Napisane przez: futrzak | 2 Marzec 2017

Egzamin graniczny….

Amerykańscy urzędnicy graniczni (customs and border protection agents) wznieśli się na następny poziom bezczelności, buty i pogardy.

Otóż:
Po dwudziestoczterogodzinnej podróży z Nigerii na lotnisku JFK w NYC zatrzymali pana Celestine Omin, wjeżdzającego do USA na legalnej wizie i…. urządzili mu egzamin.
Omin na codzień pracuje jako inżynier oprogramowania (software engineer) w firmie Andela, a panowie z customs postanowili to sprawdzić. Egzamin wyglądał tak, że wyguglowali sobie „quizzes to give to software engineers”, dali mu kartkę i dlugopis i kazali odpowiedzieć na następujące pytania:

– napisz funckję która sprawdzi, czy Binary Search Tree is balanced
– co to jest abstract class i do czego jest używana.

Celestine usiadł i po 10 min oddał kartkę z odpowiedziami, na co agenci odpowiedzieli mu, że odpowiedzi są złe. Po godzinie został wypuszczony, bez słowa wyjaśnienia. Dużo później dowiedział się, że agenci zadzwonili do firmy, która go zatrudnia, żeby sprawdzić, czy faktycznie tam pracuje jako software eng.

Zanim odezwą się geniusze regulacji prawnych twierdzące, że przecież urzędnicy graniczni mają prawo zatrzymac kogo chcą i pytać o co chcą, pragnę przypomnieć fakty:

– Nigeria nie jest i nie była na liście krajów, których dotyczył tzw. travel ban
– sam travel ban został uznany przez sąd USA za niekonstytucyjny
– wizy nie zmieniają statusu z „ważne” na „nie bardzo ważne” z powodu koloru skóry osoby, ktorej wiza zostala przyznana
– takie przypadki nie zdarzają się białym inżynierom oprogramowania
– oficerowie graniczni nie są uprawnieni do ordynowania jakichkolwiek testów.

Po co to zrobili? Po to, zeby upokorzyc i nastraszyc bogu ducha winnego człowieka. Mogli przeciez od razu zadzwonic do firmy, w ktorej pracuje, ale ojej, taki ubaw by ich ominął! Patrzec, jak dorosly facet poci sie i trzęsie, bo nie moze przypomniec sobie definicji jakiejs popierdółki, o ktorej uczyl sie na studiach kilkanascie lat temu – bezcenne.

Cóż. XXI wiek, ale techniki dokłądnie te same, których używali urzędnicy carscy w celu upokorzenia i wdeptania w ziemię obywateli.

Napisane przez: futrzak | 26 Luty 2017

Co wolno corpo, to nie pracownikowi

Ano tak.
Topowy programista postanowił zrobić to, co robią corpo: zastosować outsourcing w swojej pracy. Dostając sześciocyfrową pensję wynajął firmę z Chin, która pisała za niego kod, za jedną piątą tej sumy.
Sam sumiennie codziennie siedział za biurkiem, tyle że zamiast zajmować się pracą, surfował sobie po sieci i grał.

Bob w kolejnych latach miał bardzo dobre oceny jako programista – jego kod był określany mianem czystego, dobrze napisanego i zawsze oddawanego na czas. Ba. Rok w rok Bob był wybierany najlepszym programistą firmy…
Sprawa pewnie nie wyszłaby na jaw, gdyby nie zamówiony security audit, podczas którego zauważono połaczenia via VPN z Chin.
Bob oczywiście został zwolniony i nadupnie przekonał się, że co wolno pracodawcy, to nie pracownikowi. Oraz, że gadki typu „wszystkie nużące obowiązki dnia codziennego możesz wyoutsourcować za pieniądze do innych ludzi! Skorzystaj z Task Rabbit, Mechanical Turk – będziesz szczęśliwy” to tylko pusta propaganda.

Corpo robią to samo, ale znacznie gorzej. O ile bowiem jakość pracy Boba była topowa i nagradzana, o tyle nie da się tego powiedziec o customer service korporacji, który zwykle jest ekspediowany do krajów trzeciego świata, a co sporo firm skrzętnie ukrywa.
Różnica polega jednak na tym, że jak corpo poczuje się urażona tym, ze nie została poinformowana o czymś, to może Bobów zwolnić. Ale jak klient wielkiego telecoma wkurzy się niekompetentnym customer service, to jedyne, co może zrobić, to zmienić uslugodawcę – na inną corpo, która ma równie gówniany customer service, BO MOZE.
W USA rynek telekomów jest zmonopolizowany przez kilku gigantów, które korumpują kongresmenów, aby ci uchwalali korzystne dla nich ustawy. I uchwalają. Telecomy mogą sobie dowolnie stosować outsourcing, Boby Kowalskie nie. Bo corpo nie lubią konkurencji.

PS: news jest nieco zleżały, ale i tak wart przypomnienia.

Napisane przez: futrzak | 22 Luty 2017

O zawiłościach psychologii i CEO

Wiadomo juz, że najwięcej płatni CEO są najmniej efektywni tj. firmy przez nich kierowane mają się źle. Główną przyczyną jest przekonanie o własnej nieomylności i w związku z tym lekceważenie danych nie zgadzających się z ich przekonaniami, a następnie podejmowanie na tej podstawie niekorzystnych decyzji biznesowych. Następną rzeczą jest sposób wynagradzania CEO: premie dostają na podstawie krótkodystansowych zysków kwartalnych (ważne zeby cena akcji firmy rosła, nie ważne jak i nie ważne co się stanie w długiej perspektywie) oraz – co chyba gorsze – w umowie mają gwarantowany tzw. golden parachute.
Jak niebotyczne pieniądze to są, ilustruje poniższa tabelka:

goldenparachute

Podane cyfry są w notacji amerykańskiej, czyli zaczynając od góry mamy sumę 417 milionów, 361 tysięcy, 902 dolary. Czy ktoś się jeszcze dziwi, że w takim schemacie kompensacji CEO jest w stanie podjąć najbardziej ryzykowane i wariackie decyzje? Przestrzeli i firma padnie? A co go to obchodzi? Dostanie taką odprawę, że jest urządzony do końca życia – on, jego dzieci, kuzyni, psy, koty i koń wyścigowy.

Najsmutniejsze jednak jest to, że przeciętny Kowalski daje sobie wyprać mózg i nadal twierdzi, że tak wysokie odprawy i zarobki CEO wynikają z jego boskich i nadnaturalnych umiejętności. Bo Kowalski WIE. Bo Kowalski sam jest CEO! Nieważne, ze spółki „Ja i Janusz SA.” i nieważne, ze jego pracownicy to dwóch kumpli ze studiów, którzy usiłują wylansować super-hot-cutting-edge aplikację sprzedająca horoskopy dla psów. ON WIE BO JEST CEO.
I nie przetłumaczysz oraz nie pogadasz. Bo jego firma kiedyś też będzie warta na giełdzie tyle, co Exxon Mobile czy General Electric, i on się wtedy obłowi, i pokaże wszystkim. No.

Napisane przez: futrzak | 20 Luty 2017

Cofka

Jakis tydzien temu nad Montevideo znowu przeszedł tropikalny sztorm, zanim jednak to nastąpiło, miała miejsce ogromna cofka – nigdy czegoś takiego wcześniej nie widziałam. Na duży odpływ nałożył się huraganowy wiatr od strony lądu. Po prostu jakby wywiało całą wodę z plaży Pocitos…

Czytaj dalej…

Napisane przez: futrzak | 16 Luty 2017

Technologia i nauczanie

wbrew pozorom idzie w parze, mimo tego, co twierdzą zatwardziale konserwatywni nauczyciele.

Nowozelandzki serwis Education Review informuje, że w czasie tegorocznych wakacji dwanaście szkół z wschodniego Auckland postanowiło poprawić sytuację niepowodzeń szkolnych uczniów w zakresie czytania przystępując do specjalnego programu letniego blogowania (Summer Learning Journey).

Ponad czterystu uczniów od klas czwartych do ósmych miało za zadanie pisać blog, którego treść była opatrywana komentarzami członków ich rodzin, przyjaciół, nauczycieli, naukowców z tamtejszego Uniwersytetu. Twórcy tego programu przygotowali sześćdziesiąt form aktywności online, które wymagały pracy od 10 do 15 minut dziennie. Ich celem było zachęcenie dzieci do uczenia się w atrakcyjnej formie.

Uczniowie, którzy nie posiadali w domu komputera z dostępem do sieci, mogli korzystać z bezpłatnego łącza i komputera w bibliotece, żeby blogować. Jak się okazało, technologia i informacja zwrotna w postaci komentarzy przyczyniła się do ich sukcesu poprawiając umiejętności w zakresie czytania.

Nowozelandczycy testują ten program już od ubiegłego roku a nauczyciele zachęcają uczniów do korzystania z niego właśnie w okresie wakacyjnym. Prowadzone przy tej okazji badania potwierdzają, że poddający się testom czytelniczym uczestnicy programu, tak przed wzięciem w nim udziału, jak i po zrealizowaniu zadań, osiągają znacznie wyższe noty od rówieśników, którzy w czasie wolnym nie blogowali.

Nauczyciele są zachwyceni tym projektem, bowiem dzieci same przejmują kontrolę nad umiejętnościami w zakresie pisania i czytania, dzięki czemu pedagodzy mogą poświęcić więcej uwagi tym, które mają znacznie większe problemy czy braki.

zrodlo. W ogóle polecam tego bloga, zwłaszcza dla nauczycieli i ludzi zainteresowanych nauczaniem.

Obiecałam sobie już więcej – przynajmniej przez 2 tygodnie – nie pisać o sytuacji politycznej USA i Orangehead, ale nie da się, po prostu nie da się.
Wypłyneła bowiem sprawa Michaela Flynna – doradcy do spraw bezpieczeństwa prezydenta.

Otóż: pan Flynn rozmawiał sobie z ambasadorem rosyjskim Kislewem o zniesieniu sankcji nałozonych na Rosję – a dokładnie – obiecał mu ich zniesienie, gdy Trump zostanie prezydentem.
Sęk w tym, że ta rozmowa miała miejsce za kadencji Obamy (który te sankcje nałożył), a pan Flynn nie miał prawa reprezentować oficjalnie Stanów Zjednoczonych (nie miał umocowania). Popełnił więc coś, co się nazywa zdradą stanu – high treason, co zgodnie z prawem USA (a podobne prawo w zasadzie istnieje w kazdym szanujacym sie panstwie) jest ciężkim przestępstwem.

Sprawa pewnie cóż, nie wyszłaby na jaw (Flynn publicznie zaprzeczał, że rozmawiał o zniesieniu sankcji) gdyby nie to…. że rozmowa była nagrywana. Na dodatek Biały Dom został ostrzeżony przez prokuratora generalnego (Sally Yates, zanim została wyrzucona przez Trumpa) ze Flynn „was vulnerable to blackmail” ze strony Rosjan.

Wygląda na to, że ameryański wywiad zdecydował się na podjęcie konkretnych kroków. Rozmowy mieli przeciez nagrane od początku, teraz zdecydowali się je ujawnić.
Pytanie, co dalej? Czy zostanie już uruchomiona procedura impeachmentu, czy też republikanie będą jeszcze jakoś próbowali się dogadać z szaleńcem? Nawet jak się dogadają, ile potrwa prezydentura faceta, który poszedł na wojnę z własnym wywiadem? Cóż, historia USA pokazuje, że tacy prezydenci nie kończyli dobrze…

zrodlo

Napisane przez: futrzak | 13 Luty 2017

Kapibara

czyli po tutejszemu carpincho – największy gryzoń świata. Przypomina nieco dużą świnkę morską – bo też od strony ewolucyjnej są to spokrewnione zwierzaki.

Żyją w stadach po kilkadziesiąt osobników, w pobliżu zbiorników wodnych. Wybredni wegetarianie – kapibara byle jakiego liścia nie zeżre.
W Urugwaju występują w stanie naturalnym, ale najłatwiej zaobserwować je na terenie rezerwatu i stąd też pochodzą te zdjęcia – Reserva de Fauna y Parque Cerro Pan de Azucar

Waga dorosłego osobnika to 35-70 kg – całkiem duża świnia!

img_0351

img_0355

img_0359

Napisane przez: futrzak | 9 Luty 2017

Prywatny folwark prezydenta

Wlaściwie każdy dzien dostarcza nowej rozrywki – normalnie nic, tylko wziąć popcorn, usiąść przed twitterem i kibicować.

Oto sieć luksusowych domów towarowych Nordstrom zdecydowała o zaniechaniu sprzedaży odzieży firmowanej znakiem Ivanka Trump. Z decyzją nosili się już od jakiegoś czasu, albowiem słabo bardzo się sprzedawała i na dodatek Ivanka ma na koncie oskarżenia o plagiat od innych dyzajnerów. Oficjalnie poinformowano o tym przedstawicieli biznesowych Ivanki na początku stycznia.

Co na to prezydent światowego mocarstwa? Oczywiście wyraził swoje zdanie na twitterze:

My daughter Ivanka has been treated so unfairly by Nordstrom. She is a great person — always pushing me to do the right thing! Terrible!

No cóż, prezydent najwyraźniej ma problemy z odróżnieniem, na czym ten wolny rynek, za którym tak gardłował, polega. Wydaje mu się, że wolny rynek jest wtedy, kiedy on i jego dzieci mogą robić co chcą – a jak inni zaczynają się kierować decyzjami biznesowymi – to skandal. Cóż, jest to mentalnosc dyktatora republiki bananowej, traktującego kraj jak swój prywatny folwark, albo przysłowiowego Kalego, dla ktorego jak sąsiad ukradnie mu krowę to zle – za to jak Kali ukradnie krowę sąsiadowi – to dobrze.
Zwolennicy Trumpa przyklaskują takiemu podejściu, bo wydaje im się, że oni też jak ukradną krowę sąsiadowi, to będzie dobrze. Cóż. Dorosli ludzie, a zachowuja sie jak dzieciory w piaskownicy.

Ale to jeszcze nie koniec, opera mydlana rozwija się dalej. Oficjalna odpowiedź przedstawiciela Nordstroma tak wkurzyła prezydenta, że ten uznał za stosowne pouczyć sekretarza prasowego Białego Domu aby udzielił oficjalnej odpowiedzi, która brzmiała:

I think this was less about his family business than an attack on his daughter. He ran for president, he won, he’s leading this country, and I think for people to take out their concern about his actions, or his executive orders, on members of his family – he has every right to stanf up for his family and applaud their business activities, their success. So, look, when it comes to his family I think he’s been very clear how to proud he is of what they do and what they’ve accomplished. And for someone to take out their concern with his policies on a family member of his is not acceptable. And the president has every right as a father to stand up for them.

No więc, wyobraźcie sobie, że Angela Merkel na prywatnym koncie twiterowym żali się, że jej córka została okropnie potraktowana przez największą sieć domów towarowych w Niemczech. Przedstawiciel sieci odpowiedział, że to decyzja biznesowa a co na to Angela? Ustami swojego rzecznika prasowego wyraża oburzenie i podkreśla, że jako kanclerz Niemiec ma pełne prawo stawać w obronie swoich dzieci i że takie zachowanie jakiegokolwiek biznesu jest nieakceptowalne!

Fajne, nie?
zrodlo

PS:
Soap opera continues. Oto Kellyanne Conway, która jest jakby nie patrzeć pracownikiem federalnym, w oficjalnym wywiadzie z Białego Domu dzisiaj zachęcała wszystkich do kupowania produktów Ivanki. WOW!
W tej sposób złamała prawo federalne, albowiem:

2635.702 Use of public office for private gain.

An employee shall not use his public office for his own private gain, for the endorsement of any product, service or enterprise, or for the private gain of friends, relatives, or persons with whom the employee is affiliated in a nongovernmental capacity [..]

Oczywiscie zostanie pozwana, a za proces zapłacą podatnicy. A to oznacza coraz szybszą erozję USA do poziomu republiki bananowej, coraz większy chaos w kraju i spadek znaczenia międzynarodowego. Lepszego scenariusza sobie Chiny i Rosja nie mogły wymyśleć.

Napisane przez: futrzak | 8 Luty 2017

No country for old people…

Statytyki cytowane za Dice pokazują, ze mediana wieku ludzi pracujących w USA w tech industry to 31 lat. Średnia dotycząca wszystkich pracujących w USA to 42 lata. Wiek, w którym osiąga się najwyższe zarobki w życiu w wypadku kobiet wynosi 39 lat, a w wypadku mężczyzn 48. W latach późniejszych pracownicy osiągają co najwyżej podwyżkę 2-3% rocznie, co nie pokrywa nawet wzrostu kosztów życia.

Znam wiele osób, które podniecają się możliwością wyjazdu i pracy w USA w branzy Hi-Tech. Widzą sześciocyfrowe pensje na ogłoszeniu, jakieś tam bonusy i dostają małpiego rozumu. No i wszystko ładnie pięknie, dopoki jestes mlody, bez rodziny i zdrowy. Wtedy faktycznie, mozna zasuwac jak kon roboczy, 60-70 godzin tygodniowo z nadzieją, że nachapiemy się, a potem w krzaki. Zarządy corpo to wiedzą i wykorzystują na ile się da.
Ale niech no tylko coś pójdzie nie tak – np. przydaży się nieszczesliwy wypadek, który będzie wymagał długotrwałego pobytu w szpitalu. Oczywiście, pracując w wielkiej corpo mamy świetne ubezpieczenie (tzw. cadillac plans – znane hasło, jak kogoś interesuje, może sobie wygooglać), ale jeśli po tym wypadku nie jest możliwy całkowity powrót do zdrowia umozliwiajacy znowu zasuwanie w nadgodzinach – to baj, piękna praco, a razem z nią piękne ubezpieczenie.

Oszczędzanie na emeryturę? No, sa 401K plans, które działają tak, że co miesiąc odprowadza się na rzecz funduszu 401K jakąś sumę pieniędzy. Te fundusze są zarządzane przez wielkie korporacje typu Fidelity, Vanguard etc. Owe korporacje inwestują pieniądze w giełdę, przy czym Kowalski nie może sobie dowolnie decydować, w co będą one inwestowane. Do wyboru ma portfolio z kilkoma opcjami: low risk, high risk, steady return. Może wybrać tylko daną opcję, ale już nie firmy, które znajdują się w każdym zestawie.
Oczywiście, dla chętnych są możliwości indywidualnego oszczędzania, czyli IRA. Polega to na tym, że otwieramy sobie indywidualne konto emerytalne i na nie odprowadzamy pieniądze a potem możemy sami decydować, gdzie je inwestować – pod warunkiem, że będzie to amerykański stock market.

Generalnie planów jest w pytę, różne kombinacje, warianty, zależne od kupy regulacji i tak dalej – charakteryzują się jednak tym, że im bardziej chcemy decydować w co inwestować, tym mniej możemy rocznie odprowadzić na ten cel pieniędzy zwolnionych z opodatkowania; poza tym plany oferowane przez pracodawców mają jeszcze opcję „matching” czyli na kazdego dolara odprowadzonego z naszej pensji pracodawca oferuje wplacić ileś tam centów (w dobrych czasach ta suma może wynosić i 100% wkładu pracownika).
Problem jednak z tego typu oszczędzaniem polega na tym, że w momencie kryzysu – takiego jak 2008 roku – z giełdy wyparowywują tryliony dolarów, i nagle okazuje się, że na naszym koncie zostało ledwie 20% tego, co przed kryzysem. Dla kogoś, kto jest po czterdziestce, oznacza to po prostu figę, a nie emeryturę. W takiej sytuacji znalazły sie po 2008 miliony Amerykanów.

Dane z roku 2012: z 18 mln. pracujących w wieku 55-64 lat, 4.3 miliona popadnie w biedę zanim osiągną 65 lat. Jeśli obecne trendy utrzymają się do 2022 roku, to liczba 65-latków żyjących w biedzie zwiększy się o 146%.

PS: oczywiście jest jeszcze Social Security, na ktory pracując legalnie w USA trzeba obowiązkowo odprowadzać składkę. Tyle, ze wysokosc przecietnego świadczenia nie pozwala na normalne utrzymanie się. No i w tej chwili istnieje realne zagrożenie, że świadczenia z SS zostaną poważnie ograniczone lub wręcz zlikwidowane.

źródło

Napisane przez: futrzak | 4 Luty 2017

Sytuacja się rozwija.
Sędzia federalny James Robart (zaprzysiężony przez George’a W. Busha) wydał polecenie służbowe natychmiastowego zawieszenia bana imigracyjnego. Zezłościło to prezydenta, który na twitterze dał upust swoim emocjom:

The opinion of this so-called judge, which essentially takes law-enforcement away from our country, is ridiculous and will be overturned!”

No.
To by było na tyle w temacie poszanowania przez nowego prezydenta jakichkolwiek demokratycznych procedur.

Napisane przez: futrzak | 2 Luty 2017

O miejscu urodzenia i co z tego wyniknąć może

Dekret Trumpa pociągnął za sobą (przynajmniej w anglojęzycznej strefie Internetu) rozważania o emigracji.

W Polsce nieco osób (które same wyjechały) coś o tym wie i ma własną perspektywę, ale większosć Polaków ma zerową – Polska od II wojny jest krajem wyjątkowo (jak na własną historię) jednolitym etnicznie i zarówno moje pokolenie jak i moich rodziców nie ma doświadczen związanych z życiem w wieloetnicznym i wielokulturowym społeczeństwie. En mass rodacy są są zamknięci w swoim kręgu, wszystko co obce traktują podejrzliwie, a od jakiegoś czasu wrogo – czemu sprzyjają podsycane nastroje nacjonalistyczne. Może stąd biorą się absurdalne reakcje usprawiedliwiające stosowanie odpowiedzialności zbiorowej – bo tym w gruncie rzeczy był executive order Trumpa.

Racjonalne działanie, mające na celu (załóżmy na chwilę, że to prawda) ochronę kraju przed najazdem terrorystów wygladałoby tak: wstrzymujemy procedurę wydawania wiz dla obywateli danego kraju, przygotowujemy zaplecze do drobiazgowego sprawdzania przeszłości każdego kandydata do emigracji/wizy. Jednocześnie wewnątrz kraju wlasciwe sluzby zajmują się rozpracowywaniem istniejących i potencjalnych organizacji/ludzi mogących stanowić zagrożenie. Tak było robione to zawsze i jest to jedyna skuteczna metoda. Żaden odpowiedzialny szef policji/sluzb granicznych/ochrony panstwa nie wyda rozkazu nakazujacego od godziny zero zatrzymywanie na granicy wszystkich legitymujących się danym paszportem lub posiadających podwójne obywatelstwo. Zawodowiec wie, z czym to się wiąże – ogromnym chaosem, paniką i że nic sensownego z tego nie wyniknie – bo nie może. To wyłącznie działanie stricte polityczne, obliczone na zademonstrowanie czegoś.

Czego?
Kiedy na skalę państwa stosuje się odpowiedzialność zbiorową?

Wojna. Albo stan wojenny. Pamiętacie Polska, 1981 rok, gdy rozkazem Jaruzelskiego zostały w jednej chwili zamknięte wszystkie granice i żaden obywatel polski, ani nikt inny nie mogł wrócić do kraju? Dziesiątki tysięcy ludzi zostało nagle uwięzionych na terenie obcych państw, bez środków do życia. Uważacie, że to miało uzasadnienie?
A teraz wyobraźcie sobie takie państwo jak USA, które jest państwem składającym się z samych emigrantów. Za wyjątkiem Native Americans – Indian – każdy jeden człowiek mieszkający w USA jest skądś.
Niektórzy przyjechali tam dopiero-co, niektórzy żyją dłuzej, ale emigrantami byli ich rodzice, dziadkowie czy pradziadkowie. Niektórzy nigdzie się nie ruszali – Meksykanie – żyli na swojej ziemi od pokoleń, tylko w którymś momencie granice państw się zmieniły…ilość ludzi, urodzonych poza granicami USA i/albo posiadajacych więcej niż jedno obywatelstwo jest ogromna, to właściwie wszyscy. I teraz wyobraźcie sobie, że świeżo wybrany prezydent kraju nagle zarządza, że ci urodzeni w X, Y i Z są raptem persona non grata, są zawracani na granicach i nie wpuszczani do kraju.

Rozumiecie już teraz, dlaczego wywołało to taką burzę? Dziś to kraje X, Y, Z, a jutro mogą być M,N,C. Albo: ktoś zagwarantuje, że jutro nie zmienią się kryteria i persona non-grata będą wszyscy, co mają ciemną skórę albo np. skośne oczy?* Czy to są normalne procedury, stosowane w kraju, który nie jest dyktaturą, nie jest w stanie wojny?

Czy może teraz bardziej się nad tym zastanowicie i przestaniecie usprawiedliwiać ten executive order?

* znający historię wiedzą, że ten przypadek miał miejsce w czasie II WW w USA, gdy wszyscy obywatele pochodzenia japońskiego zostali zmuszeni do przesiedlenia się do obozów internowania – a kryterium było — essencially — właśnie takie, bo 62% internowanych było obywatelami USA. Tylko, że wtedy USA było w stanie wojny z Japonią. Inny przypadek odpowiedzialności zbiorowej, opartej o pochodzenie etniczne? III Rzesza i getta dla Żydów.

PS:
A tak już poza wszystkim. Dziel i rządź. Daj mi jednolitą grupę ludzi, żyjących zgodnie, a sprawię, że skoczą sobie do oczu. Wystarczy wybudowac płot, rozdzielić ludzi na dwie grupy i nadać jednej grupie specjalne przywileje. To zawsze kończy się agresja – takich ekspyerymentów psycholodzy społeczni wykonali sporo, poczynając od eksperymentów Milgrama, eksperymentu wieziennego Zimbardo a koncząc na demonstracji tego samego zjawiska na dzieciach szkolnych. Politycy o tym wiedzą. Ci, co chcą zdobyć władzę dyktatorską zawsze będą dążyli do faworyzowania jakiejs grupy spolecznej i potępiania innej bo threat. Zawsze będą chcieli budować mury. I zawsze osiągną sukces, o ile ludzie będą nieświadomi i dadzą się zmanipulować.

Napisane przez: futrzak | 28 Styczeń 2017

Nowe zasady wjazdu do USA…

Zaczelo sie.
Kilka godzin po podpisaniu executive order banującego wjazd do USA imigrantów z siedmiu krajów muzułmańskich (Syria, Iran, Libya, Somalia, Yemen, Iraq, Sudan), ludzie są zatrzymywani na granicy przez urzędników departamentu Homeland Security, ich komputery i tablety konfiskowane, a urzędnicy sprawdzają ich konta fejsbukowe.

Wśród zatrzymanych są ludzie, którzy maja zieloną kartę, pracę i domy w USA i przebywali tam od lat, np. doktorant ze Stanfordu, mieszkający w USA od 22 lat. W innym wypadku obywatel Kanady, który ma również obywatelstwo irańskie, nie został wpuszczony na pokład samolotu w Ottawie.

Dekret, który Trump podpisał w piątek, dotyczy również posiadaczy zielonych kart (jak oficjalnie potwierdził Dept of Homeland Security) a ma na celu, cyt:

We want to ensure that we are not admitting into our country the very threats our soldiers are fighting overseas

Czyli oczywiście pod pozorem walki z terroryzmem.
Co śmieszne – dekret jest nielegalny, ponieważ w 1965 roku kongres uchwalil ustawe w myśl której żadna osoba nie może być dyskryminowana w procesie wizowym ze względu na jej rasę, płeć, narodowość, miejsce urodzenia bądz rezydencji.
Sąd apelacyjny może zablokować executive order – tak jak zablokował dekret Obamy mający na celu uniemozliwienie deportacji nielegalnych emigantów. Pytanie, czy zrobi to teraz.

Następnym ciekawym aspektem sprawy jest to, że wśród krajów objętych banem nie ma Arabii Saudyjskiej, Egiptu, Libanu ani UAE – krajów, z których pochodzili zamachowcy na WTC. Na liście nie ma też Rosji – a tam przeciez urodzili sie bracia odpowiedzialni za zamach bombowy podczas bostońskiego maratonu.

Czy aby na pewno chodzi tutaj o terroryzm? Rozsądny człowiek od razu zauważy, że nie. Chodzi o wyprodukowanie sobie wroga, a następnie skierowanie nienawiści tłumów na niego. Kozioł ofiarny – tu w tej roli występują muzułmanie – ale nie wszyscy muzułmanie. Osobliwie wyjętymi spod banu są państwa, z którymi USA ma relacje biznesowe (KSA) lub do których sympatię żywi prezydent (Rosja).

Co z tego wynika? Że USA coraz szybciej wkracza na ścieżkę faszyzmu. To się własnie tak zaczyna.

Napisane przez: futrzak | 25 Styczeń 2017

Alimenciarze

Niedawna afera z fakturami Kijowskiego pokazała – przy okazji – że niepłacenie alimentów na własne dzieci to sprawa społecznie akceptowana w Polsce i no big deal, o ile ojciec JAKIEŚ pieniądze płaci (wtedy już nie będzie przez sąd zakwalifikowany jako uporczywie unikający). Oczywiście, protestują kobiety i matki, bo to one muszą (najczęściej) tyrać na dwóch etatach żeby siebie i dzieci jakoś wyżywić.

Jak spojrzeć na konkretne dane, to reczywiście smutno to wygląda:
Wg. Krajowrgo Rejestru Długów, dług alimentacyjny (rok 2016) przekroczył 10 miliardów zł. W bazie znajduje się 305 tysięcy nierzetelnych rodziców, aż 95 procent to ojcowie. Średnio do oddania dzieciom mają prawie 33 tysiące złotych.

Powszechnie stosowanym unikiem jest to, co robił Kijowski: nic nie mam, pracy nie mam, a te pieniądze co dostaję to też nie moje, tylko mojej drugiej żony, przecież wpływają na konto jej firmy.
Albo: panie, ja tu ciężko na budowie haruję, minimalną krajową dostaję, ledwie samemu na chleb mi starcza – i faktycznie na legalnej umowie ma tylko minimalną krajową, i jak mu udowodnisz, ze bierze więcej?

Napisane przez: futrzak | 23 Styczeń 2017

Neoliberalne mity

komiksnadziejalibertarian

ZUS jest źle zarządzany, opłaty dla samozatrudnionych powinny być sporo niższe, ale pogląd, że „jakby nie było ZUS to zarabiałbym na rękę tyle, co teraz zarabiam brutto” to czysta naiwność.

Napisane przez: futrzak | 21 Styczeń 2017

Prognozy odnośnie prezydentury Trumpa

Podsumował Robert Reich (opublikował to na fejsie).

Niedawno przy śniadaniu miałem okazję porozmawiać z przyjacielem, który kiedyś był republikańskim kongresmenem. Oto co powiedział:

On: Trump nie jest republikaninem. Ten człowiek to tylko wielkie, tłuste ego.
Ja: W takim razie dlaczego nic nie mówiłeś podczas kampanii?
On: No chyba żartujesz. Zewsząd otoczony byłem wyborcami Trumpa. Zniszczyliby mnie.
Ja: I co teraz? Co twoi republikańscy koledzy zamierzają robić?
On: (uśmiechając się ironicznie) będą z nim współpracować jakiś czas.
Ja: Jakiś?
On: Tak. Dostaną to, co będą chcieli – kolosalne obniżki podatków, deregulację, ekspansję zbrojeniówki, likwidację jakichkolwiek programów zwalczających biedę, a potem zabiorą się za rozmontowywanie Social Security i Medicare – i na samym końcu będą winić za to Trumpa. A on jest takim głupkiem, że oczywiście przypisze sobie wszystkie te działania.
Ja: A potem co?
On: (śmiejąc się) Republikanie lubią Pence’a.
Ja: Co masz na myśli?
On: Pence jest ich facetem. Oni wiedzą, że Trump jest nieobliczalnym szaleńcem.
Ja: No i co z tego?
On: To, że kiedy Trump zrobi coś na prawdę głupiego – przekroczy magiczną linię np. naruszy prawo w wyjątkowo oczywisty i kretyński sposób – a wiesz, że prędzej czy później to zrobi…
Ja: Uruchomią procedurę impeachmentu?
On: Masz to jak w banku. To oni pociągną za cyngiel.

Napisane przez: futrzak | 20 Styczeń 2017

So it begins…

Trump zaprzysiężony. Świecie – przygotuj się na jazdę bez trzymanki.
Ameryko – przygotuj się na ciemne czasy. Skład gabinetu i senackie hearings nie zostawiaja tutaj żadnych powodów do optymizmu.

Z kolei poczynania republikańskich lawmakers pokazują wyraźnie, w którą stronę będzie to zmierzac – kryminalizacji jakichkolwiek protestów obywatelskich. Zgodnie z zasadą „żabę gotuje się powoli” – zawsze znajdą się „obrońcy swobód obywatelskich”, którzy będą gardłować ze „sam sobie winien, trzeba bylo nie włazić na jezdnię” i do głów im nie przyjdzie, że ustawa pozwalająca bezkarnie zabić kogokolwiek blokującego drogę może mieć daleko idące konsekwencje – ot chociazby takie, że riot police będzie mogła ciężkim sprzętem bezproblemowo rozjechać protestantów – tak, jak zrobiono to na placu Tiananmen.
Albo: rok więzienia za blokadę drogi. Przypominam – w USA skazany ma złamane życie, bo zeby jakąkolwiek sensowną pracę dostać, musi przejść przez background check, może więc co najwyżej liczyć na proste prace fizyczne i w usługach, źle płatne. I felony nie usuwa się z ewidencji skazanych, tkwi tam do końca życia człowieka.

Republicans in Washington state have proposed a plan to reclassify as a felony civil disobedience protests that are deemed “economic terrorism”
oznacza, ze ktokolwiek bioracy udzial w jakichkolwiek protestach obywatelskich moze byc oskarzony i skazany jak za ciezkie przestepstwo – no bo przeciez któż będzie określał w konkretnym przypadku zakres znaczenia „ekonomicznego terroryzmu”? Jakikolwiek strajk pracownikow jest przeciez najczesciej organizowany z przyczyn ekonomicznych! A niewyplacone pensje? To tez przyczyny ekonomiczne!
Że takie prawo łamie konstytucję? I co z tego? Prezydent, kongres ani sąd najwyższy nie będzie się kwapił do obrony tejże, bo w kazdej z tych instytucji republikanie mają większość*

A wiecie, co w tym wszystkim najgorsze? Ze zidiociala europejska prawica (nie wyłączając polskiej, a jakże) cieszy się jak gwizdek. Bo Trump taki prawicowy, bo wreszcie „zrobi porządek”, bo „ta okropna poprawność politczna”. Kompletna bezmyślność – no bo po co przejmować się małpą z bombą atomową, skoro ta małpa mówi rzeczy miłe dla ich ucha? Jak się obudzą, będzie już za późno. Europa, niestety, ćwiczyła to już wiele razy :-/

* ok, w sądzie najwyższym jeszcze nie, ale to kwestia czasu tylko i nominowania jednego brakującego sędziego, którego kandydaturę wysuwa przecież prezydent. Co prawda demokraci mogliby blokować nominację tak samo, jak robili to przez ostatni rok republikanie, bo mają czterdziestu senatorów potrzebnych do zablokowania jakiegokolwiek punktu obrad – ale pewnie nie zrobią tego, bo większość z nich jest już dawno kupiona.

Napisane przez: futrzak | 17 Styczeń 2017

Takie tam uwagi lingwistyczne

Mówi się, że angielski jest łatwym językiem – a przynajmniej łatwym na poziomie podstawowej komunikacji.
I tak i nie.
Bo wymowa.
Tak na prawdę trzeba każdego słowa nauczyć się dwa razy – pisowni i wymowy właśnie. Niby jakieś reguły są, ale w zasadzie tak ulotne i obwarowane tyloma wyjątkami, że nikt normalny nie spamięta i nie zdoła przetwarzać w czasie rzeczywistym. Uczymy się więc dwa razy.
Ci, którzy są słuchowcami, załapią najpierw wymowę a będą robić koszmarne błędy pisowni.
Ci, którzy są wzrokowcami, nauczą się masy nowych słów czytając, ale nie będą w stanie ich poprawnie wymówić. A niuanse w angielskim potrafią być zabójcze: sheet, shit, ship, sheep, bird, beard i tak dalej.
Hiszpańskojęzyczni mają tutaj nawet trudniej niż Polacy, bo dzielą z angielskim całe mnóstwo bardzo podobnych słów, pochodzących (najczęściej) z łaciny, zapis może byc bardzo podobny ale za to wymowa…

Od tej strony hiszpański jest łatwy: są jasne reguły pisowni i wymowy, ustalone. Mogę nie znać znaczenia danego słowa, widzieć go pierwszy raz na oczy w druku, ale mniej-więcej prawidłowo potrafię wymówić. Bomba.
Ale…
Ale trudność objawia się gdzieś indziej. W hiszpańskim kazdy czasownik, a nawet rzeczownik, ma gazylion różnych znaczeń. I te znaczenia zmieniają się w zależności od kraju. Wymowa zresztą też.
Dla mnie, osoby tak sobie znającej hiszpański, wygląda to tak: oglądanie telewizji hiszpańskiej z Hiszpanii, Meksyku jest ok. Rozumiem. Książki dobre literacko – też. Ale już hiszpański uliczny z Argentyny czy Urugwaju (Rioplatense) to jest zupełnie inna bajka. Po pierwsze wymowa: występuje tu tzw. „fricative s” które przed inną spółgłoską staje się bezdzźwięczne np. „esto es lo mismo” jest wymiawiane jako „eʰto ˈeʰ lo ˈmiʰmo” czyli nie słychać tutaj w ogóle „s” tylko jakiś burk z głębi gardła.
Dla mnie to bariera prawie nie do przekroczenia, bo ja tego NIE SLYSZE. Dodajmy prędkość mówienia, intonacja zdania wzięta z włoskiego i mamrotanie – i jestem w czarnej dupie.
Skąd wiem? Ano stąd, że w poprzedniej firmie klienckiej miałam Daily Standup i resztę meetingów po hiszpańsku i nie miałam z tym problemów. Ale oni uhhhhh z innej klasy społecznej i bardzo ładnie wszystko wymawiali. A potem firma macierzysta i sporo ludzi pochodzących z dołów, mamroczących slangiem – i padam. Nie slyszę. Do tego dochodzi kwestia podobna jak w wypadku autystów: jak mówi kilka osób na raz, to zupełnie tego nie parsuję. Musi mówić tylko jedna osoba w danej chwili do mnie. Jakiekolwiek hałasy w tle, inne rozmowy, muzyka, szum ulicy uniemożliwiaja mi praktycznie rozumienie tego co ludzie mówią – i to nawet po polsku i angielsku, a co dopiero w języku, który słabo znam :-/

Ale poza wymową jest też kwestia semantyki: słowa, których znaczenie znam, ale nic nie rozumiem, bo mam ciąg słów, co nie układa się w żadne sensowne zdania. Bo owe słowa są używane w zupełnie innym znaczeniu. Slang oraz idiomy, normalka. W angielskim też miałam ten etap, ale szybciej się nauczyłam, bo od przybycia do USA nie miałam okazji rozmawiac z nikim po polsku – moj eks mauzonek byl Amerykaniniem, ze wszystkimi porozumiewałam się po angielsku. A tutaj cóż – na codzien uzywam trzech języków: polskiego, angielskiego i hiszpanskiego. I zaczynają się plątać – w pracy zwłaszcza używam mieszaniny angielskiego i hiszpańskiego. A potem widzę, że w firmie uzywają slangu i na to nie pomoże żaden słownik, a w urban dictionary nie ma, i nigdzie nie ma – chyba że zapytam, i tutaj też jest problem, bo kiepsko im idzie tłumaczenie, przy czym im bardziej ktoś czegoś nie wie, tym szybciej popierdala. Czasami odnoszę wrażenie, że jest to złośliwie. Znów – w poprzednich dwóch firmach, gdy o coś zapytałam, na ogół ludzie powoli i cierpliwie mi wyjaśniali. Tutaj – nie.

Z drugiej strony wiem, ze nie jestem jakimś tłumokiem, bo jednak robię tłumaczenie aneksu umowy biznesowej z hiszpańskiego na angielski. Ale. Tłumaczenie na piśmie, a chlapanie jęzorem to są dwie różne rzeczy..

No i tak to…

* Rioplatense ma ok. 9 tysiecy specyficznych słów nie uzywanych gdzie indziej, i to słów dosc podstawowych okreslajacych np. nazwy owocow, części garderoby, pożywienia i kuchni, części samochodów oraz oczywiście lokalny specyficzny slang, który zresztą jest różny w BuA i Urugwaju.

Napisane przez: futrzak | 16 Styczeń 2017

Potęga autorytetu…

Ukazał się właśnie najnowszy raport Oxfam pokazujacy, że osiem najbogatszych ludzi świata dysponuje majątkiem takim, co 3.5 mld biedniejszej części ludności świata (czyli połowy).

W tej sprawie wypowiedział się wybitny autorytet profesorski, Leszek Balcerowicz:

To prostacka analiza pod publiczkę, emocjonalne brednie. Ci, którzy tak się zajmują bogatymi, żerują na zawiści
.

Chylimy czoła nad głeboką, merytoryczną i fachową wypowiedzią pana profesora….

Napisane przez: futrzak | 15 Styczeń 2017

Wiara w politykę

Ukazał się właśniedość przygnębiający artykuł.

Zbadano rezonansem magnetycznym mózgi 40 ochotników: zadano im szereg pytań dotyczących ich poglądów politycznych oraz niepolitycznych, a następnie zaprezentowano kontrargumenty do ich przekonan obserwując równocześnie pracę ich mózgu.
Okazało sie, że próby podważania poglądów politycznych aktywują obszary mózgu odpowiedzialne za poczucie własnej tożsamości i odpowiedzi emocjonalnej na poczucie zagrożenia.
Słowem: racjonalne argumenty poddające w wątpliwość czyjeś poglądy polityczne są odbierane jako atak na własną tożsamość i tym samym są kompletnie odrzucane.

Czyli – mechanizm właściwie taki sam, jak w wypadku argumentacji na temat religii z osobą wierzącą.
Nie, żeby to jakaś nowość była – filozofowie i psycholodzy już dawno zauważyli, że z wiarą dyskusji nie ma.
Tyle, że w wypadku poglądów politycznych ma to dość poważne konsekwencje. Tam, gdzie ludzie powinni kierować się rozsądkiem, faktami i logiką, kierują się wiarą, co całkowicie uniemożliwia jakąkolwiek merytoryczną dyskusję. Recipe for disaster i właśnie to obserwujemy na scenie politycznej wielu państw.
Zamiast mieć do czynienia ze świadomymi obywatelami, mamy do czynienia z rzeszami wyznawców. A dla wyznawcy możliwym jest tylko zamiana jednej religii na drugą, tertium non datur. Wyznawcą można manipulować i wmówić mu najbardziej absurdalne rzeczy – ten właśnie mechanizm wykorzystują politycy i najróżniejszej maści oszuści i szarlatani.

Napisane przez: futrzak | 12 Styczeń 2017

Trump a kwestia wiz H-1B

Jak wiadomo podczas kampanii Trump wypowiadal sie przeciwko programowi wiz emigranckich i pracowniczych. Wszyscy jednak przyzwyczaili sie do tego, ze mowił on wiele rzeczy, potem odwoływał i zmieniał zdanie.

Ale.
W zeszłym tygodniu ustawa zwana Protect and Grow American Jobs Act została ponownie wprowadzona pod obrady. Jest to właściwie poprawka do już istniejącej ustawy „Immigration and Nationality Act” mająca na celu zmianę definicji czegoś, co nazywa się „exempt H–1B nonimmigrant”. W skrócie chodzi o zmianę warunków przyznawania wiz H-1B czyli wiz umożliwiających zatrudnianie cudzoziemców na etat, w pełnym wymiarze godzin no i legalnie (nie jest to wiza emigrancka, jesli cudzoziemiec chce zmienic pracodawcę, musi znaleźć nowego, który wystąpi znowu o tą samą wizę).

Wg. nowej definicji zostaje zniesiony wymóg posiadania przez cudzoziemca wyższego wykształcenia oraz podniesiona stawka wymaganej płacy minimalnej z 60,000 USD (brutto rocznie) do 100,000.

Poprawka w zamyśle twórców ma oczywiście na celu zmuszenie firm Hi-Tech do zatrudniania obywateli i rezydentów USA, tyle że prawdopodobnie nie osiągnie takiego efektu z prostego względu: firmy nadal mogą w sposób w zasadzie dowolny stosować offshoring i outsourcing i będą nadal go stosować. Kto skorzysta? Duże corpo, dla których kwestia otworzenia biur w dowolnym miejscu świata czy outsourcowania całych działów nie stanowi wielkiego problemu (mają budżety i armie prawników), za to jest często kwestią zaporową dla małych startupów – zwłaszcza takich, które nie mają za sobą milionów od Venture Capitalists.
Żegnaj więc drugi Applu, stworzony w garażu przez dwóch maniaków. Żegnajcie innowacyjne firmy tworzone przez studentów. Witajcie molochy typu Microsoft (dygresja: ile osób wie, że Bill Gates na rozkręcenie swojego biznesu nie potrzebowal pozyczac milionów, tylko dostal je od swojej rodziny?).

A wiecie, co w tym wszystkim jest najśmieszniejsze? Że są dziesiątki tysiecy ignorantów, którym się wydaje, ze Trump robi dobrze amerykańskim pracownikom. I to jest smutne.

« Newer Posts - Older Posts »

Kategorie