Posted by: futrzak | 22 November 2021

Stan opieki zdrowotnej w Polsce

omawia Maria Libura. Nic dodać, nic ująć – a smutny to obraz. Od siebie dodam, że ów “czarny scenariusz” jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, biorąc pod uwagę realia Polski. Żaden rząd przez ostatnie dekady nie był zainteresowany przemyślaną reformą systemu opieki zdrowotnej w Polsce, reformą, która zapewniłaby dostęp dla wszystkich do świadczeń na poziomie europejskim.

———————————————————-
“Opiniotwórcza klasa średnia siedzi okrakiem na barykadzie: w dobrym tonie jest popierać protest medyków, ale już wizja wyższej składki zdrowotnej jest jej nie w smak.
Ta grupa nie odczuwa kryzysu tak boleśnie, jak mniej zamożni mieszkańcy małych miast i wsi, bo wciąż korzysta ze względnego luksusu, jaki daje połączenie abonamentu w prywatnej placówce, z którego korzysta się, kiedy problem zdrowotny jest nieskomplikowany, z łatwym dostępem do zaawansowanych technologii medycznych w szpitalach specjalistycznych w dużych ośrodkach.
Ale to powoli się kończy, i to już dziś – mimo abonamentu nie jest łatwo dostać się do specjalisty, bo instytucje komercyjne się zapchały, a największe sieci muszą „optymalizować zasoby”. Zarazem publiczna ochrona zdrowia zaczyna się zwijać nie tylko na poziomie ambulatoryjnym, ale też szpitali.
[…]
Ostatnia próba podniesienia składki zdrowotnej pokazała, że wbrew wszystkim deklaracjom o konieczności wzrostu nakładów na ochronę zdrowia, kiedy pojawia się taka możliwość, to ci, którzy na tym stracą, myślą wyłącznie krótkoterminowym interesem własnej grupy. Wówczas niestraszny nawet blokujący progresywne opodatkowanie sojusz Episkopatu z liberałami.
Warto odnotować, że Episkopat zachował się w tym przypadku całkiem otwarcie jak środowisko korporacyjno-biznesowe, nie głos ludu.
Cierpimy na deficyt zrozumienia, że solidarność w zdrowiu jest opłacalna dla wszystkich, bo za chwilę ten upadający system przestanie obsługiwać kolejne, coraz lepiej zarabiające grupy – nie tylko wykluczonych z małych miejscowości.
A najbardziej załamujące jest, że ludziom wciąż się wydaje, że jeśli zapłacą z własnej kieszeni, otrzymają więcej i w lepszym standardzie. Tymczasem to tak nie działa. Publiczna ochrona zdrowia kontraktuje usługi hurtowo, więc płaci taniej niż pojedynczy człowiek.
[…]
Niebezpieczne są obietnice prostych rozwiązań: np. twierdzenie, że w ochronie zdrowia jest za mało konkurencji. Wprowadzimy wolny rynek, będzie raj.
To dziedzictwo z lat 90., fascynacji wolnym rynkiem. Ignoruje fakt, że zawodność rynku w ochronie zdrowia została już doskonale zbadana i opisana i że ochrona zdrowia to obszar, w którym to nie zadziała.
Stany Zjednoczone – kraj najbardziej dotknięty brakiem kontroli nad konkurencją w zdrowiu, która doprowadziła do inflacji kosztów opieki medycznej – próbują ją od pewnego czasu ograniczyć.
W efekcie Stany mają najwyższe na świecie wydatki na ochronę zdrowia liczone jako odsetek PKB, a efekty – patrząc na mierniki zdrowia populacji – są mierne.
A kiedy porównamy ceny leczenia w USA i Kanadzie, okazuje się, że porównywalne zabiegi w USA potrafią być wielokrotnie droższe, a wydatki na leczenie są główną przyczyną bankructw osób prywatnych.
Dużo mówi się o nadużywaniu świadczeń przez pacjentów, ale podobne pokusy mogą pojawiać się także po stronie świadczeniodawców – jeśli ci są opłacani za usługę i mają interes w tym, żeby świadczyć ich jak najwięcej, i to tych najdroższych.
W USA były spektakularne historie epidemii wszczepiania niepotrzebnych stentów.
Tam, gdzie neutralna strona nie dba o stronę etyczną, dochodzi do świadczenia niepotrzebnych usług albo przerzucania ryzyka przez komercyjnego ubezpieczyciela na pacjenta.
Pacjent nie wie zwykle, jakich zabiegów potrzebuje i czy zostały dobrze wykonane, czyli jako konsument nie jest w stanie ocenić usługi, którą otrzymuje.
[…]
W Polsce jako społeczeństwo chcemy raczej ochrony zdrowia dla wszystkich, bo mamy przekonanie, że nikt nie powinien umrzeć tylko dlatego, że jest biedny.
Ale leczenie wszystkich wcale nie leży w interesie komercyjnych świadczeniodawców, bo nie taka jest logika rynku. System prywatny może sobie świetnie poradzić, obsługując górne 25 proc. pacjentów i windując ceny.
[…]
Mówi się, że jest za dużo łóżek i część trzeba zlikwidować. A przecież liczba łóżek to tylko pochodna organizacji systemu.
Należałoby przeprojektować proces leczenia, a dopiero potem zastanowić się, jak dostosować do niego infrastrukturę – przemyśleć ścieżkę pacjenta w systemie.
Kiepski stan zdrowia Polaków w porównaniu ze średnią unijną wynika z tego, że opieka jest sfragmentaryzowana. Pacjent musi koordynować opiekę sam, a nawet jeśli ma na to siłę i zasoby, to i tak nie jest kompetentny – nie wie przecież, czy konfiguruje ją poprawnie (…). W efekcie nasz system wydaje pieniądze na fragment opieki, a potem marnuje wysiłek pacjentów i zespołów medycznych, przerzucając na pacjenta odpowiedzialność za dalsze leczenie.
Znam historię pacjenta z rozsianym nowotworem, który miał wykonać histopatologię. Placówka lecznicza miała podpisaną umowę z konkretnym wykonawcą badań. Pacjent badanie zrobił, następnie szpital, do którego trafił, uznał, że trzeba je poszerzyć. Zadanie skoordynowania tego, żeby jedno laboratorium przesłało wyniki do drugiego, zostało zrzucone na ciężko chorą osobę w stanie szoku po diagnozie, do tego z ograniczonym – ze względu na zaawansowanie choroby – funkcjonowaniem. W Polsce trzeba mieć rodzinę i przyjaciół, by się skutecznie leczyć.
[…]
Jeśli nie zostaną podjęte reformy, staniemy się krajem z medycyną metropolitalną, skupioną w dużych ośrodkach. Jak to ktoś ładnie nazwał, nastąpi „stomatologizacja” systemu. W czarnym scenariuszu system będzie obsługiwał tylko wyższą klasę średnią z dużych miast.”

zrodlo


Responses

  1. Maria Libura, nie Libera :)

    Envoyé de mon iPhone

    >

  2. “przemyśleć ścieżkę pacjenta w systemie. (…). Pacjent musi koordynować opiekę sam, a nawet jeśli ma na to siłę i zasoby, to i tak nie jest kompetentny – nie wie przecież, czy konfiguruje ją poprawnie”

    “Ścieżka pacjenta” jest projektowana w oparciu o milczące założenie, że pacjent zna system tak samo dobrze, jak projektujący. I że ma w kontaktach na telefonie szerokie grono specjalistów-kolegów, jak projektujący.

    Rzecz wykłada się na tak prostych sprawach, jak lista rzeczy, które ma mieć ze sobą pacjent na planową operację. A co dopiero jak koordynować czy organizować.

  3. @Agata:

    Dzieki, juz poprawione.

  4. @Andrzej B:

    Ja wątpię, ze ktokolwiek cokolwiek tutaj “projektowal” czy zastanawial sie, jak to bedzie wygladac od strony pacjenta.
    Polski system opieki zdrowotnej przypomina Frankensteina, posklejanego na sile z roznych kawalkow, ktore co jakis czas ktos z rządzących odrywa a potem przyczepia w innym miejscu, i tak to funkcjonuje juz od dekad.

  5. właśnie przeczytałem cały wywiad (podesłał kolega, nie wiem od kiedy ale najwyraźniej prenumeratorzy mają taką możliwość) – jeszcze pół biedy żeby problemem było samo niedofinansowanie, ale niestety jest to ten Frankenstein z całą masą problemów, co pięknie zostało wyłożone przez p. Liburę… bardzo przygnębiające to wszystko :(


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: