Posted by: futrzak | 31 October 2022

Ile przeciętnie kosztują studia w USA

Niedawno jeden znajomy zadał mi to pytanie i…
odpowiedź okazała się trochę bardziej skomplikowana, niż większośc ludzi z Polski myśli.

Na początek dane za rok 2022, zebrane z całego kraju:

Są to dane uśrednione, a ile co bedzie wynosić w konkretnym przypadku, jest sprawą znacznie bardziej skomplikowaną.

Po pierwsze:
To bardzo zależy od uczelni.
Ujmę to tak: zrobienie bachelora na uniwersytecie stanowym (one byly az do czasów Reagana bez żadnej tuition lub z symboliczna typu kilkaset dolarów za rok) kosztuje co najmniej kilkanascie tysiecy dolarow rocznie.
Do tego dochodzi cena za podręczniki (a te, w zaleznosci od kierunku potrafia byc zabójcze, np. 600-900 dolarów za podręcznik do ludzkiej anatomii i fizjologii na kierunku medycznym), oraz cena akademikow – większosc undergraduate uniwerków ZMUSZA CIE do oplacania tych kosztow (mozesz sobie mieszkac poza kampusem, ale z oplacenia tych kosztow cie nie zwolnia BO NIE).
Opłaty tak na prawde nie są naliczane od “roku” ale od ilosci kredytow, ktore w danym okresie czasu zrobisz – stąd “cięższe” studia typu inzynierskie, prawnicze, medyczne maja wieksze obciązenie godzinowe, nie sa dostepne w trybie zaocznym no i kosztuja niebotyczne pieniądze.
Przyklad: przeciętny koszt “medical school degree” (a więc niekoniecznie będzie to tytuł lekarza) kosztuje dzis ok. 230 tysięcy dolarów. Jak ktoś chce być lekarzem, to trzeba jeszcze doliczyć koszty robienia rezydencji.

Po drugie:
Oczywiscie, im “lżejsze” studia, tym mniej kosztują. Stąd są te tłumy ludzi, ktorzy robią jakieś kulturoznawstwo, teatrologię itp. – bo to kosztuje najmniej, a JAKIS papier bachelora daje.
A potem przychodzi prawica i p*erdoli z dupy, jak to “studenci sami sobie winni, było nie studiować kierunków, po których nie ma pracy”.

Po trzecie:
To nie jest tak, ze ktokolwiek skądkolwiek może sobie zaaplikować na którąś uczelnie z Ivy League czy czołówki uniwerków stanowych, nie.
Obowiązuje tutaj konkurs świadectw, liczy się twoje GDA, aktywność, projekty które robiłeś i to, czy juz ktos z twojej rodziny studiowal na danej uczelni oraz ile datkow wplacił. Taki sobie fajniusi i milusi nepotyzm.
Dzieciaki z biednych dzielnic nie mają szans załapać się na jakiś dobry uniwerek, bo szkoly podstawowe i średnie są finansowane z lokalnych podatków, wiec im bogatsza okolica, tym wiecej kasy i lepsze szkoły.
A poniewaz obowiazuje rejonizacja, to dysktrykt szkolny wyznacza ceny nieruchomosci (jeszcze jeden mechanizm wzmacniajacy rasizm i dyskryminację).

Przed Reaganem był federalny program dofinansowania szkół z biedniejszych dzielnic, potem został stopniowo rozmontowany. Dziś wygląda to na tyle źle, że nauczyciele masowo rezygnują, bo są tak źle opłacani, że nie są w stanie utrzymać siebie i rodziny w wielu miejscach w kraju.

Jezeli ktoś ma pecha i pochodzi z biednej rodziny, to dziś nawet edukacją nie da rady awansować do klasy średniej, bo (chyba ze ma IQ jak Einstein) nawet nie dostanie sie na przyzwoity uniwerek, i to jeszcze zanim w ogole zacznie rozglądaćc się za jakas pożyczka szkolna… (a te maja często procent składany, który zaczyna sie liczyć od pierwszego dnia rozpoczęcia studiów, w efekcie czego po ich skonczeniu jak zaczynasz prace to masz o kilkadziesiat procent wyższa kwotę do spłacenia, niz w momencie zaciagniecia pozyczki..).

Podsumowujac: ten system jest równie bandycki, jak amerykański system healthcare…no ale wiekszosc ludzi w Polsce nie ma zielonego pojęcia o szczegołach; powie im jakiś wujek z Hamerki, ze “on sam zapracował na swoje studia” i potem chodzą i powtarzają pierdolety, nie biorac pod uwage, ze SYSTEM się zmienił przez ostatnie 40 lat drastycznie.

Cyferki stąd


Responses

  1. Dziś wygląda to na tyle źle, że nauczyciele masowo rezygnują, bo są tak źle opłacani, że nie są w stanie utrzymać siebie i rodziny w wielu miejscach w kraju

    Jakbym czytał o pewnym kraju nad Wisłą…OTL

  2. @Matt:

    A bo Polska pilnie importuje co bardziej toksyczne rozwiązania dotyczące serwisow publicznych z USA, to nic dziwnego, ze zmierza w tą samą stronę…

    Zreszta, edukacja za czasow IIRP, co do zasad, byla podobna. Dzieci biedoty ze wsi konczyly edukacje na 4 klasach podstawowki, co starczalo do nauczenia sie pisac, czytac i rachunkow. I chwatit, wladze wychodzily z zalozenia ze więcej nie trzeba, podstawowa sila robocza nie musi byc zbytnio wykwalifikowana, bo bedzie “roszczeniowa”.
    Dzisiaj cel wydaje sie podobny: sprowadzic publiczny system edukacji do poziomu, ktory bedzie uniemozliwial zrobienie studiow wyzszych, to bedzie “optymalizacja” i “oszczednosc”. A dzieci upper class i tak sobie poradza, dla nich sa prywatne szkoly z dobrymi nuczycielami, nowoczesnymi metodami nauczania i dobrze wyposazone. A jak kogos nie stac, to widocznie za malo sie staral, za pozno wstawal i za duzo tostow z avocado kupowal…

  3. “Dzisiaj cel wydaje sie podobny: sprowadzic publiczny system edukacji do poziomu, ktory bedzie uniemozliwial zrobienie studiow wyzszych”.

    A z drugiej strony, bardzo duza liczba uczniow w liceach i technikach w ogole nie powinna sie do nich dostac.
    W mojej klasie, 20 lat temu, na 30 osob, 5 chcialo sie cos uczyc, reszta miala totalnie wyjebane i liczyla, ze mature zda na piekne oczy.
    Nauczyciele oczywiscie zanizali poziom do ich mozliwosci, szczegolnie matematyk, bo inaczej zostalaby nas piatka. Nic to nie mialo wspolnego ze zla metodyka nauczania, czy slabym wynagradzaniem.
    No a potem, kiedy poszedlem na polibude, to mialem zdziwko jak zobaczylem jaka tam byla wymagana matma…

  4. @wszystkobedziezle:

    “Nic to nie mialo wspolnego ze zla metodyka nauczania”

    — no nie wiem. Szkola jest od nauczania, jak najbardziej, i jesli na trzydziestoosobowa klasę 25 osób “nie chce się uczyc” to cos tu jest powaznie nie tak. Bardzo powaznie nie tak.

    Matematyka w polskich szkolach jest od lat fatalnie nauczana (poza bardzo nielicznymi wyjatkami); gdy sie porowna z jakims bardziej normalnym systemem edukacji, to mozna odniesc wrazenie, jakby celem polskich szkol bylo odsianie i odrzucenie tych, ktorzy sa mniej zdolni.
    A przeciez rozklad IQ w spoleczenstwie jest jaki jest, tych najbardziej zdolnych, z najwyzszym IQ zawsze bedzie jakis nikly procent i robienie systemu edukacji pod nich, a lekcewazenie reszty i zbycie ich “bo im sie nie chce uczyc” to jest jakies nieporozumienie. Ty widze tą mantrę powtarzasz.

    W polskiej szkole nauka matmy w wiekszosci polegala na wymaganiu wbijania na pamięc jakichs wzorow, regulek, a potem tluczenia w nieskonczonosc jakichs zadan. Co bylo koszmarnie nudne. Nie tlumaczono na co to, do czego, skad jak i dlaczego. Tak bylo przez cala moja edukacje, podręczniki byly rownie idiotycznie napisane i niezrozumiale. Trzeba mi bylo dopiero dotrzec do etapu studiow, zeby znalazl sie profesor, co potrafil wytlumaczyc logike formalną;
    trzeba mi bylo wyemigrowac i nauczyc sie angielskiego zeby odkryc, ze matematyke MOZNA TLUMACZYC CIEKAWIE.

    No ale jasne, najlatwiej to powiedziec, ze dzieciaki “nic nie umieja” bo to “banda leni co nie chce sie uczyc”. W istocie, to samo sedno polskiej szkoly: to dzieci swoim poiomem powinny sie dostosowac do nauczycieli, a nie na odwrot.
    Tia…

  5. “Matematyka w polskich szkolach jest od lat fatalnie nauczana (poza bardzo nielicznymi wyjatkami); gdy sie porowna z jakims bardziej normalnym systemem edukacji, to mozna odniesc wrazenie, jakby celem polskich szkol bylo odsianie i odrzucenie tych, ktorzy sa mniej zdolni.”

    Jest dokładnie odwrotnie. Polski system nie odsiewa mniej zdolnych.. równa w dół
    W polskich szkołach zaniżono poziom matmy, chemii, fizyki.

    Moja córka jest w piewszej LO na mat-fiz.
    Oni teraz mają materiał z mojej 7 klasy podstawówki. Obecny mat fiz jest dwa lata za programem matmy za komuny.
    Komu i w jakim celu to służy?

  6. @Wjaw:

    Byc moze zmienilo sie to w ciagu ostatnich lat, bo ktos zauwazyl, ze szkola jest na tyle niewydolna, ze gdyby chciec trzymac te same standardy to trzebaby uczciwie uwalic na maturze wszystkich, za wyjatkiem kilku osob, podobnie z promocja do nastepnej klasy.

    I nie, zwalanie tego problemu na “leniwych uczniow” to tylko spychologia, ktora niczego nie zalatwi. Dopoki nie zmieni sie sposob nauczania, dopoki ktos nie zrobi solidnych badan socjologicznych na temat kondycji dzieci i mlodziezy w polskim spoleczenstwie, to co powyzej opisales bedzie tylko smętnym plastrem na syfa i udawaniem, ze nic sie nie dzieje.

    A dzieja sie rzeczy bardzo zle – główną przyczyna śmierci nastolatkow w Polsce są samobójstwa:

    https://plus.dziennikzachodni.pl/najnowsze-dane-przerazaja-glowna-przyczyna-smierci-nastolatkow-sa-samobojstwa/ar/13820254

    https://noizz.pl/spoleczenstwo/dlaczego-dzieci-nie-chca-zyc-balam-sie-ze-moje-problemy-nie-sa-dostatecznie-wazne/lxvm6fm

    Jesli 10% dzieci i mlodziezy wymaga interwencji psychiatrycznej, a psychiatria dziecieca w Polsce dogorywa, to problemu nie zalatwi sie mowieniem, ze to banda leni. Taka pseudodiagnoza tylko problem pogłębia. Przeczytaj te dwa artykuły.

    “Obecny mat fiz jest dwa lata za programem matmy za komuny.
    Komu i w jakim celu to służy?”

    — jedno jest pewne: szkola nie ma sluzyc zaspokoajaniu ambicji rodzicow. Jesli przy stosowaniu takiego samego programu jak “za komuny” nagle okazuje sie, ze trzeba drastycznie obnizyc wymagania, bo inaczej trzebaby cale klasy uwalic i nie dopuscic do promocji, to cos tu jest powaznie nie tak. Z systemem, spoleczenstwem, byc moze w gre wchodzi cos jeszcze – ale zrzucanie odpowiedzialnosci za to, jaka jest metodyka nauczania, podstawa programowa, jak urządzone spoleczenstwo na dzieci, to jest po prostu chore.

    W ciagu ostatnich 15 lat w Polsce mialy miejsce dwie ogromne reformy systemu nauczania – jak widac nie przyniosly zadnej poprawy, ale wladze oswiatowe, kuratoria, zamiast zrobic krok wstecz i zastanowic sie, co jest przyczyna, to zlewaja. Jak wszyscy. No to jest jak jest.

  7. Aha, dodam jeszcze tylko: po tych reformach mialy miejsce protesty nauczycieli, ktorzy podkreslali co nalezaloby zmienic i co jest nie tak. Postulaty płacowe to byla tylko jednak skladowa, problemow bylo znacznie wiecej.

    Niestety spoleczenstwo en mass sie na te strajki wypięło, zostaly zingnorowane, mnostwo rodzicow w ogole zapałało świętym oburzeniem, ze jak w ogol smią sie czegos domagac.

    Coz. To jest co jest. Edukacja najwyrazniej teraz nie sluzy edukowaniu dzieci tylko utrzymywaniu pozorow, ze wszystko jest w porządku, bo jak ktos cos usiluje robic z problemami, to dostaje w łeb, bo burzy sielanke.

  8. Mogę służyć informacjami z pierwszej ręki, ponieważ moje dziecko jest na II roku uczelni, jednej z Ivy League.
    Koszt dla naszej rodziny to około 6 tys $ za pół roku, resztę pokrywa uczelnia. jest w tym wszystko, zakwaterowanie (pokój jedynka), wyżywienie ( do woli), książki i inne detale. Zaznaczam, ze gdyby nasz dochód roczny by był niższy niż 65 tys $ to nasze opłaty wynosiłyby $0 (słownie zero).
    Dodam tylko, ze na żaden fajniusi nepotyzm nie było nas stać, dziecko chodziło do publicznych szkół, nie mieszkamy w bogatej dzielnicy, a jednak można.
    Chyba dobre geny :)

  9. @Karol:

    Ale ty rozumiesz roznice między zagregowanymi i uśrednionymi danymi zebranymi z calego kraju, a indywidualnym przypadkiem?
    Ten wpis jest o zagregowanych danych z calego kraju, a ty tutaj piszesz o jednostkowym przypadku. Mam ci wytlumaczyc roznice na jakims prostszym przykladzie?

  10. Podając takie uśrednione dane warto podać, że wiele najlepszych uczelni Ivy League ma program Low Income Student, gdzie najbiedniejsi studiują za darmo.
    Nie jest wiec prawdą, że najbiedniejsi nie maja szans na takie studia, mają, tylko muszą robić coś więcej niż tylko odbębniać obecność w high school.

  11. @Karol:

    Nie pisalam nigdzie, ze najbiedniejsi nie maja szans na dobre studia. Maja. Ale te szanse sa dosc niewielkie, a ilosc grantow dla low income students niewspolmierna w stosunku do ilosci potrzebujących.

    Ty tutaj stosujesz klasyczny neolibski chwyt, ktory poprzez jednostkowy przypadek ma pokazac, jakoby wszystko mozna, tylko “muszą robić coś więcej niż tylko odbębniać obecność w high school”.

    A jak wygląda to w skali kraju? A tak (wytluszczenie moje):

    “To put in perspective how much scholarship money a low-income student needs to afford college, the Pell Grant covers just under one-third of tuition and fees at a four-year, public college. This leaves, on average, over $15,000 a year to cover, for students whose families lack savings and often live paycheck to paycheck, not including supplies, transportation, and other expenses. Sometimes there are state need-based grant programs, sometimes institutions’ endowments allow for need-based scholarships, oftentimes low-income students rely on loans they are stuck paying back their entire lives. All too often, low-income students work while enrolled, enroll part-time, and drop out due to work, family, and financial demands
    […]
    Students from low-income families – in many cases, students of color – face both financial and academic challenges. They typically attend K12 schools in underfunded school districts with a higher student to counselor ratios, lack of college and standardized testing guidance and tutoring, and less access to college preparatory coursework (see related ASA studies ). For these students to apply, be accepted to, and afford college takes not only hard work and perseverance, but also luck.

    Poczytaj sobie:
    https://asa-research.com/2022/03/30/blog-the-problem-with-academic-scholarships/


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: