Posted by: futrzak | 28 September 2021

Takie tam uwagi na temat odchudzania

Zeby schudnąć wiadomo, że trzeba dojść do etapu deficytu kalorycznego i jeszcze na dodatek ten deficyt kaloryczny utrzymać przez dość dlugi czas.
Jest to rzecz bardzo trudna, bo ludzie jako gatunek ewoluowali w warunkach permanentnego niedoboru pożywienia, w związku z tym ewolucyjnie wykształcili mnóstwo bardzo silnych mechanizmów, które działają w sposób dokładnie odwrotny tj. skłaniają do zjedzenia jak największej ilości jak najbardziej kalorycznych posiłków kiedy jedzenia jest pod dostatkiem.
Walka z tymi mechanizmami przypomina oduczanie narkomana od brania substancji aktywnych, tyle że nie może on zrezygnować z brania narkotyku całkowicie, bo umarłby z głodu.
Co więcej: taki narkoman ma wszystko przeciwko sobie: narkotyk, od ktorego jest uzależniony, znajduje się na każdym rogu i na dodatek jest tani, legalny i nikt nie patrzy się krzywo, kiedy go zażywasz. Ba. Zażywanie narkotyku jest zwyczajowo przyjęte przy każdej większej okazji. Tort na urodziny, wielka wyżera na jedne święta, drugie święta, urodzinki, imieninki, imprezka u znajomych… lista jest długa.

Porzucenie nałogu w takich warunkach jest zadaniem godnym herosa i tylko nieliczni w ogóle są w stanie na dłuższą metę dać sobie z tym radę (tylko kilka procent pozostaje chudymi bez efektu jojo).

No ale do czego zmierzam.
W związku z plagą otyłości w pańśtwach pierwszego świata wykształciła się cała branża “odchudzeniowa” i “dietetyczna” która oferuje “złote środki” na odchudzanie.
W większości środki te mają postać “magicznej” substancji, która pomaga w odchudzaniu o ile się przestrzega zaleceń. Jaką postać mają zalecenia? Na przyklad:

– bierz mniej narkotykow, zmniejsz dzienna dawke o połowę
– bierz tylko narkotyki B, unikaj jak ognia narkotyków A
– przestan w ogole brac narkotyki i pij samą wodę
– bierz tylko trochę narkotyków i jeśli będziesz ćwiczyć codziennie, to się odzwyczaisz

Prawda, że rady te brzmią absurdalnie i prawie każdy powie, że to jest recepta na to, jak NIE rzucić skutecznie narkotyków?
Właśnie.

Chyba każda osoba, która jest otyła, już ileś tam-razy próbowała się skutecznie odchudzić i po prostu nie wyszło. Często jest tak, że kończą w gorszym punkcie, niż zaczynali, bo co prawda zbić wagę dało radę, ale potem odbicie (efekt jojo) był znacznie większy i jeszcze bardziej rozregulowali sobie funkcjonowanie organizmu.
Od strony psychologicznej działa to podobnie, jakbyśmy udzielali komuś porad w dostaniu sie na studia inzynierskie:

– sluchaj stary, no musisz sobie przyswoic material z matematyki i fizyki ze szkoly sredniej a potem zdac egzaminy!
– noooo ok, ale jak to zrobic?
– jak to jak! Malymi kroczkami! Zeby zrobic to zadanie, musisz policzyc pochodną i całki!
– noooooooo ale jak sie to robi?
– to juz sam musisz sobie wypracowac najlepszy sposob!

…. i tak właśnie wygladają rady udzielane osobom otyłym w temacie JAK właściwie utrzymać ten deficyt kaloryczny. Co gorsza, potrafia tak mowic nawet lekarze i co gorsza, zamiast zbadać, wydać diagnozę i skierować do odpowiedniego specjalisty (często otyłość związana jest z roznymi chorobami), to mówią coś, za co powinni dostać kopa w dupę, czyli “pan/pani najpierw schudnie, a potem znowu przyjdzie do mnie”.

To jest droga donikąd albo inaczej: to jest droga do psychicznego gnębienia otyłych, bo dochodzi jeszcze społeczne sekowanie za wygląd ludzi grubych. Oczywiście to sekowanie nigdy nie jest wyrażane wprost, o nie. Sekowanie jest esencją pasywnej agresji, bo kryje się pod płaszczykiem troski o cudze zdrowie. Wiadomo wszak, że otyłość to prosta droga do grobu, a jak ktoś jest gruby, to znaczy że nie chce mu się odchudzać. Słowem leń, obżartuch i rozlazłec kanapowy, co by tylko leżeć w życiu chciał….

Eh.
Bardzo bym chciała zobaczyć rady, dotyczące odchudzania a mówiące o tym np. jak radzić sobie z uczuciem głodu? Jak znaleźć aktywność fizyczną, która jakoś sie da wpasowac w napięty grafik biegania między pracą, dome, dziećmi i fuchami? Jak poradzić sobie z permanentnym brakiem czasu i gotowaniem od zera? Takie wiecie, “drobnostki” od których właściwie zalezy sukces operacji pod tytułem odchudzanie.
Odpowiedź na pytanie JAK, a nie na pytanie CO należy zrobić – bo to ostatnie wiekszość osób na ogół wie.

A już przede wszystkim i najpierw chciałabym zobaczyć zniknięcie porad typu:

– oh odżywianie sie zdrowe i ćwiczenia są łatwe! Ja na przyklad [..tu nastepuje dluga lista cudownych porad..]
– nooo ok ale ile kilogramow w ten sposob schudles?
– dwa!
Albo:
– no ja nie musze chudnac, bo dzieki doskonalym [tu jeszcze raz lista] nigdy nie bylem gruby!

Argh! Nie ma to jak uczyc jazdy samochodem kogos, podczas gdy samemu nigdy sie nie siedzialo za kolkiem, a co dopiero nawigowalo w gestym ruchu blotnik przy blotniku. I odpowiadac na pytania “to jak mam zmienic bieg”? mowiac “no masz zmienic!”.

Drodzy moi. Milczenie jest zlotem, gdy nie ma sie nic do powiedzenia, zwlaszcza jesli nie znacie danej osoby i nie wiecie, jaka ma historię i przez co przeszla. Zapamietajcie to, zanim zaczniecie sie bawic w wujka lub ciotkę dobrą radę…


Responses

  1. “trzeba dojść do etapu deficytu kalorycznego i jeszcze na dodatek ten deficyt kaloryczny utrzymać przez dość dlugi czas.”

    A co gorsze: normalnie w nim funkcjonować. Mózg bardzo lubi obfitość glukozy bo mózg bardzo potrzebuje glukozy. Na deficycie człowiek jakiś taki niemrawy jest i ciut ospały.

  2. Korzystając z okazji podrzucę intrygującą serię (linki do kolejnych części są na końcu każdego tekstu. Mało to wygodne ale jest jak jest) wpisów jej poświęconej: https://slimemoldtimemold.com/2021/07/07/a-chemical-hunger-part-i-mysteries/

    ps.: a może na takie rady zacząć odpowiadać agresywnie w stylu “to, że masz lepszą sylwetkę nie czyni z ciebie lepszego człowieka”?

  3. Ja w sumie skutecznie pozbyłem się ponad 30 kilo. Robiłem to przynajmniej dwa razy. I myślę, że może to co napiszę, będzie się mieściło w JAK to zrobić.
    Uwaga ogólna. Piszę to jako osoba zdrowa, nie posiadająca poważnej choroby (przewlekłej czy innej). To dosyć ważne. Bo to co ja zrobiłem jest raczej trudne do osiągnięcia (w rozumieniu JAK, a nie CO) osobie np. chorej.

    Było mi o tyle łatwiej, że z biologią jako nauką jest mi po drodze. Rozumiem pewne procesy biochemiczne czy fizjologiczne. Więc dosyć szybko ogarnąłem problem restrykcji kalorycznych jako konceptu głównego. Po prostu trzeba się przygotować na stałe uczucie głodu i sobie to zinternalizować.
    Po pierwsze nie ulegać odruchom. Łatwo powiedzieć. Ale miałem podobnie kiedyś przy rzucaniu papierosów i pomogło. Ustawiłem sobie, że jem tylko i wyłącznie wtedy, kiedy jest posiłek. Ja sobie wyznaczyłem 3 posiłki w ciągu dnia. Kiedy się trzymałem tych 3 posiłków szybko zauważyłem ile oprócz nich wpychałem w siebie pod postacią różnego rodzaju zakąsek. To jest całe może niekontrolowanego pokarmu. Niekontrolowanego, bo uznawanego, nie za wszystko tylko nie za pokarm. A to mała przyjemnostka. Odstresowywacz. Nagroda. Albo generalnie coś co mi się należy. Albo coś co ma mi pozwolić funkcjonować. I to jest ważne. Jestem zdrowy. Ja wiem, że nie zjedzenie czegoś w międzyczasie nie spowoduje u mnie jakichś niepożądanych objawów o podłożu chorobowym.
    Więc pozbycie się nawyków to tak naprawdę pierwszy najważniejszy krok. Chwilowe obniżenie samopoczucia w ogóle nie musi być związane z nieprzyjmowaniem pokarmu pomiędzy posiłkami. Ale mózg lubi to z tym łączyć. Właściwie kiedy uda nam się utrzymać liczbę posiłków bez podjadania, to już połowa sukcesu. Po jakimś czasie stałe uczucie głodu znika. I tu się robi niebezpiecznie. :) Bo zaczynamy czuć się pewnie. A właśnie wtedy jest ten moment, kiedy nie wolno odpuszczać i wciąż bardzo się pilnować, by nie podjadać. Z praktycznego punktu widzenia wiem, że to jest trudne. W związku z tym zawczasu sobie przygotowałem rzeczy, które będę mógł zjeść, kiedy pęknę. Ja sobie zrobiłem chrupkie pieczywo, których rodzajów jest całe morze i sobie znalazłem takie co je lubię (to ważne!). I banany. I kiedy wieczorem (głównie) miałem napad to brałem się za te tekturki lub banany. Ale ONE JUŻ MUSZĄ BYĆ wcześniej kupione. Mają być zawsze pod ręką. I dodatkowo pić dużo wody.

    W moim przypadku (JEDNOCZEŚNIE) musiałem uprawiać aktywność sportową. Próbowałem różnych, aż sobie coś znalazłem. Ponieważ jestem zdrowy ćwiczenia HIIT były dla mnie wybawieniem. Szybkie efekty.
    Ale jak przypadku podjadania, aby być konsekwentnym musiałem daną aktywność polubić.
    I to jest chyba najistotniejsza rada praktyczna. Aby robić te rzeczy konsekwentnie, trzeba je lubić. Bez tego nie ma szans. Piszę o sobie.

    Tak w skrócie.

  4. Do póki nie poukładasz sobie w głowie tematu odżywiania i odchudzania nic z tego nie będzie, za dużo pokus i możliwości. Do tego potrzeba jest jeszcze podstawowa wiedza z technik przygotowania pożywienia i obserwacja reakcji własnego organizmu. Tego nigdzie nie wyczytasz, do tego trzeba dojść samemu.
    Ja przez 2 lata z 105kg zgubiłem -45 i tak już od 10lat i jem wszystko, tylko z głową. Zrób bilans kaloryczny na początku dzienny, póżniej tygodniowy. Po pewnym czasie przestaniesz sprawdzać wagę i liczyc kalorie po prosty organizm zacznie przekazywać inf ze ok lub nie ok.

  5. Wlasnie jestem w okresie redukcji, bo chce szybciej biegac. Do zgubienia zostalo 6kg. Ale mam jeszcze trudniej bo biegam ok. 80km tygodniowo, w tym co weekend wyscig i raz w tygodniu jeszcze silownia.

    “Bardzo bym chciała zobaczyć rady, dotyczące odchudzania a mówiące o tym np. jak radzić sobie z uczuciem głodu?”

    Przede wszystkim jezeli osoba otyla czuje w deficycie znaczacy glod, to oznacza, ze ten deficyt jest duzo za duzy. Wlasnie otylym jest latwiej zredukowac wage, bo hormony tak nie szaleja w deficycie kalorycznym, bo organizm “wie”, ze ma duzy zapas tluszczu, z ktorego moze czerpac energie. Ja mam ok. 12%, chce zejsc do 8% i przy juz ok. 500 kcal dziennego deficytu mam problem ze snem w nocy.

    Bardzo proste. Trzeba ustabilizowac cukier w krwii i jesc posilki sycace na dlugo. Weglowodany zawsze jesc w towarzystwie produktow bogatych w bialko i zdrowe tluszcze. Czyli na sniadanie zamiast tosta z dzemem, jemy mala miseczke owsianki na wodzie i jajko sadzone, lub jogurt naturalny. Warzywa, surowki, salatki zawsze polane oliwa itp.
    Diety tluszczowe, ketogeniczne, rowniez zapewniaja uczucie sytosci przez duzo dluzej, ale nie kazdemu taki sposob zywienia pasuje. Mnie osobiscie nie pasuje, bo lubie weglowodany, nie chce robic z siebie dziwaka jak ide miedzy ludzi, no i wygodnie jest nie musiec isc do supermarketu z kalkulatorem.

    Jesc warzywa – maja malo kalorii a dostarczaja objetosc (jest mnostwo filmow na YT przedstawiajacych posilki na caly dzien o ustalonej kaloryce i jak najwiekszej objetosci. Jesc duzo blonnika.

  6. Świetny post w samo sedno!
    A także, lubię gotować, nie próbuj wmówić mi diety gdy nigdy nie stałeś przy garnkach i twoje pomysły są po prostu niesmaczne

  7. “Jak znaleźć aktywność fizyczną, która jakoś sie da wpasowac w napięty grafik biegania między pracą, dome, dziećmi i fuchami?”

    Bieganie miedzy praca, domem, dziecmi i fuchami to jest wlasnie ta aktywnosc fizyczna. Tak zwane Non Excercise Activity Thermogenesis. Ona moze wystarczyc.
    Poza tym, nie przesadzajmy z tym brakiem czasu na cokolwiek. Ilu ludzi jest az tak zabieganych? Jezeli tak jest, to znaczy, ze w zyciu cos poszlo nie tak. Moze odpuscic fuche lub dwie i zamiast tego isc na spacer. Dzieci wyslac do szkoly piechota, zamiast stac w korku w samochodzie odwozac do szkoly, bo sie jeszcze Babel przeziebi jak piechtolotem pojdzie.

    “A co gorsze: normalnie w nim funkcjonować. Mózg bardzo lubi obfitość glukozy bo mózg bardzo potrzebuje glukozy. Na deficycie człowiek jakiś taki niemrawy jest i ciut ospały.”

    Bo pewnie deficyt jest zbyt duzy. Pewnie tez dlatego, ze sie nie wysypiasz. Pewnie tez dlatego, ze nie dostarczasz odpowiedniej ilosci mikroskladnikow.
    Jezeli jest mozliwosc, a zazwyczaj jest, trzeba zwiekszyc ilosc spalanych dziennie kalorii, co pozwoli przesunac deficyt kaloryczny o te pareset kalorii, ktore dodane z wartosciowych produktow uzupelnia niedobory.

    Mozna byc w deficycie i dostarczac wystarczajaco glukozy do aktywnosci mozgu. Ja jestem w (stosunkowo malym) deficycie juz drugi miesiac, zgubilem przez ten czas 4kg tluszczu i nie czuje spadkow energii w ciagu dnia. Dobrze jest przed snam wypic wywar z rumianku z lyzka miodu, by uzupelnic glikogen watrobowy na nocna aktywnosc mozgu. W ten sposob rano bedze sie z wieksza iloscia energii, po czym, jeszcze przed sniadaniem, ide na 20 minutowy spacer szybkim marszem, co poprawia metabolizm.

    No i kawy nie pijemy z rana. Dopiero mozna w okolicach poludnia, wczesnego popoludnia, i nie pozniej jak o 15:00.

  8. Tu masz odpowiedz na wszystkie pytania, w bardzo rozsadnym podejsciu, wlasnie przyjaznym dla ludzi, ktorzy potrzebuja prostych sposobow, bez koniecznosci wchodzenia w nitty-gritty:

  9. Bez poukładania w głowie nie zrobisz nic, złote rady są do dupy. To Ty musisz chcieć osiągnąć cel.

  10. @Andrzej B:

    Dokladnie. Na deficycie kalorycznym organizm przechodzi w tryb oszczedzania energii, czyli: spowalnia sie metabolizm (podczas gdy wlasnie chcemy go przyspieszyc albo przynajmniej utrzymac!), spada temperatura, czlowiek robi sie ospaly, spowolniony no i ciagle jest zimno.
    Ci, co maja insulinoopornosc, to w ogole przerabane, maja takie jazdy ze ho ho.
    Mam taka kolezanke, ktora kulala sie po roznych lekarzach lata i kazdy ja odsylal, no bo badania na poziom glukozy w normie, a ona ma objawy jak cukrzycy II. Jedyne co slyszala, to “niech pani schudnie”.
    Dopiero dzieki radom znajomym, ktorzy doradzili zrobic test na krzywą cukrową, ktory to test kupila w aptece i sama zrobila, a potem poszla z wynikami do lekarza – okazalo sie, ze ma insulinoopornosc i stan przedcukrzycowy. Odkad zaczela brac metformine to powoli jakos chudnie. A dodajmy ze jest aktywna osoba, jezdzi do pracy na rowerze, chodzi po gorach co weekend.
    Takze ten, tego. W jej wypadku rady “wiecej sie ruszaj” mozna bylo w d* wsadzic.
    Podobnie jak ktos ma niedoczynnosc tarczycy (stosunkowo czesta rzecz) nie zdajac sobie z tego sprawy, to zeby sie zesral to nie schudnie, za to zaszkodzi sobie i to bardzo. No ale osoba gruba idzie do lekarza i lekarz zamiast zaczac od kompleksowych badan to splawia pacjenta mowiac ze jak schudnie, to niech przyjdzie a teraz nie zawraca glowy. Noz sie w kieszenie otwiera po prostu.
    Ba. A ile w ogole lekarzy wspomina, ze zeby schudnac to trzeba jesc okreslona dawke dziennie choliny?

  11. “Do tego potrzeba jest jeszcze podstawowa wiedza z technik przygotowania pożywienia i obserwacja reakcji własnego organizmu. Tego nigdzie nie wyczytasz, do tego trzeba dojść samemu.”

    Bzdura kompletna. Tak to bylo 20 lat temu. Dzis materialu, dostepnego ZA DARMO, jest multum.

  12. @mall:
    a może na takie rady zacząć odpowiadać agresywnie w stylu “to, że masz lepszą sylwetkę nie czyni z ciebie lepszego człowieka”

    Taka odpowiedz na ogol spotyka sie z agresja, i to calkiem spora agresja, niestety.
    A za linka dzieki, zajrze po pracy!

    @Adam
    Do póki nie poukładasz sobie w głowie tematu odżywiania i odchudzania nic z tego nie będzie, za dużo pokus i możliwości

    Cudownie. Szkoda ze lekarze i specjalisci d odchudzania nie mowia JAK dokonac tego “poukładania”. Dokladnie tak, jak napisalam w notce: musisz sie nauczyc algebry, zeby zdac do nastepnej klasy. Jak to zrobic? Ooooo no sam musisz do tego dojsc. Ta. Juzci. Kompletnie jalowa rada.

    Do tego potrzeba jest jeszcze podstawowa wiedza z technik przygotowania pożywienia i obserwacja reakcji własnego organizmu. Tego nigdzie nie wyczytasz, do tego trzeba dojść samemu.

    Tak, da sie to wyczytac, ja przynajmniej wyczytalam, ale prawda jest, ze przecietny czlowiek nie potrafi odroznic wirygodnych zrodel od belkotu, nie potrafi znalezc badan naukowych potwierdzajacych skutecznosc roznych rzeczy i wyjasniajacych mechanizmy chudniecia.

    Zrób bilans kaloryczny na początku dzienny, póżniej tygodniowy

    Dziekuje, ale nie. Na bzdety z bilansem kalorycznym i liczeniem kalorii codzien dalam sie zlapac tylko raz – owszem, schudlam a potem nastapil efekt jojo, jak u ponad 90% odchudzajacych sie. Nie mowiac juz o tym, ze mialam potezne skutki uboczne, az do problemow z codziennym funkcjonowaniem w pracy.

    @nuccio:

    Diety tluszczowe, ketogeniczne, rowniez zapewniaja uczucie sytosci przez duzo dluzej, ale nie kazdemu taki sposob zywienia pasuje.

    Coz, u mnie to jak narazie jedyny skuteczny sposob chudniecia, ale faktem jest, ze dieta ketogeniczna jest trudna do utrzymania oraz wcale tania nie jest (bo najtanszym zarciem sa węglowodany).

    Poza tym, nie przesadzajmy z tym brakiem czasu na cokolwiek. Ilu ludzi jest az tak zabieganych? Jezeli tak jest, to znaczy, ze w zyciu cos poszlo nie tak.

    No, na przyklad mialo sie pecha urodzic w niewlasciwym miejscu i niewlasciwej rodzinie. Hint: w USA na przyklad otylosc to choroba biednych. Z prostego powodu: stac ich tylko na najtansze zarcie, a to jest smieciowe zarcie, poza tym nie maja czasu na relaks i cwiczenia bo zasuwaja na wiecej niz jeden etat, a “Non Excercise Activity Thermogenesis” w ich wypadku nie istnieje bo mieszkaja w kraju, gdzie wszedzie trzeba dojechac samochodem no i kolko sie zamyka.

  13. @Agata:

    Dokladnie. Prawie nikt z wujkow Dobra Rada nie bierze pod uwagi tego, ze przestawienie sie na diete niesmaczna skazane jest na niepowodzenie, bo wmuszac w siebie zarcie, ktore nie smakuje, to mozna z tydzien, ale nie rok.

  14. @Futrzak ​
    Pytanie co spowodowalo, ze kolezanka miala insulinoopornosc i stan przedcukrzycowy? Przeciez sie taka nie urodzila.

    “A dodajmy ze jest aktywna osoba, jezdzi do pracy na rowerze, chodzi po gorach co weekend.”
    To nie ma znaczenia. Mozna byc i metabolicznie zdrowym i uprawiac sport calymi dniami i jednoczesnie przybierac na wadze jezeli je sie ponad zapotrzebowanie kaloryczne.
    Pierwszy przyklad z brzegu: https://www.youtube.com/watch?v=xopqHzs_cxU

    Gosc otwarcie przyznaje, ze robil badania, jest zdrowy, a otylosc zawdziecza temu, ze nie potrafi sobie odmowic jedzenia i czuje sie z tym dobrze (w co nie wierze, mysle, ze tylko sobie tak mowi). Ale fair enough. Jego sprawa.

    “Na deficycie kalorycznym organizm przechodzi w tryb oszczedzania energii, czyli: spowalnia sie metabolizm (podczas gdy wlasnie chcemy go przyspieszyc albo przynajmniej utrzymac!), spada temperatura, czlowiek robi sie ospaly, spowolniony no i ciagle jest zimno.”

    Spowolnienie metabolizmu rowniez mozna ogarnac. Robi sie tzw. diet breaki, po 2 tygodniach w deficycie, robisz 2 tygodnie diet break na zerze kalorycznym, po czym znow wchodzisz w deficyt, i tak do skutku. Metabolizm nie spowolni.

    Ja w lekkim deficycie czuje sie doskonale i jestem pelen energii. Dbam by sie wysypiac i by miec stabilny cukier we krwi przez caly dzien spozywajac regularne, zbilansowane posilki. Nie glodze sie, natomiast mam wyliczony bilans dzienny i planuje posilki na caly dzien, dzien wczesniej i dokladnie wiem ile czego zjem.

  15. Brak czasu tez nie jest problemem. Mozna kupic slow cooker. Mozna tez dostac w zasadzie juz polprodukty na posilek, typu obrane ziemniaki, posiekane warzywa, czy ugotowane piersi z kurczaka. Ja takie kupuje na caly tydzien i mroze. Potem buch do slow cookera i obiad robi sie sam. Nie wszystko tez musi byc koniecznie “swieze”. 20% kalorii dziennie moze pochodzic z junk food i nic sie zlego nie stanie i dalej mozna w zdrowy sposob chudnac.

