Napisane przez: futrzak | 28 Maj 2012

Gonimy Amerykę – przynajmniej w edukacji…

Czlowiek codzien dowiaduje sie czegos nowego, a tzw. social media czasami okazuja sie przydatne.

Oto bowiem ktos podlinkowal to video na facebook:

Wiedza studentki vs kibica Lechii Gdańsk

Nie wiem, czy manipulowane, czy nie i nie ma to znaczenia. Przerazily mnie komentarze pod nim. Dobrze z 80% komentujacych zsolidaryzowalo sie z niekumatą studentką. Ze w szkole tego nie uczyli. Ze po co im ta wiedza. Ze wola spedzic czas na czyms, co im sie przyda. Ze to ich nie dotyczy. Ze nudne. Ze po co.

Szok, po prostu szok. No ale młodzi Polacy jak widac dzielnie zmniejszaja dystans dzielący ich od amerykańskich rednecków. Za moich czasów na studiach opowiadano dowcipy o niekumatych Amerykanach i sie z nich podsmiewano. Dzis, jak widac, studentom juz dluzej nie potrzeba innej nacji…

PS:
a mialo byc miło, pozytywnie i w ogole o Buenos – niestety zapomnialam zabrac ze soba aparatu a nawet telefonu, wiec zdjęć chwilowo niet. Moze nastepnym razem…

Napisane przez: futrzak | 28 Maj 2012

O co chodzi w debiucie facebooka na giełdzie?

O pieniądze, rzecz jasna.
Nie trzeba byc geniuszem zeby zauwazyc ze firma, ktora ma zysku ok. 1 mld USD a zostaje wyceniona przy wejsciu na giełdę na 100 mld, coś kręci. Zapewnienia, ze “pomnozą zysk” o 150% są psu na budę, bo to daloby zaledwie ile? Do stu miliardów daleko.
Czy to przypadek, ze Morgan Stanley, Goldman i JP Morgan (pelniacy role underwriters czyli z grubsza rzecz biorac gwarantow oferty) juz w trakcie calej operacji przekazali swoim klientom obnizona prognoze przychodow z facebooka? Czemu tylko im, a nie calej reszcie? Czy to przypadek, ze Zuckerberg sprzedal spory procent akcji tuż po zaczęciu tradingu? Czy to przypadek, ze juz w trakcie otwartych notowań cos sie w systemie “zacinalo”, trzeba bylo “poprawiac glitches” a nawet na krotko zablokowac trading FB?

Za duzo tutaj przypadkow. Ja wiem, Katar Lema… ale to jest realny swiat, z realna kasa i realnymi stratami. Ktoś tu kogoś niezle wydoił…ciekawe, czy przejdzie bez echa?

Napisane przez: futrzak | 27 Maj 2012

Reszta świata a sprawa polska..

Temat pracy w Polsce cieszy sie niezmiennym powodzeniem, a strony twardo spolaryzowane obstaja przy swoim.

W takim razie troche liczb – zobaczmy Polske na tle innych panstw.

Ile dostaja polscy robotnicy? Tansi od Polakow sa tylko Meksykanie i Filipinczycy. Koszty zycia tych ostatnich sa nizsze, jednakze.

Udzial płac pracowników w PKB Polski. Znow, Polska trzecia od konca, gorzej tylko ma Grecja i Bułgaria. Przy czym od 2001 roku widac trend spadkowy, co prowadzi do nastepnego podsumowania w cyferkach:

Podczas gdy cala reszta UE (za wyjatkiem Slowacji) zwiększala poziom płac w przemysle, w Polsce działo sie dokladnie na odwrót. Dla tzw. “inwestorów” to zaleta, ale dla zwykłych ludzi juz niestety nie.

No i wreszcie ostatnie cyferki: indeks lepszego zycia zestawiony przez OECD. Zaszczytne, trzydzieste miejsce.

Prosze zauwazyc, ze powyzsze zestawienia bynajmniej nie neguja faktu, iz niewielka grupa bardzo dobrze wykwalifikowanych pracowników zawsze znajdzie pracę za płacę relatywnie wyzszą od sredniej polskiej. Oraz, ze proste prace fizyczne, bardzo kiepsko płatne (np. przy zbiorach) są dostępne.
Przed napisaniem komentarza proszę przeczytać powyższe 3 razy, zastanowic sie, a nastepnie zastanowić sie znow, czy komentarz będzie adekwatny.

PS:
za linki dziekuję panu Szczęśniakowi.

Napisane przez: futrzak | 25 Maj 2012

Czy to jest policja, czy jakies szwadrony sadystow?

- kobieta w siódmym miesiącu ciązy wiozaca do szkoly 11-letniego syna zostala zatrzymana przez policje za przekroczenie predkosci. Jechala 32mph w obszarze z ograniczeniem 20mph. Odmowila podpisania mandatu sądząc, ze jest to przyznanie sie do winy. Trzech policjantow potraktowalo ja 3 razy taserem, wywloklo z samochodu, skulo kajdankami i zamknelo w areszcie. Kobieta podala ich do sądu ale… przegrala.

- policjant pojawil sie w domu z powodu donosu o wagarach pewnego dziewięciolatka. Dzieciak odmowil wspolpracy i nie chcial sie ruszyc z kanapy, wobec czego policjant sila go sciagnal, rzucil na podloge i dwa razy potraktowal taserem. Po wezwaniu ambulansu dzieciak zostal zabrany na komisariat i doliczono mu do oskarzenia za wagary opor przy aresztowaniu.

Przykladow jest wiecej, nie mowiac o tym, ze w wielu wypadkach ludzie po potraktowaniu taserem po prostu umieraja. W koncu jest to 50 000 voltów, co powoduje okropny ból. Jesli ktos jest maly (dziecko) albo ma kiepskie zdrowie, to dojdzie do zatrzymania akcji serca.
Ja rozumiem uzycie czegos takiego w uzasadnionym wypadku, czyli wobec przestepcy uciekajacego z miejsca przestepstwa – ale przeciwko dziecku albo kobiecie w zaawansowanej ciąży??? To sie po prostu w glowie nie miesci.
Najgorsze jest to, ze na ogol policjantom naduzywajacym wladzy nic sie nie dzieje. NIC. Pozwy cywilne ida donikad, a spoleczne protesty sa ignorowane.

Napisane przez: futrzak | 24 Maj 2012

Jak urządzić miniaturowe mieszkanko

Jakis czas temu pisalam o niezbyt trafnie urzadzonym mieszkaniu od strony funkcjonalnej, dzis za to będzie o takim, ktore moim zdaniem jest jednym z lepszych rozwiazan w sytuacji typu: mamy miniaturowa przestrzen i cos z nia trzeba zrobic.
Byc moze pare rzeczy bym zaprojektowala inaczej (np. ciut powiekszyla prysznic i zrezygnowala ze zmywarki na rzecz dodatkowej szafki oraz sciany pomalowala na jakis zywszy kolor) – ale generalnie uwazam nie ma sie do czego przyczepic. Wykorzystanie przestrzeni dorównujace temu na jachtach:

A gdyby ktos myslal, ze to co powyzej bylo male, to tutaj jest dopiero ekstrema:

tym razem w Szwajcarii.

Zastanawiam sie, czym sie skonczy tym razem? Poprzednio mielismy wojne z terroryzmem (Saddam), wprowadzanie demokracji (Libia) i tym podobne. Oba preteksty slabo pasuja do Szwajcarii ale…a campaign sponsored by politicians from the right-wing Swiss People’s Party daje pewne clou. Skoro prawica, to nacjonalisci. Jesli nacjonalisci, to faszysci. A faszyzm, jak wiadomo, nalezy zwalczac bo nie mozna dopuscic znowu do powtórzenia się holokaustu….

Napisane przez: futrzak | 22 Maj 2012

Jak dostać jakąkolwiek pracę w Polsce

Około miesiąca temu popełniłam notkę na temat “Jak dostać dobrą pracę w Polsce.”
Wywiazala sie dosc burzliwa dyskusja – dzis ciąg dalszy tematu pracy w Polsce – i tym razem bodźcem byl artykul w gazecie, tyle ze innej.

Czytelnikow bardzo prosze, zeby przed komentowaniem przeczytali najpierw oryginalny artykul.
Ja zajmę sie porownaniem z innymi krajami.

Pierwsza bezrobotna po bezowocnych poszukiwaniach wpadla na dobry pomysl: sama, udajac pracodawce, zamiescila ogloszenie na jednym z portali:

Wpisała, że poszukuje pracownika biurowego do firmy ogólnobudowlanej. W ramach obowiązków – sporządzanie ofert, kosztorysy itd. Wyglądało dokładnie tak jak to, którego sama szukała. Myślała – przyjdzie parę maili, zobaczy tylko, jacy ludzie aplikują i jak wypada na ich tle. W ciągu dwóch godzin zapchała jej się skrzynka. Z ponad 850 zgłoszeń otworzyła pierwsze lepsze. A tam: dwa kierunki, trzy lata w Stanach, cztery lata doświadczenia, Erasmus, staże. Do zwykłej biurowej pracy

Po padzie dotcomow i kryzysie w branzy IT w Kalifornii po raz pierwszy stracilam prace w Stanach. Tez szukalam czegokolwiek, w efekcie zaczelam pracowac jako “sales assistant” w firmie robiacej firewalle. Do moich obowiazkow nalezalo w zasadzie wszystko, m. in. pomoc przy rekrutacji. Na ogloszenie na stanowisko recepcjonistki zglosilo sie ok. kilkudziesieciu osob i zadna z nich nie miala tytulu Master. 850 osob w dwie godziny znaczy tylko tyle, ze kandydatow do jakiejkolwiek pracy jest duuuuuuuuuzo duuuuzo wiecej niz dostepnych miejsc pracy.

Druga rzecz. W USA (ale i innych “cywilizowanych” krajach) nie ma wymogu podawania wieku, zdjecia, a pracodawca nie ma prawa zadac pytania o rodzine, stan cywilny etc. Tymczasem w Polsce na porządku dziennym sa:
“Dziecko? O, to pewnie do żłobka chodzi? A żłobek to choroby, zwolnienia, dziękujemy”. Albo: “Czy pani ma rodzinę, męża, dziecko?”

Winią niektórzy ludzi mlodych, po studiach, ze nie maja doswiadczenia. Doswiadczenie, doswiadczenie i jeszcze raz doswiadczenie. Okazuje sie jednak, ze zbyt duzo doswiadczenia to tez zle:

Mam 50 lat i imponujące CV, poza tym nieźle wyglądam i cieszę się dobrym zdrowiem. Pomimo to muszę się zadowalać pracą poniżej kwalifikacji z prostej przyczyny: nieodpowiedni wiek i doświadczenie tak imponujące, że potencjalni szefowie, widząc zagrożenie własnej pozycji w firmie, wyrzucają moje CV do śmieci

Coz, tez znam ten problem, bo jak za drugim razem zostalam zwolniona grupowo, to tez juz mialam za duzo tego doswiadczenia. Tu akurat sprawa ma sie podobnie w Polsce i USA. Zadzwiajace, ze pracodawca nie potrafi zrozumiec, ze jesli jest duze bezrobocie, to ludzie “overqualified” zadowola sie praca ponizej kwalifikacji i czesto będą ja wykonywac sumienniej, lepiej i bez narzekania, a to z tego wzgledu, ze maja na utrzymaniu rodzine i inne zobowiazania finansowe, poza tym czesto sa bardziej odpowiedzialni od ludzi mlodych.

Nastepna rzecz wspolna to debilne pytania typu “ile chce pani zarabiac”. Jezeli to firma szuka pracownika na etat, to w zasadzie do ich obowiazkow powinno nalezec okreslenie widelek placowych. Tak robia duze korporacje, ale i w wypadku mniejszych firm powinno to byc regula – jest to kwestia elementarnej uczciwosci.

Szokuja tez niektore wymagania:

Moja koleżanka aplikowała do zwykłej pracy biurowej i na teście musiała odpowiedzieć na pytania: ”Czy jest pani gotowa na wyjazdy służbowe?”. Napisała, że tak. Następne było: ”Czy jest pani gotowa na takich wyjazdach spać w samochodzie?”. A potem jeszcze: ”Czy jest pani w stanie wytrzymać więcej niż osiem godzin bez jedzenia i picia?

Z tym nie zetknelam sie nigdzie poza Polska. Sa jakies granice, ludzie do tego zeby normalnie pracowac potrzebuja sie wyspac, zjesc, napic. To normalne i pracodawca wszedzie sie z tym liczy. Oczywiscie dla kogos, kto pracuje na wlasny rachunek, nie jest to problem. Ludzie czesto robia tak, ze pracuja przez pare dni jak wariaci, a potem przez tydzien odsypiaja. Ale – po pierwsze jest to ich wlasna decyzja – po drugie takie cos nie jest mozliwe, jesli nastepnego dnia rano trzeba sie znowu stawic w pracy na 8 godzin.

Nastepny problem to dyskryminacja ze względu na płeć:

Moim problemem jest to, że jestem kobietą. Rozmawiałam ostatnio z kolegą pracodawcą i powiedział mi otwarcie: Jeżeli miałbym do wyboru kobietę i mężczyznę o takich samych referencjach, to nawet bym się nie zastanawiał. Inżynier to musi być facet, tak się ludziom kojarzy i kropka

W USA tez tak bylo – do czasu do kiedy nie wprowadzono przepisow o dyskryminacji. Jeszcze w Polsce doprowadzalo mnie to do piany i bialej goraczki: z jednej strony narzekania, ze ktos poszedl na “gownianie” studia, a z drugiej strony jak juz dziewczyna skonczy politechnike, zdobedzie konkretny i dobrze platny zawod inzyniera, to i tak pracy nie dostanie. A potem co “swiatlejsi” mówią, ze kobiety nadaja sie tylko do garow i zajmowania dziecmi, bo nie ida na studia science, inzynierskie etc…

W ogole z zawodem inzyniera w Polsce jest teraz dziwnie:

Zresztą studia nikogo nie obchodzą, liczy się tylko doświadczenie. A uczelnia, niestety, nie przygotowuje do pracy w zawodzie. Znam całą teorię, ale jak mnie ktoś zapytał na rozmowie o to, jak wyeliminować konkretny błąd na linii produkcyjnej koła zębatego, to mnie zamurowało. Albo co bym zrobiła, gdyby nie zadziałał wyłącznik zapłonu. W tej chwili uczelnia nie tylko nie zapewnia żadnych praktyk, ale nawet ich nie wymaga.

Rownie dobrze moznaby skasowac praktyki studentow medycyny w szpitalach przyuczelnianych – tak przeciez byloby taniej. Tylko pozniej strach sie bac isc do lekarza…Kiedys, o ile pamietam, byly praktyki inzynierskie. Ale to nie jedyny sposob. W Argentynie jest tak, ze owszem, inzynier bez doswiadczenia zaraz po studiach dostaje jakas tam glodowa pensje (w okolicach polskiej minimalnej). Zwykle pracuje tak przez rok i nabywa doswiadczenia. Potem jego placa sie bardzo zwieksza (sprawdzalam ogloszenia). Poza tym caly czas pracuje na etat no i ze znalezieniem pracy po studiach nie ma problemu. Ofert dla inzynierow najrozniejszych specjalnosci (wlacznie z zajmowaniem sie energia atomowa, satelitami, wydobyciem ropy i gazu) jest baaardzo duzo.

Podsumowujac: rynek pracy w Polsce jest dziwaczny. Z jednej strony jest ogromne bezrobocie, zwlaszcza wsrod ludzi mlodych (wg eurostatu trzecie zaraz po Grecji i Hiszpanii). Z drugiej pracodawcy narzekaja na to, ze nie moga nikogo znalezc. Ciezko w to uwierzyc bo jak – sposrod kilkuset osob nie znajdzie sie ani jedna nadajaca sie do prostej pracy w biurze albo w magazynie? Pewnie by sie i znalazla, ale jesli do sprawdzenia czy w pudelku jest but lewy i prawy wymagane jest doswiadczenie z innego magazynu, to ręce opadaja.
Rozumiem, ze pracodawcy chcieliby od razu pracownika idealnego: kwalifikacje nie za wysokie, nie za niskie. Doswiadczenie pare lat najlepiej na takim samym stanowisku, do tego chec pracy za najnizsza krajowa i najlepiej bez zadnej umowy.
Rozumiem, ze w Polsce sa takie a nie inne przepisy i takie a nie inne prawo pracy. Ale w innych krajach tez sa! (np. Skandynawia, Francja) I jakos pracodawcy nie traktuja pracownikow jak wolow pociagowych i na dodatek bez szacunku. Tyle, ze roznica w czym innym: tamto sa bogatsze kraje. Chociaz z drugiej strony….Argentyna (przynajmniej nominalnie) od Polski bogatsza nie jest, a jednak ludzi traktuje sie z wiekszym szacunkiem i to widac na codzien doslownie wszedzie.

I ostatnia rzecz: procent ludzi w Polsce z dyplomem magistra osiagnal w ciagu ostatnich 20 lat niespotykane rozmiary. Tak, dyplom nobilituje a jakze, ale z drugiej strony pamietam czasy, kiedy ja sama szukalam pracy i do byle pierdoły wymagano dyplomu. Po co? Studia staly sie jedna wielka przechowalnia, a szkoly zawodowe skasowano. I nie jest to problem tylko Polski, ale tutaj wystepuje w jakiejs skrajnej i przerysowanej formie, skupia sie jak w soczewce.

Dlaczego jest tak, ze Polacy, ktorzy wyjechali za granice nagle okazuje sie, ze potrafia pracowac, ze maja inwencje, ze zbyt wysokie czy niskie kwalifikacje nie maja znaczenia? Dlaczego nie zachowuja sie tak w Polsce?

Napisane przez: futrzak | 22 Maj 2012

Jak z tą Grecją jest

Na blogu polskiej emigrantki w Grecji przeczytalam cos takiego:

uslyszalam o tym kilka tygodni temu w greckiej tv. Chodzilo o sezon na brzoskwinie, ktory jakos teraz sie chyba zaczyna. Otoz do zbiorow potrzebowano okolo 5 tys. pracownikow. Dniowka-26 euro. No i co sie okazalo? Znalazlo sie zaledwie 27 chetnych Grekow. I 4800 Albanczykow!!! Podobno liczby nie klamia wiec podaje tego “newsa” jako obraz greckiej rzeczywistosci

Zaczelam sie zastanawiac. Praca przy zbiorze owoców to jest ciezka harówa (wiem bo sama to robilam dawno temu) i zwykle nie ogranicza sie do 8 godzin dziennie. W przeliczeniu na dolary stawka wynosi ok. 33 USD/dzień, domyslam sie, ze brutto. Troche dziwnie, ze to stawka za dzien, a nie na przyklad od zebranej ilosci (w koncu ludzie maja rozna wydajnosc). Zwykle placi sie od zebranej ilosci. Jesli jednak zalozymy, ze to stawka dzienna i ze ktos pracuje tylko 8 godzin, to wychodzi troche powyzej 4 USD za godzine. Zalosnie malo – Meksykanie zasuwajacy na farmach w USA na czarno dostaja wiecej.
Nasuwa sie tez pytanie oczywiste: czy jadac na taka farme ma sie jakis-tam nocleg, wyzywienie? Zalozmy, ze wyglada to tak: wlasciciel farmy dowozi ciezarowka z jakiegos wiekszego punktu zbiorki robotnikow, na miejscu mieszkaja w barakach (upakowani po pare osob na pokoik na pryczach), do dyspozycji maja wspolna kuchnie, na ktorej cos musza sobie ugotowac. Czyli – dochodzi koszt zarcia. Nie wiem jakie sa ceny w Grecji obecnie – ale chyba wiecej niz 10% z tych 26 EU na dzien pojdzie na zarcie? To ile zostaje? Jak to sie ma do kosztow utrzymania tj. praca przy zbiorach owocow jest praca sezonową rzecz jasna, wiec taki ktos musi gdzies miec normalne mieszkanie, na ktore jakos trzeba zarobic, jesli ma rodzine, to ja tez jakos trzeba wyzywic. Na ile starczy zaplata 650 EU zakladajac, ze zasuwa sie non-stop 25 dni pelnej dniowki? Czy z tego da sie wyzyc?
Wiem, ze pensje w Grecji zostaly obnizone i ze np. nauczyciel zarabia 550 EU miesiecznie. Tyle, ze on ma ograniczona ilosc godzin dziennie i po tych godzinach moze probowac jakos-tam sobie dorabiac na miejscu. Praca przy zbiorach wymaga bycia poza miejscem zamieszkania przez miesiac a czasem i wiecej (zalezy co sie zbiera). Na dorobienie srednio sie nadaje.
Kto sie moze na nia zalapac i dla kogo ona ma sens? Zwykle dla mlodych ludzi, bedacych w szkole albo na studiach w okresie wakacyjnym. A i tak zwykle wola oni wyjechac poza granice kraju, tak jak to mialo miejsce w Polsce za czasow komuny. Zarobki w rolnictwie i warunki byly straszne, ale za to jak sie wymienilo dolary na zlotowki, to starczalo na pol roku zycia…i dlatego do Grecji na zbiory przyjezdzaja Albanczycy. Wroca do swojego kraju i jeszcze jakas kasa im zostanie (o ile po drodze euro nie padnie na pysk…).

O czym to swiadczy? Czy Grekom sie w tylkach poprzewracalo? Nie sądze. Kalkuluja jak kazdy normalny czlowiek. Zasuwac na granicy egzystencji mozna, ale jako rozwiazanie tymczasowe. Jesli ma byc to sposob na zycie, to ogromna wiekszosc ludzi, ktorzy zyli na normalnym poziomie, woli sobie palnąć w leb, niz meczyc sie za miche strawy (i to sie dzieje vide gwaltowny wzrost samobójstw w Grecji) do konca zycia. Ci, ktorzy moga, wyjada – co sie tez juz dzieje..

Napisane przez: futrzak | 21 Maj 2012

Cała prawda o teoretykach i praktykach organizacji pracy

Teoretyk (np. absolwent MBA) zajmujacy sie organizacja pracy:

Skoro czynnosc X zajmuje jednej osobie 9 miesięcy, to trzem osobom zajmie 3 miesiące. Wystarczy tylko zapłacic więcej!

Praktyk:

Zatrudnienie trzech kobiet do urodzenia jednego dziecka nie sprawi, ze dziecko urodzi się po trzech miesiącach…

Napisane przez: futrzak | 20 Maj 2012

Dożywotnie niewolnictwo

W zwiazku z IPO facebooka wyplynela na swiatlo dzienne sprawa Saverina (i innych bogatych obywateli USA), ktory pare miesiecy temu zrezygnowal z obywatelstwa Wujka Sama. Sporo osób twierdzi, ze zrobil to z powodu podatków, zarzuca mu sie egoizm, koniecznośc splacenia jakichs dlugów etc.
Fakty przedstawiaja się tak, ze od 2009 r. mieszka na stale w Singapurze, tam inwestuje i generalnie tam zyje.

Jedna uwaga: fakt bycia obywatelem USA nakłada na czlowieka dozywotni obowiazek placenia podatków Wujkowi Samowi niezaleznie od tego, gdzie sie przebywa [ustawa podatkowa jest bardzo skomplikowana, ale pominmy tutaj jej szczegóły]. Rezygnacja z obywatelstwa pociaga za soba koniecznosc zaplacenia exit tax z przewidywanych capital gains od posiadanych akcji.

Nie zamierzam tutaj zastanawiac sie nad motywami kierującymi panem Saverinem – w gruncie rzeczy sa one niewazne. Poniewaz ruch rezyzgnowania z obywatelstwa USA rośnie w liczbę, senator Charles Schumer zaproponowal ustawę, w mysl ktorej, jak donosi Bloomberg:

Schumer’s proposal would empower the Internal Revenue Service to impose capital gains tax at a higher rate of 30 percent on future investment gains of wealthy individuals who the agency decides renounced their citizenship to avoid taxes. It also would bar such people from re-entering the U.S. Schumer said he will advance the legislation as quickly as possible.

Przetlumaczmy to na ludzki język. Senator proponuje, zeby na podstawie arbitralnej decyzji urzędu podatkowego USA mozliwe bylo nalozenie 30% podatku od PRZYSZLYCH zysków kogos, kto zrezygnowal z obywatelstwa USA.
Mhm…. w/g konstytucji wszelakie obowiazki lubo prawa dotycza TYLKO obywateli. Tutaj mamy przyklad, ze imperator naklada sobie obowiazek placenia podatku przez NIEOBYWATELA i to na dodatek od PRZYSZLYCH zysków.

Czym to sie rozni od niewolnictwa? Chyba tylko rozbudowanym i skomplikowanym slownictwem, niezrozumialym dla zwyklych Johnów, którzy sobie pomyslą, ze ich to przeciez nie dotyczy, bo to podatek “bogatych”. Clou zostaje jednak to samo: swojemu panu opłacać się bedziesz az do smierci, bo miales pecha czlowieku i urodziles sie nie w tej wiosce co trzeba, a co wiecej – zdobyles sie na bezczelnosc i zachcialo ci sie z tej wioski uciec…

PS: zamiast komplikowac sprawy, moglby sie pan senator uczyc od miszczów i uchwalic ustawe o obywatelstwie taka, jaka obowiazuje w Polsce. O zrzeczeniu sie decyduje tylko prezydent, ustawa nie ma trybu wykonawczego ani odwolania. I voila, pozamiatane!

Napisane przez: futrzak | 19 Maj 2012

Colonia del Sacramento

Dostać sie tam mozna jedna z trzech linii promow plywajacych z Buenos Aires. My wybralismy Buquebus. Prom samochodowy, dlatego plynący wolno – 3 godziny.
Po wyplynieciu ranek powital nas pochmurnym wschodem slonca.

Gorny poklad promu wyglada tak:
1 2 3
Fotele widoczne na zdjeciu sa rozkladane, dosc wygodne. Dostepny jest barek z alkoholem, cieplymi posilkami, kawa, herbata etc. ale nie radze korzystac – ceny potwornie zdziercze a zarcie najpodlejszej jakosci. Lepiej juz zabrac cos ze soba albo doczekac dobicia do Colonii.

Z pokladu mozna obserwowac panorame Buenos i oczywiscie wrednie blotnisty kolor wody w Paranie, notabene przyniesiony az z gor w Boliwii…

Colonia del Sacramento zostala zalozona w 1680 roku przez portugalczyków, potem przechodzila z rąk portugalskich do hiszpanskich i z powrotem wiele razy, az wreszcie stala sie częscią niepodległego panstwa urugwajskiego. Dzis ma ok. 22 tys. mieszkancow i jest przyjemnym, sennym miasteczkiem zyjacym wlasciwie w wiekszosci z uslug dla Argentynczykow. Maja oni tutaj swoje domy, przyjezdzaja zeby odpoczac od zgielku miasta oraz przede wszystkim wywiezc pieniadze poza jurysdykcje banków argentynskich.

Na ulicach mozna zauwazyc absolutne zabytki motoryzacji, pieczolowice odrestaurowane i będące na chodzie! Chociaz nie wszystkie – ten na przyklad sluzy jako…stolik restauracyjny :))

Stara część Colonii zostala wpisana na listę zabytków UNESCO, i bardzo dobrze. Jest maleńka, ale przesliczna. Kosciol, kilka muzeow, kilkanascie knajpek – wszystko nastawione na turystow, ale jako ze przyjechalismy po sezonie (jesien) oraz w poniedzialek, prawie nie bylo tam nikogo oprocz jednej zorganizowanej wycieczki.
Oczywiscie wszedzie wałęsały sie przyjazne psy, majace swoje rewiry. Po opszczeniu jednego, przejmowal nas nastepny pies, nie odstepujac ani na na krok.

Tutaj mozecie obejrzec wszystkie zdjecia z Barrio Historico. (klikamy na strzaleczke w prawa strone).
Ja osobiscie jestem dumna szczegolnie z jednego zdjęcia. Prawda, swiatlo bylo znakomite, ale i tak zrobienie tegoz glupia calkowicie automatyczna kompaktowa kamerką jest uwazam nie lada wyczynem.

Napisane przez: futrzak | 19 Maj 2012

Kuchnia pełna niespodzianek

Znów kolejne zadziwienie od strony kulinarnej.
Placki z mąki z cieciorki znane sa w różnych krajach srodziemnomorskich, a do Argentyny przywędrowaly wraz z emigrantami wloskimi. Mialam okazje je jesc w restauracji wloskiej w Kalifornii i byly znakomite.

Ale…. zeby je jeść razem z pizza to mogli tylko Argentynczycy wymyslec…
Po prostu szczęka mi opadła do samej podlogi…

Napisane przez: futrzak | 17 Maj 2012

Wizyta robocza CFK w Angoli

Prezydent Argentyny, Christina Fernandez de Kirchner, wlasnie wylądowala w Angoli. Towarzysza jej minister przemyslu, rolnictwa, spraw zagranicznych, communication secretary [nie wiem jak to przelozyc na polski jezyk] oraz 400 biznesmenów argentynskich.

Interesy mozna robic wszedzie, a Angola ma ropę – obecne wydobycie to ok. 2 mln barylek dziennie. Przypomniec nalezy, ze Argentyna ok. 30% ropy musi sprowadzac z zewnatrz. Wymiana handlowa bylaby korzystna dla obu stron zwlaszcza, jesli zawarte umowy bylyby barterowe z pominieciem dolara jako platnosci za rope…

W zwiazku z powyzszym zastanawiam sie: kiedy ostatni raz polski rząd z premierem i najwazniejszymi ministrami oraz biznesmenami pojechal negocjowac obustronne wymiany handlowe decydujace o rozwoju kraju?

Napisane przez: futrzak | 13 Maj 2012

Wycieczka do San Isidro i Tigre

Wybralismy sie dzis, wczesnym rankiem, bo juz kolo poludnia :)

Najpierw z dworca Retiro wsiedlismy w pociag linii Mitre jadacy do Tigre, ale wysiedlismy w Olivos (cena jednego biletu to 1.10 peso podajze) – jak najbardziej celowo. Olivos to miejsce, gdzie jest palac prezydencki i tam zamieszkuje la Presidenta czyli Kristina. Miasteczko senne, prawie w ogole nie bylo tam ludzi. Cicho, spokojnie. Jakis uprzejmy starszy pan zapytal sie nas, po wyjsciu z dworca, gdzie jest cos-tam :)

Sama stacyjka przeurocza. Dawny budyneczek dworca pieknie odrestaurowany i dzis miesci sie tam restauracja i cafe bar. Klimat jak z miasteczka alpejskiego :)
Linia kolejowa nazywa sie Tren de la Costa, kiedys jezdzil tędy normalny pociag parowy, dzis jest zelektryfikowana i jezdzi po niej cos, co przypomina tramwaj. Oznaczenia kiepskie – ani z ktorego peronu w ktora strone, ani tablicy z rozkladem (znaczy byla ale ktos ja zamazal) – ale to nie problem, bo wystarczy zapytac w restauracji i wszystko wytlumacza (o ile sie rozumie hiszpanski…). Bilety kosztuja 10 peso dla miejscowych i 18 dla turystow, kupuje sie je juz po wejsciu do pociagu. Nas, o dziwo, skasowano za dwie osoby na 20 peso :) Widac pan obslugujacy linie uznal, ze jestemy miejscowymi ;))))

Po drodze sa widoki na brzegi Parany, tutaj akurat pustawo, ale dalej okazalo sie, ze chyba polowa Buenos zjezdza sie tam na weekend piknikowac, popijac mate i robic asado ;)
Wysiedlismy w San Isidro… i miasteczko mnie zupelnie zauroczylo. Pierwsze, co widac ze stacji to wzgorze z kosciolem. Oczywiscie trzeba sie bylo na nie wdrapac i obejrzec kosciol z bliska. Robi wrazenie. Dookola kosciola rozciaga sie park, a w nim pchli targ oraz wystawiajacy sie lokalni artesanias. W miasteczku stara, kolonialna architektura oraz zwykle kolorowe domki.
Znalezlismy tez dom, w ktorym mieszkal i zmarl pierszy gubernator Malwinow. Chyba przyjemnie musialo mu sie tam mieszkac :)

W koncu wsiedlismy spowrotem w pociag i dojechali do Tigre. Coz, chyba z polowa Buenos udaje sie tutaj w cieple i sloneczne dni w weekendy. Tlumy ludzi, po prostu. Tigre to brama do delty Parany, mozna tam zaliczyc kurs lodzia, katamaranem i motorowka po delcie; jest wesole miasteczko dla dzieci, kasyno dla doroslych, sa sklepy rzemieslnikow w dawnych dokach; do tego duuuuzo miejsca do posiedzenia, popicia mate (co ciekawe, nawet nastolatki i mlodziez nie siedza i nie pija piwka, tylko mate) i poogladania ruchu rzecznego ;).

W Tigre jest cala masa pubow w najrozniejszych kolorach oraz restauracyjek. My wybralismy taka, w ktorej siedza miejscowi, a proporcje miesa do warzyw na talerzu sa nader wlasciwe :) Na dodatek, chodza tam psy – bardzo przyjazne, nieagresywne i nieszczekajace, za to domagajace sie na sępa resztek z talerza. Ludzie zazwyczaj niedojadaja i rzucaja resztki, dzieki czemu pieski sa tluste i zadowolone. W czasie naszego posilku zwierzaki w liczbie trzech obskoczyly wszystkie stoliki, na ktore cos serwowano, i wysępily co mogly – od nas tez ;)

Za poprzedniej naszej bytnosci w Tigre nie zdawalismy sobie sprawy, ze jest tam muzeum mate.. Muzeum jest malutkie, urzadzone w zasadzie w prywatnym domu, za to mater, czajnikow i innych sprzetów jest tam dostatek. Placi sie 10 peso od osoby, w zamian jest przewodnik (po hiszpansku i na zyczenie po angielsku) objasniajacy wszystko, puszczaja tez film o uprawie i produkcji mate. Mozna robic zdjecia.
Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia calosci zdjec, przy czym: zmienila sie wersja mobile me i teraz juz nie ma bezposrednio podpisow pod kazdym zdjeciem, trzeba kliknac na lyterkę “i”. Oraz, z jakichs powodow niestety przy wgrywaniu na serwer pomieszalo mi kolejnosc zdjec :(
No ale trudno.

Napisane przez: futrzak | 11 Maj 2012

Przykładowe ceny z Buenos Aires

W/g paragonu z supermarketu Carrefour z centrum – zdecydowanie nie jest to najtanszy sklep. Z jezyków, jakie można tam uslyszec wnioskuję, ze sporo ponad polowe klientow stanowia cudzoziemcy.

W tej chwili 1 USD = 4.5 peso

Przyzwoite wino w kartonie (klasa mniej-wiecej takiego za 20-30PLN) – 7.89 peso
12 jaj extra grande – 15.35 peso
Litr mleka pelnotlustego – 4.6 peso
mendicrim
(tutejsza smietana bez zadnych dodatkow chemicznych, zawierajaca 45% tluszczu, 300g) – 11.43 peso
Kilogram pomaranczy – 4.89 peso
Kilogram ziemniakow (drozszych) – 4.98 peso
Pork chop (schab z koscia) 1 kg – 25.8 peso
Nogi kurczaka z udem 1 kg – 15.90 peso
Cebula 1 kg – 8.5 peso
Ryz bialy 1 kg – 5.5 peso
Quilmes 1 litr (popularny lager) – ok. 6.5 peso

Ceny jedzenia sa ciekawe, bo np. jakiekolwiek pieczywo za kilogram wychodzi drozej, niz wolowina. Podobnie jest z dżemem, a juz porzadne konfitury (np. z owocow lesnych) wychodza ponad stówę peso za kilogram. Z carbs najtanszy jest ryz oraz makaron.
Lunch na wagę u chinczyka (rozne rodzaje wolowiny, kurczak, sajgonki, ryz, chow-mein, rozne salatki, ozorki marynowane, sushi wegetarianskie [tego nie radze probowac bo porazka]) — 3.6 peso za 100 gram. Za porcje dla dwoch doroslych osob, ktora sie najedlismy, zaplacilismy 26 peso.

Na prowincji jest znacznie taniej – na oko zarcie (niemportowane) w Santiago del Estero kosztowalo polowe tego, co w Buenos.

Napisane przez: futrzak | 10 Maj 2012

Zabezpieczony: Coś za coś

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:

Napisane przez: futrzak | 10 Maj 2012

Kto kogo dyma czyli Ziemkiewicz, Machała i Rzeczypospolita

Zabawne.
Rafal Ziemkiewicz chce pozwać Tomasza Machałę za słowa:

“Śmiałe to stwierdzenie z pióra człowieka słynącego z dymania, z przeproszeniem, podatników (także mnie), poprzez siedzenie w KRUS.”

Na swoje usprawiedliwienie Tomasz Machała odpowiada:

“Nie twierdzę, że Rafał Ziemkiewicz łamie prawo. Polskie prawo daje rolnikom prawo korzystania z niskiej składki na ubezpieczenie społeczne. Rafał Ziemkiewicz twierdzi, że ma ponad 10 hektarów ziemi, płaci więc jak wynika z rządowej tabelki 366 złotych kwartalnie. Ma za to ubezpieczenie emerytalne, rentowe, chorobowe, wypadkowe, a gdyby był kobietą, to także macierzyńskie. Rafał Ziemkiewicz płaci więc miesięcznie 122 złote na KRUS. Gdyby prowadził działalność gospodarczą, płaciłby miesięcznie prawie 1000 złotych. Płaci więc zapewne ośmiokrotnie mniej. Gdyby był na etacie w jakiejś firmie, wówczas jego składki byłyby uzależnione od wynagrodzenia i być może dużo wyższe. Rafał Ziemkiewicz ma więc za 122 złote miesięcznie to, co inni mają za co najmniej 928 złotych miesięcznie. Ponieważ zawsze ktoś musi zapłacić za pewien przywilej innych, to użyłem słowa “dymanie podatnika”.

Moje pytanie jest proste jak konstrukcja cepa: kogo należy winić za “dymanie podatnika” – państwo, które uchwaliło prawo dające przywileje jednym a obciążające innych podatników? Czy tez podatnika, który zgodnie z uchwalonym prawem płaci to, co państwo zarządziło, żeby płacił?
Kto kogo dyma – podatnik postępujący zgodnie z prawem, czy panstwo uchwalające “dymające” prawo?

Napisane przez: futrzak | 9 Maj 2012

Podwójne standardy

Znów.
Gdy Argentyna, uchwałą swojego parlamentu przejęła wiekszosc udzialow spółki naftowej YPF (sprywatyzowanej za czasow Menema na bandyckich warunkach), w świecie tzw. zachodnim rozpętała się histeria i nagonka.
Dzisiaj rząd Hiszpanii przejął czwartego co do wielkości kredytodawcę, Bankię.

Roznice? Pierwsze to byla firma naftowa coś warta. Jej przejęcie to “wywlaszczenie” czy tez “nacjonalizacja”. Drugie to zbankrutowany bank – tutaj ta sama operacja nazywa sie bailout. Pomoc.
W pierwszym wypadku Argentynczycy maja szansę coś zyskać. W drugim za hojność rządu i zakup bankruta zaplaca Hiszpanie.

No dobrze, skoro zeszlo juz na design, to teraz bardziej serio :)

Gust jest gustem i ciezko z nim dyskutowac, jednak przy urzadzaniu domu/mieszkania architekt i dekorator sa od tego, zeby zapewnic funkcjonalnosc. Kolory scian czy meble mozna latwo zmienic, zlego rozplanowania juz raczej nie…

Ponizej lista rzeczy, z ktorymi zetknelam sie osobiscie i wiem, jak moga obrzydzic zycie.

1. Brak badz niewystarczajaca wentylacja w lazience. Zwykle predzej, niz pozniej, skonczy sie grzybem i plesnia – cudow nie ma. Mala kratka wentylacyjna to za malo, powinna miec wstawiony wiatrak, jesli lazienka nie ma okna.

2. Wykladzina na podlodze w lazience. Widzialam takie cudo w jednym domu i to byla kompletna porazka. Juz po paru miesiacach waliła plesnia.

3. Wanna z prysznicem ale bez mozliwosci zamontowania go na scianie i bez zaslonki. Nie zawsze jest czas wziac normalna kąpiel, zostaje wiec prysznic. Siedzenie w kucki w wannie i polewanie sie dookola sluchawka od prysznica jest niewygodne i konczy sie zalaniem polowy lazienki. Dodatkowe sprzatanie juz nie jest zabawne…

4. Lazienka, do ktorej wchodzi sie z sypialni. Fajny pomysl, ale tylko jesli mamy w domu wiecej niz jedna lazienke. W przeciwnym razie wszyscy goscie, ktorzy nas odwiedza, beda musieli przechodzic przez sypialnie. Niefajnie…

5. Drewniane schody. Tak, wygladaja pieknie, ale jest znikoma ilosc rzemieslnikow, ktorzy potrafia je zrobic dobrze. Najczęstrzym błędem jest uzycie desek z sękiem w srodku – wtedy schody bardzo szybko zaczynaja skrzypiec, w skrajnym wypadku decha po paru latach sie zlamie. Schody w ogole odpadaja, jesli mamy w rodzinie kogos z problemem poruszania sie.

6. Wykladzina dywanowa czyli “wall-to-wall carpet” przeslawny. Absolutny standard w mieszkaniach na wynajem w USA. Fajna rzecz, ale tylko przez kilka miesiecy – potem sie brudzi i wyglada ohydnie. Odkurzacz piorący niewiele pomaga, zwlaszcza, jesli ktos ma w domu zwierzeta albo male dzieci.

