Napisane przez: futrzak | 24 lutego 2020

Rządy nieodpowiedzialnych kretynów

Czyli:

Administracja Trumpa zlekceważyła zalecenia Centrum Kontroli Epidemii (Centers for Disease Control) i zdecydowała, że 14 osób zainfekowanych koronawirusem może sobie wrócić do USA samolotem z trzystoma innymi osobami na pokładzie.

W ten sposób liczba przypadków infekcji koronawirusa w USA uległa podwojeniu.

Prawdopodobnie rzecz przejdzie jednak niezauważona, bo śmiertelność koronawirusa nie jest znowu taka wielka (jeśli wierzyć obecnym doniesieniom z Chin i innych krajów – 2% wszystkich potwierdzonych przypadków) – ale proszę sobie wyobrazić co by się działo, gdyby wirus miał podobną charakterystykę do tego, który wywołał epidemię grypy Hiszpanki.

zrodlo

Napisane przez: futrzak | 20 lutego 2020

Jak dziala obnizanie podatkow – teoria i praktyka

Teoria neoliberalna:

Zerowy PIT odciazy mlodych na starcie kariery, beda wiecej wkladac do kieszeni, bo panstwo nie bedzie ich okradalo podatkami.

Praktyka polska:

Nastał czas na odnowienie umów i dostaliśmy papiery z nowymi – niższymi – stawkami. Pracownicy po 26. roku życia mają takie pensje, jak dotychczas – mówi Piotr, którego dotknął problem.
[…]
– Szef nawet nie zaproponował obniżki. Po prostu z automatu poobniżał wszystkim pracownikom przed 26. rokiem życia stawki godzinowe w nowych umowach zlecenia, które podpisywaliśmy przed kilkoma dniami. Nawet nikt nie kryje, że chodzi o zerowy PIT. Miałem zarobić więcej, ale nic z tego – mówi Piotr, pracownik jednej z firm branży gastronomicznej z Łodzi.

Jego stawka godzinowa została zmniejszona z 18 do 17 zł. Nasz rozmówca pragnie zachować anonimowość, bo mimo kontrowersyjnej decyzji swojego pracodawcy, nie planuje się zwalniać. Prosząc o komentarz pracodawcę również moglibyśmy przyczynić się do problemów nie tak znów licznej grupy pracowników tej firmy.

Ktos tu gdzies mowil, ze w Polsce jest rynek pracownika?
Coz, podsumuję słowami Tomasza Markiewki:

No więc rząd wprowadził zerowy PIT dla młodych, tj. zwolnił osoby do 26 roku życia z podatku od wynagrodzeń. Teraz to młodym zostanie więcej w kieszeni, bo państwo nie będzie ich okradało podatkami, nie? Tylko co się okazuje. Pracownicy firmy gastronomicznej żalą się na money.pl, że po reformie rządowej pracodawca po prostu obniżył im pensje i dalej zarabiają tyle, ile mieli przed ulgą podatkową. Zysk z reformy popłynął wprost do kieszeni pracodawców, a nie pracowników.

Jakiś rok temu wyśmiewałem się z wizji dobrego/złego pracodawcy. Kiedy lewica przedstawia pomysł zwiększenia podatków dla wielkich korporacji, to ludzie krzyczą, że to głupota, bo te firmy i tak odbiją to sobie albo na pracownikach, albo na konsumentach, więc ostatecznie na lewicowych pomysłach ucierpią zwykli ludzie. To jest wizja złego pracodawcy. Ale jak wolnorynkowy ortodoks rzuca propozycję, żeby obciąć podatki dla tych samych korporacji, to pojawia się entuzjazm, że tak, że przecież zaoszczędzone przez te korpo pieniądze skapną na nas wszystkich, bo pójdą na inwestycje, podwyżki, innowacje, rozruszanie gospodarki, itp. Nagle zakłada się, że ten sam zły pracodawca, który miał przerzucać koszty podatkowe na innych, okaże się wielkim dobrodziejem, który chętnie podzieli się zyskami. Byle państwo nie okradało za pomocą podatków.

Otóż w toku rozwoju cywilizacji zrozumieliśmy prostą rzecz. Pracodawca ma systemową przewagę nad pracownikiem i ZAWSZE będzie starał się ją wykorzystać. Niezależnie od tego, komu obniżymy albo komu podwyższymy podatki, pracodawca – szczególnie, gdy jest potężną korporacją – będzie starał się ustawić grę pod siebie. Dlatego pracownicy potrzebują związków zawodowych, praw pracowniczych i instytucji państwowych, które będą te prawa egzekwowały.

Nie ma sensu uginać się przed złym pracodawcą, nie ma sensu liczyć na gest dobrego pracodawcy – trzeba tworzyć mądre prawa i ich bronić. A nie iść, tak jak nasz rząd, demagogiczną drogą obniżania lub zwalniania z podatków.

zrodlo

Napisane przez: futrzak | 18 lutego 2020

O ideologii neoliberalnej

Jest jeden aspekt ideologii neoliberalnej, na który rzadko kto zwraca uwagę: jej społeczna toksyczność.

Neoliberalizm narzuca egoistyczne spojrzenie na świat. Wszystko kręci się wokół ja, mnie, o mnie, dla mnie, ja mogę.
Przekonanie, że jeśli ma się pieniądze, to wszystko wolno.
Taka perspektywa niszczy po pierwsze zaufanie społeczne, po drugie jakiekolwiek szanse współpracy, a po trzecie niszczy środowisko.
A ludzie wyewoluowali jako zwierzęta stadne i na ogół stado (czytaj: przynalezność) do szczęśliwej egzystencji jest im niezbędnie potrzebne.
I na glebie tejże potrzeby doskonale kwitną wszelakie faszyzmy, dyktatury, koscioły i podobne.
No i kwitną w Polsce…

Napisane przez: futrzak | 17 lutego 2020

Chora mania trawnikow

Od półtora miesiąca jest susza. Co prawda padalo pare razy, ale bardziej udawalo niz padalo – kilka milimetrow deszczu przez kilka godzin to jest nic.

Dookola mamy sasiadow – miastowych. Takich, co to upper middle class. Maja wypasione domy, a przy domach – co, co!?!?! No trawniczki. W najgorszym wydaniu.
Po pierwsze, trawniczki sa pracowice golone do zera, zeby nie daj boh zadne zycie tam sie nie zaleglo, zeby nic nie odroslo.
Po drugie: trawniczki sa pracowicie zraszane durnymi spryskiwaczami zasilanymi najczesciej ze studni glebinowych – bo tak taniej. Za wode z wodociagu trzeba placic miastu, a jak se jeden z drugim wykopie studnie na posesji, to moze ciaaaaagnac ile sie da.

W efekcie poziom wod gruntowych sie obniza, te kretynskie trawniczki i tak sa cale uschniete, a z powodu niskiego poziomu wod schna kikludziesiecioletnie drzewa i krzewy.

No szlag człowieka może trafić.
A przeciez w tutejszym klimacie i opadach mozna spokojnie miec landscaping nie wymagajacy podlewania – trzeba tylko wykazac sie minimalna odpowiedzialnoscia i pomyslunkiem.
Ale, k*a nie, „bo ja musze miec trawnik”.

W Kalifornii tez tak bylo – klimat, gdzie przez 7 miesiecy nie spada ani kropla deszczu i tez – trawniczki wszedzie.
Ciekawe, czy ta mania doszla tez do Polski?

Napisane przez: futrzak | 14 lutego 2020

Co to znaczy, że jest ciepło?

To znaczy, że karaluchy zaczynają latać.
I masz mindfuck czy walnąć takiego na ścianie, bo jak walniesz, to co prawda zabijesz, ale plama taaaaaaaaka i codalej? Jeden, drugi, trzeci czwarty i masz malowanie ściany.

To niech se latają, nie?
Ostatecznie kalaruchy nie gryzą. Nie to co moskity albo mrówki. Oj kochani, jak uwali taka mrówka tutejsza, to dopiero jest. Ukąszenie komara w porównaniu to betka, przechodzi swędzenie po paru minutach. Po mrówie napieprza, boli, szczypie i swędzi bóg wi ile, a potem są napady swędzenia przez następne kilka dni. Ohyda.

I jeszcze dowcip na weekend:

Pan zwraca się w sklepie do ekspedienta:

– Poproszę ta wielką, pluszową, czerwoną dupę.
– Proszę pana, ale to jest serce!
– Panie, od 20 lat jestem kardiologiem i wiem jak wygląda serce, więc daj mi pan tę wielką, pluszową dupę.

PS:
Ale w sumie w nowym mieszkaniu karaluchów jest znikoma ilość, a i tak pokazują się w ogóle tylko po deszczu i kiedy utrzymuje się wysoka wilgotność (lubią ciepło i mokro). W poprzednim mieszkaniu w lecie to był armageddon karaluchowy. Gleba piaskowa i mieszkanie na górce wśród sosen robią swoje.
Za to mrówki…. pełno ich. Bo lubią suuuuchoooooo….

Napisane przez: futrzak | 12 lutego 2020

Polska to nie jest kraj dla pieszych….


W ciągu 40 pierwszych dni 2020 roku w policyjnych statystykach pojawiło się 100 zabitych pieszych.
To połowa wszystkich ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w Polsce. 60 z nich zginęło na przejściach.
W aż 95 proc. wypadków, w których biorą udział piesi, winni byli kierowcy.

zrodlo

Napisane przez: futrzak | 10 lutego 2020

Skąd się biorą wtopy w jakości softu?

Typowy scenariusz leci mniej-więcej tak (wszelakie podobieństwa do czegoś są jakieś i nie należy doszukiwać się):

*************
Szlag mnie trafia, kiedy wykopię jakąś minę (tj. buga poważnego), zaraportuję i wszyscy to zleją.
Bo wicie, rozumicie. Spieszmy się. Jeśli to, co odkryję, nie mieści się w ramach problemów związanych z nowym softem/funkcjonalnościami, to jest cierniem w tyłku każdego i jest ignorowane.

I tak sobie ignorują, ignorują, aż wreszcie…. robi się jakieś zmiany w okolicy, gdzie wystąpił bug. I jak na przykład 3 miesiące wczesniej raportowałam, ze obrazki do reklam wyświetlanych w środowisku testowym się nie wyświetlają, to wszyscy zlali, bo akurat zajmowali się filtrem antyspamowym. OK.

3 miesiące później: ojezu, omatko, co to jest, obrazki do reklam się nie wyswietlaja! no jak to mozliwe jak to mozna bylo PRZEOCZYC!.
Nijak, k***a, nie przeoczyłam. Zaraportowałam 3 miesiące temu, zlaliście, to teraz se świećcie oczami przed klientami, dziękuję, dobranoc.

Bo ja mogę powtórzyć raz, drugi, trzeci – ale jeśli osoba decyzyjna uzna, że nic się z tym nie zrobi, to nic nie będzie zrobione. Ja mogę co najwyżej wyprodukować sobie tzw. „duposchron” czyli dowód na to, że problem zauważyłam odpowiednio wcześnie i go zaraportowałam. Pistoletu do głowy dyrektorowi działu czy CEO nie przyłożę, prawda? A to oni podejmują kluczowe decyzje.

Tak kochani, stare przysłowie pszczół mówi: ryba psuje się od głowy. W większości przypadków tak właśnie jest. W normalnej fimie szeregowi pracownicy starają się robić swoją robotę, większość daje znać, jak coś jest nie tak, ale jeśli są ignorowani przez kieruwnictwo, to firma prędzej czy później się wykolei.

PS:
Opisany wyżej przeze mnie case odlezał się ponad pół roku. W tym czasie firma kliencka skasowała dział developerki softu, obcięła fundusze, a ostatnio dowiedziałam się (dalej dostaję od nich wewnętrzne newslettery), że zmienili sobie CEO albowiem muszą generować wiecęj dochodów….tia…

Napisane przez: futrzak | 9 lutego 2020

Zapomniana historia: farmy rozpłodowe w USA

Pewnie nikt z czytelników nie wie, a i większość Amerykanów też nie. Nie uczą o tym w szkołach.

************

W 1808 roku w USA zabroniono importu niewolników z Afryki i Indii Zachodnich. Wykorzystywanie niewolniczej pracy jednak kwitło jeszcze przez ponad pięćdziesiąt lat, aż do wojny secesyjnej i kompletnej delegalizacji niewolnictwa.
Ktoś pewnie zada pytanie: jak to możliwe, skoro przestano sprowadzać niewolników? I właściwie skąd wziął się ów ban?

Cóż, chodziło o pieniądze. Południowe stany USA „produkowały i sprzedawały” tak dużą liczbę niewolników, że międzynarodowy nimi handel i import stanowiły niezdrową konkurencję, która wpływała na spadek cen i obniżanie zysków.

W owym czasie w USA populacja niewolników wynosiła ok. 4 miliony ludzi i była, hm.. „self-sustainin”.
Bo istniały ludzkie farmy rozpłodowe – breeding farms.

Były to tereny otoczone wysokimi płotami z drutem kolczastym i pod strażą. Nawet gdyby ktoś uciekł, The Fugitive Slave Act gwarantował, że zostaliby oddani właścicielowi. Populację stanowiły w większości kobiety i dzieci zbyt młode, żeby miały jakąś wartość handlową jako siła robocza, oraz niewielka liczba mężczyzn, których jedyna rolą było zapłodnić jak największą liczbę kobiet…
Oczywiście to wszytko było wymuszane siłą, a niewolnicy mieli bardzo często zakładane na głowę kaptury lub worki, zeby nie było wiadomo, kto akurat jest gwałcony: mogła to być matka, siostra, ciotka czy kuzynka. Właściciele nie przejmowali się takimi drobiazgami.

Jedna z największych breeding farms znajdowała się w Richmond, skąd miesięcznie „eksportowano” 10-20 tysięcy niewolników do innych stanów. Eksport niewolników był w Virginii większym biznesem, niż hodowla tytoniu.

Zrodlo

Napisane przez: futrzak | 7 lutego 2020

Nowoczesne oblicza cenzury

Od jakiegoś czasu na fejsie puszczam opowieści z lokalnego zwierzyńca, takie tam opowieści o oposach, mrówkach, motylkach i ptakach. Są one przeznaczone tylko dla „friends” czyli mają zasięg dość ograniczony, nie są publiczne.
Ostatnio wrzuciłam taką historyjkę:

W przyrodzie nic nie ginie!
*********************
Masło orzechowe, które Chłop sobie kupił, okazało sie paskudne w smaku (ja nie jadam peanuts, bo mam na nie nietolerancję).
Zastanawialiśmy się, co z nim zrobić.
W końcu zapadła decyzja: zostawiamy obok kompostownika, jakieś zwierzęta zapewne się nim zaopiekują, może opos?
Po pierwszej nocy okazało sie, że opos wzgardził ale… zaopiekowały sie mrówki.
Słoik okazał się doskonała na nie pułapką, bo wchodziły i juz nie byly się w stanie odlepić.
Dwie doby póżniej: mrówki ze słoika wylizał opos…

Materiał bonusowy na dziś: udało mi się nakręcić video telefonem z kąpieli basenikowej pierzastych mend. Tylko jeden na raz się mieści, jak widać:

Do tej historyjki wrzuciłam to video

No i fejs owo video z kąpiącym się ptaszydłem… ocenzurował. Dostałam komunikat, że „it got stopped for processing” i tyle go widzieli. Ni ma.

Po co o tym piszę? Otóż, bardzo wielu ludziom w Polsce nadal wydaje się, że coś takiego jak cenzura to jest wyłączna domena „komuchów”. Nigdzie indziej nie występowała, a już na pewno nie występuje w „systemach wolnorynkowych” bo tam jak wiadomo „wolny rynek” magcznie rozwiązuje problemy z cenzurą, albowiem „zaraz pojawi się konkurencja”.

Otóż, nie pojawi się i nie rozwiąże magicznie.
Po pierwsze: każda firma, która nie jest publiczna, możę sobie dowolnie stosować cenzurę, jeśli nie jest jej działaność regulowana żadnymi przepisami obowiązujacymi na skalę państwa.
Po drugie: każda firma dąży do zdobycia monopolu w swojej niszy rynkowej (już w 1890 roku uchwalono antymonopolowe i antytrustowe prawo w USA
Po trzecie: jak już ten monopol zdobędzie, to robi co chce, bo jest „too big to fail”.

Wiedzą o tym doskonale Amerykanie, którzy mają już w swojej historii rozmontowywanie gigantów telekomunikacyjnych jak AT&T, a przecież przykładów było więcej. Dzisiaj na celowniku jest facebook i całkiem słusznie.

Napisane przez: futrzak | 5 lutego 2020

Najczęstsza przyczyna zgonów dzieci w Polsce

Jak myślicie, co to?

Nieszczęśliwe wypadki? Jakieś choroby?

Nie.
Naczęstszą przyczyną zgonów dzieci w Polsce są samobójstwa.
I co? Nic.
Rząd, politycy i elity prawicowo-konserwatywne troszczą się tylko o „dziecko poczęte”, natomiast dzieci już urodzone mają daleko w dupie.
A przecież nie trzeba wiele – ot, dofinansować znikającą w ekspresowym tempie psychiatrię dziecięcą w Polsce.

Ale po co. To takie niemedialne i niepolityczne, prawdaż. Lepiej wykłócać się o zygoty, co tam jakieś zabijające się dzieci, które nie dostały na czas pomocy lekarza. Zygota ważniejsza, bo pod jej pretekstem można terroryzować wszystkie kobiety w wieku płodnym. A urodzone już dziecko? Who cares, niech się zabija :(

Dalej wierzycie w te bajki, że chodzi o czyjekolwiek życie? O jakieś życie dziecka?

Hahaha. Juźci.

zrodlo

Napisane przez: futrzak | 3 lutego 2020

O upałach

Taka uwaga odnośnie upałów i mieszkania w mieście versus wśród zieleni – jako że mam właśnie po przeprowadzcce okazję porównać.

W mieście 3-4 dni upałow o temperaturze ponad 30 st C były nie do zniesienia. Nawet jeśli w nocy ochładza sie do dwudziestu paru, to w ogóle tego nie czuć – bo mury, asfalt i beton są rozgrzane koszmarnie. W efekcie mamy efekt wyspy ciepła i temperatury wyższe o ładne parę stopni.
Gdy mieszkałam w Buenos Aires (razem z przedmieściami to moloch liczący kilkanaście milionów mieszkanców, bardzo gęsto zaludniony), to lato sprowadzało sie do siedzenia dzień i noc pod klimą – bo wyjście nawet w srodku nocy groziło przegrzaniem. Dla mnie to były trzy miesiące zamknięcia w pomieszczeniach.

W Montevideo nieco lepiej, zwłaszcza jeśli ma się szczęscie mieszkać wystarczająco blisko wody. No ale wiadomo, apartamą przy wodzie to majątek kosztują.
Cała reszta zdycha z gorąca.

Teraz mieszkamy w El Pinar, ponad 30 km od Montevideo, 500 m od oceanu i w lesie (to kiedys byla miejscowosc letniskowa, zalesienie i rzadka zabudowa zostaly).
Wieczór przynosi ulgę, można wyjść na zewnatrz, a i do rana chałupa zdązy sie wywierzyć i nieco ochłodzić – do popołudnia przy zamkniętych drzwiach i oknach starcza na utrzymanie temperatury o prawie 10 st C niższej, niż na zewnątrz.
Aha, tak można, ale pod warunkiem, ze dom jest z cegły albo ma porządna izolację. Te budowane z dziurawki albo cementu niestety mają zerową izolację i masę termiczną i rownie szybko sie ogrzewają jak i wychładzają.

Jaki stąd wniosek? Miasta powinny mieć jak największą ilość terenów zielonych – wszędzie. Żeby w ogole dalo się zyć i żeby przy większych deszczach nie było powodzi. Nie, klima nie rozwiązuje tych problemów, wcale. Nie na dłuższą metę. Bo do klimy trzeba mieć prąd i trzeba miec odpowiednio mocną sieć energetyczną. Czego na przykład w Polsce nie ma…

Wydmy przy ujściu Arroyo Pando w El Pinar..

Napisane przez: futrzak | 1 lutego 2020

Magiczne wciąganie wilgoci ze ścian

Narzekałam w temacie poprzedniego mieszkania, że zacieki, pleśń na ścianach i suficie, odpadający tynk?
Nu.
To mnie fejsik uraczył reklamą sponsorowaną, a w niej wspaniałe remedy na powyższe problemy w Urugwaju!
Państwo sami zobaczą:

Nazywa się toto „placa antihumedad” (płyta przeciwwilgociowa czy jakoś tak) i na stronie firmy zachwalają, że to nowoczesne technologie, że topowi naukowcy, że z jednej strony wciąga wilgoć, a z drugiej nie przepuszcza, normalnie jak podpaska always, tyle że nie lata, bo skrzydełek brak…
Nigdzie nie byłam jednak się w stanie doszukać informacji z czego właściwie owa placa jest zrobiona. Tajne łamane prze poufne, ja pierdzielę.
Reklama głosi, że to się do ściany przykleja, a jak ktoś chce bardziej, to na wkręty.

Wygląda mi toto na klasyke, tj. jest syf, to naklejamy plastra na syfa w kształcie motylka i gut.
No ale co ja tam wiem. Jak ktoś jest właścicielem, ma cieknący dach i/lub ściany, framugi okien, a akurat się najemca wyprowadził, to rozwiązanie jak znalazł: odmaluje się, naklei te placas, wszystko wygląda cymuś miód malina, mucha nie siada – wynajmujący ogląda i nie ma się do czego przywalić.
Pól roku później, pora deszczowa: zacieki i pleśń.
No ale placas są tanie w porównaniu z naprawą i kładzeniem nowego dachu, nie? To co się robi? Zamiast naprawiać dach, kładzie się te placas, odmalowuje, wygląda cymuś miód malina, podpisuje następny kontrakt, a jak po pół roku wyłażą zacieki bo cieknie dach, to następne pół roku się przeciąga, cały czas kasując normalnie za wynajem. Luzik!
Najemca się wkurza, wyprowadza, cykl powtarzamy od początku!

Nosz kurwa.
Nie?

I to jest jeszcze jeden powód, dla którego lepiej mieć własne (chociaż wcale znowu nie chcę).
Ja na przykład nie kupię, ani nie zbuduję chałupy z płaskim dachem (najpopularniejsze rozwiązanie w krajach sródziemnomorskich i w ciepłym klimacie). Czemu? Bo zrobić to dobrze to jest sztuka, a jak nie masz czasu na stanie za plecami robotnikom, to apage satanas.
To zróbmy ten spadowy dach…

Napisane przez: futrzak | 29 stycznia 2020

Kultywowanie przemocy fizycznej

W Polsce od dekady obowiązuje zakaz stosowania kar fizycznych wobec dzieci.

Według badań urzędu Rzecznika Praw Dziecka z zeszłego roku aż 43 proc. respondentów akceptuje stosowanie klapsów, a aż jedna czwarta uważa, że „lanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło”. Zaledwie 23 proc. pytanych odniosło się do takich działań ze zdecydowaną dezaprobatą. Z kolei badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę z roku 2017 pokazały, że klapsy akceptowane są przez 49 proc. badanych, a 82 proc. przynajmniej raz było świadkiem wymierzania dziecku kary fizycznej.

No i tak to.
Przemoc rodzi przemoc, z dzieci na których stosowano przemoc fizyczną wyrosną dorośli akceptujący przemoc fizyczną wobec „opornych” – w tym również własnych, ale też i cudzych dzieci.

Smutne to.

Dr Aleksandra Piotrowska: – 90 proc. stosujących kary cielesne rodziców nie utożsamia klapsa z biciem. Mówią: jestem generalnie bardzo spokojnym człowiekiem, przeciwnikiem bicia, ale… Tylko że jeśli raz uciekamy się do takiej praktyki, otwieramy pewną furtkę, którą później trudno zamknąć. Sytuacje „ostateczne” i „wyjątkowe” zaczynają się mnożyć, a klapsy wymierzane są z coraz większą siłą i łatwością.
Matki, które do mnie przychodzą, mówią, że są przerażone, jak łatwo wymierzają kolejne razy.
Tymczasem wszystkie badania pokazują, że zmiany zachodzące w mózgu dziecka na skutek regularnie doświadczanego stresu nie różnicują ciężkiego bicia, przemocy psychicznej czy klapsów „od czasu do czasu”.
Mózg dzieci regularnie doświadczających jakiejkolwiek formy przemocy przypomina mózg weterana wojennego. To nie jest przesada, te dzieci mają zwyczajnie zmiany anatomiczne mózgu i to wyraźnie widać na zdjęciach.

Jedną z widocznych zmian w mózgu dzieci doświadczających przemocy jest zanik substancji szarej i zmiany w zakrętach skroniowych – części odpowiedzialnych m.in. za koncentrację uwagi, inteligencję i panowanie nad impulsami. Jest to dobitny przykład wzmacniania niepożądanego zachowania karą, która ma je wyeliminować – wyjaśnia specjalistka. – Dziecko zachowuje się źle, dostaje klapsa, co w efekcie może mu tylko utrudnić zapanowanie nad tym samym impulsem w przyszłości – więc dostaje znowu, zwykle mocniej. Koło się zamyka.

Tak, warto przeczytać całość. I wyciągnąć wnioski.

zrodlo cytatu

Napisane przez: futrzak | 27 stycznia 2020

Testy… co właściwie mierzą testy?

To jest dobre pytanie.

Tak na prawdę nie wiem, co mierzą testy, ale powszechne ich stosowanie w szkole jako miary postępu w nauce jest imho idiotyczne kompletnie.
Być może ktoś uzna, że piszę tutaj o truizmach ale… wyczytać coś w książce, a doświadczyć na sobie, to są dwie różne rzeczy.

Ostatnio tak się składa robię dużo ćwiczeń na gramatykę/tłumaczenie hszpański-angielski, angielski-hiszpanski. Zestaw ćwiczeń/zdań do robienia jest standardowy, taki sam, mogę więc go uzywać jako swoistego miernika swojej własnej kondycji umysłowej/intelektualnej.

I tak w ćwiczeniu, które zawiera 20 zdań do zrobienia, mogę walnąć i pięć błędów, kiedy jestem niewyspana i zmęczona, albo zabieram się do niego rano, gdy jeszcze się nie obudziłam, a mój mózg nie bardzo funkcjonuje.
Jeszcze gorsze efekty są, kiedy mam robić na czas: wtedy bardzo się stresuję i już w ogóle następuje armageddon: nie zauważam literówek, które robię (więc algorytm uznaje to za błąd i nie zalicza punktów), moje oczy nie wychwytują szczególów, potrafię pominąć jedno idiotyczne słowo jak „bardzo” albo napisać „ja” zamiast „my” – słowem rzeczy głupie i oczywiste, których w normalnych warunkach nie przeoczyłabym i które ZNAM i WIEM jak przetłumaczyć – ale błąd jest błędem.

A teraz weźmy biednych uczniów, którzy są męczeni pisemnymi testami na czas nie wiadomo ile razy w ciągu jednego semestru i gdzie kulminacja wszystkich przybiera postać matury – od której wyników zależy w sumie dalsza przyszłość młodego człowieka – no bo zawalenie tego egzaminu to rok w plecy, później ma się record zawalenia – przy metodzie rekrutacji na studia opierającej się o konkurs świadectw to jest porażka zaważająca na dalszym życiu.

Na co to komu?
Tak sobie myślę, że gdybym na studiach musiała zdawać egzaminy w postaci testów na czas, to pewnie nigdy żadnych studiów nie skończyłabym. Stres działa na mnie potwornie, uwaliłabym wszystko jak leci. Dzięka bogu, że za „starych dobrych czasów” na moim roku i specjalizacji było wystarczająco mało studentów, żeby wszystkie egzaminy zdawać ustnie. Siadało się twarzą w twarz z profesorem i nawet jak człowiek w nerwach palnął jakąś głupotę, to miał szansę z niej wybrnąć. A na teście? Walniesz 3 złe odpowiedzi i wypad, nieuku.

…no i dlatego w szkołach fińskich w niższych klasach podstawówki nie ma nawet w ogóle ocen. Słusznie.

A teraz pomyślcie. Na co komu (poza nielicznymi wyjątkami) w realnym życiu umiejętność trzaskania testów potrójnego wyboru na czas? W ilu pracach jest to wymagane?
Czy testy mierza wiedze, zdolnosc kojarzenia faktow, krytyczne myslenie? A moze mierza tylko stopien tresury?

Napisane przez: futrzak | 22 stycznia 2020

Nienawisc do ludzi biednych…

O aferze reprywatyzacyjnej w Warszawie pewnie każdy juz słyszał, prawda?
To bezprawie to jeden koniec kija, koniec gdzie krewni i znajomi krolika obławiaja się na publicznej własności i gdzie wyroki owszem, zapadają, ale tylko wobec whistleblowerów.

Drugi koniec kija to niszczenie biednych ludzi, za którymi co prawda stoi prawo, ale urzędnicy miejscy uważają inaczej.
W praktyce wygląda to tak:

W Warszawie, na Pradze Południe doszło do kuriozalnej sytuacji – rodzina, której miasto odmawiało wsparcia, stała się teraz przedmiotem ataków i gróźb.

Patryk i Edyta mają dwoje małych dzieci, 5 lat i 7 miesięcy. Patryk pracuje na budowie, Edyta opiekuje się dziewczynkami. Para od lat starała się o wsparcie ze strony dzielnicy i lokal socjalny, który przysługuje im zgodnie z ustawą. Niestety, Wydział Zasobów Lokalowych dzielnicy odmawiał przyznania im osobnego mieszkania – oferowano im mieszkanie wspólnie z rodzicami młodej kobiety, z którymi młodzi nie chcą mieszkać – Edyta wychowała się w alkoholu i przemocy i chce, żeby jej córki mogły żyć bezpiecznie i prawidłowo się rozwijać. Urzędnicy argumentowali też, że Edyta nie jest rzetelną lokatorką – kobieta automatycznie została uznana za dłużniczkę w momencie 18 urodzin, bo wychowywała się w zadłużonym lokalu. Władze dzielnicy nie chcą dać młodej kobiecie ani jej córkom szans na lepszy start.

Zdesperowana para, której nie stać na wynajęcie mieszkania na rynku, zajęła w końcu pustostan, od lat otwartą kawalerkę na Grochowskiej, w której wcześniej czasem ktoś nocował, a czasem po prostu pito tam alkohol. Przy pomocy sąsiadów wstawili zamki, wyczyścili mieszkanie, odmalowali je, napalili w piecu i starają się o umowę najmu. Lokal należy do zasobu miasta – w teorii powinien służyć właśnie takim osobom jak ta rodzina. Administracja budynku najpierw próbowała ich wyrzucić przy pomocy policji, jednak funkcjonariusze lepiej znają prawo niż urzędnicy – wskazali, że do eksmisji potrzebny jest wyrok sądu, a zimą trwa okres ochronny i nie wolno eksmitować nikogo. Potem do Edyty przyszły pracownice OPS i zagroziły jej, że jeśli ona, jej partner i córki nie opuszczą mieszkania, dzielnica złoży wniosek o odebranie im dzieci – mimo że dziewczynki są zadbane i kochane, w domu nie ma przemocy ani alkoholu.

Apeluję do wiceburmistrza dzielnicy odpowiedzialnego za politykę lokalową, Adama Cieciury, żeby przestał angażować służby publiczne i wydawać pieniądze podatników na represje wobec rodziny, która chce tylko normalnie żyć i mieszkać. Państwo jest od tego, żeby pomagać ludziom w trudnej sytuacji, a nie ich straszyć

Cyt. za Maciejem Koniecznym

Napisane przez: futrzak | 18 stycznia 2020

Bajka o dobroczynnosci bogatych

Skoro juz jestesmy w temacie bajek, to tak wyglada:

A teraz jeszcze pytanie do szanownych czytelnikow: jak myslicie, czy ktos, kto wlasnie skonczyl studia na SGH (Warsaw School of Economics) powinien dostac stanowisko „Technnical Project Manager” w duzym europejskim telekomie? Tak z biegu, zaraz po dostaniu magisterki? Myslicie, ze to normalne, zeby osoba co ma tytul MBA byla zaraz po dyplomie osoba zarzadzajaca kwestiami technicznymi projektow w telekomie?

Napisane przez: futrzak | 13 stycznia 2020

Bajka o aktywnym wypoczynku

Kiedyś zastanawiałam się, jak to jest, że WASPy w USA wybierają aktywny wypoczynek, a jak spojrzeć na populację Latynosów, to najczęsciej weekend spędzają w parku na pikniku z rodziną, na rodzinnych imprezach w ogródku, albo cała rodziną na plaży – przy czym dzieci bawią się w piasku czy wodzie, a starsi polegują na kocykach.

Moda na zdrowie do nich nie dotarła?
Nie, nie dlatego.
Spróbujcie sobie zasuwać 12 godzin dziennie przy zbiorze owoców na przykład, albo zmywać gary, albo kelnerować, albo zasuwać fizycznie na budowie i tak razy pięc dni w tygodniu, albo i więcej. To jest ciężka, fizyczna praca.
Inteligencik, co siedzi na tyłku za komputerem przez 5 dni może sobie pozwolić na oćwiczenie mięśni na rowerku czy bieganiu czy hike czy co tam – ostatecznie nawet jak będzie mial potężne zakwasy w poniedziałek, to i tak siedzi i nic specjalnie nie będzie tymi mięsniami robił.

Ci, co przez tydzień zasuwają fizycznie w weekend po prostu odpoczywają. Odsypiają. Usiłują sie zregenerować, pobyć nieco z rodziną.
Nie, to nie lenistwo i olewanie zdrowotnych wskazań lekarzy. To życie, które dla nich jest gówniane. I z tej perspektywy należy ich oceniać, a nie z własnej.

Jeśli komuś się wydaje, że przesadzam, to niech pojdzie popracować na plantację truskawek czy sałaty 12 godzin, przez 5 dni w tygodniu – potem porozmawiamy, czy ma ochotę iść na kilkugodzinny hike w ramach wypoczynku w sobotę….

Napisane przez: futrzak | 9 stycznia 2020

Pożary w Australii

Co się dzieje, to chyba każdy już zauważył.
Pożary w Australii co prawda były od zawsze, ale nie w takiej skali i nie az tak dlugo. W tym roku przybrały rozmiary apokalipsy.
Rząd australijski rżnie głupa i udaje, że nie ma to nic a nic wspólnego z katastrofą klimatyczną.

Tymczasem….

But Sarah Perkins-Kirkpatrick at the University of New South Wales says there is no doubt that climate change is a driving factor. “We can certainly say it has contributed to the length and severity of this fire season,” she says. In 2008, a report commissioned by the Australian government predicted that from about 2020, global warming would cause Australia’s fire seasons to start earlier, end later and be more intense. “We knew this was going to happen,” says Perkins-Kirkpatrick.

Czyli: rząd Australii w 2008 roku zamówił specjalny raport na ten temat. Konkluzja była następująca: ok. 2020 roku ocieplanie się klimatu spowoduje znacznie dłuższy i intensywniejszy sezon pożarów.
Przez 12 lat rządy Australii nie zrobiły absolutnie nic, poza okłamywaniem ludzi i udawaniem, że wszystko jest ok. Zero przygotowań, kompletne zero. Obecny premier, Scott Morrison, też rżnie głupa: odmawia jakichkolwiek działań w celu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, bo to mogłoby „źle wpłynąć na ekonomię kraju”. Dodajmy, ze Australia jest czwartym producentem węgla kamiennego na świecie, a 93% energii zużywanej przez kraj pochodzi ze spalania paliw kopalnych.

Ciekawe, kiedy Australijczycy się obudzą z letargu i wywalą na zbity łeb obecnych polityków i oligarchów, z Murdochem na czele. Ciekawe, ile jeszcze kraju musi spłonąć doszczętnie, żeby zrozumieli, że są pierwsi w kolejce do zamienienia się w popół, podobnie jak miliony zwierząt, co już zginęły w pożarach? Ciekawe który kraj rzuci się przyjmować miliony uchodzćów klimatycznych z Australii?

zrodlo

Napisane przez: futrzak | 6 stycznia 2020

Sezon!

więc na plaży w El Pinar pojawili się plażowicze. Z wieczora wygląda to tak:

Knajpa plażowa, która była w budowie jakiś miesiąc temu, została skonczona i teraz wygląda tak:

Podają tam Koronę oraz, o dziwo! Piwa artesanalales, można też zjeść przekąski typu empanada, hot-dog, kawałki pizzy. Ceny oczywiście wyższe niż w sklepie, ale nie, że o sto procent czy podobnie.

Napisane przez: futrzak | 3 stycznia 2020

Nocny gość

No to juz mam światłowodzik do Internetu dzialajacy.
Pan i pani z Antela przyjechali raniutko o 9, okazalo sie, ze swiatlowod w chalupie juz byl, ale bez sygnalu. Zdjeli drabine z samochodu, pogrzebali cos przy slupie przy ulicy, naprawili i voila! Szerokopasmowy Internet w chalupie 500 metrow od oceanu, w srodku sosnowego lasku jest.
Dodam zlosliwie, ze mieszkajac przez kilkanascie lat w Dolinie Krzemowej nigdy nie mialam swiatlowodu do domu – mialam do wyboru Comcast i Comcast. Ktory ma koszmarny serwis oraz albo sie bierze caly pakiet (Internet, telefon, kablowka) za X dularkow, albo nic.

No ale ja nie o tym chcialam.
O nocnym gosciu chcialam napisac.
Kolo polnocy, Chlop juz spal, ja podsypialam i nagle slysze brzdęk w kuchni! Oczywiscie hyc na rowne nogi, no bo co to moze byc? WLAMYWACZ na pewno!!!
Zerwalam sie i biegne do kuchni zestrachana. Cos tam szura i widze przesuwajacy sie cien, ktory zapiernicza po blacie, potrącił deske do krojenia, przestraszył sie i uciekl przez krate.
Wygladal troche jak szczur, ale wielkosci sporego kota.
Nagle olsnienie – przeciez to tutejszy opos! O, takiezyja w Urugwaju.

Zamknelam okno i drzwi i poszlismy spac.
Sledztwo rano wykazalo, ze sami sobie byliśmy winni. Chlop zostawil na zewnatrz na stoliku (przy ktorym jadamy) talerz po kotletach. Opos wskoczył zwabiony zapachem najpiew na krzesełko, potem na stolik, wylizał talerz, przewrocil go (o dziwo nie stlukł), pozniej wlazł prez okno do kuchni – zaraz ponizej okna jest blat – tam znalazł stojaca patelnie, wylizał ja i niuchał dalej po blacie, kiedy mu przerwalam, więc uciekł.

Mamy nauczke, zeby nie zostawiac zadnych brudnych naczyń na noc no i zamykać okno od kuchni.

W Kalifornii też żyją oposy, ale inne, raczej do domów się nie pchają, za to miewałam wizyty szopów praczy (tymi swoimi łapeczkami wszystko potrafią otworzyć i wybebeszyć) – a podczas wycieczek w góry Sierra trzeba się było nieźle zabezpieczać przed niedźwiedziami…oposy z tego wszystkie są najmniej inwazyjne :)

Older Posts »

Kategorie