Posted by: futrzak | 25 March 2021

Slużba zdrowia w Mazowieckim padła

Tak to wygląda oczami ratowników medycznych:


Responses

  1. Służba zdrowia padła?
    Służba zdrowia w Polsce jest w stanie permanentnego kryzysu i upadku od dziesięcioleci, w zasadzie od kiedy pamiętam, pamiętam już cztery dekady służby zdrowia. Pandemia obnaża jedynie to, co oczywiste.
    Służba zdrowia w Polsce nie jest żadną “służbą”. Jest hybrydą postsocjalistycznego, do cna skorumpowanego kołchozu opartego na stosunkach przypominających feudalizm w jego rozkwicie i neoliberalnego “sektora usług medycznych” gdzie robi się to, co się opłaca, a opłaca się robić to, z czego są natychmiastowe pieniądze.
    A tu nagle okazało się, że wyposażenie straży pożarnej, które od biedy pozwalało udawać, że straż mamy, nie jest wystarczające bo wybuchł pożar. Coś takiego, kto by się spodziewał.

  2. Telemachu, jednak w służbie zdrowia za poprzedniego ustroju (albo sprzed reformy), pomimo koszmarnej biedy i braków, była jakaś, na poziomie organizacyjnym (!), wola leczenia ludzi.

    Jak się szło do laryngologa z np. zatokami, to zajrzał też do uszu, bo to jego robota i jego działka. W obecnym pięknym ustroju, po wszystkich tych wspaniałych reformach, jak mi matkę po wypadku odesłali z SORu, to się okazało, że jak wpisali w pośpiechu tylko złamaną nogę, to ręki ortopeda palcem nie tknie. Nie tylko mu wolno – ale też _nie_wolno_ mu zająć się też ręką.

    No i za PRLu szpitale miały tak chyba 1/3 ilości świetnie opłacanych etatów biurkowo-administracyjno-menedżerskich co teraz.

  3. @telemach:

    Ale ja o tym wszystkim wiem.
    BTW: i nie o wysposazenie chodzi, ale o braki lekarzy, pielegniarek i personelu pomocniczego.

    Gdybys zapomnial, to jakis rok temu pisalam, ze pandemia covid, o ile nie zostana podjęte radykalne srodki, tak wlasnie sie skonczy w Polsce. Zwalem sluzby zdrowia i tym, ze ludzie beda umierac w domach, bo nie przyjedzie karetka i nie bedzie miejsca w szpitalu.

    Wysmiales mnie wtedy, ze straszę, przytaczales jakies deklaracje z Barrington, ktore mialy rzekomo udowadniac, ze nie nalezy sie przejmowac pandemia i tak dalej.

    Dziś w Polsce jest trzecia fala i sytuacja jak wyzej.

    To są twoje słowa:

    Pandemie są potrzebne, podobnie jak potrzebne są pożary dżungli na Madagaskarze. Na przełomie lat 70 i 80 pojechali na Madagaskar jacyś głupiomądrzy ekolodzy i rozpoczęli po powrocie do Europy zbiórkę funduszy na ratowanie lasów pierwotnych na Madagaskarze przed pożarami, które jak wiadomo (ekologowi z brakami w wykształceniu) prowadzą do zagłady biotopu i trzeba go przed nimi chronić. Prawie im się udało bezpowrotnie zniszczyć unikalną florę, która potrzebuje pożarów aby się móc rozmnażać.

    Swiat jest bardziej skomplikowany niż nam się zdaje. Prawie wszystko jest do czegoś potrzebne. A rolą medycyny nie jest gwarantowanie ludziom nieśmiertelności. Lekarzy się uczy aby przynajmniej nie szkodzili. A i tak naderczęsto szkodzą.

    Ba. Dalej w komentarzach pod tym wpisem sugerowales, ze popadlam “w psychoze” bo kupilam narracje mediow o “gorach trupów na ulicy”.

    No fakt, w Polsce nie umieraja na ulicy, tylko w domach albo karetkach stojacych godzinami pod SORem.
    A wtedy juz wiadomo bylo, co sie wydarzylo we Wloszech, NYC, Ekwadorze.

    Poczytaj sobie swoje wlasne komentarze pod tym wpisem https://futrzak.wordpress.com/2020/05/12/koniec-epidemii-w-polsce-juz-bliski/

    Mam nadzieje, ze stac cie bedzie przyznac, ze się myliłeś?

    Bo wiesz, to wlasnie dokladnie przez taka argumentacje, jaka tam zaprezentowales, miliony ludzi w Polsce olały podstawowe srodki bezpieczenstwa, olaly kwarantanny, do tego dolozyl sie rząd nie potrafiący w ogole zarządzac pandemia, wykonujacy ruchy pod publiczke i dltego w Polsce jest, co jest.

    Ja wtedy nie straszylam – powtarzalam tylko to, co mowili epidemiolodzy. Oni przewidzieli obecna sytuacje w Polsce i zawal healthcare – w krajach, ktore nie podejma odpowiednich srodkow. What a surprise!

    Widocznie jednak to, co oni mowili nie przekonalo nawet ludzi, ktorzy byli wykladowcami akademickmi na uczelni medycznej, jak Ty.
    Trzeba dopiero faktycznie armageddonu, zeby przelamac uprzedzenia poznawcze, i to jest smutne fchuj.

    Dzisiaj naukowcy już wiedzą, że sars-cov-2 zmutowal i rozne warianty juz sie rozprzestrzenily po calym swiecie. I ze przynajmniej kilka z tych mutacji
    jest zarówno bardziej zaraźliwymi jak i rezultatem jest większa smiertelnosc – i to w mlodszych grupach wiekowych (30-50).

    Oddzialy OIOM w Brazylii (Sao Paulo zwlaszcza) są zawalone ludzmi w wieku 30-50 lat lezacym pod respiratorami. To są twarde dane.

    I znowu przypomne, jak zepsuta kataryna: naukowcy ostrzegali, ze wirus zmutuje (duuh!) i ze ktores z tych mutacji moga sie okazac i bardziej zarazliwe i bardziej smiertelne. To tylko kwestia czasu i rozprzestrzenienia się wirusa na odpowiednio duzej liczbie populacji ludzkiej.
    No ale po co sluchac naukowcow, lepiej bredzic o zarazeniu calej populacji i wyrabianiu w ten sposob “odpornosci stadnej” :(

    Naukowcy rowniez mowili, ze jednym z najgorszych rozsadnikow wirusa sa szkoly. A w Polsce otworzono je we wrzesniu, bez zadnych tam rezimow sanitarnych, no po co, przeciez nie ma na to pieniedzy.

    No to umieraja Polacy i jeszcze będą umierać, dlugo.

  4. @Andrzej B:
    zgoda, ale to były inne czasy. Inne oczekiwania ze strony pacjentów, inne wymagania ze strony rodzin, inny sposób pojmowania choroby jako zdarzenia losowego (człowiek miał prawo być nieuleczalnie chory i zjawisko to znajdowało się w obrębie normatywu społecznego). Przede wszystkim jednak, ze względu na brak nachalnego marketingu, była odmienna percepcja służby zdrowia. Nikt od niej nie oczekiwał “Wszystkiego i za wszelką cenę”. Nikt nie wpadał na pomysł aby “walczyć”, służba zdrowia była od tego, aby pomóc w ramach posiadanych możliwości złagodzić cierpienie chorego, ajeśli było to możliwe, to i wyleczyć.
    Główną zmianą, oprócz zmiany percepcji u odbiorców świadczeń, był jednak stopień zaawansowania diagnostycznego i terapeutycznego. Z czym są związane koszta nieprzekładalne na odbiorcę. Rozwój intensywnej terapii sprawił np. że wiezie się konającego 80-latka na OIOM aby podłączyć go do respiratora i (z 99% pewnością) przedłużyć jego agonię o kilka lub kilkanaście dni. Sędziwi i schorowani ludzie mieli prawo odejść, bez tego że otoczenie wywierało na medycynę nacisk, aby walczyć do (nieuniknionego) końca. Jeszcze 30 lat temu, gdy 80-latek dostał zapalenia płuc, to lekarz radził posłać po księdza. 30 lat temu nie przeszczepiano szpiku kostnego w białaczkach, nie przeszczepiano serc ani wątrób, nie dawało się nadziei na sukces eksperymentalnej terapii za miliony. Nie pakowało się chorego z prostym złamaniem pod niewyobrażalnie drogi rezonans magnetyczny bo zwykły rentgen za grosze wystarczył aby je nastawić. A przede wszystkim nie odkryto jeszcze możliwości zarabiania na strachu zdrowych, którym można – przy odpowiednim przedefiniowaniu parametrów – wytłumaczyć, że wymagają prewencyjnego stosowania lekarstw (jak to jest powszechną praktyką w przypadku powszechnych schorzeń metabolicznych.
    Wniosek: porównujemy coś, co z wielu względów jest nieporąwnywalne i co związane jest z zupełnie odmiennymi nnakładami i kosztami. Ponieważ jednak prawie każdy chce być za wszelką cenę nieśmiertelny i bezpieczny i poniewał zapanował powszechny konsensus, że trzeba robić wszystko co możliwe, aby tylko przedłużyć życie rozmiane jako elementare funkcje fizjologiczne, to ja raczej nie widzę wyjścia z tego dylematu.

  5. @futrzak: w moich słowach niczego bym nie zmienił. Nadal tak uważam i sądzę, że gdyby była jakaś przestrzeń na dyskusję (przy czym przez dyskusję niekoniecznie rozumiem emocjonalną krucjatę w obronie wykreowanych medialnie dogmatów) to byłbym w stanie obronić moje stanowisko.
    Proszę jednak o jedno: nie obwiniaj mie o to, że “przez takich ludzi jak ja” służba zdrowia w Polsce padła. Coś, co praktycznie jako służba zdrowia nie istniało nie mogło paść, bo nie stało. Kwestia elementarnej logiki.
    Ponadto, proszę nie pisz:
    “Dzisiaj naukowcy już wiedzą, że sars-cov-2 zmutowal i rozne warianty juz sie rozprzestrzenily po calym swiecie ”
    To zdanie wychodzi z błędnego założenia, że przedtem nie wiedzieli. Wiedzieli. Każdy, kto choćby skończył dwa semestry chorób zakaźnych wiedział. Bo wszystkie wirusy nieustannie mutują. To jest immanentna część ich ewolucji, każdy wirus jest również wynikiem mutacji. Nie ma żadnych strasznych “mutantów”, są mutujące permanentnie wirusy, jedne mutacje są dla nas groźniejsze, inne mniej groźne. Każdy wirus o działaniu potencjalnie patogennym ma ewolucyjnie większe szanse przeżycia i rozwoju jeśli mutacja jest dla “ofiary” mniej szkodliwa. Dlatego wszelkie zarazy rozwijają się (w wymiarze czasowym) w stronę coraz łagodniejszego przebiegu i komensalizmu. Jest to warunek (ewolucyjnie) konieczny do endemicznego występowania i wytworzenia równowagi pomiędzy dwoma populacjami: gospodarzy wirusów i wirusów. To jest proszę Pani elementarna biologia.
    Nawiasem: czy zdajesz sobie sprawę z tego, że 10-12% ludzkiego (a zatem również Twojego) DNA to wirusowe DNA, które umożliwiło naszą ewolucję? Jesteś genetycznie w 12% wirusem. Nie traktuj go zatem jako swojego śmiertelnego wroga.

    Acha, jeśl chodzi o deklarację z Great Barrington” to również nie zmieniłem zdania. Mogę obszerniej uzasadnić, jeśli Cię to interesuje. W co jednak jakoś wątpię
    I jestem – jako jeden z jej ko-sygnatariuszy w całkiem niezłym towarzystwie 15 tysięcy naukowców i 43 tysięcy lekarzy praktyków. Wszystkich, w międzyczasie zweryfikowanych i znanych z imienia i nazwiska. Sporo tych heretyków, nieprawdaż?

  6. @telemach:

    Coś, co praktycznie jako służba zdrowia nie istniało nie mogło paść, bo nie stało. Kwestia elementarnej logiki

    Logika nie ma tu nic do rzeczy.
    Przez “sluzba zdrowia padla” w zacytowanym wpisie ratownicy medyczni rozumieja sytuacje, w ktorej:
    ludzie chorzy umieraja w domach lub czekajac na karetke lub umieraja w karetce oczekujacej pod szpitalem na przyjecie pacjenta.
    Bo szpitale sa kompletnie przepelnione i nie maja miejsc ani personelu, zeby przyjmowac i zajac sie narastajaca lawinowo liczba chorych.

    To jest dosc jasne i jak narazie wsrod innych komentujacych tylko ty masz z tym jakies kolosalne problemy.

    Takiej sytuacji w Polsce od lat 70-tych zeszlego wieku az do 2019 roku nie bylo.
    Ile bys nie zrobil semantycznych fikolkow teraz, faktow to nie zmieni.


    “Dzisiaj naukowcy już wiedzą, że sars-cov-2 zmutowal i rozne warianty juz sie rozprzestrzenily po calym swiecie ”
    To zdanie wychodzi z błędnego założenia, że przedtem nie wiedzieli. Wiedzieli. Każdy, kto choćby skończył dwa semestry chorób zakaźnych wiedział

    Widzisz roznice miedzy znaczeniem slowa “PRZEWIDYWALI” a “WIEDZA”?
    Jesli nie widzisz, to przypomne:

    Naukowcy PRZEWIDUJA, ze cos sie zdarzy, na podstawie dotychczas posiadanej wiedzy. Naukowcy rok temu PRZEWIDYWALI.

    Nakowcy mowia, ze WIEDZA, kiedy maja twarde dane potwierdzajace ich teze.
    Dzisiaj naukowcy WIEDZA, ze sa rozne warianty wirusa, niektore z nich sa zarowno bardziej wirulentne jak i skutkuja wieksza smiertelnoscia. I maja na potwierdzenie tegoz KONKRETNE DANE.

    Nawiasem: czy zdajesz sobie sprawę z tego, że 10-12% ludzkiego (a zatem również Twojego) DNA to wirusowe DNA, które umożliwiło naszą ewolucję?

    Tak, zdaje sobie z tego sprawe.
    O czym jeszcze bedziesz mnie pouczal, zeby pocwiczyc swoja pseudoerudycje i wcisnac zdania majace sie nijak do tej dyskusji? Zdania typu “Jesteś genetycznie w 12% wirusem. Nie traktuj go zatem jako swojego śmiertelnego wroga.”?

    Mozesz skonczyc z sugestiami typu, ze ja tu kogos traktuje jako “smiertelnego wroga” czy to ponad twoje sily i nie mozesz przestac pouczac mnie jak małe dziecko?

    I jestem – jako jeden z jej ko-sygnatariuszy w całkiem niezłym towarzystwie 15 tysięcy naukowców i 43 tysięcy lekarzy praktyków. Wszystkich, w międzyczasie zweryfikowanych i znanych z imienia i nazwiska. Sporo tych heretyków, nieprawdaż?

    Gdybys nie zauwazyl to przypomne: w nauce nie ma zadnych “heretykow”. Heretycy wystepuja na gruncie wiary.
    W science sa hipotezy, obserwacje, teorie i potwierdzone (badz nie) hipotezy potwierdzone poprze obserwacje i eksperymenty.
    Powolywanie sie na to, w jakimze to “niezlym towarzystwie” sie znalazles, to jest argumentum ad authoritatum. Czysta demagogia i nic wiecej.
    Demagogii tutaj uprawiac nie będziemy.

  7. Przyjmuję do wiadomości. Obawiam się jednak, że będziemy musieli podpisać protokół rozbieżności. Innego wyjścia, przy tak rozbieżnych stanowiskach, nie dostrzegam. Mamy diametralnie różne wyobrażenia dotyczące tej zarazy i tego w jaki sposób można się (i w jaki trzeba się) z nią uporać. Każde z nas uważa swój punkt widzenia za bardziej racjonalny. Bywa. Czas pokaże jak będziemy patrzeć na ten ponury fragment dziejów. Póki co, ja pozostanę przy tym, że racjonalna strategia przedstawiona jest tutaj:
    https://gbdeclaration.org/focused-protection/

    Jeśli odniosłaś wrażenie, że chcę Cię pouczać, to przepraszam. Nie było to moim zamiarem. Nie odczuwam też takiej potrzeby. Ja naprawdę nie muszę mieć racji. Co nie znaczy, że muszę zrezygnować z mojej wiedzy fachowej i moich poglądów bo nie pokrywają się z dominującą narracją, która w oczach wiielu nabrała wartości dogmatu.

    Całkowicie zgadzam się z poglądem, że heretycy występują na gruncie wiary. W przypadku pandemii mamy często do czynienia z wyznaniem covidowym. Wyznawcy traktują tych, którzy odważą się odstąpić od dogmatu lub poddać go w wątpliwość jak wierzący zwykli traktować heretyków.

    Natomiast zdanie, że naukowcy nie wiedzieli lecz przewidwali wystópienie mutacji jest – sorry – nadal pozbawione sensu. Klasyczny SARS- COVID-2 jest mutacją. Mutacja to nie hipoteza, którą można przeidywać, to biologiczna prawidłowość, tysiąckrotnie udowodniony pewnik. Liczba opisanych dalszych mutacji tego wirusa dawno przekroczyła już 12 tysięcy. Tak, że sorry, ale się nie zgodzę. Podobnie jak nie zgodzę się z tym, żże w Polsce szpitale są przepełnione. Przepełnione są oddziały covidowe. Szpitale natomiast pełne są w niespełna 25% i straszy w nich echo. Wiem o czym mówię, bo w przeciwieństwie do Ciebie byłem dzisiaj w polskim szpitalu.

    Dużo zdrowia, pogody ducha i spokoju.

  8. @Telemach
    Tak, podejście się zmieniło, ale we wszystkim. Spójrz na reakcje ludzi na niesamowicie łagodne w Polsce obostrzenia covidowe – tak samo ludzie reagują na jakiekolwiek pomysły obostrzeń dla wspólnego dobra i wspólnej korzyści (śmiecie, CO2, transport, edukacja…).
    Inne czasy, ale teraz też nikt nie wymaga cudów (podałem przykład oczekiwania czegoś, co cudem nie było, tylko raczej normalnością). Masz trochę racji, ale w argumentach rozmieniasz ją na drobne.

    ” Jeszcze 30 lat temu, gdy 80-latek dostał zapalenia płuc, to lekarz radził posłać po księdza” to gruba przesada. Tak się składa, że ok. 30 lat temu w moim otoczeniu rodzinnym było wielu 80-90 latków, i nawet na zadupiu nikt nie stawiał na nich krzyżyka z powodu zapalenia płuc. Przypominam, że 30 lat temu był rok 1991 (a nie np. 1961).
    Podobnie grubą przesadą jest MRI przy złamaniu (pierwsze słyszę), jak też jego rzekomo kosmiczna cena. (Można komercyjnie zrobić MRI za ok. 300-400zł; hurtem pewnie taniej).

    Prawda, że jest wiele problemów. Ogromne pieniądze (i wysiłek organizacyjny) przesunięto z profilaktyki/prewencji u dzieci na coś, co można złośliwie i umownie nazwać leczeniem bogatych starców. I to jest kwestia woli/organizacji, nie kosztów (zawsze taniej zapobiegać, niż leczyć).

    “służba zdrowia była od tego, aby pomóc w ramach posiadanych możliwości złagodzić cierpienie chorego (…)”
    – I właśnie to by się przydało. Bo gdzieś zniknęło. Są procedury, normy, wytyczne, prawa pacjenta (choć tylko na niby), nowoczesny sprzęt i wszystkie jednorazowe wihajstry, ale właśnie to zniknęło. Możesz narzekać na “postsocjalistyczną” służbę zdrowia, ale problem tkwi w “post-“, nie w “-socjalistyczną, Bo wymyślono, że służba zdrowia nie ma łagodzić/leczyć, tylko przynosić zyski (managerii, ordynatorom, właścicielom, dostawcom). I teraz takie myślenie zamaszyście kopnęło nas wszystkich w tyłek.

  9. @Andrzej B.

    sądzę, że zasadniczo się zgadzamy. Różnice wynikają z percepcji uwarunkowanej punktem siedzenia. Od czterdziestu lat nie byłem w Polsce pacjentem, nie mam w związku z tym bezpośrednich doświadczeń związanych z byciem nim. Pozycję, w czasie gdy pomieszkuję w Polsce, mam nader uprzywilejowaną, dzwonię zazwyczaj do kogoś z przyjaciół lub kolegów ze studiów i mówię co potrzebuję i dla kogo, pytając przy tym jak to zrobić. I zazwyczaj to funkcjonuje. Koledzy mają dużo wyrozumiałości dla kogoś tak mało obeznanego w polskich realiach “załatwiania” jak ja. Jest to pozycja niezasłużenie uprzywilejowana, ale co zrobić. Ma to wpływ na moją optykę, bo nie znalazłem się sam w pozycji zmuszonego do upokarzania się w ramach podłego systemu. Wszystko co wiem o tym jak czuje się pacjent, wiem z obserwacji, opowiadań znajomych i rodziny. Natomiast mogę – głównie ze względu na kontakty zawodowe – ocenić sposób funkcjonowania sektora usług medycznych w Polsce zwanego czasem jeszcze mylnie służbą zdrowia.
    Jestem w tej chwili w Polsce, kolega kieruje szpitalem powiatowym, wpadam tam od czasu do czasu aby pomóc. Ostatnie kilka dni spędziłem jako “lekarz szczepionkowy” – dotychczasowe przepisy wymagają obecności lekarza, choć nic z tego tk n prwdę nie wynika. Ci, którzy pracują “przy covidzie” padją na pysk. Reszta szpitala jest praktycznie pusta. Szpital zmierza w stronę finansowej katastrofy, zresztą katastrofa zdrowotna też będzie nieunikniona. Nie ma ani prewencji i profilaktyki, ani rutynowych zabiegów, ani planowych operacji. Na izbę przyjęć nie zgłaszają się pacjenci, jedni ze strachu, inni z rezygnacji. Nie oznacza to że ludzie przestali chorować. Gdy 60 latek przed ponad rokiem kaszlał uporczywie to szedł do lekarza. Teraz hoduje sobie raka oskrzeli do stadium nieoperacyjnego. Kobieta z wyczuwalnym palpacyjnie guzem piersi puka się w głowę gdy jej się powie, że ma sobie zrobić mamografię. Nie zrobi, bo po pierwsze ten co robi jest odkomenderowany do szpitala jednoimiennego, a po drugie boi się kontaktów z siedliskiem zarazy. Pacjent, któremu drętwieje ręka i pół twarzy – dito. Po paru tygodniach zapewne będzie jego pogrzeb, bo udary tak mają.
    Potem nadejdą mędrki od statystyk i wykażą jakią nadśmiertelność mamy. Lekarze są w większości sfrustrowani i przerażeni ślepotą polityków, którzy nie rozumieją, że właśnie pod pozorem “walki” z pandemią grzebie się w polsce resztki systemu.

    A RMI w przypadku prostego złamania? Rutyna nawet w przypadku zwykłego podejrzenia, tyle że nie w Polsce jeszcze. Ale wierz mi, gdy będą wystarczające moce przerobowe i aparatura będzie musiała się zamortyzować – to będzie tak i w Polsce.

    Smutny obraz skorumpowanego systemu w którym działają zdezorientowane jednostki. Głównie ze względu na mentalność, niestety również lekarzy.
    Nawiasem, gdy zgłosiłem się aby pomóc, problemem była administracja, procedury nie przewidują bezinteresownej pomocy jeśli ktoś w Polsce położy na stole dyplom i zapyta co ma robić. Usłyszałem, że etaty są zablokowane. A gdy powiedziałem, że nie jestem zainteresowany trwałym stosunkiem pracy i wynagrodzeniem, to resztę dnia grupa dobrych i życzliwych ludzi spędziła na kombinowaniu jak to ukryć.

  10. @telemach:

    Potem nadejdą mędrki od statystyk i wykażą jakią nadśmiertelność mamy. Lekarze są w większości sfrustrowani i przerażeni ślepotą polityków, którzy nie rozumieją, że właśnie pod pozorem “walki” z pandemią grzebie się w polsce resztki systemu.

    To co proponujesz robic? Ignorowac pacjentow, ktorzy maja objawy covid i w ogole sie nimi nie zajmowac, nie wysylac do nich karetek, nie przyjmowac w szpitalach – albo bez pomocy jakos przezyja w domu, albo umra, no trudno?
    Bo sytuacja na dziś jest taka, że nie ma wystarczajacej ilosci personelu do obsluzenia WSZYSTKICH PACJENTOW WYMAGAJACYCH POMOCY.

  11. Co proponuję robić? Teraz?
    Bardzo trudne pytanie.
    Rok temu można było zrobić to:
    https://gbdeclaration.org/focused-protection/
    Z jakim skutkiem, nie wiem. Głosy, że wszystkim wymagającym specjalnej ochrony nie byliśmy i nie jesteśmy w stanie jej zapewnić, są słyszalne do dzisiaj, trudno odmówić im słuszności. Z drugiej strony okazało się jednak, że tak czy inaczej nie potrafiliśmy. Może jednak należało spróbować. Z takim samym skutkiem jak w poprzednich pandemiach, które same wytraciły impet? Zamiast tego zdecydowano się na nigdy dotąd w historii epidemiologii stosowany cyrk pt. lockdown-luzowanie-lockdown-luzowanie itd. jak również segregaję chorych (a są ich przecież miliony) na dwie kategorie: tych z pozytywnym testem (czyli niekoniecznie chorych w powszechnie rozumianym sensie) i 95% wszystkich innych, tych którzy mogą sobie ze swoim udarem, zawałem lub nowotworem, poczekać. Weszliśmy w cykl niekończących się lockodownów bo jest na to przyzwolenie przestraszonego ogółu. Jak widać, nie wykorzystaliśmyprzez to szansy szansy na w miarę kontrolowany przebieg pandemii i uzyskanie odporności populacyjnej u tych wszystkich, dla których zagrożenie jest względnie małe. Postanowiono chronić wszystkich (czyli również tych, którym groziło statystycznie mało prawdopodobne niebezpieczeństwo) kosztem tych, którzy zapłacą najwyższą cenę. Boli mnie to.
    Obecnie, gdy rozpoczęły się szczepienia (nie gwarantujące ani odporności, ani zapobieżenia transmisji, a jedynie statystycznie istotny, łagodniejszy przebieg i mnejsze ryzyko zgonu u zaszczepionych, a i to nie wiadomo na jak długo) sytuacja uległa diametralnej zmianie i ilość możliwych opcji radykalnie się zmniejszyła. Wirus przestał być epidemiczny, stał się endemiczny. Pożaru nie udało się zgasić i zaprzepaszczono szansę aby sam się wypalił.
    Jednak wróćmy do Twojego pytania.

    Przede wszytskim nie ma jak się wydaje jednej, uniwersalnej metody optymalnej dla wszystkich społeczności niezależnie od stopnia ich zamożności i posiadanej infrastruktury. W przypadku tzw. państw zachodnich sądzę, że powinniśmy (w powszechnej percepcji) spróbować postawić sytuację z powrotem z głowy na nogi. Przestać liczyć “cases” i zacząć wreszcie liczyć chorych ze szczególnym uwzględnieniem wymagających intensywnej opieki. Wyczyścić statystyki zgonów ze zgonów “z wirusem”. Sprowadzić niebezpieczeństwo do rzeczywistych wymiarów, a nie straszyć 20-latka, którego szanse na zejście śmiertelne są mniejsze od szansy zginięcia w wypadku samochodowym obrazami umierających pod respiratorem. Reszta jak dotąd. W przypadku społeczności z trwającym od lat kolapsem niedorozwiniętej służby zdrowia (wbrew powszechnemu mniemaniu również Francja i Włochy do takich należą) priorytetem winno być szybkie rozdzielenie służby zdrowia na dwa równoległe systemy (epidemiczny i nieepidemiczny) z nieodzowną izolacją najbardziej zagrożonych aby doczekali swojej kolejki w szczepieniach. Jeszcze inaczej przedstawia się sytuacja w krajach rozwijających się. Wczoraj zadzwoniłem do Erica Palmera kierującego szpitalem w Kumasi (Ghana). Gdy zapytałem go o sytuację związaną z rozwojem pandemii w tym regionie zaśmiał się gorzko i powiedział abym mu nie zawracał głowy duperelami. Na wyimaginowane schorzenia zamożnych neurotyków to on nie ma czasu, bo problemem są prawdziwe choroby na które umiera się z o wiele większym prawdopodobieństwem: malaria, żółta febra, polio, schistomatoza dur brzuszny i cholera. Co trzecie dziecko w Ghanie (z całkiem nieźle działającą służbą zdrowia) ma malarię, co dziesiąte na nią umrze. Co piętnaste ma gruźlicę. A ja mu tu z jakąś koroną wyjeżdżam, na którą zmarło w ciągu roku tyle (głównie sędziwych) osób ile dzieci umiera na malarię w ciągu tygodnia. Nawiasem: współfinansowany przez WHO program zwalczania malarii został czasowo zatrzymany,przestali przyjeżdżać lekarze, bo korona i wewogle i nikt nie ma teraz głowy do tego w tej szacownej organizacji. Rozumiem jego gniew i frustrację.

    I jeszcze jeden drobny aspekt: zdanie “Bo sytuacja na dziś jest taka, że nie ma wystarczajacej ilosci personelu do obsluzenia WSZYSTKICH PACJENTOW WYMAGAJACYCH POMOCY.” zawiera ukryte założenie, że kiedykolwiek gdzieć na świecie zaistniała sytuacja, gdy można było pomóc wszystkim wymagającym pomocy. Nie zaistniała. Medycyna polega (niestety) na tym, że pomaga się tym, którym można pomóc w istniejących ramach organizacyjnych i w ramach posiadanych zasobów/środków. A te są zawsze zbyt małe aby pomóc wszystkim. Dlatego w Polsce co roku umierają dziesiątki tysięcy pacjentów, którym teoretycznie można by przeszczepić serce, wątrobę lub nerki. Odchodzą niezliczone ilości pacjentów onkologicznych bo środki nie są wystarczające na wczesne wykrywanie a potem na terapię np. monoklonalnymi przeciwciałami lub cytostatykami podczepionymi do wektorów. Multum odchodzi na białaczkę bo nie ma dawcy szpiku albo najzwyczajniej w świecie mocy przerobowych do transplantacji. Każdego roku żegnamy w Polsce 40 tysięcy ofiar zakażeń śródszpitalnych, prowadzą osoby starsze z pneumokokowym zapaleniem płuc, które trafiły do szpitala z innego powodu a opuszczają go przez kostnicę..
    To są wszystko pacjenci wymagający pomocy, którzy jej z rozmaitych powodów nie otrzymują. Albo otrzymują niewystarczającą i/lub nie na czas. A teraz ich szanse na przeżycie gwałtownie się pomniejszyły podczas gdy ich liczba znacząco wzrosła. Acha, mówimy o setkach tysięcy takich przypadków rocznie. To te 95% o których pisałem uprzednio.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: