Napisane przez: futrzak | 2 sierpnia 2017

Wreeeeeeszcie przestało padać (tak, wiem, raptem 3 dni z rzędu a już mi przeszkadza…) i zrobiło się tak:

Zdjęcie robione z balkonu srajfonem 6 panoramką. Coraz bardziej przekonuję się do rezygnacji z zakupu nowego aparatu kompaktowego. Jedno i drugie kilkaset dolarów, a tak będe miała dwa w jednym….

Reklamy
Napisane przez: futrzak | 31 lipca 2017

Zarżnięcie energetyki odnawialnej w Polsce

A tymczasem, korzystając z zamieszania wokół reform sądownictwa, PiS przepchnął ustawę, której realnym skutkiem będzie zabicie energetyki odnawialnej i w konsekwencji wepchanie Polski do grona krajów trzeciego świata, borykających sie z problemami energetycznymi przez najblizsze dekady.

Po prostu, węgiel na dziś jako paliwo do produkcji elektryczności i ciepła to jest drogi i szkodliwy przeżytek. Od strony ekonomicznej kopalnie głębinowe węgla kamiennego są kompletnie nieopłacalne – a tylko takie są w Polsce. Zeby na tym opierac rozwój wspolczesnego panstwa, trzeba być albo kompletnym durniem i ignorantem albo… dobrze opłacanym przez kogos lobbystą. No ale w tej sprawie nikt nie wyjdzie na ulice, bo ludzie znow – nie mają o niczym pojęcia. O ile jeszcze kojarzą, że smog, że za duzo go w Polsce i ze zabija ludzi, o tyle kwestie wspolczesnej energetyki i energii odnawialnej są kompletnie niezrozumiałe, do stopnia tego, że argumenty na poziomie „ale słońce nie świeci w nocy a wiatr nie zawsze wieje” znajdują pelne zrozumienie i poczucie opanowania tematu.

Tymczasem zas Rewolucja Energetyczna dzieje się już teraz, na naszych oczach – o ile ktoś te oczy trzyma otwarte. Czego nie da się powiedzieć o rządzie PiS…

Napisane przez: futrzak | 26 lipca 2017

Prywatna służba zdrowia, taka dobra!

Tylko, że nie. W cyferkach w kraju, gdzie jest prywatna, wygląda to tak:

W ciągu roku:

– 1.7 mln ludzi bankrutuje z powodu niespłaconych rachunków medycznych
– 26 mln ludzi wydaje całe swoje oszczędności życia bądź zaciąga nowy kredyt na spłatę rachunków medycznych
– 36 mln ma na głowie komornika z powodu niespłaconych rachunków medycznych
– 56 mln ma problemy ze spłatą rachunków medycznych

Przyczyna jest bardzo prosta: interes pacjentów oraz shareholders jest sprzeczny. Firmy ubezpieczeniowe i placówki medyczne, które mają generować zysk, nie są zainteresowane skutecznym leczeniem pacjentow i profilaktyką. Chca mieć ciągle wracających pacjentów i móc odmówić usług tym, których już nie stać na płacenie albo w wypadku których leczenie będzie zbyt drogie. I tak się dzieje.

Mało jednak osób wie, że w USA nie zawsze było tak źle – do roku 1973 nielegalnym było ciągnięcie profitów z jakiejkolwiek działalności związanej z healthcare.
Sytuacja uległa zmianie za Nixona – to on podpisał ustawę zwaną Health Maintenance Organization Act of 1973, w myśl której firmy ubezpieczeniowe, szpitale, kliniki a nawet doktorzy mogli zacząć funkcjonować jako for-profit biznesy. Wyświadczył w ten sposób przysługę swojemu przyjacielowi, który finansował mu kampanię – panu Edgarowi Kaiserowi, prezydentowi Kaiser Permanente.
Potem już pooooooszłoooo bo tzw. „inwestorzy” zwietrzyli świetny interes. Interesowi sprzyja fakt, że przęciętny Smith, nawet jak jest ubezpieczony to po pierwsze nie wie, czy ubezpieczalnia uzna mu następny claim czy nie (mnie samej odmówiono dwa razy, mimo ze w/g umowy powinni refundowac, ale powiedzieli ze nie i koniec – a na prawnika nie było mnie stać). Po drugie idąc do szpitala czy na emergency nie ma zielonego pojęcia, jak duży otrzyma rachunek już po.

No.
A tymczasem ważą się losy Obamacare. Jak narazie senat przegłosował, że chcą odrzucić ACA i procedować z własną ustawą dotycząca healthcare, której to ustawy nikt nie widział i nie czytał i sami republikanie przyznają, że nie bardzo wiedzą, na co będą glosować, oprócz jednego – pozbawienia ubezpieczenia ponad 20 milionów obywateli.
To już któreś z kolei podejście, tym razem języczkiem u wagi był głos senatora McCaina, mającego w Polsce (ale nie tylko) opinię „uczciwego konserwatywnego polityka”.

Uczciwy my ass, ze tak powiem. Swoją legendę zawdzięcza byciu wiezionym przez Wietcong podczas wojny w Wietnamie. Teraz, gdy zdiagnozowano u niego śmiertelny nowotwór mózgu, przebywał w szpitalu, korzystając z najlepszego ubezpieczenia medycznego w USA – federalnego – opłacanego przez podatników. Jednak heroicznym wysiłkiem wsiadł w samolot (przelot rowniez opłacony pieniędzmi podatników) po to zeby zjawić się na posiedzeniu senatu i oddać przeważający głos pozwalający na dalsze procedowanie ustawy, która pozbawi ubezpieczenia zdrowotnego ponad 20 mln Amerykanów.

Ktoś móglby się zapytać – ale dlaczego? Dlaczego senator, który pod koniec życia korzysta z najlepszego ubezpieczenia opłacanego pieniędzmi podatników z takim zrywem leci, żeby tegoż ubezpieczenia (żałosnego, gdy porównać z tym, co wchodzi w pakiet kongresmenów..) pozbawić milionów swoich wspóobywateli? Może ma to jakieś drugie dno?

Ano ma. Ponieważ lobbing w USA jest jak najbardziej legalny, to wiadomo ile pieniędzy otrzymał od firm farmaceutycznych oraz healthcare providers: $25,272,446.00. Tak. Od 1989 roku McCain otrzymał dwadzieścia pięć milionów, dwieście siedemdziesiąt dwa tysiące, czterysta czterdzieści sześć dolarów łapówek.
Nadal ktoś jest zdziwiony, dlaczego tak ów „uczciwy konserwatywny polityk” głosował?
Money talks, Johny walks, jak mawiaja Amerykanie.

A wiecie, co jest w tym wszystkim najbardziej obrzydliwe? Ze on w swoich oczach nie popelnil niczego nagannego ani niewlasciwego. PRZECIEZ LOBBING JEST LEGALNY. Można więc jednym pociągnięciem pióra skazać na śmierć dziesiątki tysięcy osób rocznie (bo taki będzie efekt pozbawienia milionów ubezpieczenia) i nadal czuć się z tym w porządku.

Napisane przez: futrzak | 24 lipca 2017

Refleksje odnośnie ostatnich anypisowskich protestów

Bo one w gruncie rzeczy były antypisowskie i…. nic więcej.
Tak, wiem, hasła, transparenty i tak dalej, ale jak poskrobać palcem głebiej to co się okazuje?*. Otóż ludzie tak naprawdę z tych trzech reform sądownictwa, co to je PiS przepchnąć chciał, nic nie zrozumieli i nie wiedzą, o co chodzi, poza „teraz sądy będą polityczne”, „każdego to dotyczy”, „nie będzie demokracji”.

I to jest, kurde, strasznie smutne. A wiecie czemu? Bo bez zrozumienia o co chodzi – czyli co to jest właściwie ta krajowa rada sądownictwa, jaki ma udział w awansach sędziów, w jaki sposób przyznawano sprawy poszczególnym sędziom, od czego są przewodniczący sądów, jak można zmieniać skład sądu najwyższego – otóż bez zrozumienia tych spraw ludzie nie będą mieli pojęcia na czym polegał mechanizm korupcyjny w sądach oraz nie bardzo wiedzą co w tych reformach jest ok, a co zdecydowanie złe. A bez tego… cóż, bez zrozumienia tego jeśli przyjdzie inny rząd albo dajmy na to nawet i obecna opozycja i będzie chciała uchwalić taką samą reformę sądów, to przepchnie ją bez problemu, ale pod jednym warunkiem: że tzw. „kręgi opiniotwórcze” uznają, ze ustawa jest ok. Wtedy ludzie nie będą protestować, bo będą przekonani, ze wszystko jest w porządku.

I to jest tragedia. Ja nawet zwykłych ludzi nie winię, bo po prawdzie ktoś, kto nie jest prawnikiem i w Polsce nie praktykował to g* zrozumie z czytania jednej ustawy i drugiej ustawy (ktore notabene sa fatalnie napisane jezykiem malo zrozumialym poza gronem prawniczym), g* a nie zrozumie jakis jeden link z Wikipedii o zakresie kompetencji KRS czy innych organów. Ba, niewiele nawet zrozumie z tego, jakie za sobą niesie implikacje taki a nie inny zapis w konstytucji. Do tego trzeba praktyka zajmującego się tematem i na dodatek potrafiącego wytłumaczyć jezykiem zrozumiałym dla PRZECIETNEGO Kowalskiego. Takich ludzi nie ma, w prasie powtarza się tylko hasła (za jedną bądź drugą stroną), ludzie jak zapytać, to tez powtarzają utarte hasła bez ich zrozumienia, co ładnie wychodzi jak zacznie się zadawać szczegółowe pytania.

Ja wiem, że intencje większości zwykłych ludzi, co łazili pod Sejm, Senat i sądy są jak najlepsze, ale … dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane. Bez zrozumienia o co chodzi jest się bardzo podatnym na manipulacje. Tutaj nie ma innej drogi jak mozolna, od podstaw edukacja. Jak to kumpel powiedział: „nie, ty mi tu nie dawaj zadnych linkow do ustaw czy artykulow z gazety prawnej. Ty mi tlumacz tak, jakbys labradorowi tlumaczyl. Jezykiem zrozumialym dla labradora, bo dopiero jak zaczaję o co chodzi, to bedę w stanie powiedziec, czy mnie ktos w ch* ładuje czy nie”.

Właśnie. A że zrozumienia o co chodzi brak również wśród tych, co teoretycznie rozumieć powinni, to najlepiej pokazuje pustka wśród pozostałych tak partii politycznych, jak i elit. O ile wiem (jesli sie mylę to proszę o źrodlo) żadna z partii opozycyjnych do PiSu nie ma nawet w zarysie propozycji reformy sądownictwa takiej, żeby rozwiazala problemy korupcji, nie podwazala niezawislosci sądów i nie podkopywala konstytucji. NIE MA POZYTYWNEJ PROPOZYCJI. Nie ma czegoś, do czego możnaby ludzi przekonać i zrobić protesty ZA a nie PRZECIW.
I dopóki tego nie będzie – protestow i demonstracji ZA, nic się specjalnie na lepsze nie zmieni. Bo sednem demokracji jest kontrola władz i instytucji publicznych przez obywateli, którzy rozumieją, o co w tym z grubsza chodzi. Bez tego ludem można i będzie sie dowolnie manipulowac. I taka manipulację jasno widać dziś w Polsce po obu stronach barykady.

* wniosek ten wyciągnęłam na podstawie rozmów z rodziną, z kręgami znajomych którzy są wykształceni, interesują się polityką i tym co się na świecie dzieje, dokument nazywany konstytucją twierdzą, że znają. Nie są to zwolennicy PiS, na protesty chodzili, mają jak najlepsze intencje, ale nie wiedzą, o co chodzi i jak dokładnie wygląda mechanizm korupcji, nie wiedzą co jest najgorsze i faktycznie zagraza niezawislosci sądów.

Napisane przez: futrzak | 23 lipca 2017

Baterie i o co w tym chodzi

Swietny film dokumentalny wyjaśniający jak są zrobione baterie – od najprostszych, do wspolczesnie uzywanych litowych; jakie są z nimi problemy, czy się skalują i jakie powinny mieć parametry, żeby nadawały się jako backup do sieci energetycznych opartych calkowicie o PV i wiatraki; zupełnie nowe technologie składowania energii oraz – o czym nie wiedziałam – bateria w której zamiast płynnego elektrolitu jest… plastik.
Prawie godzina, ale bardzo warto obejrzec – moze z wyjatkiem pierwszych 4 minut, gdzie prowadzący uprawia tzw. sillyness i się wygłupia – potem jednak są już konkrety.

Jeśli ktoś interesuje się energią odnawialną, to obejrzeć powinien koniecznie. Przetrawić, zrozumieć, wyciągnąć wnioski. Bo w Polsce właściwie we wszystkich mediach panuje głupawa propaganda skierowana przeciwko energii odnawialnej, gdzie argumentacja oparta jest o rozwiazania techniczne sprzed dwóch dekad co najmniej, a często gęsto padaja też zdania typu „ale słońce nie świeci w nocy a wiatr nie zawsze wieje”.

Napisane przez: futrzak | 21 lipca 2017

Moje własne prywatne Idaho….

Taki film kiedyś był, a tytuł jego bardzo pasuje do tego, co się dziś w Idaho dzieje.
Mianowicie:
legislatura Idaho uchwaliła współczesną formę pańszczyzny czyli osobliwą bardzo „non compete clause” polegającą na tym, że… pracownik będzie teraz musiał udowodnić, że przenosiny do nowej pracy/firmy nie będą miały negatywnego wpływu na firmę poprzednią, z której się zwalnia.

Korporacyjni sponsorzy ustawy twierdzą, że no ale o co chodzi, przecież dotyczy to tylko ścisłego zarządu firm. Tyle, że nie. Wg niedawno robionych (na skalę kraju) badań wynika, że co piąty zatrudniony w USA jest związany non-compete clause i dotyczy to pracowników wszystkich poziomów – od zarządu i managerów do fryzjerek. Wyjątkiem jest Kalifornia, gdzie jakakolwiek forma tejże nie jest legalna.
Na dodatek właśnie uchwalone prawo w Idaho ma swoje korzenie w sprawie sądowej wniesionej przez kobietę, która nie miała nawet skonczonej szkoły średniej, ale karierę zbudowała na sprzedaży kursów dotyczących technicznych umiejętności i została pozwana przez pracodawcę, kiedy zdecydowała się go porzucić na rzecz lepiej płatnej oferty.
Przenosiny do innego stanu – jako odpowiedź na absurdalne prawo – też już przestaje byc opcją, bo coraz więcej zawodów podlega pod restrykcyjne regulacje branżowe (occupational licensing laws), które wymagaja miesięcy (czasem lat) treningu i pieniędzy, zeby w ogole być uprawnionym do podjęcia pracy. Regulacje owe dotyczą już 1/3 całej workforce.
No i tak to.

Napisane przez: futrzak | 19 lipca 2017

A tymczasem w Urugwaju…

…zaczeła się sprzedaż państwowej marihuany w wyznaczonych do tego aptekach.
Chwatko ustawiły się bladym świtem kolejki, poczem cały zapas jaki był, wykupiono. I to jest najważniejszy news dnia. Czyż to nie urocze?

No.
A tymczasem w Polsce chyba każdy wie, co się dzieje. Partia rządząca usiłuje wprowadzić ustawę dotyczącą reformy sądownictwa przy okazji podporządkowując ministrowi sprawiedliwości skład personalny sądu najwyższego. Ludzie protestują, prezydent już zapowiedział, że w takiej formie jak obecna ustawy nie podpisze.
Tragedia polega na tym, ze reforma sądownictwa powinna zostać zrobiona po 1989 roku, bo postowieckie sądownictwo było zorganizowane tak, żeby łatwo poddawać się życzeniom władzy politycznej. Jakoś przez 3 dekady nikomu nie zależało na tej reformie, wręcz przeciwnie, najróżniejsze partie polityczne ochoczo korzystały z furteczek i furtuni do robienia mniejszych, większych i skandalicznych szwindli (afera reprywatyzacyjna w Wawie to przeciez wierzchołek góry lodowej, a jawne łamanie prawa było radośnie zaklepywane przez sądy właśnie). A teraz? A teraz do władzy dorwała się małpa z brzytwą i jak zrobi reformę, to wyleje dziecko z kąpielą przedtem połamawszy mu nogi.

Co robi opozycja? Ładnie podsumował to radny Jan Śpiewak na swoim profilu fejsowym:

Wczoraj byłem kolejny raz na ulicy protestować przeciwko zmianie ustroju państwa, na który PiS nie otrzymał od obywateli mandatu. Orban na Węgrzech zmienił ustrój, ale miał do tego konstytucyjną większość. U nas partia, która dostała słaby mandat nawet do utworzenia rządu – Kaczyński miał gigantyczny łut szczęścia zdobywając 234 mandaty w sejmie dzięki 37% głosów – chce wywalić struktury państwa do góry nogami.

Kaczyński nie jest Orbanem. Nie ma jego charyzmy i bystrości. A mimo to robi w Polsce to co mu się żywnie podoba. Dlaczego tak jest?

Wczoraj pod Pałacem na ulice wyszło tysiące przeważnie młodych osób, które nie chodziły wcześniej na demonstracje KOD. To był wspaniały widok. Zwykli Warszawiacy, którzy nie chcą bananowej dyktatury. Chcą być częścią Zachodu a nie wschodu z jego kleptokracją, ignorancją, nienawiścią, serwilizmem wobec władzy i pogardą.

Te tysiące osób ruszyło pod Sejm i tam zderzyło się z rzeczywistością. Z geriatrycznym KODem i opozycją parlamentarną, która intelektualnie nie dorasta Kaczyńskiemu do pięt. Przy Schetynie i Petru Kaczyński to wulkan charyzmy i mądrości. Na scenie powitały nas same banały, trochę seksizmu i nieporadne animowanie tłumu. Litości. Robicie te demonstracje od już prawie dwóch lat i nie potraficie ogarnąć kilku dobrych mówców? Rządzicie w 15 województwach, macie dwustu posłów, paręnaście tysięcy radnych a nie stać Was na kogoś kto napisze Wam te kilkanaście zdań? Nie stać Was na kogoś kto będzie potrafił ożywić tłum? Nie stać Was na ćwiczenia z logopedii i występowania przed tłumem?

Dziennikarz Jacek Gądek opisał swoją dzisiejsza rozmowę z jednym z posłów PO:

PiS odrzuci wszystkiego wasze poprawki hurtem i co zrobicie?
Poseł PO: będzie awantura.
A macie jakieś warianty działań?
– Żywioł.

K… mać. Powinniście mieć osiem projektów reformy sądownictwa. Powinniście mieć filmy promocyjne zrobione z historiami ludzi, którzy dzięki sądom, wygrali z urzędnikami, katującym mężem, czy nieuczciwym pracodawcą. Powinniście pokazywać historie tego jak zależny od władzy wymiar sprawiedliwości niszczy ludzi w Rosji czy Chinach. Powinniście za pomocą szkół, które przecież kontrolujecie, edukować dzieci czym jest trójpodział władzy i dlaczego jest taki ważny dla demokracji. Całe miasto powinno być w plakatach i ulotkach wzywających do protestu. Macie struktury i pieniądze. Korzystacie z nich tylko wtedy, żeby ukraść jeszcze pare złotych. W interesie publicznym nie robicie nic. Stajecie się cichym koalicjantem PiSu w rozwalaniu instytucji państwa.

Dzisiaj kolejny dzień protestu. Jeśli tego nie potraficie to oskładkujcie wszystkich posłów, marszałków, prezydentów i wójtów tysiąc złotych miesięcznie i przekażcie te pieniądze ludziom, którzy potrafią organizować opór i przeprowadzać kampanie społeczne. Znam paru takich. Chętnie Wam udzielę kilku rad. Za darmo.

Napisane przez: futrzak | 16 lipca 2017

Reforma edukacji…

Kilka dni temu odbyła się w kręgach znajomych dyskusja na moim wallu fejsowym na temat tego,
skąd się bierze dzisiaj fala wiary w zabobony typu chemtrailsy, homeopatia, leczenie moczem, kreacjonizmy i podobne oraz dlaczego dla tak wielu ludzi nauka (science) jest przedmiotem wiary („ty wierzysz w naukę, a ja nie”).
Dyskusję świetnie podsumował January, za którego pozwoleniem zamieszczam poniższy tekst.
Zgadzam się z nim całkowicie, i jak stwierdziła jedna znajoma: zakładaj patronite’a, bierz moje pieniądze i pisz książkę-podręcznik :)

Odnośnie tego, „co robić”. Tak naprawdę ani w szkołach, ani na uczelniach nie uczy się tego, czym jest nauka (w sensie „science”) i jak nauka działa. Nie uczy się też, w jaki sposób można się z nauką komunikować.

Wierzę, że następujące umiejętności powinny być wprowadzone do szkół i na uniwersytety (powszechnie, także na kierunki „humanistyczne”), niekoniecznie w tej kolejności:

1. Zrozumienie podstaw metodologii naukowej. Falsyfikacjonizm, hipotezy, teorie, konsensus naukowy, debata naukowa, planowanie eksperymentów, testy kliniczne.

2. Pisanie (by zrozumieć budowę) oraz krytyczna lektura prac naukowych, z naciskiem na „krytyczna”. Backtracking: od informacji na portalu, poprzez press release uczelni i wywiad z naukowcem, po faktyczne dane przedstawione w pracy. Rozumienie pracy w kontekście innych prac.

3. Podstawy statystyki. Co to znaczy „reprezentatywna próba”? Czym różni się badanie wykonane na dziesięciu, stu, dziesięciu tysiących pacjentów? Co to jest precyzja, co to jest dokładność, co to jest powtarzalność?

4. Skąd wiemy, że palenie wywołuje raka? Historia debaty między naukowcami / lekarzami (którzy twierdzili, że wywołuje) a koncernami tytoniowymi (które twierdziły, że nie wywołuje, i miały na swoje poparcie forsę, lobbying, naukowców, prace naukowe itd itp).

5. Jak to wygląda, gdy nauka się myli; w jaki sposób umierają błędne teorie; co się dzieje, gdy naukowcy popełniają błąd (i giną ludzie). Jak się o tym dowiadujemy. Na przykładach.

6. Jak w praktyce działa nauka: jak naukowcy są oceniani i oceniają się nawzajem; jak działają impakt faktory i indeksy cytowań; co się dzieje, gdy naukowcy kłamią, kto ich przyłapuje na kłamstwie i co z tym robi; na czym naukowcom zależy (na sławie i pieniądzach!) i jak to osiągają.

Uch, brzmi jak konspekt książki.

Napisane przez: futrzak | 12 lipca 2017

Narodowe komiksy…

Zamieszczałam kiedyś tutaj krótki komiks o narodowych kompleksach Urugwajczyków. Kilka lat minęło i ten sam komiks został przerobiony na wersję z Polską jako bohaterem…i poleciał w Internety.

Napisane przez: futrzak | 10 lipca 2017

Jak działa pigułka ellaOne

Bo znowu tu i ówdzie wybuchają kłótnie na temat zdawałoby się oczywisty.

Polska Federacja Ruchów Obrony Życia:

Niszczy życie poczęte i rujnuje życie kobiety. Zawarte w niej duże dawki progestagenu nie są obojętne dla zdrowia kobiety i mają bardzo niekorzystny wpływ na układ rozrodczy i gruczoły piersiowe, układ pokarmowy, a także na układ sercowo-naczyniowy, nerwowy i psychikę kobiety

Prof. Bogdan Chazan:

W obu przypadkach (aborcja farmakologiczna i pigułka „dzień po”) niszczone są mechanizmy, które utrzymują ciążę

Jak rzeczywiście działa ellaOne?

Po pierwsze:
hamuje uwalnianie hormonu LH regulującego cykl miesiączkowy. Zwiększenie poziomu tego hormonu sprawia, że zaczyna się owulacja (uwolnienie jajeczka z jajnika), ellaOne hamuje więc proces owulacji. Jajeczko nie zostaje uwolnione, nie trafia do jajowodu i nie może dojść do zapłodnienia.

Po drugie:
zmienia perystaltykę jajowodu i sprawia, że w ciągu 24 godzin od zastosowania jajeczko nie może sprawnie przesuwać się jajowodem, a to uniemożliwia dotarcie jajeczka na czas do jamy macicy.

Po trzecie:
jeśli doszło do zapłodnienia w momencie, kiedy pigułka została zażyta, uniemożliwia ona implantację zarodka w ścianie macicy.

Po czwarte:
jeśli pigułka została zażyta już PO powstaniu ciąży, nie ma wpływu na jej rozwój. O tym wiadomo stąd, że mięśniaki macicy leczy się tą samą substancją czynną (octan uliprystalu), jaka znajduje się w ellaOne, tyle że w znacznie większej dawce (200 mg zamiast 30mg). Kobiety poddawane takiej terapii donoszają ciążę i rodzą zdrowe dzieci.

Po piąte:
czy stosowanie antykoncepcji awaryjnej ma wplyw na liczbę aborcji? Są na ten temat dostepne dane.
W 1999 roku na Węgrzech preparaty antykoncepcji awaryjnej zostały dopuszczone do sprzedaży bez recepty. Liczba aborcji wśród dziewcząt młodszych niż 18-letnie spadła o połowę, a wśród kobiet powyżej 18. roku życia – o 30 proc.

Z powyższego widać, ze Chazan najnormalniej w świecie ordynarnie kłamie. Kłamią też prolajfowcy utrzymując, że jest to tabletka wczesnoporonna. O poronieniu bowiem można mówic dopiero, kiedy zacznie się ciąża, a ta zaczyna się od zagnieżdżenia zarodka w ścianie macicy. Oczywiście, jeśli ktoś wbrew fizjologii człowieka wymyśli sobie, że ciąża zaczyna się od zapłodnienia, to będzie trąbił o tym, że ellaOne „zabija dzieciątka”. I wszystko byłoby ok gdyby tak absurdalna wiara ograniczała sie tylko do wierzących. Wierzą, ze zapłodniona komórka jajowa to „dzieciątko” i nalezą sie jej takie same prawa jak noworodkowi – niech sobie wierzą. Nikt ich nie zmusza do stosowania tej pigułki, do stosowania antykoncepcji w ogole, czy nawet do chodzenia do ginekologa w czasie ciąży.
Problem jednak polega na tym, że prolajfowcom nie wystarcza, ze ONI moga sobie robic co chca i uzywac/nie uzywac antykoncepcji. Nie. Oni chcą swoje wierzenia na siłę przeforsować w postaci prawa, które ma obowiązywać wszystkich w Polsce.

To jest tragedia, która uderza w zwykłe kobiety, utrudniając im dostęp do antykoncepcji. Dlaczego tak się dzieje i czy chodzi faktycznie o aborcję? Nie. Chodzi o to, że wg katolików wszelaka „sztuczna” antykoncepcja jest grzechem i jest potępiona.
Stanowisko to potwierdził Jan Paweł II, a następnie papieska rada do spraw rodziny:

The Church has always taught the intrinsic evil of contraception, that is, of every marital act intentionally rendered unfruitful. This teaching is to be held as definitive and irreformable. Contraception is gravely opposed to marital chastity; it is contrary to the good of the transmission of life (the procreative aspect of matrimony), and to the reciprocal self-giving of the spouses (the unitive aspect of matrimony); it harms true love and denies the sovereign role of God in the transmission of human life.

[Kościół zawsze nauczał o nieodłącznym źle antykoncepcji, tj. każdego aktu małżeńskiego, który jest umyślnie czyniony bez intencji spłodzenia potomstwa. Nauka ta jest definitywną i nie podlegającą zmianie. Antykoncepcja jest poważnie sprzeczna z czystościa małżeńską, jest zaprzeczeniem dobra przekazywania życia (prokreacyjny aspekt małżeństwa) i wzajemnego obdarowywania się małżonków (aspekt scalający małżeństwo); niszczy prawdziwą miłość i odmawia Bogu roli suwerena w przekazywaniu życia].
zrodlo

A że współczesna antykoncepcja hormonalna jest bardzo skuteczna, ma niewiele skutków ubocznych i pozwala kobiecie kontrolować własną płodność, to stanowi śmiertelne zagrożenie dla KK i należy ją zwalczać wszelkimi możliwymi środkami – w tym ordynarnym kłamstwem, szantażem i przekupywaniem polityków. Co się w Polsce dzieje już od dobrych 3 dekad.

Napisane przez: futrzak | 8 lipca 2017

Port i plaża Buceo

Czyli ciąg dalszy zdjęć. Na poniższym plaża przydomowa w czasie odpływu i zachodu słońca.

Ulubiony sposób spędzania czasu przez Urugwajczyków w zimie: leżymy na trawce przy plaży i popijamy mate…

Plaża Buceo w czasie odpływu. Pusta nieco :)

Panorama portu jachtowego Buceo.

I na koniec człowieczek z placu Republiki Korei :)

Napisane przez: futrzak | 7 lipca 2017

Filozofia mojości

Byc moze jedną z największych szkód, jakie poczyniła ideologia neoliberalna w społeczeństwie polskim, było zniszczenie jakiegokolwiek poczucia wspólnoty i własności społecznej. Przekonanie, że skoro płacę, to jestem pan i wszystko mi się należy, jest dziś w Polsce wszechogarniające.

Weźmy taki przykład: płacę rachunek za wodę, więc mogę sobie ją dowolnie marnować, bo za to płacę!
Otóż, nie do końca. Infrastruktura wodno-kanalizacyjna budowana w Polsce jest za pieniądze publiczne, czyli wszystkich podatników. Wybudowanie wodociągów, kanalizacji, oczyszczalni ścieków, stacji uzdatniania wody kosztuje ogromne pieniądze, a rachunki za zużycie wody bieżącej i tak zwykle idą do kieszeni prywatnych firm* obslugujących te urządzenia i bynajmniej nie pokrywają kosztów inwestycji. Mamy więc sytuację, w której inwestycje są robione za pieniądze publiczne, a zyski prywatyzowane. Typowy schemat w krajach, gdzie spoleczenstwo dzieli sie na klasę uprzywilejowaną i całą resztę pracującą na tą klasę.

Teraz. Z punktu widzenia społeczności bardziej opłaca się oszczędzanie zużycia wody, bo jej uzdatnianie po prostu kosztuje i wcale nie jest tak, ze te kilkadziesiąt czy nawet kilkaset złotych płaconych co miesiąc przez Kowalskiego pokrywa wszystkie koszta. Nie pokrywa. Im więcej wody jest marnowane, tym koszta in total dla wszystkich są wyższe, tym większe będą podwyżki za zuzyty metr sześcienny wody, a to i tak nie pokryje na dłuższą metę kosztów utrzymania wszystkiego w ruchu. Na dodatek ilośc wody pitnej w Polsce nie jest niewyczerpywalna – zmniejsza się i zmniejszać się będzie wraz z zachodzącymi zmianami klimatycznymi. Jest to typowy przykład problemu wspólnego pastwiska, gdzie jeśli wszyscy razem zdecydują się na oszczędne zużycie zasobów, to starczy dla wszystkich; jeśli zaś przyjmiemy model w którym „zwycięzca bierze wszystko” (najsilniejszy, najbogatszy, ten ktory placi najwiecej etc.), to dostępne zasoby zostaną bardzo prędko zużyte i dla wszystkich innych, poza zwycięzcą, nie zostanie nic – a w dłuższej perspektywie i zwycięzca nic nie będzie miał, bo rabunkowa polityka prowadzi do załamania się ekosystemu i wyginięcia flory i fauny.

Opisany powyzej problem to nie jest żadna teoria – rożne ludzkie kultury ćwiczyły to w praktyce w przeszłosci – dość wspomnieć jeden z najbardziej estremalnych przypadków tj. wycięcie lasów i zuzycie zasobów na Wyspie Wielkanocnej, w konsekwencji czego nastapilo załamanie lokalnej gospodarki i drastyczny spadek populacji. Są też przykłady całkiem współczesne – chociażby susza i niedobory wody w Sao Paulo.

Niestety, osoby zaczadzone neoliberalnym „moizmem” traktuja otaczające ich środowisko jako nieskończony i niewyczerpywalny zbiornik, którego zasoby mogą dowolnie zużywać, bo przeciez im się za te zapłacone pięć złotych należy! Zapominają niestety, że na codzien korzystają z masy rzeczy zbudowanych za publiczne pieniądze: drogi, szkoły, szpitale, wodociągi, oczyszczalnie ścieków, sieć energetyczna etc. Gdzieś, w którymś miejscu w ich mózgu nastąpił przeskok: pieniądze podatników = moje pieniądze = ja mogę z tym robić co chcę, z pominięciem całej reszty społeczeństwa.
No więc kochani nie, to że placicie pare złotych co miesiąc i ileś tam w podatkach nie czyni z własności publicznej waszej tylko i wyłącznie prywatnej własności, którą możecie dowolnie rozporządzać. Bo są jeszcze inni, którzy na to płacą.

Ten przeskok w mózgu nie nastąpił samoistnie, bynajmniej. Neoliberalny model gospodarki opiera się o założenie, ze ekonomia będzie zawsze rosła. Że trzeba więcej produkować i więcej zużywać, żeby znowu więcej wyprodukować, to wtedy PKB wzrośnie i tym na dole skapnie coś ze stołu pańskiego. Ten model nie działa, o czym dobrze wiedzą mieszkańcy trzeciego świata i żeby nie mieć buntów społecznych, trzeba im było sprzedać rzewną historyjkę o mojości, moich świetych prywatnych prawach, o tym jak wszystko leży w rękach jednostki i jak tylko się postara, to będzie bogata do obrzygu – wystarczy tylko znieść podatki, ograniczyć to, co państwowe do minimum, i zapanuje dobrobyt dla wszystkich i wszędzie.
Tylko, że nie zapanuje. Każdy kraj, który poszedł tą drogą ma rządzącą oligarchię, która jest niezmiernie bogata i bardzo szybko swoje bogactwo powiększa, oraz cała resztę obywateli – większość – która żyje w nędzy, na granicy nędzy albo zaraz tuż nad. I lepiej żyć nie będą, bo żeby przeskoczyć do klasy wyższej ze swoimi zarobkami i oszczedzaniem to musieliby oszczędzać z kilkaset lat…daje się im więc słono oprocentowane kredyty, żeby chociaż namiastkę mieli. Wmawia im się mojość, żeby nie zauważyli prawdziwych mechanizmów swojej mizeroty. A bajka o mojości jest piękna – no bo sami zobaczcie: czyż to nie cudowne miec pod swoją kontrolą wszystko? Myśleć, że się jest wielkim mocarzem, geniuszem, pracusiem i wystarczy tylko chcieć a świat zaściele się u naszych stóp.

Jesteś biedny? No to twoja wina. Bos głupi. Bo nie masz silnej woli i determinacji. Bo nie masz ambicji. Bo ci się nie chce. Osoba zatopiona w mojości ma tylko dwie drogi życiowe: albo osiągnie jakiś „sukces” i to wystrzeli ją na pozycje pozwalające na pogardę wobec biednych, no bo przecież „jak ja mogłem/am to każdy moze” albo zostanie biednym, sfrustrowanym, nienawidzącym „bogatych” biedakiem. PERFECT! W ten sposób mamy ekstremalnie podzielone społeczeństwo, które skacze sobie do oczu, a przepaść dzieląca obie strony jest jak rów mariański. Takie społeczeństwo nigdy nie obróci się przeciwko istniejącemu porządkowi społecznemu, przeciwko wladzom, rządom… zbyt są zajęci skakaniem sobie do oczu no i oczywiście każda ze stron winą za cała gównianą sytuację obarcza stronę przeciwną. A świstak siedzi i zawija w sreberka. Dzieli i rządzi.

Znacie to skądś, prawda? W Polsce nic nie ma sensu i nic się nie da, bo nawet jak jakaś garstka ludzi się zbierze i coś zacznie robić, to zostanie utopiona w morzu mojości, nienawiści i niechciejstwa, krytykanctwa, czepianctwa i opluwania. Bardzo wielu z tych, którzy próbowało, w końcu wyjechało. Bo zycie jest za krótkie. Z opresjami można walczyć, z kisielem nie. Czynny opór rodzi reakcję, walka z niechciejstwem przypomina wysiłki zaciągnięcia do lekarza chorego na depresję. Jak ktoś próbował, to wie o czym mówię.
Podsumowując: w Polsce nie zmieni się nic, dopóki nie zmienia się umysły ludzi. Nie przyjedzie wspaniały władca na koniu i nie machnie różdzką, nie będzie cudownego rządu, który raptem sam ze siebie zabierze sie za ulepszanie kraju. Nic z nieba nie spadnie, ani sie samo nie zrobi, dopóki wszystkie próby będa torpedowane odwiecznym „tu się nie da” i wyciąganiem paluchów w poszukiwaniu winnych zainstniałej sytuacji. Wszyscy, tylko nie my! A nawet jak my, to mamy usprawiedliwienie!
Cóż. Dopóki taki sposób myślenia będzie przeważał, nic się nie zmieni. A w każdym razie nie zmieni się nic na lepsze – bo że na gorsze może, to już widać…

PS:
* — jak słusznie zauważył czytelnik w komentarzu, polskie firmy wodociągowe to w przytłaczającej większości spółki z 100% udziałem samorządu. Co oznacza wysokie pensje dla politycznego zarządu i zero zysków dla miasta, za to dużo pieniędzy dla osób prywatnych.

Napisane przez: futrzak | 5 lipca 2017

Wołanie o rewolucję w Ameryce

4 lipca obchodzone jest Independence Day czyli Święto Niepodległości w USA. Z tejże okazji NPR (National Public Radio) puściło serię tweetów z tekstem Deklaracji Niepodległości.
Większość reakcji normalnych ludzi pozytywna, ale…. zwolennicy Trumpa poczuli się obrażeni.

Ich rekacje:

„So NPR is calling for revolution. Interesting way to condone the violence while trying to sound „patriotic”. Your implications are clear”. [Więc NPR wzywa do rewolucji. Interesujacy sposob tolerowania przemocy udający patriotyzm. Wasze intencje są jasne]

„Propaganda is that all you know how? Try supporting a man who wants to do something about the Injustice in this country” [Czy wszystko, na co was stać, to propaganda? Spróbujcie wspierać czlowieka, ktory chce cos zrobic z niesprawiedliwoscia w tym kraju]

„Glad you are being defunded. You have never been balanced on your show” [Bardzo jestem zadowolony, ze obcina sie wam fundusze. Nigdy nie bylicie bezstronni w waszych programach]

„This is why you’re going to get defunded” [Wlasnie z tego powodu obcina sie wam fundusze na dzialanosc]

„Seriously, this is the dumbest idea I have ever seen on twitter. Literally no one is going to read 5000 tweets about this trash” [Serio, to jest najglupsza rzecz jaką kiedykolwiek widzialem na twitterze. Nikt nie przeczyta pieciu tysiecy tweetów-śmieci]

„Horsechit” [końskie gówno – a dokładnie, to autor popełnił literówkę, bo powinno być horseshit hehe]

Tak, tacy ludzie wybrali tego palanta na prezydenta. Nieuki nie znające własnej historii, sądzące że cytowanie Deklaracji Niepodleglości to atak na „ich” prezydenta. Patrioci, którzy nie mają pojęcia o tym, na jakich zasadach zostalo ufundowane państwo, ktorego mienią się być wyznawcami. Syf, dno i rzyg. A potem jakieś k* jenteligenty inaczej się dziwią „no skąd ta pogarda”. WLASNIE STAD, you dumb fucks. Wlasnie stąd.

zrodlo

Napisane przez: futrzak | 4 lipca 2017

Tam, gdzie jest faktyczny rozdzial kosciola od państwa…

Lokalna gazeta właśnie doniosła, że wszczęto śledztwo wobec dyrektorki liceum w Salta z powodu naruszenia zasady laickości w szkole. Do czasu zakonczenia śledztwa (investigacion) minister edukacji zawiesiła w obowiązkach dyrektorkę. Donos do ministerstwa został złożony przez deputowaną Frente Amplio (rządząca, lewicowa koalicja).

O co chodzi? 30 czerwca mial miejsce wykład na temat aborcji i antykoncepcji grupy matek w tejże szkole. Podczas owego wykładu zostały zaprezentowane materiały z „imagenes catolicas” czyli standardową agitką katolicką (tu są zdjęcia https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10213810483323418&set=pcb.10213810484243441&type=3&theater )
Podczas gdy wykład miał miejsce, na zewnatrz protestowała grupa studentów przeciwko ureligijnianiu szkoły i konieczności utrzymania sekularyzmu w szkołach publicznych. Obie ministry – edukacji szkolnictwa ponadpodstawowego (educacion secundaria) i zdrowia zgodziły się, ze naruszenie zasady laickości miało miejsce.

No.
A w Polsce? Jakby się ludzie zbuntowali to też nie byłoby religii w szkołach publicznych za publiczne pieniądze, ani tego całego syfu z klauzulą sumienia. Ale każdy się boi i kładzie uszy po sobie, bo „nie chcę żeby dziecko miało problemy”. I dlatego w Polsce nie ma ładnych rzeczy…

Napisane przez: futrzak | 3 lipca 2017

Problem ze smieciami

ma też Montevideo.
Na poczatek nowa intendencja zafundowała miastu nowe, porządne śmietniki oraz kampanię informacyjna plus zachęcanie, żeby raportować tych, co robią rozpierduchę. Sporo to pomogło, ale nie do końca, bo nie zlikwidowało dzikich wysypisk, dość „popularnych” zwlaszcza w biedniejszych dzielnicach na obrzeżach miasta.
Zmienili więc taktykę i zainstalowali kamery video przy największych. Cóż się okazało? Ze najwięcej śmieci wywalają tam przyjezdni. Przyjeżdza sobie samochodzik i wypierdziela wielkie wory pozostalości po remoncie na przykład. No bo zamówienie kontenera kosztuje…

A kamery ustawione tak, ze dawało się odczytać numery rejestracyjne, więc intendencja zaczęła wlepiać słone kary. Dodatkowo filmiki opublikowano na stronach www, zeby kazdy mogl sobie obejrzec, oraz wrzucono kilka zdjęć do gazety.
Poprawia się.

No.
A tymczasem wczoraj z plaży przydomowej: odpływ w połączeniu z zachodem słońca i panoramą:

Napisane przez: futrzak | 29 czerwca 2017

Urzędnicy psia ich mać…

Nastąpilo ponowne starcie z argentyńskim sposobem organizacji pracy. Otóż. Do skonczenia procesu rezydencji potrzebne nam jest zaświadczenie o niekaralności z Argentyny. Zaswiadczenie owo mozna uzyskac z biura Policia Federal znajdujacego sie w Buenos Aires. Nie chcielismy jechac (taka podroz oznacza moj urlop na 1-2 dni no i tania nie jest) wiec poszlismy do notariusza zeby wystawil pelnomocnictwo na nasza znajoma mieszkajaca na stale w Buenos. Znajoma pelnomocnictwo dostala, poszla do biura policji i…. odbiła się od ściany, bo do tego sa potrzebne odciski palców.

Do akcji ruszył Chłop. Byl juz tak z rok temu w ambasadzie Argentyny w Montevideo i został spławiony tj. powiedziano mu, ze nic sie nie da u nich zalatwic, a w ogole to oni nic nie wiedza i niech spada.
Zanim wybral się drugą razą zrobił solidny research po sieci. Znalazł na stronach ambasady Argentyny w Kanadzie (!!!) ze konsulat moze owszem pobrac odciski palcow na miejscu, a potem wyslac je do BA i ktos z upowaznieniem notarialnym moze je na miejscu w BA odebrac.

Ok. Szturm numer dwa na ambasadę argentyńską. Surprise surprise! Oczywiście powiedziano mu tak, jak za pierwszym razem – ze oni takich rzeczy nie robia i niech spada. Chłop jednak splawic sie nie dal i zaczal naciskac, ze w Internecie na stronie ambasady argentynskiej w Kanadzie wyczytal, ze pobieraja odciski palcow i prosze sprawdzic. Urzędnik poszedl sie kogos-tam zapytac i wrocił z kocią mordą oraz wiadomością ze faktycznie robia! A potem nie mogl sie nadziwic no dlaczego nie pojedziemy osobiscie, przeciez zdalnie ta operacja bedzie kosztowac 90USD od osoby! Ha Ha. Co i tak wychodzi taniej, niz nasza podróż tam i spowrotem*.

No.
A z rzeczy pozytywnych: dostaliśmy dziś rachunek za prund a tam na nim stoi, że w związku z dobrą sytuacją energetyczna kraju (przypominam, 99% energii elektrycznej pochodzi ze zrodel odnawialnych) na prąd w drugiej taryfie (powyzej zuzycia zeszlorocznego w tym samym miesiacu) będzie przez najbliższy rok zniżka 50%.
Tak to działa kiedy kluczowe gałęzie przemysłu są pod kontrolą firmy państwowej, a ta firma jest pod kontrolą społeczną.
UWAGA: to tak NIE działa kiedy firma energetyczna jest prywatna (Święty Zysk Udziałowców zeżre dowolną liczbę nadwyżek, a klienci sa od strzyżenia) lub kiedy jest państwowa, ale rząd i instytucje publiczne są skorumpowane tudzież na usługach tzw. lobbystów, a obywatele nie mają nic do powiedzenia.

* Podroz najtanszym nocnym promem, ktory kursuje na linii Colonia – Buenos Aires wyszlaby moze za porownywalne pieniadze, ale to jest cala noc, bo prom plynie baaaardzo wolno (kilka godzin) a potem trzeba sie jeszcze telepac kilka godzin autobusem z Colonii do Montevideo. Takze wychodzi cala noc nieprzespana w jedna strone, a potem cala noc nieprzespana w druga strone, co właściwie daje z koniecznosci 2 dni urlopu.

Napisane przez: futrzak | 28 czerwca 2017

Zielona zima

Mam spore opoznienie z wrzucaniem zdjęć, ale tak to jest, jak jedyna metodą ściągnięcia ich z telefonu jest wysylanie emailem oddzielnie kazdego jednego zdjęcia :-/
(w zdjęcia klikamy, bo to duże panoramki).

Na początek słynny napis, przy którym każdy turysta musi zrobić sobie zdjęcie, a który to napis znajduje się przy wschodnim końcu plaży Pocitos. Zwykle jest przemalowywany na różne okazje – tutaj zielony z okazji tygodnia recyclingu czy jakoś tak – w każdym razie pomalowany został zaraz po ogłoszeniu, ze USA występują z porozumień paryskich…

Schodzimy z górki, na której znajduje się napis, (tutaj niewidoczny, po lewej stronie zdjęcia jest) i idziemy chodnikiem położonym na górze skarpy nad plażą.

Zdjęcie robione z górki, napis Montevideo mam dokładnie parę metrów za plecami.
W ciepłe dni wzgórze jest dość szczelne obłożone wylegującymi się Urugwajczykami :) – notabene to świetna miejscówka do obserwowania zachodów słońca…

W tle port jachtowy Buceo. Az do następnej plaży (i dalej) ciagną się takie publiczne, rozlegle zielone tereny rekreacyjne nad samą wodą. Hektary przestrzeni, która jest własnością miasta i jest niesprzedawalna. Osoby prywatne mogą tę przestrzeń tylko wydzierżawić, a zanim to zrobią, musza przedstawic plan po co i uzyskać pozwolenie od władz. Gdyby nie ów wymóg prawny, wszystko zostałoby zabudowane wieżowcami tudzież prywatnymi przystaniami, klubami etc. Widzieliśmy jak to działa w Argentynie: miejscowość wypoczynkowa pod Buenos Aires i kilometry zamkniętych ośrodków, zagrodzonych płotem, poczem malutka publiczna plaża, na której tłoczą się „zwykli” ludzie, upchani jak sardynki w puszce.

Reszta zdjęć w obróbce, niedługo dorzucę :)

Napisane przez: futrzak | 26 czerwca 2017

Zapomniał wół jak cielęciem był

…czyli republikańskie ścierwa.

Senator Mitch McConnell jest gorącym zwolennikiem i robi wszystko na rzecz TrumpCare. Ustawa była dyskutowana za zamkniętymi drzwiami, a jej szczegóły utajnione (!!!!).
Niemniej, w koncu wycieklo co nieco do prasy i okazalo sie, ze republikanie planują obcięcie 880 miliardów funduszy z Medicaid, co dotknie 75 milionów Amerykanów, z czego 23 miliony stracą ubezpieczenie w ogóle w ciągu najblizszych 10 lat.

Ironia polega na tym, że McConnell, sam ofiara polio, nie byłby dziś tu, gdzie jest, a moze w ogole nie przezylby, gdyby nie organizacja chartytatywna March of Dimes, która ufundowała polio treatment center w odleglości 50 mil od ówczesnego miejsca zamieszkania rodziny McConnella, z którego oczywiście jego matka i mały Mitch skwapliwie skorzystali.

Kilkadziesiąt lat później przedstawiciele March of Dime chcieli się spotkać z McConnellem i porozmawiać na temat TrumpCare. Nope.
Ta ludzka spierdolina i żałosne ścierwo stwierdziło, że nie ma czasu.

Cóż. Panu McConnellowi i wszystkim, którzy na niego glosowali wypada życzyć, aby kiedys, gdy popadną w klopoty i ich życie bedzie zależeć od pomocy innych, spotkali się z tym samym: odpowiedzia nie mam czasu i trzaśnięciem drzwiami. Należy im się.

Napisane przez: futrzak | 25 czerwca 2017

Racuchy bezglutenowe

Jak ktoś ma podobny problem co ja – nie może żreć glutenu – to będą w sam raz. Jak może, to też będą, zwlaszcza że w porownaniu z klasycznymi pszennymi te są mega pożywne.

Składniki:
– 3 mocno dojrzałe banany (na granicy zepsucia się)
– 5 duzych jaj
– dowolna skrobia (dawałam na oko, ale pół szklanki to prawie napewno się uzbieralo)
– 1/3 szklanki mąki z kokosa
– cynamon do smaku
– masło klarowane do smażenia
– pół łyżeczki proszku do pieczenia

Rozbijamy jajka, dodajemy cynamon i obie mąki, rozbijamy na gładką masę. Banany rozgniatamy tłuczkiem do ziemniorów i wrzucamy, mieszamy na gładką masę.
Potem wystarczy już usmażyć, masła nie żałować :) Podawać z bardzo tłustą śmietaną. Porcja starcza na trzy normalne osoby albo na dwóch obżartuchów :)

Napisane przez: futrzak | 24 czerwca 2017

Wszystko co dobre, kiedyś się kończy…

Jest sobie taka sieć supermarketów w Urugwaju, nazywa się Tienda Inglesa czyli Sklep Angielski. Firma powstała w 1866 roku, właścicielem do 2016 był Robin Henderson, Urugwajczyk, prawnuk jednego z założycieli. Facet miał manię na punkcie jakości, a firmą zarządzał przez 60 lat.
Tienda to najlepsze supermarkety w Urugwaju – nie dość, ze towary bardzo dobrej jakosci, to jeszcze w rozsądnych cenach.
Niestety, w koncu nadszedł czas emerytury pana Robina. Ponieważ potomkowie nie byli zainteresowani zajmowaniem się firmą, 90% akcji zostało sprzedane amerykańskim inwestorom, a kierownictwo firmy objął Argentyńczyk Matías Allen, poprzednio dyrektor operacyjny Cencosudu, chilijskiego konglomeratu operującego w Chile, Argentynie, Kolombii, Brazylii i Peru i będącego właścicielami (miedzy innymi) takich sieci supermarketów jak Disco, Vea i Jumbo.

No i zaczęły się zmiany – niestety, nie w dobrą stronę. Nowa dyrekcja w ramach optymalizacji zdecydowala, ze firma zatrudnia zbyt wielu pracowników, za duzo im placi i za duze mają benefity.
Lokalna gazeta El Observador dzielnie uderzyła w tony znane dobrze z Polski, że zmiany są konieczne, bo hojne benefity kosztują firmę rocznie 6-7 milionów dolarów i bez obcięcia tych funduszy firma nie będzie „sustentable en el largo plazo” [nie do utrzymania w dłuższej perspektywie]. Jest to nieco zabawny argument biorąc pod uwagę, ze poprzedni wlasciciel nie miał jakoś przez 60 lat problemów z generowaniem zysków i równoczesnym wypłacaniem hojnych benefitów…

Jak narazie strajk pracowników skończył się porozumieniem, w ramach którego będą dostawać mniejsze pensje – poprzednio były liczone one w ten sposób, że ludzie pracowali tygodniowo 44 godziny, natomiast wynagrodzenie wypłacano im tak, jakby pracowali 48 godzin na tydzień. W ramach restrukturyzacji mają też nastąpić zmiany w organizacji i logistyce.
Cóż. Prawdopodobnie Tienda Inglesa za kilka lat upodobni sie do innych supermarketów Cencosudu, które są po prostu drogie i chujowe – bo liczy sie oczywiscie wycisnięcie maksymalnych zysków, bo shareholders value :-(

« Newer Posts - Older Posts »

Kategorie