    Natomiast ja postrzegam otylosc przez pryzmat zycia w pierwszym swiecie, w kraju, gdzie wiekszosc ludzi z mild obesity jest jeszcze zdrowa, lub moze to zdrowie polepszajac styl zycia, bardzo poprawic, lub wrecz naprawic, stac na dobrej jakosci jedzenie, generalnie maja czas, tylko im sie wydaje, ze go nie maja i mogliby zadbac o siebie, a tego nie robia…
    USA to USA, przy czym tam chyba wiekszosc ludzi ma za podstawe zywieniowa junk food z Mac drivea, bo tak jest wygodnie. I biedni i zamozni. Nie jest tak?

  16. @nuccio:

    Pytanie co spowodowalo, ze kolezanka miala insulinoopornosc i stan przedcukrzycowy? Przeciez sie taka nie urodzila.

    Alez wlasnie sie taka urodzila. Slyszales kiedys o PCOS? Zespol Policystycznych Jajnikow. Towarzyszy temu insulinoopornosc, zaburzenia metaboliczne i duzo innych ch*wych objawow. Szacuje sie, ze ok. 20% kobiet w wieku rozrodczym na to cierpi. Dodajmy, ze PCOS tez lekarze przez lata nie potrafili u niej zdiagnozowac, wiec sobie zyła z takim nieleczonym, az doszła do powaznych objawów, prawdaż. Bo kazdy j*** konowal mial dla niej cudowną rade: najpierw pani schudnie.
    Chorób i zaburzen doprowadzajacych do insulinoopornosci jest więcej i mają one mały związek z prowadzonym trybem zycia. Warto to wiedziec, zanim sie zacznie otyłych pouczać.

    Spowolnienie metabolizmu rowniez mozna ogarnac. Robi sie tzw. diet breaki, po 2 tygodniach w deficycie, robisz 2 tygodnie diet break na zerze kalorycznym, po czym znow wchodzisz w deficyt, i tak do skutku. Metabolizm nie spowolni.

    U mnie to nie działa bo mam niedoczynnosc tarczycy i w deficycie kalorycznym czuje się tak fatalnie, ze uniemozliwia mi to pracę.

    Mozna kupic slow cooker. Mozna tez dostac w zasadzie juz polprodukty na posilek, typu obrane ziemniaki, posiekane warzywa, czy ugotowane piersi z kurczaka. Ja takie kupuje na caly tydzien i mroze.

    Fajnie, ze masz kuchnie z prawdziwego zdarzenia i stac cie na kupowanie polproduktów. Przyjmij jednak do wiadomosci, ze jak ktos ma kiepsko platna prace w uslugach, retail, food, tourism to na ogol musi wynajmowac z kims mieszkanie do spolki albo pokoj, z zerowym lub prawie zerowym dostępem do kuchni, o wyposazeniu juz nie mowiac;

    daleko nie szukajac: jak ja mialam taka pracę w Polsce, to wychodzilam z domu przed 6 rano a wracalam o po 22.00 i walilam sie na wyro, bo bylam wiecznie niewyspana (dluuuuuugie dojazdy, kilka godzin dziennie w obie strony). Zywilam sie tym, co moglam w biegu kupic między autobusem, pociągiem i biurem i zjesc bez uzywania noza, talerza i podobnych pierdoletów. A ponieważ mialam wiecznie za malo kasy, to moja dieta składała się glownie z hot-dogow, bagietek i podobnej zdrowej zywnosci.
    Powtorze raz jeszcze: otyłość to w ogromnej wiekszosci choroba biednych i pouczanie ich z wyzszosci swojego przywileju klasy średniej, ktora to klasa ma kuchnie ze slow cooker, kupuje sobie polprodukty, zdrowe zarcie (bo ma kase) oraz ma czas na dodatkowe aktywnosci fizyczne, jest po prostu ch*jowe.

  17. Odchudzanie jest banalne. Jeżeli czyjś dotychczasowy tryb życia i odżywiania spowodował że jest otyly/otyła to wystarczy zmienić tryb życia i odżywiania na bardziej optymalny…

    Tylko tyle i aż tyle.

    Niestety nie ma drogi na skróty. Żadna cudowna pigułka, magiczny sposób nie istnieje. A wynajdywanie tysięcy powodów dlaczego “nie mogę i nie dam rady” jest słabe.
    Jak mawiają “where’s a will, there’s a way”.

    A swoją drogą słyszałaś o odżywianiu keto? Bez węglowodanów, za to białka (mięsa, nabiału), tłuszczy (zdrowych) i warzyw do oporu. Po pierwszym szoku dla organizmu po odstawieniu cukru nagle zaczynasz chodzić najedzona i organizm nie domaga się natychmiast nowych posiłków.

  18. @Marek W:

    Ty w ogole czytales moje komentarze? Nie, odchudzanie nie jest banalne. Nie, w wielu wypadkach nie wystarczy “zmienić tryb zycia i odzywianie na bardziej optymalne”.

    Przyklad podalam wyzej w komentarzu. Wystarczy, ze masz zespol policystyczych jajnikow (halo, 20% kobiet w wieku rozrodczym na to cierpi), ktoremu towarzyszy insulinoopornosc, zaburzenia metabolizmu i hormonów – bez najpierw diagnozy a potem leczenia to sobie co najwyzej zrobisz krzywdę, a nie schudniesz.
    Podobnie jest przy niedoczynnosci tarczycy, podobnie jest gdy bierzesz sterydy bo jestes chory na co innego, co wymaga przyjmowania leków sterydowych.

    Kiedy jeszcze nie schudniesz? Jesli masz depresję. Jesli cierpisz na bezsennosc. Jesli masz CHAD (choroba afektywna dwubiegunowa). Albo jesli masz juz insulinoopornosc – bez jej wyleczenia i kontroli lekarskiej to sobie jeszcze bardziej spieprzysz zdrowie.

    Co do diety ketogenicznej – jakbys przeczytal moje powyzsze komentarze, to bys wiedzial, ze wlasnie jestem na tej diecie.

  19. Zainteresuj się dieta IF (Intermitten Fasting). Jedz to co lubisz, najlepiej 3 posiłki, ale bez przejadania się i tylko miedzy godz 8 rano a 4 po południu. Tzn godziny można ustalić takie jak Ci pasują a te które podałem sam stosuje. Daje to 16 godzin przerwy miedzy posiłkami, czyli postu.

  20. Moje poglądy na żywienie znasz. Więc milczę. Poprę Marka W

  21. Nie bardzo wiem do czego dążysz w tej dyskusji. Oczywiście że jest tysiące powodów dla których ludzie nie mogą schudnąć. 99% z nich sprowadza się do tego że nie chcą/nie mogą/nie potrafią zmienić tego jak żyją i jak jedzą. I nawet najlepsze i najbardziej zyczliwe rady i wskazówki ostatecznie trafiają na ścianę niemożności. Bo co po najlepszych nawet poradach, kiedy w odpowiedzi słyszysz “a ja nie mam czasu żeby przygotować zdrowe jedzenie”?
    Tu trzebaby wywrócić życie takiej osoby do góry nogami, wyedukować, zmienić nawyki, sposoby spędzania czasu, rodzaj pracy, wyleczyć ewentualne choroby, zmienić znajomych i uj wie co jeszcze…

  22. @Marek W:

    Nie wiesz, do czego dążę w tej dyskusji? A przeciez napisalam wyraznie we wpisie:

    “A już przede wszystkim i najpierw chciałabym zobaczyć zniknięcie porad typu:

    – oh odżywianie sie zdrowe i ćwiczenia są łatwe! Ja na przyklad [..tu nastepuje dluga lista cudownych porad..]”

    To co napisales, zalicza sie do takich porad. Twoj komentarz zaczal sie od “Odchudzanie jest banalne”.

    Otoz, k*rwa, nie jest. Z tysiaca powodow, ktore ledwo tutaj zarysowalam. No ale dla ciebie jest banalne, a w koncowce tego co piszesz sprowadza sie po prostu do winy osoby otylej, ktora nie chce, nie ma czasu etc.

    Jesli nic wiecej w temacie nie masz do powiedzenia, to lepiej w ogole nic nie mów. Swiat bedzie od tego lepszy.

  23. Ha, czytam podrzucony przez malla link a tam takie perełki:

    A popular theory of obesity is that it’s simply a question of calories in versus calories out
    […]
    When we look closely, it turns out that “calories in, calories out” doesn’t match the actual facts of consumption and weight gain.
    […]
    This model seems to exist mostly to make lean people feel smug,” writes Stephen Guyenet, “since it attributes their leanness entirely to wise voluntary decisions and a strong character. I think at this point, few people in the research world believe the CICO model.
    [..]
    It’s not that calories don’t matter at all. People who are on a starvation diet of 400 calories per day will lose weight, and as we will see in this section, people who eat hundreds of calories more than they need will usually gain weight. The problem is that this ignores how the body accounts for the calories coming in and going out. If you don’t eat enough, your body finds ways to burn fewer calories. If you eat too much, your body doesn’t store all of the excess as fat, and compensates by making you less hungry later on. Calories are involved in the math but it’s not as simple as “weight gain = calories in – calories out”.

  24. I jeszcze to:

    Studies of controlled overfeeding — you take a group of people and get them to eat way more than they normally would — reliably find two things. First, a person at a healthy weight has to eat huge amounts of calories to gain even a couple pounds. Second, after the overfeeding stops, people go right back to the weight they were before the experiment.

  25. Trochę to zachacza o podejscie pt. “gdybyśmy mieli blachę to zrobilibyśmy konserwy. Ale nie mamy mięsa.”

    Wywrócenie dotychczasowego sposobu życia, światopoglądu i nawyków łatwe nie jest. I faktycznie wiele (zbyt wiele) osób nie jest w stanie tego dokonać. Jak napisałem, część nie chce, część nie potrafi, a część nie może z różnych względów tego zrobić.

    Nie oceniam nikogo. Sugeruje tylko, że aby nauczyć się pływać trzeba się zmoczyć. I nie pomoże najlepszy basen, instruktor, super programy treningowe, mowy motywacyjne, zachęty rodziny i Bóg wie co jeszcze, jeżeli ktoś nie wejdzie do wody…

  26. @Marek W:

    Problem polega na tym, ze osoba otyła od dziecka, a majaca kolo czterdziestki, zwykle w swoim zyciu przeplynela piecdziesiat rzek, jezior i pol oceanu I DALEJ JEST OTYLA. A ty takim ludziom usilujesz wmawiac, ze wina w nich, bo “nie weszli do wody”.
    Bzdura.
    Po prostu wszystko, czego do tej pory probowali NIE DZIALALO.

    Sa dziesiątki badań pokazujące, ze otyłość zalezy od takich czynnikow jak:

    – genetyka
    – stan organizmu i choroby (powyzej wymienilam kilka, ktore robia z ludzi grubasow nawet wtedy, kiedy zjadasz tyle samo i to samo, co twoi chudzi koledzy)
    – tzw. lipostat (setting point w twoim mózgu, ktory okresla, jaki jest “naturalny” poziom tluszczu i wagi twojego ciala, do ktorego twoje cialo zawsze będzie dążyć na wszelką cenę)
    – microbiota jelitowa
    – zanieczyszczenia w srodowisku

    Zanim dalej zaczniesz kontynuowac “mądrości na chłopski rozum” moze przeczytaj najpierw to. Tam na kazde twierdzenie sa odnosniki do badan:

    https://slimemoldtimemold.com/2021/07/07/a-chemical-hunger-part-i-mysteries/

    Bo epidemia otylosci, podobnie jak problem biedy, to są problemy SYSTEMOWE a nie wina poszczegolnych jednostek i ich “lenistwa”.

  27. Mam wrażenie że mówimy o tym samym, a ciągle wypierasz mi że nie mam racji.
    Twierdzę, że ludzie nie mogą schudnąć ponieważ nie mogą /nie umieją /nie potrafią (z najróżniejszych powodów) zmienić swoich przyzwyczajeń żywieniowych i sposobu życia.
    A Ty twierdzisz że winny jest system w jakim żyją bo on nie pozwala ludziom jeść zdrowiej i więcej się ruszać. Diagnozę stawiamy tą samą, z tym że ja chcę “leczyć” człowieka, a Ty system.

    PS. Nie istnieje inna metoda na zmniejszenie masy ciała niż przyjmowanie mniejszej liczby kalorii niż wynosi zapotrzebowanie organizmu. I jeżeli ktoś będzie przyjmował ich więcej to będzie tył. Niezależnie od przyczyn i sposobów osiągnięcia tego stanu.

  28. @Marek W.
    ” I jeżeli ktoś będzie przyjmował ich więcej to będzie tył.”
    – Bzdura. Przecież jest mnóstwo chorób, w których można zjadać dużo więcej niż potrzeba, a się chudnie. I sporo takich, gdzie tyjąc można mieć wszelkie możliwe objawy niedożywienia.

    Człowiek nie piec.

  29. @Marek W.

    Możesz mi wyjaśnić, tak z ciekawości, od kiedy takie rzeczy jak np. stan nieczynności tarczycy, błędy genetyczne (np. mucowiscydoza, etc) itp. itd. (będące powodem tego, że organizm tyje WBREW naszym wysiłkom, aby schudnąć) zaliczają się do kategorii “przyzwyczajenia żywieniowe, sposób życia”?

  30. @Futrzak: do czynników należy też dołożyć wszechobecny stres. Standardowa reakcja organizmu na stres to, jakby nie patrzeć, uwolnienie glukozy do krwi i podniesienie ciśnienia. W długiej perspektywie skutki stresu to choroba wieńcowa i cukrzyca typu 2.

  31. @mall:

    A tak, stres. Zapomnialam.

  32. @Marek W:

    Mam wrażenie że mówimy o tym samym, a ciągle wypierasz mi że nie mam racji.

    Bo nie masz racji

    Jest mnóstwo badan pokazujacych (tzw. controlled feeding) ze jak wezmiesz grupe zdrowych osób nie majacych nadwagi i karmisz ich taka iloscia zarcia, ktora zawiera 2 razy więcej kalorii niz to, co zwykle jedza, to owszem utyją 1-2 kg, a potem po zakonczeniu eksperymentu schudną, bez OGRANICZANIA ILOSCI KALORII.

    Juz ci to 3 razy cytowalam, ale najwyrazniej albo nie znasz angielskiego, albo udajesz durnia albo to zwykle wyparcie.

    Na tempo spalania kalorii przez ludzki organizm (halo, to sie METABOLIZM nazywa) ma wplyw bardzo duzo czynnikow, juz je wymienialam wyzej. Ilosc spozytych kalorii jest NAJMNIEJ WAZNA. Mozesz mi wytlumaczyc, dlaczego uparcie ignorujesz dziesiatki lat badan naukowych w tym temacie? I jeszcze bredzisz, ze “mówimy o tym samym”???

    Wiesz co sie stanie, jesli osoba, która ma cukrzycę II (takich ludzi, plus tych ze stanem przedukrzycowym jest w Polsce przpominam kilka milionow bo to choroba cywilizacyjna!!) pojdzie za twoja “światłą” radą ograniczenia kalorii do kilkuset dziennie? Taka osoba zapadnie w śpiączkę cukrzycową i umrze.
    Masz jeszcze więcej takich światlych rad? Wiesz co sie stanie, jak osoba z niedoczynnoscia tarczycy zetnie spozycie kalorii do kilkuset dziennie? Nie, nie schudnie, wyląduje w stanie ciezkim w szpitalu.

    Ile razy do kurwy nędzy trzeba ci powtórzyc, ze teorię dotyczącą otyłości, która glosi “tycie to efekt tego ile się przyjmuje kalorii” można sobie w dupę wsadzić i ze kazde kolejne eksmerymenty to pokazuja???

    Ty w ogole umiesz czytac ze zrozumieniem czy jestes analfabetą funkcjonanym?

  33. nuccio1982,

    wielkie dzieki za Twoje posty. Sam ostatnio schudlem 6 kg i poprawilem swoje rekordy biegowe na kazdym dystansie (5km, 10km, 21.21 km), wiec polecam.

    Ale jak w ogole schudlem? Jestem z biednego domu, wiec jak wydalem 910 zl na wybielanie zebow, bylo mi szkoda o nie nie dbac. Wiec musialem odstawic cowieczorne czerwone wino i zaczac pic wode. Do tego 2 miesiece pozniej wyszlo, ze mam obtluszczona watrobe i musialem zmienic diete na mniej miesna i jesc czesciej a mniej.

    Tylko to wszystko swietnie dziala, gdy zycie jest uporzadkowane. Staly rytm itp. Jak wrocilem z wakacji i zastalem zalane mieszkanie, i teraz musze ogarniac duzo niespodziewanych dodatkowych tematow, to wszystko sie wywalilo. Ale masa trzyma sie ciagle niska (bo alkohol nie wrocil, a jak nie musze, nie jezdze samochodem, tylko rowerem).

    Wiec jak ktos ma nieregularne godziny pracy/duzo obowiazkow, ktorych nie da sie zaplanowac, to rozumiem, ze sie nie da odchudzic.

    Agata,

    10/10, ja moge jesc tylko dobre rzeczy i tez lubie gotowac.

  34. A co do ogolnej dyskusji:
    1. sa ludzie, ktorzy maja przerabane – zwyczajnie nie dadza rady. Moge wspolczuc
    2. jest duzo osob, ktore maja szanse cos zmienic, wystarczy jedna rzecz (u mnie woda zamiast wina, u innych np. zostawic slodycze). Wg mnie za duzo jest poradnikow, ktore wymagaja miliona zmian. Jedna wystarczy. Albo zadziala i jestesmy w grupie 2. albo dotyczy nas punkt 1/trzeba szukac dalej
    3. nic sie nie uda, jak nie mamy warunkow do stalego rytmu dnia, czasu na sen, lub mamy ciagly stres w zyciu/pracy. Bo stres zajadamy.

  35. @Wojtek inzynier:

    Mam nadzieje ze zdajesz sobie sprawę, że schudnięcie 6 kg to jest zupelnie inna sprawa niz otyłość w której masz nadmiarowych 30, 40, 50 i więcej kilogramów? I ze ta druga nie jest spowodowana zbyt duza iloscia kalorii, jakie się je, zbyt mala iloscią ruchu, a powaznymi zaburzeniami w metabolizmie? I ze bez zdiagnozowania tych zaburzen i leczenia to mozna jedynie leczyc skutki tj. zrobic operacje bariatryczna redukujaca zolądek?

  36. @Andrzej B.
    @PawelW
    A czy możecie wyjaśnić w jaki sposób, w świetle pierwszej zasady termodynamiki, dostarczając do układu jakim jest ludzkie ciało mniej energii niż zużywa on na utrzymanie temperatury i wykonywanie pracy może wzrosnąć jego energia wewnętrzna?

    Bo mnie się wydawało, że to niemożliwe.

    W zależności od dziesiątek czynników jedna osoba może mieć zapotrzebowanie na 600 kcal dziennie a inna na 5000….

  37. @Marek W:

    Ale ty rozumiesz, ze ludzki organizm z jego anatomią i fizjologią jest o rzędy wielkosci bardziej skomplikowany niz prosta fizyka newtonowska? I ze ta fizyka jest I TAK uproszczeniem?

    Rozumiesz, ze zasada zachowania energii dotyczy układów termodynamicznych, a czlowiek takim ukladem NIE JEST?

    Ogarniasz, ze biochemie opisuja reakcje chemiczne wychodzące daleko poza prosta fizyke netwonowską, czy nie bardzo?

  38. @Wojtek inżynier
    ” z biednego domu,(…) musialem odstawic cowieczorne czerwone wino ”

    Ach, te nawyki wyniesione z biednych domów.

    @Marek W.
    Wyjaśnienie mniej łopatologiczne niż wcześniejsze (“człowiek nie piec”): ubzdurałeś sobie model, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Np. jeśli dostarczać się będzie w formie pokarmu dokładnie tyle energii, ile teoretycznie człowiek zużywa, to ten człowiek wkrótce umrze. Czy to jest dostateczne wyjaśnienie?

  39. Futrzaku,
    Carnot i Joule to jakieś 100 – 120 lat po śmierci Sir Newtona. więc nie mieszajmy termodynamiki z fizyką newtonowską.

    “Z termodynamicznego punktu widzenia, organizm człowieka jest właśnie pewnego rodzaju silnikiem. Wymaga on, podobnie jak w silnikach cieplnych, dostarczania paliwa. Paliwem są w tym przypadku pokarmy – węglowodany, białka i tłuszcze. Po wprowadzeniu do organizmu, substancje pokarmowe zostają wciągnięte w tryby metabolizmu i spalone do prostych związków – głównie CO2 i H2O. W procesie tym jest wyzwalana energia. W mięśniach może ona zostać częściowo przekształcona w energię mechaniczną, jednak znaczną część (ponad 80%) stanowi, podobnie jak w silniku, ciepło.

    Wyzwalanie ciepła przez dorosłego, zdrowego człowieka, przebywającego w spoczynku w strefie komfortu cieplnego, wynosi przeciętnie 4,184 kJ na kg masy ciała na godzinę. Jak łatwo obliczyć, człowiek o masie ciała 70 kg, przebywający w pozycji leżącej, w całkowitym bezruchu, uwalnia w ciągu godziny około 293 kJ ciepła, tj. mniej więcej 70 kcal. (ok 1700 kcal na dobę)

    W momencie przejścia w stan czynny, tzn. rozpoczęcia wysiłku fizycznego, przemiana materii wzrasta i w skrajnych przypadkach dochodzi do 50 kJ na min”
    prof. dr hab. med. Mieczysław Krause

    @Andrzej B
    Możesz wyjaśnić ile w takim razie energii powinien dziennie pobierać człowiek który zużywa 2000 kcal?
    Bo nauka twierdzi, że właśnie 2000 żeby utrzymać bilans energetyczny. Jeżeli będzie pobierał 2200 to co dzień 200 kcal będzie się odkładało jako zapas w na później (w postaci tłuszczu), a jeżeli będzie pobierał 1800 to te brakujące 200 organizm będzie musiał zużyć ze zgromadzonego zapasu.

  40. @Marek W.
    “Możesz wyjaśnić ile w takim razie energii powinien dziennie pobierać człowiek (…)”
    – Cały czas ci tu ludzie tłuką do głowy, żebyś zostawił tę bzdurę, a ty w kółko to samo. Człowiek nie “pobiera”. Człowiek to nie Zbiornik Energii z zadania z termodynamiki w technikum.

    “Jeżeli będzie pobierał 2200 to co dzień 200 kcal będzie się odkładało jako zapas w na później (w postaci tłuszczu), a jeżeli będzie pobierał 1800 to te brakujące 200 organizm będzie musiał zużyć ze zgromadzonego zapasu.”
    – Właśnie ci wytłumaczono, że przecież nie. Bo brakujące może oszczędzić (będzie się starał oszczędzić) na funkcjonowaniu organizmu. Czyli np. funkcjonować na 1600 a pozostałe 400 i tak odłożyć. I odłożone, i kiepsko działa.

    “Bo nauka twierdzi, że właśnie ”
    – Masz na drugie imię Nauka? Bo jeśli możemy sobie ogłaszać, co nauka twierdzi, to i ja mogę:

    Nauka twierdzi, że modelowanie człowieka jako Magicznego Zbiornika/Przetwornika Energii jest skrajnym bałwaństwem.

  41. @Futrzak,

    Jako skromny sprzedawca ekstraktów ze świńskiej tarczycy, zauważyłem, że osoby będące na dietach ketogenicznych są moimi najlepszymi klientami – oni zawsze konsumują najwięcej moich produktów*. Konwersja T4 do T3 (aktywnej formy hormonu tarczycy) spada jeśli wątroba nie ma węglowodanów “na bogato”. Do tego podnosi się poziom kortyzolu, który to hormon rozkłada tkanki Twojego organizmu by zdobyć glukozę. Jak badasz przeciwciała tarczycowe, to często wtedy są podwyższone.

    *Zawsze im to odradzam, ale ludzie robią co chcą, ot taką prawidłowość zauważyłem.

    @Marek W.
    Osoba o przeciętnej temperaturze ciała 37,3*C a osoba o przeciętnej temperaturze ciała w wysokości 35,2*C zużywają bardzo różne ilości energii.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: