Posted by: futrzak | 2 May 2022

Dyskusje o kupnie domu

Słysze już raz nie wiem który argumenty przeciwko mieszkaniom komunalnym, argumenty typu “Polacy nie są zainteresowani mieszkaniami komunalnymi na wynajem, każdy chce mieć swoje”.
Ponieważ padł kwantyfikator “każdy” zaczełam się zastanawiać nad sobą.

Czy chciałabym być uwiązana za nogę kredytu przez 30 lat, płacąc jakieś bandyckie raty i wzbogacając banksterów, tylko po to zeby mieć papierek pokazujący, że po 30 latach jestem właścicielką jakiejś klity w “apartamentowcu” upchanym w osiedlu jeden przy drugim? NIE.
Czy chciałabym mieć umowę na wynajem mieszkania komunalnego, z niskim czynszem, taką jaką mieli moi rodzice, dziadkowie, ciotki, kuzyni i wszyscy sąsiedzi dookoła? Umowę z gwarancją, że dopoki płacę niewielki czynsz, nkt mnie z tego mieszkania nie ma prawa wywalić? TAK.
Czy szarpałabym się z kredytem na kupno gruntu, który grunt mogłabym mieć za śmiesznie niską cenę w ramach użytkowania wieczystego? NIE.
Dlaczego?
Bo ja nie mam parcia na “posiadanie”, po prostu chcę mieć miejsce do mieszkania, które jest SECURE, gdzie nie grozi mi, ze w razie jakichs problemow i zaprzestania płacenia co miesiąc haraczu (landlordowi albo bankowi, who cares) grozi mi eksmisja i lądowanie na ulicy.
Kto zaś ma ciśnienie na “posiadanie” i podtrzymywanie w kraju tylko takiej formy użytkowania gruntów? Kapitaliści i rentierzy.

Banki na kredytach hipotecznych (w Polsce to raczej produktach finansowych hipotecznych) w całym świecie zarabiają krocie: ostatecznie każdy gdzieś musi mieszkać, ludzie nie stają się bezdomnymi z wyboru. Dach nad głową to jedna z podstawowych potrzeb piramidy Maslowa, sprywatyzowanie jej przynosi krocie (podobnie jak sprywatyzowanie takich zasobów jak woda pitna albo healthcare);
Developerzy na nakręcaniu popytu na nowe mieszkania i kredyty zarabiają krocie – w warunkach polskich wszak ich działalność jest w zasadzie nieuregulowana (nieliczne istniejące przepisy są z łatwością obchodzone, jeśli się dużą corpo lub oligarchą);
Właściciele kapitału zarabiają krocie – wszak wystarczy kupić nieruchomość a potem ja odnajmować i nie robić nic więcej. Ba, nawet i tego nie trzeba – jeśli zejdzie się razem wystarczająca ilość kolesi, którzy zaczną na masową skalę wykupować nieruchomości w atrakcyjnych lokalizacjach, takich jak centra duzych aglomeracji, to i odnajmować nie trzeba, bo ceny idą w górę w takim tempie, że starczy kilka lat poczekać, a potem sprzedać z ogromnym zyskiem.

Czy można inaczej? Owszem, pokazują to przykłady kilku panstw, gdzie nie ma balwochwalczego stosunku do własności prywatnej i gdzie ludzie rozumieją, że ograniczona ilosc zasobów powinna być użytkowana i zarządzana wspólnie, a przynajmniej ściśle regulowana.

A co w Polsce? W Polsce jak syf był tak dalej będzie, bo jakis Janek czy Jadźka, co to mają “mieszkanie po babci” będą do krwi ostatniej bronić jebanych banków, developerów i międzynarodowych corpo, które im wmówiły, że mieszkania komunalne i uzytkowanie wieczyste to KOMUNIS i że jak to wprowadzą, to im ktoś to mieszkanie po babci zabierze.
I to jest fchoj smutne, bo jak porównać z biedakami sprzed IIWW, to tamci przynajmniej mieli świadomość, że cały układ jest chory, że są wyzyskiwani i że potrzebna jest reforma rolna i gruntów. Dzisiejsze Jaśki i Jadźki nie mają nawet takiej świadomości, więc nic się nie zmieni – bo każda zmiana musi zacząć się od zmiany świadomośći.

PS:
Nie tylko ja tak myślę. Na fejsie odezwało się sporo głosów, również osób już posiadajacych dom/mieszkanie, które przyznały, że kupiły tylko dlatego, ze miały już dość niepewności i ciągłych przeprowadzek.


Responses

  1. To jest fałszywa dychotomia, ludzie sobie wyobrażają, że albo mamy bardzo drogą prywatną własność mieszkań, albo państwowe mieszkania na wynajem. Można mieć TANIĄ prywatną własność mieszkań. Jak napisałem poprzednio, koszty budowy mieszkań są tak naprawdę dość niskie, bez jaj – cegły, zaprawa czy drewniane drzwi to nie jest technologia kosmiczna. Budowa mieszkania to proces pracochłonny, ale jak ludzie ogólnie mało zarabiają, to murarze też, więc ten czynnik jest automatycznie dostosowany do zarobków w kraju, a argument typu “Polaków nie stać na mieszkania, bo mało zarabiają” gwałci logikę.

    Samochody są prywatnie produkowane i w prywatnym posiadaniu przez użytkowników, a piętnastolegnie rzęchy z Niemiec są naprawdę tanie, Polska jest nimi zawalona. Ich cena nie zależy od tego, czy ktoś będzie dojeżdżał tym samochodem do dobrze płatnej pracy, czy tylko dwa razy w miesiącu skoczy w odwiedziny do rodziców. Co jest bardzo ważne, to że drogi są państwowe, samochody już nie muszą. Jakby droga prowadząca z dzielnicy sypialnej do biur w mieście była prywatna (przy braku komunikacji miejskiej oczywiście, naprawdę nie ma sensu, żeby zbaczać na ten wątek, bo nie o to mi teraz chodzi), to nic nie stałoby na przeszkodzie właścicielowi drogi ustalać cenę za przejazd tą drogą w zależności od możliwości zarobkowych, jakie oferuje dzielnica biurowa. Ta sama droga, ale jeśli biznesy by się w mieście rozwijały z dekady na dekadę, to cena za przejazd byłaby wyższa, pochłaniając jakąś część wyższych zarobków pracowników.

    W mieszkalnictwie, co jest odpowiednikiem “samochodu”, a co “drogi”? No samochód, to fizyczne mieszkanie. Jego wybudowanie na prowincji i w mieście kosztuje tyle samo, pi razy drzwi. A “droga”, to lokalizacja, albo wartość renty gruntowej tej lokalizacji. Kupując mieszkanie od kogoś w Warszawie, musisz spłacić tej osobie utratę korzyści lokalizacji. Głównie ta korzyść to dostęp do warszawskiego rynku pracy. Nawet jeśli sprzedająca osoba sama nie korzysta z wartości tej renty (czyli nie pracuje, np. jest emerytem), to (1) i tak ta wartość przepada dla reszty ludzi i (2) taki właściciel może tę wartość w każdej chwili odsprzedać. Coś, jakby ktoś miał prawo do wynoszenia towaru z supermarketu bez płacenia. Taka korzyść zależy od jakości towaru w supermerkecie. Czy ten ktoś sam ten towar zje (czyli pracuje w Warszawie za wysoką pensję w tej analogii), czy go wyrzuci (czyli nie pracuje ani nie puszcza mieszkania w najem), czy odsprzeda (czyli puszcza mieszkanie w najem), to jest sprawa drugorzędna, ktoś inny tego samego wyniesionego chleba albo nie zje, albo musi odkupić ten chleb od wynoszącego (za darmo).

    Hipotetyczny właściciel drogi dojazdowej do dzielnicy biurowej czy rzeczywisty właściciel mieszkania w Warszawie ma posiada fizyczne elementy: alsfalt na drodze czy mury, podłogi i okna mieszkania. Ludzie to widzą i na tym się skupiają, ale to tylko ułamek wartości. Bo ci właściciele mają też możliwość pobierania opłaty od ludzi, którzy chcą pracować w okolicy w biznesach, do których powstania i prowadzenia właściciele drogi i mieszkań nie przyłożyli ręki.

    Nie można “zlikwidować” renty gruntowej, bo lokalizacje są obiektywnie lepsze i gorsze, nawet jakby wszystkie mieszkania były państwowe. W dużych miastach są możliwości wyższych zarobków. Wszelkie projekty komunikacji publicznej też nie niwelują różnic między lokalizacjami, bo z jednego miejsca do pracy dojeżdża się 15 minut, z innego 90 minut.

    Lubię samochody i lubię mieszkania, chciałbym, żeby ludzie mogli ich mieć jak najwięcej.

    Dla tanich mieszkań na własność wystarczy, żeby renta gruntowa była upaństwowiona, żeby kupujący nie musiał spłacać sprzedającemu prawa do renty, której sprzedawca się wyzbywa. Nie miałby renty ani poprzedni właściciel, ani obecny. W Singapurze państwo po prostu posiada grunty, ja proponuję roczną opłatę za korzyść z lokalizacji, za Henrym Georgem. W obydwu przypadkach można drastycznie obniżyć podatki dochodowe (co z resztą Singapur zrobił); nieraz pisałem, że mnie się system singapurski podoba, jest ekonomicznie równoważny podatkowi gruntowemu o wysokości 100%. Żeby użytkować własne mieszkanie, trzeba by płacić za zajmowanie lokalizacji. Żeby użytkować samochód, trzeba płacić podatek drogowy i akcyzę w paliwie i opłatę parkingową – to ostatnie to jest dosłownie jak wartość lokalizacji.

    Dla mnie obniżenie podatku dochodowego jest pożądanym rezultatem (tu się nie zgadzamy, lewicowcy, ale nie musimy się zgadzać we wszystkim); uważam, że skupianie się na podatkowaniu rocznych dochodów jako sposobu na sprawiedliwą dystrybucję nadwyżki ekonomicznej jest nieprawdopodnie tępym narzędziem. Właściciel dwóch mieszkań na wynajem ma prawdopodobnie niższe dochody niż właściciel zakładu stolarskiego, więc patrząc po dochodach, landlord zapłaci niższy podatek niż stolarz, mimo, że jego dochód ma charakter prawie wyłącznie rentierski i zależy od prosperity biznesów w okolicy, w tym takiego zakładu stolarskiego. A ktoś, kto nie jest landlordem, ale trzyma duże mieszkanie w dobrej lokalizacji jako “majątek dla wnuków”, nie zapłaci podatku w ogóle, mimo, że jak napisałem powyżej, z ekonomicznego punktu widzenia zachowuje się jak ktoś, kto wynosi jedzenie z supermarketu, nie płaci za nie i je wyrzuca.


  2. To jest fałszywa dychotomia, ludzie sobie wyobrażają, że albo mamy bardzo drogą prywatną własność mieszkań, albo państwowe mieszkania na wynajem

    Nie, normalni ludzie zdaja sobie sprawę z tego, ze mieszkania komunalne nie wykluczaja wlasnosci prywatnej ani spółdzielczej. Nawet za PRLu nie bylo takiego wykluczenia, wiec nie buduj sobie tutaj chochoła.

    Jak napisałem poprzednio, koszty budowy mieszkań są tak naprawdę dość niskie, bez jaj – cegły, zaprawa czy drewniane drzwi to nie jest technologia kosmiczna.

    Wybudowanie ścian to jest najtańsza część domu. Co wiedzialbys, gdybys chociaz troche zainteresowal sie tematem, na ktory sie wypowiadasz.
    Ze zacytuje komentarz Arturro spod poprzedniego wpisu na temat budowy domu:
    “koszt murów przy budowie domu to jeden z najmniejszych wydatków.
    Wykończenie, instalacje, dach, okna, przyłącza, fundamenty, stropy, fasada z ociepleniem – to wszystko jest droższe, zwykle sporo droższe od ścian”.

    Reszty nawet nie chce mi się komentować, bo w oparciu o mnóstwo ignorancji i niewiedzy końcowy wniosek taki sam, jak u wszystkich korwinistów: byle tylko obniżyć podatek dochodowy.

  3. @ Piotr Wasik
    “lokalizacje sa obiektywnie lepsze i gorsze”

    W tym nie ma nic obiektywnego. Decyzje dotyczace
    1) inwestycji zagranicznych
    2) lokalizacji wyzszych uczelni
    3) lokalizacji instytucji kulturalnych itp.
    , sa podejmowane arbitralnie przez urzednikow.

    A za tymi decyzjami ida oczywiscie pieniadze.

    Spora role odgrywa tez “magia” danego miejsca, w sposob nieodpowiedzialny kreowana przez media i bezrefleksyjnie akceptowana przez publike.

    ………………….
    Zgadzam sie ze dychotomia jest sztuczna.

  4. @futrzak – korwiniści uważają mnie za komunistę, chętnie mówią o niskim podatku dochodowym w Singapurze, wygodnie zapominając o państwowych gruntach jako innym niż podatek dochodowy źródle finansów państwa. Wielokrotnie pisałem o swoich poglądach, które nie są ani za korwinistyczne, ani komunistyczne, więc tu dostaję chochołem z dwóch stron.

    “Nie, normalni ludzie zdaja sobie sprawę z tego, ze mieszkania komunalne nie wykluczaja wlasnosci prywatnej ani spółdzielczej.” – ale ci, którzy promują tanie państwowe mieszkania na wynajem jako jedyną drogę do tanich mieszkań, nie zdają sobie sprawę, że własnościowe też mogą być tanie, bo nie rozumieją mechanizmu, który powodują, że obecnie są drogie.

    “wykończenie, okna, stropy i ocieplenie – to wszystko jest droższe, zwykle sporo droższe od ścian ” – to wszystko mieści się w kategorii “materiały budowlane i robocizna”. Można jeszcze napisać, że nie wspomniałem o wynajęciu betoniarki, więc jestem ignorantem, i cały czas odwracać uwagę od prostego faktu, że gotowy dom do kupienia pod Warszawą, np w Falenicy, jest wielokrotnie droższy (może pięć, dziesięć razy?) od domu na głębokiej prowincji. Ten w Falenicy jest też wielokrotnie droższy od sumy kosztów jego budowy, z ociepleniem czy bez. Dom na głębokiej prowincji, gdzie można tylko pracować u kogoś na roli, w lokalnym sklepie “Spożywczo-Przemysłowym” lub stacji benzynowej, jest dużo tańszy przy tym samym standardzie wykończenia, kosztuje praktycznie tyle, co jego wybudowanie.

    Dlaczego dom w Falenicy jest tyle razy droższy niż koszty jego budowy? Bo działka, na której stoi, daje dostęp do warszawskich pensji, i ktoś sprzedając taki dom, sprzedaje również możliwość pracy w Warszawie za warszawskie pensje. Ponieważ pensje w Warszawie wzrosły przez ostatnie 20 lat, to ktoś sprzedając tę działkę, może żądać od przyszłego warszawskiego pracownika większych pieniędzy z jego większej pensji, efektywnie opodatkowując go za korzyść wyższych pensji, do stworzenia których się nie przyłożył, ani tej pensji nie wypracował. Wypracuje pracownik, a przyłożyło się całe społeczeństwo, jeśli już, więc lepiej, żeby owoce tego wzrostu zebrało całe społeczeństwo.

    To nie jest tak, że chcę zmniejszenia podatku dochodowego i tym samym zmniejszenia budżetu państwa – chcę zastąpiena dużej części podatku dochodowego opłatą od lokalizacji, fiskalnie neutralną dla budżetu (czyli bez zmniejszenia budżetu) i korzystną w rocznym rozliczeniu podatkowym dla każdego, kto żyje z pracy zarobkowej lub prowadzi biznes. Powód zmiany? Elementarna sprawiedliwość, korzyść lokalizacji, której upaństwowienie promuję, to strata kogoś, wartość tej lokalizacji wytwarza, i zazwyczaj to jest inna osoba, a jeszcze częściej, całe społeczeństwo.

  5. @ PiotrW

    “na glebokiej prowincji, gdzie mozna tylko pracowac w lokalnym sklepie rolniczo- przemyslowym, lub na stacji benzynowej”

    Czy aby na pewno ?

  6. @ futrzak

    Pogadaj sobie z tym facetem. Opowie ci jak caly region rozkwitl gospodarczo gdy zamieszkali w nim emeryci i ekspaci z USA.
    https://widzianezekwadoru.wordpress.com/

    Pobujesz nam sprzedac swoj pomysl na zycie jako pomysl na swiat. A to nie tak dziala. Ty za rok mozesz juz byc w Indonezji, potem w Tajlandii, w koncu dojdziesz do wniosku ze najlepsza jest Bulgaria. Nieruchomosc = zbedny balast. Ale nauczycielka ? gornik ? urzednik ? Dla nich dochod z nieruchomsci to zabezpieczenie na starosc.

  7. @reflektor 61
    > “lokalizacje sa obiektywnie lepsze i gorsze”
    > W tym nie ma nic obiektywnego. Decyzje dotyczace

    Zgadzam się w 100% z twoją listą, lepsze lokalizacje są lepsze, bo zainwestowano w nie pieniądze, przede wszystkim publiczne, a po publicznych też prywatne, bo np. dobra uczelnia zapewnia źródło kandydatów dla biznesu. A magia miejsca to często stare budynki i wąskie uliczki jak na Starówce w Krakowie albo widok na zatokę, albo – jak piszesz – zwykła moda. W tych miejscach na przykład łatwiej pizzerii sprzedać pizzę wcale nie dlatego, że ich pizza jest sobiektywnie lepsza :) Pisząc, że to są “obiektywnie” lepsze lokalizacje, nie miałem na myśli jakiejś naturalnej właściwości tych miejsc, tylko po prostu faktu, że ludzie są gotowi za te miejsca więcej zapłacić – i to jest obiektywna obserwacja. Bo co, głupi są, że wybierają drogie mieszkania w Warszawie, zamiast tańszych w Puławach :) ?

    Także główną motywacją promowanej przeze mnie reformy podatkowej jest usunięcie absurdu, w którym wszyscy składają się z podatków dochodowych na KOSZTY budowy nowej infrastruktury miejsca A, która podnosi wartość działek w miejscu A, lokalni właściciele działek bez kiwnięcia palcem dostają w prezencie WARTOŚĆ jaką przynosi infrastruktura w miejscu A i mogą po wsze czasy odcinać kupony od sprzedaży tej wartości puszczając mieszkania w najem. Ale tylko bieżący, bo wszyscy następni muszą oczywiście zapłacić za tę wartość drugi raz (pierwszy raz zrzucili się w podatkach dochodowych), tym razem bieżącym mieszkańcom, prywatnym osobom.

    Dla mnie to jest bardzo niesprawiedliwy system i dziwi mnie, że lewica tego problemu w ogóle nie dostrzega. Oczywiście obniżenie cen nieruchomości jest miłym dodatkiem likwidacji tego niesprawiedliwego absurdu, ale nie jest to moja główna motywacja.

    Dla prawicy mam inny argument: to jest bardzo nieefektywny ekonomicznie system, ma bardzo duże koszty.

    > “na glebokiej prowincji, gdzie mozna tylko pracowac w lokalnym sklepie rolniczo- przemyslowym, lub na stacji benzynowej”

    > Czy aby na pewno ?

    O co konkretnie pytasz? Czy są domy, które można kupić po kosztach budowy, albo i taniej? Szybki Google na temat UK, bo tutejszą sytuację znam najlepiej: średnia cena mieszkania/domu w Londynie: 660k GBP. Najtańsze mieszkania/domy w UK: Bradford, 54k GBP. To jest nawet mniej niż średnie koszty budowy. 10x tańsze niż w Londynie.

  8. @Piotr Wasik:

    Mnie nie interesuje co o tobie sadza korwinisci, ten wpis nie jest o tym, co kto o tobie sądzi.

    Ten wpis jest o tym, ze bez budownictwa komunalnego przeznaczonego na wynajem dla prekariatu nie poprawi sie finansowej i mieszkaniowej sytuacji biedniejszej czesci spoleczenstwa.

    Land Value Tax, ktory namolnie od kilku lat lansujesz na moim blogu jest wprowadzony w ponad 30 krajach na swiecie.
    To jest rozwiazanie hamujace nieco wzrost cen nieruchomosci w lokalizacjach premium, ale nic wiecej.
    Nie ma wplywu na poprawe sytuacji ludzi, ktorzy nie maja zdolnosci kredytowej i nie maja oszczednosci (a nie maja bo relacja kosztow utrzymania do placy jest z dupy).

    To, co MA WPLYW na koszt utrzymania biednych i likwidacje bezdomnosci to sa wlasnie tanie mieszkania komunalne. I to tez juz wiemy z praktyki roznych krajow.

    Nastepne twoje komentarze rozwodzace sie nad land value tax bede kasowac, bo nie wnosza nic do dyskusji.

  9. >jak na Starówce w Krakowie
    Sorry ale w Starówka to chyba w W-wie czy gdzieś indziej, w Krakowie jest Stare Miasto ;p

    W temalie wpisu dodam, że jakkolwiek nie dominujące, to istnieje w moim kraju zamieszkania budownictwo komunalne, myślę że bardzo służy ludziom niezamożnym…

    Ani razu nie spotkałem się specjalnie z narzekaniem że KOMUNIS czy inne takie, same mieszkania może i w dość niskim standardzie (cienkie ściany..), ale za to taniutkie, i sądzę że jak ktoś może to wręcz może będzie mieszkał do śmierci (bo na wolnym rynku za podobne lokalizacje w wyższym standardzie płaci się odpowiednio drożej); wisienka na torcie dodatkowo taka, że właściciel czyli samorząd nie dyskryminuje, i pod warunkiem spełnienia b. niewygórowanych jryteriów dochowdowych nie ma dyskryminacji, czyli scen pt. ma Pan zły paszport więc nie zamieszka Pan tu…stąd jest to b. `popularna opcja nie tylko wśród seniorów czy robotników, ale także obcokrajowców

  10. @reflektor:

    Opowie ci jak caly region rozkwitl gospodarczo gdy zamieszkali w nim emeryci i ekspaci z USA.

    Wow, no niesamowite! W jednym z najbiedniejszych krajów Ameryki Pułudniowej zamieszkali ludzie z kasą z USA i coz za zddziwienie, ze dookola nich rozwinęły się uslugi, jak emeryci i ekspaci zaczeli wydawac zarabiana gdzies indziej kasę.
    To teraz tylko jescze mi powiedz, na co to ma byc argument?

    Ale nauczycielka ? gornik ? urzednik ? Dla nich dochod z nieruchomsci to zabezpieczenie na starosc.

    Tylko w neoliberalnym kraju, w ktorym nie moga liczyc na normalną emeryturę/rentę pozwalającą na normalne zycie. A Polska od 3 dekad jest takim wlasnie krajem.

  11. @Matt:

    że właściciel czyli samorząd nie dyskryminuje, i pod warunkiem spełnienia b. niewygórowanych jryteriów dochowdowych nie ma dyskryminacji, czyli scen pt. ma Pan zły paszport więc nie zamieszka Pan tu…stąd jest to b. `popularna opcja nie tylko wśród seniorów czy robotników, ale także obcokrajowców

    A jakie są relacje cen, tych komunalnych i prywatnych z tej samej okolicy? Ciekawa jestem jak to wygląda, przynajmniej mniej-więcej, i jak sie te ceny maja do dominanty zarobków?
    Bo cokolwiek w tymze temacie, po angielsku, to ciezko sobie wygooglać (za to opracowan zachodnich przedstawicieli bankow i ekonomistow, ktore niewiele sa warte, to jest od groma).

  12. @futrzak
    “Land Value Tax, ktory namolnie od kilku lat lansujesz” – tak, innymi słowy, poświęciłem dużo czasu na wyjaśnianie tego rozwiązania, także dziękuję wszystkim, którzy poświęcili z kolei swój czas na czytanie moich komentarzy. Jeśli komukolwiek to pomogło, to z mojego punktu widzenia warto było. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za uwagę, a tobie, @futrzak, za niezbyt częste blokowanie na swoim blogu.

    Jeśli się już tu nie pojawię, to można ze mną się skontaktować na https://twitter.com/piotr_wasik – niewiele wątków zaczynam z własnej inicjatywy, ale prawie zawsze odpowiadam. Tematy to Land Value Tax i napisany przeze mnie system Buboflash – do nauki za pomocą fiszek robionych ze stron internetowych i PDFów. Buboflash szereguje automatycznie powtórki, próbując przewidzieć za pomocą modelu matematycznego, jak długo użytkownik będzie dany fakt pamiętał. Zawsze komentując, podlinkowywałem go jako swoją stronę domową :)

    Powodzenia życzę wszystkim!
    Piotr Wąsik

  13. Piotr Wasik,

    chciałem tylko napisać, że Ciebie popieram. Mamy śmieszne czasy, większość nowych mieszkań na wynajem jest w rękach korporacji/dużych land lordów, ale znaczna część opinii publicznej o tym nie wie, lub to wypiera. Bo każdy mający dodatkowy wolny dochód, kupuje mieszkanie na wynajem, by mieć coś na starość, lub do wynajęcia.
    I mając kawalerkę czuje się posiadaczem i musi to być świetne uczucie, bo większość mojej bańki tak robi (widzę na fejsie, jak szukają klientów raz na kilka lat i często ludzie żyjący bardzo skromnie okazują się land lordami:-).

    Stąd te wielkie protesty, by opodatkować więcej niż jedną nieruchomość na rodzinę. Podatek powinen wzrastać, np. od trzeciej 10% i tak w górę.

    Rozwiązałoby to problemy mieszkaniowe migiem! Nieruchomości bardzo by staniały, wynajem byłby latwiejszy, ludzie mogliby więcej konsumować niż oddawać właścicielom mieszkań. A ludzie lepiej zarabiający nie kupowaliby trzeciego mieszkania na wynajem, tylko inwestowali w inne rzeczy, może nowe biznesy, przynajmniej część z nich.

    Mamy 2022, a najłątwiejszym sposobem na pomnażanie kapitału jest kopanie dziur w ziemi i wlewanie w nich betonu. To jest pułapka cywilizacyjna.

    Pewnie technicznie się różnimy, bo Ty postulujesz podatek od lokalizacji (pewnie słusznie, ale obawiam się że w praktyce byłoby bardzo niesprawiedliwie z liczeniem tego), ja wprost od ilości mieszkań na osobę, bo na rodzinę to niesprawiedliwe (rozumiem ludzi, którzy kupują mieszkania dla dzieci, jeśli ich na to stać – prawdopodobnie ich dzieci stać na to może już nie być).

  14. @Wojtek:

    I mając kawalerkę czuje się posiadaczem i musi to być świetne uczucie, bo większość mojej bańki tak robi

    No fajnie, większosc twojej bańki, czyli wyższej klasy średniej. POSIADACZE.
    A co z ludzmi, co zarabiaja medianę i ponizej i nie maja zdolnosci kredytowej ani pieniedzy na wsad pozyczki?

    Co z tego, ze nieruchomosci by stanialy, skoro ludzi bez zdolnosci kredytowej i tak nie byloby stac na kupno mieszkania/domu ?

    Czy ty widzisz dalej niz czubek wlasnego nosa i wychodzisz poza perspetywe ludzi dobrze sytuowanych, ktorzy zreszta w warunkach polskiego spoleczenstwa stanowia ledwie kilka jego procent?

    Co z tego, ze może wynajem na wolnym rynku troche by stanial, skoro NADAL nie byloby zadnych gwarancji na wynajem dlugoterminowy, ani tez zadnych gwarancji ze lokal przeznaczony pod wynajem spelnia jakiekolwiek standardy (typu ma ogrzewanie, nie jest zagrzybiony, instalacje są w porządku etc.)?

  15. Sorry, będzie mała ściana tekstu.. ^^;

    >A jakie są relacje cen, tych komunalnych i prywatnych z tej samej okolicy?

    Te normalne komunalne (o innych zaraz) powiedziałbym że są od porównywalnych prywatnych może tak do 30% tańsze, dodatkowo dochodzi brak prowizji dla biura za nowy kontrakt lub jego odnowienie i brak konieczności opłacenia tzw. gwarancja (firmy-żyranta) jeśli nikt z rodziny nie poświadczy – to kolejnych kilka procent mniej co dwa lata (bo zwykle umowy na tyle są). Jest tego trochę czy w samej stolicy czy naokoło, ale prawda taka, że większość wynajęta, więc nawet nie nie do końca idzie porównać sprawnie te ceny (stoją puste głównie takie resztki typu budynek z 1963r. gdzie dojazd do centrum stolicy zajmuje ok. godzinę pociągiem, a do samej stacji za daleko pieszo i trzeba autobusem)

    Ogólnie to tutaj budynki dość szybko tracą na wartości (na tyle, że mówią że mieszkanie >30-letnie to w sumie głównie już tylko grunt trzyma wartość), a tych komunalnych to jest sporo dużo powojennego budownictwa, im starsze, tym niestety raczej niższej jakości (ale, co tu ważne, z mocnym zabezpieczeniem przeciw trzęsieniom ziemi, nie zawsze dostępnym w starszym budownictwie prywatnym), nierzadko z dłuższym dojazdem lub ew. przesiadką na autobus przed pociągiem – ale żeby osłodzić to wszystko, bywa ono taniutkie ^^ Pod koniec dałem taką przykładową ofertę co mi swego czasu w oko wpadła…

    >Ciekawa jestem jak to wygląda, przynajmniej mniej-więcej, i jak sie te ceny maja do dominanty zarobków?
    >Bo cokolwiek w tymze temacie, po angielsku, to ciezko sobie wygooglać (za to opracowan zachodnich przedstawicieli bankow i ekonomistow, ktore niewiele sa warte, to jest od groma).

    Niestety też nie dokopałem się do danych o dominancie…
    Z danych średnich wynika że w stolicy (gdzie najwięcej się zarabia) zarobki potrafią się różnić do 3x w zależności od dzielnicy [1], oczywiście jednocześnie mieszkania są najdroższe, i nie do końca jest to funkcja zarobków na miejscu (najbogatsze dzielnice są najdroższe, ale reszta nie jest do 3x tańsza – szczególnie wschód jest tani, mimo podobnych zarobków do zachodu i północy – może było już tu na blogu, ale to potencjalnie z powodu zanieczyszczeń: https://www.theguardian.com/cities/2017/may/12/blowing-wind-cities-poor-east-ends )

    Ogólnie to (uwaga, Capt. Obvious incoming) w porównaniu do zarobków mam wrażenie, że w stolicy jest dość drogo, działa tu chyba to o czym pisze Piotr Wasik, to najgorętsza miejscówka w całym kraju i jest tu chyba jeszcze większe ssanie ludzi do całej okolicy (wliczając także sypialnie naokoło) niż do Warszawy w Polsce – choć na podstawie rozmów anecdaty z rozmów z kolegą z Monachium wydaje się, że zawsze mogłoby być gorzej :P (zarówno w cenach bezwględnych jak i do zarobków [minimalnej]).
    W pracy często mówią, i w sumie chyba się z tym zgadzam, że jak się mało (albo nawet tak sobie, powiedzmy <2x średniej dla stolicy?) zarabia, to jeśli nie ma to być klita, tylko większe mieszkanie typu kilka pokojów, np. dla rodziny z dziećmi, (nie mówiąc o domu), to raczej mieszka się na obrzeżach albo wręcz przedmieściach stolicy, szczególnie że jest tu zwyczaj że pracodawca płaci zwykle za dojazd pociągiem/autobusem, a komunikacja jest raczej dobra (zwłaszcza pociągi – np. pośpiesznym spoza miasta dojadę teraz szybciej w niektóre miejsca niż wcześniej mieszkając w zasadzie w samym centrum – oczywiście zależy od kombinacji stacji i linii).

    Wracając do mieszkań komunalnych, dla rodzin, a w szczególności dla samotnych rodziców oraz dla ludzi zarabiających w granicach minimalnej bywają lepsze od standardowych oferty, z ew. dopłatami do ponad 50% taniej w porównaniu z prywatnymi ofertami, co potencjalnie pozwala wynająć nienajnowsze i skromne mieszkanie dwupokojowe ze starego budownictwa położone na rogatkach / przedmieściach nawet za ~10% miesięcznych zarobków brutto.

    Na koniec kilka konkretów / anecdaty (w dolarach jeszcze taniej niż niedawno, bo ostatnio mocno spada kurs waluty..)
    – Minimalna pensja: w regionie stołecznym: 1230 USD (w stolicy ciut więcej, naokoło ciut mniej)
    – Średnie zarobki wg dzielnic w stolicy: https://rank1–media-com.translate.goog/I0003787?_x_tr_sl=auto&_x_tr_tl=en&_x_tr_hl=en-US&_x_tr_pto=wapp (z tego co kojarzę z własnych poszukiwań, średnie ceny klit (1R – pokój z kuchnią w środku, studio) co tu podają raczej się wydają ciut zawyżone)
    – Moje pierwsze mieszkanie w stolicy: 1999r., pół-klita (20m, kuchnia przechodnia), szeroko rozumiane centrum miasta (przykładając do Montevideo, może coś jak Pocitos), jedna linia kolei: 540 USD
    – Była klita 1982r., 16m2, studio (kuchnia w pokoju) na skraju ścisłego centrum stolicy z b. dobrze połączona stacją (kilka linii): 430 USD
    – Obecna pół-klita 1993r., 23m, kuchnia przechodnia, jedno z miast satelickich na północy (jedna linia kolei): 340USD
    – Tanie mieszkanie komunalne na wschodzie z 1973r. z cienkimi ścianami, blisko wybrzeża, przedmieścia, ale nie jakieś straszne zadupie – dojazd do głównej stacji kolejowej na wschodzie stolicy przyzwoity jak na tutejsze warunki, <40m., 50m2 3 pokoje z kuchnią, jedna linia kolei: 350 USD
    – Mieszkanie komunalne (ale ściany już przyzwoite) z 2003r., 80m2 3 pokoje z salonem, centrum mojego miasta satelickiego (teoretycznie jeszcze dalej, ale dojazd czasowo jak to wyżej, od północy, pociągiem pośpiesznym): 750 USD, dodatkowo -150USD dla nowożeńców albo rodzin z dzieckiem, lub -225USD dla rodzin wielodzietnych – jako że to b. atrakcyjna ceny jak na ten metraż, standard i okolicę, miasto dało tu maksymalny limit dochodu (do ok. 1.5x średniej krajowej na całe gospodarstwo)

  16. @Matt:

    Dzięki za ścianę tekstu, bardzo cenne informacje!

    Relacje cen wynajmu komunalnego, z twojego przykladu, do pensji minimalnej są niezłe….

  17. @wojtek inzynier, @futrzak
    “I mając kawalerkę czuje się posiadaczem i musi to być świetne uczucie, bo większość mojej bańki tak robi”

    I to właśnie jest problem, a nie rozwiązanie. I to największa część tego problemu.
    Oczywiście wielka spekuła i fundusze mieszają na rynku na wielką skalę. Ale gdyby istnieli tylko oni, to szybko znalazłaby się jakaś siła polityczna chcąca to utrącić z łatwym do zdobycia poparciem.

    Ale dla wielkich to jedna z możliwych inwestycji, a dla klasy średniej właściwie jedyna dostępna.
    Istnienie mieszkań komunalnych, a co dopiero ich rzeczywista dostępność, psuje ten model.
    Pozostawiając tę klasę średnią z gorącym pieniądzem bez realnych możliwości inwestycyjnych (kasyna typu giełda pomijając, bo chodzi o długoterminową, stabilną i pasywną inwestycję).

    Jedyny realnie działający sposób na rozwiązanie tego dylematu to jest połączenie właśnie dostępności mieszkań komunalnych, utrudnień dla hurtowej spekuły (nie trzeba nic uniemożliwiać, starczy właśnie utrudnić i opodatkować- jakkoliwek) i dać alternatywę dla zwykłych ludzi z odrobiną pieniędzy.
    We współczesnym świecie jednym z niewielu rozwiązań problemu atlernatywy inwestycyjnej była niemiecka fotowoltaika od 2005 do faktycznego rozmontowania tego w 2012-2016.
    Zasady były łatwe i proste, inwestycja pasywna jak mieszkanie, skala dostępna jako alternatywa dla zakupu mieszkania pod wynajem. Merkel razem z lobby prorosyjsko-przemysłowym to starannie rozmontowała i nic już nie zostało, ale to właśnie Niemcy były chyba jedynym krajem, gdzie gorąca kasa z 2004-2008 nie zrobiła bani na nieruchomościach. Za to jest ona teraz, po rozmontowaniu tego systemu.

  18. @RE:

    Czarno widzę realizacje tego scenariusza w Polsce.
    Klasa srednia i upper w Polsce zaczadzona jest ideologią energii atomowej, o OZE uwaza, ze to nie dziala, nie ma szans dzialac, nie moze sie udac, w Polsce nie ma sensu.

    To jak walenie glowa w mur – sam wiesz, ze tak jest, ile razy probowales kogos przekonac, z jakim skutkiem? Nie ma lepszej “inwestycji” niz wlasny dom, kropka. I tyle.

  19. @futrzak
    A czy ja mówię, że to jest teraz możliwe i wykonalne w Polsce? Wydawało mi się, że dyskutujemy o tym jak to zrobić, tak w ogóle, a nie czy da się w określonym miejscu i czasie. Niemcy były przez chwilę w bardzo dobrym położeniu i poza tym nie kojarzę żadnego miejsca ani czasu kiedy gdziekolwiek się udało znaleźć inny dobrą równowagę pomiędzy tymi sprzecznymi interesami. W peryferii importującej i imitującej rozwiązania tym bardziej się nie da.

  20. Futrzaku,

    niewiele osób jest zaczodzonych ideologią elektrowni atomowej w Polsce. Może Jurasz (dyplomata) i paru innych rzeczywiście tak. Ale ja w tej elektrowni widzę smutny realizm.
    Szansa, że systemowo stworzymy nowoczesną sieć energetyczną do wykorzystania OŹE jest znikoma. Szansa, że przepłacając ktoś nam zbuduje elektrownię atomową – niewiele większa, ale jest.
    I dodatkowo szansa na energetykę w Polsce w 100% z OŹE jest póki co nierealna.
    I chyba to ciche przyzwolenie na elektrownię atomową. Naprawdę chciałbym, by powstała, ale to tylko kolejne CPK/pałac Saski. Miejsce do wykradzienia następnemu pokoleniu miliardów złotych.

  21. @Wojtek:

    Zgadzam sie, ze szansy na stworzenie nowoczesnej sieci energetycznej opartej o OZE w Polsce raczej nie ma.

    Natomiast niestety od ładnych kilku lat obserwuje trend (nazwalam to roboczo zaczadzenie ideologia EA) w Polsce polegajacy na tym wlasnie: ze lekarstwem na wszelakie problemy energetyczne Polski ma byc budowa elektrowni atomowej. To mowia wszyscy znajomi, to jest w oficjalnym programie Razem, to mowia politycy PiS, to przewija sie w mediach glownego nurtu.

    Jest to dla mnie niepojęte, ze oni wszyscy po pierwsze przyjeli za pewnik milczace zalozenie, ze Polska MUSI byc autarkią energetyczną, po drugie ze EA jako baseload w sieci swietnie wspolpracuje z OZE (ze co???), a po trzecie ze bez EA nie ma nowoczesnej sieci energetycznej.

    Normalnie ręce opadaja, a ja zastanawiam sie, skąd sie te chore przekonania biorą. Bo to ewidentnie jest ideologia, a nie poglądy oparte o obecny stan nauki i technologii.

  22. @futrzak

    Podejrzewam, bo dowodów na to nie mam, że z tą elektrownią atomową, to może być zinternalizowane zapotrzebowanie na broń atomową… a jak wiadomo, elektrownia jej uzyskanie może – w przekonaniach ludzi – ułatwić.

    Podejrzewam, że takie podejrzenia mogą generalnie nasi duzi sąsiedzi (DE i RUS) żywić i dostają piany na ustach z tego samego powodu.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: