Napisane przez: futrzak | 23 stycznia 2018

Polski kierowca

czyli nowy stan umysłu*

Pisalam niedawno o talentach warszawskich kierowców w temacie parkowania.

Dziś filmik, co obiegł internety, z wypadku na autostradzie.

To, co mnie uderzyło, to nie sam wypadek, bo debile zdarzają się niestety wszędzie (aczkolwiek nie w takiej samej częstotliwości), ale mandat, jaki dostał kierowca BMW, który spowodował wypadek oraz…. dyskusja, która rozpętała się pod owym video.

Otóz.
Kierowca BMW zostal ukarany TYLKO pięciusetzłotowym mandatem. A dyskusja… w dyskusji znalazło się całkiem sporo ludzi, którzy argumentowali, że wina lezy również po stronie kierowcy samochodu nagrywającego owo video. Bo wicie rozumicie, przepisy ponoć złamał trzy razy:
1. Nie powinien być na lewym pasie
2. Za wolno wyprzedzał
3. Nie spojrzał w lusterko

I tutaj przyznam szczerze, rura zmiękła mi już dokumentnie, i wszystko opadło. Jedyne, co można zarzucić kierowcy od video to to, że mógła nieco szybciej przeprowadzić manewr wyprzedzania. Ale z drugiej strony, przy takich warunkach – czy faktycznie byłoby to rozsądne?

A BMW pruło co najmniej 190 kmh i to już w trakcie hamowania (co można wydedukować porównując czas z zapisu video oraz patrząc na słupki i pasy). Wyliczenia wyglądają mniej/więcej tak:

Od rozpoczęcia sygnalizacji do wyprzedzania mija 10 sekund. BMW wtedy było 250 metrów za nią. 10 sekund to wieczność na autostradzie.
Do tego, oglądając wideo trzeba pamiętać, że szeroki kąt kamerki zmienia mocno perspektywę – przykładowo w momencie zakończenia zmiany pasa wydaje się, że skoda jest ‚daleko’. Nic podobnego, to sa ledwo dwie kreski przerywanej, czyli niecałe 24 metry. Kiedy BMW się zrównało z rejestrującym autem było już mniej – nieco ponad jedna kreskę – 13m.
I teraz – BMW w ciągu 9 klatek (0,3s) przejeżdża 14m cały czas hamując, czyli prędkość średnia to 46,67m/s – 170km/h.
Co pokazuje, że przed hamowaniem miał 200kmh albo więcej.
To oznacza, że BMW w momencie patrzenia w lusterko było co najmniej 250 metrów za pojazdem rejestrującym, a zgodnie z Art. 4 PoRD kierująca, jadąc te 120km/h (tyle mi wychodzi przy dokładnym przeliczeniu, bo ona przyspiesza) mogła się spodziewać dojechania tegoż samochodu nie wczesniej niż po 45 sekundach, czyli w wystarczającym czasie, aby wyprzedzic pojazd przed nią i wrócić na prawy pas.

Dla mnie jako osoby, która robiła prawo jazdy w Kalifornii (gdzie są ciut inne przepisy dotyczące poruszania sie po autostradach, ale znowu nie aż tak różne), tego typu jazda kwalifikuje się na tzw. reckless driving Po polsku najbliższy termin to bedzie Art. 174. Sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu.
No i po prawdzie kierowca tego BMW powinien być oskarżony z tegoż paragrafu.

No ale to Polska. A special state of mind…

* Na szczęście nie wszyscy kierowcy w Polsce prezentują taki stan umysłowy, jak kierowca owego BMW. Niestety, jest ich nadal zbyt wielu, żeby poruszanie się po drogach tego kraju było bezpieczne dla całej reszty, co przestrzega przepisów ruchu drogowego. Ja sama podczas ostatniej bytności w Polsce nie odważyłam się wsiąść za kierownicę po tym, co zobaczyłam na drogach dookoła. Są przyjemniejsze sposoby na codzienne ryzykowanie życia oraz jego stracenie…

Reklamy
Napisane przez: futrzak | 22 stycznia 2018

Wujki dobre rady

Z okazji przeprowadzki nie mamy 3 dni boilera do grzania wody, lodówki, pralki i kuchenki. Zostaly zamowione w piątek, ale dopiero w poniedzialek będą dostarczone.

Powiem wam, ze najlatwiej jest poradzic sobie z brakiem cieplej wody – bo jest lato. Co prawda umycie glowy w zimnej zupelnie wodzie to sport nieco ekstremalny, ale spoko daje radę. Pralka to betka – jesli posiada sie co najmniej 7 par majt i t-shirtów, to spokojnie mozna tydzien przeczekac.

…ale brak lodówki i kuchenki ciężki jest. Jestesmy zdani albo na restauracje, albo na kupowanie malych, gotowych porcji żarcia – ktore wiadomo, są drogie. W moim wypadku sytuacje komplikuje jeszcze to, ze nie mogę glutenu żreć. Odpadaja więc tanie rzeczy do dostania wszędzie – żadne tam empanadki, pizze, buleczki z jogurtem etc. Zostają mi praktycznie rzecz biorąc gotowe mięso/wędliny i sałatki plus frytki.

I teraz taka refleksja. Dlaczego ktoś się dziwi, ze biedni odzywiaja sie byle jak i najcześciej junk foodem? To jest tanie i nie wymaga żadnego przygotowania – a spróbujcie sobie „gotować zdrowo” jak wynajmujecie POKOJ bez dostępu do kuchni i z dzieloną lazienką? Jak ktoś zarabia gówniane pieniądze to nie stać go na samodzielna kawalerkę. Ma szczescie, jesli (to w warunkach amerykanskich) da radę do spółki ze znajomymi czy rodziną wynając samodzielny dom albo mieszkanie. Jesli jednak nie znajdzie ludzi, ktorzy mieliby stała pensję, dobrą historię kredytową i wystarczającą ilość gotówki na kaucję, to figa – zostaje wynamowanie pokoi i to oplacanych z góry. Zreszta – nie trzeba byc jakos specjalnie biednym, wystarczy mieszkac w Silicon Valley i zarabiac ponizej 80 tys brutto rocznie…

PS:
Właśnie przyjechała dostawa ze sprzętami.

Napisane przez: futrzak | 21 stycznia 2018

I po przeprowadzce!

W sumie była to najszybsza przeprowadzka, jakiej doswiadczylam od wieków – nie licząc oczywiscie zmiany mieszkań już umeblowanych, kiedy caly dobytek miescil sie w trzech walizkach.

Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 19 stycznia 2018

Very stable genius!

Prezydent, który sam siebie określa mianem „very stable genius”, tak dziś palnął na antyaborcyjnej manifestacji:

„Right now, in a number of states, the laws allow a baby to be born from his or her mother’s womb in the ninth month. It is wrong. It has to change.”

Serio. On to powiedział, a kamery zarejestrowały. Że obecnie prawo w wielu stanach pozwala na urodzenie dziecka (prosto z matczynej macicy!) w dziewiątym miesiącu. Że to jest niewłaściwe i musi się zmienić!

Pytanie:
Czy kretyn rzeczywiście nie wie, ile trwa ciąża ludzka, czy też może demencja tak mu się już posunęła, że kompletnie nie kontroluje tego, co mówi?

Napisane przez: futrzak | 19 stycznia 2018

Wieści z placu boju II

Prąd wreszcie przepisany na nasze nazwisko.

Zrobiła się z tego mała epopeja, tylko dlatego, że za pierwszym razem trafiliśmy na niekompetentną osobę w biurze obsługi klienta UTE. Gdyby nam od razu powiedziała, co jest potrzebne w wypadku mieszkania, w którym poprzedni lokatorzy mieli potężny dług, to możnaby to zrobić w miarę szybko, a tak….

A tak poszliśmy i za pierwszym razem pani stwierdziła, ze nie potrafi znaleźć w swoim systemie mieszkania o podanym adresie. WTF? Że ona potrzebuje starego rachunku. No piknie, ale właściciel wyjechał na urlop wakacyjny na miesiąc, my rachunków nie mamy.
Szcześliwie, jadąc z klamotami kolejny raz, wpadliśmy na pomysł przejżenia stosu rachunków leżących na murku przy wejściu w pasillo. Okazało się, ze był tam rachunek za prąd do naszego mieszkania.
Otworzyłam i….jak juz wczesniej pisalam, oczom naszym ukazał się potężny niespłacony dług, wygenerowany przez poprzednich wynajmujących. Z tym rachunkiem poszliśmy znowu do BOKu. Pani na to, że skoro taki dług to trzeba sczytać stan licznika. Czy muszą przyjść monterzy UTE? – nie, po co, pan zrobi zdjęcie licznika.

Aha. Ta, sra. Zrobiliśmy, następny dzien – ooooooo taka różnica w odczycie, to nie, trzeba monterów, muszą potwierdzić. Umówiliśmy sie na nastepny dzień i Chłop warował cały dzień – monterów ni widu ni słychu. W piątek po południu zadzwonił facet podający się, ze jest z UTE i *chyba* umówił sie na poniedziałek, ze przyjdą sczytać – chyba, bo w poniedziałek znów Chłop cały dzien warował w tamtym mieszkaniu, i ani widu, ani słychu. No to sie wkurwił i pojechał znów do BOKu robić rozróbę. Na szczęscie trafił na inna osobę, wyjaśnił sytuację, pani powiedziała, ze to jakieś jaja i tak nie może byc. Z pominięciem hierarchii sluzbowej zadzwonila do dzialu technicznego, opierdoliła kogo trzeba i nastepnego dnia umówila monterów. Którzy notabene przyszli odciąć prąd, zeby zamknąc stary obciązony dlugiem rachunek, sczytac aktualny stan licznika, co umozliwilo juz podpisanie następnej umowy na nasze nazwisko z czystym kontem. Po podpisaniu umowy następnego dnia monterzy znow przyszli, podłączyli prund (za co skasowali opłatę instalacyjną 1800 peso, a jakże) i voila. Przy okazji wyszlo, ze BARDZO DOBRZE, że wstrzymaliśmy się z przeprowadzka – Chłop musiał podpisac oswiadczenie, ze w tym mieszkaniu nie mieszkalismy i nie zuzywalismy prundu do czasu zamknięcia starego rachunku, a przedstawiciel UTE starannie cala chałupe obszedl, zeby skontrolować, czy czasem nie oszukujemy. Kompletny brak jakichkolwiek mebli i sprzętow (oprocz stosu nierozpakowanych toreb) utwierdził go w tym przekonaniu.

Dzięki temu mamy prąd i na jutro zamówiona ciężarówka przeprowadzkowa. Mam nadzieje, że przyjadą..
A w starym mieszkaniu pech: WCZORAJ, no wczoraj urwała się rączka od baterii zlewowej w kuchni. Nosz k* nie mogła poczekać chociaz kilku dni :-/ A tak będziemy musieli kupic nowa z okazji wyprowadzki. Eh.

Napisane przez: futrzak | 17 stycznia 2018

Co to jest „aborcja eugeniczna”

W sumie warto uczciwie wyjaśnić, bo we wszelakich pismach/stronach katolickich pojęcie owo szerzy się jak zaraza, np:

„Wystarczy podsumować dane z 20 lat aborcji eugenicznej w Polsce, by zobaczyć, że odsetek zabijanych dzieci z powodu podejrzenia choroby lub niepełnosprawności wzrósł o 2672 procent!” (zrodlo)

Powyższe stwierdzenie jest tak koszmarną manipulacją, że az bolą zęby, niestety jednak pada na bardzo podatny grunt, jeśli slucha tego osoba kompletnie niezorientowana w temacie.

Po pierwsze.
Być może nie wszyscy wiedzą, co to w ogóle jest eugenika.
Samo pojęcie zostało wprowadzone w użycie w 1869 przez Francisa Galtona. Chodziło o selektywne rozmnażania zwierząt oraz ludzi w celu ulepszania gatunku. Eugenika dziś: (cyt za Wikipedią):
„Współcześnie jest to system poglądów zakładający możliwość doskonalenia cech dziedzicznych gatunku, którego celem jest tworzenie warunków pozwalających na rozwój dodatnich cech dziedzicznych i ograniczenie cech ujemnych (w szczególności dotyczy to chorób dziedzicznych) poprzez tworzenie korzystnych warunków dla rozwoju osobników o dodatnich cechach genetycznych. W zakres eugeniki wchodzą m.in. zwalczanie chorób wenerycznych, działania zapobiegawcze higieny pracy, poradnictwo genetyczne, zwalczanie alkoholizmu, propagowanie zachowań prozdrowotnych, działania w zakresie higieny psychicznej i świadome rodzicielstwo.

Eugenika w Polsce wielu ludziom kojarzy sie TYLKO negatywnie, bo wiadomo, naziści stosowali eugenikę.
Mamy więc sprytny zabieg – nazwać terminację ciąży ciężko i nieodwracalnie uszkodzonego płodu (który może poród przezyje, a moze nie, a nawet jak przezyje, to nie dozyje wieku doroslego) „aborcją eugeniczną” która ma mocno negatywne konotacje.

Sprawa załatwiona – trzeba bowiem być okrutnym człowiekiem, żeby kogoś na wózku inwalidzkim, na dodatek z „potencjalną” niepełnosprawnościa „zabić”.
Tu przechodzimy do punktu drugiego:

Co to jest ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie płodu, które uzasadnia wczesną aborcję?

1. Acefalia i mikrocefalia. U płodu nie wykształca się głowa i mózg, lub wykształca się w formie szczątkowej. Wada w stu procentach śmiertelna.

2. Trisomie czyli obecność dodatkowego, trzeciego chromosomu w danej parze homologicznej. Tak, wszystkim od razu kojarzy sie to ze szcześliwym dzieckiem z zespołem Downa, takim o, normalnym, tyle ze ma skośne oczy. Tyle, że to nie cała prawda….
Trisomie nie są ani potencjalne, ani odwracalne. W celu stwierdzenia trisomii najpierw robi sie badania screeningowe, a potem testy genetyczne (po amniopunkcji, dają one całkowitą pewność, w razie wątpliwości badania można powtorzyć).

– Zespół Warkany’ego 2 (trisomia chromosomu 8). Całkowita trisomia jest śmiertelna w życiu płodowym.

– Zespół Edwardsa (trisomia chromosomu 18) skutkuje poronieniem/obumarciem plodu w 95% przypadkow, a tylko miedzy pięć i kilkanascie procent urodzonych dzieci w ogole przezywa pierwszy rok. Nie są znane przypadki przeżycia aż do wieku dorosłego.

– Zespół Pataua (trisomia chromosomu 13) jest rowniez ciezkim uszkodzeniem – 70% dzieci (o ile urodza sie zywe) umiera w ciagu pierwszego pół roku zycia i to w męczarniach.

– Zespół Downa (trisomia chromosomu 21) skutkuje (oprócz zaburzeń czysto fizycznych) upośledzonym rozwojem umysłowym. Może przybierać postać łagodną (IQ: 50–69), średnią (IQ: 35–50) i głeboką (IQ: 20–35). Przypomnijmy – IQ w postaci łagodnej to tyle, ile przeciętnie ma 8-10 letnie dziecko rozwijające sie prawidłowo. Jakie szanse na samodzielne funkcjonowanie w spoleczenstwie ma waszym zdaniem dziesięcioletnie dziecko? Co się stanie, kiedy umrą opiekujący sie nim rodzice?

Ponieważ to rodzice (zwłaszcza kobiety) będą ponosić konsekwencje powołania na ten świat ciężko upośledzonego dziecka (o ile w ogóle uszkodzony płód przeżyje poród), to właśnie oni i TYLKO ONI powinni pdejmować decyzję czy ciążę terminować, czy nie – po uprzednim szczegolowym i uczciwym poinformowaniu przez lekarza o konsekwencjach. I dokładnie tak się dzieje we wszystkich normalnych krajach.

A w Polsce… w Polsce w sejmie leży projekt ustawy, która ma rodziców POZBAWIC MOZLIWOSCI podjęcia tej decyzji. I nad tym projektem będą głosować posłowie, którzy uważają, ze „aborcji eugenicznej” nalezy zakazac bo to samo ZUO, bo przecież to robili naziści. Ci posłowie nie mają zielonego pojęcia o powyższej liście (która i tak jest niekompletna) ciężkich uszkodzeń płodu i tego, co się z nimi wiąże. Dla nich upośledzony człowiek to roześmiana osoba z wysokofunkcjonującym zespołem Downa albo człowiek na wózku inwalidzkim, poza tym całkowicie sprawny. Oczywiście, że zabicie kogoś takiego to morderstwo! Więc będą glosować za tym projektem….

W ten sposób ignorancja sprowadza na ten świat cierpienie i gówniane życie dla setek tysięcy ludzi. A przeciez jesli ktos faktycznie wierzy, ze człowiek zaczyna sie w momencie polączenia plemnika z komórką jajową i w związku z tym uwaza, ze współczesnej medycynie absolutnie nie wolno ingerować w jego rozwój, to w ten rozwój ingerować nie musi. NIE MA PRZYMUSU.

Nie znam co prawda zadnej kobiety, która wiedząc, że jest w ciąży ektopowej (pozamacicznej) nie poszłaby do lekarza po pomoc. Znam niestety wielu mężczyzn, którzy w takim wypadku radzą zdać się na „wolę bożą”.
Ciekawe, czy wiedzą oni ze ciąza pozamaciczna to 2% wszystkich ciąż? Że jest bardzo poważnym zagrożeniem dla życia kobiety i że zostawiona „sama sobie” w większości wypadków kończy sie wewnętrznym krwotokiem i śmiercią kobiety? Jak wielkim sadystą trzeba być, żeby zabronić usunięcia ciąży ektopowej i czekać do ostatniej chwili patrząc, czy kobieta wykrwawi się, czy może jednak przeżyje, zamiast dokonac zabiegu usunięcia źle zagnieżdzonego zarodka OD RAZU??

Co sądzić o wyborcach, którzy nie mają nic przeciwko głosowaniu na posłów, którzy chcą wprowadzenia w życie ustawy zagrażającej bezpośrednio życiu tysięcy kobiet w Polsce? Że są bezmyślni? Że ich zdaniem ignorancja to dobry sposób na decydowanie o życiu innych ludzi? Że kobiety nie powinny móc podejmować decyzji dotyczących ich życia? Że o cudzym zyciu wolno decydować osobom trzecim i to bez zapoznania się z konkretnymi faktami medycznymi?

Napisane przez: futrzak | 16 stycznia 2018

Estación de cría de fauna autóctona Cerro Pan de Azúcar

No to lecim.
Rzeczony park znajduje się pod Piriapolis i trzeba przyznac, ze najlepszy tam dojazd – niestety – jest samochodem własnym :-/
Poniewaz od czasu kradziezy nie posiadamy takowego, wybralismy sie komunikacja publiczna. Sam dojazd z Montevideo (z dworca Tres Cruces) jest dosc komfortowy – autobusy dalekobiezne, z klima, kibelkiem i rozkladanymi siedzeniami jadą trochę ponad połtorej godziny do głównego terminala Piriapolis. Niestety potem trzeba się przesiąść na linię lokalną, która poza godzinami szczytu jeździ raz na godzinę :-/

Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 13 stycznia 2018

Coati!

Wczoraj odwiedziliśmy Estacion de cria de fauna autoctona Cerro Pan de Azucar czyli park z fauną zamieszkującą Urugwaj i okolice, który to park znajduje się u stóp góry Pan de Azucar. Były oczywiscie nandu, kapibary, sępy, pumy ale – pierwszy raz w życiu na żywo widziałam coati!

Wyrąbisty zwierzaczek, z tej samej rodziny (szopowate) co szopy-pracze (raccoons). Ma taki śmieszny wydłużony ruchliwy ryjek, który – co widać na zdjęciu – wtyka wszędzie. Narazie tylko jedno zdjęcie, reszta w przygotowaniu.

Napisane przez: futrzak | 11 stycznia 2018

Z cyklu: dialekt lokalny

Trzeba nam było kupić takie elastyczne gumy z zaczepami na końcach – takie, których uzywa sie do zabezpieczania ładunku na bagażniku samochodu na przykład. Oczywiście słownik hiszpańskiego można sobie w pióro wsadzić, bo „elastic luggage straps” tłumaczy dosłownie jako „correas de equipaje elásticas” i nikt z miejscowych nie wie o co chodzi, i bulba.

Ale Chłop znalazł jak to się nazywa w miejscowym narzeczu. Otóż, drodzy państwo, nazywa sie „pulpo elastico” czyli elastyczna ośmiornica…

Jak znalazł? No jak zwykle. Trzeba się było przekopać przez tonę spokrewnionych kategorii na mercadolibre miejscowym i znależć stosowny przedmiot, a potem jego opis z nazwą…..

Boha niech będą dzięki za Internety!!!! Bez tego zginelibyśmy marnie…

Własnie, a propos Internetu. Wczoraj zostal zainstalowany w nowej chałupie. Panowie bardzo sprawnie przyszli, wywiercili dziurę w ścianie, puscili przez nią kabelek, następnie pociągneli przez całe pasillo i wpieli do skrzynki. Za to panowie z UTE, co mieli licznik prundu sczytać, nie pokazali się :-( Cos mi sie zdaje, ze to bedzie epopeja…

Napisane przez: futrzak | 9 stycznia 2018

Czego nie zobaczysz w Fox News…

Ani w Polskich mediach.
Ano tego:

Najbiedniejszym county (hrabstwem) w USA jest Owesley, Kentucky. Ma największą liczbę osób pobierających food stamps. Jest w 99.22% białe, oraz 95% wyborców to ludzie głosujący na republikanów…

Mediana dochodów to $19,146 na gospodarstwo domowe, podczas gdy mediana krajowa to $55,775.
Ponad 45% mieszkanców żyje poniżej progu nędzy, który wynosi $11,770 brutto rocznie na jednoosobowe gospodarstwo domowe ($15,930 na dwuosobowe). Zauważcie, ze mediana jest tylko o trochę ponad 7 tysięcy wyższa..

Jak wygląda tam życie na codzien, mozna poczytac nieco więcej tu.

Napisane przez: futrzak | 8 stycznia 2018

Wieści z placu boju

Plany zasiedlania nowego mieszkania idą jak po grudzie i bardzo dobrze, ze mamy oba mieszkania na zakładkę przez miesiąc.

Nowy lokal był po remoncie generalnym i wszędzie zalega warstwa białego pyłu. Odkurzenie raz i przejechanie mopem to za mało, biały syf jest tylko troche bardziej rozwodniony. No ale mamy wszędzie terakotowe posadzki (oprocz dwóch sypialni, gdzie jest klepka z drewna tropikalnego, którą jakoś trzeba będzie doczyścic, a która oryginalnie miala kolor czarny – teraz popiołu) – więc doszłam do wniosku, że nie będę sie patyczkowac: woda z mydlem, podlana szeroko, a potem zbieranie gumą (taką jak do mycia szyb, tylko 3 razy większą, przeznaczoną specjalnie do podlogi) – mamy trzy patia, to da radę z kuchni wygonic wodę na małe, z salunu i korytarza na duże i środkowe :)

Oprócz tego nowy lokal powitał nas….karaluchami. Na szczęście martwymi – najwyrazniej z okazji remontu zrobiono też kompleksowe odrobaczanie, mendy nawcinały się trutki i teraz zdychają. Na wszelki wypadek dołozylismy wlasną.
Przed nami musiała tam chyba niezła patologia mieszkać, która miała wszystko w dupie i dlugów narobiła – oto bowiem objawił się problem z przepisaniem rachunku na prąd na nasze nazwisko.

W poprzednim mieszkaniu bylo to proste: wziąć DNI (tutejszy dowód), podac adres i voila. Tutaj nie… bo okazalo sie, ze poprzedni lokatorzy za prąd nie płacili przez jakiś bardzo długi czas, narobili dlugu na ponad tysiąc dolarów, licznik nie byl sczytywany…
Poszliśmy więc z umową najmu, ostatnim rachunkiem wystawionym na starych lokatorów oraz ze zdjęciem ze stanu licznika. O dziwo okazało się, ze faktyczny stan licznika byl o prawie jedną megawatogodzinę niższy, niz ten na rachunku. W trakcie okazalo sie, ze panowie sczytujący stan licznika nie mieli mozliwosci go sczytac przez ponad pol roku i wystawiali faktury na podstawie ostatniego odczytu. Ponieważ zaś roznica w faktycznym i fakturowym stanie licznika jest tak duza, nie dalo sie tego zrobic od ręki – panowie z UTE przyjdą na inspekcję w środę – w tych samych godzinach, co panowie od zakładania swiatlowodu do Internetu.
Oraz, nikt nas nie bedzie na szczescie obciążał nie naszym dlugiem i zmuszał najpierw do zapłacenia całej zaległej kwoty, zeby w ogole mieć prąd. W USA nigdy nie mialam takiej sytuacji, Chłop mówi ze w Polsce mozna sie calkiem nieźle naszarpać w takich sytuacjach, zanim znowu będzie sie mialo prąd.

Hm…

Dobre wieści są takie, ze chałupa jest najwyrażniej zrobiona z litej cegły a nie dziurawki, ma więc wystarczającą masę termiczną do tego, zeby przy temperaturze 35 st C na zewnątrz w srodku panował przyjemny chłodek. Czemu notabene napewno sprzyjają tez wysokie sufity. A to oznacza, ze byc moze damy radę przezyc bez instalacji klimy!
Chałupa jest wielka – jakies 90 m2, wielki salon, ogromny korytarz, dwie sypialnie i kuchnia z malutką jadalnią. Do tego w sródku między dwoma sypialniami, jest średnie patio, a na nim wymurowana parilla :)
Duże patio przy wejściu jest calkowicie prywane, jako ze nasze mieszkanie jest ostatnie w pasillo, a patio zamykane bramką na klucz. W ten sposób spokojnie jedną sypialnię będzie mozna poswięcić na magazynek do trzymania rowerków, ubrań i wszelakich innych rzeczy i nadal mieć ogromną przestrzeń do życia i pracy.

Jeszcze „tylko” kupić boiler do grzania wody, pralkę, lodówkę, kuchenkę, przeprowadzić się (a nie ammy samochodu!), posprzatać stare mieszkanie, byc moze pomalowac i….i potem przydałby mi sie następny urlop od tego wszystkiego :-/

Eh.

Napisane przez: futrzak | 7 stycznia 2018

WOŚP

Dziś będzie o WOŚP, bo sezon, a poza tym zgadałam się z koleżanką – kolejną ofiarą Owsiaka.

Jej ojciec przekazał na aukcję kilka klaserów z monetami. Do klaserów dołączony był pendrive z tabelką, w której szczegółowo były opisane wszystkie monety z klaserów. Na czerwono były zaznaczone te, których tam nie ma. Na żółto te, które nie są w idealnym stanie.
Owsiak ukrył tabelkę. Ukrył przed licytującymi i to, że nie ma wszystkich monet, i to, że nie wszystkie są w stanie idealnym. Oszukał wszystkich kupujących – świadomie i celowo. Gdy kupujący potem się o to burzył, to nazwał jej ojca oszustem. Po tym przestał też odbierać telefony od jej ojca.

Inna koleżanka, pracowała w sztabie WOŚP. Bardzo prędko zauważyła inne oszustwa i machloje, ale pełna dobrych intencji porozmawiała z Owsiakiem. Poczem została zwolniona.

Takich ludzi, którzy na współpracy z Owsiakiem przejechali się solidnie, jest bardzo dużo, a każdy kończy tak samo – zwolniony, odcięty dostęp, a jak ktoś ma czelność mówić publicznie o problemach, które widział w WOŚP, jest publicznie linczowany przez wszystkie mozliwe kanaly komunikacyjne, z czego ostatnim oargumentem jest „ty zapluty PiSowcu” (czy podobnie – bo oczywiscie ktokolwiek, kto jest przeciwko Owsiakowi, MUSI być z PiS, innej możliwosci nie ma, prawdaz).

Gwożdziem do trumny w sprawie Owsiaka był proces o zniesławienie, który wytoczył Piotrowi Wielguckiemu. W trakcie procesu sąd zarządał ksiąg rachunkowych firm Złoty Melon i Mrówka Cała, ponieważ sąd chciał ustalić, czy faktycznie firmy te brały udział w wyprowadzaniu pieniędzy z dzialności WOŚP. Owsiak ksiąg rachunkowych do wglądu sądu nigdy nie dostarczył… wolał niekorzystny dla siebie wyrok, od którego zresztą nie odwołał się.

Coż. Ludzie, którzy zajmują się dzialanościa charytatywna i robią to w sposób uczciwy nie mają problemów z transparentnością rozliczeń swojej dzialności, a juz NA PEWNO nie maja problemów z tym, zeby dać sądowi do wglądu księgi rachunkowe. Jeśli jesteś czysty, nie masz co ukrywać. Owsiak wolał ukrywać. Jest to cholernie smutne, bo na jego oszustwa daje się nabrać całe mnóstwo uczciwych ludzi, działających w jak najlepszej wierze. Ludzie, którzy zostali oszukani, bardzo często zniechęcaja sie tez do jakiejkolwek działalności charytatywnej uznając ją za jeden wielki scum czyli oszustwo.

PS:
tutaj kopia wyroku z pełnym uzasadnieniem. Polecam szczegółowe przeczytanie tego uzasadnienia przed napisaniem jakiegokolwiek komentarza – bo w mediach przychylnych Owsiakowi to uzasadnienie albo zostało przemilczane albo publikowane w kawałku, mającym dowodzic, ze Piotr Wielgucki proces przegrał – co każdy, kto umie czytać ze zrozumieniem, zaraz zweryfikuje zerkając do źródła.

Napisane przez: futrzak | 5 stycznia 2018

Oh oh Warszawa miasto prawa…

O aferze reprywatyzacyjnej napewno kazdy slyszal, ale ogólne podejscie władz miasta do ludzi i do egzekwowania prawa przejawia sie na kazdym etapie – ot chociażby to:
Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 4 stycznia 2018

Internet do nowego mieszkania zamówiony

120Mbps download, 12Mbps upload, światłowód bezpośrednio do mieszkania, dalej ustawiamy sobie co chcemy (router WiFi, podpięcie eth5, whatever). To wszystko za 1300 peso miesięcznie, czyli ok. 45 dolarów. Opłata instalacyjna (jednorazowa) 50 dolarów.

Juhu!!!!

Az sobie z ciekawosci porownalam z cenami AT&T z USA za fiber optic.

Internet 75
$60/miesiąc, plus podatki, min. 12 miesięcy.
75 Mbs download
Małym druczkiem: „Limited availability in select areas. May not be available in your area.” Czyli, ze nie wszędzie dostępne.

A teraz, dla porównania, jaka jest dostępność Internetu po światlowodzie w Mountain View, tam gdzie Google ma swoj głowny kampus w Kalifornii, czyli serce Doliny Krzemowej:

Cable – 100% Coverage
DSL – 100% Coverage
Fiber – 35% Coverage

Dobranoc, nie mam nic więcej do dodania…

Napisane przez: futrzak | 3 stycznia 2018

Ceny leków

Bardzo wiele osób, nie mających za bardzo pojęcia, jakie sa mechanizmy stojące za wynajdywaniem nowych leków dają sobie głowę omotać propagandą i wmówić, ze leki muszą być drogie, bo risercz, badania etc. są bardzo drogie. Tylko, ze nie.

Lek na Hepatitis C (wirusowe zapalenie wątroby typu C) nazywa sie solvadi, ilość potrzebna do całkowitej terapii (12 tygodni) kosztuje:

– w USA 84 000 USD
– w Indiach 300 USD
– w Japonii 300 USD
– w Korei Pd. 5900 USD
– w UK 35 000 USD
– w Niemczech ok. 40 000 USD

Prześledzmy kto i kiedy wynalazł ten lek i skąd się bierze taka róznica cen.

Sofosbuvir został wynaleziony w 2007 przez Michaela Sofię, naukowca pracującego w firmie Pharmasset.
Firma owa zostala zalozona przez dwóch naukowców z uniwersytetu Emory. Na poczatku przewidywana cena leku (12 tygodni terapii) miała wynosić 36 000 USD. Jednakże Gilead Sciences kupily Pharmasset w 2012 roku za ponad 11 miliardów dolarów. Strategiczni inwestorzy Gileada (bankierzy Barclays i Bank of America Merrill Lynch) zrobili „ewaluację” wartosci firmy oraz mozliwej ceny sofosbuviru. Gilead w tym czasie połączyl terapię sofosbuvirem z zestawem innych leków, zgłosił nowy wniosek do FDA (submitted the New Drug Application) i otrzymał zgodę na dystrybucję. Cena została ustalona na 84 tysiace dolarów….Śmierdziało to na tyle, ze senacka komisja finansów (United States Senate Finance Commitee) wystosowała oficjalny list do CEO Gileada pytając ile własciwie Gilead wydal na prace przy leku od 2012 roku.

Niestety, komisja senacka niewiele może, a ponieważ większosc kongresmanów i tak jest przekupionych (pardon – lobbowanych) przez wielkie firmy farmaceutyczne, to nic z tego nie wynikło.

Niskie ceny leku w Japonii i Korei wynikają z tego, ze tamtejsze rządy pokrywają rożnice miedzy cena wynegocjowaną a ceną pacjenta; cena w Niemczech i UK to efekt negocjacji ubezpieczycieli z koncernem Gilead. Indie załapaly sie na specjalny uklad dla krajów trzeciego świata, gdzie Gilead zgodził się na udostępnienie licencji lokalnym producentom, którzy mogliby zacząć produkcję generyku.

A teraz, smaczek na koniec.

W lutym 2015 roku organizacja Doktorzy Świata (Doctors of the World) zglosiła sprzeciw w stosunku do patentu Gileada do Europejskiego Biura Patentowego. We wniosku twierdzą, że struktura sofosbuviru jest oparta na już znanych molekułach i że sama technologia została wcześniej wynaleziona przez zespół McGuiana na uniwersytecie w Cardiff w UK. Doktorzy Świata zlozyli wnioski podwazające patent rowniez w urzędach patentowych innych krajów rozwijających się.

Podsumowując: historia aż nazbyt wielu leków sprowadza się do tego, że sa wynajdywane przez naukowców pracujących na uniwersytetach, sa opatentowywane, potem taka firmę kupuje jakiś gigant farmaceutyczny i cenę winduje na tyle, na ile się da – a w USA da się jak widać wystrzelić ją w kosmos, bo nie ma zadnych mechanizmów dzialajacych na korzyść pacjentów.
To mit, że leki muszą być takie drogie, bo research….nie, research NIE jest taki drogi, a już napewno nie płacą za niego firmy farmaceutyczne, kiedy jest wykonywany na publicznych uniwersytetach, finansowanych z pieniędzy wszystkich podatników…

Napisane przez: futrzak | 1 stycznia 2018

Sylwester

tymczasem nie odbył się na plaży, albowiem pogoda odmówiła współpracy i wiało piaskiem w ryja. Na zdjęciu nie wygląda to az tak zle, ale wierzcie mi, na plazy nie bylo nikogo, a i my ucieklismy w poplochu…

Nie wiem, czy to dzięki pogodzie – bo deszcz zapowiadali od kilku dni – ale fajerwerki skonczyly sie na szczeście już po półgodzinie po północy, a my obserwowaliśmy czujnie z pozycji balkonowych i dachowych :)

Podczas spaceru napatoczyly się dwa bardzo ciekawe obiekty samochodowe, ale to już jutro wrzucę zdjecia..

Napisane przez: futrzak | 30 grudnia 2017

Raising wages does not kill jobs!

Tak właśnie. Znana neoliberalna narracja, popularna i w Polsce: podniesienie płacy minimalnej spowoduje biznesowy armageddon.

Tylko, ze nie.

Badacze z National Employment Law Project zanalizowali gigabajty danych, zaczynając od roku 1938 a kończąc na 2009. W tym czasie w USA płaca minimalna była podnoszona 22 razy. I cóż się okazało? Otoż, nie znaleziono ZADNEJ korelacji pomiędzy podwyzka placy minimalnej i spadkiem zatrudnienia.
Co więcej: dane pokazuja, ze w latach nastepujących po podwyzce, poziom zatrudnienia wzrastał.

Dzieje się tak dlatego, bo podwyżka płac zapewnia większą siłe nabywczą ludzi, stają się oni więc konsumentami i napędzają rozwój biznesów. As simple as that! Potwierdzaja to twarde dane, więc nie dajcie sobie wciskać pierdół do głowy.

Napisane przez: futrzak | 28 grudnia 2017

Problem śmieci w Montevideo

Jak juz wczesniej pisalam byl i nowy intendente (burmistrz) mocno pracuje nad jego rozwiązaniem. Najpierw rozgoniono korupcje i burdel w brygadzie oczyszczania miasta (sprzet za poprzednich wladz byl sypiący sie, a na lewo wyciagano pieniądze sprzedajac paliwo, śmieci leżaly…).
Potem zabrano sie za nielegalne wysypiska śmieci – montując przy największych kamery, co umozliwilo sczytywanie numerów rejestracyjnych podjeżdzających samochodów i wlepianie słonych kar. Liczba wysypisk zmalała o połowę.

Pozostał problem ludzi wyrzucających śmieci zamiast do śmietników, to OBOK, albo byle gdzie, przy krawęzniku. Intendencja urochomiła więc darmowy* serwis polegający na tym, że dzwoni się pod określony numer i prosi o odbiór śmieci. Smieciarka przyjezdza zwykle tego samego dnia.
Znajdują się jednak nadal ludzie, którzy mają wszystko w dupie i dalej wywalają śmieci byle gdzie.
W związku z tym porządni Urugwajczycy postanowili im „pomóc”.

W okolicach Wigilii pojawił się taki tweet, który został zaraz zretweetowany przez intendente Martineza:

Tłumaczenie tekstu (mniej-więcej):
Mój sąsiad zrobił sobie świąteczne sprzątanie na koniec roku i wyrzucił pudła z papierami i pralkę. Nie wie, że telefon do intendencji spowoduje odebranie śmieci spod jego domu… czy też chce uniknąć zrobienia tego we właściwy sposób?
To, czy Montevideo będzie czyste, zależy od wszystkich!

Cóż.. myślę że ten pan uwieczniony na zdjęciu więcej już śmieci byle gdzie wyrzucać nie będzie…

* – w większosci krajów pierwszego świata za wywóz ponadgabarytowych śmieci się płaci i to wcale niemałe pieniądze, albo trzeba czekać na dzień darmowej wywózki, który jest raz albo 2 razy do roku.

Napisane przez: futrzak | 27 grudnia 2017

Któryś juz raz z rzędu zdarza sie: kupuję jakis produkt zywnosciowy w supermarkecie Disco i kupuje ten sam produkt na targowisku i… różnica w jakości ogromna.
Teoretycznie niby powinno byc to samo: ten sam producent (firma urugwajska), taka sama paczka, taki sam sklad – wszystko takie samo, tylko nie jakość. Jest tak zwlaszcza w przypadku paczkowanych wędlin, ale tez i serów* i oliwek. Najwyrazniej to, co sprzedawane w supermarkecie, jest gorszej jakosci i zwykle drozsze.

O mięsie to już w ogole nie wspomne – po tym, jak raz nabyłam wołowinę, ktora w srodku okazala sie nieswieza, oraz walącego kurczaka, przestalam tam w ogole mięso kupować – mimo, ze supermarket mam po drugiej stronie ulicy, a do rzeżnika jednak trzeba kilka przecznic przejsc.

* – sery z jakichś niewiadomych przyczyn są prawie o 100% droższe niż na targowisku…

PS:
W USA zjawisko kiepskiej jakosci produktów supermarketowych moglam obserwowac tylko na przykladzie warzyw i owoców i nielicznych produktow delikatesowych – bo tylko taki sklep niezalezny i prowadzony przez rodzinę farmerów mialam dostępny w rozsądnej odleglosci jazdy samochodem. Cala reszta to byly chain supermarkets…

Napisane przez: futrzak | 26 grudnia 2017

Urugwajskie Boże Narodzenie

Pogoda dopisała, to wybralismy sie rano (25-tego) na przejażdzkę rowerami po mieście – warunki idealne, bo prawie zero jakiegokolwiek ruchu i mozna sobie było pohulać :)

Dotarliśmy do Ciudad Vieja (stare miasto) a tam, przy Mercado del Puerto, samba w rytm candombe – bo akurat zaparakował w porcie cruise z turystami :)

A na Plaza Zabala (pomnik upamiętniający zalozyciela Montevideo) zawitało nowe! Pojawiły się stojaczki na rowery :)

Pan generał w całej okazałości. Mieszkania w tym apartamentowcu, co wyziera po prawej stronie pomnika, niestety nie dla zwykłych smiertelnikow – ceny powyzej pół miliona dolarów…

« Newer Posts - Older Posts »

Kategorie