Posted by: futrzak | 15 October 2021

Piątkowe refleksje pracowe

Zaczęło się od rantu pracowego dziś – szlag mnie trafił na jednego programistę, który wykazał się tak daleko posuniętą ignorancją, że aż mi wszystko opadło.
Żeby sobie ulżyć, wrzuciłam ranta na fejsa, z widocznością tylko dla frendsów. Że wśród swoich frendsów mam bardzo dużo ludzi z branży IT, to zaczęła się dyskusja i ludzie pododawali swoje przykłady, równie porażającej bezmyślności.

Fast forward kilka godzin, doszliśmy do tego, że bardzo wielu obecnych programistów nie ma bladego pojęcia, jak ich kod jest wykonywany. Nie ogarniają, która część jest wykonywana w przeglądarce klienta, która na serwerze webowym, która na serwerze “backendowym”, która przez bazę danych, że ważne są prawa dostępu, ścieżki, proxy, że o czymś takim jak specyficzny OS już nawet nie wspomnę.
No i to wszystko byłoby ok, wszak ludzie nie rodzą się z wiedzą dotyczącą komputerów, tego się trzeba nauczyć ale….

….ale nie nauczą się, jeśli po roku, dwóch pracy są już na stanowisku “senior”, dostają płacę sytuującą ich w górnych 10% zarobków w kraju i mogą przebierać w ofertach jak w ulęgałkach. Co stoi na przeszkodzie w uczeniu się? Przekonanie, że wszystkie rozumy pozjadali i że oni “wiedzą lepiej”, wszak gdyby nie wiedzieli lepiej, nie płaconoby im takich pieniędzy.

Pycha kroczy przed upadkiem, jak głosi stare przysłowie, jednak wymyślone ono zostało w czasach, kiedy osoby decyzyjne miały większe pojęcie o biznesie, którym zarządzały. Dzisiaj taki CEO czy dyrektor generalny nie potrafi odróżnić, kto spieprzył: programista, sysadmin/network/database admin, QA, devop. Żeby odróżnić, musiałby wiedzieć, o czym oni w ogóle mówią, a przecież pojęcia nie ma. Ba, mało, że nie ma, to nawet nie chce mieć.
Efekty końcowe? W razie dużej wtopy, która kosztuje firmę dużo pieniędzy, po łbie najczęściej dostają nie ci, którzy zawalili robotę ale ci, którzy są najmniej lubiani przez kieruwnictwo oraz, khem, khem.. użytkownicy.

A teraz pomyślcie sobie, jak to się kończy w wypadku softu, od którego zależy ludzkie zdrowie, życie i bezpieczeństwo.
Napisano nawet na ten temat książkę:
Broń matematycznej zagłady. Jak algorytmy zwiększają nierówności i zagrażają demokracji. Szczerze polecam do przeczytania, tutaj opis ze strony Empiku:

Książka dedykowana wszystkim przegranym.

Kiedy na świecie żyje ponad 7 mld osób, osobne rozpatrzenie każdego wniosku kredytowego, aplikacji na studia czy ocena indywidualnego pracownika staje się niemożliwa. By przetworzyć taką ilość danych, firmy korzystają z algorytmów. Niezależne i wolne od uprzedzeń, mają tylko jedno zadanie: wskazać poprawny, obiektywny i właściwy wynik.

Problem polega na tym, że te algorytmy pisane są przez ludzi, a ci bardzo rzadko bywają obiektywni. Zaprojektowane przez nich narzędzia zamiast opisywać świat, kreują rzeczywistość zgodnie z tym, w co wierzy ich stwórca. To właśnie Broń Matematycznej Zagłady – BMZ – ten szczególny rodzaj algorytmu, który działa poza prawem i zasięgiem naszego wzroku. Z ich powodu parabanki pogrążają ubogich i zdesperowanych, słabo wykształceni kończą na uczelniach, których dyplomy nie mają żadnej wartości, a osoby ubiegające się o pracę wypełniają kwestionariusze, których precyzji pozazdrościłby niejeden psychoterapeuta. Cathy O’Neil podąża tropem przegranych i skrzywdzonych, odkrywając kolejne Beemzety wszędzie: na uczelniach i w szkołach, w sieciowych restauracjach, służbie zdrowia, internetowych agencjach reklamowych, bankach, towarzystwach ubezpieczeniowych, policji, mediach społecznościowych czy podczas kampanii wyborczych…

O’Neil oczywiście analizowała sytuację panującą w USA – tam Big Data jest używana dziś powszechnie, w Polsce jeszcze do tego daleko, na szczęście, ale co się odwlecze, to nie uciecze…


Responses

  1. Jak ktoś jest mocny w ang, to tutaj książkę może znaleźć

    Click to access Weapons-of-Math-Destruction-Cathy-ONeil.pdf

  2. Swoją drogą, ciekawe i zabawne, że na konserwatywnych i prawackich blogach/stronach również się informacjami o tej książce dzielą :-)

  3. Żona zapytała mnie dlaczego we własnym domu mówię szeptem.
    Odpowiedziałem, że to dlatego, że boję się że Big Data mnie podsłuchuje.
    Żona zaczęła się śmiać.
    Jak też zacząłem się śmiać.
    Po czym zaczęły się śmiać Siri, Alexa i Cortana…

  4. @PawelW:

    Pewnie dlatego, ze jej nie przeczytali…

  5. @Futrzak: ja bym stawiał raczej na to, że chcą tej kontroli.

  6. @mall:

    No ale jakze to, ci milosnicy wolnosci osobistej, niczym nie ograniczonej? :)))))

  7. @Futrzak: Wydaje mi się, że jedno z drugim nie stoi w sprzeczności: nieograniczona wolność nie jest ograniczona wolnością innej jednostki więc zniewolenie innych jest w pełni legitne. Taki trochę lucyferianizm w praktyce :D

  8. @mall:

    No mozna sobie teoretyzowac, ze skoro przymiotnik “nieograniczona” to nieograniczona w istocie niczym, ale przeciez ludzie nie sa bytami idealnie kulistymi zawieszonymi w prózni :)

  9. A tak wracając do tematu posta, ciekawi mnie ilu jest takich niekompetentnych programistów programujących zastosowania newralgiczne dla naszego bezpieczeństwa. To by była niewesoła sytuacja, gdyby np. oprogramowanie do sterowania siecią energetyczną było robione przez takich dyletantów… hmmm
    Co można z tym zrobić?

  10. @PawelW:

    Nie mam niestety zadnego znajomego insidera, ktory pracowalby. w tej branzy, wiec ciezko mi powiedziec. Zalezy tez oczywiscie od kraju (i to bardzo!).

    Natomiast z tego co wiem: branza bankowosci w Polsce (zarowno polskie banki jak i file zachodnich) jezy wlos na glowie. Obsluga wiekszosci instytucji panstwowych tez jest straszna.
    W USA troche inaczej – tam, gdzie branza jest regulowana i ostaly sie zwiazki, nie dali zniszczyc starych procedur bezpieczenstwa.
    W nowych… no coz, pisalam nie raz, ze facebook testuje na produkcji. Sporo innych firm tez. Czesc instytucji publicznych jedzie na jakichs przedwiecznych mainframes, ktore łataja tasma i sznurkiem z powodu braku funduszy. Branza Big Oil tez jest koszmarem, co akurat mialam sama okazje doswiadczyc pracujac zdalnie dla klienta z Texasu obslugujacego istniejace wydobycie. Wrazenie, jakby mnie nagle cofnelo o 2 dekady wstecz, koszmar jakis :-/

  11. Pawle,
    Niewiele można z tym zrobić – tak długo, jak długo decyzje podejmują nie fachowcy z branży (których ewentualnie dokształcono z zarządzania, komunikacji itp), tylko Z Zawodu Dyrektorzy. Czy też Z Zawodu Urzędnicy. Albo inni Z Zawodu Decydenci. A ich istnienie wynika z kształtu naszego systemu gospodarczego, mechanizmów władzy, dziedziczności statusu itepe itede.

  12. @Andrzej B:

    Niedawno o tym pisalam, z linkiem do wywiadu z prof. Moniką Kosterą.
    Nie tyle mechanizmy wladzy, co obowiazujaca od kilku dekad doktryna w szkolach MBA, z ktorych rekrutuje sie obecna kadra zarządzajaca.
    W Polsce tacy sa po SGH oraz wszelakich prywatnych (badz zachodnich) studiach MBA.
    Oczywiscie cale zjawisko jest o wiele bardziej skomplikowane, w Polsce nepotyzm w kregach wladzy i na stanowiskach w instytucjach publicznych istnieje i ma sie znakomicie, ale nie da sie nim wyjasnic tego zjawiska w korporacjach poza Polska.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: