Napisane przez: futrzak | 10 marca 2018

Dzień Kobiet

U mnie w firmie obchodzony był w sposób dość nietypowy. Otoz po pracy w piątek kobiety zorganizowaly sobie imprezę. Firma dostarczyła miejsca i finansów (na przekąski, wino oraz potem refundacja Ubera w celu powrotu do domu). Promotorką była dziewczyna, która pracuje jako sekretarka (magister psychologii). Była dyskusja o tym, co w zyciu codziennym uwiera nas, jako kobiety. O tym, jakie roznice byly w domu i w trakcie szkoly i wzrastania. Bylo o seksualności i pierwszych doswiadczeniach – oczywiscie nic przymusowo, kto chcial, to sie dzielił swoimi doswiadczeniami. Byly zajęcia praktyczne pod tytułem bierzemy plastelinę i lepimy genitalia :)

Atmosfera była bardzo intymna i inkluzywna. Udział brala nawet pani sprzątaczka (tutaj sprzątaczki sa zatrudnione na etacie i traktowanie przez cala reszte pracownikow jako pelnoprawni czlonkowie zespolu) i okazalo sie, ze po raz pierwszy widziala schemat ludzkich organow rozrodczych. Ja się w sumie dowiedziałam mnóstwa rzeczy czysto kulturowych – bo przekrój wieku 2 dekady oraz rozne kraje – oprócz Urugwaju w pracy mamy dwie koleżanki z Kuby, pani sprzątaczka jest Brazylijką, a dwie dziewczyny porownywaly doswiadczenia dziecinstwa z prowicji urugwajskiej versus wzrastanie w Montevideo. Roznice ogromne.

W mieście zaś odbyła się manifestacja pod hasłami feministycznymi, zrównania praw i wyeliminowania przemocy wobec kobiet. Szły tysiące ludzi płci obojga, tutaj video z drona:

Hasło na transparencie z przodu brzmi:
„Si paramos las mujeres, paramos el mundo” [jeśli my kobiety zastrajkujemy, zatrzymamy świat – aluzja do słynnego strajku kobiet na Islandii].

Reklamy
Napisane przez: futrzak | 7 marca 2018

Muszę, bo się uduszę! Czyli o zarządzaniu…

Znalazłam takie, TU
————————————
Stara mądrość mówi, że kiedy odkryjemy, że koń, na którym jedziemy padł, najlepszym wyjściem jest z niego zsiąść.

Jednakże w biznesie znane są również inne strategie…. Między innymi:

*Kupno mocniejszego bata.
*Zmiana jeźdźca.
*Zapewnienia typu „Zawsze jeździliśmy w ten sposób na tym koniu.”
*Zwołanie komisji do zbadania konia.
*Organizowanie delegacji mających na celu sprawdzenie, jak gdzie indziej
jeździ się na martwych koniach.
*Opracowanie standardów dotyczących jazdy na martwych koniach.
*Zatrudnienie psychologa mającego przywrócić martwemu koniowi chęć do jazdy.
*Szkolenie dla pracowników, mające podnieść ich zdolności jeździeckie.
*Analiza sytuacji martwych koni w dzisiejszym otoczeniu.
*Zmiana norm, która sprawi, że koń nie zostanie uznany za martwego.
*Zatrudnienie podwykonawców mających ujeżdżać martwego konia.
*Zebranie wielu martwych koni dla zwiększenia szybkości.
*Ogłoszenie, że żaden koń nie jest zbyt martwy.
*Przeznaczenie dodatkowych środków na zwiększenie wydajności konia.
*Przeprowadzanie analizy rynku mającej wykazać, czy podwykonawcy mogą ujeżdżać tego konia taniej.
*Kupno produktu mającego sprawić, że martwy koń będzie biegał szybciej.
*Ogłoszenie, że koń jest teraz: lepszy, tańszy i szybszy.
*Przeprowadzenie badań nad sposobami wykorzystania martwych koni.
*Dostosowanie wymagań wydajności dla koni.
*Ogłoszenie, że przy produkcji tego konia, koszt był zmienną egzogeniczną.
*Uznanie obecnego stanu konia za standard.
*Awansowanie tego konia na stanowisko kierownicze.
—————————————————-

Nie będę pytać, czy ktoś jeszcze ma cos do dodania, bo wyjdą rzeczy kompletnie kuriozalne. Ale. Ku przestrodze i rozwadze.

Napisane przez: futrzak | 6 marca 2018

A z rzeczy pozytywnych….

Wino, o którym pisałam jakis czas temu, zostało spróbowane, tu dowód:

Pojemnik jak widać z tych niekończących się – 10L. Nazwa jakże wdzięczna: VUDU*. Wino stołowe, mieszanka tannata z merlot. Lepsze niz 3/4 tego, co w przeciętnym polskim supermarkecie stoi na półkach. Niekacorodne. Wytrawne.

* VUDU to skrót od Vinicultores Unidos Del Uruguay czyli zjednoczeni winiarze urugwajscy :)

Napisane przez: futrzak | 5 marca 2018

Jak to wolny rynek firmy farmaceutyczne regulował…

W 1902 roku z różnych części Niemiec napłynęły opublikowane informacje o co najmniej 12 przypadkach uzależnienia i kilku zgonach niemowląt. Trzy lata później liczba poświadczeń była już przytłaczająca. Pewien starszy, zaniepokojony sytuacją członek zarządu Bayera zasugerował, żeby zamiast rozprowadzać na rynku „czystą heroinę” jako produkt własnej marki, sprzedać lek innym firmom farmaceutycznym, aby włączyły go do swoich opatentowanych lekarstw pod nazwą „środka wspomagającego”. Nie było potrzeby wspominać samej heroiny. Propozycja odpadła w głosowaniu jako przypuszczalnie niezgodna z prawem. Znacznie prostsze i całkowicie legalne raporty o toksyczności, uzależnieniu i śmierci będą ukrywane. W ramach gestu dobrej woli obniżono zawartość heroiny w cieszących się największym powodzeniem dropsach na kaszel z 82 do 65%. Nadal był to jeden z najlepiej sprzedających się leków bez recepty.

Thomas Dormandy. Krótka historia opium (Kindle Locations 5743-5745). Kindle Edition.
Tłumaczenie: Patrycja Zarawska

Dzięki Robet Pyzel za wygrzebanie.
https://www.facebook.com/plugins/post.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Frobert.pyzel%2Fposts%2F1902978076440642&width=500

Napisane przez: futrzak | 3 marca 2018

Kto zyskuje na globalizacji?

Ukazal sie wlasnie najnowszy World Inequality Report. Bardzo ciekawy, bo obala trzy głowne mity zwiazane z globalizacja: ze globalizacja powoduje zmniejszanie nierownosci majatkowo-placowych, ze wzrost zamoznosci najbogatszych przeklada sie na wzrost zamoznosci najbiedniejszych (tzw. trickle-down theory) oraz ze to technologia i handel maja najwiekszy wplyw na nierownosci.

Coz.
Dane pokazuja cos zupelnie odwrotnego: globalizacja zwiększa nierownosci, trickle-down nie dziala, a najwiekszy wplyw na nierownomierny rozwoj maja regulacje (policy and institutional changes), a nie poziom technologicznego zaawansowania spoleczenstwa.

Napisane przez: futrzak | 2 marca 2018

Technologia or what?

No wlasnie. W ramach straszliwego zaawansowania technologicznego…..tutejszy dentysta naprawia mi zęby. On moze nie taki zaawansowany technologicznie i super duper, ale uczciwy.
No i sie okazuje, ze po siedmiu latach trzeba prawie wszystkie plomby wymienic, oraz ze jak mi koronka wyleciala, to wyleciala. Dostalam nowa (tanie toto nie bylo) ale sie trzyma. W zasadzie wszystko, co dentysta w Silicon Valley zrobil mi za jakis jebany majatek, nadaje sie do wymiany. Bo 3 koronki, ktore teoretycznie powinny byc na cale zycie, juz wszystkie trzy wypadly (tj. odkleily sie). Wiekszosc plomb tez wyleciala, a jeden ząb sie wykruszyl – tj. moj bidny ząb zostal, wypelnienie wylecialo.
Uhm.
A ja zostawilam w tym zasranym gabinecie dentystycznym KILKANASCIE TYSIECY DOLAROW. Za co, sie kurwa pytam??? Ze jakas plomba moze odpasc, to ok, rozumiem, ale KORONKI???? Dwie się odkleiły, a jedna wykruszyła. Tutejszy dentysta powiedział tylko, że to nie była porcelana. AHA. Ale skasowano mnie jak za porcelanę!
Czy ja, jako pacjent moge to odroznic, jak siedze na fotelu? Nie. Kiedy sie wykruszy? A po dwoch albo trzech latach, a potem sie okazuje (jak mi wyleciala koronka) ze gwarancja juz nie obejmuje i zeby przykleic TO SAMO to musze zaplacic 600 USD. Welcome to USA!!!!
Tutaj dentysci tez nie są tani, tj, dobrzy dentysci, ale to i tak jest poziom o jeden rząd wielkosci nizszej ceny. Oraz, jak cos jest nie tak, to ja jestem pacjent i przyjmuje sie mnie poza kolejnoscia (narazie nie mialam takiej potrzeby, ale w USA a jakze, musialam sie ODDZIELNIE umawiac).

Dziś zostały zrobione na nowo trzy plomby spieprzone w USA i zapłaciłam za to 6 tys peso czyli ok. 220 dolarów. Tyle u denstysty w CA kosztowala mnie wizyta kontrolna raz na pol roku, gdzie obejrzano mi zeby i usunięto kamien :-/

Napisane przez: futrzak | 28 lutego 2018

La Cumparsita!!!!

Kazdy chyba zna to tango. Jedno z najbardziej rozpoznawalnych na świecie. W stuletnią rocznicę La Cumparsity, skomponowanej przez urugwajskiego muzyka Gerarda Matos Rodrígueza, wersja live z Montevideo! Bo tango żyje i ewoluuje!

A zespół, Latasónica, jest do szpiku kości urugwajski. Tak, to jest to miasto, w którym mieszkam, jego ulice i rytmy!

Napisane przez: futrzak | 28 lutego 2018

Jak zbankrutować z powodu porodu?

Normalnie.
Wystarczy przenieść się do USA.

Pani Stella była ubezpieczona, poszła rodzić do szpitala wyznaczonego przez ubezpieczyciela, miała ginekologa zaaprobowanego przez ubezpieczyciela. Nic jej to nie dało, kiedy urodziła swoje trojaczki przedwcześnie.
Szpital wystawił rachunek: osiemset siedemdziesiąt siedem tysięcy dolarów.

Ubezpieczenie pokryło większość kosztów, ale nie wszystkie: pani Stella i jej mąż i tak muszą zapłacić
$51,000.

Ceny zwykłego porodu bez zadnych komplikacji są bardzo różne w zależności od stanu i szpitala, ale średnia wychodzi ok. $32,000.

To są najwyższe na świecie ceny za poród i opiekę okołoporodową, przy czym wyniki tejże opieki w USA są słabiutkie: śmiertelność okołoporodowa dzieci (infant motality rate) wynosi 6.1 na 1000 urodzeń – więcej, niz na Slowacji i na Węgrzech i prawie 3 razy więcej niż w Japonii i Finlandii. Śmiertelność okołoporodowa matek zaś jest w USA najwyższa ze wszystkich krajów rozwiniętych.

Takie są wyniki, gdy w najbogatszym panstwie świata wprowadzi sie prywatna opiekę zdrowotną i pozwoli na funkcjonowanie normalnych, „rynkowych” zasad w tejże.

Napisane przez: futrzak | 27 lutego 2018

Kwestie higieny

nabierają zupełnie innej perspektywy, kiedy nie ma ciepłej wody w środku zimy.

Umycie włosów oraz całego ciała urasta do rangi heroicznego wysiłku i operacji logistycznej na długie godziny tym bardziej, jeśli nie ma się wanny.

Czy można się więc dziwić ludom północy, że mając deficytową ilość opału nie decydowali się na taką rozrzutność jak zagrzanie kilkunastu litrów wody? Ostatecznie mycie się nie jest niezbędne do życia – no, może poza myciem rąk po wyjściu z kibla..

Żyli więc w brudzie.
W ogóle, żeby utrzymać czystość, to potrzeba hektolitrów wody. Co z praniem? To dopiero była upierdliwa czynność w zimie, kiedy na zewnątrz mróz. Tak na prawdę większość ludzi w krajach północy aż do II wojny światowej i rozpowszechnienia się wodociągów, kanalizacji, elektryczności żyła po prostu w brudzie. W Polsce az do poznych lat 70-tych na wsiach bylo sporo chalup bez bieżącej wody i kanalizacji – ze sławojką za stodołą i studnia na podwórku. Ludzie chodzili brudni w zimie – taka prawda. Nadal chodzą brudni w zimie np. w nepalskich wioskach polozonych wysoko w górach. Albo w slumsach w Limie, bo tam kazde pranie czy kąpiel oznacza wtaszczenie na własnym grzbiecie tych litrów wody na wzgórze, gdzie stoi dom. Albo w afrykanskiej wiosce, gdzie kazdego dnia kobiety ida po wodę kilka/kilkanaście kilometrów…

No.
A potem przychodzą turyści z pierwszego świata i określają tych ludzi mianem brudasów i kultury syfu. Eh. Natomist oczywiście rodzimych brudasów, co to w lecie w zatłoczonym autobusie śmierdzą zestażałym potem, pomimo tego, ze maja w domach wodę bieżącą i mydło, jakos nie widza :-/

Napisane przez: futrzak | 25 lutego 2018

Bajka o wadach starego mieszkania

Bo są wady – większe i mniejsze.
Jak pisałam już zaraz po obejrzeniu mieszkania – powitały nas ścieżki zdechłych karaluchów. Bo zrobiono remont, a po remoncie oczywiście wylozono wszędzie trutki na karaluchy, to i pozdychały.
My sami porozkładaliśmy na dzieńdobry calkiem sporo, przez 2 tygodnie znajdowaliśmy już nieżywe wywalone do góry kołami, a to w kuchni, a to na korytarzu. Wydawało się, że sytuacja jest już pod kontrola aż tu….

Mieszkanie obok nas, a w środku manzany, które do tej pory stało puste, zostało wynajęte. Oczywiście, zaczęto od remontu i porozkładania trutek, wobec czego karaluchy (a tutaj sa wielkości kciuka, tak samo jak w Buenos) spierdoliły od razu do nas. Któregoś dnia mało nie zeszłam na zawał, jak robiłam obiad i jeden zaczął popieprzać po blacie.

Po wlaniu wrzątku w zlew i kratkę odpływową oraz wylożeniu świezych trutek przestały biegać, za to pojawiło się około 8 egzemplarzy zdechłych w szafce pod zlewem i okolicach. Kilka dni spokój i…. znowu popierdala jeden w kuchni zewnętrznej.

Fuck.
Gdy jeszcze mieszkalam w Polsce (Warszawa Targówek) przed emigracja, też w wynajmowanym mieszkaniu mialam karaluchy. Kilkunastopiętrowe bloki ze zsypami na klatce są bardzo wdzięcznym żerowiskiem dla tych insektów. Tyle, że karaluchy w Polsce są trzy razy mniejsze od tych tutaj. No i nie da się ich wytruć, jeśli my sami powykładamy trutki, za to sąsiedzi mają w dupie.
Eh. Od tej strony Kalifornia była idealna, bo ze względu na suchy klimat karaluchów tam nie było, zadnych innych wstrętnych insektów tez nie, za wyjątkiem Czarnej Wdowy.
Tutaj w Montevideo tez w sumie nie jest zle – karaluchy są co prawda wielkie, ale nie ma innych atrakcji tropików takich jak skorpiony (jadowite), węże (jadowite), tarantule i bóg raczy wiedzieć, co jeszcze. Dopoki nie mieszka sie w betonowym apartamentowcu w środku miasta, w ktorym hurtowo w całości budynku robione sa akcje odkaraluchowiania, to będą takie niespodzianki jak mamy tu :-/
Trzeba się nauczyć z nimi żyć, bo taka jest cena miłego klimatu.
Notabene z tegoż względu nigdy nie rozważałam przeniesienia sie na stałe w tropiki. Wystarczyło mi kilka wizyt i obserwacja życia biologicznego, którego jedynym celem wydaje się doskoczyc, upierdolic i pożreć człowieka, możliwie jak najszybciej. Dużo rzeczy jestem w stanie znieść, ale tarantula biegająca se po domu tak o, jak piesek, to jest dla mnie najczarnieszy horror, bo mam arachnofobię. Więc już nawet ten durny karaluch lepszy…

PS:
A teraz siurpryza. Karaluchy są… jadane. W Meksyku i Tajlandii – gdzie usuwa się im głowy i nogi, a korpusy są gotowane, duszone, grillowane. Oczywiscie, to nie są takie zwykle karaluchy, bo te moga roznosić różne bakterie i wirusy; karaluchy do spozycia sa hodowane w izolowanych warunkach i najczesciej karmione jabłkiem i sałatą. W Chinach karaluchy są uważane za lekarstwa. Są one specjalnie hodowane, a zgrillowane i ususzone (a potem ukruszone na proszek) są sprzedawane jako lekarstwa na dolegliwości żołądkowe, sercowe i wątrobowe….

Napisane przez: futrzak | 24 lutego 2018

Jak to się robi gdzie indziej

Akcje obywatelskie mają różne oblicza, nie musi być to przemarsz z hasłami. Wdzięcznym polem do popisu są konkretne rzeczy, które przez lata są „niezałatwialne”.

Tutaj w Montevideo lokalni mieszkancy zrobili akcję pod tytułem „urodziny dziury”. Otoz w jednym barrio byla taka wieeeelka dziura/rozkopany teren, wladze miasta przyszly, ogrodzily i poszly. I tak se lezało przez rok. No to lokalsi wyciągneli stoły, dekoracje urodzinowe, lampki, przyniesli zarcie, trunki, urządzili imprezę urodzinowa, na ktora zaprosili telewizje :))))))) Miasto stwierdzilo, ze to przesada i naprawiono dziure w nastepnym tygodniu.

Poniższe zdjęcie pochodzi z Ghany. Lokalsi w „nienaprawialnych” dziurach w jezdni posadzili platany.

https://scontent.fmvd2-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/28056465_2203504346543408_8953086292888115895_n.jpg?oh=07bced835781776d81cc8ffe2c28c4b4&oe=5B099D16

Napisane przez: futrzak | 24 lutego 2018

A tymczasem w Argentynie….

Jak pewnie niektórzy wiedzą, Argentyna jest na szlaku przemytu narkotyków i jak do tej pory władze i służby kraju nie radziły sobie z tym.

Aż tu wczoraj…policja weszła do budynku ambasady rosyjskiej w Buenos i… znaleźli 389 kilogramów kokainy.
Oczywiście bylo to mozliwe dzięki współpracy ambasadora i kilku pracowników rosyjskich służb, którzy zgłosili Argentyńczykom podejrzane walizki. Po stwierdzeniu, ze zawartosc to kokaina, kokainę podmieniono na mąkę, do walizek dołączono ukryte urządzenie do lokalizacji (tracking device), a cały transport zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem poleciał do Rosji. Osoby odbierające go zostały aresztowane.

Jest postęp. Jeszcze z dekadę temu żaden ambasador nie odwazylby sie wspolpracowac w miejscowa policją przeciwko „swoim” w obawie o własną głowę – dziś są pierwsze jaskółki. Ciekawe, czy śledztwo utknie w martwym punkcie, czy jednak coś z tego dalej wyniknie…

Napisane przez: futrzak | 23 lutego 2018

Zwolennikom zbrojenia dzieci pod rozwagę

Zwolennikom teorii uzbrajania uczniów i nauczycieli jako ochrony przed strzelaninami polecam ten tekst.

Jak zauważa portal Vox, informacje te burzą teorię o „dobrych ludziach z bronią”, którą forsuje Donald Trump i przedstawiciele przemysłu zbrojeniowego. – Jedynym sposobem, by zatrzymać uzbrojonych złych ludzi są uzbrojeni dobrzy ludzie – mówił szef Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego (NRA), a prezydent USA po strzelaninie na Florydzie przedstawił propozycję, by uzbroić ok. 20 procent nauczycieli.

„Doniesienia o tym, że policjant nie zareagował, to tragiczny dowód na to, że ta teoria nie działa. To jednak nie powinno być zaskoczeniem (…) Wielokrotnie udowodniono, że większość uzbrojonych ludzi podczas strzelaniny nie jest w stanie zrobić nic więcej oprócz tego, że dadzą się zabić” – pisze Vox.

W jednym z programów telewizyjnych przeprowadzono test, w którym dziennikarz po podstawowym szkoleniu bierze udział w symulacji zamachu. W rezultacie strzela do nieuzbrojonego cywila, jest kilkakrotnie trafiony przez zamachowca oraz przez służby, które biorą go za sprawcę ataku.

Tak wlasnie. Ilość uzbrojonych cywili nie ma wpływu. W strzelaninie Mandalay Bay w tlumie bylo bardzo duzo uzbrojonych cywili (w Nevadzie jest open carry), oprocz tego personel hotelu też był uzbrojony. I co? Nic. Mordercę zdjęła dopiero policja. Strzelanina w Fort Hood odbyla sie… w bazie wojskowej. 13 trupów. Przykładów jest znacznie, znacznie więcej. Fakty pokazuja, ze uzbrojenie cywili problemu nie rozwiązuje i dlatego w rozsądnych krajach dostęp do broni, zwlaszcza automatycznej i półautomatycznej jest ściśle reglamentowany.
Ba. Sami politycy, którzy lansują tezę o zbrojeniu wzystkich dookoła, nie wierzą w nią – Kapitol jest gun-free zone, a na wejściu są wykrywacze metalu i bardzo ścisła kontrola. Podobnie jest w prywatnym resorcie Trumpa Mar-a-Lago. Trump i republikanie mówią, to co mówią, bo są przekupieni przez NRA.

Tak kochani, czas wyjąć głowy z tyłków i przyjąć do wiadomości fakty, zamiast snuć jakieś mokre wizje uzbrajania dzieci w gnaty i legendy o „good guys”.

PS:

Napisane przez: futrzak | 22 lutego 2018

…..

Co sie zabiore za pisanie jakiegos neutralnego sympatycznego wpisu typu „slonce swieci, plaza, fajnie jest, winko” to rzeczywistosc ujmuje sie pod boki i mowi „o tak, poczekaj, potrzymaj mi piwo”.

Tym razem wiesci z Polski.
Wiele osob poczulo sie zszokowanych i robi potworna afere bo „ekspertka TVP”, dr Ewa Kurek, rzucila na wizji miesistym przekonaniem, ze to Zydzi zbudowali getta, swietnie sie tam bawili, bo mieli co swietowac.

Tak, teza jest absurdalna, tym bardziej ze gloszona ustami doktorantki wydzialu historii. Tyle, ze nie jest to zadna nowa teza pani Ewy Kurek. Pochodzi ona z jej ksiazki wydanej w 2006 roku. W tym samym roku pisala o tym Wyborcza i przeprowadzila z nia wywiad.

Kim jest pani Kurek?

Skończyła KUL. Była redaktorem i wydawcą podziemnego „Biuletynu Informacyjnego NSZZ »S « FSC Lublin”, współpracowała z redakcją podziemnych „Spotkań”. U schyłku lat 80. obroniła na KUL-u doktorat o udziale żeńskich zgromadzeń zakonnych w akcji ratowania dzieci żydowskich podczas okupacji. Jest także autorką m.in. „Ucieczki z zesłania” (wydane w podziemiu), „Gdy klasztor znaczył życie” i „Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie „. Za scenariusz i reżyserię filmu dokumentalnego „Kto ratuje jedno życie…” otrzymała nagrodę specjalną IX Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Łodzi (1998) oraz I nagrodę Międzynarodowego Festiwalu Filmów Katolickich w Niepokalanowie (1999). Kilka lat wcześniej nagrodziła ją Polcul Foundation za działania na rzecz porozumienia między narodami polskim i żydowskim. Za taką działalność dostała 15 sierpnia br. także wyróżnienie Kościoła polskokatolickiego „Serce dla serc” w dziedzinie ekumenizmu.

Pomine juz ten doktorat, te nagrody i zachwyty nad jej dzialanoscia kosciola katolickiego. Nic nowego, KK zawsze faworyzowal takich ludzi.
Ale, do k*wy nedzy, dlaczego w 2006 roku ci wszyscy, co podnosza larum dzis, MILCZELI? Dlaczego wtedy nie zrobiono afery? Dlaczego wtedy nikt sie nie zapytal: jak to sie stalo, ze ta kobieta pracuje jako historyk, a jej ksiazki sa do dostania w ksiegarniach calego kraju? Dlaczego ani kolejne rzady, ani opozycja nie uznaly wtedy, ze cos z tym trzeba zrobic, a dostaly napadu histerii DZIS?

Nie mam zamiaru bronic PiS, niedobrze mi sie robi na te rzady, ale obecna opozycja z kazdym kolejnym ruchem pokazuje, ze sa mistrzami hipokryzji i ze chodzi im tylko i wylacznie o stolki, oraz ze nigdy o nic innego im nie chodzilo. Dobre imie Polski? Jakby faktycznie o to chodzilo, to PO, majace wiekszosc sejmowa przez 2 kadencje oraz swojego prezydenta moglo chyba zainteresowac sie i zrobic cos z niewydarzona doktorantka opowiadajaca klamstwa na temat II wojny swiatowej i Zydow. Obudzili sie dzis, po 12 latach. O RYLY?

Napisane przez: futrzak | 21 lutego 2018

I co dalej po strzelaninie w Parkland?

Uczniowie szkoły, którzy przeżyli, powiedzieli dość i wczoraj urządzili marsz na stanowy kapitol z żądaniem zaostrzenia regulacji dotyczących sprzedaży broni, zwłaszcza karabinów szturmowych.
Jednym z liderów protestu jest David Hogg, który udzielił wywiadu m. in. CNN.

Od razu ruszyla machina propagandowa rosyjskich trolli – wrzucili na youtube film dyskredytujący Hogga, a na twitterze pojawiły się te same kłamstwa. Zwróćcie uwagę na time stamps pod każdym:

Pojawily się tez spreparowane zdjęcia sugerujące jakoby Hogg był aresztowany za posiadanie narkotyków i wyszedł za kaucją 2500 USD.

A polscy zwolennicy „powszechnego dostępu do broni” powielają te kłamstwa.

zrodlo

PS:
Trump rozważa uzbrojenie nauczycieli. Tak. O gun free zones wypowiedział się tak:
„Gun free zone to a maniac – because they’re all cowards – a gun free zone is, ‘let’s go in and let’s attack, because bullets aren’t coming back at us’… It’s certainly a point that we’ll discuss.”
Czyli, że gun free zone jest zaproszeniem dla maniaków. I że to należy przedyskutować.
Tak, zgadzam się. I proponuję, zeby wprowadzanie tego prawa zacząc od Białgo Domu (gun free zone to jest) oraz rezydencji Mar-a-Lago. Bo to też jest gun free zone. Potem ewentualnie mozna rozważyć resztę…

PS2:
Tutaj jest krótki film video demonstrujący w jaki sposób można „przerobić” semi-automatic AR-15 (podstawowe wyposazenie armii amerykańskiej). Wystarczy kupić jeden dynks za kilkaset dolarów, który dolącza się do kolby karabinu i…. już mamy ciągły ogień maszynowy. Jedno i drugie, podkreślam, można w USA nabyć legalnie, w niektórych stanach nawet bez żadnego background check. Z takiej broni zabito 59 osób, gdy morderca otworzył ogien z okna hotelu Mandalay Bay do tłumu zebranego na koncercie.
Enjoy!

Napisane przez: futrzak | 20 lutego 2018

O różnicach językowych

Hiszpański tzw. „oficjalny” różni się znacznie od lokalnego hiszpańskiego, podobnie jak „międzynarodowy” angielski od lokalnego.

Takie przykłady:

oficjalna wersja „to jest bardzo łatwe” (angielskie it’s a piece of cake, polskie „bułka z masłem”):
– eso es pan comido (dosłownie: to jest zjedzony chleb, dowiedziałam się tego z książki 2 dni temu i aż musialam w slowniku znalezc, bo nie bylam pewna)

tutejsza wersja:
– sale con fritas (ang. „comes with fries”)

Oficjalna wersja „musisz żartować!” ewentualnie „no chyba żartujesz!”
– debes estar bromeando (tez musialam sie skonsultowac ze slownikiem)

tutejsza wersja (którą słyszałam w biurze baaardzo często):
– estas jodiendo (dosłownie: are you fucking czyli pierdolisz!)

Jak się do tego doda różnice w wymowie, to potem jest tak, że nawet natywy mówiące po hiszpańsku, ale np. z Kuby czy Wenezueli (takich mam w biurze i rozmawialam z nimi na ten temat) nie do końca wiedzą, o co caman w codziennych rozmowach…

Napisane przez: futrzak | 19 lutego 2018

Jak zapobiec strzelaninom w szkołach?

Host stacji Fox News Greg Gutfeld ma genialny pomysł!

Society is changing. You have to teach [kids] how to respond.
You have to be rational about it, which means hardening soft targets through drills and training. Learning combat. Learning hand-to-hand combat. This works, by the way, for terror, if there’s a terror attack, and it works for school shootings.

Czyli: społeczeństwo się zmienia, trzeba nauczyć dzieci jak odpowiadać na te zmiany. Trzeba być racjonalnym, a to oznacza „utwardzanie” słabych celów poprzez trening i dryl. Naukę walki. Naukę bezpośredniej walki, ramię w ramię. Przy okazji – to działa w wypadku ataków terrorystycznych, i działa w wypadku szkolnych strzelanin.

Tak. To jest odpowiedź na rozwiązanie problemu strzelanin w szkolach USA. Wzdrozyc w tychze szkolach, na dzieciach, wojskowy dryl i trening przygotowujący do walki oraz ubroić je.

Najsmutniejsze w tym, że cala kupa durni w Polsce swój ogląd sytuacji w USA i na świecie czerpie właśnie z tej pseudoinformacyjnej stacji telewizyjnej Ruperta Murdocha. Potem chodzą i jak papugi powtarzają dookoła, ze trzeba uzbroic nauczycieli. Trzeba uzbroić dzieci. Wyszkolić do walki.
Tak, idźcie, chłońcie tą wspaniałą propagandę. Przyrodzone prawo kazdego obywatela do posiadania broni, a na kazda strzelaninę jest tylko jedna sluszna odpowiedz: więcej broni!

Fucking facepalm.

Napisane przez: futrzak | 15 lutego 2018

Posłowie do poprzedniej notki..

Oto lista reprezentantów kongresu USA, wraz z sumami pieniędzy, jakie wzieli od National Rifle Association. Wszyscy z nich to republikanie:

John McCain — $7,740,521
Richard Burr — $6,986,620
Roy Blunt — $4,551,146
Thom Tillis — $4,418,012
Cory Gardner — $3,879,064
Marco Rubio — $3,303,355
Joni Ernst — $3,124,273
Rob Portman — $3,061,941
Todd Young — $2,896,732
Bill Cassidy — $2,861,047
French Hill — $1,089,477
Ken Buck — $800,544
David Young — $707,662

Tymczasem większość Amerykanów jest za bardziej restrykcyjnymi regulacjami dotyczącymi dostepu do broni.

Na tym polega państwo oligarchiczne – niewielka grupa ludzi kontroluje cały kraj. W USA robią to z demokracją fasadową, opłacając kongresmenów i ważniejszych polityków. Wcześniej wysiłki oligarchii doprowadziły do legalizacji korupcji – teraz to się nazywa lobbying – oraz do korzystnego rozstrzygnięcia w sprawie Citizens United, które pozwolilo korporacjom na legalne finansowanie kampanii wyborczych – w tym kampanii kandydatów na prezydenta.

Oligarchie zwykle rządzą państwami neokolonialnymi i trzeciego świata. USA pod względem struktury społecznej ORAZ formy rządów też już tam jest. Jeśli ktoś nadal uważa, że USA jest krajem demokratycznym, to jest ślepy, głuchy albo/i nic nie rozumie z polityki.

zrodlo

Napisane przez: futrzak | 14 lutego 2018

Newsy z USA

To dopiero polowa lutego, a w nowym roku 2018 w USA bylo juz 19 strzelanin. Ostatnia w szkole sredniej na Florydzie. Były uczen przyszedł z karabinem szturmowym (AR-15) i kilkoma magazynkami i powystrzelał siedemnaście osób.

No ale wiecie, land of the free. NRA nie po to płaci miliony dolarów republikanskim kongresmenom, zeby ktos śmiał zabraniać cywilom kupna karabinów szturmowych. Wolność nade wszystko! A zwlaszcza wolnosć w strzelaniu do dzieci w szkołach – bez tego najwieksza „demokracja” świata zawali się wszak.

Co poza tym.
Pokazały się nowe statystyki. Ekonomia kwitnie, giełda odbiła, po kryzysie ani śladu i jest klawo – ale niestety nie wszystkim. Liczba Amerykanów zyjących poniżej progu ubóstwa wzrosła do prawie 50 milionów.
Natomiast 80% Amerykanów zyje w okolicy ubóstwa, „struggling with joblessness, near-poverty or reliance on government assistance to help make ends meet” – jak to ładnie określono.
To jest struktura społeczna kraju trzeciego świata, zeby nie powiedzieć kolonialnego. W głowie się nie mieści.

Ciekawe, jak bardzo musi sytuacja jeszcze się pogorszyć, zeby cokolwiek sie zmienilo? Ot, chociazby, zeby w najblizszych wyborach ludzie odsunęli od władzy skorumpowanych do cna republikanów i Oranginę, która właśnie umyśliła sobie oszczędzać na biednych i obciąć fundusze na SNAP (food stamps)?

Napisane przez: futrzak | 13 lutego 2018

Jak rodzi się rasizm i dyskryminacja

Na wiele sposobów, i ja nie mam zamiaru aspirować tutaj do opracowań naukowych, bynajmniej. Ale temat nurtuje mnie od dawna, myślę, szukam i gromadzę doświadczenia.

Jeden tzw. „case study”, całkiem świeżutki.
Płynne przejście od subiektywnych wrażen i tego, co ktoś zaobserwuje dookoła, do uogólnień na całą populację/społeczeństwo.

Ad rem.
Emigrantka, którą życie przeczołgało, starsza kobieta (aczkolwiek WCALE nie starsza ode mnie!!!). Wyjechała do UK 8 lat temu. Ciężko pracuje, nie ma wyższego wykształcenia. Zetknęła się w pracy z emigrantami o ciemniejszym kolorze skóry, z Afryki. Jedna, druga osoba, w pracy nie wykazywały się odpowiednimi kompetencjami, szef też nie miał odpowiednich kompetencji do zarządzania zespołem i na monity reszty personelu nie odpowiadał i nie robił nic.
Jak dla mnie sprawa wygląda tak: jest niekompetentny pracownik, mamy do czynienia z szefem, który nie ma ochoty nic z tym zrobić. No, zdarza się i to wcale nierzadko: niekompetentny pracownik i niekompetentny szef.
Jak widzi sytuację polska emigrantka? Otoz, ona w firmie pracuje „o rok dluzej”, „zna się”. Na jej uwagi nie reaguje szef, więc co myśli? Szef biały, współpracowniczka czarna. Współpracowniczka wykorzystuje „słabości tutejszych”. Szef niewinny jak lelija, bo „boi się powiedzieć cokolwiek”. Wniosek: Afrykanie są leniwi, hałaśliwi (bo jej sąsiedzi też z Afryki, a za głośni są), na dodatek „wykorzystują swoją pozycję”. A ona biedna – w domyśle – zaiwania ciężko, nic z tego nie ma, przychodzą takie darmozjady no i voila. Ale ona nie jest rasistką. To są fakty. Na argument, ze na podstawie anecdata nie mozna wyciągać wniosków odnośnie całej populacji słyszę:

– to są fakty! Uwazasz, ze jestem glupia??? Usilujesz mi wmówic, ze to co napisalam, to jest anegdota???

Gdy przytaczam oficjalną słownikową definicję „anecdata” i mówię, ze tylko w takim znaczeniu uzyłam jej w rozmowie (a bardzo dbałam o poprawną pisownię, bo zdaję sobie sprawę z polskich konotacji), słyszę w odpowiedzi, że ona jak wyjechala do UK, to nie znała języka i żebym nie traktowała jej protekcjonalnie poprzez przytaczanie jakichś „słownikowych regułek”.
I tu opada mi już wszystko i…..

AAAAAA!!!!

Właśnie.
Chce mi się tylko walić łbem w ścianę. Mimo to tłumaczę. A potem tak sobie myśle… znam nie jedną osobę z Polski, która skonczyła wyższe studia i uważa, ze stereotypy są ok. Bo POMAGAJA W MYSLENIU. Bo wiecie, oni „nie maja czasu” na to, zeby uczciwie ocenic aplikacje o pracę kogoś-tam, albo żeby uczciwie ocenić jakąkolwiek inną pracę kogos-tam. Stereotypy są dla nich, żeby zaoszczędzić im czas. Czarny emigrant z Afryki – wiadomo, ze będzie niedostosowany, niewykształcony, nic nie wie. Po co tracić na niego czas? Po co poświęcić parę godzin na takich, skoro PRAWDOPODOBIENSTWO tego, ze wsrod bialych Anglików czy Polaków natrafi się na WLASCIWEGO jest większe? Przeciez JA zaoszczędzam czas DLA FIRMY. SAM ZYSK!!!

I wiecie, co straszne w tym jest? Że nadal cała kupa Polaków tak właśnie myśli. Po co tracic czas na UCZCIWY interview, skoro wiadomo, ze większe prawdopodobieństwo znalezienia wlasciwego kandydata bedzie wsrod SWOICH??

… A teraz najlepsze jest to: jeśli jakiś Anglik, Niemiec, Amerykanin pomyśli TAK SAMO O NICH, to wtedy podnosi się potworny wrzask o dyskryminację. Ale związku między jednym a drugim nie widzą, i powiem tak: raz, dwa, trzy….ile czasu upłynie zanim pojawi się komentarz udowadniający mi, że gadam od rzeczy?

« Newer Posts - Older Posts »

Kategorie