Napisane przez: futrzak | 24 Maj 2013

Zamieszki w Sztokholmie

Od paru dni trwaja zamieszki w Sztokholmie. Roznie o tym donosza rozne gazety, w wiekszosci starannie unika sie slowa “islam”. A prawda jest taka, ze rozrabiaja bezrobotni mlodzi imigranci (albo dzieci imigrantow). Iranczycy, Irakijczycy, Somalijczycy, Afganczycy, Syryjczycy. Czy wina jest religia? Bezposrednio nie.

Troche swiatla na sprawe rzuca ta wypowiedz:

Shahnaz Darabi, kwiaciarka, która 19 lat temu przyjechała do Szwecji z Iranu, również wini za obecną sytuację starszych. Jej zdaniem powinni oni bardziej kontrolować dzieci. – To tylko bandy młodych ludzi, którzy nie mają nic do roboty. Problem w tym, że kiedy wprowadza się trochę dyscypliny, dzieci skarżą się w szkole. Wtedy wkraczają służby społeczne, które mogą odebrać dzieci. Rodzice bardzo się tego boją.

Coz, polityka multikulturalizmu sie nie sprawdza. System szwedzki skrojony jest pod spoleczenstwo szwedzkie. Tam dzieci nie wychowuje sie za pomoca bicia, ani tez przecietne dziecko nie jest notorycznym klamca, wiec jesli juz skarzy sie w szkole, przypadek taki brany jest na serio i odpowiednie sluzby sprawdzaja, czy nie jest konieczna interwencja. Ten system zupelnie zawodzi w stosunku do rodzin emigranckich. Rodzina, ktora przyjechala z Somalii czy Iraku nie rozumie konceptow takich jak rownouprawnienie, nie zna innych metod wychowawczych na wyrobienie u dziecka poczucia autorytetu poza przemoca, ktora rodzi strach. Z kolei oni sami sie boja, ze zabiora im dzieci wiec…nie robia nic. W efekcie dzieciakom nie chce sie uczyc, nie za bardzo znaja szwedzki, koncza edukacje bardzo szybko. Bez kwalifikacji i znajomosci jezyka maja nikle szanse na znalezienie pracy i kolko sie zamyka.
Nie bez znaczenia jest tez brak doceniania tego, co maja i gardzenia spoleczenstwem, ktore ufundowane jest na innym systemie wartosci, w wiekszosci niekompatybilnym z tym, co przekazuje Koran.
Na takim gruncie znakomicie wyrastaja fundamentalistyczne organizacje podsycajace jeszcze nienawisc i agresje z jednej strony, a z drugiej obiecujace stworzenie “wlasnego” i “lepszego” panstwa.
Mlodzi skarza sie na dyskryminacje i pewnie faktycznie w wiekszym lub mniejszym stopniu ma ona miejsce.

Zamieszki powoodowane przez imigrantow to nie jest rzecz nowa. W czerwcu 2010 roku wybuchly w sztokholmskiej dzielnicy Rinkeby, zwanej “Little Mogadishu”. Podpalono szkole, kilka samochodow, obrzucano policje kamieniami. Po kazdym takim incydencie rosnie liczba Szwedow, ktorzy nie chca mieszkac w poblizu dzielnic zamieszkalych przez emigrantow i znow kolko sie zamyka.
Jak narazie wladze szwedzkie nie bardzo wiedza, co z tym zrobic. Zgodni sa tylko w jednym: nalezy ogranizyc liczbe imigrantow. Niektorzy nawet przebakują, ze islamskich imigrantow. Wszak najwieksza mniejszoscia w Szwecji sa Finowie, a oni nikomu nie przeszkadzaja…

cytat z: http://wyborcza.pl/1,75248,13977400,Sztokholm_w_ogniu__Mlodzi_walcza_z_policja__wybijaja.html#ixzz2UFwUAKf9

Napisane przez: futrzak | 23 Maj 2013

Kulinarne ple ple czyli pyzy na obczyznie

Po raz pierwszy w zyciu zrobilam… bezglutenowe pyzy! I nawet sie udaly, nie powiem. Udaly sie do tego stopnia, ze chlop teraz drepcze za mna i męczy, zeby robic wiecej. A to jednak kuuuuupa roboty, zwlaszcza jak nie ma sie malaksera i te zimniory trzeba trzec ręcznie na zwyklej tarce…

Oczywiscie, moglabym pojsc na latwizne i kupic gotową tutejsza wersje pyzów zwana gnocchi. Niestety, wszystkie jej odmiany sa z dodatkiem mąki przennej, a wiec z glutenem. Maja tez inne rożne utrwalacze i enhancements, jak to kazdy produkt przemyslowy…

Na wlasne potrzeby zmodyfikowalam ten przepis. Moje ziemniaki tluczone z dnia poprzedniego byly z dodatkiem podsmazonego miesa mielonego i cebulki – baaaardzo poprawia smak. Oprocz tego mąkę ziemniaczana zastąpilam skrobia kukurydziana (w pelni wymienne, a ta druga latwiej tu dostac). Cala reszta skladnikow dobierana na oko – nie mam wagi. Zreszta nawet gdybym miala, to lenistwo bierze gorę. Wazenie wszystkiego i odmierzanie jest czynnoscia wyjatkowo upierdliwa.

Ciekawa jestem, czy ktos z was robil kiedys babę ziemniaczaną bezglutenową? Wiekszosc przepisow, ktore znalazlam, wymaga dodania mąki pszennej :(

Napisane przez: futrzak | 21 Maj 2013

Jak niszczy sie przemysł w Polsce

czyli tzw. “prywatyzacja”.


FŁT “Kraśnik” jest jednym z największych w Europie producentów łożysk stożkowych, kulkowych, walcowych i wielkogabarytowych. Jest jedyna tego rodzaju fabryka w Polsce. Zrestrukturyzowana za pieniadze podatnika (39 mln złotych) firma ma 273 mln przychodu rocznie i jest rentowana. Płaci skladki ZUS i podatki. Przedstawiciele zdegradowanego polskiego klanu politycznego własnie oglosili ze sprzedaja chinskiej firmie Tri Ring zatrudniajaca ponad 2000 pracowników fabrykę łożysk w Kraśniku za 300 mln złotych. Tak wiec rzad prawdomównego premiera Donalda Tuska odniósl spory sukces kabaretowy – Agencja Rozwoju Przemysłu prywatyzuje-sprzedaje polska fabryke panstwowym-chińczykom.

Zrodlo.

Napisane przez: futrzak | 19 Maj 2013

Po co są związki zawodowe

Np. po to, zeby wywalczyc coroczne podwyzki. Zwiazek metalowców wynegocjowal podwyzke o 24% plus za listopad i styczen bonus 700 peso.
Przynaleznosc do zwiazku ma tez inne korzysci: mozna isc za darmo do lekarza (w ramach obra social) i nie stoi sie tam w kolejkach.
Co prawda szpitale publiczne tez są darmowe, ale trzeba od 5 rano stac w kolejce do rejestracji.

W miedzynarodowych corpo, takich jak Deloitte, zwiazków zawodowych nie ma (chociaz juz w korporacjach branzy przemyslowej sa).
W efekcie roczna podwyzka wynosi 8% co jest ponizej rocznej inflacji….

Napisane przez: futrzak | 17 Maj 2013

Sprawiedliwosci stalo sie zadość…

..co prawda juz wczesniej, bo dyktator Jorge Videla zmarl w więzieniu, odsiadujac kilkukrotne wyroki dozywocia, ale zawsze.

Jorge_rafael_videlaVidela w 1976 r.

Dla tych co nie wiedza: Jorge Rafael Videla to “senior comander” [ktos wie jak to na polski przelozyc?] sil zbrojnych argentynskich. Doszedl do wladzy w 1976 r. w wyniku zamachu stanu, pozbawiajac wladzy Isabel Martínez de Perón, ktora zostala prezydentem po smierci Juana Perona. Pelnil obowiazki prezydenta Argentyny do 1981 r.

Podczas jego kadencji “zaginelo” ok. 30 tys. ludzi. Byli oni porywani, zamykani w wiezieniach, torturowani, zamykani w obozach koncentracyjnych, a wielu skonczylo wyrzuconych z samolotow do Atlantyku. Opozycjonistom siedzacym w obozach i wiezieniach zabierano tez male dzieci i oddawano do adopcji rodzinom przychylnym rezimowi.

Od strony ekonomicznej jego rzad zaadoptowal kurs neoliberalny: wolny handel, zniesienie wszelkich regulacji, prywatyzację. W rezultacie dlug zagraniczny Argentyny wzrósł czterokrotnie, podobnie jak (ale w jakim wymiarze nie wiem) rozdzwiek miedzy najbogatszymi i najbiedniejszymi Argentynczykami. Upadl przemysl. Zakonczylo sie toto ogromna dewaluacja i najgorszym kryzysem finansowym (wtedy) w historii kraju.

Junta byla scisle zwiazana, finansowana i sterowana przez CIA, a polityka ekonomiczna (kontynuowana pozniej przez Domingo Caballo, ktory tez doprowadzil kraj do bankructwa) wykonywana pod dyktando finansjery USA.

Videla po raz pierwszy zostal skazany (za tortury i morderstwa) w 1985 r. na dozywocie. Wyszedl jednak po pieciu latach, w 1990 r. na mocy amnestii ogloszonej przez Carlosa Menema. Trzeba bylo upadku rzadu Menema a nastepnie kolejnego bankructwa kraju i przejecia rządów przez Kirchnerow, zeby uchylic amnestie i osadzic go w areszcie domowym, a nastepnie ponownie skazac na dozywocie.

Sekretarz praw czlowieka Martin Fresneda tak dzis powiedzial: nie mozemy celebrowac smierci, ale w tym wypadku dokonala sie sprawiedliwosc, a nie zemsta.
Trudno sie nie zgodzic.

Napisane przez: futrzak | 14 Maj 2013

Bieda i brud

Czy jest zaleznosc? Teoretycznie nie powinno byc, w praktyce jest.
W miastach zwlaszcza.
Rzeczy takie jak wywoz śmieci sa finansowane z lokalnych podatkow. Kosztuja. Zeby nie wiem jak pojedynczy ludzie dbali o czystosc w swoich obejsciach, (a roznie z tym bywa, niezaleznie od statusu materialnego) to w koncu cos z tymi smieciami robic trzeba. Smietniki gdzies oprozniac.
Jesli smieciarka jezdzi zbyt rzadko, to ciagle beda wszedzie zwaly smieci. Dodac do tego psy oraz dzieci – i wszystko porozwlekane dookola.

Przyklady skrajne to nawet nie slumsy, ale chociazby Neapol podczas strajku smieciarzy. Koszmarne toto bylo:

NeapolSmiecie

zdjecie z http://www.spiegel.de

Ze kasa na stan czystosci ma wplyw, to widzialam podczas wędrówki przez okolice uwiecznione w poprzedniej notce. Przechodzimy przez osiedle komunalne gdzies w Avellaneda, dosc nieciekawie wygladajace no i dosc zasmiecone. A chlop mowi, ze tutaj teraz i tak jest czysto.

- jaja se robisz?
- skad. Tu poprzednio bylo jeszcze gorzej. Ale ostatnio podwyzszyli podatek miejski, wiec znalazla sie kasa na sluzby sprzatajace no i troche wysprzatali…

W takim barrio Recoleta jest bardzo ladnie i czysto. Podatek oczywiscie maja znaaacznie wyzszy, ceny mieszkan tez, takoz wszystkich uslug i sklepow dookola. A na kazdym rogu policjant stoi.

Podobne zjawisko mozna zaobserwowac w USA. Czasami wystarczy przekroczyc jedna ulice czy most, zeby znalezc sie w innym swiecie, takim, gdzie lokalna policja juz nie zaglada, podobnie jak inne sluzby miejskie.
Teorie neoliberalow w tym miejscu zalamuja sie. Miasto biedne, bez funduszy na sluzby oczyszczania, policje i inne wkrotce przeradza sie w morze slumsow, z ktorego wystaja lsniącym zębem nieliczne wypasione enklawy bogaczy, odgrodzone od reszty świata wysokim murem, kamerami i ochroniarzami.
Zjawisko normalne w trzecim świecie – ale nie tylko. Zamkniętych osiedli jest dosc sporo w USA (chociaz sa miasta od nich wolne), a ostatnimi laty powyrastaly tez jak grzyby po deszczu w Warszawie. Takie miasta w miastach..

Osobiście nie chcialabym mieszkac ani w miescie z takimi enklawami, ani w samej takiej enklawie. Nie wszyscy jednak maja podobne zdanie.

Napisane przez: futrzak | 12 Maj 2013

Brzydka strona Buenos Aires

A raczej obszaru nazywanego “Gran Buenos Aires” czyli przedmiesc rozciagajacych sie poza capitalem. Wielu z nich nie mozna nazwac przedmiesciami – to sa po prostu male, odrebne miasteczka, ciagnace sie jedno za drugim bez przerwy, a skomunikowane ze stolycą gęstą siecią autobusową i kolejowa.

Dzis przemyslowo-portowa Avellaneda. W Wikipedii wyglada ladnie, tam gdzie my chodzilismy, nie.

Zdjecia z podpisami TU.

Napisane przez: futrzak | 10 Maj 2013

Sprawiedliwość


Oszukiwanie na podatkach versus kradzież skarpetek.

Sądy w USA mają ostatnimi czasy bardzo szeroki gest w stosunku do osób ukrywajacych nielegalnie swe dochody w zagranicznych rajach podatkowych. Mary Estelle Curran, bogata 79-cio letnia wdowa z Florydy, ktora nie poinformowala fiskusa o 43 milionach dolarow ukrytych na kontach w rajach podatkowych, zostala skazana na rok w zawieszeniu. Wyrok wydal sędzia sądu federalnego Kenneth Ryskamp, ktory zreszta mial ogromne pretensje do oskarżycieli za wniesienie sprawy. Potem sędzia zmienił wyrok wycofując się z zawieszenia.

Prawnik Departamentu Sprawiedliwosci Jack Townsend na łamach Wall Street Journal powiedzial, że przeciętny wyrok w podobnych sprawach sprawach [ukrywania dochodow na zagranicznych kontach] wynosi mniej niż 15 miesięcy pozbawienia wolności – o połowę mniej niz w innych przypadkach oszustw podatkowych. Sędziowe wydają wyroki więzienia w około połowie takich przypadków.

Dla porównania: inny mieszkaniec Florydy, 48 letni Dean Rockmore otrzymał dożywocie jako recedywista za kradzież skarpetek w Walmarcie wartych 4 dolary.”

żródło.

W czasach feudalnych obowiązywał inny kodeks prawny do sądzenia szlachy, a inny do sądzenia chłopów. Dzis kryterium urodzenia zostało wyparte przez kryterium mamony. Oczywiscie ciągle znajdują sie tłumy pożytecznych idiotów twierdzące, że przecież jest równość wobec prawa albowiem wszystkich obowiązują te same kodeksy….

Napisane przez: futrzak | 9 Maj 2013

Czym wlasciwie jest inflacja?

W/g teorii zwolennikow monetaryzmu inflacja to nic innego, jak nadpodaz pieniadza. Skad sie bierze? Ano stad, ze “rzad wlącza maszyne drukarską” i tak sobie drukuje, a potem “rzuca nadwyzke na rynek”.
W zwiazku z tym, to wlasnie rząd jest odpowiedzialny za kreowanie inflacji oraz za jej tlumienie.

Well.
Niestety, ale juz nie w dzisiejszym swiecie. Dlaczego? Otoz dlatego, ze we wspolczesnym systemie finansowym ogromna wiekszosc pieniedzy jest tworzona przez prywatne banki jako dług.
I to wlasnie one sa odpowiedzialne za rosnącą inflacje. Im szybciej generuja pieniadz dluzny, tym bardziej inflacja przyspiesza, bo mamy rozdzwiek miedzy realna gospodarka a pieniadzem wygenerowanym przez bank.

W teorii rząd moze kontrolowac inflacje – ale to dosc skomplikowany proces. Bank centralny w tym celu dysponuje dwoma narzedziami: interest rate oraz stopą rezerw obowiązkowych.
To pierwsze to procent, na jaki bank centralny pozycza pieniadze bankom prywatnym. To drugie to ilosc rezerw pienieznych (gotowkowych) ktore prywatne banki musza utrzymywac.

Dalszy ciag tej teorii glosi, ze aby zahamowac ekspansje kredytowa bankow (a wiec inflacje) wystarczy, ze “rząd” podwyzszy interest rate i stope rezerw obowiazkowych. Skoro banki beda musialy pozyskiwac “nowe pieniadze” po bardzo wysokiej cenie oraz duza ich część skladowac w postaci depozytu, to beda mniej sklonne udzielac nisko oprocentowanych kredytow, bo po prostu przestanie im sie to oplacac.

W praktyce, jak pokazala zapasc bankowa z 2008 r., mechanim ten nie dziala, a raczej swiatowy system finansowy nauczyl sie go dosc sprytnie obchodzic.

Po pierwsze, powstaly instytucje majace zajmowac sie polityka pieniezna. W Polsce to Rada Polityki Pienieznej, w USA to Federal Reserve. Teoretycznie sa pod kontrola rzadu, ale w praktyce to…. rząd jest kontrolowany przez nie.
Jak bowiem inaczej wytlumaczyc to, ze FED w czasie puchniecia bańki na nieruchomosciach w USA (czyli wlasnie rozkrecajacej sie spirali inflacji!!!) zamiast podniesc stopy procentowe, a przede wszystkim zwiekszyc stopę rezerw obowiazkowych – nie zrobil nic…?
W tej chwili FED “drukuje pieniadze” czyli skupuje smieciowe, nic nie warte papiery od bankow. Banki zas ani mysla wznawiac akcje kredytowa, mimo rekordowo niskich interest rates. Czyli, powtorzmy: FED wykorzystal dwa narzedzia, ktorymi dysponuje, w celu powtornego rozkrecenia inflacji (generacji pieniadza dluznego). I co? NIC.

Oczywiscie, odrebna kwestia tutaj jest to, czy zamiar wywolania inflacji przez rzad USA jest sluszny (uwaga: prosze nie mylic inflacji z hiperinflacja!!). Jedni twierdza, ze tak, bo zwiekszenie akcji kredytowej przyspieszy rozrost gospodarki (mierzony za pomoca PKB) a na dodatek ulatwi obsluge obligacji, ktore sa przeciez denominowane w USD. Drudzy, majacy w pamieci np. hiperinflacje w Republice Weimarskiej twierdza, ze to samo zuo, poniewaz w tylek dostana zwykli ludzie, zawsze bowiem jest tak, ze najpierw rosna koszty zycia, a dopiero na samym koncu place. Po drodze wystepuje faza padania malych biznesow, ktore nie sa w stanie udzwignac spadajacego popytu.

Kto ma racje? Paradoksalnie, obie strony. Obie opisuja to samo zjawisko, tyle ze biorac pod uwage inne jego aspekty. Na dodatek kazda ze stron podpiera sie inna teoria ekonomiczna, traktujac ja na takich samych zasadach, jak teorie w science. Ekonomia jednak NIE JEST NAUKA SCISLA, zeby nie wiem jak sie napinali wszyscy ekonomisci swiata. Wszelakie prognozowanie przyszlych “trendow” np. na gieldzie opiera sie wlasciwie na obserwowaniu zaleznosci i regularnosci ktore JUZ MIALY MIEJSCE, a nastepnie rzutowaniu tego w przyszlosc. Tymczasem taka drobnostka jak wybuch wulkanu (ze nie mowiac juz o nie dajacej sie przewidziec dzialanosci ludzkiej) moze spowodowac, ze wszystkie te prognozy wezma w łeb…

Napisane przez: futrzak | 7 Maj 2013

O pożytkach płynących z chłopa

Posiadanie w domu chłopa, który mechanicznie i technicznie uzdolniony jest, to skarb :)

Dzis na przyklad. Sieć co prawda działa juz normalnie [hehe tutaj ja mam przewagę nad chlopem], ale co z tego, skoro wychodzac na zakupy zaciął mi sie klucz w zamku i to w takiej pozycji, ze ani zamknac, ani wyjac.
Dupa blada – jak to mawiaja w wielkim swiecie. Sama co prawda mogłabym wziac srubokręt, ale nauczona doswiadczeniem, wolę nie. Po prostu takie skrzywienie zawodowe – ja potrafie absolutnie wszystko zepsuć, nie wylączajac metalowej kulki – ale zeby naprawic… Pomyslalam wiec sobie, ze lepiej abym nie dotykala sie do tego zamka, bo zostana z niego nędzne strzepy, razem z ukręconym kluczem.

A chlop z pracy przyszedl i w czasie, gdy ja wizytowalam sklep, naprawil zamek.

Gdybym byla sama, owa naprawa zamka w drzwiach wygladalaby pewnie i zajela rownie duzo czasu, jak naprawa piecyka u ds.

Nie, zeby to cos charakterystycznego w stosunku do kraju albo co. W USA mieszkajac tez mialam takie przypadki. Np. z remontem mieszkania albo naprawą samochodu. Dopiero doinformowanie sie u znajomych tudziez zabranie jednego w ramach doradcy do mechanika skutkowalo tania i szybką naprawa. Bez tego traktowano mnie jak slodką idiotkę i usiłowano naciągać na przeróżne niewiadomo-co. Bylo tak niezaleznie od faktu, czy sie na czyms znam, czy nie. Bo problemy z konfiguracja dopiero-co-zainstalowanego-dostepu-do-Internetu mialam w KAZDYM miejscu w USA. W KAZDYM spier* równo konfiguracje DNS-a. I czy pomoglo, gdy mowilam, ze TO-I-TO jest zle i TAK-I-TAK trzeba zmienic? NIE!!! Moglam tlumaczyc do usranej smierci, napisac dokladna instrukcje, poprzec to zaswiadczeniem z pracy, ze tym wlasnie sie m. in. zajmuje – NULL ZERO. NIKT ALE TO NIKT nie zechcial mnie wysluchac. Po co, jakas blondynka kredynka cos tam sobie marmoli pod nosem?
Konczylo sie tak, ze naprawialam sama, albo korzystalam z kurtuazyjnych wpisow w serwerach DNS znajomych.

W Argentynie juz z gory dalam za wygrana. Jesli w USA, w Dolinie Krzemowej nie jestem w stanie przekonac debilka serwisanta ze wiem o co chodzi, to niby tutaj mi sie uda? No way.

Takze uwaga dla wszystkich wynajmujacych na przyszlosc: sprawdzac absolutnie wszystko i jesli cos nie dziala, szukac innego mieszkania. Szanse, ze naprawia, sa raczej nikle. Tj. moze to bedzie naprawione, ale za pol roku. Jesli ktos nie ma cierpliwosci, niech szuka mieszkania idealnego, w ktorym wsio jest ok w momencie wejscia i ogladania. Jesli nie jest – nie wiadomo kiedy bedzie.
Ok, w jednym mieszkaniu nie mielismy przez 3 dni wody, bo wywalilo kran i trzeba bylo zakrecic glowny zawor. Jasne, po 3 dniach zostalo naprawione, nam 3 dni odliczone od czynszu – ale jesli ktos planuje tydzien pobytu w Buenos to 3 dni bez wody w srodku lata moga byc upierdliwe…

Napisane przez: futrzak | 7 Maj 2013

Jak dziala wspolczesny system bankowy

pozwole sobie zacytowac exignoranta, bo przetlumaczony przez niego tekst bardzo ladnie to wyjasnia.
Swoja droga ciekawe, ze w szkolach (poza studiami uniwersyteckimi) tego nie ucza. No, ale gdyby uczyli, to pewnie kredyty mialyby znacznie mniejsze wziecie i ludzie nie dawaliby sie tak latwo ładować w bambuko.

W naszym współczesnym systemie finansowym większość pieniędzy tworzonych jest przez prywatne banki jako dług. Wyobraźcie sobie, że istnieje tylko jeden bank. Pan Kowalski, który dotychczas trzymał swoje pieniądze pod łóżkiem, decyduje się na złożenie swoich oszczędności, 100 muszelek, w depozycie w tymże banku. Naturalnie bank chce zarobić, tak więc podejmuje decyzję o pożyczeniu pewnej części muszelek pana Kowalskiego, powiedzmy 90, pozostawiając dziesięć w swoim skarbcu na wypadek pojawienia się pana Kowalskiego z intencją wycofania małej kwoty. Inny jegomość, pan Nowak, potrzebuje pożyczki. Udaje się do banku i z rozkoszą inkasuje 90 muszelek pana Kowalskiego, które ostatecznie będzie zmuszony spłacić z procentem. Pan Nowak bierze muszelki i postanawia wydać je na chleb zakupiony u pani Piekarz. U schyłku dnia pani Piekarz zabiera nowo pozyskane 90 muszelek do banku. Czy widzicie co zaszło? Na początku pan Kowalski złożył w banku depozyt w kwocie 100 muszelek. Teraz poza 100 muszelkami pana Kowalskiego bank dysponuje 90 muszelkami pani Piekarz. Sto muszelek zmieniło się w 190. Stworzone zostały pieniądze. Co więcej bank może teraz pożyczyć część depozytu pani Piekarz! Proces może rozpocząć się na nowo.

Oczywiście fizyczna liczba muszelek nie uległa zmianie. Gdyby zarówno pan Kowalski, jak i pan Nowak chcieli odzyskać muszelki w tym samym czasie, bank byłby w kropce. Jednakże zdarza się to sporadycznie, a gdyby już do tego doszło bank użyłby muszelek z innych depozytów. Problemy zaczynają się wówczas, kiedy bank wypożycza 90% muszelek wszystkich deponentów. Rezultat jest taki, że ze spośród wszystkich muszelek wszystkich bankowych kont tego fikcyjnego świata istnieje tylko 10%! Gdyby tak wszyscy deponenci zechcieli więcej niż 10% całkowitej liczby muszelek w tym samym czasie bank by upadł (tzw. panika bankowa) i ludzie zdaliby sobie sprawę, że bank tworzył wyimaginowane pieniądze.

System ten może wydawać się niedorzeczny, ale właśnie tak się obecnie dzieje każdego dnia, w każdej minucie, na całym globie. Zamiast jednego banku są tysiące. Zamiast muszelek mamy miriady walut świata. Lecz zasada pozostaje ta sama: większość pieniędzy tworzonych jest przez bankowy proceder pożyczania. Nasz najcenniejszy towar nie przedstawia sobą żadnej wartości, a liczby na waszym bankowym koncie są najczęściej długiem należącym do kogoś innego, który sam został sfinansowany pośrednio przez dług innej osoby i tak dalej. Fikcyjne nie są też naloty na bank. Ostatnie kryzysy bankowe, od Northern Rock w Wielkiej Brytanii, po Fannie Mae w Stanach Zjednoczonych, ukazują inherentną niestabilność, która pochodzi z opierania naszego systemu finansowego na wyimaginowanym bogactwie. Ta struktura wzniesiona jest na fundamencie pozoru i jak unaoczniły to bailouty przeprowadzone w 2009 roku na całym świecie, podatnicy nieuchronnie muszą wyasygnować miliardy, by utrzymać ten pozór przy życiu, kiedy system ulega implozji.

Napisane przez: futrzak | 6 Maj 2013

Zamienil stryjek syfa na ryjek

A ja jestem kwiat lotosu na tafli jeziora.

Ah jest nowa siec. Nie zrywa. Za to prędkość transferu waha sie od 5 kbs w porywach do 150 kbs.

AAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!
Tak bym komus haratnęła żyłę…

I zapomnialam dodac. Byl mąż wlascicielki. W sprawie dachu. Cieknacego. Wlazl na gore po drabinie i wyniosl dwa worki lisci.
Brawa dla tego pana albowiem za dwa dni beda nastepne dwa worki lisci. Bo drzewo nad dachem rosnie i wiatr wieje jak w kieleckiem. Wiec znowu zablokuje odplyw i rynny i znowu sie przeleje….

Napisane przez: futrzak | 6 Maj 2013

Nie ograniam kuwety pt. gramatyka hiszpanska

Czyli “clitics pronouns”.
Zanim ktos sie rzuci z zębami i hapsnie mnie za tyłek pragnę nadmienić, ze w zyciu codziennym albo mowie niepoprawnie, albo walę z pamieci zwrot, co se wykułam. Tutaj chodzi mi o ZROZUMIENIE.

She writes him a book = ella le escribe un libro. No i GUT. Paniała.

Ale k* dlaczego ella le escribe un libro a él??? Nie rozumiem po co dwa razy mam to samo powtarzac???
Albo:
you do not like me = no te gusto
I don’t like you = no me gustas tu
I remember him = Yo lo recuerdo a él

Jedna uwaga: ucze sie z lekcji angielski-hiszpanski a nie polski-hiszpanski stad tak jak powyzej. Uwazam, ze hiszpanski jest blizszy angielskiemu anizeli polskiemu, zreszta nie są mi dostepne lekcje z polskim nauczycielem.

A wracajac do rzeczywistosci… dzis przyszedl pan z konkurencyjnej firmy od Internetu i zainstalowal. Dziala – przyanjmniej na razie. No i wlascicielka nie chciala dodatkowej kasy…

Napisane przez: futrzak | 4 Maj 2013

Czarnorynkowy kurs dolara w Arg – WTF?

Musze przyznac, ze nie wiem o co chodzi. Media takie jak Clarin rozpętuja jakąś histerię, piany dostaja i onanizują sie (bo tego inaczej nazwac juz sie nie daje) czarnorynkowa cena dolara. Oficjalna w tej chwili wynosi ok. 5.200 ARS/USD, czarnorynkowa…. ponoc 9.90 ARS!
Mowie ponoc, bo nie wiem gdzie za tyle mozna kupic. Chinczyk za tyle nie sprzeda, nie ma mowy, o ile w ogole sprzeda.
Oficjalnie w banku mozna kupic po oficjalnym kursie – ale to tylko teoria, bo zwykly obywatel musi przedlozyc powod zakupu a nastepnie udowodnic, ze pieniadze na ow zakup pochodza z legalnego zrodla (czytaj: musi miec w porzadku zeznanie podatkowe).

Dlaczego twierdze, ze ten czarnorynkowy kurs jest z ksiezyca wziety? Ano dlatego, ze przy zastosowaniu przelicznika towarowego (porownanie cen z miedzynarodowych gield towarowych z lokalnymi po doliczeniu oczywiscie kosztow trasportu, podatku etc.) wartosc dolara wychodzi cos ok 6 peso. Wiecej niz kurs oficjalny, owszem, ale nie prawie o 100 procent!!!

W Argentynie oczywiscie jest cala masa dóbr, ktore wydaja sie bardzo drogie – ale to dlatego, ze gotowe towary importowane oblozone są cłem. Jesli sie to clo odliczy, prowizje (np. dealera samochodow) to znowu wychodzi kurs jeden do sześciu mniej-wiecej. Ba. Wchodzi tak nawet jesli za punkt odniesienia przyjmiemy metale szlachetne.

O co wiec do diabla chodzi i skad sie bierze ten obłedny przelicznik? Na dobra sprawe na czarnym rynku dolary kupuja tylko ludzie, ktorzy ładują je w skarpetę oraz ci, co chca wyjechac za granice, a nie dostali pozwolenia od AFIP na zakup dolara po oficjalnej cenie. Cala reszta gospodarki funkcjonuje w/g ciut zawyzonego oficjalnego kursu.
Mialby więc racje rząd, ktory ustami v-ce prezydenta A. Boudou stwierdzil, ze czarnorynkowy kurs dolara dotyczy niewielu Argentynczykow, nie wiecej niz 200 tysiecy (na 40 mln ludnosci total)?

Napisane przez: futrzak | 3 Maj 2013

Internet bezprzewodowy w Argentynie

jednak istnieje.

Niestety, jest to technologia WIMAX. Ma te wade, ze po pierwsze jest relatywnie nowa. Trudno wiec spodziewac sie przyzwoitego serwisu czy czegos w tym guscie. No i cena. Drogo.
Za 138 ARS miesiecznie ma sie ledwie 1 MB download i 256 kbps upload. Do tego trzeba doliczyc jednorazowy koszt modemu – 300 ARS.
Za ta cene mozna miec stale lacze o przepustowosci 10 MB.
Jest to o tyle ironiczne, ze jak donosi wikipedia Additionally, given the relatively low costs associated with the deployment of a WiMAX network (in comparison with 3G, HSDPA, xDSL, HFC or FTTx), it is now economically viable to provide last-mile broadband Internet access in remote locations.

To, co powyzej, to tylko opcja dla jednego komputera. Nie widzialam urzadzenia, nie wiem jak wyglada, ale chyba nie da sie do niego bezposrednio wpiac wlasnego routera WiFi, skoro firma reklamuje sie, ze ISTNIEJE opcja WiFi ale za nia trzeba doplacic dodatkowo 25 ARS za miesiac plus 160 ARS za modem (a moze sie da, ale oni kosza za niewiedze?)

Druga wada WIMAX to spadek sily/jakosci sygnalu wraz z odlegloscia od najblizszego nadajnika. Czyli tak naprawde wypadaloby wybadac najpierw, gdzie ten nadajnik jest i jakie przeszkody widnieja nam na drodze do niego.

Na stronach firmy wyczytalam, ze jest to program pilotazowy jak narazie na obszar Capital Federal oraz gran Buenos Aires area. Czyli dopiero zaczynaja…

Oczywiscie, jesli ktos w ogole nie ma mozliwosci podlaczenia sie kablem, lepsze to, niz nic. Niestety jednak do wygody Playa ma sie nijak.

Zreszta, nie wiem. W Polsce technologia WIMAX istnieje, ale jest raczej niszowa. Mial ktos z was z tym do czynienia?

Napisane przez: futrzak | 1 Maj 2013

San Isidro

raz jeszcze. Bo kiedys juz tam bylismy i nawet publikowalam notke ze zdjeciami ale po jasniepanskich zmianach p* Appla i zlikwidowaniu miejsca, gdzie znajdowaly sie albumy z mobile me, teraz po kliknieciu na linki pokazuje sie login do…iCloud. Wrrrr!!!! Moze kiedys wrzuce zdjecia jeszcze raz, w przyplywie szerokopoasmowej sieci, jak kogos bedzie to interesowalo…

Tak czy siak. Poprzednia wizyta byla galopem przez prerie, bo wyskoczlismy z tramwajku na pol godziny a potem spowrotem, zeby dojechac do Tigre. Zdjecia byly lepsze, bo piekne slonce, tą zas raza niestety pochmurnie i troche pokrapywalo.

Teraz do samego San Isidro dostalismy sie zupelnie inaczej. Najpierw autobusem do dworca kolejowego Retiro, a nastepnie wsiedlismy w pociag podmiejski jadacy do Tigre.
Okolica stacji kolejowej wyglada zupelnie inaczej – przede wszystkim wcale nie turystycznie. Przez pierwsze quadry rozciagaja sie ulice sklepowe – restauracje, ciuchy, buty, mydlo i powidlo. Stopniowo, w miare posuwania sie w strone nabrzeza, sklepy robia sie coraz bardziej ekskluzywne, butiki, sztuka, te rzeczy. Oraz troche pretensjonalne knajpki chociaz trzeba przyznac (patrz zdjecia) ze calosc robi bardzo pozytywne wrazenie.

W malej restauracyjce dla tubylcow przy dworcu zjedlismy przyzwoity i przyzwoicie wyceniony lunch. Na moj skladalo sie bife de costillo (czyli t-bone stek z krowki z parilli) z frytkami w cenie 35 ARS (ok. 6.7 USD) oraz szklaneczke wina (ok. 2 USD).

Stalym punktem zwiedzania byla katedra, okolica dookola niej, a potem poszlismy obejrzec marine. Lodki, domki, roslinki wsio gut… ale woda w marinie… lojezusieimaryjo. Widac na zdjeciach…

Do domu wracalismy tramwajkiem. Przy stacji koncowej – niespodzianka. Bardzo duzy i sympatyczny budynek. Najpierw sklepiki z przeroznymi starociami (a wierzcie mozna znalezc zabytki, bo tu wojny nie bylo…), potem duzy hol, w ktorym odbywaly sie zawody w ukladaniu kostki Rubika :).
Potem jeszcze przyjemna baroknajpa i ludzie oddajacy sie przyjemnosciom typu granie w rozne gry.
Po drugiej stronie budynku koniec linii kolejowej Mitre oraz… bardzo mily plac zabaw/park. Zaraz obok byla szkola designu i domyslam sie ze to jej uczniowie poczynili owe cudne murale.

A na koniec… zdjecie z okna pociagu chyba najslawniejszego slumsu w Buenos czyli Villa 31. Niestety, tak tutaj mieszka ok. 50 tys. ludzi….

Zdjecia i podpisy

Napisane przez: futrzak | 30 Kwiecień 2013

Gdzie publikowac zdjecia?

Czekaja z wycieczki do San Isidro, ale nie wiem gdzie je wsadzic.

Picasa po ostatnim update zrobila mi sieczke z folderow: kazde zdjecie umiescila w oddzielnym zakodowanm folderze, na dodatek wszystko posorotwane w sposob dowolny. Opadly mi rece…

Najprosciej byloby z iPhoto bezposrednio, ale mam juz dosc za kazdym razem zaczynac od poczatku bo najpierw bylo to, sio potem mobile me, potem se wymyslili icloud – a stare odnosniki oczywiscie szlag trafil :(

Flickr mam juz dawno wypelniony na maxa, a jakos nie mam ochoty im placic, zeby dostac wersje pro.

Umieszczanie wiekszej ilosci zdjec na wordpressie to klęska jest.

Any suggestions?

Napisane przez: futrzak | 29 Kwiecień 2013

Update do poprzedniej notki

Duena chyba wyczula, ze przegiela pale. Dzisiaj powiadomilismy ja o powodzi nocnej – powiedziala, ze przyjdzie obejrzec….
Poza tym napomknela, ze przychodzi technik z Fibertela instalowac nowa linie do Internetu. Zobaczymy…
Cokolwiek by nie robila i tak sie stad wyniesiemy za 4 miesiace jak wygasnie kontrakt. A moze uda sie wczesniej, kto wie.

Chcielibysmy sie przeniesc do Lanús. Bardzo przyzwoite miasteczko, czyste, dosc wypasione, czynsze nizsze niz w Capitalu a i chlop mialby blizej do roboty. Pozostaje tylko kwestia garantii, bo tam nie ma mieszkan na wynajem para turistas.

Napisane przez: futrzak | 29 Kwiecień 2013

Problemy z wynajmem

Ta…
Wspolpraca z duena definitywnie popsula sie po podpisaniu kontraktu polrocznego, chociaz wczesniej byly pierwsze negatywne skowronki.

Najpierw Internet. Perypetie poczatkowe opisywalam. Przez jakis czas bylo ok, potem wprowadzili sie nowi sublokatorzy (wiszacy ehm na tym samym laczu, a raczej na naszym prywatnym Wi-Fi poniewaz albowiem kabelek se sami kupilismy i pociagnelismy takoz samo jak i routerek). No i zaczelo sie psuc lacze. Zrazu niesmialo, powoli, w koncu po tygodniu nabierajac tempa: 5-10 minut polaczenie jest, potem sie zrywa, nie ma przez godzine-dwie, znow pojawia sie na te pare minut.. i tak w kolko.
Wlascicielka z wielce niewinna mina odparla, ze tutaj jest numer do obslugi klienta firmy Speedy (nie polecam absolutnie nikomu), tu numer rachunku klienta i prosze sobie dzwonic, bo ona sie na tym nie zna i w ogole nic nie wie.
Zonk numer jeden, bo nie takie sa zasady wynajmu dla turystow ale…

Posprawdzalam tu i owdzie i zauwazylam, ze (opierajac sie na pingu, traceroute i takich tam archaicznych narzedziach) pakiety sa zjadane na pierwszym i drugim adresie IP u providera. Co ciekawe, ping dzialal nawet wtedy, gdy polaczenie sie zrywalo, ale z drugiej strony to nie dziwne, bo to jednak protokol ICMP…

Dodzwonic jednak do providera nie udalo nam sie (to bylo juz po podpisaniu umowy polrocznej najmu) – na poczatku, aby dalej przejsc przez automatyczny system telefoniczny trzeba podac numer klienta a ten… coz, okazal sie invalid. Duena albo celowo podala zly albo sie pomylila, albo chlop pomylil sie zapisujac na kartce. Na emaila z prosba o podanie prawidlowego ehm nie odpowiedziala…

No ale nic, bo jakies 3 dni potem siec dzialala normalnie, wiec nam przeszlo. Ale potem coz… piatek wieczor i coz ah coz widze? Sieci nie ma, a w przegladarce wyswietla mi sie komunikat o jakze cudnej tresci:
“termin platnosci factury uplynal w zwiazku z czym serwis zostal zablokowany. Dodatkowe 3 polaczenia po 20 minut na sprawdzenie konta zostaly wykorzystane”.
BAJ!

Zalala mnie krew. Przypominam, umowa byla taka: placimy w chuj pieniedzy, w to jest wliczone wszystko oprocz pradu i gazu (co i tak jest odstepstwem od umowy najmu para turistas). Przy nastepnej umowie duena doliczyla sobie jeszcze…podatek oraz wode. Czyli ku* glupia miala smierdzacy obowiazek zaplacic abonament za Internet, tak?

Nic to. Dzwoni chlop w sobote. Komorka wylaczona, telefon domowy nie odpowiada. I tak przez caly dzien. Wkurw doszedl do sciany, wiec zadzwonil na komorke jej corki. Uprzejmie wyjasnil sytuacje, powiedzial ze odlaczono Internet bo rachunek nie zaplacony, a dzwoni do niej, bo matka nie odbiera zadnego telefonu. Corka sie zdziwila i… ZAPYTALA matke. Matka zdziwiona wielce, ze nie wie o co chodzi i w ogole, bo ona ma direct deposit z konta i jak to nie zaplacone, ze to napewno pomylka…ale ona wyjasni wszystko, ale zanim zadzwoni do firmy to chcialaby wiedziec, czy dalej chcemy ta sama firme jako dostawce czy moze nowa?
Pokazuje chlopu na migi, ze nowa bo ta do dupy, ale na szczescie cos go tknelo i pyta sie, czy ta nowa firma bedzie na takich samych zasadach platnosci jak dotychczasowa tj. jedno lacze na caly budynek i placi ona? Na co zapadla cisza poczem duena odpowiedziala ze w takim razie to zostajemy przy starej firmie…

O zesz ty ku* sknero j* kombinatorko! Nie wiem, czy ten niezaplacony rachunek to efekt jej dzialania celowego, czy tez nie miala wtedy pieniedzy na koncie, czy tez pomylka ksiegowosci firmy od Internetu. Ale TO bylo juz najwyrazniej celowe. Chciala cwana dupa zaproponowac nam nowa firme providerska ale juz za nasze pieniadze….

Podobnie bylo pare tygodni wczesniej z kablowka. Raptem dnia ktoregos pyk – nie ma nic. Dzwonimy. Oh no ta kablowka to ona nic nie wie, to nasz poprzedni lokator sobie z tym z dolu na wlasny rachunek zalatwili, widac teraz odcieli wiec nie ma. No jak chcemy to sobie mozemy dzwonic do firmy i zrobic umowe na wlasne nazwisko…
To jednakze nas jeszcze nie ruszylo, bo telewizji w zasadzie nie ogladamy, ale juz brak Internetu bije nas w dupe potwornie, bo ja pracowac nie moge.

Czary goryczy dopelnila ulewa z soboty na niedziele. Juz przy pierwszej ulewie wiadomo bylo, ze spierdolona jest rynna, bo z niej sie lalo z jak rozprutego wora. To bylo 2 miesiace temu, potem przyszedl maz wlascicielki i “naprawil”. No naprawil tak, ze DALEJ sie lalo, ale ze w jednym miejscu, to podstawilismy wiaderko i dali znac ze DALEJ sie leje.
Wczoraj jednak deszcz dal do pieca mocarnie. I co? No nic. Budzimy sie o 5 rano a tu woda leje sie z sufitu w zylionie miejsc, scieka po lampach, po klimie, wali przy framudze jednych i drugich drzwi.. wody w salunie i kuchni na ladnych pare centymetrow. A co, jakby nas w tym czasie nie bylo???
Samo ogarniecie sytuacji tj. jazda na mopie, szmatach i podstawianie wiaderek zajelo dobre poltorej godziny. Panele podlogowe rozmiekly i wykrzywily sie – zreszta wczesniej juz bylo widac na nich slady wody, podobnie jak na suficie…
Chlop zachowal przytomnosc umyslu i kazal wziac aparat w reke i robic zdjecia zalania. Bo jakos tak przyszlo nam do glowy, ze ta ku* moze nam nie chciec oddac kaucji (a to rownowartosc miesiecznego wynajmu) pod pretekstem ze MY zniszczylismy jej podloge!

Update:
rozmawialismy wlasnie z nasza sasiadka z dolu. Jest z Kolumbii i nie bardzo sie orientuje jak tutaj dzialaja owe umowy ALE. Dostala taka sama propozycje od dueni odnosnie “rozwiazania problemu Internetu”. Co wiecej. Nie maja biedacy (z mezem) cieplej wody. Oraz – rzecz jasna – wczoraj jak zalalo nas, to zalalo ich. Normalne – pare centymetrow wody na podlodze, nie ma bata. Pokazalismy jej zalany sufit i sciany, wypaczone panele. Propozycja do niej skierowana byla taka sama: inna firma, placicie sami ze swojej kieszeni. W domysle: nadwyzke kasuje ja, a za wynajem placicie tyle samo.

Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Narazie nawet nowego locum poszukac nie mozemy, bo przeciez INTERNET odciety. Notke pisze off-line, jak ja wywiesze, to znaczy ze ja wyslalam z locutorio (lokalna forma internet cafe czyli miejsca z dostepem do Internetu platnym na godzine).

Update 2:
dzis rano Internet jest, niestety taki sam jak poprzednio czyli kilka minut dziala, potem przez godzine or so nic, i znowu.
Zastanawiam sie, czy sa tutaj duze firmy od wynajmu i jak one traktuja klientow – bo zaczynam miec sczerze dosyc falszywego cwaniaczenia na wszystkim…

Napisane przez: futrzak | 26 Kwiecień 2013

O nauce jezyków

Co sądzicie o radzie pt. “musisz sie nauczyc od poczatku tak, jak mowia tutaj, wszystko inne to strata czasu” ?

Napewno jest to najszybszy sposob na porozumiewanie sie z tubylcami od zaraz, ale czy taki swietny w perspektywie dlugofalowej?

Znam cale mnostwo osob, ktore przyjechaly do USA, nauczyly sie jezyka “ulicznego” i utknely na tym etapie. Nie potrafia mowic w sposob bardziej elokwentny, nie potrafia sie poprawnie wyslowic na pismie, nie sa w stanie czytac ksiazek w obcym jezyku.

Mnie osobiscie nauczyc sie mowic w danym jezyku jest najtrudniej, po prostu tak mam. I z angelskim, i z rosyjskim i z hiszpanskim najpierw sie uczylam podstawowych slowek, konstrukcji zdan, czytac, rozumiec a dopiero na koncu mowic. Rady pod tytulem “najpierw mow” nie przemawiaja do mnie – co mam mowic, jak w glowie pustka a jedyne co przychodzi na mysl to zdania w innym jezyku?

Uwazam tez, ze znacznie latwiej jest nauczyc sie wersji “oficjalnej” jezyka (chociazby i z kursow online) a potem wchlonac lokalny dialekt/odmiane (dotyczy to zwlaszcza angielskiego i hiszpanskiego ktory w kazdym z krajow, gdzie sie nim wlada jest nieco inny). Tak mialam z angielskim. Odwiedzajac Australie wladalam juz “amerykanskim” angielskim i na poczatku astralijski akcent byl dla mnie niezrozumialy. Jednak po tygodniu sie przyzwyczailam i nie stanowilo to problemu. Gdybym nie znala angielskiego lub znala kiepsko, zajeloby mi to znaaaaacznie wiecej czasu.

Z podobnego zalozenia wychodze z hiszpanskim. Znajac jego wersje “oficjalna” porozumiem sie i z Argentynczykami i z Boliwijczykami i Meksykanami czy Hiszpanami. Nawet jesli jakichs slow nie bede znac/rozumiec bede w stanie sie o to zapytac. Znajomosc slangu jest owszem, przydatna czasami, ale nie niezbedna.

Zadziwia mnie tez wiara niektorych ludzi w “kursy”. Ze niby inaczej sie nie da nauczyc, ze nie ma to jak profesjonalny nauczyciel, ze tylko platne kursy sa dobre etc. (takie opinie slyszalam glownie po przyjezdzie do Argentyny, co drugi ekspat przekonywal ze jest to absolutnie niezbedne).

Zaliczylam juz duzo kursow i wlasciwie nie daly mi one NIC. Albo prawie nic. Wole sie uczyc sama, we wlasnym tempie, nie musiec “rownac” do grupy, nie musiec z nikim rywalizowac, robic testow etc. To wszstko przyprawia mnie jedynie o dodatkowy stres, a ten spowalnia proces uczenia sie.
Tak bylo rowniez w wypadku indywidualnej nauki z platnym nauczycielem. Nie wiem, moze to tez kwestia tego ze nigdy nie trafilam na dobrego nauczyciela, ktory bylby w stanie sie dostosowac sposobem nauczania do indywidualnego ucznia?

A i tak z tego wszystkie najbardziej zadziwiajace jest jedno: prawie kazda osoba znajaca jezyk obcy uwaza, ze jej metoda nauki jest najlepsza i najskuteczniejsza i wobec tego wszyscy inni powinni tez tak robic. Dzieki o boże, że są jednak od tej reguły wyjątki :)

Starsze pozycje »

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 68 other followers