bedac emigrantem.
Odpowiedz jest prosta: bo panstwo polskie w majestacie prawa nas okradnie. Jak to sie dokladnie dzieje, na przykladzie, opisal Przemek.
Oczywiscie, zagladajac do tego dokumentu mozna sobie pomyslec eeeee… to mnie nie dotyczy, bo przeciez mam „miejsce zamieszkania” tylko w jednym kraju, jako ze wyjezdzajac wymeldowalam sie zewszad w Polsce.
Niestety, fakt wymeldowania to dla urzedu skarbowego nie wszystko. Trzeba jeszcze wypelnic specjalny formularz, o czym wymeldowujac sie nie mialam pojecia, a uprzejme p%$$%$# urzedniczki na stwierdzenie, ze emigruję, nawet nie miauknely o jakichs dodatkowych dokumentach.
W ten oto prosty sposob, jesliby zachcialo mi sie wracac do kraju po 11 latach, to musialabym zaplacic podatek w/g polskich stawek (przeliczajac dolary na zlotowki) za zalegle 11 lat. Po wstepnych obliczeniach (a przez wiekszosc czasu zarabialam wiecej niz te $17/h) wlos zjezyl mi sie na glowie, bo suma wyszla zawrotna.
Oczywiscie, mozna wrocic do kraju i sie przed fiskusem ukrywac. Ale nawet nie chce myslec, co by sie stalo, gdyby jeden maly donosik od zazdrosnego sasiada na przyklad i audyt z US. Nie majac odpowiedniej kwoty albo wyladowalabym w wiezieniu, albo do konca zycia US odciagalby mi z pensji na poczet splaty „zaleglych podatkow”.
Nie…. to ja juz wole tyrac tutaj jako fizyczna, albo w jakims innym kraju. To jest najzwyczajniejszy, najohydniejszy rozboj. W kraju nie bylam przez 11 lat i nie placilam podatkow, ale poniewaz mnie nie bylo, to nie korzystalam tez ze swiadczen finansowanych przez te podatki. Dlaczego teraz po powrocie w ogole komukolwiek cokolwiek jestem winna???