Około miesiąca temu popełniłam notkę na temat “Jak dostać dobrą pracę w Polsce.”
Wywiazala sie dosc burzliwa dyskusja – dzis ciąg dalszy tematu pracy w Polsce – i tym razem bodźcem byl artykul w gazecie, tyle ze innej.
Czytelnikow bardzo prosze, zeby przed komentowaniem przeczytali najpierw oryginalny artykul.
Ja zajmę sie porownaniem z innymi krajami.
Pierwsza bezrobotna po bezowocnych poszukiwaniach wpadla na dobry pomysl: sama, udajac pracodawce, zamiescila ogloszenie na jednym z portali:
Wpisała, że poszukuje pracownika biurowego do firmy ogólnobudowlanej. W ramach obowiązków – sporządzanie ofert, kosztorysy itd. Wyglądało dokładnie tak jak to, którego sama szukała. Myślała – przyjdzie parę maili, zobaczy tylko, jacy ludzie aplikują i jak wypada na ich tle. W ciągu dwóch godzin zapchała jej się skrzynka. Z ponad 850 zgłoszeń otworzyła pierwsze lepsze. A tam: dwa kierunki, trzy lata w Stanach, cztery lata doświadczenia, Erasmus, staże. Do zwykłej biurowej pracy
Po padzie dotcomow i kryzysie w branzy IT w Kalifornii po raz pierwszy stracilam prace w Stanach. Tez szukalam czegokolwiek, w efekcie zaczelam pracowac jako “sales assistant” w firmie robiacej firewalle. Do moich obowiazkow nalezalo w zasadzie wszystko, m. in. pomoc przy rekrutacji. Na ogloszenie na stanowisko recepcjonistki zglosilo sie ok. kilkudziesieciu osob i zadna z nich nie miala tytulu Master. 850 osob w dwie godziny znaczy tylko tyle, ze kandydatow do jakiejkolwiek pracy jest duuuuuuuuuzo duuuuzo wiecej niz dostepnych miejsc pracy.
Druga rzecz. W USA (ale i innych “cywilizowanych” krajach) nie ma wymogu podawania wieku, zdjecia, a pracodawca nie ma prawa zadac pytania o rodzine, stan cywilny etc. Tymczasem w Polsce na porządku dziennym sa:
“Dziecko? O, to pewnie do żłobka chodzi? A żłobek to choroby, zwolnienia, dziękujemy”. Albo: “Czy pani ma rodzinę, męża, dziecko?”
Winią niektórzy ludzi mlodych, po studiach, ze nie maja doswiadczenia. Doswiadczenie, doswiadczenie i jeszcze raz doswiadczenie. Okazuje sie jednak, ze zbyt duzo doswiadczenia to tez zle:
Mam 50 lat i imponujące CV, poza tym nieźle wyglądam i cieszę się dobrym zdrowiem. Pomimo to muszę się zadowalać pracą poniżej kwalifikacji z prostej przyczyny: nieodpowiedni wiek i doświadczenie tak imponujące, że potencjalni szefowie, widząc zagrożenie własnej pozycji w firmie, wyrzucają moje CV do śmieci
Coz, tez znam ten problem, bo jak za drugim razem zostalam zwolniona grupowo, to tez juz mialam za duzo tego doswiadczenia. Tu akurat sprawa ma sie podobnie w Polsce i USA. Zadzwiajace, ze pracodawca nie potrafi zrozumiec, ze jesli jest duze bezrobocie, to ludzie “overqualified” zadowola sie praca ponizej kwalifikacji i czesto będą ja wykonywac sumienniej, lepiej i bez narzekania, a to z tego wzgledu, ze maja na utrzymaniu rodzine i inne zobowiazania finansowe, poza tym czesto sa bardziej odpowiedzialni od ludzi mlodych.
Nastepna rzecz wspolna to debilne pytania typu “ile chce pani zarabiac”. Jezeli to firma szuka pracownika na etat, to w zasadzie do ich obowiazkow powinno nalezec okreslenie widelek placowych. Tak robia duze korporacje, ale i w wypadku mniejszych firm powinno to byc regula – jest to kwestia elementarnej uczciwosci.
Szokuja tez niektore wymagania:
Moja koleżanka aplikowała do zwykłej pracy biurowej i na teście musiała odpowiedzieć na pytania: ”Czy jest pani gotowa na wyjazdy służbowe?”. Napisała, że tak. Następne było: ”Czy jest pani gotowa na takich wyjazdach spać w samochodzie?”. A potem jeszcze: ”Czy jest pani w stanie wytrzymać więcej niż osiem godzin bez jedzenia i picia?
Z tym nie zetknelam sie nigdzie poza Polska. Sa jakies granice, ludzie do tego zeby normalnie pracowac potrzebuja sie wyspac, zjesc, napic. To normalne i pracodawca wszedzie sie z tym liczy. Oczywiscie dla kogos, kto pracuje na wlasny rachunek, nie jest to problem. Ludzie czesto robia tak, ze pracuja przez pare dni jak wariaci, a potem przez tydzien odsypiaja. Ale – po pierwsze jest to ich wlasna decyzja – po drugie takie cos nie jest mozliwe, jesli nastepnego dnia rano trzeba sie znowu stawic w pracy na 8 godzin.
Nastepny problem to dyskryminacja ze względu na płeć:
Moim problemem jest to, że jestem kobietą. Rozmawiałam ostatnio z kolegą pracodawcą i powiedział mi otwarcie: Jeżeli miałbym do wyboru kobietę i mężczyznę o takich samych referencjach, to nawet bym się nie zastanawiał. Inżynier to musi być facet, tak się ludziom kojarzy i kropka
W USA tez tak bylo – do czasu do kiedy nie wprowadzono przepisow o dyskryminacji. Jeszcze w Polsce doprowadzalo mnie to do piany i bialej goraczki: z jednej strony narzekania, ze ktos poszedl na “gownianie” studia, a z drugiej strony jak juz dziewczyna skonczy politechnike, zdobedzie konkretny i dobrze platny zawod inzyniera, to i tak pracy nie dostanie. A potem co “swiatlejsi” mówią, ze kobiety nadaja sie tylko do garow i zajmowania dziecmi, bo nie ida na studia science, inzynierskie etc…
W ogole z zawodem inzyniera w Polsce jest teraz dziwnie:
Zresztą studia nikogo nie obchodzą, liczy się tylko doświadczenie. A uczelnia, niestety, nie przygotowuje do pracy w zawodzie. Znam całą teorię, ale jak mnie ktoś zapytał na rozmowie o to, jak wyeliminować konkretny błąd na linii produkcyjnej koła zębatego, to mnie zamurowało. Albo co bym zrobiła, gdyby nie zadziałał wyłącznik zapłonu. W tej chwili uczelnia nie tylko nie zapewnia żadnych praktyk, ale nawet ich nie wymaga.
Rownie dobrze moznaby skasowac praktyki studentow medycyny w szpitalach przyuczelnianych – tak przeciez byloby taniej. Tylko pozniej strach sie bac isc do lekarza…Kiedys, o ile pamietam, byly praktyki inzynierskie. Ale to nie jedyny sposob. W Argentynie jest tak, ze owszem, inzynier bez doswiadczenia zaraz po studiach dostaje jakas tam glodowa pensje (w okolicach polskiej minimalnej). Zwykle pracuje tak przez rok i nabywa doswiadczenia. Potem jego placa sie bardzo zwieksza (sprawdzalam ogloszenia). Poza tym caly czas pracuje na etat no i ze znalezieniem pracy po studiach nie ma problemu. Ofert dla inzynierow najrozniejszych specjalnosci (wlacznie z zajmowaniem sie energia atomowa, satelitami, wydobyciem ropy i gazu) jest baaardzo duzo.
Podsumowujac: rynek pracy w Polsce jest dziwaczny. Z jednej strony jest ogromne bezrobocie, zwlaszcza wsrod ludzi mlodych (wg eurostatu trzecie zaraz po Grecji i Hiszpanii). Z drugiej pracodawcy narzekaja na to, ze nie moga nikogo znalezc. Ciezko w to uwierzyc bo jak – sposrod kilkuset osob nie znajdzie sie ani jedna nadajaca sie do prostej pracy w biurze albo w magazynie? Pewnie by sie i znalazla, ale jesli do sprawdzenia czy w pudelku jest but lewy i prawy wymagane jest doswiadczenie z innego magazynu, to ręce opadaja.
Rozumiem, ze pracodawcy chcieliby od razu pracownika idealnego: kwalifikacje nie za wysokie, nie za niskie. Doswiadczenie pare lat najlepiej na takim samym stanowisku, do tego chec pracy za najnizsza krajowa i najlepiej bez zadnej umowy.
Rozumiem, ze w Polsce sa takie a nie inne przepisy i takie a nie inne prawo pracy. Ale w innych krajach tez sa! (np. Skandynawia, Francja) I jakos pracodawcy nie traktuja pracownikow jak wolow pociagowych i na dodatek bez szacunku. Tyle, ze roznica w czym innym: tamto sa bogatsze kraje. Chociaz z drugiej strony….Argentyna (przynajmniej nominalnie) od Polski bogatsza nie jest, a jednak ludzi traktuje sie z wiekszym szacunkiem i to widac na codzien doslownie wszedzie.
I ostatnia rzecz: procent ludzi w Polsce z dyplomem magistra osiagnal w ciagu ostatnich 20 lat niespotykane rozmiary. Tak, dyplom nobilituje a jakze, ale z drugiej strony pamietam czasy, kiedy ja sama szukalam pracy i do byle pierdoły wymagano dyplomu. Po co? Studia staly sie jedna wielka przechowalnia, a szkoly zawodowe skasowano. I nie jest to problem tylko Polski, ale tutaj wystepuje w jakiejs skrajnej i przerysowanej formie, skupia sie jak w soczewce.
Dlaczego jest tak, ze Polacy, ktorzy wyjechali za granice nagle okazuje sie, ze potrafia pracowac, ze maja inwencje, ze zbyt wysokie czy niskie kwalifikacje nie maja znaczenia? Dlaczego nie zachowuja sie tak w Polsce?
Najnowsze komentarze