Napisane przez: futrzak | 29 Marzec 2017

Wszystko jest na sprzedaż

Republikanie w kongresie wlasnie przeglosowali ustawę, która pozwoli providerom Internetu sprzedawać dane użytkownikow (takie jak browsing history, treść emaili, dane health and financial, search history) bez ich wiedzy i zezwolenia.

Na to Max Temkin (twórca gry karcianej „Cards Against Humanity”) na Twitterze odpowiedział, że w takim razie kupuje dane kazdego jednego kongresmana i publikuje je.

Czekam z niecierpliwością, podobnie jak miliony Amerykanów. Niektórzy już zaczeli kampanie crowdfundingowe dokładnie w tym celu.

PS:
i tylko bardzo proszę nie pisać mi pierdoletów w komentarzach typu „a co za różnica NSA przeciez od dawna wszystko nagrywa”.

Napisane przez: futrzak | 28 Marzec 2017

Let’s make America great again!

No to robią, nie?

Wyobraźcie sobie, że jesteście zwykłym obywatelem, mieszkajacym od 30 lat z rodzina w domu na przedmiesciach Chicago. Godzina 6.20 rano, ktoś wali do drzwi. Idziecie otworzyc i dostajecie strzal prosto w korpus.

Kto strzelał? Funkcjonariusze ICE (Immigration and Customs Enforcement). Ponoć mieli aresztować jakiegoś nielegalnego emigranta, ale facet ktory otworzył im drzwi, jest legalnym rezydentem od 30 lat. Funkcjonariusze nie wyjaśnili, kogo mieli aresztowac, tłumaczyli sie tylko, że otworzyli ogien bo sami zostali ostrzelani. Tyle, ze Felix Torres, który otworzył drzwi, był nieuzbrojony i ma na to świadkow – w domu oprocz niego przebywalo jeszcze 8 osob, w tym jedno male dziecko.
Lokalna policja o niczym nie wiedziała ani nie była na miejscu, bo ICE to są agenci federalni i nie informują policji o czymkolwiek.
Czy ktoś jeszcze dziwi się, że bardzo wiele władz reprezentujących miasta w USA odmawia wspolpracy i pomocy agentom ICE? To nie jest pierwszy przypadek.

A co na to oficjalnie odpowiedziało ICE?
ICE said its Office of Professional Responsibility would review the shooting. „Due to this ongoing review, no further details will be released at this time.”

Od siebie dodam, że bardzo to przypomina działania federalnych z czasów Human Rights Movement, gdzie tego typu postępowanie było normą w czarnych dzielnicach – wpadali, strzelali bez pytania, nie raz i nie dwa zostawiając za sobą trupy niewinnych ludzi. I nikt za nic nie odpowiadał. Dziś urodził się nowy wróg – nielegalni imigranci.

zrodlo tu
i tu.

Napisane przez: futrzak | 26 Marzec 2017

O sprzedaży i rozwoju Internetu urugwajskiego

Panstwowa firma Antel konczy wlasnie ciągnięcie podmorskiego kabla swiatlowodowego z Florydy. Inwestycja jest robiona do spolki z Google.
Kabel jest juz przy wybrzezu Brazylii i najbardziej zdumiewajace jest to, ze w ogole sie tym nie chwalą – nawet na stronach www Antela ciężko w ogóle cokolwiek znaleźć.
No ale taką mają mentalność… sprzedawanie czegokolwiek i reklamowanie uwazają za czynność gorszą i poślednią, w ogole nie umieja tego robic, co zauwazylam juz dawno, ale dopiero niedawno uzyskałam mocne potwierdzenie.

Mianowicie, w pracy rozkręciła się dyskusja na ów temat, a jej ukoronowaniem był cytat z maużonki jednego z współwłaścicieli. Kilka lat temu, z braku funduszy i kandydatów, zajął się on (co-founder) działalnością business development, czyli sprzedażą. Połowica działalność skwitowała tymi słowy:
ja wyszłam za inżyniera, a nie za jakiegoś salesmana!

Z jednej strony takie podejście jest fajne, bo nie ma w tym kraju nachalności i ludzi usiłujących wciskać wszystko, wszędzie i wszystkim. Z drugiej strony cóż, oni tak strasznie, potwornie nie umieją się sprzedać…myślę że chyba właśnie dokładnie dzięki temu (oraz wysokim kosztom zycia – najwyzszym w calej Ameryce Łacińskiej) Urugwaj jest cichy, spokojny i nie przeżywa spektakularnej fali emigrantów ani z pierwszego, ani z trzeciego świata…

Napisane przez: futrzak | 26 Marzec 2017

Cementerio Buceo

Założony w 1872, posadowiony na wzgórzu z widokiem na morze na wysokości Rambla República de Chile, tj. dzisiejszej Rambla de Chile, bo wtedy to tam nic nie było…
Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 24 Marzec 2017

Janusze biznesu – odcinek kolejny

Dziś będzie o restauracjach i ich doskonałym pijarze (public relations).
Zaczęło się od tego, że koleżanka, która jest zapaloną fanką kuchni włoskiej i makaronów wszelakich powiedziała, że w Polsce (nie wyłączając Warszawy) jest bardzo trudno znaleźć restaurację, która serwowałaby uczciwie zrobioną carbonarę – bo wszędzie do sosu dodają śmietanę.
Miłośnicy coccina italiana wiedzą, że we Włoszech carbonarę robi się z makaronu, jaj, sera, boczku i pieprzu. Są też kraje (USA), w których do carbonary dodaje się inne składniki np. zielony groszek, grzyby, oraz słodką śmietankę (cream, w odróżnieniu od sour cream). ALE.

W USA nikt nie udaje, że restauracja z usiańską wersją carbonary to jest oryginalna włoska carbonara. Od razu na wstępie zaznaczają, czesto w nazwie, że są amerykansko-włoską kuchnią. Podobnie jest z pizzą – pizza chicago style nie przypomina za bardzo włoskiego oryginału z Neapolu i nazywa się stosownie do tego, czym jest. ORAZ.

Jadłam jeden i drugi rodzaj carbonary. Smakują inaczej, ale na podobną nutę. I gdyby w polskich restauracjach dodawali cream, a nie śmietanę, to nie byłoby to jeszcze tak złe. Tylko że polska śmietana, jak każdy wie, jest kwaśna i zmienia to diametralnie smak potrawy. To już nawet w pobliżu carbonary nie stało, i jest po prostu niesmaczne.

Ale to betka, bo ktoś odpowiedzialny za pijar wzbił się doprawdy na wyżyny…na wszelki wypadek zrobiłam screenshoota:

Anyway.
I tak nic nie pobije mojego faworyta: margarity podanej w „meksykańskiej” restauracji w Sopocie. Owa margarita składała się z….. wódki, lodu oraz konfitur truskawkowych….

Napisane przez: futrzak | 22 Marzec 2017

Katotaliban….

…czyli jak to się robi w Texasie.

Otóż teksańscy republikanie wprowadzili na wokandę ustawę w myśl której lekarze będą mogli bezkarnie okłamywać pacjentów.

Szokujące, nie?

Jak już się pewnie niektórzy domyślili, nie chodzi jednakże o wszystkich pacjentów i nie we wszystkich sytuacjach. Są bowiem równi i równiejsi. Lekarze będą mogli bowiem bezkarnie okłamywać pacjentów w temacie diagnozy tylko w jednym wypadku: gdy diagnoza dotyczy płodu.

Oczywiście, nikt tutaj takich szokujących słow jak bezkarne okłamywanie pacjenta nie uzywa, o nie. Bo wicie rozumicie, ustawa TYLKO:

prevent parents from suing their care provider if their baby is born with a disability, even if their doctor discovered the condition when the woman was pregnant and failed to inform her.

Czyli ustawa dotyczy tego, ze rodzice nie będą mogli pozwać ubezpieczyciela wtedy, jesli lekarz celowo nie poinformował o wadach płodu, które odkrył podczas badania.

No.
Teraz czekamy jeszcze na ustawę, która całkowicie zdelegalizuje aborcję – oczywiście nie wprost, o nie – oraz taka, która będzie karać za „nieuzasadnione poronienia”. Bo rolą kobiety jak wiadomo jest być macicą, macica nie ma nic do powiedzenia, zgodnie ze słowami jednego z ojców kościoła (kto zgadnie, którego?):

Niech rodzą w bólu, a jak któraś umrze, to od tego są.

Napisane przez: futrzak | 20 Marzec 2017

SZTUKA

No i co? Nikt, nikt nie skomentował mojego pięknego opisu instalki linucha na trupie win10??
A tak się starałam. Oraz zupełnie nie rozumiem, dlaczego gawiedź oskarża inżynierów oprogramowania o jakieś dziwactwa i brak humoru. Podobnie jak statystyków.

To teraz będą łobrazecki. Nie, nie z kotami, koty to wiadomo każdy frajer lubi i Internet is made of kittens.
Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 19 Marzec 2017

Installing Ubuntu 16.04 LTS on Dell XPS 15in 9550

It turns out that this is not as simple as described in Ubuntu Manual.

I changed boot sequence in UEFI, disabled secure boot, disabled fast boot and restarted the machine. It booted from USB stick, however the install hanged at the third step because it could not see any root filesystem – that is, it did not recognize SSD harddrive.
I googled the problem back and forth and nothing solid came out of it other than a few hints….so I had to try them one by one to see what would work.

Soooo…..
The next thing you have to do is to disable in UEFI any RAID configuration. Of course you will get nasty warning that OH-MY-GOD-TERRIBLE-THINGS-GONNA-HAPPEN-NOW, but ignore it.
Now boot again Windows10 and make sure that you can properly shutdown your system. HINT: if you have some updates being downloaded/not installed, you not gonna know it because the default Win10 config is such that it does not tell you this. How can you know? Well. When clicking on „power off” icon, make sure that you have „shutdown” option available. If you see „Shutdown and Install Updates” this means your system is not up to date and on boot it will try to install updates automatically.

Let it finish, restart and update whatever the hell it wants, then go to power off manu. If you can see just plain „Shutdown” do it :)
Now, just in case, enter again UEFI (BIOS) and make sure that previously selected options are not changed:
– boot sequence from USB stick
– disabled secure boot
– disabled fast boot
– disabled RAID

Now you can continue with Ubuntu install uniterrupted.
BTW: it was my first install over SSD drive. Man. This thing is fucking fast, I tell ya!

PS:
Dla nie-geeków juz niedlugo będzie dużo zdjęc z mini-wyprawy cmentarnej…

Napisane przez: futrzak | 17 Marzec 2017

Zgrozy Windozy

No więc mam nowego wołka roboczego: Dell XPS 15inch.
Niestety, przyszedł defaultowo z win10 i to jest wprost niesamowite, jak bardzo ten gówniany OS może spieprzyć tak genialny sprzęt. A już Microsoft Edge to zabija. Oraz wszystkie exploity, malware i cała reszta security – gdzie Microsoft nie spieszy się do paczowania…

Na szczęście są alternatywy. Dziś mogę sie nie przejmować, bo na Linuxa jest porządna implementacja JVM, mam interpretery i kompilatory do wszystkich wspolczesnych języków, mam frameworks, narzędzia i całą resztę. Ba. Wiele z nich jest lepiej zaimplementowanych na Linuxie i Makówie, niż na Windowsach.

Tyle lat minęło, i nic się nie zmieniło. Ponad dwie dekady, a produkty MS jak były gówniane, tak są nadal. Jak olewali użytkowników, tak olewają nadal. Na szczęście są wykopywani z coraz większej ilosci segmentów rynku. Kiedyś Win panoszylo sie w swiecie srednich serwerów – dziś? Nie istnieją. Kiedyś trzęśli rynkiem przeglądarek. Dziś to śmiech na sali.
Kiedyś byli panami pakietu office. Dziś? Większość normalnych ludzi korzysta z usług Google Drive i ich aplikacji (edytor tekstu, arkusz kalkulacyjny, odpowiednik powerpointa etc.), które sa niezastąpione w wypadku pracy zdalnej.
MS trzyma sie dziś już chyba tylko na niszowych aplikacjach oraz na przyzwyczajeniu userów, na niczym więcej.

Napisane przez: futrzak | 14 Marzec 2017

A tymczasem w Polsce…

Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris wpadł w histerię.
Rezultatem histerii jest wszczęcie kampanii pod hasłem „Stop cenzurze na uniwersytetach”.

O co chodzi? Wersja Instytutu:

Skrajnie lewicowe lobby komunistów, feministek oraz działaczy KOD domaga się od władz największych polskich uczelni zablokowania konferencji z Rebeccą Kiessling, organizowanej przez Instytut Ordo Iuris.
[…]
W odpowiedzi na to niedopuszczalne działanie Instytut Ordo Iuris oświadczył: „Występujemy w obronie swobody prowadzenia badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników (art. 73 Konstytucji), wolności wyrażania poglądów i pozyskiwania informacji (art. 54 Konstytucji).

Cóż, ja tez popieram swobodę prowadzenia badań naukowych i ogłaszania ich wyników – problem polega jednak na tym, że pani Kiessling naukowcem nie jest, nie prowadzi zadnych badan, nie ma nawet tytułu bachelor of science. To jest kobieta, która całe swoje życie zajmuje sie lobbowaniem na rzecz bezwzględnego zakazania aborcji będącej efektem gwałtu. Dlaczego? Bo sama została poczęta podczas gwałtu na jej matce, a działalność antyaborcyjną zaczęła, kiedy się o tym dowiedziała.

Co to ma wspólnego z nauką? NIC. NULL. ZERO. Podobnie jak wszystkie inne moralności jakichkolwiek innych religii czy jednostek.
Co robi Ordo Iuris? Usiłuje zastraszać władze uczelni, studentów i normalnych ludzi, zarzucając ich pozwami sądowymi.
Niech sobie Kiessling wygłasza te swoje odczyty tam, gdzie ich miejsce – na zebraniach katolickich organizacji i na katolickich uniwerstytetach. I niech wreszcie przestanie się ona i jej zwolennicy ciskać i robić z tego aferę – bo nie ma żadnej afery, jest tylko rozsądek władz uczelni, które nie pozwalają na podszywanie się pod naukę religijnych ideologii i pseudonauki.

Napisane przez: futrzak | 14 Marzec 2017

Szynkowar

Zachęcona przykładem kumpla, który produkuje własne wędlinki, postanowiłam i ja nabyć szynkowar.

W Urugwaju okazało się to niemożliwe – szynkowary owszem są, ale do użytku industrialnego, czyli potwornie wielkie, o takie:

Od czego jednak przyjeciele :) M. wracając z Polski przywiozła mi w prezencie (jeden z najlepszych prezentów ever, dzięki M!!!) taki malutki, półtora litra pojemności. Jak na potrzeby dwóch osób – w sam raz.

Pierwsze wprawki szły tak sobie, bo jednak trzeba metodą prób i błędów ustalić skład marynaty, no i oczywiście im dłużej się mięso marynuje, tym lepsze, z czego minimum to przynajmniej 5 dni.
Ale….na stoiskach mięsnych sprzedają tutaj coś, co nazywa się
arrollado de pollo. Jest to mięso z kurczaka faszerowane najróżniejszym wkładem (oliwki, papryka, ser, czasem jajko) a następnie zawinięte ciasno i wsadzone w elastyczną siatkę. Sprzedawane toto jest surowe, tradycyjny sposób przyrządzania to albo piekarnik, albo okręcenie folią aluminiową i na parillę.

Z braku jednego i drugiego stwierdziliśmy, że załadujemy do szynkowara i zobaczymy, co z tego wyjdzie.
BINGO!!!

Wygotowało sie co prawda mnóstwo płynu – tłuszcz kurczaczy i rosołek – który przed otworzeniem szynkowara trzeba było zlać, ale to nie problem, bo odlewamy do innego naczynia a potem można użyć jako bazy do sosów.
Poza tym kurak wyszedł rewelacyjny! Po zdjęciu sznurka można normalnie kroic w plastry grube i jeść na zimno.
To jest to: minimum roboty, maximum efektu :)

Zastanawiam się teraz nad zrobieniem mielonki – tyle, że nie wiem, jak dodać żelatynę. Czy wsypać proszek bezpośrednio do mielonego mięsa i wymieszać, czy najpierw rozpuścić w wodzie, a potem wymieszać.

Napisane przez: futrzak | 13 Marzec 2017

Z cyklu: kochamy język hiszpański

Zdanie takie.

Ella puede tocar bateria

No i to zdanie może mieć dwa, jak najbardziej poprawne tłumaczenia:

„she can play drums”
„she can touch [car] battery”

Prawda, że urocze?
A po polsku jeszcze lepiej będzie:

„ona potrafi grać na perkusji”
„ona może (jest w stanie) dotknąć baterię”

Napisane przez: futrzak | 11 Marzec 2017

Jeszcze odnośnie dyskryminacji

Kolejny eksperyment.
Facet razem z koleżanką pracowali dla tej samej firmy (employment services). Szef zawsze narzekał na nią, że za dużo czasu zajmuje jej praca z klientami.

Po jednym „incydencie” postanowili zamienić się imionami: ona zaczeła prowadzić korespondencję z klientami jako „Martin”, on jako „Nicole”.

Martin od razu zauważył różnicę. Praca stała się dla niego nie do zniesienia. Każdy klient kwestionował to, co mówił Martin i przyczepiał się do jego sugestii. Klienci nagle stali się protekcjonalni. Jeden zapytał o stan cywilny (czy jesteś single?).

Dla Nicole zmiana była cudowna – miała najbardziej owocny i produktywny tydzień w swojej zawodowej karierze; kiedy ona zdążyła załatwić kilku klientów, on dopiero był w połowie rozmów z jednym. Martin zrozumiał, że wcale nie był lepszy od Nicole – po prostu zawsze miał ogromne fory w porównaniu z nią.
Rezultaty eksperymentu nie znalazły jednak zrozumienia u ich wspólnego szefa.

W sumie w tej historii nie ma nic nadzwyczajnego. Na tym właśnie polega dyskryminacja – jeśli nie jesteś dyskryminowany, uważasz że coś takiego jak dyskryminacja nie istnieje, bo jesteś po prostu lepszy w tym co robisz, albo w najgorszym razie stwierdzisz że „to kwestia konkretnej osoby, płeć nie ma tu nic do rzeczy”.
Faceci mówią tak mimo tego, że sa dziesiątki podobnych eksperymentów i badań pokazujących czarno na białym, że dyskryminacja płciowa (nie tylko zresztą ta) istnieje. Ale wiedzieć, a ODCZUĆ NA WLASNEJ SKÓRZE to są dwie różne rzeczy. Mozna przeczytac i pięć książek o pływaniu albo jeździe konnej, ale dopóki samemu nie spróbujesz, to nie będziesz mial pojęcia o problemach pływaka i jeźdźca. To będzie tylko czcze gadanie i zero empatii.

W związku z powyzszym myślę sobie, że doświadczenia takie jak wyżej powinny byc standardem w curriculum studentów każdego wydziału. Dziś technologia pozwala juz na zamiane imion w większości kluczowych prac i to powinno być robione. Nie, nie anonimizacja, ale właśnie ZAMIANA RÓL. I to taka zamiana, że oceniający nie wiedzą, że zamiana miała miejsce i w jaką stronę.

Napisane przez: futrzak | 10 Marzec 2017

Prepaidowa karta kredytowa

Nie spotkałam się z takim dziwem w USA – a tutaj oferuje ją Banco Republica. Opłata wynosi 100 peso (ok. 3.5 USD) za dwa lata, oprócz tego BROU kasuje 3% przy obrotach zagranicznych (przy krajowych nic).

Karta działa w ten sposób, że jest podpięta do konta w BROU i w kazdej chwili mozna na nią przelać dowolną ilość gotówki, a potem kartą zapłacić. Nie ma więc tak naprawdę żadnego kredytu, nie ma też w związku z tym miesięcznego oprocentowania, bo od czego?
Z punktu widzenia bezpieczeńtwa to genialny wynalazek – nie muszę się martwić, że ktoś, kto mi zakosi w sieci numer karty, wygeneruje potężny dług, z którym się potem będę bujać (jak ktoś mial zajumaną kartę kredytową z dużym limitem to wie, o czym mówie i jak trudno to odkręcić, i nie mówie tu o samej blokadzie karty). Nie musze się przejmować credit score ani innymi pierdołami, żeby w ogóle jakąś kartę mieć – w USA jak się ma bad credit score to żaden bank karty wydać nie chce, a jak już wyda, to maciupeńki limit oraz bandyckie (nawet do 22%) oprocentowanie.
Powie ktoś, że na co ci taka karta, przecież możesz debetówką płacić? Otóż, debetową nie zapłacę wszędzie – zwłaszcza jeśli chodzi o zakupy online (specjalnie międzynarodowe) albo np. zakup biletów lotniczych bezpośrednio na websajtach danych linii. Również za określone płatności w pewnych urzędach nie mogę zapłacić ani gotówką, ani kartą debetową (np. załatwiając jakiekolwiek formalności z jakąkolwiek instytucją z USA, które to formalności potrzebne mi do rezydencji były…). Prepaid jest tutaj jak znalazł…

Poza tym w Urugwaju jest tak, że płatności kartą kredytową są obciążone niższym VATem niż gotówkowe – niższym o 4%. Oczywiście, ta karta nie nadaje sie do codziennych zakupow w supermarkecie*, ale przy większych spodziewanych wydatkach typu rezerwacje hoteli, biletów na autobusy dalekobiezne, bilety samolotowe, czy większe zamówienia przez Internet online jest jak znalazł.

PS:
po namyśle jednak owszem, taka karta nadawałaby sie do codziennych zakupów – spełnialaby funkcje kontrolującą wydatki, no bo kazdego dnia przelewamy tylko tyle kasy, ile wprzódy uznamy za słuszne do wydania. Szaleństwa nie wchodzą w grę, bo kończy się kasa, nic więcej nie kupimy :)
Tymczasem zwykła karta kredytowa została skonstruowana na potrzeby konsumpcjonizmu tj. wydawania ponad stan, a potem kasowania procentów od Kowalskiego. Z kolei debetowa jest zaprojektowana tak, ze jak już się wydrenuje dostępne środki, to można dalej „wyciągać” przy czym overdraft jest opłatą kompletnie z dupy, jeśli chodzi o wysokość.

PS2:
Dowiedzialam sie, ze w Polsce tez byly karty kredytowe prepaidowe ale… anonimowe i głównie służyły do robienia przewałów.

Napisane przez: futrzak | 9 Marzec 2017

Sen o lataniu

Ben Carson, mianowany przez Trumpa na sekretarza HUD (Housing and Urban Development), walnął przemówienie do pracowników HUD, a w nim objawił swoje poglądy na temat „ducha” Ameryki:

That’s what America is about, a land of dreams and opportunity. There were other immigrants who came here in the bottom of slave ships, worked even longer, even harder for less.

Czyli wiecie, niewolnicy to byli imigranci, którzy przybyli do Ameryki – tego kraju spełniania marzeń i tysiąca możliwości – na dnie niewolniczych statków i pracowali dłużej, ciężej i za mniej. No.

Większość normalnych ludzi po prostu aż zatkało na taką butę i bezczelność, ale jedna osoba stanęła na wysokosci zadania i sparodiowała tego debila Carsona:

At a press conference on Tuesday morning, Ben Carson, the Secretary of Housing and Urban Development, told reporters that people who are pushed out of windows are “extremely lucky” because they get “a once-in-a-lifetime opportunity to fly through the air.”

“Ever since the dawn of civilization, mankind has been enchanted by the dream of flight,” Carson said. “People who get pushed out of windows get to realize that cherished dream.”

“That’s what makes America a great country,” he continued. “People are pushed out of windows every day here.

Po polsku będzie to szło mniej-więcej tak:

Podczas porannej czawartkowej konferencji prasowej Ben Carson, sekretarz HUD, powiedział reporterom że ludzie, którzy są wyrzucani przez okna mają niesamowite szczęście, albowiem mogą osobiście doświadczyć jedynej w życiu szansy latania w powietrzu.
– od zarania dziejów i początków naszej cywilizacji ludzkość śniła sen o lataniu – powiedzial Carson.
– ludzie, którzy są wyrzucani przez okna muszą sobie zdać sprawę z tej unikalnej okazji spełnienia swoich snów! To jest to, co czyni Amerykę wspaniałym krajem – ludzie są wyrzucani tutaj przez okna każdego dnia!

Napisane przez: futrzak | 8 Marzec 2017

Czy wolno mówić, że król jest nagi?

Dziennikarz Washington Post skrytykował Sandersa za „obniżanie poziomu politycznego dyskursu” oraz że senatorowi *nie wypada* odnosić się w taki bez szacunku sposób do urzędującego prezydenta. Wszystko dlatego, że Sanders otwarcie mówi, że Trump jest kłamcą (liar).

Sanders odpowiedział w sposób uczciwy, zarazem poruszając szalenie ważną kwestię, mianowicie:

Co senator, czy też jakikolwiek obywatel USA powinien robić, jeśli prezydent jest kłamcą? Czy ignorowanie rzeczywistości jest korzystne dla amerykańskiego społeczeństwa? Czy pogarszamy i tak złą sytuację przez okazywanie braku szacunku prezydentowi Stanów Zjednoczonych? A może jesteśmy zobligowani do tego, żeby mówić, iż jest on kłamcą po to, żeby obronić pozycję USA na świecie i zaufanie do naszych instytucji?
Stany Zjednoczone nie będą szanowane ani też traktowane poważnie, jeśli Trump będzie kontynuował bezwstydne kłamstwa. Jesteśmy najbogatszym i najsilniejszym państwem na Ziemi. Jeżeli mamy prezydenta, który nie jest traktowany poważnie na arenie międzynarodowej z powodu swoich rażących kłamstw, to międzynarodowa pozycja kraju na tym ucierpi. [..]

Jak mamy poradzić sobie z prezydentem, którego wypowiedzi odbijają się na całym kraju i świecie, a nie są oparte na faktach i dowodach? Jaki jest właściwy sposób odpowiedzi na taką sytuację? A jeśli media i przywódcy polityczni odmówią nazywania kłamstw kłamstwami, czy będą oni winni wprowadzania w błąd opinii publicznej?

To są absolutnie kluczowe pytania, a sposoób odpowiedzi na nie wyznaczy charakter i ustrój państwa. W demokracji to naród jest suwerenem, a jakikolwiek urzędnik państwowy (jest nim prezydent) reprezentuje naród i jego interesy. Jeśli zaczyna swoj naród i panstwo kompromitować lub robić ze swojego urzędu kabaret, powinien być usunięty ze stanowiska, a o jego nieudolności i błazenadzie nalezy glośno mówić.
Jeśli przyjmiemy jednak, że państwo jest prywatnym folwarkiem wodza (obojętnie czy będzie to dyktatura, monarchia czy ustrój faszystowski) – to wtedy oczywiście krytyka wodza staje się rzeczą niepożądaną, a nawet karalną.
Odpowiedź na te pytania jest więc szalenie ważna, to podstawa i zarazem punkt zwrotny, w jakim znalazła się Ameryka dziś. THIS, a nie jakieś tam miaukotania o free speach, poprawkach do konstytucji i podobnych.

zrodlo

Napisane przez: futrzak | 7 Marzec 2017

Dlaczego wolę pracować sama

Koleżanka, która jest naukowcem z dziedziny mikrobiologii i niedawno świętowała artykuł przyjęty do publikacji napisała, w jaki sposób dyskryminuje się kobiety biorące udział w badaniach i publikacjach w jej działce. Smutne toto, ale nic nowego niestety.

Ja opiszę, jak to wygląda w mojej działce na przykładzie jednego case study.
Otóż. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy przydzielone na projekt z facetem. W ramach projektu trzeba przetestować konkretny serwis. Podział pracy jest następujący: my robimy za pomocą narzędzia X testy funkcjonalne i testy API, kolega robi za pomocą narzędzia Y.

Zabieramy się za naszą część roboty. Dokumentacja jak zwykle jest gówniana, więc najpierw trzeba wszystko poinstalować, pobawić sie w exploratory testing, potem wyciągać z gardła zleceniodawcy brakujące kawałki danych; zrobić to, co się da. Skomponować wszystkie wymagane testy w narzędziu X, wrzucić na google drive. Skomponować listę bugów, skomponować dokument w excelu (bo sobie tak jakis debil zażyczył, halo, XX wiek mamy???) w ktorym będzie jak krowie na miedzy wszystko umieszczone: jakie testkejsy, opis, tlumaczenie, input, output, rezultat. Siedzieliście nad tym powiedzmy tydzień.

Co w tym czasie robi kolega? Nic, bo prawdaż ma wazniejsze rzeczy do roboty. Na dwa dni przed koncem projektu bierze sobie wszystko to, co zrobiliście – ma wszak podane na tacy – i tylko przewala do narzędzia Y. Zajmuje mu to dwie godziny. Potem komponuje finalny dokument (włączając w to moją część) i wysyła do klienta, zapominając dodać mnie na cc nawet.

Czy mogłabym na przykład nie dać dostępu do dokumentów, które sporządzałam? Alez oczywiscie, ze nie – bo zostalabym od razu oskarzona o brak teamworku, bo trzeba byc team player etc. itd.
Czy kolega mogl zaczac robic pierwszy? Tak, oczywiscie, ale dzis nie mial czasu bo jedna pilna rzecz, wczoraj nie mial czasu bo inna pilna rzecz, i on w ogole by chcial, ale taki zalatany, ze nie ma kiedy taczek zaladowac!
Efekt jest taki, ze to wy odwalacie cala robote koncepcyjną, użeracie sie z nudną jak flaki z olejem dokumentacją, odpierdalacie całą robotę, potem przychodzi koles na gotowe, pakuje, wysyla i VOILA! Jakze ja sie strasznie napracowałem!!!! Zrobi w ten sposób parę kluczowych projektów i go w corpo awansują, a kobiety odwalające całą czarną robotę dalej będą odwalać czarną robotę, wysłuchując po drodze, jakie to są słabe, bez talentu i jak to się nie nadają do tej męskiej działki.

Bieganie do managerstwa i tlumaczenie nie ma sensu – w swojej prawie dwudziestoletniej karierze nie widziałam, żeby to coś dalo poza tym, ze w razie masowych zwolnien to wy polecicie jako pierwsze, bo jesteście „trouble maker”. Nie daj boze pojsc do HR – disaster gwarantowany znacznie szybciej.

Co mozna zrobic? Szukac do usrania firmy, w ktorej bedzie sie mialo normalny zespol i normalnego managera albo….tak sie ustawiac, zeby zawsze pracowac solo. Przy czym w mojej dzialce i tak jest o niebo łatwiej – istnieje takie cos, jak GitHub, gdzie mozna zająć się kontrybucjami do juz istniejacego projektu opensourcowego albo stworzyc coś własnego – i kazdy widzi, co kto napisał. A w science, jak sie pracuje na uniwerku, w labie, gdzie kazdy jeden projekt to jest robota zespolu, a nie solo i gdzie performance mierzy się ilością opublikowanego materiału? Można sie orobić jak dzik, a potem być wykopanym i tyle widzieli współautorstwa publikacji.
Słyszeliście na pewno o takich dwóch panach – Cricku i Watsonie – którzy dostali Nobla za odkrycie struktury DNA. A slyszeliscie o Rosalind Franklin, której badania i opracowanie rentgenogramu sodowej soli DNA doprowadziły do tego odkrycia?

No właśnie…

Napisane przez: futrzak | 5 Marzec 2017

Życie jest piękne!

Z tarasu mieszkania M. roztacza się przepiękny widok na port Montevideo. Siedzieliśmy więc sobie, popijali winko, zagryzali kiełbaską z chrzanikiem, tortilla i chili i podziwiali widoki….

img_1078

img_1082

img_1088

img_1090

img_1091

img_1092

Napisane przez: futrzak | 4 Marzec 2017

Ameryka Trumpa

Minął miesiąc i co dalej?

Oczywiście rosyjska afera szpiegowska w mediach na cały regulator.
A co przygotowuje republikański kongres? Otóż, w kolejce do uchwalenia stoją następujące ustawy:

1. HR 861 Terminate the Environmental Protection Agency – zlikwidowanie Agencji Ochrony Środowiska
2. HR 610 Vouchers for Public Education – wprowadzenie bonów oświatowych
3. HR 899 Terminate the Department of Education – zlikwidowanie departamentu edukacji
4. HJR 69 Repeal Rule Protecting Wildlife – usunięcie ochrony dzikiej zwierzyny
5. HR 370 Repeal Affordable Care Act – zlikwidowanie Obamacare
6. HR 354 Defund Planned Parenthood – pozbawienie finansowania Planned Parenthood
7. HR 785 National Right to Work (this one ends unions) – zdelegalizowanie związków zawodowych
8. HR 83 Mobilizing Against Sanctuary Cities Bill – walka z tzw. „Sanctuary Cities” czyli miastami, które odmawiają ścigania nielegalnych imigrantów
9. HR 147 Criminalizing Abortion (“Prenatal Nondiscrimination Act”) – kryminalizacja aborcji
10. HR 808 Sanctions against Iran – sankcje przeciwko Iranowi

Jeśli to wszystko uchwalą to cóż, nie będzie to kraj, do którego chciałabym wracać…

Napisane przez: futrzak | 3 Marzec 2017

O pogodzie znów…

A tymczasem wracam do zywych. Po dwóch i pół tygodnia fali upałów – niespotykanych tutaj o tej porze roku – wreszcie się ochłodziło. Jest TYLKO 25 stopni i można już normalnie funkcjonowac.

Tak, ja wiem, ze zaraz odezwą się hordy ludzi spragnionych slońca…. ale kochani, pozwólcie, że wam coś uświadomię.
Otóż:
W Polsce temperatury powyzej 30 st C kojarzą sie automatycznie z latem. A jak lato, to wiadomo – wakacje. Kazdy więc wizualizuje sobie sloneczną plazę w (na przyklad) Egipcie albo innych tropikach, kocyk, drynie z parasoleczką, wesołą muzyczkę, piękne ciała w biki o zachodzie słońca i tak dalej.
No i w takiej scenerii drodzy moi to mnie też nie przeszkadza te 35 st C, spoko.

Teraz wyobrażcie sobie, ze macie te 35 st C i wilgotnosc powyzej 60% i musicie pracować. Oczywiście, w pracy klima i w domu klima, ale jakos trzeba do tej pracy dojsc/dojechać. Nawet jesli to TYLKO 10 min piechota (a nie na przyklad godzina w zatloczonym autobusie lub pociagu bez klimy), to zanim dojdziecie na miejsce, jestescie juz calkowicie mokrzy od potu, a gorąco wali w czachę. Z powodu temperatury nie wychodzicie nigdzie na zewnatrz, bo udar – takze przestrzen zyciowa nagle ogranicza sie do jednego zamknietego pomieszczenia oraz drugiego zamknietego pomieszczenia. Na dodatek bez widokow na swiat, bo jak slonce napieprza prosto w okno, to zamyka się okiennice i/lub zaciąga rolety i zasłony, zeby obnizyc temerature. Wszelakie zwykle czynnosci typu wyjscie po zakupy, skoczenie tu czy tam nagle stają się mega wyczerpujące – przejdziecie te 400 metrów i organizm walczy o przezycie i na tym skupiaja sie wszelakie sily zyciowe…

I teraz. Dla mnie osobiscie upaly to nic nowego, wszak Kalifornia to stan, gdzie rok w rok rejestruje sie jedne z najwyzszych na swiecie temperatur (Death Valley czyli Dolina Smierci znajdujaca sie na pustyni pomiedzy Kalifornia i Nevadą), nie raz więc w lecie bywalo i po 40 st C i wyzej. ALE. W lecie w Kalifornii jest bardzo sucho – co najwyzej 40% wilgotnosci, zwykle w srodku dnia znacznie, znacznie mniej. A w Montevideo wręcz przeciwnie – wilgotność dowala do pieca i to jest najgorsze, bo naturalne mechanizmy schladzania ludzkiego oranizmu zawodzą: im wyzsza wilgotnosc, tym wolniej pot odparowuje. Gdy zas osiagnie się temperaturę mokrego termometru z wartościa odczytu 34 st C, to czas umierać.

Co powiedziawszy…. nie, nie zamienilabym tutejszego klimatu na polski, o nie. Ja sie przemęczę jakos te dwa tygodnie pod klima, a potem jest klawo. A w Polsce uroki szaroburogównianegoniewiadomoczego przez następne 7 miesięcy. No thanks!

Older Posts »

Kategorie