Napisane przez: futrzak | 2 sierpnia 2018

Co to jest elektroniczne postępowanie upominawcze

Inaczej zwane „lubelski sąd elektroniczny”, „e-sąd” czy wręcz „lubelski sąd na prąd”.

Myślę, że warto wyjaśnić, bo jest to jedno z większych bandyctw w Polsce ostatniej dekady, poszkodowanych są setki tysięcy ludzi, a zarazem w oficjalnych mediach po pierwszej fali oszustw zapadła cisza i jakoś to zamieciono zamieciono pod dywan.

Informacje ogólne każdy może sobie wygooglać, chociazby tu.
E-sąd działa od 2010 roku, oficjalnie miał dyscyplinować małych dłużników, którzy np. nie płacą za gaz, prąd etc.
W praktyce jednak pozwala on na dowolne okradanie zwykłych ludzi pod pretekstem ściągania zaległych długów.
Jak to możliwe? Ano z dwóch powodów, które dają niebywają synergię, korzystną dla instytucjonalnych bandytów.

Po pierwsze.
Uznanie, że zawiadomienie zostało doręczone, podczas gdy zostało tylko wysłane. Po prostu definicja doręczenia jest taka, że jeśli zawiadomienie zostało dwukrotnie awizowane, to jest uznane za doręczone, niezależnie od tego, czy dłużnik go otrzymał. Terminy są na tyle krótkie, że człowiek na dwutygodniowym urlopie nie zdąży odebrać.

Po drugie.
Wydanie nakazu do zapłaty wyłącznie na podstawie pisemnego oświadczenia wierzyciela, że dowody posiada. Taki nakaz pozwala już na zajęcie konta bankowego i/lub wysłanie komornika do zajęcia mienia.

Czyli procedura wygląda tak: ktoś chce uzyskać pieniądze. Pisze do sądu na prąd, że chce pieniądze od Kowalskiego i ma na to dowody. NIE POKAZUJĄC tych dowodów uzyskuje nakaz zapłaty, który jest przez sąd wysyłany na adres, który podał powód. Nakaz nie jest doręczany, bo powód podał lipny adres, albo dłużnik nie zdążył odebrać. Nakaz się UPRAWOMACNIA, można go wysyłać do komornika lub zająć konto Kowalskiego.

Jak to wygląda w praktyce, pokazuje przykład znajomego:

Tauron w 2013 domagał się ode mnie kasy za fakturę, którą sobie naliczył po zdjęciu licznika w pustym mieszkaniu we Wrocławiu po śmierci mojej babci w 2008. Ja tam byłem zameldowany na stałe, ale głównym lokatorem była babcia, a umowa była sprzed 30 lat, podpisywana jeszcze przez dziadka za jego życia. MIeszkanie stało przez kilka lat puste – mieli je zlikwidować moi rodzice, ale tego nie zrobili. Ja z kolei od 2003 mieszkam w Warszawie, ale tam byłem formalnie zameldowany – bo pomimo że procedurę wymeldowania na życzenie najemcy wprowadzono już dawno, to ludzie nadal się boją meldować najemców na stałe (a urzędy odmawiają, pomimo że mają obowiązek na podstawie umowy cywilnoprawnej – temat na inny wpis).

Ogólnie: było mieszkanie, gdzie byłem lokatorem tylko oficjalnie, a umowa nawet nie była na mnie. Okazuje się, że zgodnie z kodeksem cywilnym zapłaty rachunków za media można się domagać od dowolnego z współmieszkańców – wiedzieliście?

Kancelaria obsługujaca Tauron wysłała więc do e-sądu pozew, podając tamten adres jako mój aktualny. Co zabawniejsze, w pozwie było kilkanaście pustych kartek, jako rzekoma umowa, podstemplowanych i podpisanych przez radcę prawnego „za zgodność z oryginałem”. Znaczy – sami przyznali, że ich prawo do domagania się kasy to fikcja. 🙂

Ale to jest problem systemowy: wysyłasz makulaturę pod fikcyjny adres, i dostajesz kwitek dla komornika na pobranie dowolnej kasy z konta dowolnej osoby. Właśnie dlatego, że masz patologię z doręczaniem i nakaz zapłaty na podstawie oświadczenia, że ktoś jest ci coś winien.

Pozwu nie odebrałem, bo skąd miałem wiedzieć o jego istnieniu? Więc e-sąd zrobił swoje: przy braku mojego sprzeciwu wydał nakaz zapłaty, a kancelaria wysłała go komornikowi, tu już podając mój faktyczny adres. Uratowało mnie tylko to, że był akurat jakiś dzień wolny w środku tygodnia (Boże Ciało?) i przelewy nie wychodziły, więc zajęcie komornicze nie zostało zrealizowane – a ja przypadkiem je zauważyłem, wchodząc na konto, i zdążyłem wypłacić całą kasę w bankomacie.

Oczywiście natychmiast napisałem i wysłałem sprzeciw wraz z pismem o przywrócenie terminu ze względu na wysyłkę pod nieprawidłowy adres, dołączyłem trochę kwitów potwierdzających adres rzeczywisty, więc e-sąd natychmiast uchylił nakaz zapłaty i przekazał sprawę do rozpatrzenia w normalnym trybie – przez sąd rejonowy.

Ale pismo o uchyleniu odebrał INNY komornik, niż ten, do którego było skierowane (ciekawostka – jak to możliwe, ze poczta mu wydała?), i przesyłali je sobie przez dwa miesiące. Dopiero gdy pojechałem i popchnąłem sprawę ręcznie, uzyskałem od odpowiednego komornika pismo o uchyleniu zajęcia z konta – po trzech czy czterech miesiącach biurokratycznego przerzucania papierków.

Czyli dodatkowo kosztowało mnie to kilka miesięcy bez możliwości korzystania z tamtego konta (musiałem założyć inne w innym banku) oraz kasę na przejazdy do siedziby komornika (z Warszawy do Wrocławia) – porównywalną z samą kwotą, jakiej się Tauron domagał.

Tauron w tym czasie w ogóle wycofał pozew – uznali, że faktycznie tam nie mieszkałem, więc nie jestem odpowiedzialny. Ale komornikowi się nie opłacało przyjmować do wiadomości, że zajęcie zostało unieważnione, bo przecież jeśli zajmie kasę, to ma od tego swoje opłaty komornicze…

Sporo osób uważa, że rozwiązaniem byłaby zmiana sposobu doręczania. I że przecież istnieje ona od wieków, że za komuny tak było. Owszem. TYLKO ZE. Za komuny istniał obowiązek meldunku, który był egzekwowany. Pod zameldowanym adresem nawet jeśli nie mieszkał pozwany, to mieszkała jego rodzina albo odnamujący na krzywy ryj lokator – oni korespondencję sądową zwykle pozwanemu dostarczali, a terminy były dluższe i jakoś to funkcjonowało.
Po 1989 roku kraj się zmienił, obowiązek meldunkowy stał się właściwie fikcja, ale go NIE ZNIESIONO. Nie wprowadzono zadnego innego systemu, żaden z kolejnych rządów nie był tym w ogóle zainteresowany. Zostało więc takie dziwaczne limbo.
Niemniej, zmiana sposobu doręczania nie rozwiąże problemu tego, że dowolna firma wysyła sobie do sądu na prąd zawiadomienie, że Kowalski jest jej winien X złotych i oświadcza, że to prawda.
Dlaczego? Bo jest drugi problem: ordynarnego fałszowania dowodów lub zupełnego ich braku. Oczywiście, jeśli z doręczeniami nie byłoby żadnego problemu, to pozwani w większości szybko by reagowali.

Ale… mamy sytuację hurtowych windykacji przez fundusze z Luksemburga (głównie), które to fundusze nie muszą pokazywać/dołączać żadnych dowodów do pozwu. Mogą po prostu wysłać żądanie zapłaty, nie poparte NICZYM, do przypadkowej osoby. Nie ma na tym etapie żadnej kontroli i weryfikacji. E-sąd wydaje nakaz na podstawie oświadczenia, ze powód ma dowody. I nie ma żadnej sankcji za fałszywość tego oświadczenia. Czyli każdy może złożyć sto tysięcy pozwów i trafić raz na 10, i tak się opłaci. Są więc wyspecjalizowane firmy, które to robią.

Czy już rozumiecie, na czym przewał, całkiem legalny i w świetle prawa, polega?

No.
Czy już rozumiecie, dlaczego przeciętny Kowalski nie ma najmniejszej ochoty bronić „niezawisłych sądów” i nie chce chadzać na protesty organizowane przez tzw. „opozycję”? I dlaczego straszenie PiS ma w dupie? Emeryt, któremu sądy w 2012 zajęły cała emeryturę na poczet długu, którego nigdy nie miał, nie będzie bronił sądów, co go okradły. Tak samo ten bidny niby-przedsiębiorca na działalności, któremu komornik zablokował konto, w wyniku czego zbankrutował. Nie. Oni nie będą bronić bandyckich sądów. Bo oni nie rozróżniają, że sądy wykonują tylko ustawę uchwaloną przez opowiedni organ.
Zresztą, prawdę mówiąc, nawet gdyby rozrozniali, to w momencie wprowadzania tego chorego sądu na prąd zaden sędzia, prokurator ani adwokat nie protestował. Nie bylo zadnej publicznej dyskusji, nikt nie podnosil wyzej wymienionyh kwestii jako problematyczne. Sejm (zapewne pod wplywem pieniędzy lobbystów firm windykacyjnych) uchwalił czysto bandycki projekt, a panowie pracujacy w tak zwanym wymiarze „sprawiedliwości” bez słowa komentarza zabrali się za jego realizowanie. Już za samo to należy im się zaoranie…

PS:
W 2013 roku bandytyzm nieco ograniczono: przyjęto przepis, że w e-sądzie można dochodzić tylko roszczeń, które stały się wymagalne w okresie trzech lat przed wniesieniem pozwu, oraz wprowadzono obowiązek podawania numeru PESEL pozwanego. Efekt: 2010 – nakaz jest wydawany w ok. 95 proc. spraw
2016 – w stosunku do złożonych pozwów, było aż 40 proc. odmów. A rocznie trafia do sądu na prąd ok. 2.5 mln pozwów.

zrodlo

Reklamy

Responses

  1. W pełni się zgadzam, za sam fakt braku sprzeciwu ze strony środowiska sądowniczo/prokuratorskiego w odniesienie do takiego bandyckiego prawa, ten system należy zaorać i zbudować nowy. Od podstaw.

    A ustawodawców z imienia i nazwiska do wiadomości publicznej.

  2. @PawelW:

    Niestety, to sie raczej nie stanie :(
    Obecna reforma sądow wprowadzana przez PiS polega glownie na zmianach kadrowych, o zmianie systemu doreczania i zmianie sądu na prąd nie ma tam nic. Czyli patologia trwac bedzie dalej. A to przeciez nie jedyna patologia – następna rujnujaca zycie ludziom to biegli, nad ktorymi nie ma ZADNEGO mechanizmu kontroli. Jak biegly na rozprawie wyda opinie, ze ucięta noga moze odrosnąć, to sąd na tej podstawie musi wydac wyrok, a taki biegły nie ponosi zadnej odpowiedzialnosci :-/

    Ustawodawcow tego chorego rozwiazania nikt nie poda do wiadomosci publicznej, bo to ludzie, ktorzy teraz sa w sejmie i nazywaja sie „opozycja” (PO, Nowoczesna i okolice).
    Na temat sądu na prąd na fejsie odbyla sie dluuuga dyskusja i z przykroscia musze stwierdzic, ze mam znajomych – znajacych mechanizm, ktorzy sami pali jego ofiara, a nadal twierdza ze no ale wystarczy zmienic system doręczen i bedzie git… eh….

  3. @futrzak – dlatego właśnie kiedyś pytałem o „meldunek” w USA. Tam nie mają e-sądów ? Sytuacja znajomego jest prosta – nie załatwił adresu i tyle. A przynajmniej logistyki przesyłek.

    „zapłaty rachunków za media można się domagać od dowolnego z współmieszkańców – wiedzieliście” – to jak z podatkiem za grunty wspólne – płaci ten kogo da się złapać. Urzędy nie rozparcelowują kwoty proporcjonalnie do udziałów. Też dziwactwo, bo co w razie konfliktu współwłaścicieli ?

    „wystarczy zmienic system doręczen i bedzie git” – nie wystarczy – to jest to samo co zajęcia komornicze na gościa nazywającego się tak samo, tylko komp go pierwszego wypluł. Miałem taką sytuację, że przypisano mi cudzą DG. To samo imię i nazwisko, ta sama ulica i miejscowość. SM chciała mnie aresztować, bo taka zadyma była :):):) Tamta osoba nie żyła, a mnie diabli wzięli, bo nie wiem ile klient miał długów i gdzie. Szybko prostowali :):):)

  4. @korposzczur:

    Nie, w USA nie ma „meldunku” (podobnie jak w Irlandii, Australii, Urugwaju i wielu innych krajach).
    Wynalazek „e-sądu” nie jest mi znany (ale to Kalifornia, nie wykluczone ze inne stany maja jakies podobne instytucje). Firma przysyla ci rachunek na adres, na jaki podales zamawiajac usluge. Jesli przestajesz go placic, zwykle dług jest sprzedany firmie windykacyjnej, ktora zajmuje sie jego egzekwowaniem.

    NATOMIAST. Są tzw. „small claims courts” ktore sluza tylko i wylacznie do egzekwowania nie wyplaconej pensji pracownikom. Threshold jest 10 tysiecy dolarow. Jak jestes pracownikiem (obojetnie czy na etacie czy contractor) i nie dostales wyplaty na czas zgodnie z umowa, to idziesz i zglaszasz sie do tego sądu. Oni sa bardzo sprawni w egzekwowaniu takich naleznosci, raz mialam podobny wypadek i wystarczylo, ze postraszylam pracodawce tym sądem i czek przyszedl poczta po 3 dniach.

    Nakazy sądowe sa dostarczane przez goncow sądowych (czy jak to sie tam nazywa) do rąk wlasnych. Nie wiem jak to wyglada we wszystkich wypadkach, ale bylam swiadkiem dostarczenia pozwu rozwodowego do rąk wlasnych delikwenta w knajpie, w ktorej siedzielismy calym towarzystwem:
    wpadl jakis mlody chlopak, zapytal sie „przepraszam, kto z panstwa jest John Smith?”. Kolega odezwal sie, ze to on. Chlopak wcisnal mu koperte w rękę i uciekl. Kolega otworzyl a tam pozew rozwodowy :)

    Podejrzewam, ze sposob doreczania pozwow sądowych moze byc roznie rozwiazany w roznych stanach, to nie jest cos regulowane przez prawo federalne (o ile dobrze pamietam). Jesli cie temat interesuje to poszukam.

  5. @futrzak – ale tych Johnów Smithów może być kilku. Jak oni to rozwiązują ? No bo wpada taki goniec i imię i nazwisko się zgadza, ale nr ubezp już nie. A masz niby doręczone. Bo w sumie mamy dwie kwestie : doręczenie i duble danych osobowych.

  6. @korposzczur:

    W pozwie masz wystarczajaco duzo informacji zeby zidentyfikowac TEGO Johna Smith. Imie, adres, SSN. Ten ostatni jest unikalny. Jesli nie jestes TYM Johnem Smith to idziesz nastepnego dnia do sądu ze wszystkimi swoimi dokumentami i pokazujesz czarno na bialym ze sorry ale się sąd pomylił. Nastepuje korekcja.

  7. W Urugwaju to jeszcze prostsze: kazda osoba ma swoje DNI (dowod tozsamosci) z unikalnym numerem. I ten numer podawany jest wszędzie, na kazdej umowie, w banku etc. Komornik nie moze zajac wlasnosci jesli nie poda numeru DNI dluznika. Mozesz miec 100 Johnów Smith, ale kazdy bedzie mial inny numer DNI.
    Jak chcesz podpisac kredyt czy umowe kupna mieszkania etc. to idziesz ze swoim DNI. Zlodziej musialby wygladac tak samo jak ty, zeby sie zdjcie zgadzalo :)
    A nawet jesli jakims cudem to by sie udalo, to latwo mozesz w sądzie udowodnic, ze ty to ty (a zlodziej ukradl) bo na DNI jest TWOJ odcisk palca.

    Takze ten, tego. Nie ma szans na taka sytuacje jak ty miales.
    A jak chcesz zalatwic sprawe urzędowa zdalnie, a nie osobiscie, to twoje DNI ma PINa takiego jak na karcie kredytowej. Zlodziej moze je ukrasc, ale nie zna PINa wiec gowno a nie sie zidentyfikuje.

  8. „Komornik nie moze zajac wlasnosci jesli nie poda numeru DNI dluznika” – no właśnie … Dzięki.

  9. To wszystko ma drugie dno o czym przypomina afera GetBack (większa od AmberGold). Mianowicie powstaje w ten sposób dużo tkzw. pakietów wierzytelności na tym rynku, czyli takich paczek po kilkaset tysięcy wierzytelności. Z czego oczywiście większość albo fałszywe albo nieudokumentowane (oni to kupują np. od firm telekomunikacyjnych bez żadnej dokumentacji, tylko w formie bazy danych). Potem taki obrót tymi paczkami między funduszami windykacyjnymi generuje dużą kapitalizację w ich księgach ponieważ są kupowane za ułamek wartości, a księgowane po kwotach z księżyca (przypomina to sprzedawanie psa wartego milion za dwa koty za pół miliona). Fałszywe wyceny są potem podkładką pod emisję dużych pakietów obligacji korporacyjnych, obligacji w rzeczywistości śmieciowych, tak jak te wierzytelności. I te obligacje w pewnym momencie nie zostają spłacone. Ktoś się zmywa z pieniędzmi inwestorów.

  10. Polecam:

    http://angeli-iustitia.pl/czym.php

  11. @gajger:

    schemat o ktorym piszesz jest mi znany z USA. nie wiedzialam, ze dotarlo to tez do Polski.

  12. @gajer – a najbardziej mi się w tym podoba jedno: jeśli ukradniesz paliwo na stacji benzynowej jesteś oczywistym złodziejem. Jeśli przekręcisz kasę jak opisałeś to tylko „nieudany biznes i prawa wolnego rynku” :):):):) Zakamuflowane złodziejstwo stało się istotnym elementem gry rynkowej. Jeszcze trochę i będzie jak narzekanie w kolejce do pasera: ci złodzieje to już za grosz honoru nie mają :):):)

  13. Sprawa nie jest taka oczywista, jak ją, Futrzaku, przedstawiasz. Że niby jeden wielki przekręt, lub coś podobnego. Ale tak nie jest. Są możliwości odwoławcze. Są sankcje karne dla podającego nieprawdę w pozwie. W tej naszej cywilizowanej Europie są gorsze rzeczy. Np. trick maltański https://de.wikipedia.org/wiki/Malta-Masche , lub metoda na masowe upomnienia – Massenabmahnung – stosowana z powodzeniem w Niemczech.
    Nasz e-sąd to mały pikuś, w porównaniu z prawniczymi nadużyciami w innych krajach.

  14. @ZQW
    ” Są możliwości odwoławcze. Są sankcje karne dla podającego nieprawdę w pozwie. ”
    1. Nie zawsze. Jeśli dowiesz sie przy egzekucji (jak b.często bywa) i będzie ona skuteczna zanim wniesiesz o przywrócenie terminu (co jest zwyczajną rzeczą jeśli masz wystarczająco środków na koncie), to jedyną obroną jest żądanie zwrotu bezpodstawnego wzbogacenia. A jeśli powodem był podmiot zagraniczny, albo już znikł, albo nie ma środków to możesz sobie pisać na Berdyczów. W skrócie- teoretycznie jest, praktycznie system jest tak urządzony, że często nie ma.
    2. Sankcji karnych brak. Chyba, że powód będzie kompletnym idiotą i da sobie przypisać 286, czyli oszustwo. Ale mówmy o zawodowcach i nie wierzę, aby którykolwiek by to tak spaprał. Wystarczy mieć jakiekolwiek kwity kupione na kilogramy, aby nie dało się postawić żadnego zarzutu.

    A co do przekrętu matańskiego- zabawne, ale w dokładnie tym tekście jest informacja, że to było wykorzystywane głównie do demonstracji politycznych i nie jest znany żaden przypadek faktycznej windykacji. To jakby jest zupełnie co innego.

  15. @RE – dlatego jestem może świnia, ale wnoszę o automatyczny regres. Sąd rozeznając sprawę powinien mieć na tyle ogląd sytuacji kiedy to jest wałek, a kiedy brak dowodów.

  16. Nie zgadzam się, że problemu nie widziano. Sam pamiętam wpisy i komentarze na ten temat na kilku portalach oraz wypowiedzi prawników, które nie podzielały radosnych uniesień jak to super będzie. Już wtedy niektóre z poruszonych przez Ciebie problemów zostały podniesione. Inne zostały wskazane z czasem, gdy pomysłowość w nadużyciach została bardziej naświetlona. Problem polega na tym, że nikt tego nie chce dotknąć, gdyż to wiązało by się ze znacznym obciążeniem już i tak obciążonych sądów. Dlatego będzie jak zwykle łatanie tego na poślizgu.

    I nie mylmy tutaj zakresu działań Paweł… To nie w gestii sądów jest zmiana tego. Sąd wydaje wyroki i postanowienia, ale tyczy to jedynie ewentualnych sugestii jak interpretować określone zapisy już istniejącego prawa. Nie mamy bowiem prawa precedensowego w naszym kraju. Jeśli coś ma się zmienić, to musi się pojawić ustawa albo rozporządzenie określonego ministra. I tego właśnie nie ma. Tak więc problem jest, jest też znany, ale brak woli lub czasu u organów ustawodawczych by to zmienić poprzez choćby konieczność przedstawienia w e-sądzie dowodów na swoje żądania. Problem bowiem jest taki, że z tego narzędzia powinni korzystać zweryfikowani użytkownicy, w określonym celu, na podstawie dowodów. Nie „na gębę”, jak ma to miejsce obecnie. I to jest patologia której trzeba się pozbyć. Tak, by było wiadomo, że sprawa jest X, wobec Y, na podstawie Z. A niestety przez długi czas jedyne pewne było tylko to, że sprawa była wobec Y, zaś X być mogło czymkolwiek, a Z było przez e-sąd „na słowo honoru”. Niestety przeszło to w 2009 i dopiero w 2013 nieco poprawiono, bo już wtedy było w pewnych kręgach głośno o nadużyciach. Zwłaszcza przez serwisy, które działały na zasadzie takiej, że nie informowały jasno, iż zgadzając się z regulaminem serwisu co do darmowego okresu, po jego zakończeniu subskrypcja nie była zawieszana, ale wystawiano fakturę za usługę. Dopiero po czasie to trafiło do UOKiK, gdzie uznano takie zapisy za klauzulę niedozwoloną.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: