Napisane przez: futrzak | 11 czerwca 2018

Urugwajska zima

Zimno, szaro, siąpi i be.
Ale nawet w zimie bywa tutaj przyjemnie….
W sobotę rozpogodziło sie, poszliśmy na plażę. Usiedli na kamieniach, obserwowali żaglówki i ptaki żerujące przy brzegu, a słońce świeciło w plecy. Cisza, spokój, nawet wiatr ustał…

Reklamy
Napisane przez: futrzak | 10 czerwca 2018

Life

oh life.
Otóż, miałam taką bliską znajomą z Buenos. No wydawało mi się, ze bliską. Być może część tej bliskości wynikała z faktu, że 3 lata temu, zanim opuściłam Buenos, to moja znajomość hiszpanskiego byla daleka od ideału, a ona nie znała innego języka.
Niemniej.
W kwestiach zasadniczych się dogadywałyśmy bez problemów. Boże Narodzenie spedziliśmy u niej, inne okazje (urodziny) też. Chodziliśmy po jej znajomych.

No ale od 3 lat mieszkam w Urugwaju.
Ostatnio w Buenos były wielkie demonstracje przeciwko restrykcyjnemu prawu antyaborcyjnemu i przemocy seksualnej. I co widzę? Otóż ona… opowiada sie po stronie zygociarzy. „There is no safe abortion” i tak dalej. Bullshit.

People come and go.
Jeśli ktoś odmawia kobietom podstawowych praw człowieka, ten ktoś nie może być moim przyjacielem, ani nie mam zamiaru z taką osobą utrzymywać żadnych prywatnych kontaktów.

Napisane przez: futrzak | 8 czerwca 2018

Ogrzewanie, raz!

Grzejnik olejowy (o mocy 2kW) zakupiony, jednak nie spełnil naszych oczekiwań. Oczekiwania były takie, ze jak sie nagrzeje cały, to po wylaczeniu potrzyma jeszcze trochę ciepła. Tymczasem chodził na pełną moc przez godzinę, potem został wyłaczony i…. po 20 minutach już byl zimny. To znaczy żeberka były zimne, tylko na samym dole troche ciepła zostało. Po następnych 20 min. i to znikło.
Wszystko wskazuje na to, że olej w tymże grzejniku znajduje się na samym dole, a i to w niewielkiej ilości – zaś 90% zeberek wypełnia powietrze – które oczywiście po wylączeniu z prądu ochładzają sie błyskawicznie…

Wychodzi na to, że zdecydowanie lepszym pomysłem (wymyślonym przez Chłopa) jest…nagrzewanie zwykłym grzejnikiem oporowym…. ściany. Ściany między salunem a sypialnią. Jest ona zrobiona z solidnej cegły i wydaje się znacznie lepiej akumulowac cieplo niz tez głupi grzejnik olejowy.

No nic, przez weekend jeszcze popróbujemy, i najwyżej oddamy w poniedziałek do sklepu…

Napisane przez: futrzak | 5 czerwca 2018

Blaski i cienie nowego mieszkania…

Zalety:

– jest duże (95m2) i ma dwa duże patia oraz zewnętrzną kuchnię. W lecie to genialne rozwiązanie, no i mozna hodowac rosliny;
– kosztuje mniej więcej tyle, ile poprzednie, które było maciupeńką kawalerką 32m2
– znajduje się w środku manzany, na końcu pasillo, więc ilosc sąsiadów ograniczona
– jest ciche no i bezpieczne – zeby wejsc do pasillo, trzeba miec wlasne klucze, więc byle kto tutaj się nie pląta, nie ma tez mieszkan na AirBnB ani zadnych biur
– letnie upały dało sie przezyc bez klimy, bo grube ceglane mury i masa termiczna, oraz wysoki sufit i wyremontowany dach
– mamy wlasny Internet szerokopasmowy, który dziala bez zarzutu, a jak sie zepsuje, to jest szybciutko naprawiany
– w sciany mozna wbijac gwożdzie i wkręty, wieszac półki etc.
– ma bardzo dobrą wentylację, nie ma żadnej wilgoci, grzyba etc.

Wady:

– nie ma żadnego ogrzewania, więc przy temperaturze na zewnatrz 10 st C i kilku deszczowych dniach bez słonca, jest pieruńsko zimno
– tu i ówdzie odpada świeżo malowana farba ze ścian, bo wlasciciel zbytnio się pospieszyl z remontem i nie poczekal z malowaniem, az sciany odpowiednio wyschną
– są krzywe podłogi i okna ze szparami, bo mieszkanie chociaż zbudowane solidnie, to jednak ma (jak oceniamy) co najmniej 60 lat (jak nie więcej) i przez ten czas nie mialo wymienianej stolarki ani podlogi (podloga jest dramatycznie nierowna, bo kladziona na gruncie bez betonowych fundamentow)
– elektryka też byla robiona bardzo bardzo dawno temu, w efekcie mamy żałośnie małą ilość gniazdek i po całej chałupie walają się przedłużacze, rozgałęźniki i tak dalej.

A tymczasem wreszcie rozpogodzilo sie i… temperaturka na zewnątrz spadla do 6 st C. Urugwajczycy chodzą w pikowanych kurtkach, czapach, szalikach i kozakach. Ja wyszlam do sklepu w jednym podkoszulku i polarku i nie bylo mi specjalnie zimno. Za to w pomieszczeniach jest odwrotnie: jak siedzę za biurkiem to marznę potwornie, oni za to pomykają jak gdyby nigdy nic.
Chyba jutro kupimy sobie grzejnik olejowy….
Poprzednie mieszkanie mialo klimę dwustronną i z racji rozmiaru mozna go bylo szybko nagrzac – za to wentylacja byla znacznie gorsza, więc z drzwi balkonowych rano zawsze splywaly strumienie wody no i bez otwierania drzwi na przestrzal a potem drzwi na dach, nie dawalo sie go w ogole wywietrzyć.

Napisane przez: futrzak | 4 czerwca 2018

Dialogi na cztery nogi

– Ktoś tu mowił o niebieskim niebie? – rzekł Chłop, spoglądając za okno, gdzie leje juz od 3 dni
– no, było dziś, widziałam, przez dwie minuty było!
– hm….ja nic nie widziałem, bo byłem zajęty tłuczeniem naczyń*

* Chłop dziś dwukrotnie atakował brudne naczynia w celu umycia. Za pierwszym razem stłukł mój jedyny kieliszek do wina, po pół godzinie podreptał do kuchni i znowu usłyszałam brzęk – tym razem poleciał talerz….

Napisane przez: futrzak | 1 czerwca 2018

Dobrostan polskich dzieci….

Rodzina i zygota, a później płód, nie schodzi z ust obecnego rządu Polski.
Jak traktowane są dzieci już urodzone, te niepełnosprawne, niedawno mogli wszyscy oglądać. Po odcięciu im dostępu do wind i łazienek, przerwali protest w sejmie, bo i co mieli robić. Dla rządu ważniejsze są miliony wydawane na budowę strzelnic, na dotowanie religii w szkołach, świątyni opatrzności bożej, ale na zwiększenie zasiłku pielęgnacyjnego czy renty osoby niepełnosprawnej pieniędzy nie ma.

Teraz mamy drugą część obrazu, która wynika z nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. O ile zygota i płód przed urodzeniem ważniejsze są niż prawa matki, o tyle dziecko już po urodzeniu staje się własnością rodziców i traci swoją podmiotowość:


Prawica wykreowała obraz polskich dzieci odbieranych rodzicom z powodu biedy. „Nie ma zgody na dalsze niszczenie rodziny. Rodzina od zawsze była sercem Polski” – mówił Patryk Jaki w 2016 roku. To fikcja służąca politycznym celom. Rzeczywiste statystyki pokazują, że problem odbierania ze względu na biedę rodziny praktycznie nie istnieje. Ogromna większość dzieci jest natomiast odbierana rodzicom z powodu choroby alkoholowej rodziców (52 proc. przypadków), poważnych zaniedbań (39 proc.) oraz przemocy fizycznej, psychicznej i seksualnej (35 proc.).

Rządowi to nie przeszkadza. Chce, by najwięcej dzieci jak najszybciej wróciło do biologicznych rodzin, bez względu na to, co się w tych rodzinach dzieje. Dlatego nowelizowana ustawa o wspieraniu rodziny zakłada finansowe kary dla gmin, które nie oddają czym prędzej dzieci biologicznym rodzicom. Co się stanie z tymi dziećmi? Raczej się nie dowiemy, bo państwo polskie nie monitoruje i nie ma zamiaru monitorować ich dalszych losów, choć badania pokazują, że prawdopodobnie znów padną one ofiarą przemocy lub ciężkich zaniedbań.

Co się stanie z tymi dziećmi… a na przykład to, co z pięcioletnią Nikolą, która w 2017 roku została wykąpana we wrzątku przez pijanych rodziców i doznała oparzeń II i III stopnia. Co sie dalej działo?

Sąd rodzinny mający najwidoczniej wzgląd na serce Polski bijące w rodzinach – uznał, że pomyłka może zdarzyć się każdemu. Dlatego nie odebrał Nikoli matce i nie umieścił dziecka w rodzinie zastępczej. Wprawdzie w momencie hospitalizacji dziewczynki matka miała we krwi 2,6 promila alkoholu, ale zaklinała się, że podczas feralnej kąpieli była trzeźwa. Poza tym zadeklarowała, że podda się leczeniu odwykowemu, co stanowiło przesłankę tego, że kocha i będzie się troszczyć. Tak więc Nikola wróciła do mamy.

Kilkanaście dni później lokalna komenda policji odebrała telefon od pracownika społecznego, że mama Nikoli jest znów pijana. Tym razem dziecko odebrano matce i skierowano do rodziny zastępczej.

Historia Nikoli nie jest wyjątkowo drastyczna. W Polsce dzieciom zdarzają się gorsze rzeczy. Od maltretowania, przez gwałty, a na pobiciu ze skutkiem śmiertelnym kończąc (w roku 2017 ofiarami przemocy stało się 13 515 dzieci, jak donoszą statystyki policyjne).

No. Ale polepszą się statystyki, a biologiczna rodzina pozostanie święta. Cel będzie osiągniety, na papierze.
:-/

zrodlo

Napisane przez: futrzak | 31 Maj 2018

Korporacyjny bełkot

Czy może być gorszy marketingowy tekst, niż:

XXX corporation, a leading provider of process control and yield management solutions..

Ktoś jest w stanie powiedzieć, CZYM ta firma się zajmuje??? (uwaga: NIE googlamy pełnym tekstem.). Ten tekst jest tak ogólny, że wszystko można tu wrzucić, przecież „solution” może oznaczać cokolwiek :-/

A dalej wcale nie jest lepiej:

Looking to the future, XXX continues to aggressively invest in new technologies that will address the yield management challenges of tomorrow. As a part of developing the next-generation capital equipment needed for the coming genre of devices, XXX continually monitors its development of technologies, platforms, software and support strategies to ensure that they compliment the YYY current and future technologies roadmaps.

Drodzy czytelnicy. Ktoś zgadnie, co to za industry, a może co to za firma???

Tak, wiem, że jak wrzucimy w googla to wypluje wystarczającą ilosć trafień, że. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że opis firmy POWINIEN właściwie mówić coś o firmie, nie? O jeżu jeżu, jaka ja naiwna, prawdaż? Wymagam od jakichś ciołów z marketingu, żeby wysiliły te swoje żabie mózgi i FAKTYCZNIE napisały, czym się dana firma zajmuje???? Oh joy, oh stupid me. A to jest standardowy marketingowy bełkot, który produkują pseudo-absolwenci uczelni mających niby dbać o jakieś-tam PR i takie tam.
Czy oni w ogóle czytają to, co płodzą???? Czy ich uczą na studiach tych samych gówien, które wciskają do głowy adeptom Multi-Level-Marketing sieci, czyli „coś tam pierdolimy, byle zamydlić, bo wtedy więcej przyjdzie na spotkanie, i więcej potencjalnie jeleni zgarniemy”???

No słabo mi :-/

Napisane przez: futrzak | 28 Maj 2018

Krótka bajka o asset management funds…

…czyli o tym, jak ludzi przepięknie ładują w ch*a.

Otóż. Tak się złożyło, że mam trochę akcji lokalnej elektrowni wiatrowej. Nadszedł ten czas w roku, gdy płacą po raz pierwszy dywidendę.
Każdy właściciel akcji może zdecydować, czy chce ową dywidendę w postaci gotówki (w dolarach) czy ….. i właśnie tutaj mamy siurpryzę.
Po zalogowaniu się na konto owego fund uzytkownikowi prezentowana jest szybciutko informacja, że własnie płacą dywidendę i co on chce z nią zrobic: reinwestować (opcja już pre-selected) czy wybrać gotówkę.
Jeśli ktoś nie przeczyta informacji po gwiazdce, to nie dowie się, że ów „reinwestment” wcale nie będzie zakupem więcej akcji tejże elektrowni, ale przelaniem pieniędzy na jakiś obserany fundusz, który firma uznała, że potrzebuje pieniędzy.

Czyli: jeśli ktoś nie jest maklerem giełdowym tylko zwykłym Kowalskim to prawdopodobnie kliknie „ok” i przeleje swoją dywidendę chuj-wie-gdzie, o czym dowie się po trudnym do sprecyzowania czasie – na przykład wtedy, kiedy ów chuj-wie-jaki-fundusz zbankrutuje. Albo, kiedy będzie chciał właściwie wyciągnąć gotówkę i okaże się, że nie mamy pańskiego płaszcza i niech pan sp**la, bo przecież kliknął ok…

Here we go.

Napisane przez: futrzak | 27 Maj 2018

Newsy z północnego świata

Jak podaje lokalny portal Santa Fe New Mexican,Prywatne więzienie grozi zamknięciem, o ile stan lub władze federalne nie zapewnią szybko obłożenia dodatkowych 300 łóżek więźniami….W każdym normalnym kraju gdy przestępczość maleje to powód do radości – w USA odwrotnie. Państwo ma zapewniać stały dopływ niewolników..

****
Znajomy właśnie przeprowadzał się z Sunnyvale (Dolina Krzemowa) do Austin, Texas. Zapytałam go o koszty. Firma przeprowadzkowa – przyjechali własnym truckiem, zapakowali go, przejechali do Austin, rozpakowali – 3 tysiące dolarów. To tyle w temacie tanich przeprowadzek. Wynajęcie własnego trucka (U-haul) wcale nie było tak bardzo tańsze – 2300 dolarów, plus koszty benzyny. No i dwudniowy urlop co najmniej i jeszcze kogos nająć do pomocy do załadowania i rozładowania.

****
firmy ubezpieczeniowe w USA wpadly na genialny pomysł: otóż rachunek za poród wystawiają na nazwisko matki oraz…. nowonarodzonego dziecka….pani Harmanci dostała rachunek na siebie na 22 tysiące dolarów, a jej dziecko na 6 tys. dolarów….

****
Po ostatniej strzelaninie w szkole w Texasie parę dni temu, bilans przedstawia się następująco: w roku 2018 w USA więcej uczniów i nauczycieli zostalo zastrzelonych z broni palnej niz amerykańskich żołnierzy będących na czynnej służbie.

Dobrze, że przynajmniej z Irlandii płyną pozytywne wiadomości – wreszcie zniesiono poprawkę 8 z konstytucji, poprawkę która pozwalała na zabijanie i torturowanie kobiet.

Napisane przez: futrzak | 25 Maj 2018

….

Boziu, jak się cieszę, że wyprowadzilismy sie z poprzedniego mieszkania i juz nie musimy mieć w ogóle do czynienia z tamtą administracją budynku….

Oto bowiem dziś wysłali przez pomyłkę (pewnie nikomu sie nie chcialo zaktualizowac bazy z emailami wynajmujacych..) emaila na konto Chłopa. A w emailu….”pralka już naprawiona, proszę niech państwo zapłacą gastos comunes (opłata na wspolnotę).
Czyli po prostu któryś wkurzony lokator stwierdził, ze nie bedzie placił im gastos comunes, dopoki nie naprawią pralki. Czyli musiala stać zepsuta dłużej niz miesiąc, bo gastos comunes płaci sie co miesiąc, i dopiero po nie zaplaceniu przysyłają ponaglenia.

HA HA HA HA.
Od razu wdzięcznie otwiera mi się środkowy paluszek w ich kierunku…

Napisane przez: futrzak | 23 Maj 2018

Amerykanie biednieją….

Jestem pod wrażeniem – wreszcie jakaś polska gazeta napisala o tym.. I to z jakim tytułem!
Amerykanie biednieją. Niemal połowy gospodarstw domowych nie stać na czynsz i jedzenie.

Nie, żeby to jakaś sensacja była, nie, jest to temat znany, a zjawisko postępujące w zastraszająco szybkim tempie od czasu Wielkiej Recesji. No ale w Polsce media do tej pory nabierały wody w usta, o ile dobrze pamiętam nigdzie tak otwartym tekstem nie było o tym pisane:

Mimo że amerykańska gospodarka rośnie, to nadal wielu Amerykanów nie stać na absolutnie podstawowe wydatki: czynsz oraz żywność.
Niemal 51 mln gospodarstw domowych nie zarabia wystarczająco dużo, by pozwolić sobie na miesięczny budżet zawierający opłaty za czynsz, żywność, opiekę przedszkolna, opiekę zdrowotną, transport oraz opłacenie rachunków za telefony komórkowe – wynika z raportu United Way ALICE Project. Według raportu jest to aż 43 proc. wszystkich gospodarstw domowych w USA.

Dotąd przeciętnemu Polakowi na myśl przychodził tzw. margines, któremu nie chce się pracować, tymczasem:

Według raportu United Way ALICE Project wśród osób nie będących w stanie utrzymać rodzin z pensji są m.in. osoby pracujące jako opiekunowie przedszkolni, pracownicy socjalni, pracownicy biurowi niższego szczebla, a także ekspedienci. W około 66 proc. zawodów w USA pracownicy zarabiają mniej niż 20 dolarów na godzinę.

Napisane przez: futrzak | 21 Maj 2018

Argentyna tym razem już na skraju prawdziwego bankructwa…

I nadszedł ten dzień, kiedy Macri zwrócił się do IMF o pozyczkę….. bo jego rządowi grozi bankructwo. Oraz wypowiedział słowa, które odbiły się szerokim echem w Republice na Wschód od Rzeki Urugwaj: powinniśmy byli oszczędzać, tak jak Urugwajczycy...

No ale po co, nie? Macri wierzył magiczną moc tzw. „wolnego rynku”, to „wolny rynek” pokazał mu swoje oblicze. Rezerwy dolarowe bardzo stopniały, zaś kapitał zagraniczny, co to miał niby w Argentynie inwestować, nie inwestował. Rok temu pisałam, ze trup lezy w szafie i aby patrzeć, jak wypadnie.

No to wypadł, nie? Ów kapitał nie inwestował, tylko zapakował kasę w bardzo wysoko oprocentowane bondy, które z kolei bank centralny musial wyemitować, zeby sciągnąć z rynku nadmiar peso, które z kolei bylo wynikiem tlumenia inflacji metodą podnoszenia interest rates. Ze w obecnym modely finansowo-gospodarczym ta metoda nie dziala, pisalam juz nie raz. Nie zadziałała i teraz, rzecz jasna.
Poszedł impuls – czy były to zapowiadane podwyzki podatków od zysków kapitałowych, czy podwyzka interest rates w USA – dosc ze ci, ktorzy byli załadowani w peso argentyńskie, postanowili się go pozbyć i zaczeli kupować dolary. To spowodowalo spadek wartosci peso argentynskiego na pysk, a wzrost dolara. O ile bank urugwajski jeszcze kilka miesięcy temu pracowicie emitowal peso zeby się za bardzo nie umacniało, tak teraz nie musi, bo dolar kosztuje już prawie 31 UYU.

Także, albo znów będzie spektakularne bankructwo Argentyny, albo powtórne zadłuzenie u IMF, które oczywiscie doprowadzi kraj do ruiny kompletnej, bo IMF wymaga oczywiście „reform” które polegają na „austerity” czyli wyciąganiu kasy od biednych i klasy średniej. A oni i tak już ledwo dychają.

Nic, nic się durnie jedne po rządach Menema nie nauczyły. Nic.

Napisane przez: futrzak | 20 Maj 2018

Zima nastała….

Przez ostatnie 3 dni zdrowo nam dupska wymroziło. Zima przyszła, to i zimno… tj. w dzień jakieś kilkanaście stopni, ale w nocy temperatura spadła do 7-8, na dodatek jeszcze wczoraj wiał wiatr prosto w okna do salunu. Brrrrr! (przypominam, w chałupie nie mamy ogrzewania, poza przenosnym elektrycznym pierdolniczkiem).

Dziś na szczęście trochę słońca, w dzien ponoć nawet 19 st C było!
No, ale nawet zima tutaj bywa piękna. Jest sobie taki park, Plaza de la Armada (Plac Marynarki Wojennej). Na cyplu Punta Gorda, wrzynającym się w morze. Na wzgórzu. Pięknie tam jest, co tu dużo mówić. I cieszę się bardzo, że miejscówki takie jak ta są publicznie dostępne, a nie prywatne, zabudowane wieżowcami i odgrodzone płotem od reszty świata…
Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 18 Maj 2018

……

…. ale żeby nie bylo tak różowo:
Nie dostaliśmy ostatniej faktury za Internet, co zauwazyłam juz po okresie płatności tej faktury. Jak minął termin, to nie mozna juz zaplacic online ani w Abitabie, musiał więc Chłop pofatygowac sie osobiscie do biura Antela.
Faktura zapłacona, żadnych karnych odsetek nie naliczyli ale…. w biurze się nie dało załatwic, żeby od dziś faktury przysyłali emailem, zamiast słać papierowe. Jest to część polityki firmy, która stara sie odzwyczaić ludzi od fatygowania się osobiście z rzeczami, które można zalatwic przez Internet.
Forlumarz okazał się łatwy i prosty do wypełnienia, po prostu wczesniej nie mielismy pojęcia, ze tak w ogole mozna to zrobic.

Napisane przez: futrzak | 17 Maj 2018

Antel rulez!!

I nadszedł ten dzień, kiedy budzę się rano i widzę, ze Internetu nie ma. Na routerze zapaliła się lampka „line out of service”. Oczywiscie panika i wkurw, bo to znaczy, ze musialabym poginać do biura.
A w biurze maja gówniane WiFi, na którym videokonferencji nie pociągnę, a kablem ethernetu do Della XPSa nie podłączę, bo nie mam przejściówki do thunderbolta, oni tez nie mają, na dodatek to 40 min co najmniej autobusem, a leje deszcz……
….słowem groza zapanowała w mej duszy.

No ale nic to, Chłop dzwoni do serwisu Antela (państwowa firma dostarczajaca Internet po swiatłowodzie prosto do naszej chałupy).
Zadzwonił o 9.50 rano, pani miła przyjeła zgłoszenie i powiedziała, że technicy będą najszybciej, jak się da. Od razu ogarnęły mnie czarne myśli, bo w poprzednim mieszkaniu prędkość naprawy była dzień-dwa. Inna sprawa, ze tam musielismy najpierw przejść przez kompletnie nieużyteczną administrację budynku, a tutaj sprawa prosta, bez zadnych głupich pośredników – od razu rozmawiamy z Antelem.

Panowie technicy wparowali do mieszkania o 11.24. Uszkodzenie naprawili szast-prast – okazało sie, że wtyczka łacząca światłowód z modemem/routerem się zepsuła. Wymienili, 10 minut po sprawie, DONE.

Jestem pod wrażeniem. Takiej prędkości serwisu nie miałam nigdzie w Kalifornii w Dolinie Krzemowej, jak tam mieszkałam kilkanaście lat. Jeszcze się trzeba bylo wykłócać z Comcastem, zeby przysłali technika – zajęło to dwa dni, podczas gdy uszkodzenie polegało na tym, ze ktos podpiął się pod moją linię, a pan technik raczyl mnie opieprzyć tak jakbym w ogole miala klucze do skrzynki rozdzielczej! Innym razem debil-technik zjebał mi konfig DNSa jak robił instalkę linii.
O Argentynie już nawet nie chce mi się wspominac….

Tak, Antel RULEZ!!!! I niech mi ktoś powie teraz, że państwowa firma nie ma prawa dobrze działac i zarabiać na siebie. GOWNOPRAWDA. W USA cud, miód malina, tylko prywatni dostarczyciele Internetu, i co??? Chujnia z grzybnią, ot co.

Napisane przez: futrzak | 16 Maj 2018

Bo w Polsce jest rynek pracownika!

Jolanta Czernicka-Siwecka, prezes Fundacji Iskierka zwraca z kolei uwagę, że obecny system edukacji kształci młodych narcyzów.

– Z jednej strony młodzi są roszczeniowi. Chcą pracować 8 godzin, a później mieć czas dla siebie.

Proszę zwrócić uwagę na zrodlo. Pismo skierowane do grupy zawodowej HR. Obowiązujące w Polsce prawo odnośnie zatrudniania na etat – coś, co jest oczywiste w Unii Europejskiej, uważa się za „roszczeniowość” i objaw narcyzmu. No paradne.

Ale czego spodziewać się w kraju, w którym wg szacunków Freedom Foundation, wykonuje pracę niewolniczą ok. 181 tysiecy ludzi? Na tle innych krajów świata Polska znajduje się na bardzo wysokiej, 24 pozycji – pierwsza w UE i druga w Europie, po Macedonii. Prawdopodobnie pierwsze co wam przychodzi na myśl w związku z pracą niewolniczą to Północni Koreańczycy, pracujący w Polsce pod ścisłym nadzorem swoich pobratymców, tak? Ale to nie tylko oni. To też kobiety zza wschodniej granicy, zmuszane do pracy jako prostytutki. Oraz 70 restauracji w Wawie korzystających z usług Mirosława K., który dostarczał z Białorusi i Ukrainy ludzi do pracy przymusowej. Przeciwko niemu toczy się teraz postępowanie w prokuraturze – ale to tylko jeden handlarz
zywym towarem!.

Ta, rynek pracownika, my ass.

Napisane przez: futrzak | 14 Maj 2018

Produkcja parapetowa

Ostatnim rzutem na taśmę, przed zimą, udało sie uhodować na patio taką oto papryczkę. Obok niej sałata:

Papryczka pewnie po żniwach zdechnie, bo wpierdzielają jej liście jakieś robale (co nawet widać nieco na zdjęciu). Tutaj w ogóle zycie obfite – amatorów na warzywa i inne jadalne roślinki, oprócz ludzi, wielu jest. Fasolę i miętę też ciągle jakieś szkodniki wpierdzielają, sałata aż im chrumka, nawet gady (tj. ślimaki) rzuciły się na opuncję! Mam jeszcze rozmaryn, bazylię i kapustę, narazie są wporzo, ale czujnym trzeba być.

No i tutaj taka uwaga: każdy chciałby wpierdzielać organiczne warzywka i owoce, jasne, jasne… ale weźcie je sobie najpier UHODUJCIE. Ja właśnie próbuję, i po prawdzie bez pestycydów to kiepsko idzie – siedem fasolek już wrąbanych – a stosowałam ekologiczny preparat do pryskania, składający sie głownie z octu i lekkiego mydła. Ha ha i ha. Ha ha. Ta, powiedzcie to tym robalom, że im szkodzi :-/

Eh.

Napisane przez: futrzak | 12 Maj 2018

Ciąża Shroedingera

Bo Polska to kraj zaawansowanej fizyki kwantowej zygot:
zygota jest równocześnie dzieckiem poczętym oraz zlepkiem tkanek. Co jest momentem rozstrzygającym? Obserwator!
Badania w szpitalu. Jeśli okazuje się, ze ciąża jest nieprawidłowa i badania np. wykazały, że płod jest obciążony śmiertelną wadą genetyczną – wtedy jest dzieciątko, matka ma się dla niego poświęcić, urodzić i jeśli przeżyje, to patrzeć jak umiera.
A co się dzieje, kiedy np. ciąża obumiera i następuje poronienie? Ooooo wtedy to już zupełnie inna sprawa! To dziesiąty tydzień, o co chodzi, jak można rozpaczać po czymś, co było tylko zlepkiem tkanek?!?!

Absurd ciągnie się dalej, gdy lekarze odmawiają aborcji w późnej ciąży, nawet jeśli życie matki jest zagrożone*, natomiast jak matka poroni w początkach siódmego miesiąca, to w szpitalu nie pozwolą pochować ani nawet zobaczyć płodu, tylko od razu posyłają „martwe tkanki” do szpitalnej spalarni.
Oto pierdolona Polska. Dziecko poczęte? jakie kurwa dziecko???? Wystarczy, że kobieta jest w trakcie poronienia i zgłosi się do szpitala i nie ma mowy o żadnym dziecku. Są tkanki, płód, a w ogóle to co pani ryczy, pani spuści wodę, bo się muszla klozetowa zapcha!

Chuj, a nie „dzieciątko” i „dziecko poczęte”. Gównoprawda. Ten sam lekarz, który potrafi wykręcić sie klauzulą sumienia i „dzieciątkiem”, potrafi wprost powiedzieć kobiecie, ze ma spuścić to „dzieciątko” w kiblu, jeśli akurat poroniła. Kraj jebanych zasranych hipokrytów, dla których kobieta traci podstawowe prawa człowieka w momencie, kiedy zachodzi w ciążę. I wcale nie chodzi tutaj o żadne dziecko, gdyby tak było, to po śmierci dziecka na skutek poronienia pozwalanoby rodzinie zorganizować pogrzeb i nie kazano spuszczać wody w kiblu. Bo kibel to nie cmentarz, a spuszczenie wody to nie pogrzeb.

* – przypadek Agaty Lamczak, której lekarze w kolejnych szpitalach kazali martwić sie o ciążę, a mieli w dupie leczenie wrzodziejącego zapalenia jelita grubego, bo przecież ojej ojej – może leczenie mające uratować kobietę spowodowałoby poronienie? Agata zmarła, po okropnych męczarniach.
** – wpis powstał na podstawie zwierzeń Polek, dotyczących ich poronień i tego, jak zostały potraktowane (grupa istnieje w mediach spolecznosciowych, zrzesza kilka tysięcy kobiet i jest grupą zamkniętą – gdyby była otwarta prawdopodobnie żadna nie zdecydowałaby się opisać swoich przeżyć z poronienia….).

Napisane przez: futrzak | 9 Maj 2018

Feudalizm XXI wieku

CEO Wallmartu, jednej z największych korporacji w USA, zarabia 1188 razy więcej niż wynosi przeciętna pensja pracownika w tejże firmie, zaś rodzina Waltonów – właścicieli Wallmartu – posiada majątek o wartości takiej samej, jak 40% biedniejszych Amerykanów (bottom 40%).
Jednakże, jak twierdzi CEO, firma nie jest wystarczająco bogata, żeby płacić pracownikom pensje wystarczające na nie życie w nędzy. Doug McMillon w zeszłym roku zarobił 22.8 miliona, podczas gdy średnia pensja to $19,177 rocznie.
Tak wielkie różnice to efekt ostatnich dekad, bo jeszcze w 1965, CEOs największych amerykanskich korporacji zarabiali (przeciętnie) 20 razy więcej, niz przeciętna pensja pracownika.

Ale problem rozwarstwienia dochodów i majątku nie dotyczy tylko USA, bynajmniej:

Szacuje się, że majątek Marka Licyniusza Krassusa, jednego z najzamożniejszych ludzi w historii Imperium Rzymskiego, przynosił roczny dochód stanowiący równowartość sumy zarobków 32 tysięcy rzymskich obywateli. Dysproporcje między zarobkami Carlosa Slima, w latach 2010–2013 najbogatszego człowieka na naszej planecie, a dochodami obywateli jego rodzinnego Meksyku są dwunastokrotnie większe. Jednym z najczęściej używanych mierników nierówności jest tak zwany współczynnik Giniego. Gdy wynosi on 0, to opisuje sytuację idealnej równości. Gdy wynosi 100, to mamy do czynienia z rzeczywistością, w której jedna osoba posiada wszystko. W Imperium Rzymskim za czasów Krassusa współczynnik Giniego wynosił 45. Dziś w USA zbliżony jest on do tego poziomu, ale w skali globalnej oscyluje wokół 70.

Mowa tu o różnicach dochodów. Nierówności majątkowe są jeszcze większe – sięgają aż 92 punktów w skali całego świata. Czy zatem dualna rzeczywistość Dubaju – gdzie turbokapitalizm ekonomiczny miesza się ze społecznym neofeudalizmem – jest zapowiedzią naszej zbiorowej przyszłości? Czy rację ma Thomas Piketty, pisząc, że krach 2008 roku był „pierwszym kryzysem kapitalizmu patrymonialnego XXI wieku”, czyli systemu opartego na wielkiej własności zgromadzonej w rękach małej grupki niebywale zamożnych rodzin? Czy faktycznie, jak twierdzi Paul Mason, żyjemy w momencie równie przełomowym jak moment przejścia od feudalizmu do kapitalizmu? Jak miałby wyglądać rzekomy postkapitalizm? A może mamy do czynienia z powrotem do przeszłości i to właśnie feudalizm stanowi przyszłość kapitalizmu?

To są bardzo ważne pytania, a w całym artykule jest też sporo na temat tego, jak to wygląda w Polsce. Bo w Polsce też pojawiła sie – calkiem niedawno – klasa transnarodowa, często opisywana jako górny 1% społeczeństwa.
Zachęcam do przeczytania całego
artykułu.

Napisane przez: futrzak | 7 Maj 2018

…i urzędy emigracyjne…

Sprawa mojej stałej rezydencji ciągnie się jak guma w majtach, wszystko dlatego, że w strefie hiszpańskojęzycznej nazwisko nadane raz dziecku zostaje z nim przez całe życie – i dotyczy to też kobiet.
Tak więc fakt, ze na akcie urodzenia mam inne nazwisko a w paszporcie inne, wymagał interwencji prawnika i całkiem sporych przepraw (oczywiście, bynajmniej nie za darmo). Sprawę przedłużał też fakt, że musiałam mieć zaświadczenie o niekaralności ze wszystkich krajów, gdzie mieszkałam dłuzej niż 2 lata – z czego najtrudniej było pozyskać ten dokument z USA, rzecz jasna :-/ (dobrze, ze dalo sie to zalatwić przez lokalne biura Interpolu, bo inaczej musiałabym sie bujać spowrotem osobiście do USA i nie wiem ile czasu czekać na wydanie tego papieru – tutaj przez Interpol zajęło to „ledwie” pół roku…).

Po ostatniej interwencji prawniczej czekałam, czekałam i gryzłam pazury – aż wreszcie przyszedł email od Migraciones (tak proszę panstwa, tutaj urząd imigracyjny z petentami komunikuje się za pomocą emalii – SHOCKING!) że mam sie umówić na wizytę i stawić z paszportem. Przy umawianiu obowiązuje kolejka, a jakże, więc termin telefonicznie z automatem udało się zaklepać dopiero na za miesiąc.
I W PIATEK NASTAPIL TEN DZIEN.
Szłam i nie wiedziałam czego sie spodziewać – tymczasem co się okazało? Otóż panowie celnicy przy moim ostatnim przekraczaniu granicy źle wpisali do systemu moje nazwisko i teraz potrzebowali mnie z paszportem, żeby sprawić, że ja to ja :-/

Ulżyło mi, rzecz jasna, ale nie zmienia to faktu, że cala procedura przedluzy sie o nastepnę miesiące, bo zanim dokumenty znowu pójdą do ministerstwa spraw wewnętrznych, zanim znowu wrócą do Migraciones, to 2-3 miesiące miną, jak powiedziała miła pani urzędnik.

No ale potem juz będę miała prawilny kartonik, jak reszta Urugwajczyków i będę mogła przekraczać granicę bez dodatkowej zbędnej papierologii.
W sumie, jeśli zmieszczę się w terminie poniżej trzech lat, to będzie to i tak prędzej, niż załatwianie permanent residency w USA – które zajęło mi ponad 3 lata – z czego czekanie w kolejce na interview/decyzję to dwa, a potem następny rok bo skurwle zasrane zgubiły moje dokumenty i część z nich musiałam załatwiać od nowa, przy czym dowiedziałam się o tym przypadkiem, bo oficjalne zawiadomienie (wysłane normalną papierową pocztą) nigdy do mnie nie doszło, bo w pakiecie, co zgubili, był również formularz o zmianie adresu… lalala.

No i tak to….

« Newer Posts - Older Posts »

Kategorie