7. Złe zaprojektowanie kuchni. Najczęstrzy błąd to niewystarczająca ilość blatów roboczych bądz niewlasciwe ich umieszczenie. Obok kuchenki powinien byc blat, najlepiej zrobiony z czegos zaroodpornego (na wypadek gdy musimy rozgrzany garnek sciagnac szybko z palnika). Podobnie blat powinien byc przy lodowce – zeby bylo gdzie klasc rzeczy z niej wyjete. W tej kategorii szczytem bylo mieszkanie w bloku, w ktorym lodowka nie zmiescila sie w maciupenkiej kuchni i stala w spizarce. Uciazliwosc na codzien baaaardzo irytujaca. Jesli chodzi o material na blaty to niestety drewno, plyta MDF, laminat sie nie sprawdza. Zeby nie wiem jak dobrze byl zrobiony, po paru latach sie zniszczy i bedzie wygladac fatalnie. Kamien, marmur, terakota sa najlepsze. Corian tez da rade, z tym, ze nie nalezy na nim stawiac rozgrzanych przedmiotow.

8. Otwarta lub polotwarta kuchnia. Zanim sie zdecydujemy, powinnismy wziac pod uwage mozliwosci wentylacyjne. Porzadny wyciąg to jest w takim wypadku koniecznosc – sam pochlaniacz nie wystarcza. Jesli nie da sie zainstalowac wyciagu z wiatrakiem imho lepiej zrezygnowac z takiej kuchni albo z gotowania tradycyjnych polskich potraw :)

9. Jaki rodzaj kuchenki? Jezeli tylko jest taka mozliwosc – najlepiej na gaz. Kuchenki elektryczne sa bardzo niewydajne (do ugotowania czegos zuzywaja znacznie wiecej energii i czasu niz gazowe), poza tym maja ogromna bezwladnosc cieplna. Gotowanie na czyms takim jest baaardzo upierdliwe, a w lecie staje sie wrecz koszmarem. Wylaczony palnik grzeje jeszcze dlugo, a nasza kuchnia przypomina piec hutniczy…
Sa oczywiscie jeszcze plyty indukcyjne – one nie maja tej wady, gdyz rozgrzewa sie tylko dno garnka. Tyle ze….kupujac taka plyte trzeba sobie zafundowac tez komplet nowych garnkow i patelni zrobionych z materialu ferromagnetycznego i z dostatecznie grubym dnem. Problem ze zuzyciem prądu pozostaje. Aha, i trzeba pamietac, ze brak prądu oznacza tez brak obiadu…

10. Lofty. Swietna sprawa, na ogol maja duuuuze okna, antresolki i wielka przestrzen. Trzeba jednak pamietac, ze jesli maja tam mieszkac dwie osoby i wiecej, sypialnia powinna byc oddzielonym od reszty pomieszczeniem, najlepiej z mozliwosci zamkniecia drzwi. Nie wszyscy przeciez chodza spac o tej samej porze i moga sobie przeszkadzac.

Gdyby kogos interesowalo, jak urządziłam własną chalupe, to moze obejrzec tu.
Remont objal: usuniecie wall-to-wall carpet, instalacje pergo floor, usuniecie popcorn ceiling, malowanie, remont kompletny lazienki polaczony z wymiana rur oraz drywall, w kuchni usuniecie obnizonego sufitu i swietlowek, podniesienie szafek do gory, zainstalowanie recess lights, wymiana zlewu, blatu, kuchenki, usuniecie starego okapu i zainstalowanie kuchenki mikrofalowej podwieszanej z wbudowanym wyciagiem. Lazienke, sufit, podlogi, blaty i elektryke robil contractor z materialow, ktore wybralam. Calosc (materialy plus robocizna) zamknela sie kwota ponizej 10 tys. dolarow.
Rzeczy male (malowanie, instalacja polek, zrobienie obic na kanape, poduszek, zaslon etc.) robilam ja. Mieszkanie ma bardzo konkretny styl i nie kazdemu musi sie podobac, ale uwazam ze osiagnelam sporo biorac pod uwage ograniczenia techniczne i finansowe.

Napisane przez: futrzak | 6 Maj 2012

Jak zaprojektować mieszkanie dla teściowej

Zaczynamy od antresolki. Antresolka rewelacyjna rzecz, zwlaszcza jesli ma sie mieszkanie wysokie, a niedostatek miejsca. Łoże wygląda nader zachecająco.

Wejscie na antresolkę też wygląda zachęcająco, zwlaszcza dla synowej i zięcia, ktorzy jako ludzie wysportowani, nie będa mieli problemu z potrójnym tulupem podczas schodzenia.
Za to istnieje szansa, ze tesciowa umieszczona czule w najprzytulniejszym pokoju w domu podczas schodzenia w nocy na siusiu nie da rady wykonac tulupa i po prostu albo zjedzie na plecach, albo je sobie złamie, gdy opsnie się jej noga na sliskim schodku, a ręka nie trafi na nieistniejącą poręcz.

Przejdzmy do salonu. Na wszelki wypadek, na glownym ciągu komunikacyjnym improwizujemy wielofunkcyjne siedziska w postaci piłek lekarskich
Sa one wyjatkowo wygodne w pozniejszych tlumaczeniach – wystarczy je wsadzic do szafy a potem rzucic niedbale, ze tesciowa juz tak ma – potyka sie i przewraca na prostej drodze…

Czas na lazienkę. Panuje tu modny funkcjonalizm w polączeniu z modernizmem. Podloga pokryta zywica zapewnia wystarczajaca powierzchnię poslizgową, brak mocowania prysznica pozwala na codzienne umycie wiszącego nad wanna obrazu. Stylowy mebel pod umywalke dostarczy ciągłej tworczej pracy w postaci wycierania, szlifowania i lakierowania tuż po rozmieknieciu.

Wreszcie kuchnia. Mily dla oka i nowoczesny projekt zapewnia codzienne wyzwania pod tytułem jak zmieścić wszystkie garnki i utensylia w ograniczonej ilosci szafek, oraz gdzie znalezc większy kawałek blatu niezbędny do przygotowania obiadu.
Umocowanie plyty grzejnej zaraz nad glowami siedzących na kanapie gosci zostawia nam szerokie pole manewru w wypadku, gdybysmy chcieli sie ich pozbyc. Wystarczy popchnąć niechacy gorący garnek bądz patelnie w stronę salonu…A potem wszystko wynagrodzi nam piękny widok przez okno na panoramę Warszawy podczas mycia naczyń, sladów krwi i przypalonych garnków :)

Starsze pozycje »

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 41 other followers