Posted by: futrzak | 28 May 2021

Kłamstwo pro-life

Jeśli ktokolwiek mówi wam, że w ruchu “pro-life” chodzi o “ochronę życia”, nie wierzcie w to.

Chodzi po prostu o dręczenie kobiet, katowanie i trzymanie ich w wiecznym strachu.

Od trzech tygodni moja ciąża jest martwa i nie jest to największy problem, jaki mam.
[…]
Jednak ponieważ to moje trzecie poronienie, proszę o wykonanie zabiegu bez podawania środków na wywołanie i czekania, co się wydarzy.

Jest XXI wiek, chcę mieć zabieg, nie planuję kolejnych ciąż. Na izbie przyjęć mówię, że moje poprzednie poronienie skończyło się krwotokiem, potwornym bólem, zabiegiem i anemią. Było właśnie wywoływane. Miło i pięknie proszę, że nie chcę przez to przechodzić. Dyżurująca lekarka nie jest zadowolona, „bo naturalnie lepiej i ochrona szyjki macicy” ale rozumie, że mój stan psychiczny jest, jaki jest. Jest zły. Dostaję skierowanie na zabieg bez wywoływania i czekania, aż poroni się po podaniu leków.

Tydzień później, czyli 27 kwietnia, planowo przychodzę do szpitala na Madalińskiego. Rejestracja sprawna, pani informuje, że za kilka godzin wyjdę do domu. Idzie gładko. Potem taśmociąg. Ja i kilkanaście pań przebieramy się w koszulki i czekamy ulokowane w pokojach pacjentek. Szpital to czekanie.

Niestety, już w gabinecie lekarza, dowiaduję się, że prowadzący badanie „nie wykonuje takich zabiegów i jest to sprzeczne z polityką szpitala”.

Pytam co mam robić, skoro tydzień wcześniej, w tym samym szpitalu, zostałam skierowana na zabieg, którego nie mogę wykonać. Lekarz mówi, „Nie odpowiadam za innych lekarzy z tego szpitala i ich decyzje”. Na moje pytanie, „co dalej”, patrząc w komputer, instruuje nerwowo, że mam nie podnosić głosu (ja w tym czasie płaczę) i dorzuca „zapytam, może ktoś się pod tym podpisze”.

Potem mnie odsyła do sali do innych pacjentek, załatwionych w ten sam sposób. Jestem w rozpaczy. Nie chcę, nie mogę przechodzić przez rekomendowane wywoływanie poronienia po raz kolejny.

Po kilkunastu minutach proszę o dokumenty medyczne. „W jakim celu?” odpowiada ktoś w pokoju lekarzy. „Ponieważ mam prawo dostępu do nich”. Pomruk. Po kilku minutach wychodzi lekarka, która nie podaje swojego nazwiska i nalega na przyjmowanie leków na wywołanie poronienia, informując, że rutynowy zabieg łyżeczkowania macicy to „wysokie prawdopodobieństwo uszkodzenia macicy i czy zdaję sobie z tego sprawę.

Namawia na wzięcie tabletek, mówi, że zabieg może uda się wykonać jutro. Niemniej, poronienie musi być wywołane, mam przyjąć leki i czekać, co się wydarzy. Personel nerwowy. Tracę resztki sił, proszę o wypisanie ze szpitala.

Na wypis czekam trzy godziny, w tym czasie koleżanki z pokoju mają pierwsze skurcze. Są lekko przerażone, jedna popłakuje. Ja też się skręcam. W wypisie lakoniczna informacja, że przeprowadzono ze mną rozmowę dotyczącą możliwych powikłań oraz że opuściłam szpital na własne żądanie, oraz że nie wyraziłam zgody na zabieg „zgodnie z rekomendacjami”.

Podobna historia „proszę przyjąć leki, poronienie musi być naturalne” spotkała mnie także następnego dnia w innym warszawskim szpitalu.

Drodzy prolajferzy, jeśli zastanawiacie się, czemu nie chcemy mieć dzieci, to właśnie dlatego.

Takich historii są w Polsce tysiące. Nie, to się nie dzieje od ogłoszenia wyroku trybunału Przyłębskiej, ani nawet od czasu dojścia PiS do władzy – chociaż teraz coraz mniej lekarzy w ogóle chce pomagać kobietom i skracać ich cierpienia, nawet jeśli płód już dawno martwy.

Problemy zaczynają się już przy normalnym porodzie – dostanie znieczulenia zewnątrzoponowego jest uważane za zbytek i fanaberię, poród drogą naturalną jest wymuszany za wszelką cenę, nawet jeśli są przeciwwskazania. Bardzo wiele kobiet kończy z kalectwem na resztę życia (wypadanie macicy, nietrzymanie moczu, bolesny stosunek – by wymienić kilka). Nie dziwi więc, że liczba kobiet rodzących przez cesarskie cięcie jest w czołówce w EU – blisko 40% rodzi tą metodą i ja się nie dziwię – te, które na to stać, opłacają sobie prywatnych lekarzy i zamawiają poród w prywatnej klinice, żeby uniknąć publicznego szpitala, gdzie mogą skończyć jako kaleki lub martwe w przypadkach, które są normalnie traktowane przez lekarzy w cywilizowanych krajach.

Tym, którzy już zapomnieli, przypomnę: Bogdan Chazan od 2004 roku był dyrektorem specjalistycznego szpitala ginekologiczno-położniczego w Warszawie.
Co robił? Zmuszał kobiety do donoszenia i rodzenia martwych i ciężko upośledzonych płodów. Przy diagnozach ciąży ektopowej (pozamacicznej) czekał na “rozwiązanie naturalne” tj. dopiero jak dochodziło do naturalnego poronienia, krwotoku i komplikacji zalecał wykonanie zabiegu.
Ciężkie trisomie nie były dla niego w ogóle wskazaniem do przerwania ciąży MIMO TEGO że powinien to zgodnie z obowiązującym prawem zrobić. Takich Chazanów w Polsce jest mnóstwo, a teraz już otwarcie mogą się znęcać nad kobietami w ciąży.

Ten kraj nienawidzi kobiet. W tym kraju lekarze, politycy i katolicy uważają, że mają święte prawo znęcać się nad kobietami pod pretekstem ochrony “życia poczętego”.
Mam nadzieję że te Polki, które chcą mieć dzieci i mają możliwosci, po prostu wyjadą z tego przeklętego kraju.

Cytat z Oko Press


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: