Posted by: futrzak | 27 December 2019

Bajka z cyklu: mity neoliberalizmu

Dziś na tapecie: “Pensje CEO i członków zarządu są takie wysokie, bo ponoszą oni ogromne ryzyko”

Wojciech Orliński stwierdza co następuje:
“Odchodzi prezes Boeinga Dennis A. Muilenburg, którego błędne decyzje w sprawie modelu 737 MAX kosztowały kilkaset osób życie. Ta porażka grozi dalszemu istnieniu firmy, straty spowodowały, że pracownicy nie dostaną żadnych premii za 2019. Straty ponoszą też linie lotnicze, które zaufały Boeingowi, w tym nasz narodowy przewoźnik.

Na pożegnanie Muilenberg dostanie ok. 40 milionów dolarów odprawy plus dożywotnie 800 tysięcy dolarów rocznie emerytury. Pamiętajcie o tych liczbach, gdy znowu usłyszycie kłamstwa prezesów i zarządów, że muszą tyle zarabiać, bo “ponoszą ryzyko”.”

Co mi przypomniało historię Dicka Fulda, szefa Lehman Brothers, który swoimi decyzjami przyczynił się do upadku tego banku inwestycyjnego. To z kolei zwiastowało największy kryzys gospodarczy od kilku dekad, w skutek którego miliony osób na świecie straciły pracę, oszczędności życia i domy. Fuld w latach 2000-2007 zarobił ponad pół miliarda dolarów (choć podczas jednego z przesłuchań twierdził, że było to jedynie około 350 milionów), więc choć stracił wiele milionów dolarów (po upadku LB jego pakiet akcji stał się bezwartościowy), to raczej nie pogorszyła mu się jakość życia. Kilka lat temu wrócił po cichu na Wall Street zarządzać funduszem inwestycyjnym zamożnych rodzin.

Orliński pisze, że kłamstwem jest to, że wielkie pieniądze są uzasadnione wielkim ryzykiem. Przebijam: wielkie pieniądze wykupują z niemal każdego ryzyka. Przy pensjach CEOs wielkich firm ludzie nie mają luksusu ponieść konsekwencji swoich działań. Nie to co Wy.

zrodlo


Responses

  1. To jest tak perwersyjne, że nic sensownego nie można napisać.
    Od lat zastanawiam się: po jaki organ komuś drugi miliard?
    I dlaczego poziom egzystencjalnego strachu jest w Bangladeszu niższy niż w Szwajcarii?
    Do niczego sensownego na razie nie zdołałem dojść.

  2. Najważniejsze decyzje, w tym o projekcie 737 MAX podjął poprzedni CEO James McNerney. I chyba też on decydował o katastrofalnym ousourcingu przy Dreamlinerach.
    Oraz ma CV takie, że bym się nie zdziwił jeśli Boeing też ma mnóstwo poukrywanych długów i uprawia bajkopisarstwo w sprawozdaniach.

  3. @telemach:

    Hm…. nie wiem, mogę tylko spekulowac, ale od razu na mysl przychodzi film Wall Street i jedna z kluczowych fraz: “Greed. Greed is good”.
    Ci ludzie są jak smoki, siedzące na kupie złota i klejnotów. Smok sam nie zje, drugiemu nie da, ale czerpie perwersyjną sataysfakcję z faktu, ze góra na której siedzi, ciągle rośnie…

    Co do egzystencjalnego strachu. Bangladesz (jak wiesz) to kraj z przerąbaną historią, a jeszcze gorzej mają od strony klęsk żywiolowych. Bida, poziom analfabetyzmu bardzo wysoki, jednoczesnie to niesamowicie tradycyjne, patriarchalne i religijne spoleczenstwo. Zyja dniem dzisiejszym, godzą sie z losem, ktory zsyla Allah. “Widocznie bóg tak chciał” jest uniwersalna frazą pozwalajaca pogodzic sie ze wszystkim…

    @RE:

    Poprzedni tez dostal cudny złoty spadochron….

  4. Przyznam że traktuję Orlińskiego (po wieloletnim okresie fascynacji) jako publicystę pseudolewicowego.

  5. @gszczepa:

    Nie ma znaczenia – tutaj akurat ma rację.

  6. Tylko pozornie!

  7. Co pozornie?

  8. Tylko pozornie ma rację. Tak naprawdę pod płaszczykiem lewicowości robi krecia robotę pro-kapitalistyczną!

  9. Ale wpis jest o jednym z mitow neoliberalnych “Pensje CEO i członków zarządu są takie wysokie, bo ponoszą oni ogromne ryzyko”.

    Orliński jak i wielu innych – w tym ja – zauwaza, ze jest to tylko mit niczym nie uzasadniony. Nie zgadzasz sie z ta teza?

  10. Problem że to kierowanie ostrza krytyki na CEO który zgarnia groszowe pieniądze z punktu widzenia korporacji jaki całości. Sugeruje, to że problemem jest CEO i jego wynagrodzenie.
    Tymczasem Boeing w latach 2013 do 2019 wydał 60 miliardów dolarów na skup własnych akcji. Czyli transfer kasy do akcjonariuszy. Mówimy tutaj o kwotach trzy rzędy wielkości większych.
    Orliński uprawia tutaj zawracanie głowy, że niby CEO, który miał szczęście wygrać los na loterii i dojść do stanowiska i jego kilkadziesiąt milionów dolarów które udało mu się wyrwać jest szkodnikiem.
    Jest to bardzo szkodliwe bo sugeruje, że system jest OK, tylko CEO za dużo zarabia. W ten sposób konserwuje system pod pozorem lewicowości, co jest typowe dla Orlińskiego.

  11. Tylko ze Orliński nigdzie nie pisał, że stock buybacks są ok.
    Ja nie uwazam, ze stock buybacks są ok, ani ze system jest ok. Całkiem niedawno pisałam notkę na temat, że “wymrzemy na kapitalizm”.

    Dziś była bajka o jednym micie.

  12. Nie pisał też że nie są OK. Pisze że problemem jest że z wyprowadzanych dziesiątków miliardów CEO przytulił kilkadziesiąt milionów (1 promil – wykonując jakąkolwiek pracę przynajmniej i ponosząc jakiekolwiek ryzyko).
    Typowe dla pseudo-lewicowości Orlińskiego rozmemłanie zagadnienia.

  13. @gszczepa:
    Obawiam się, że określając postawę Wojtka Orlińskiego jako pseudo-lewicową wchodzisz na cienki lód bo konkluzja, która się sama natychmiast natarczywie nasuwa jest taka, że w opozycji do pseudo-lewicowej istnieje jakaś zdecydowanie prawdziwa lewicowa postawa i że tę “prawdziwą lewicowość” można jednoznacznie zdefiniować.
    Myślę, że możesz tu napotkać poważne trudności, co sygnalizuje już Twój zarzut niewystarczającego radykalizmu Wojtka O., który co prawda piętnuje i demaskuje prawicowo-konserwatywny mit, ale czyni to zbyt mało radykalnie aby Cię zadowolić, bo fakt piętnowania odwraca uwagę od ważniejszych Twoim zdaniem problemów.

    Obawiam się, że zawsze znajdzie się jakiś “jeszcze poważniejszy” problem pozwalający krytycznie się wypowiedziać o tych, którzy go nie poruszyli i że skończy się to walkami frakcyjnymi pomiędzy zarzucającymi sobie zbyt małą radykalność lewicowcami i tymi, którzy chcieliby za nich uchodzić.
    Już parę razy w historii już tak było.

  14. Istota pseudo-lewicowości Orlińskiego sprowadza się do stosunku do systemu. Przenieśmy to na system niewolnictwa. Pseudo-lewicowiec Orliński będzie zwracał uwagę na niegodziwość nadmiernego bicia niewolnika Toma przez nadzorcę Simona. Autentyczna lewicowa postawa (która jest obca Orlińskiemu) zwraca uwagę na niedopuszczalność posiadania niewolników, nawet jeśli nadzorca jest przemiłym kolesiem który i zagada i kolbę kukurydzy podrzuci. Łatwo zwrócić uwagę, że nie jest tutaj istotne ile zarabia nadzorca Simon, niezależnie od tego czy robi on za miskę ryżu czy dolary w złocie, sam proceder posiadanie niewolników jest zły. Tymczasem poprzez dyskusję czy nadzorca na pewno aż tak dużo lepiej powinien być karmiony niż niewolnicy, Orliński (pochodzenie uprzywilejowane) legitymizuje system. Nadzorca natomiast sam jest ofiarą i częścią systemu. To, że przy okazji zbioru bawełny sam sobie wyrwał belę dla siebie jest zasadniczo korzystne dla upadku systemu. Natomiast dyscyplinowanie przez Orlińskiego nadzorcy jest niekorzystne dla upadku systemu. To nie jest dziwne bo Orliński jako osobnik uprzywilejowany jest tak naprawdę zainteresowany w trwaniu systemu, w którym zajął wygodną pozycję może trochę błazna, a może plebana.

  15. @gszczepa:

    spodobało mi się. Prawie przekonany jestem. Najbardziej spodobało mi się mistrzowskie zastosowanie hiperboli jako środka literackiego w komentarzu.

    Tyle tylko drogi kolego, że moja wątpliwość nie dotyczyła sensu lub bezsensu, a może nawet ukrytego sensu subwersyjnych poczynań Wojciecha O. na polu połowicznej krytyki kapitalizmu, lecz ewentualnej recepcji tych poczynań i mechanizmów, jakie ścigający się ze sobą lewicowy radykalizm może ewentualnie wyzwolić.

    Mam propozycję natury pragmatycznej:
    zgódźmy się może na początek co do jednego: prawdziwa lewicowość jest niedefiniowalna, a jej prawdziwość nie da się wiarygodnie i obiektywnie stopniować: Tym trudniejsze (i skazane na dowolność) jest definiowanie pseudo-lewicowości w opozycji do” prawdziwej” lewicowości.

    Albo mówiąc kolokwialnie; zawsze może przyjść ktoś następny i oskarżyć krytyka o niewystarczającą rewolucyjną czujność (czyli sprzyjanie reakcji).. A po nim znów ktoś następny.

    Nie lepiej i praktyczniej uznać, że na działce, którą akurat (chwilowo) obrabia , WO wykonuje nie najgorszą robotę obnażając zakłamania w systemowej narracji?

  16. @telemach,

    zgódźmy się może na początek co do jednego: prawdziwa lewicowość jest niedefiniowalna

    Ale tutaj się nie zgadzamy! Prawdziwa lewicowość to odrzucenie systemu kapitalistycznego, Orliński systemu kapitalistycznego nie odrzuca, zatem nie jest prawdziwym lewicowcem.

    WO wykonuje nie najgorszą robotę obnażając zakłamania w systemowej narracji

    Ale tutaj też się nie zgadzamy! Orliński jest szkodnikiem! Co więcej jest szkodnikiem najgorszego rodzaju.

  17. @telemach
    “prawdziwa lewicowość jest niedefiniowalna, a jej prawdziwość nie da się wiarygodnie i obiektywnie stopniować: ”
    To zdanie jest tak błędne, że aż nie wiadomo od której strony zacząć.
    Po pierwsze lewicowość to jest kwestia postulatów socjalnych (przyzwoity standard życia dla każdego), oraz kwestia marksizmu. I z tego można wyprowadzić dowolną doktrynę lewicową i ją oceniać.
    To drugie to postulat przekazania narzędzi pracy i władzy politycznej w ręce robotników aka eliminacji klasy kapitalistycznej i arystokracji.
    po drugie: jedno i drugie jest stopniowalne. Postulaty socjalne oczywiście, nawet trudno sobie wyobrazić inną rzecz. Władza w rękach robotniczych również- kwestia dopuszczalności refendów zawsze jest płynną a i kwestia likwidacji klasy próżniaczej jest niemożliwa do precyzyjnego wskazania (oprócz oczywiście zbrodni leninistów, ale nie o tym mówimy). Robotniczą własnością środków produkcji są małe firmy z pracującymi właścicielami, ale gdzie jest granica? To są też spółdzielnie, ale one czasem zmieniają się w kapitalistyczne patologie. Państwowa własność środków produkcji jest dobra przy monopolach, ale na naturalnie konkurencyjnych rynkach gdzie wyznaczyć granicę?

    @gszczepa
    To powiedziawszy, jednak będę bronić Orlińskiego jako dobrej roboty.
    To jest oczywiście żadna marksistowska krytyka kapitalizmu i bardzo delikatne pytanie o nierówności społeczne. Czyli cienka zupka z lewicowym “smakiem podobnym do naturalnego”
    Ale samo wskazanie tych ekscesów dla opinii publicznej już podkopuje jeden z kapitalistycznych mitów o rozsądnej alokacji zasobów przez ten system. Kapitalizm od intelektualnej strony może się bronić jedynie tym, że klasa próżniacza jest o tyle efektywniejsza w zarządzaniu, że i tak jej istnienie wychodzi lepiej dla społeczeństwa. Pokazywanie prezesów durni i złodziei podkopuje ten mit i przez to robi dobrą robotę.

  18. >>>Prawdziwa lewicowość to odrzucenie systemu kapitalistycznego<<<<

    OK. Ale to nie jest żadna definicja drogi kolego. Bo gdyby tak było to prawdziwą lewicowością byłby np. reżim Czerwonych Khmerów. Bardzo konsekwentnie odrzucali kapitalizm.
    Również rządy teokratyczne w Nepalu przed 1949 byłyby w myśl twojej teorii prawdziwie lewicowe.
    Czyli – innymi słowy – "odrzucenie systemu" to nie definicja, to wydmuszka do której można wtłoczyć tocosięchce. Warunek konieczny, nie staje się warunkiem wystarczającym przez to, że tak byśmy chcieli, albo że zadekretujemy.
    Dostrzegasz problem?

    >>>Orliński jest szkodnikiem! Co więcej jest szkodnikiem najgorszego rodzaju.<<<<

    Z czyjego punktu widzenia?

    Nie należę do fanów WO, przeciwnie, parę razy miałem przyjemność ściąć się z nim. Jest to niemiłe, bo WO słabo znosi zadanie odmienne od własnego, a ponieważ ma grupę wyznawców, to na dany sygnał wyszydzą i zadziobią.

    Wiele lat temu (2007 chyba) byłem na blogu WO konsekwentnie i z lubością dissowany za cyfrowy sceptycyzm. Chodziło o długofalowe skutki – zarówno jednostkowe jak i społeczne – kursu jaki wybrał gugiel i tzw. media społecznościowe.

    WO z akolitami wdeptał mnie wówczas w glebę, a na koniec przyklepał jeszcze łopatą.
    W 2014 odnalazłem swoje obserwacje, ostrzeżenia i argumenty (z 2007 roku) w akurat wydanej książce Orlińskiego "Internet. Czas się bać"

    Ale było to już po ukazaniu się "The Shallows" Carra i "The Attention Merchants" Tima Wu.

    WO szybko czyta i podąża za modami. Robienie z niego demonicznego demiurga podstępnego kapitalizmu chyba go nadmiernie nobilituje.
    Ot, niezły dziennikarz. Bywają gorsi.

  19. @RewolucjaEnergetyczna,
    Nie. Rozumiem że dla wielu tak to może wyglądać – sam przez wiele lat tkwiłem w tym błędzie – ale tak naprawdę jest to bardzo szkodliwe. Problem przecież nie w tym że prezes jest durny i złodziej. Jakby działania prezesa były niezgodne z wizją kapitalistów zostałby wymieniony błyskawicznie. Skoro był sobie prezesem przez ładnych parę lat to znaczy że jego rozwiązania były akceptowane i trudno żeby teraz nie dostał bonusa na odchodnym. To jest typowe: ‘dobry car, źli urzędnicy’. Prezes mimo swojej pozycji na szczycie klasy robotniczej – nie jest klasą próżniaczą. Został wynajęty do transferu tych 60 miliardów dla klasy próżniaczej. I swoje zrobił. Im więcej by mu się udało wyrwać z tych miliardów dla siebie (jemu się udało mniej niż promil) tym lepiej!

  20. Może łatwiej będzie zrozumieć inaczej:
    Wyobraźmy sobie świetnie opłacaną sprzątaczkę miliardera*. Sprzątaczka, może dlatego że jest jedną, jedyną osobą której miliarder ufa (bo np. zna ją długo) i daje klucze do swojego gabinetu, może z innych powodów (nieistotne) może mieć dobrą pozycję negocjacyjną i wynegocjować bardzo wysokie wynagrodzenie. I dobrze i na zdrowie! Nie ma nic złego w tym że ktoś sobie wyrwie trochę więcej kasy od miliardera (w praktyce najczęściej sprowadza się to do wygrania losu na loterii i nie zgubienia kuponu). Kierowanie zawiści pod zarzutem sprzątaczki jest pozbawione sensu, gra jak system pozwala.
    Zły jest system, w którym miliarderzy-próżniacy w nieefektywny sposób kontrolują zasoby.

    Kluczowe: praca prezesa Boeinga nie różni się zasadniczo od pracy sprzątaczki. Różnice są dekoracyjne.**

    *to wcale nie jest taki absurdalny przykład, wystarczy zobaczyć ile Beksiński (któremu przecież daleko było do miliardera) płacił za sprzątanie.

    **chyba że ktoś pokaże jak to akcjonariusze Boeing dzwonili codziennie do CEO i prosili o podwyżki dla pracowników i więcej kasy na badania i bezpieczeństwo. A CEO codziennie odmawiał. Ale jakoś nie sądzę.

  21. @gszczepa
    “Problem przecież nie w tym że prezes jest durny i złodziej. ”
    Nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, że wiedza o tym przedostaje się do publiki i robi trochę dla podkopania mitu o “wybitnym intelektualnie i efektywnym systemie kapitalistycznego kierowania gospodarką”.

  22. @gszczepa:

    Ale ja rozumiem doskonale o czym ty mowisz tylko nie zgadzam sie z dalszą receptą.
    Dążenie do wąskiej definicji “jedynie slusznej” opcji politycznej a potem z hałasem odsyłanie w niebyt wszystkich, którzy co prawda widzą poszczegolne problemy, ale nie bardzo zgadzaja sie z wielką, jedynie sluszną wizją systemu to…recepta na samozaoranie (i na hodowanie powoli następnej dyktaturki).

    Wszyscy, ktorzy cos na stale w spoleczenstwie i polityce zmienili, nie postępowali w ten sposób.
    Pokazywanie palcem “o ten szkodnik, won” nie zyskuje sojuszników i nie przekonuje nieprzekonanych do niczego.

    To juz rowniez nie te czasy, kiedy mozna bylo zrobic rewolucję jak Wielka Rewolucja – nie to spoleczenstwo. Przekonac do czegos niepismiennych (lub ledwo pismienych) chlopow, zyjacych w skrajnej nędzy, ktorzy stanowią 90% spoleczenstwa to jedno. Przekonac do zmian systemowych polskie spoleczenstwo, które na sam dzwięk słowa “demokratyczny socjalizm” w większosci reaguje spazmami (mimo tego, ze nie starcza do pierwszego) to drugie.

    Jak Ty sobie wyobrazasz wywalenie na smietnik historii DZIS systemu kapitalistycznego?

    To, co robi Fejfer (ktorego zacytowalam) jest sluszną drogą: nie odsądza od czci i wiary Orlińskiego, ale CIAGNIE DALEJ jego rozumowanie:

    Orliński pisze, że kłamstwem jest to, że wielkie pieniądze są uzasadnione wielkim ryzykiem. Przebijam: wielkie pieniądze wykupują z niemal każdego ryzyka. Przy pensjach CEOs wielkich firm ludzie nie mają luksusu ponieść konsekwencji swoich działań. Nie to co Wy.
    .

    Sanders robi to samo od dekad. Tak, nie zrobil zadnej wielkiej rewolucji, ale jego “radykalne” (jak na grunt amerykanski) “socjalistyczne” postulaty, okreslane przez DNC w 2016 jako “facet zwariowal” dzis maja mnostwo zwolennikow i wiekszosc z nich przejal drugi najpopularniejszy kandydat demokratow – Warren.

  23. To jest jak dyskusja czy sprzątaczka naprawdę sprząta na tyle dobrze żeby zarobić na swoje wynagrodzenie.
    Pseudo-lewicowiec Orliński wylewa pomyje na sprzątaczkę, ignorując system. System który jest bardzo efektywny, w transferze kasy dla miliarderów-próżniaków (udział górnego 0,1% w majątku konsekwentnie rośnie).

  24. A poza tym zgadzam sie z Telemachem, ze definicja lewicowości pod tytułem “odrzucenie systemu kapitalistycznego” to wydmuszka.

    Na negacji nie buduje sie politycznych opcji ani nie przekonuje do zmian ludzi. Potrzeba pozytywnej propozycji i co więcej trzeba pokazac realną drogę dojscia do tej propozycji.
    Z kompletnej negacji wyrastają tylko dytatury.

  25. @futrzak,
    Jak Ty sobie wyobrazasz wywalenie na smietnik historii DZIS systemu kapitalistycznego?

    Nie wolno mi napisać bo KONS-TY-TUC-JA zabrania. Ale na pewno pseudo-lewicowcy tego nie zrobią.

  26. @gszczepa:

    Ponawiam pytanie. Proszę o pozytywna wizję.
    Powiedziec “na pewno X tego nie zrobi” (gdzie x jest dosc dowolnie definiowane) to jest tylko demagogia i nic więcej. Nikt za takim hasłem nie pójdzie.
    Kazdy działacz spoleczny czy polityk, ktory realnie cos zmienil w spoleczenstwie, mial wizję pozytywną.

    Na dzieleniu ludzi na “pseudo-lewicę” i “prawdziwą lewicę” o malo co Razem nie popłynelo – na szczescie wyciagneli wnioski odpowiednio wczesnie.

  27. Ujmę to jeszcze inaczej:
    umysł ludzki tak działa, że człowieka mozesz przekonac do wizji ale nie do negacji. Negacja jest niczym.
    Ngacja to tylko pierwszy krok i nic więcej.

  28. Negacja niesie wartość informacyjną. Np. stwierdzenie że 2+2 nierówna się 5 przynosi konkretną wartość, nawet jeśli nie daje odpowiedzi.

    Tzw. Partia Razem ma charakter równie pseudo-lewicowy co Orliński.

  29. @gszczepa:

    Przenoszenie regul z informatyki/matematyki do dziedziny psychologii spolecznej to jeden z podstawowych błedow metodologicznych.

    Negacja w psychologii nie dziala tak samo jak w matematyce.

  30. @rewolucja energetyczna:

    „prawdziwa lewicowość jest niedefiniowalna, a jej prawdziwość nie da się wiarygodnie i obiektywnie stopniować: ”
    To zdanie jest tak błędne, że aż nie wiadomo od której strony zacząć.

    Naprawdę nie dostrzegasz sprzeczności w swej wypowiedzi z 10:04?

    Twierdzisz, że wypowiedź jest błędna, akceptuję i przyjmuję na wiarę z szacunku dla kogoś, kto ma zdanie odrębne. Kropka. Po czym podajesz uzasadnienie, w którym na próżno szukać jednego ostrego kryterium pozwalającego zdefiniować “prawdziwą lewicowość” w odróżnieniu od wszelkich innych rodzajów lewicowości. Zwróć proszę uwagę, że moje zastrzeżenia nie dotyczyły lewicy i lewicowości jako takiej lecz niefortunnego użycia pojęcia “prawdziwa lewicowość” i mojej chęci dowiedzenia się, czym się ta prawdziwa od zwyczajnej różni. Tak że bardzo proszę nie wykładaj mi czym według Ciebie jest lewicowość, moje (ewentualne) deficyty wiedzy w tym względzie jakoś niespecjalnie mi doskwierają.

    Po pierwsze lewicowość to jest kwestia postulatów socjalnych (przyzwoity standard życia dla każdego), oraz kwestia marksizmu.

    To jest ciekawe co piszesz. Na dwóch płaszczyznach. Na płaszczyźnie czysto postulatywnej (nie znam reżimu włączając wszelkie autorytarne dyktatury, który by nie miał wypisanego na sztandarach “podniesienia standardu życia dla każdego”. Co nie powinno dziwić, “obniżenia poziomu życia dla każdego” jeszcze nigdy, o ile wiem, nikomu nie pomógł dojść do władzy lub ją utrzymać. Powiesz najprawdopodobniej, że w przypadku polityków reprezentujących pozycje prawicowe i konserwatywne takie hasła mają charakter czysto deklaratywny i są cynicznym kłamstwem na usługach dzierżących władę polityczną i ekonomiczną? Zgodzę się z Tobą.
    Szkopuł jednak w tym, że z prawej strony rozlegną się głosy, że również lewicowe hasła mają, jak wielokrotnie wykazała historia, charakter wyłącznie deklaratywny i służą jedynie uwłaszczeniu się nomenklatury w którą nieuchronnie musi przekształcić się każda reprezentacja uciśnionych i tych, którzy się za takich uważają.
    I tutaj niestety również będę się musiał zgodzić.
    To by było n.t. pierwszego członu Twojej definicji opisowej.

    Co natomiast pragniesz przekazać n.t. kwestii marksizmu przekracza możliwości mojej skromnej percepcji. Jeśli redukujesz materializm historyczny do “postulatu przekazania narzędzi pracy i władzy politycznej w ręce robotników aka eliminacji klasy kapitalistycznej” to ja muszę skromnie zaznaczyć że:

    1. Oprócz lewicy marksistowskiej istnieje szereg ruchów, które się od tak pojmowanego marksizmu energicznie odżegnują a mimo to same się zwą i są nazywane lewicowymi.
    2. NIKT jeszcze nigdy nie wyjaśnił w jaki sposób to przekazanie środków produkcji ma sprawnie, efektywnie i w interesie ogółu funkcjonować. Coś, co nigdy nie miało dotąd miejsca i co do czego nie ma wytyczonej żadnej realnej drogi nosi nazwę utopii.
    3. Założenie, że istnieje “klasa kapitalistyczna” w państwach rozwiniętych XXI wieku, którą należy lub można w interesie ogółu jednoznacznie zidentyfikować i wyeliminować – jest moim zdaniem karkołomne. Możliwe jest natomiast stworzenie dyktatury w celu realizacji tej niespełnialnej obietnicy. I zagarnięcie władzy politycznej przez tych, którzy umiejętnie i przekonywująco posłużą się taką retoryką.
    I to by było na temat drugiego członu Twojej definicji.

    I proszę nie traktuj mojej wypowiedzi jako emocjonalnej polemicznej wypowiedzi, której celem jest wykazanie kto ma rację i dlaczego ja. Ja naprawdę mam poważny kłopot z nieostrymi i moim zdaniem niedefiniowalnymi, ale powszechnie używanymi pojęciami. Jestem przekonany, że żyjemy w aksjologicznym mętliku i jest to dla mnie mało komfortowa sytuacja.

  31. @rewolucja energetyczna:

    Jeśli chcesz nadal sugerować, że możliwy jest jakikolwiek konsensus do tyczący tego czym jest lub czym nie jest “prawdziwa lewica” lub też “pseudo-lewica” to pragnę zwrócić Twoją uwagę, że pod tą notką prowadzimy rozmowę w czwórkę. Cztery osoby, które, jak sądzę, określiłyby swoje poglądy jako lewicowe. Możesz dla tych czterech osób wskazać jakiś wspólny światopoglądowy i w miarę niekwestionowalny mianownik ?

  32. Ja tylko skomnie wrzucę (z punktu widzenia 5 lat moich studiów) ze w dziedzinie filozoficzno-społecznej coś takiego jak określanie jakichkolwiek prądów inteelektualno-filozoficznych mianem “prawdziwa” “nieprawdziwa” nie ma sensu. W ogole sama definicja prawdy w filozofii to eeee…. a…..(kilka tysięcy lat się mnóstwo tęgich głów nad tym kłóciło…).

    TL;DR – nie da się, a na jalowych rozważaniach można spędzić resztę życia…(niektorzy z moich kolegow ze studiów, dzis w randze profesorów, to robią i ja osobiscie uwazam taka dzialanosc za kompletnie niepotrzebne marnowanie zasobów…)

  33. @telemach
    “I proszę nie traktuj mojej wypowiedzi jako emocjonalnej polemicznej wypowiedzi, której celem jest wykazanie kto ma rację i dlaczego ja.”
    OK.
    To powiedziawszy nie da się. To są nauki społeczne, definicje buduje się na zasadzie konsensusu.
    Na to się nakłada fakt, że mówimy o polityce i to ostatnich 200 lat. Wszelkich ruchów i partii było mnóstwo, każdy miał jakąś samoidentyfikację. Przeprowadzenie dokładnej granicy nie jest możliwe, zawsze zostanie coś szarego.
    Ale spróbuję:
    Zaczynając od polityki tradycyjnej vel prawicowej. To jest taka, która utrzymuje na wysokim poziomie lub pogłębia nierówności społeczne i umożliwia/ułatwia transfer bogactwa do klasy próżniaczej, górnego 0,1%. Czasem szukając koalicji społecznej z lumpecją, czasem z klasą średnią, czasem nawet ze zorganizowanym ruchem robotniczym. To ostanie jest ciekawe, bo są to blairyzm i faszyzm, czasami mylone z lewicą.
    Polityka lewicowa to odpowiedź na ten problem. Od bardzo różnych klas społecznych, ruchów intelektualnych i kierunków politycznych.
    Takie odpowiedzi były historycznie 3:
    marksizm: czyli przekonanie, że w wyniku kryzysu kapitalizmu spowodowanego jego wewnętrznymi sprzecznościami dojdzie do gwałtownej zmiany politycznej i społecznej, która będzie polegała na przekazaniu narzędzi pracy i władzy politycznej w ręce osób rzeczywiście tę pracę wykonujących.
    demokratyczny socjalizm/New Deal: historyczna odpowiedź na kryzys kapitalizmu polegająca na transferach socjalnych równoważących zachodzącą kapitalistyczną koncentracje kapitału, demokracja przedstawicielska jako gwarant tego układu.
    leninizm: negacja robotniczego zarządzania i partycypacji politycznej, zastąpienie klasy próżniaczej przez scentralizowaną administrację.

    Z czego wyjaśnienia wymaga jedynie robotnicza własność narzędzi pracy, bo to pojęcie ukradł Lenin i kompletnie je wypaczył. Otóż to oznacza, że używający tych narzędzi, jest tak bardzo bezpośrednio ich właścicielem i dysponentem, jak to tylko możliwe w ramach danej technologii. Jeśli spojrzymy w ten sposób to państwowa własność osiedlowego sklepu jest z tym sprzeczna, tak samo szwalni, czy fabryk, z wyjątkiem tych mogących zmonopolizować rynek.

    Na to się nakłada wiele ruchów politycznych, które:
    1. Nieudolnie chciały implementowac którąś z tych dróg i prawica przejmowała tę politykę
    2. Udawały ruch lewicowy, w rzeczywistości będąc w całości działalnością na rzecz oligarchii (Mussolini, Hitler, Piłsudski, Blair)
    3. Dla legitymizacji lub popularności przejmowały część lewicowych haseł lub częściowo realizowały lewicowe postulaty (w szczególności socjalistyczne transfery, jak PiS)

    Z tego wszystkiego leninizm to po prostu durna dyktatura, socjalizm to pomysł na utrzymanie kapitalizmu i jakieś funkcjonowanie we wspólnym społeczeństwie, więc jeśli mamy gdzieś mówić o “prawdziwej lewicy” to mówimy o realizacji postulatów Marksa.
    Które na dziś są tworzeniem takich warunków podatkowych i monetarnych aby kapitalistyczne korporacje nie były w stanie wygrać konkurencji z lokalnymi rodzinnymi firmami i spółdzielniami. W tym poprzez państwową kontrolę infrastruktury.
    To jest moja definicja lewicy i pozytywna propozycja. Czy nasze 4 osoby w dyskusji się mogą z nią zgodzić, to jest zupełnie inna sprawa i pytanie na które nie mogę znać odpowiedzi dopóki ona nie padnie.


  34. Które na dziś są tworzeniem takich warunków podatkowych i monetarnych aby kapitalistyczne korporacje nie były w stanie wygrać konkurencji z lokalnymi rodzinnymi firmami i spółdzielniami. W tym poprzez państwową kontrolę infrastruktury.

    To bardzo kusząca wizja, ale jak zrobić te warunki monetarne w świecie, gdzie wąska grupa bankokracji kontroluje międzynarodowy handel poprzez kontrolę systemu monetarnego? Widzielismy oboje, jak to spełza na niczym w Ameryce Poludniowej, w wielu państwach.
    Nawet jeśli zreszta znajdzie się “oświecony przywódca” (jakkolwiek zwac) pokroju Sankary, to skończy tak jak on. I co zrobisz? A co oligarchia zrobiła z Lulą? A przecież Lula bynajmniej nie postulowal abolicji kapitalizmu w Brazylii!

    Gdyby to kurde bylo takie proste…

  35. @Futrzak
    “Gdyby to kurde bylo takie proste…”
    W sporej części jest, i Marks na to odpowiedział. bez władzy politycznej nie ma szans utrzymać władzy ekonomicznej. Co w skrócie oznacza jak najwięcej demokracji bezpośredniej.
    I nie sądzę, aby było szczególnym przypadkiem to, że kraj w którym w największym stopniu spełniono ekonomiczne postulaty komunistyczne jest jednocześnie państwem z największym udziałem demokracji bezpośredniej. Czyli Szwajcaria.

  36. Wychodzi na to, że nadal nie ma atestowanego lewicometru.

    Gszczepo,
    Chciałbym zaprotestować przeciw deprecjonowaniu zajmowania się rzeczami drobniejszymi (a będącymi w zasięgu możliwości, plus minus) z powodu istnienia rzeczy grubszego kalibru (które, może tylko chwilowo, w zasięgu nie są). Szczególnie, gdy zajęcie się rzeczami drobniejszymi zwiększa szanse skutecznego zajęcia się tymi grubszymi.

  37. @rewolucjaENergetyczna:
    Dziękuję za odpowiedź. Sądzę, że z grubsza się zgadzamy. Mój głos był wyrazem protestu przeciw radykalizmowi, który jawi mi się tak: należy wpierw wylać dziecko z kąpielą i umyć wanienkę, bo dopiero gdy wanienka będzie kryształowo czysta, to będzie to prawdziwa kąpiel, a nie jakaś pseudo-kąpiel. Taka dziecinna choroba lewicowości, nazwana przez Lenina lewizną, a przetłumaczona potem na lewactwo, termin który w Polsce po 1989 zaczął żyć własnym życiem i oddalił się z szybkością ekspresu od własnego źródła, czyli radykalnej lewicowości szukającej wrogów w najbliższym otoczeniu i oskarżającej wszystkich o niewystarczającą (z punktu widzenia oskarżających) lewicowość. Znamy, przerabialiśmy, dziękujemy.

    Propozycja aby zadekretować Szwajcarię krajem, w którym spełniono de facto największą ilość komunistycznych postulatów jest ciekawa, ma tylko jedną wadę: w ogólnej percepcji może wywołać niepohamowaną wesołość. Co bynajmniej nie musi oznaczać, że wesołość jest dobrze uzasadniona.

  38. @futrzak & RewolucjaEnergetyczna:

    nikt nie obiecywał, że będzie proste. I chyba nie jest. Przynajmniej dla mnie takim się nie jawi. Propozycja aby realizować lewicową utopię poprzez przejęcie władzy politycznej, a potem się zobaczy podnosi mi puls bo przypominają mi się cztery ostatnie dekady w Nikaragui począwszy od przejęcia władzy przez Sandinistów. w 1977.
    Przy całej sympatii do ideałów i ówczesnych celów FSNL – jak sobie popatrzę na ewolucję Dniela Ortegi to nachodzi mnie zwątpienie, o deja vu już nie wspominając.
    Nie, proste to wszystko nie jest.

  39. @telemach
    W Nikaragui, czy najłatwiej dopisać o tego Wenezuelę, władzy nie przejęła klasa pracująca, tylko Ortega czy Chavez. Którzy coś tam deklarowali, tylko nie mieli o niczym pojęcia. Ja akurat raczej wierzę, że chcieli, ale nie mam na to żadnych dowodów i równie dobrze można twierdzić, że byli zwyczajnymi bandziorami u władzy. Tak czy inaczej albo nie chcieli albo nie umieli prowadzić lewicowej polityki.

    Klasa pracująca przejęła władzę w Szwajcarii. W taki sposób i z tego powodu dokładnie powstała Szwajcaria, ponieważ klasa pracująca zdecydowała się omówić z klasą próżniaczą kwestię własności ziemi. Wilhelm Tell i te sprawy.
    Taki samo omówili kwestię własności infrastruktury z (brytyjskimi) kapitalistami jakoś w latach 1870-tych, ale tu zwyczajnie zapłacili.
    Przemysł szwajcarski jest przepotężny i anegdotycznie można go opisać tak: W Chinach otwiera się fabrykę, kupuje linię produkcyjną z Niemiec, w tej linii obudowy, instrukcje obsługi itp rzeczy są z Polski, większość z Niemiec, ale kilka małych elementów pochodzi ze Szwajcarii, z kilku fabryczek które produkują to samo od 200 lat, są w rękach jednej rodziny z 5 pracownikami i nikt nie potrafi tego nawet skopiować w pożądanej jakości, bo właściciele sami tam pracują. To są miejsca pracy w rękach klasy pracującej.
    A kolejnym kwiatkiem jest szwajcarski handel, praktycznie w całości oparty na spółdzielniach. Firmy kapitalistyczne ładnych parę razy próbowały tam wejść i coś ugrać, za każdym razem się zwijały po stratach.
    W Szwajcarii mieszka sporo kapitalistów, ale obecność kapitału oderwanego od pracy jest tam absolutnie znikoma. Znaczy w samej Szwajcarii, bo kapitał stamtąd jest gdzie indziej.
    A jeśli politycy by próbowali otworzyć mu drzwi, a próbują regularnie, to komunizmu bronią referenda.

  40. @Rewolucja:

    Kraj federalny z demokracją bezpośrednią. I obywatelami skłonnymi do samoograniczeń w imię dobra wspólnoty. Ciekawe dlaczego ten system nie przyjął się nigdzie indziej? Jak sądzisz?

  41. @Telemach
    Z powodu siły oligarchii. W Szwajcarii lud miał zawsze wystarczającą siłę, aby zaprotestować i w legalny i spokojny sposób zablokować plany koncentracji władzy i kapitału.
    Wprowadź zagwarantowane konstytucyjnie referendum z mocą ustawodawczą lub tylko blokującą i jakimiś możliwymi względnie powszechnie do spełnienia warunkami i sprawy się same tak potoczą w każdym kraju. Nie w jeden dzień, ale w pokolenie z całą pewnością.
    Czyli władza polityczna w rękach klasy pracującej, a potem przyjdzie i ekonomiczna.

  42. Szwajcarię też raczej zostawiono w spokoju (wojny, najazdy, embarga, sponsorowane zamachy stanu…). Co ją zasadniczo odróżnia od krajów Ameryki Południowej, na ten przykład.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: