Posted by: futrzak | 14 April 2022

Stopa dyskontowa czyli bajki dla naiwnych

Jakiś miesiąc temu pisałam na temat inflacji, wywiązała się dyskusja, w której padł argument o tym, jak państwo kontroluje inflację za pomocą stopy dyskontowej:

“o ile to banki prywatne faktycznie generują ponad 95% podaży pieniądza, to jednak państwo ma duży wpływ na wysokość inflacji. A konkretnie – banki centralne (choć zdaje się, że bank centralny USA to jakiś dziwny półprywatny twór) za pomocą stopy dyskontowej. Jej wysokość, jak i inne instrumenty które ma bank centralny, wpływają bezpośrednio na akcję kredytową banków. A to właśnie udzielanie kredytów przez banki to wspomniana podaż pieniądza.”

Cóż, ja od czasu Wielkiej Recesji powtarzam, że ten model nie działa i że państwo już nie ma nad tym kontroli. Niestety, wielu ludzi jakos to nie przekonuje, ale może przekona ich wywiad Sroczyńskiego z ekonomistą Marcinem Wrońskim, byłym pracownikiem nadzoru bankowego.
Niektóre fragmenty przydałoby się wydrukować złotą farbą i powiesić na ścianie, doprawdy:

Ten WIBOR to co to dokładnie jest?

Nikt nie wie. Teoretycznie to koszt pozyskania pieniędzy, jaki ponoszą banki w transakcjach między sobą, czyli gdyby bank A potrzebował stu milionów złotych na swoją akcję kredytową i musiał je pożyczyć od banku B, to musiałby mu zapłacić tyle, ile wynosi WIBOR. Tyle że to są stawki czysto teoretyczne, bo banki sobie prawie nie pożyczają.

Jak to?

Nie pożyczają, bo nie muszą. Siedzą na górze pieniędzy z naszych depozytów. W efekcie WIBOR nie jest wyznaczany na podstawie realnie zachodzących transakcji między bankami, ponieważ takich transakcji jest bardzo mało, a na podstawie kwotowań banków opartych o ich wewnętrzne modele.

Kwotowań opartych o wewnętrzne modele?

Istota problemu polega na tym, że kiedy rosną stopy procentowe NBP, to w ślad za nimi rośnie też WIBOR, bo – teoretycznie – banki ponoszą wyższe koszty kredytów. Tyle, że to jest fikcja, bankom wcale nie rosną koszty udzielanych kredytów, skoro swoją akcję kredytową finansują przede wszystkim z naszych depozytów. Występuje wysoka nadpłynność, to znaczy Polacy deponują w bankach dużo więcej środków niż od banków pożyczają. Ta różnica wynosi kilkaset miliardów złotych.

Zaraz. Czyli podnoszenie stóp przez NBP nie podnosi bankom kosztów udzielanych kredytów?

W ogóle. One nadal mają pieniądze tanio od nas. Przecież oprocentowanie depozytów prawie nie rośnie.

A raty kredytów mimo to rosną?

Otóż to. Każdy punkt procentowy, o który rosną stopy NBP, a potem WIBOR, to kilka miliardów dodatkowych zysków dla banków. I pojawia się pytanie, czy – zwłaszcza w sytuacji wojny na Ukrainie – powinniśmy się godzić na dodatkowe zyski banków, które de facto są transferem od gospodarstw domowych w Polsce do sektora finansowego, a następnie do właścicieli banków. Szczególnie trudna jest sytuacja kredytobiorców, którzy wzięli kredyty w okresie pandemii, kiedy stopy procentowe NBP były na rekordowo niskim poziomie – 0,1 procenta. WIBOR wynosił wtedy 0,21, teraz wynosi ponad 5 procent. To jest gigantyczny skok.

TL:DR:
Polacy są koncertowo r*chani przez banki, ale zamiast się zbuntować, to potulnie biorą kredyty, a gdy ktoś próbuje ich uświadomić, to twierdzą, że tak musi być, a w ogole to nikt nie zmusza do brania kredytu. Mind boggling. Ciekawe, jakiej ilości eksmisji i bankructw trzeba, żeby się obudzili z tego durnego letargu i przestali powtarzać jak papugi, że “zły Glapiński”?


Responses

  1. Ogólnie to nie kojarzę słabego wywiadu Sroczyńskiego, są tylko takie sobie i bardzo dobre IMHO ;)

    Osobiście najbardziej spodobał mi się poniższy fragment, zaraz go wyślę pewnemu koledze który kilka miesięcy temu mówił że “gdyby tylko podnieśli stopy do ok. 10% to inflacja zostałaby zduszona” – taka złota myśl wyrażona po lekturze jakiejś knigi ekonomicznej sprzed kilkudziesięciu (!) lat :P (pech chciał, że, jak piszesz, i jak mówi pan z wywiadu, to se ne vrati)

    ===
    *Teraz inflacja wynosi około 11 procent. Według podręcznika ile powinny wynosić stopy procentowe?*

    Na tak sformułowane pytanie nie da się odpowiedzieć. Już się nie da.

    *Już?*

    Bo gospodarka światowa bardzo się zmieniła i stare podręczniki nie do końca działają. Historycznie kilkadziesiąt lat temu stopy procentowe były blisko inflacji, czyli według tych starych recept powinny wynieść teraz jakieś 10 procent.

    *Wtedy rata kredytu z 2 tysięcy złotych skacze na 5 tysięcy?*

    Tak. Ale dzisiaj politykę pieniężną prowadzi się inaczej, więc stopy tak nie poszybują. Trzeba też pamiętać, że obecna inflacja w dużej mierze determinowana jest podażowo, czyli istotną jej przyczyną jest to, że drożeją nośniki energii czy ceny frachtu. Na taką inflację bank centralny nie bardzo ma wpływ. Nie ma sensu podnosić stóp procentowych do 10 procent, bo to i tak nie zmieni ceny gazu.
    ===

  2. @Matt Macief:

    Daj znac, jak kolega zareagowal na ten wywiad…

  3. W wywiadzie pojawiły się pytania czy stopa dyskontowa ma wpływ na inflację i na koszty finansowania się banków, ale nie został poruszony temat, jaki jest wpływ oprocentowania kredytów na ceny mieszkań. Otóż skoro oprocentowanie kredytu wpływa na zdolność kredytową kredytobiorców: przy założeniu stałych zarobków, wyższe oprocentowanie kredytu oznacza niższą zdolność kredytową, czyli kredytobiorca może pożyczyć mniej. Mieszkania są kupowane na kredyt, więc jeśli wszyscy kredytobiorcy mogą zapłacić mniej, to mieszkania są sprzedawane za mniej. Praktycznie wszyscy milcząco przyjmują kompletnie błędne założenie, że ceny mieszkań to jakaś “zmienna niezależna”, a kredyty muszą się do tych cen dostosować. Jest dokładnie odwrotnie, w każdym momencie historii ludzie kupują mieszkania za tyle, ile mają dostępnych pieniędzy – dostępność kredytu dyktuje ceny mieszkań.

    Dla nowokupujących oprocentowanie kredytu nie ma znaczenia – liczy się całościowa miesięczna kwota, która zależy od wysokości kredytu (ceny mieszkania) i oprocentowania.

    Oczywiście, jeśli już ktoś kupił mieszkanie, to bardzo by chciał, żeby stopy procentowe spadły, żeby jego miesięczna rata zmalała – prznajmniej, żeby nie wzrosła. A że to wydyma kogoś, kto dopiero zamierza kupić mieszkanie, bo obniżenie oprocentowania podniesie ceny mieszkań? Na pohybel z nimi, prawda? Zawsze sobie mogą starsi wytłumaczyć, że młodzi są roszczeniowi i leniwi i dlatego nie mogą sobie pozwolić na mieszkanie.

    Presja polityczna na pomoc dla istniejących kredytobiorców i właścicieli mieszkań jest ogromna, nawet jeśli jest to kosztem przyszłych kredytobiorców i właścicieli mieszkań. To jest naprawdę fascynujące, żeby obserwować jak lewica (Sroczyński) i prawica (Tusk/Platforma) mówią jedym głosem – “nie można doprowadzić do wzrostu oprocentowania kredytów!” (czyli: “nie można doprowadzić do spadku cen mieszkań!”). I transfer międzypokoleniowy od młodych do starszych trwa w najlepsze, jak na Zachodzie.

    Także młodzi ludzie, jeśli mieszkań jeszcze nie macie – zastanówcie się, na kogo głosujecie: czy na prawicę czy na lewicę, to nie ma znaczenia, lewica i prawica w obecnych programach wydymają was na mieszkaniach – waszym największym wydatku w życiu. Domagajcie się dobrych rozwiązań i zagłosujcie na tych, którzy sensowną alternatywę przedstawią. I nie, ani luzowanie kredytów ani oferowanie mieszkań komunalnych nie jest akceptowalne. Można i trzeba domagać się więcej.

  4. To są wszystko sztuczne instrumenty, które mają tworzyć wrażenie, że system dalej funkcjonuje. Niestety, nie funkcjonuje, turbulencje przed nami.
    Pozdrawiam


  5. ani oferowanie mieszkań komunalnych nie jest akceptowalne

    Nie jest akceptowalne chyba tylko dla deweloperow i tych, co zyja z wynajmu.
    Dla tych w istocie skonczylaby sie bonanza.

    Normalni ludzie, ktorzy zarabiaja pensję minimalna i niewiele ponad medianę na mieszkaniach komunalnych tylko skorzystaja.

  6. @futrzak
    Nie jest akceptowalne oferowanie mieszkań komunalnych dla ludzi, którzy byliby w stanie kupić sobie mieszkanie, gdyby ich ceny nie poszybowały w kosmos w ostatnich 2 dekadach. Wielu ludzi zdaje sobie sprawę, że kiedyś pracownik o podobnych lub niższych zarobkach niż oni obecnie mógł kupić mieszkanie. System zdegradował społecznie całe grupy zawodowe, dawanie im mieszkań komunalnych legitymizuje ten system i ich degradację. Taki plaster na syfa, że zacytuję ciebie.

    Mieszkanie to towar, produkuje się go z materiałów budowlanych i robocizny, nie ma powodu, żeby kosztowało więcej niż materiały budowlane i robocizna, pi razy drzwi, całość około 3x średnia krajowa. Do tego dochodzi działka, ale jak ostatni raz sprawdzałem, nikt nie ponosił kosztów producji działek. Powtarza się, że w Polsce ludzie są biedni, ale to żaden argument – znaczy to tyle, że i praca budowlańców będzie tania, proporcjonalna do innych płac Polaków. Nie mam nic przeciwko mieszkaniom komunalnym dla naprawdę najuboższych, ale nie udawajmy, że jak około połowa ludzi (wg ciebie – poniżej mediany) trafia do kategorii “osoby najuboższe”, to jest cacy i wystarczy im dać komunalne. Dużo, dużo więcej ludzi, niż obecnie, powinno być stać na własne mieszkanie.

    Natomiast co do mojej uwagi – odwrotna zależność pomiędzy oprocentowaniem kredytów i cenami mieszkań to jest po prostu fakt. Nie ma to najmniejszego wpływu na dostępność mieszkań, Sroczyński na ten temat się nawet nie zająknął, artykuły w Wyborczej z tytułami “Teraz Polaków nie będzie stać na mieszkania” to po prostu historycznie patrząc – bzdury. W powojennych latach oprocentowanie w krajach zachodnich było dużo wyższe niż obecnie i odsetek ludzi we własnych mieszkaniach – też wyższy niż obecnie.

    Obniżenie rat powoduje, że ceny mieszkań rosną; ludzie, którzy już mieszkanie mają, dostają do kieszeni dodatkowe, i co ważne – niezarobione pieniądze, kosztem tych, którzy planując zakup mieszkania te wyższe ceny muszą zapłacić. Podwyższenie rat miałoby efekt odwrotny i byłoby korzystne dla kupujących, kosztem tych, którzy mieszkanie już mają. Rozumiem, dlaczego politycy, niejednokrotnie mając kilka mieszkań, lubią obniżać raty kredytu, podnosi im to wartość ich majątku w nieruchomościach. Szkoda, że lewica jest w tym samym klubie, i bez zająkniecia broni niskich rat, ostentacyjnie pomagając “kredytobiorcom”, bez żadnej refleksji, że pomaga istniejącym kredytobiorcom kosztem przyszłych kredytobiorców.

  7. @Piotr Wasik

    System zdegradował społecznie całe grupy zawodowe, dawanie im mieszkań komunalnych legitymizuje ten system i ich degradację

    Jakąś gimnastykę kazuistyczną tutaj uprawiasz. Owszem, neoliberalizm zdegradowal społecznie całe grupy zawodowe, nie tylko w Polsce. Natomiast wytlumacz mi w jaki sposob budownictwo komunalne (affordable housing, social housing) legitymizuje ten system, bo nie widzę.
    Tlumaczenie najlepiej zrób na przykladzie Finlandii, bo to jest jedyny kraj w UE ktory zlikwidowal bezdomnosc, a ich programy affordable/social housing sa success story.


    Mieszkanie to towar

    Tylko w neoliberalizmie. W Finlandii wladze uznaly, ze mieszkanie jest prawem kazdego czlowieka, a nie towarem, za tym poszly programy affordable housing. Efekt: zlikwidowali bezdomnosc.

    odwrotna zależność pomiędzy oprocentowaniem kredytów i cenami mieszkań to jest po prostu fakt.

    Nie, to nie jest zaden fakt tylko zaleznosc ktora mozna obserwowac w okreslonym systemie gospodarczo-politycznym, neoliberalizmie, gdzie sa takie a nie inne rozwiazania prawne faworyzujace interes bankow plus prawie zerowe regulacje dotyczace rynku nieruchomosci.

    W kraju, w ktorym obecnie mieszkam (od 7 lat) tej zaleznosci nie ma. No ale tutaj panstwo zalozylo komercyjnym bankom potężny kaganiec z jednej strony, a z drugiej istnieja rozwiazania faworyzujace najem dlugodystansowy, plus istnieja rozwiazania bardzo faworyzujace tworzenie spółdzielni.

  8. Futrzak “neoliberalizm zdegradowal cale grupy spoleczne, nie tylko w Polsce”

    Unikalbym tego rodzaju demagogii. Polacy ( wraz z Rumunami, Litwinami, Wegrami, itd. ) pelnia role podobna do tej ktora pelnia lamistrajki. A wiec przyczyniaja sie do tej degradacji “calych grup spolecznych” w krajach zachodnich.

  9. Szanuję Wrońskiego (znam od lat), czytam z ciekawością, ale przyznam, mam trochę WTF jak czytam _Marcin Wroński (1994)_.

    Czy ten rocznik nie powinien być w gimnazjum?
    (sytuację utrudnia fakt, że moje dziecko jest z tego rocznika)

  10. @siwa:

    Sprawdzanie dat urodzenia ludzi powoduje wrzody na zoladku :) wiec przynajmniej ja nie sprawdzam :)

  11. @futrzak
    “w jaki sposob budownictwo komunalne (affordable housing, social housing) legitymizuje ten system, bo nie widzę.”

    Nie mam nic przeciwko temu, żeby mieszkania komunalne służyły jak siatka ratunkowa, żeby nie spadać w bezdomność.

    Ale oczywiście, że monumentalny projekt wybudowania komunalnych dla POŁOWY (twoje odniesienie do mediany zarobków) zatrudnionych legitymizuje system, w którym połowa zatrudnionych nie jest w stanie kupić sobie mieszkania, bo (1) nie mają szans odłożyć jakiejkolwiek kwoty (jak to napisałaś, za dużo, żeby zdechnąć, za mało, żeby żyć) i (2) mieszkania są za drogie. Bo skoro “państwo da komunalne”, to po co się zastanawiać, dlaczego np. murarz nie jest w stanie odłożyć na tyle pieniędzy, żeby (pośrednio) zapłacić innym murarzom (w sumie za parę osobomiesięcy może) i za materiały budowlane. Bo jak się zastanowić, to jest absurd, nie? I potem, po wybudowaniu milionów mieszkań, mamy dwa równoległe światy: w jednym pracuje się za grosze i dostaje mieszkania z przydziału na wynajem od państwa po ustawieniu się w kolejce, bez komfortu bycia na własnym, wyboru miejsca itd, i drugi świat, gdzie wprawdzie ma się własne mieszkania, które się wybrało, ale oddaje pół zarobków na hipotekę? Dziękuję za taki raj.

    “odwrotna zależność pomiędzy oprocentowaniem kredytów i cenami mieszkań to jest po prostu fakt. Nie, to nie jest zaden fakt tylko zaleznosc ktora mozna obserwowac w okreslonym systemie gospodarczo-politycznym, neoliberalizmie,”

    Okay, załóżmy, że kupujesz w nie-neoliberalizmie 100 obligacji państwowych, po 100zł każda, płacące corocznie kupon w wysokości 5zł. Czyli oprocentowanie obligacji państwowych wynosi 5%. Masz obligacje wartości 10,000zł. Teraz, państwo chce obniżyć oprocentowanie obligacji, więc następna emisja obligacji za 100 zł każda ma kupony w wysokości tylko 3zł, nie 5zł.

    Na drugi dzień ktoś chce kupić obligacje za 10,000zł: może na rynku pierwotnym, dostanie 100 obligacji z kuponami 3zł, czyli 3%. A twoje dalej płacą 5zł. Więc, jak ten ktoś skupi od ciebie za 166zł każdą obligację, która płaci 5 złotowe kupony, to też dostanie 3% ze swoich wydanych 166zł, tak? Więc dla tego kupującego nie ma znaczenia czy

    * kupi za 10,000zł obligację na rynku pierwotnym (100 obligacji z kuponem 3zł każda) czy
    * od ciebie za 10,000zł, 60 obligacji płacąc 166zł za obligację, z których każda płaci 5zł kupony

    bo tak czy inaczej będzie miał rentowność zakupu 3% rocznie. Jeśli tego nie akceptujesz, i dalej sie upierasz, że twoje obligacjie są warte 100zł za sztukę, a nie skokowo ich wartość wzrosła do 166zł, to ja je od ciebie odkupię i sprzedam komuś od razu za 166zł za sztukę. W nie-neoliberalizmie. W żadnym momencie nie potrzebowałem się odnieść się do jakichś mitycznych założeń neoliberalizmu, wystarczy koncepcja pieniędzy (moje 100zł jest tyle samo warte, co twoje 100zł), obligacji czyli pożyczek i arytmetyka, która mówi, że większy procent od mniejszej kwoty to jest to samo, co większy procent od mniejszej kwoty.

    Także, droga lewico, neoliberalizm czy nie, nie upierajcie się przy niskich stopach procentowych, bo pomagając bieżącym kredytobiorcom, szkodzicie przyszłym kredytobiorcom.

    “W kraju, w ktorym obecnie mieszkam (od 7 lat) tej zaleznosci nie ma.” – LOL. zobacz powyżej. Nieruchomości są bardziej skomplikowane niż obligacje, ale mechanizm jest ten sam.

    “No ale tutaj panstwo zalozylo komercyjnym bankom potężny kaganiec z jednej strony, a z drugiej istnieja rozwiazania faworyzujace najem dlugodystansowy, plus istnieja rozwiazania bardzo faworyzujace tworzenie spółdzielni.”

    Tak, wszystkie te mechanizmy regulują maksymalną wartość kredytu (podobnie jak oprocentowanie) – i przez to, regulują ceny nieruchomości.

    (1) maksymalny dozwolony mnożnik dla hipoteki relatywnie do dochodów występuje w chyba każdym kraju, ale co z tego, kiedy politycy lubią go bezmyślnie podnosić, jak Ardern w Nowej Zelandii w ubiegłym roku. I myślisz, że ma znaczenie, że ona jest z partii lewicowej? Podkręciła ceny nieruchomości, ogłaszając to, jako pomoc w zakupie mieszkań :)

    (2) najem długodystansowy – mam nadzieję, że w komunalnych, bo jak w prywatnym sektorze, to nie można jednocześnie wspierać “sektora najmu” i “własności mieszkań”. Każdy długodystansowy najemca mógłby pozwolić sobie na kupno mieszkania.

    (3) spółdzielnie funkcjonowały też w UK, nic nowego. Building society nie może udzielać pożyczki, jak bank (na “weksel”), tylko może recyklować oszczędności wpłacane przez innych.

    To są konkretne mechanizmy (oprócz 2), które regulują ilość kredytu. Słowo wytrych “neoliberalizm” już praktycznie nie ma żadnego znaczenia, musisz pokazać konkretne mechanizmy.

  12. @futrzak

    aha, jeszcze:

    “Mieszkanie to towar

    Tylko w neoliberalizmie. W Finlandii wladze uznaly, ze mieszkanie jest prawem kazdego czlowieka, a nie towarem, za tym poszly programy affordable housing. Efekt: zlikwidowali bezdomnosc.”

    Zgadzam się, że to prawo człowieka, dlatego chciałbym tak zorganizować system, żeby jak najwięcej ludzi mogło sobie kupować je na własność, wybierać, gdzie chcą mieszkać, dekorować, robić dziury w ścianach itd. Po naprawie systemu, komunalne zamiast bezdomności, jak najbardziej.

    A poza tym, skąd to fałszywe przeciwstawienie, jak prawo człowieka, to nie może być towarem, który się produkuje?

    A skąd niby bierze się chleb? Prawo człowieka, ale i towar, który ma koszty produkcji itd.

    I o co ci tak naprawdę chodzi, przecież podałem naprawdę niski pułap cenowy, ile mogłoby kosztować mieszkanie, gdyby nie obecny, pokrętny system?


  13. A poza tym, skąd to fałszywe przeciwstawienie, jak prawo człowieka, to nie może być towarem, który się produkuje?

    Przeciwstawienie owo bierze się ze znaczenia słów, ktore wlasnie uzyles.

    towar: produkt przeznaczony do sprzedaży. Uosabia społeczny stosunek sprzedawcy i nabywcy, jest przeznaczony do wymiany i posiada właściwości zaspokajania określonych potrzeb

    prawa czlowieka (patrz: Europejska Konwencja Praw Czlowieka)

    Jedno z drugim sie wyklucza, weźmy na przyklad prawo do wolności.
    Co sie dzieje, jesli utowarowimy wolnosc ludzka? No wtedy ludzi mozna sprzedawac i staja sie niewolnikami. A w EKPC jak wół stoi zakaz niewolnictwa.

    Czy juz rozumiesz, czy dalej nie?

  14. Jest reakcja kolegi na wywiad. Szczerze mówiąc, niestety taka jakiej się spodziewałem… -_-‘

    “Co do tego, że gospodarka światowa się zmieniła, no nie, sposoby tłumienia inflacji są, były i będą takie same :D”

  15. @Matt:

    Tia…. popros go o wymienienie tych sposobów i opisanie, jak dzialaja. Stawiam dolary przeciwko orzechom, ze nie będzie potrafil.
    To jest takie pytanie kalibrujące. Jak ktos nie potrafi opisac dzialania mechanizmow, przy ktorych sie upiera, ze istnieją/są prawdziwe/nie zmienily się, to znaczy ze ich nie rozumie. Czyli, powtarza nadaną przez kogoś innego ideologię.

  16. @Futrzak: ponoć FED chce tak “labor markets are too tight, wages are rising too quickly, workers have too many options, and we need to shift bargaining power back toward the bosses”. Tak to podsumował JWMason na blogu (źródło: https://jwmason.org/slackwire/inflation-interest-rates-and-the-fed-a-dissent/)

  17. @mall:

    Dobrze, ze w koncu ktos to glosno przyznaje, zle ze jakos media nie spiesza sie z pisaniem o tym i oczadzenie mantra “bank musi podniesc stopy procentowe zeby zdusic inflacje” trwa nadal.

    Slowem, jestesmy w sytuacji, ze muzyka przestala grac, ale wszyscy udaja, ze nic sie nie stalo i podtrzymuja iluzje.
    A przynajmniej w USA przyczyna inflacji jest inna i ten gosciu to przyznaje:

    “The reason that rents (and housing prices generally) rise faster than most other prices generally, is that we don’t build enough housing. We don’t build enough housing for poor people because it’s not profitable to do so; we don’t build enough housing for anyone in major cities because land-use rules prevent it.
    Rising rents are not an inflation problem, they are a housing problem. The only way to deal with them is some mix of public money for lower-income housing, land-use reform, and rent regulations to protect tenants in the meantime. Higher interest rates will not help at all — except insofar as, eventually, they make people too poor to afford homes.”

  18. @Futrzak: myślę, że na zachodzie doskonale zdają sobie sprawę z tego, że inflacja jest ściśle powiązana z pozycją przetargową pracowników. Jak rozumiem argumentację A. Tooze większość banków centralnych z reform w latach 70 ma za główny cel walkę z inflacją właśnie po to aby trwale osłabić pozycję przetargową pracowników. W ten sposób nie ma szans zaistnieć argument stosowany wcześniej przez związki zawodowe “ceny rosną i żądanym podwyżek”.

  19. @mall:

    Tak, tyle ze te magiczne zaklęcia z podnoszeniem/obnizeniem stóp procentowych nie dzialaja. Ze obnizka daje absolutnie nic, to bylo widac w Great Recession 2008. Stopy procentowe w ktoryms momencie byly nawet ujemne, a banki jak miały w d* wznowienie akcji kredytowej, tak mialy i nic ich nie ruszalo.
    Dzis w USA inflacja jest najwieksza od dekad, nawet ta mierzona oficjalną miarka (ktora mozna sobie w d* wsadzic, co juz ustalilismy wczesniej :) – wiec narracja o walce z inflacją myśle zostanie przez ludzi odrzucona.

    Ba.
    Od dluzszego czasu rosna zastępy mlodych ludzi, ktorzy …. nie robią nic. Bo po co? Zadluzyc sie po dziurki w nosie zeby dostac dyplom licencjata, po nim miec prace, ktora nie wystarcza nawet na utrzymanie, a co dopiero na splate dlugow czy tez “fanaberie” kupna wlasnego domu….skonczyla sie motywacja do zapierdolu, i ja sie nie dziwie.

  20. Zgodnie z przewidywaniami, od wspomnianego kolegi nie doczekałem się żadnych konkretnych wyjaśnień…

    Dostałem tylko polecenie, by douczyć się o inflacji, i o tym co o niej pisali Keynes i Friedman (którzy z jakiegoś powodu zostani wymienieni razem, mimo że, z tego co wiem, reprezentowali zupełnie inne szkoły ekonomiczne…)

    No cóż… ¯\_ (ツ)_/¯


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: