Posted by: futrzak | 11 December 2021

Regenerative agriculture

czyli rolnictwo regeneracyjne.
Termin w Polsce mało znany, chociaz ostatnio modny sie zrobił na tyle, że nawet Nestle poszło w ostry lans i kampanię marketingową pod tym hasłem. Tyle, że w ich wydaniu to jest kompletne pustosłowie, za którym nie stoją żadne faktyczne działania.

Bo powiedzmy sobie szczerze: prowadzenie praktyk rolnictwa regeneracyjnego na przemysłową skalę i to jeszcze przy monokulturwych uprawach jest bardzo trudne i bardzo czasochłonne. To nieznany obszar, gdzie trzeba samemu bawić się w naukowca w praktyce, bo obecna wiedza zgromadzona na uczelniach agrotechnicznych jest kompletnie nieadekwatna.

Niemniej, są ludzie, którzy odnieśli sukces.
Jednym z nich jest Leontino Balbo – wiceprezydent Balbo Group, największego brazylijskiego hodowcy trzciny cukrowej metodą organiczną.

Artykul z Wired zaczyna się od “whole life story” – pojęcia nie mam, na ile ona jest autentyczna, wszak w wypadku kasty najbogatszych takich historyjek produkuje się mnóstwo, zeby ocieplić wizerunek.
Niemniej, nie ma to znaczenia.
Być może Balbo, gdyby był normalnym farmerem, nie zrobilby nic – wszak dojście do dzisiejszych rezultatów zajeło mu dekady no i kogo jest stać “set aside 16,000 hectares of the family plantation and began to change how it was farmed” [odstawić “na bok” szesnaście tysięcy hektarów rodzinnych gruntów przeznaczonych pod uprawę i zacząć zmieniać metody tejże uprawy].

Pierwsza praktyka, stosowana tradycyjnie w uprawie trzciny, która była do likwidacji, to wypalanie przed żniwami. Wypalanie zabija insekty i węże oraz spopiela “śmiecie” (żywe i uschłe liście) przez co samo wycinanie jest znacznie łatwiejsze. Tyle, że taka praktyka jest szkodliwa dla środowiska: ścięta trzcina musi być dokładnie umyta, co pochłania ogromne ilości wody (3 miliony litrów wody na godzinę – aczkolwiek nie jest podane przy jak duzej ilości samej trzciny), a poza tym materia organiczna jest zabierana z pola i nigdy tam nie wraca, więc gleba jałowieje.

Balbo spędził 5 lat (1988-1993) na skonstruowaniu maszyny do ścinania jeszcze zielonej trzciny, takiej, która od razu szatkowałaby resztki i rozrzucała je na polu. Następny do poprawy był problem kompresji gleby – bo ciężki sprzęt ją prasował, przez co wchlanialność wody się zmniejszała, a sama gleba zamieniała w martwe klepisko.

Największy jednak problem do pokonania to była rekultywacja gleby i zorganizowanie wszystkiego tak, żeby przy monokulturowej uprawie mieć biodynamiczną równowagę całego, bioróżnorodnego ekosystemu.
Long story short – Balbo pod drodze zaliczał spektakularne porażki, zanim po 27 latach osiągnął wreszcie punkt, w którym wzrosła wydajność, a spadły koszty produkcji cukru i etanolu.
Dzisiaj skupia się na docieraniu do jak największej liczby ludzi, którzy mogą i chcą przejść na rolnictwo regeneracyjne.

Szkoda, że w corpokapitalistycznym modelu biznesu nie ma miejsca na takie rolnictwo. Korporacje typu Monsanto są zainteresowane jedynie powiększaniem zysku shareholders w każdym kwartale, a to najłatwiej osiągnąć uzależniając farmerów z całego świata od swoich opatentowanych odmian (np. soi) i środków chemicznych typu glifosat. Ze w ten sposób niszczy się glebę zamieniając ją w martwy ugór? Who cares, ważne zeby sie tabelki w excelu zgadzały….


Responses

  1. Trójpolówka dobra na każde pole.

  2. @prezio:

    Trójpolówka nie ma nic tu do rzeczy. A jeśli myślisz, ze ma, to znaczy ze nie rozumiesz, na czym polega rolnictwo regeneracyjne.

  3. @prezio
    Wiesz, przez te kilkaset lat wymyślono jeszcze np. płodozmian. (Niestety, wymyślono też gospodarkę rabunkową metodami przemysłowymi, na skalę planety). Oczywiście to inna sprawa, jak już ci Futrzak powiedziała.

    @temat notki
    W międzyczasie: w miastach w Polsce skoszoną trawę i opadnięte liście zaciekle wywozi się w diabły, sprzyjając wyjaławianiu gleby. Wiem, że to nie rolnictwo, ale przykład jest bardziej jaskrawy – w zieleni miejskiej nie ma żadnej produkcji ani żadnych zysków do osiągnięcia.

    Monsanto zostało z pięć lat temu kupione i wchłonięte przez Bayer. Tak na marginesie, bo przecież metody przemysłowe się nie zmieniły.

    @”uzależniając farmerów z całego świata od swoich opatentowanych odmian”

    Smutna rzeczywistość jest taka, że wyspecjalizowane, nietradycyjne odmiany funkcjonowały na identycznych zasadach zawsze i wszędzie. Zawsze było tak, że chcąc mieć daną odmianę zboża, trzeba było ziarno zasiewowe “rasowe” kupić. Inaczej po paru latach miało się mieszankę “rasowego” z tym, co mieli sąsiedzi. (Przekaz ustny członków rodziny, którzy się tym zajmowali na swoim polu, jeszcze za głębokiego PRLu). Oczywiście nie podpisywali żadnych umów licencyjnych, ale też nie była to skala rolnictwa porównywalna z panem Bowmanem (tym od flagowej sprawy Monsanto przeciw Bowman).

  4. @Andrzej B:

    “W międzyczasie: w miastach w Polsce skoszoną trawę i opadnięte liście zaciekle wywozi się w diabły, sprzyjając wyjaławianiu gleby.”

    — widzialam to w USA, w Argentynie, w wielu innych krajach Ameryki Poludniowej. Domyślam się, ze to samo dzieje sie w wielu krajach Europy. Niestety.

    Co do patentowanych odmian: masz rację, ale w USA problem sięga nawet dalej, bo komuś coś wyrosnie na polu, a wygląda jak opatentowana odmiana, to koncern zniszczy farmera procesami.
    Eh. Smutne to fchuj.

  5. “— widzialam to w USA, w Argentynie, w wielu innych krajach Ameryki Poludniowej. Domyślam się, ze to samo dzieje sie w wielu krajach Europy. Niestety.”

    U mnie w miasteczku, w Cheshire zostawiaja. I trawe i liscie i galezie. Minusem jest to, ze chodniki sa zasyfione mulch’em, co samo w sobie mi nie przeszkadza, tylko psie gowna trudo dostrzec.

  6. USA pod względem praw patentowych to inny świat.

    W Polsce też jak najbardziej stosowane są licencjonowane odmiany roślin i chcący uprawiać je rolnik powinien opłacać licencję właścicielowi odmiany.
    Sprawy te reguluje ustawa o ochronie odmian roślin. Hodowca posiada wyłączne prawo do wytwarzania, rozmnażania i przygotowania do rozmnażania, oferowania do sprzedaży, eksportu, importu oraz przechowywania materiału siewnego odmiany chronionej. Jeśli takiemu hodowcy, w drodze decyzji, zostanie przyznane wyłączne prawo, odmiana wpisywana jest do Księgi Ochrony Wyłącznego Prawa, którą prowadzi Centralny Ośrodek Badania Odmian Roślin Uprawnych.

    W myśl przepisów rolnik nie musi uzyskiwać specjalnej licencji
    i może wysiewać odmianę chronioną wyłącznym prawem hodowcy, pod warunkiem, że jest to kwalifikowany materiał siewny (zakupiony od dostawcy), lub niekwalifikowany materiał pochodzący ze zbioru z własnego gospodarstwa. Niekwalifikowany materiał ze zbioru może być użyty jako materiał siewny, jeśli został wyprodukowany w tym gospodarstwie i rolnik uiścił opłatę na rzecz hodowcy.

    Z opłaty za użycie materiału ze zbioru, jako materiału siewnego odmiany chronionej wyłącznym prawem, są zwolnieni rolnicy posiadający grunty rolne o powierzchni do 30 ha (w zależności od gatunku może być mniej)

  7. @Marek W:

    O, nie wiedzialam ze w Polsce tak jest :-/
    Milo, ze przynajmniej najmniejsi rolnicy sa zwolnieni od tych opłat, ale nadal to czyste kapitalistyczne bandyctwo.

  8. @nuccio:

    imho zostawianie mulchu na chodniku betonowym jest kompletnie counteproductive… powinno toto byc zamiecione na bok.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: