonaftowej i cechuje go takiż sam poziom porządku i organizacji, jak inne firmy z tejże branży :-/ Dotychczas znałam to tylko z opowieści, teraz przyszły ćwiczenia praktyczne… ta….

Napisane przez: futrzak | 19 Czerwiec 2016

Z kamerą wśród Urugwajczyków – Teatro Solis

Oglądamy.

Teatro Solís jest najstarszym teatrem w Urugwaju — został zbudowany w 1856 roku. Znajduje się przy Plaza Independencia, zaraz obok Torre Ejecutiva.
W środku rozplanowany jest jak klasyczne teatry europejskie – scena, widownia w kształcie elipsy z wielopiętrowymi balkonami, bogate zdobienia. Tutaj odbywają się najważniejsze spektakle, przedstawienia, koncerty i generalnie cokolwiek warte oglądania :)
Jak ktoś ciekawy repertuaru bieżącego, może sprawdzić, co grają :).

Teatr jest własnością miasta Montevideo, które w 1998 roku rozpoczęło prace remontowe, zakończone w 2004.
Dookoła teatru znajdują się sympatyczne knajpki, niestety całość psują koszmarne autobusy – większość linii jeżdzących do centrum przebiega właśnie tamtędy :-/
Wybranie się w celu ukulturalniania do środka na jakiś spektakl ciągle przede mną. Za operami i kocertami muzyki poważnej nie przepadam, więc jakoś mnie nie ciągnie…

Napisane przez: futrzak | 16 Czerwiec 2016

Kalmarki

Urugwajczycy w tematach kuchni mają podobne podejście, co przeciętny Polak: od nowości trzymamy się z daleka*, przypraw ostrych, czy w ogóle jakichś innych niż sól, pieprz, pietruszka i koper – nie lubimy, a poza tym najlepiej, żeby było dużo wołowiny. I sera.
Ma to swoje ewidentne wady – kuchnia jest mało urozmaicona, a cokolwiek innego jeśli się chce kupić, to jest importowane i baaardzo drogie.

Ale, ma też i zalety. Lokalsi wiedzą, co to są kalmary (w końcu ich przodkowie wywodzą się przede wszystkim od Hiszpanów i Włochów). Tyle, że przyswajają je w najbardziej spłyconej i strywializowanej formie – rabas – czyli tułów kalmara pokrojony w prążki, obtoczony w mące i wrzucony na głęboki tłuszcz. Co robic z pozostałymi częściami zwierzęcia – nie mają pojęcia, a już mini-kalmarki są dla nich odpadem, bo przecież rabas zrobić się z tego nie da!
W związku z tym cena tychże za kilogram jest…3 razy niższa niż za tułów kalmara!
Tak więc wczoraj nabylismy w Geant cały kilogram mini-kalmarków. Pan obsługujący stoisko rybne popatrzył się zrazu dziwnie na nas, ale jak usłyszał obcą mowę zaraz twarz mu się rozpogodziła: świat się nie wali, Urugwajczycy tego nie kupują na kilogramy, to tylko dziwni cudzoziemcy :)))

Inna sprawa, że ja dopiero po przybyciu do domu zaczęłam zastanawiać się, co z kalmarkami zrobić. Nigdy nie mialam z takimi malymi do czynienia, ale doszłam do wniosku, że na pewno da się je zrobić podobnie, jak małe ośmiorniczki: udusić w sosie na przykład…
Oczywiście cała operację należało zacząc od usunięcia dziobów. Upierdliwe, ale niezbędne. W sumie to i tak było łatwiejsze niż usuwanie pancerzyków z krewetek…

Potem juz latwo: pizgamy do gara, zalewamy sosem pomidorowym, i voila!
— Oczywiscie, zartuje. Troche to bardziej skomplikowane.

Zaczyna sie od rzucenia na rozgrzana oliwe rozgniecionego czosnku oraz papryczek z ziolami (ja uzylam oregano i tymianku oraz suszonej pietruszki). Jak sie troche podsmazy, zalewamy sosem pomidorowym i dusimy, zeby przeszlo smakiem ziol i czosneczku…. na samym koncu wrzucamy dokladnie wyplukane kalmary i STOIMY nad garem i pilnujemy. Owoce morza maja bowiem to do siebie, ze bardzo szybko sie gotuja/smaza, a jak przedobrzymy, zamienia sie w smetna gume (tak smakuja niestety w wiekszosci polskich restauracji :-/ ). Trzeba wiec pilnowac, probowac, i jak sa mieciutkie zaraz zdjemowac z kuchenki.
Jak juz cale concoction podstygnie, wrzucamy mocno dojrzaly blue cheese oraz… jeszcze troche rozgniecionego swiezego czosneczku :)
Serwujemy z grzankami.

* Mimo, ze obie nacje trzymaja sie z daleka od nowosci, ich postawy nieco sie roznia.”Nie, nie, ja moze pozostane przy wolowinie, wiesz, my nie jestesmy przyzwyczajeni do jedzenia takich egzotycznosci (owoce morza)” – mowia ludzie w pracy. Tymczasem w Polsce, poza dopiero-co urosnieta klasa srednia (ktora na przyklad ochoczo wziela sie za jadanie sushi, bo modne) uslyszec mozna raczej „bueeee jak mozna jesc takie obrzydlistwa”, „co, nie stac cie na normalne mieso, daj spokoj, slimaki???” etc.

Napisane przez: futrzak | 15 Czerwiec 2016

Miałam nic nie pisać na temat ostatniej strzelaniny w Orlando, bo chyba wszystko już napisano….
ale wszedł mi dziś taki mem przed oczy, który to mem dokładnie oddaje mentalność amerykańskich lawmakers i dużej części społeczeństwa…

The though of one transgender person one day entering a bathroom spurs emergency legislation. Mass shootings day after day? Crickets..

Najwraźniej osoba transgender mogąca wejść do kibelka publicznego stanowi tak potworne zagrożenie, że trzeba na gwałtu rety uchwalać ustawy zabraniające. Za to ludzie biegający z bronią maszynową – nie, skądże, przecież nic się nie stało…. To wina ofiar, przecież mogą chodzić uzbrojone 24h na dobę, same się prosiły…

Napisane przez: futrzak | 14 Czerwiec 2016

Konkurencyjna firma Uber

…glosi piesn pochwalna konkurencyjnosci, ale tylko tam, gdzie jest to dla nich korzystne.

A tymczasem….studenci z Harvard Business School wypuscili na rynek appke, ktora umozliwia porownywanie w czasie rzeczywistym cen roznych aplikacji oferujacych ridesharing (zwykle taxi, Lyft, etc. no i oczywiscie Uber). Robia dokladnie to, co Kayak czy Expedia na rynku turystycznym. I co? Ano taki list milosny otrzymali od przedstawicieli Ubera:

Uber’s developer terms explicitly forbid using its data “in any manner that is competitive to Uber. We’re more than happy for you to continue developing your app, but ask that you remove any features that list Uber’s prices next to our competitors. Please let us know if you have any questions. Thanks!”

Slowem, mozecie korzystac z naszego open software ale tylko wtedy, kiedy usuniecie jakiekolwiek porownania cenowe uslug Ubera z konkurencyjnymi firmami.
Poniewaz Urbanhail nie dostosowal sie, prawo do korzystania z open software Ubera zostalo przez Ubera cofniete.

Mamy tutaj bardzo ciekawy przypadek. Teoretycznie rzecz biorac Uber nie moze oblozyc copyrightem czegos, co jest factual data. Od strony praktycznej jednak te dane sa udostepnianie poprzez API (Application Programming Interface) – a te sa po prostu kodem, a tenze jest wlasnoscia Ubera i w sposob czysto techniczny moze zablokowac dostep, co tez zrobil.

Co dalej? Uber moze ich podac do sadu i nawet jesli nie wygraja, osiagna to co chca. Procesowanie sie w takich sprawach kosztuje majatek i trwa lata, a maly startup zalozony przez studentow tych pieniedzy nie ma. Uber moze wiec ciagnac sprawe dlugie miesiace (dla nich koszty prawnikow to betka), finansowo wykonczyc startupa, a na samym koncu wycofac sprawe. Kazdy nastepny startup, ktoremu przyjdzie do glowy miec podobny model biznesowy, dostanie lekcje.

Od siebie dodam, ze Uber przynosi dochody TYLKO w USA. W zadnym innym kraju nie przynosi zyskow. Shocking, nie?

Napisane przez: futrzak | 11 Czerwiec 2016

Gatesa sposób na biedę

Taki mianowicie.
Jak przeczytalam, to po prostu aż zaniemowilam z wrazenia.

Wyobrazcie to sobie: jeden z PONOC najinteligentniejszych i najbardziej successful ludzi na swiecie wymyslil sposob na pokonanie nedzy w krajach afrykanskich!!!! YEAAAAAHHHHH!
Na czym ma ow „investment” polegac? Na daniu biednym rodzinom czterech kur i jednego koguta…. bo wicie, Wielki Mozg wyliczyl se co nastepuje:

The “chicken math” is simple, according to the Gates Foundation: If a farmer begins with five hens and a rooster, after three months they can produce 40 chicks, and at a price of $5 per chicken, which is typical in West Africa, that can amount to more than $1,000 a year. With the extreme-poverty line at about $700 a year, it’s a fair proposition.

Ty tępa dzido. Nie przyszlo ci do glowy, ze zanim rodzina bedzie mogla sprzedac kurczaki, to najpierw trzeba je czyms wykarmic??? A oni nie maja nawet srodkow na jedzenie dla samych siebie??? Ze kury to nie komputery, tylko żywe stworzenia, i ze nie ze wszystkich jaj wykluwają sie pisklęta, a jak sie wyklują, to nie wszystkie przezyja? Nie mowiac juz o tym, ze jak kilka okolicznych wiosek bedzie mialo nadmiarowe kury na sprzedaz, to ich cena na lokalnym rynku spadnie? A na żadnym innym rynku nie sprzedadzą, bo nie mają jak – niby czym i za jakie pieniądze mają to dowieść do dużego miasta na targ?
Skąd to zalozenie, ze ludzie beda wiedziec jak hodowac kury na sprzedaz? Ze co, same sie wyhoduja? Owszem, kury to relatywnie latwe w hodowli ptaszyska, ale one tez choruja, laza gdzie popadnie, sa zabijane przez okoliczne drapiezniki (ptaki drapiezne, czworonoznych drapiezcow) czy wreszcie moga byc rozkradzione przez glodnych sasiadow.

eh….
Jak wszystkie inicjatywy fundacji Gatesow tak wygladaja, to ja dziekuje.
Owszem, taki pomysl zrodzony w glowie kogos, kto jest zwyklym Kowalskim, ktory specjalnie nad problemem swiatowej nedzy nie zastanawial sie, jest ok. Ale w wypadku fundacji, ktora od ponad dwoch dekad zawodowo zajmuje sie pomoca biednym??? Chca cos naprawde zmienic, dlaczego nie zajma sie podobna inicjatywa co Grameen Bank? To owszem dziala i przynosi realne efekty, podobnie jak konkretne programy socjalne (vide Brazylia, chociaz oczywiscie to nie jest ta skala).
Powyzszy przyklad z kurczakami jest prawie zywcem wziety z neoliberalnych książeczek i przypowiastek typu „daj człowiekowi rybę, to zje dziś, daj mu wędkę, będzie jadł do końca życia”.
Sliczna i piekna przypowiastka na papierze, ale z rzeczywistoscia nie ma w zasadzie nic wspolnego bo zaklada, ze ten rybak i wędka istnieją w swiecie calkowicie odizolowanym społeczenstwa i warunkow naturalnych; zaklada, ze rzeka zawsze bedzie tak samo zasobna w ryby, ze nie wyschnie, ze nie bedzie żadnej konkurencji, ze wędka sie nie zepsuje, wreszcie ze rybak bedzie doskonale wiedział, na czym polega wędkowanie.

Tymczasem temat jest bardziej skomplikowany. Serce się kraje na widok głodujacych dzieci…. ale dawanie im ton jedzenia problemu nie rozwiaze, a tylko go nasili w dlugiej perspektywie, bo wykonczy lokalny rynek miejscowych producentow zywnosci – wszak nijak nie będa w stanie konkurowac z darmowymi produktami…Z drugiej strony ludzie do rozdawnictwa szybko sie przyzwyczajaja i czym to sie konczy? Ano wieszaniem psow na biednych Afrykanczykach czy innych Azjatach, ktorym „w dupie sie poprzewracało”, „pracować sie nie chce” „nic sami nie umieja zrobic” etc.
Tymczasem, dużej części problemu nie byłoby gdyby np. światowe korporacje nie wykupywaly/dzierżawiły masowo ziemi uprawnej pod monokultury, z ktorych to monokultur produkty takie jak tulipany albo soję i tak eksportuje sie do pierwszego świata, a miejscowi nic z tego nie maja, bo przeciez corpo robi „optymalizację podatkową”. Najpierw więc przekupuje się lokalny rząd, zeby z pomocą wojska wyrzucil lokalsow z ziemi, z ktorej zyli, potem „daje im się pracę” – harówkę za miskę ryżu w fabryce po 12 godzin dziennie. Zarobek na produktach sprzedanych w pierwszym świecie idzie do kieszeni oligarchii, pozamiatane.
Albo inny scenariusz: w jakimś kraju do władzy jakimś cudem dostaje się rząd, który chce podnieść z kolan społeczeństwo, zlikwidować nędzę. To oczywiście oznacza zmianę w podziale dochodu narodowego, zmianę w zarządzaniu natural resources i parę innych takich. I co? A nic. Wielkie Imperium organizuje zamach stanu, poczem wszystko wraca na stare, utarte koleiny. Taki był przez dekady scenariusz chyba we wszystkich państwach Ameryki Południowej.

Zaprawdę, fundacja Gatesa bardziej przyczyniłaby się do likwidowania nędzy na świecie gdyby zaczeła lobbować w Waszyngtonie w odpowiednich sprawach, a nie rozdawała kilka kurczaków tu i tam…

Napisane przez: futrzak | 11 Czerwiec 2016

Sprawna akcja komandoska czyli…

…. wymieniamy zawór bezpieczeństwa w boilerze do grzania gorącej wody.

Zaczeło się od tego, że w piątek (wczoraj) o godzinie 23.00 zaczęła woda cieknąc z pomieszczenia, gdzie znajduje się boiler. Fuck! Bo tam akurat stały walizy, torby i pudła (jedyny schowek w mieszkaniu).
Dawaj więc wyciągać wszystko i patrzeć, skąd kapie. Okazało się, że z przyłącza rurki od zimnej wody do boilera, a dokładniej, z zaworu bezpieczeństwa.

Co robić? W piątek wieczorem pies z kulawą nogą nie urzęduje i fachowiec jakiekolwiek najwcześniej pojawi się w poniedziałek (a i to jak mielibyśmy fuksa). A tu kapie i prawdę mówiąc jakiekolwiek myśli pod tytułem „a co będzie jak boiler pier*lnie” przyprawiają o gęsią skórkę, bo w takim wypadku ciśnienie wystarczające, zeby rozwalić w drzazgi już nie tylko nasze mieszkanie, ale i sąsiednie…

Chłop rzucił się w Internety szukać, żeby obczaić co mogło się zepsuć i dlaczego.
Po jakiejś półgodzinie wrzasnął EUREKA!!! Idziemy testować.

No to poszliśmy. Test był prosty jak konstrukcja cepa: jedna osoba stoi pod boilerem i mierzy, z jaką prędkością woda kapie. Druga w tym czasie odkręca kran, a mierząca dalej mierzy żeby zobaczyć, czy prędkość kapania się zmieniła.
Zmieniła się – przy odkręconym kranie z gorącą wodą, woda z zaworu kapała znacznie wolniej (chociaż nie przestała zupełnie).

Diagnoza: prawdopodobnie kamień osadził sie na zaworze bezpieczeństwa, który to zawór najpierw zadziałał jak trzeba tj. zaczął wypuszczać nadmiar zbyt podgrzanej wody, ale potem już nie chciał się zamknąc spowrotem.

Wniosek: trzeba wymienić zawór….
Problemów z kupnem nie ma, w sobotę ferreteria na rogu ulicy otwarta. Do wymiany potrzebny jest klucz francuski i nowy zawór – piece of cake. Ale….

No ale kurde, trzeba coś zrobić z czterdziestoma litrami wody, które chlustną na podlogę po wykręceniu zaworu…. lalalala.
Dodam, że wody z boilera nie dało sie po prostu spuścić odkręcając kran, bo rury nie biegną pionowo (na linii boiler-najbliższy kran), a po spadku ciśnienia nic już z kranów nie leciało.
Moja pierwsza mysl: długa rurka, o odpowiedniej średnicy, zakończona lejkiem, ktorej jeden koniec będzie sie trzymać pod odkręconym zaworem a drugi wsadzi do kratki pod prysznicem. Ok, tylko że kupować taką rurkę na jedną okazję tylko…? bez sensu (osoby naprawiające boilery napewno mają zawsze ze sobą taką na stanie, jak się domyślam)…
Czy można to inaczej? Hm…czterdziestolitrowego pojemnika nie mamy, ale jest plastikowe wiadro, pudło plastikowe 10-cio litrowe i osmiolitrowy garnek. Szybko obmyślamy logistykę i dochodzimy do wniosku, ze nawet jak będzie sie lało w tempie jak z kranu, to damy radę te pojemniki systemem taśmowym podmieniać. Krótki trening na sucho i dziś rano – inżyniery do boju!!

….

Poszło nadzwyczaj dobrze. Woda leciała dość wolno (drugiej rurki od zimnej wody na wszelki wypadek jednak nie odkręcaliśmy…), tyle że trochę chlapała dookoła, bo strumień miał nierówny sik ze względu na zaciąganie powietrza tym samym otworem. Po jakichś 20 min i parokrotnej wymianie wiaderka i pudełka, wyleciało wszystko. Jeszcze tylko przykręcić nowy zawór – w starym w istocie zapadka uje*ała się kompletnie – i gut.
Boiler naprawiony, woda napuszczona i się grzeje.

Koszty: 200 peso (6.5 USD) za nowy zawór. Gdybyśmy czekali na fachowca od napraw (co zapewne zajęłoby z tydzień), to pewnie zapłacilibyśmy coś koło 1500 peso (ok. 50 USD). Jenżynier potrafi :))

PS:
forum elektroda.pl i ludziom, którzy tam udzielają się, serdeczne dzięki. Oni naprawdę mają pojęcie o czym mówią :)))

Napisane przez: futrzak | 9 Czerwiec 2016

Hu hu ha, zima zla…

Tymczasem El Niño pokazuje pazury. W tym tygodniu prognoza w czterech departamentach ostrzega przed temperaturami w okolicach zera i wiatrem o predkosci 60-75 km/h.
Uh.
Przedwczoraj padal przelotny deszcz z gradem. Jakze uroczo.

W pracy mamy prikaz trzymac klime ustawiona na max 23 stopnie, bo inaczej wywala korki. Tylko, ze te 23 stopnie to dociaga moze gdzies tam pod sufitem, tj. o jakies 3 metry wyzej od poziomu przebywania ludzi…
Tak, stare budownictwo w zimie is a bitch…

Nawet u nas w chalupie, mimo ze dobrze zaprojektowany budynek i nowy, z dobra wentylacja – dorobilismy sie plesni w szafie i na scianie. No niestety, jak slonca nie ma, to nie dogrzewa, a sama klima strasznie ciezko dosuszyc.
Dobrze, ze paczka z Polski doszla, z polarkami, welnianymi skarpetami i takimi tam – dzieki temu da sie przezyc…

Tak, to jest wada tropikow: wilgotnosc. W Kalifornii nawet w gorach, przy temperaturach dobrze ponizej zera, nigdy tak nie marzlam, bo po prostu bylo sucho.

Z rzeczy optymistycznych czyli odkrycie ostatniego tygodnia: queso untable (cream cheese). Sprzedaja na targu w no-name plastikowych pudelkach, najrozniejsze rodzaje, a wszystkie przepyszne. Wczoraj zostaly zakupione dwa: jeden o smaku bardzo smietankowym, a drugi przypominajacy w smaku bardziej serek topiony (ale taka sama ma konsystencje, jak smietankowy). Ten serkotopiony nadaje sie znakomicie na zastepnik majonezu, a juz kanapka z szynka czy baleronem i tymze serkiem – cud miod i malina :)
Bardziej smietankowy z kolei jest idealny z ziolami do jajek na twardo. MNIAM.
Ja jestem czlowiek serowy, tutaj po prostu mam jak w niebie – sery sa przepyszne i robione uczciwie (nie, ze jakies domieszki tluszczow roslinnych, emulgatory etc.), na dodatek sa w rozsadnych cenach.

Napisane przez: futrzak | 7 Czerwiec 2016

Gówno, a nie demokracja

Mainstream media triumfalnie ogłosiły dziś – zanim odbyło sie głosowanie w 7 stanach – jakoby Clintonowa miała „secured” nominację partii demokratycznej.

Bullshit.
Fakty:

Liczba wszystkich delegatów: 4763
Liczba delegatów potrzebnych do zdobycia nominacji: 2383
Na dzień dzisiejszy
Clinton – 1809
Sanders – 1528

Pozostała do podziału liczba delegatów – 1426
Liczba delegatów, uprawnionych do głosowania po 7 i 14 czerwca: 714
(CA, NJ, ND, SD, NM, MT, DC – stany, w ktorych bedą odbywać się primaries w w/w datach)

ZADEN kandydat nie ma zapewnionej nominacji PRZED 14 czerwca.
Hillary musi zdobyć 547 z 714, Bernie 855 z 714 (musiałby oprócz tego zdobyć jeszcze poparcie superdelegatów).

Superdelegaci głosują DOPIERO 25 lipca. Wtedy odbywa się konwencja demokratów i wtedy zapada decyzja o nominacji, przy czym nalezy pamiętać, że superdelegaci nie są do niczego zobowiązani, mogą sobie głosować jak im się żywnie podoba.

Demokracja kiss my ass. Wolność prasy też kiss my ass. No ale ogłosili, to musi prawda, nie????
Gdyby normalni ludzie mogli głosować bezpośrednio, Sanders byłby prezydentem. Ale nie mogą. System wyborów prezydenckich jest tak w USA pojebany, że aż głowa boli. Po prostu, jest ustawiony tak, żeby nikt nie złamał duopolu partyjnego i żeby zwykli ludzie mieli jak najmniej do powiedzenia.

Rzyg, syf, kilo kitu i dno – zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę to, że primaries demokratów były po prostu fałszowane (ograniczanie miejsc do glosowania, „znikanie” zarejestrowanych wyborców, przekupywanie superdelegatów).

Napisane przez: futrzak | 6 Czerwiec 2016

Czego nie mogą zrozumieć Urugwajczycy

Oczywiście, mówie o ludziach z mojej branży, bo z takimi mam na codzien do czynienia.
Dla nich niedosięgalną Mekką jest Dolina Krzemowa (wiadomo) i każdy, ale to każdy jeden pytał się mnie w związku z tym, co ja tu robię. W głowie im się nie mieści, że ktoś może z Silly Valley przenieść się do ich „zadupiastego” kraju. O sobie mówią, że są trzeci świat.

Nie rozumieją, jakie są koszty życia w SV. Tymczasem ostatni hit cenowy z Doliny Krzemowej:
Master bedroom z prywatną łazienką, 14m2, na granicy Mountain View i Sunnyvale. Można się wprowadzać od zaraz, 1200 USD miesięcznie.
Znajomy wystawił takie ogłoszenie na fejsie i po kilku godzinach miał już kilku chętnych…

Nie rozumieją, że jeśli ktoś pracuje na etat (salaried worker) i zarabia powyżej 23,660 dolarów rocznie, to nie przysługuje mu płatność za nadgodziny (etat liczony 40h tygodniowo. Notabene jeszcze w 1975 roku 62% pracujących na etat przysługiwały płatne nadgodziny, dziś już tylko 7% przysluguje). Nie pojmują że jak to, pracodawca może wymagać pracy w niepłatnych nadgodzinach pod groźbą rozwiązania umowy? (tutaj nikt ich do tego nie zmusza, a weekend to rzecz święta…).

Nie rozumieją, że najprostsze leki, które w Urugwaju kosztują 5 dolarów, w USA kosztują 100 dolarów, a już koncept bankructwa z powodu niezapłaconych rachunków medycznych i brak płatnego zwolnienia lekarskiego jawi im się jako kompletny kosmos.

Lista w sumie jest dłuższa, ale jakikolwiek błysk zrozumienia widzę tylko na twarzach tych, którzy o USA jakoś się otarli i to nie w sposób całkowicie usłany różami. Bo oczywiście, syndrom jest ten sam jak wśród żołnieży mafii czy marzących o karierze w szołbiznesie: każdy widzi tylko ten górny pułap zarobków i to bogate życie i wydaje mu się, że on też tam będzie.

PS:
Koszty University of California na przestrzeni lat:
1921: free tuition, $25 fee
1968: free tuition, $300 fee
1985: tuition and fees: $1,296
2016: tuition and fees: $13,518

Napisane przez: futrzak | 6 Czerwiec 2016

Branza startupowa

Calkiem niedawno dowiedzialam sie o istnieniu takowej – na polskim forum zreszta. Slyszalam o branzy np. Hi-Tech, Bio-Tech, renewables – ale o branzy startupowej nie, mimo kilkunastu lat pracy w Silicon Valley.

Otoz, w Polsce istnieja ludzie zajmujacy sie znajdowaniem finansowania dla startupow. Jak juz kase znajda (na przyklad z dofinansowania EU na psie horoskopy) to uznaja biznes za zakonczony i ida zakladac nastepny startup….

Mysle, ze w duzej czesci wyjasnia to oszalamiajaca tzw. „innowacyjnosc” polskiej gospodarki. Jesli wiekszosc byznesu skupia sie na dojeniu kasy a potem w krzaki, to doprawdy….

Napisane przez: futrzak | 2 Czerwiec 2016

Bic, ale tylko troszeczke!

To cos jak dyscyplinujacy klaps na tylek zle zachowujacego sie dziecka, nie? Pod ostatnim wpisem na ten temat okazalo sie, ze calkiem sporo Polakow jest za „biciem tylko troszeczke” dzieci.
A co powiecie na to?

Propozycja ustawy wyszla wlasnie w Pakistanie. „Bicie tylko troche” byloby legalne w wypadku dyscyplinowania zony, tj. maz moglby zdyscyplinowac zle zachowujaca sie zone w razie gdy ta na przyklad:
– odmowi seksu
– nie bedzie sie ubierac wedle zyczenia meza
– nie bedzie zazywac kapieli po seksie albo menstruacji

slowem, taki tam niewielki misbehavior…zupelnie jak dziecko, glupiutkie, ktore nie chce robic tego, co rodzice mowia, nie?
Sek w tym, ze sharia law zaklada, ze kobiety nie posiadaja pelnej zdolnosci prawnej. W krajach, ktorych system prawny jest calkowicie oparty o szariat (jak np. KSA) kazda kobieta ma mahrama tj. meskiego opiekuna. Mahramem jest maz, a przed wyjsciem za maz meska glowa rodziny (ojciec, w razie braku najstarszy brat, wuj etc.). Kobieta potrzebuje zgody mahrama jesli chce podjac studia, pracowac, wyjechac w podroz, poddac sie procedurze medycznej – nie mowiac juz o takich rzeczach ciezkiego kalibru jak malzenstwo. Co, jesli mahrama sie nie chce sluchac? Mozna ja bic.

Zwolennicy tego podejscia maja za soba sury Koranu, swietej ksiegi. Wszak prorok napisal:

Mężczyźni maja pierwszeństwo nad kobietami, ponieważ Bóg dał im wyższość nad niemi i wyposaża je przez mężczyzn. Żony powinny być posłuszne, zachowywać tajemnice mężów swoich, gdyż pod ich straż niebo je oddało; mężowie doznający ich nieposłuszeństwa, mogą je karać, zostawić w osobnych lożach, a nawet bić je; uległość niewiast powinna dla nich być uchroną od złego z niemi obchodzenia się.

Anyway. W Pakistanie ta ustawa pewnie nie przejdzie, mimo wszystko ichniejsze spoleczenstwo zbyt juz jest „zarazone” tymi ohydnymi prawami czlowieka. Oczywiscie nie wszyscy, dlatego zdarzaja sie morderstwa tzw. honoru, oblewanie kobiet kwasem, mordowanie pisarzy/blogerow obrazajacych jakoby allaha. Jakos w takich wypadkach sprawcom, deklarujacym sie jako religijni fanatycy, druga czesc nauki allaha pod dekiel nie trafila – a konkretnie ta, mowiaca o milosierdziu.
Nie, zeby to jakis wyjatek byl – wszystkie monoteistyczne religie byly wykorzystywane do dzielenia ludzkosci na lepsza i gorsza (podzial: kobiety/mezczyzni, wierzacy/niewierzacy/heretycy, grzesznicy/niegrzeszacy etc.). Taki byl judaizm, chrzescijanstwo i taki jest islam. Ideologie tez tak dzialaja. Dzielenie jest niezbedne, bo bez tego nie ma rzadzenia.

I nie, nie interesuja mnie teoretyczne uzasadniania wyzszosci jednej religii nad druga. W teorii i komunizm byl piekny, a wyszlo jak wiadomo. Podobnie z religiami. Dopoki sa one wykorzystywane do dzielenia ludzi na lepszych i gorszych oraz usprawiedliwiania przemocy wobec innych, nalezy je spuscic w rure zapomnienia i przytrzasnac deklem.
W wymiarze praktycznym oznacza to swieckie i laickie panstwo w kazdym wymiarze, stojace na strazy praw czlowieka. Ludzie oczywiscie moga sobie wierzyc w co chca – dopoki pozostaje to ich prywatna sprawa. W przestrzeni publicznej nie ma miejsca na zadna religie.

Napisane przez: futrzak | 1 Czerwiec 2016

Kłamstw Macriego ciąg dalszy…

Pisałam już wcześniej jak to Macri się tłumaczył w związku z aferą Mossac Fonseca…
tymczasem sytuacja się rozwija :)

Znajomy Argentyńczyk tak to podsumował:

Listado en orden cronológico de las afirmaciones del Sr. Presidente de la nación Argentina
„No tengo ninguna empresa radicada en el extranjero”
„bueno, si tuve, pero no operó nunca”
„bueno si operó, pero nunca obtuve ganancias”
„bueno, si obtuve ganancias, pero está todo declarado”
„bueno, 18 millones no los declaré, pero ahora los voy a blanquear”…..

czyli

Oświadczenia pana prezydenta Argentyny, wylistowane w porządku chronologicznym:
„Nie mam żadnej firmy zarejestrowanej za granicą”
„Dobrze, miałem, ale firma była nieaktywna”
„Ok, była aktywna, ale nigdy nie przynosiła zysków”
„Ok, przynosiła zyski, ale wszystkie zostały legalnie zadeklarowane”
„Ok, nie zadeklarowałem 18 milionów, ale teraz zamierzam je zalegalizować”*

Niesamowite, że są jeszcze jacyś Argentyńczycy dający się nabierać na kłamstwa tego pajaca…

* — blanquear w tłumaczeniu dosłownym oznacza „wybielić” – w tym kontekście oznacza że Macri zamierza te pieniądze przetransferować spowrotem do Argentyny i zapłacić od nich podatek zgodnie z prawem.

Napisane przez: futrzak | 31 Maj 2016

Sezon grypowy w Urugwaju

Chyba miałam fuksa. W Urugwaju szaleje grypa, z czego jedna ósma zachorowań to NH1 (o ile wierzyć tutejszym orłom dziennikarstwa). Zdążyły zemrzeć 4 osoby, w sile wieku. Skończyły się szczepionki – a są one tutaj rozdawane za darmo na życzenie. Rząd zamówił następną transzę (bodajże sto tysięcy), ale będą dopiero za 2 tygodnie bo lecą z Europy (transport musi byc specjalny, bo temperatura musi być ścisle kontrolowana).
Zapewne nie bez znaczenia jest fakt, że obecny prezydent to z zawodu lekarz…

Tymczasem ja odwaliłam swoją chorobę w zeszły weekend i muszę przyznać, że system odpornościowy stanął na wysokości zadania – nigdy w życiu tak szybko nie obeszłam się z grypą. W niedzielę powaliło mnie klasycznie – gorączka, dreszcze, okropny ból gardła, głowy i zatoki. W poniedziałek już wstałam z łóżka, chociaż jeszcze była gorączka no i słabiutki człowiek jak niemowlaczek. Ból gardła właściwie przeszedł i tylko gil z nosa przepotworny.
W środę poszłam już do pracy, trąbiąc głośno – generalnie jednak w piątek było już ok, organizm tylko pozbywał się ton wiadomo czego :)

Co ciekawe, nie jadłam żadnych leków, za wyjątkiem ibuprofenu na noc przez dwa dni – inaczej nie dałabym rady usnąć.
Aha, i czosnek żarłam w ilościach okropnych. I to w zasadzie tyle.

Napisane przez: futrzak | 30 Maj 2016

Co tam panie w polityce u Wuja Sama?

Ostatnie wydarzenia mozna podsumowac jakze wymownym memem:

why-did-both-chickens-cross-the-road-to-avoid-debating-2604457

Zarowno Trump jak i Hillary zrejterowali. Oboje zdaja sobie sprawe, ze w bezposrednim starciu na zywo przed kamerami zostaliby po prostu rozjechani przez Sandersa.

Wlasnie. Czy ma on jeszcze jakies szanse na nominacje? Imho ma – byle tylko partyjni bossowie demokratow znow nie odwalili falszerstw takich jak w Nevadzie czy Brooklynie.
Oczywiscie, chca oni Hillary, bo to gwarant status quo.

Niezaleznie jednak od koncowego efektu zmiany juz sie zaczely. Dwa stany (Alaska i Maine) uchwalily zniesienie systemu superdelegatow, szykuja sie nastepne. Bo powiedzmy sobie – amerykanski system primaries z demokracja w zasadzie nie ma nic wspolnego. Jest tak pomyslany, zeby to partyjni bossowie decydowali o wszystkim. I decyduja. Na przyklad juz w zeszlym roku superdelegaci zostali kupieni przez Clintonowa.

A co sie stanie, jesli prezydentem zostanie Trump?
Szanse na rozruchy wewnetrzne w USA wzrastaja – na wojne w Europie tez.
Slusznie mawiali Rzymianie – obys zyl w ciekawych czasach…

Jedno jest pewne: najblizsze 2 lata beda arcyciekawe na swiatowej scenie politycznej. Niekoniecznie w sensie pozytywnym :-/

Napisane przez: futrzak | 28 Maj 2016

Innowacyjne polskie startupy

Co robią?
Ano za 400 tysięcy PLN przygarnietych z UE budują innowacyjny portal, który za 10 zł przesyła SMS-em horoskop dla twojego psa lub kota….

Yo!

portal
źródełko pieniążków.

A to tylko jeden z wielu…

Napisane przez: futrzak | 26 Maj 2016

Bo KK terroryzuje Polaków…

Słuchać już nie mogę narzekań ludzi w Polsce odnośnie religii w szkole.
Wiecie co, duraki? Zamiast narzekać, przestańcie posyłać dzieci na lekcje religii. It’s that fucking simple.

Co to w ogóle jest? Najpierw lament, jęczenie, pretensje do całego świata, wyrzekanie na władze, KK etc. a jak przyjdzie co do czego, to „Oj wie pani, posyłam, bo co powiedzą sąsiedzi” „Tak na wszelki wypadek chodzi, po co mieć kłopoty”.
Jak się nie umiecie postawić, jak wolicie zgniły oportunizm, to nie miejcie potem pretensji do całego świata o co, co od was zależy. Czas juz zacząć wreszcie zauważać związek przyczynowo-skutkowy i przestać zachowywac się jak dzieci w piaskownicy, ktore jak im cos nie pasuje, to drą gębę i rzucają łopatką.
Czas najwyzszy.

Older Posts »

Kategorie

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 213 obserwujących.