Posted by: futrzak | 21 May 2021

Jak z tym ogrzewaniem i wynajmem było…

Mieszkamy w Urugwaju 6 lat, spędziliśmy tutaj 6 zim (no, szóstą zaczynamy), więc pora na przegląd mieszkań i warunków w nich panujących.

1.
Pierwsze mieszkanie to był wynajem tymczasowy, “para turistas”.
Relatywnie spore studio (jakieś 50m2) na ostatnim, dziesiątym piętrze biurowca w centrum, gdzie ileś-tam biur zostało przerobionych na mieszkania.
Na pierwszy rzut oka ładne – dwie ściany samych okien, piękne widoki, ładnie urzadzone. No ale kuchnia nieistniejąca (kawałek blatu i elektryczna kuchenka turystyczna) i brak kablowego internetu. Jako ze to byl dopiero kwiecień, to jeszcze w miarę ciepło – a na tym ostatnim piętrze, bez izolacji dachu i ścian – gorąco. Cieszyliśmy się, ze kwiecień, a nie styczeń, czyli środek lata – bo na rachunki klimy pewnie musielibyśmy wydac majątek. Plus, Internet mobilny był tam absolutnie fatalny – przez większą część dnia pracującego, z powodu zagęszczenia biur i telefonów, sygnał totalnie gówniany, rwało mi cały czas sieć, co przy pracy zdalnej było niedopuszczalne.

2.
Po miesiącu więc, jakoś tak w środku maja, przeprowadziliśmy się do innego lokalu “para turistas”. Znacznie tańszy (ok. 900 dolców za miesiąc, prawdaż, ale to nadal wynajem tymczasowy), ale też i gorszy standard. Przede wszystkim, maleńka kawalerka (ledwo nam sie walizy i reszta dobytku pomieściła), jakieś dwadzieścia-parę metrów. Nadal centrum, siódme piętro (nie ostatnie), ale jedyne okno skierowane na tzw. studnię: bo blok kilkuastopiętrowy zbudowany w kształcie kwadratu, no i okno na ten wewnętrzny kwadrat. Słońce tam nigdy nie dochodziło, oryginalnie żadnego ogrzewania nie było. Maj, więc już zimno (czytaj: kilkanascie stopni w dzien, w nocy kilka st C), a kawalerka okazała się zawilgocona, wszystko waliło pleśnia i LOMATKO w życiu nigdy się tak nie wymarzłam, jak tam.
No ale był kablowy Internet oraz przenośny piec na gaz.
Uhu.
Odpaliliśmy piec kilka razy, ale nie dało się wytrzymać, bo spaliny leciały oczywiście do środka, więc oczy łzawiły i nawet przy dwóch odpalonych wentylatorach (nad kuchenka we wnęce i w łazience, notabene hałaśliwe jak jasna cholera) nie za bardzo dawało się wytrzymać. Tak, oczywiście, ogrzewał, ale bez otworzenia okna nie szło wytrzymać, a jak się otworzyło okno, to fpisdu całe ciepło out.
Jakoś tak więc pod koniec czerwca przenieślismy sie do następnego apartamą.

3.
Pocitos! Czyli dzielnica urugwajskiej klasy średniej, nawiększe zaludnienie w kraju na metr kwadratowy – czytaj cała masa apartamentowców.
No ale to było blisko mojej nowej pracy w urugwajskiej firmie, 10 min na piechotę.
Również kawalerka, trochę większa (trzydziesci parę metrów), ale w nowym nowoczesnym budynku, na dachu taras, na ostatnim piętrze siłownia, wspólne pralki, kablowy Internet no i klima na wyposażeniu!
Na początku byliśmy zachwyceni.
Nie chwal jednak dnia przed zachodem, jak mawia stare przysłowie pszczół. Jakoś po miesiącu zaczął cieknąć sufit. Akurat sezon El Nino, więc deszczowa zima i kurna się lało regularnie z sufitu (to ostatnie, drugie piętro bylo…) AKURAT NAD LOZKIEM. Miskę trzeba było podstawiać.
Właścicielka przysłała ekipę naprawczą, niby naprawili…ale właściwie nie, bo następny duzy deszcz i się znowu leje. A kontrakt juz na dwa lata podpisany. I *uj.
Z zalet, to przynajmniej w zimie ciepło bylo, bo ogrzać tak niewielką przestrzeń duzą jednostką klimy było trywialnie łatwo.
Za to w lecie… w lecie…bez klimy nie szło w ogóle tam wytrzymać, bo jedyne okno-balkon zwrócone na północ (czyli słoneczną strone), ściany balkonu i podłoga czarne… na cały więc boży dzień spuszczaliśmy żaluzje i odpalali klimę, cóż było robic.
Wieczór nie przynosił specjalnej ulgi, bo żadnej izolacji, jak się w dzień budynek nagrzał, tak trzymał, a i przewiewu nie było, chyba że otworzyliśmy drzwi na korytarz, a potem jeszcze drzwi na dach, żeby w ogóle był jakiś ciąg. Obok biuro miała pani psycholog, a zaraz przez drzwi był apartamą wynajmowany na AirBnB, więc średnio co kilka dni imprezka..
W sumie przemieszkaliśmy tam dwa lata, wypowiedzenie kontraktu było z naszej strony, bo dach nadal ciekł i ja rozumiem, że to wada konstrukcyjna etc. ale co nas jako najemców to obchodziło? Zawilgocony, zarośniety pleśnią sufit, nie nasz problem.
Na dodatek ostatnie miesiące to już była agonia, zwłaszcza dla Chłopa, bo…hałas. I komary.
Imprezy w lokalu przez ściane, no bo AirBnB. Obok budynku dom jednorodzinny i dwa psy, z czego jeden psychiczny, bo każdego dnia o godzinie piątej rano jak zaczynal szczekać, tak napieprzał ze dwie czy trzy godziny non stop. A my jedyne drzwi balkonowe prosto na to podworko z dziamgającym psem.
Ja wsadzałam stopery w uszy, a Chłop chodził coraz gorzej niewyspany.
Gdy do tego doszła rozpoczęta budowa następnego apartamentowca zaraz obok i napieprzanie piłami, betoniarami, ciężarówami i cała resztą przez osiem godzin codziennie, plus ryki motocykli bez tłumików, najgorsze w weekendy (no hej, nie ma to jak mieszkac obok kilku popularnych restauracji, które robią delivery, do trzeciej nad ranem, c’nie?) – to już było zbyt wiele.

4.
Wylądowaliśmy więc na Buceo.
Dzielnica klasy pracującej, mieszkanie w środku manzany, baaardzo duze (95 m2), jedno patio, drugie patio, na dodatek relatywnie ciche.
Ah, naiwne rośliny, jasne, ze coś musiało być spieprzone, c’nie?
Na początku było ok, bo się wprowadziliśmy w lecie. Chłop wreszcie zaczął się wysypiać, mieliśmy dużo miejsca, w sobotę targowisko dla normalnych Urugwajczyków pod bokiem, więc i ceny rozsądne, duże patio, roślinki zaczeliśmy hodować.
Ale potem…. potem przyszła zima.
Straszna, bo w mieszkaniu nie było ZADNEGO ogrzewania. Na dodatek ponieważ chałupa wybudowana jakieś 60 lat wcześniej i z oryginalnymi drewnianymi oknami, to one się powypaczały i miały szpary, przez które wiało oraz lała się woda podczas deszczu.
Rzecz jasna właściciel miał to w dupie, jak się na początku zimy zapadł pod ziemię, obiecując że coś z tym zrobi, tak się potem objawił dopiero na wiosnę, znów obiecując, i tak w kółko.
Zalety mieszkanie miało, a owszem: przez dach się nie lało, a jako ze mury z grubej z cegły, to w lecie nawet w najgorsze upały, bez klimy, temperatura nie przekraczała 29 st. C.
W zimie za to stała temperatura to było 10 st C.
Spędziliśmy tam znow dwa lata, bo w międzyczasie Chłop zaczął rozwijać biznes, a że miejsca było dużo, to chałupa robiła rownież za magazyn i centrum biznesowe w bardzo dobrej lokalizacji.
Aż wreszcie dojrzeliśmy do decyzji, zeby wynieść się za miasto i w ten sposób…

5.
Przeprowadziliśmy się do El Pinar, czyli do obecnego miejsca, jakies trzydziesci parę kilometrów od Montevideo.
Miejscówka jest bajeczna – już wrzucałam tutaj zdjęcia. 500 metrów do pięknej plaży, sam dom na działce 1000 metrów kwadratowych, zadzrzewiona okolica, przepięknie.
Absolutnie nie żałujemy, że się wprowadziliśmy i po roku podpisaliśmy kontrakt na następne dwa lata wynajmu ale….
Zima jak zwykle daje w kość, bo to nie nasz dom, ale wynajmowany i żadnych “mejoras” nie mozemy w nim robic.
W ramach ogrzewania mamy w salunie kominek. Mozna w nim napalić. Wolałabym zwykła zamknięta kozę, a w swoim domu to pewnie wybudowalibyśmy sobie rocket furnace, ale to nie nasze.
Kominek w salonie to kotłownia w salonie, ale przynajmniej w najzimniejsze dni można rozpalić ogień i odtajać. Wszystko będzie śmierdzieć spalenizną, a potem tona sprzątania, ale przynajmniej nie będzie zawilgocone i walące pleśnią.
Drzwi do kuchni mają szpary ok. centymetra na dole – niestety nic z tym nie możemy zrobić.
Moja kanciapa jest zabudowanym starym patio, zabudowanym cegłą dziurawką, więc zero izolacji czy masy termicznej i ziąb – ale przynajmniej przez dach się nie leje, okno szczelne i mozna zaluzje zaciągnąć. Chłop z kolei urzęduje w galponie (oddzielne pomieszczenie co kiedys bylo garazem, potem parilla a teraz jego jama – warsztat) i odkąd zrobił mini-kiełkowalnię, okrytą folią, od strony poludniowych, zimnych zimowych wiatrow, to nie jest tak zle.
Niemniej, gdybysmy mieli kasę, to następny etap byłby przeprowadzką na swój wlasny kawalek gruntu.
Nie dlatego, że jakiś urojony “investment”, ale dlatego, żeby mieć przyzwoity komfort życia.
Bo chciałabym mieć wannę. Blaty w kuchni na odpowiedniej wysokości, zeby mnie plecy nie bolały. Tak samo zlew, umywalka i inne takie (Urugwajczycy są niscy, więc każdy dom dostosowany do niskich ludzi, nie do nas). Chciałabym mieć ciepły dom – co w tym klimacie równa się po prostu izolacja i masa termiczna, ogrzewanie jest zbędne. Chciałabym mieć trochę gruntu, żeby posadzić avocado, drzewka owocowe, hodować własne warzywa. Mieć kilka zwierzaków.
Takie tam.

PS:
Uprzedzając pytania: mieszkanie na Pocitos i na Buceo wynajmowaliśmy na zasadzie podpisania umowy notarialnej i wpłacenia depozytu w wysokości sześciomiesięcznego czynszu. Depozyt sie wpłacało do Banco Hipotecario, na wspólne konto. Ma to swoje wady i zalety, ale przynajmniej nie ma przypadku, ze właściciel sobie zatrzyma kaucję po uważaniu, a ty mu możesz skoczyć (co się nam nagminnie zdarzało w Argentynie).
Obecne mieszkanie w kolei wynajmujemy przez agencję dającą garantia (coś w stylu ubezpieczeniowej) – kosztuje to dodatkowe pieniądze, ale tez i sporo daje. Np. przed wynajmem wchodzi inspekcja (z tejże firmy) i ogląda stan mieszkania. Jeśli są duże problemy typu cieknie dach, pleśń, jakieś sprzęty na wyposażeniu (np. klima) nie działają, to każą naprawić, bo bez tego nie dadzą gwarancji. Poza tym sporządzają dokładny raport, więc nie ma później wykłocania się na temat co zepsuli najemcy, a co już było.


Responses

  1. Czy tam ogólnie jest taki standard mieszkaniowy, czy tylko Wy mieliście tyle razy pecha?

  2. @Karol:

    “Taki” czyli jaki?

  3. Taki, ze się nie dało mieszkać i musieliście się przeprowadzać, szczegóły sama podałaś. Aby odpowiedzieć na moje pytanie powinnaś napisać, mam znajomych, którzy mieszkali w podobnych budynkach jak my w tym czasie i u nich było wszystko w porządku albo mieli takie same lub podobne problemy.

  4. Sytuacja przygnębiająca! Takie ‘olewanie’ praw fizyki na co dzień…
    Mieszkając 6 lat w uy, czy słyszałaś o/widziałaś domy/mieszkania na poziomie ‘passive haus’, normalnie wentylowanych? Jest jakaś informacja, nawet szczątkowa w niszowych mediach, u twoich znajomych?

  5. @Karol:

    Pytania zadaję wtedy, kiedy NIE WIEM o co autorowi pytania chodzi. Nie wiedzialam co wg ciebie znaczy “taki standard mieszkaniowy”. Więc moze lepiej nie pouczaj mnie, co powinnam byla odpowiedziec, jesli nie sformulowales wystarczajaco szczegółowego pytania, zeby miec pojecie o co ci chodzi.

    W podanym opisie bylo mnostwo szczegolow, powody decyzji odnosnie przeprowadzek zas byly bardziej skomplikowane, niz tylko jeden parametr, ktory akurat w tym wpisie opisalam.
    Np. pierwsze dwa mieszkania byly para turistas, a wiec wynajem tymczasowy, wiec po pierwsze krotka umowa, a po drugie cena dwa razy wieksza, niz przy normalnym dlugodystansowym wynajmie.

    W pierwszym mieszkaniu glownym powodem wyprowadzki byl brak kablowego internetu, o czym nie bylo nic w ogloszeniu, a wlascicielka na pytanie, czy jest Internet odpowiedziala “tak”. Jaki to internet dowiedzielismy sie dopiero na miejscu.
    Dodajmy, ze na znalezienie locum mielismy tylko 2 dni, bo po przeprowadzce (przyjezdzie samochodem z Arg do Urugwaju) zatrzymalismy sie najpierw w hotelu.

    Co do standardu ogrzewania w budynkach w Urugwaju: podobnie jak w prawie wszystkich krajach o cieplym klimacie, nie ma tutaj centralnego ogrzewania, piecow i podobnych. W starym budownictwie sa kominki i wentylacja grawitacyjna, w nowych budynkach najczesciej instaluje sie dwustronna klimę albo (jesli to wolnostojacy dom) kozę na drewno.
    Wszelakie przenosne grzejniki (elektryczne, gazowe, koce elektryczne etc.) sa bardzo popularne.

    O samym standardzie budownictwa tutaj pisalam na blogu juz wiele razy, wiec nie bede sie powtarzac znow.

  6. @Janek Emigrant:

    Koncept passive house jeszcze tutaj nie dotarl – w sensie, ze nie jest to popularna wiedza i jedyni, ktorzy cos takego buduja, to sa emigranci i pasjonaci.

    W ramach pilotowego programu zbudowano szkole wg zasad earthship house:
    https://www.archdaily.com/889236/latin-americas-first-earthship-is-a-sustainable-school-built-from-found-materials

    Jest, dziala, zbudowano tez podobny hotel i z tego co wiem, kilku expatow tez cos podobnego sobie buduje, ale to sa narazie wyjatki.

    Urugwajczycy sa przyzwyczajeni do tego, jak budowalo sie tradycyjnie, a tradycja to tutaj (w miescie) podobne kamienice jak na poludniu Europy (Hiszpania, Wlochy, Grecja), plus wolnostojace domy z cegly z dachowkami.

    Dopiero niedawno pojawily sie na masowa skale domy robione z isopaneli oraz bloczkow gazobetonowych – co jak na tutejszy klimat jest wystarczajaca izolacja (srednioroczna temperatura 17 st C), o ile sie prawidlowo zaizoluje dach.

    Natomiast nie wiem, co to wg ciebie znaczy “normalnie wentylowanych”.

  7. Dzięki za info.
    ‘normalna wentylacja’ : mechaniczna z wymiennikiem przeciwprądowym (najlepiej entalpicznym).
    “…prawidlowo zaizoluje dach…” : to znaczy, że tylko nie cieknie czy też nie wali ciepło latem?

  8. @Janek-emigrant

    Hm… tutaj jak w ogole jest mechaniczna wentylacja, to jest bardzo dobrze. I zwykła wystarcza, bez zadnych tam fidrygałow typu wymienniki czy cos.

    Co do dachu:
    dobrze zaizolowany to znaczy taki, ze ma cos więcej niz tylko blachę/dechy, cement i podobne.
    Jak na tutejsze warunki gdy masz dach z blachy, to wystarczy zrobic izolację wełną mineralną i starczy.
    Albo, zrobic podwieszany sufit i na kratownicy polozyc styropian – nawet kilka cm tego styropianu starcza, plus bufor powietrza miedzy dachem a owym styropianem.
    Przy dachach z klasycznej dachówki nic dodatkowego nie trzeba, zeby w zimie nie kondensowala sie wilgoc na suficie, a w lecie nie waliło gorącem.

    Sensowny dom w tym klimacie zrobic jest zdecydowanie i taniej i łatwiej niz w Polsce, zwlaszcza jak sie ma dzis do dyspozycji nowoczesne technologie.

    Ostatnio tutaj bardzo popularne są domy na szkielecie stalowym, a reszta z isopaneli. Ma to wielką przewagę nad domami na szkielecie drewnianym, bo termity….z kolei w Polsce mozna spokojnie na drewnianym budowac, bo termitow nie ma. Ot takie lokalne uroki.

  9. Rozczulil mnie ten wpis, a w sumie jego koncowka… Przypominalam sobie, ile razy sama sie przeprowadzalam. Zycze Ci, zebys nie czekala dlugo na te wszystkie “takie tam”. <3

  10. @Shaza:

    dzięki! Mam nadzięję, ze to nastapi prędzej, niz pozniej…

  11. Trochę się zastanowiłem. Klimat relatywnie ciepły, +17°C, i wilgotny – w sumie przy dobrej koncepcji tradycyjne grzanie/chłodzenie chałupy niepotrzebne. Nasłonecznienie o wiele większe niż w PL. I tak, najwięcej energii pójdzie na grzanie CWU ewentualnie na ładowanie elektryka. Nie polecam gazobetonu ani isopaneli samodzielnie – mają niską stałą czasową (patrz mój komentarz z 06.03.2021 pod: ‘http://ogrzewanie.drewnozamiastbenzyny.pl/czy-warto-obnizac-temperature-na-noc/comment-page-2/#comment-84519’ ).
    Poniższy koncept będzie raczej w stylu ‘brain storm’.
    Budynek postawiony na GWC (‘klima’ latem, ‘grzanie’ zimą), ściany tradycyjnie murowane (łatwe meblowanie, wieszanie szafek,…) + izolacja termo-hydrauliczna zewnętrzna (styropian/isopanele) przedłużona poziomo (zakopana min 30 cm pod poziomem gruntu) do min. 150cm od ścian nośnych.
    GWC o podwójnej, równoległej koncepcji : część tradycyjna, doprowadzająca powietrze DO budynku i równoległa ODprowadzająca je na zewnątz. Obydwie zrobione SZCZELNIE (radon!) z tworzywa FOOD-GRADE. Drenaż kondensatu (kilka litrów/24h) powietrza przychodzącego można podłączyć do zbiornika na deszczówkę. Duuuuży (i wysoki) zbiornik buforowy ze zbiornikiem na CWU wewnątrz (2 in 1). Górę grzać, dół chłodzić sprężarką od nowoczesnej lodówki INWERTEROWEJ (PC wysokotemperaturowa na R600a – który ma temp. krytyczną>130°C; ‘wypatroszyć’ taką lodówkę?) – bo przyjmie każdą elektryczność powyżej napięcia 140 V DC (AC 100…240V DC 140…350V) np. bezpośrednio z PV. Chłód przez 1/2 roku użyć do wspomagania chłodzenia powietrza wentylacyjnego z GWC rozprowadzanego do pokoi. Zimą takie powietrze można podgrzewać wodą z w/w zbiornika. Rozważyć zimowe dzienne ‘przełączanie’ czerpni z GWC na poddasze gdy świeci słońce (będzie tam cieplej przez kilka godzin).
    Twój Chłop bez większej trudności to ogarnie i przeliczy na lokalne warunki.
    Kominki/kozy to wątpliwa inwestycja (sama pisałaś) o niskiej sprawności cieplnej. Już o wiele lepszy byłby piec zgazowujący drewno (czy wart inwestycji na te kilka(-naście) rocznych rozpaleń ???) podłączony do w/w bufora (do którego można podłączyć także grzałki bezpośrednio z PV). No ale kominki/kozy/piece wymagają także miejsca i kominów – czy warto?
    Pozdr.

  12. @Janek- Emigrant
    Wilgotność klimatu wymaga doprecyzowania- zasadniczo jest suchy, znaczy parowanie jest większe od opadów średniorocznie, ale w zimie niekoniecznie. Dokładna sytuacja z wilgotnością powietrza zależy od bliskości wody i mikroklimatu. Więc przynajmniej nie mówimy o konieczności pilnowania wilgotności, jeśli utrzymujemy rozsądne temperatury.
    Generalnie się zgadzam, ale to co opisałeś to w paru miejscach overkill
    GWC- tak, to jest jedno z właściwych rozwiązań, na klimę wystarczy właściwie w całości, na ogrzewanie nie do końca. Nie bardzo widzę jakąkolwiek potrzebę mechanicznego wspomagania też na wylocie z domu- wyleci gdzie wyleci, jak się utrzyma nadciśnienie, to znajdzie swoją drogę, co najwyżej można ją stosownie ułatwić pod sufitem w lecie i przy podłodze w zimie.

    Pompa ciepła woda-woda to mój ulubiony koncept i tak właściwie to miałem plan robienia czegoś prawie dokładnie takiego w ten weekend. Ale znów overkill. Jak mamy bufory to nie ma żadnej potrzeby sterowania mocą i zabawy w inwertery. Zwykły silnik wystarczy. I jak bierzemy z lodówki i działa w swoim normalnym zakresie, to mamy chłodzenie poniżej +4 i kompletny bałagan z warstwami w buforze. Tak nie można. Albo może brakować ciepła, bo wyłączamy za wcześnie. Chyba że podniesiemy ciśnienie czynnika roboczego w układzie?

    Więc ja to widzę na dwa bufory i starczy jeden układ do wymiany ciepła z otoczeniem zewnętrznym (najprościej chłodnica samochodowa), przełączany od jednego lub drugiego zależnie od potrzeb.
    W zimie zimny zbiornik może też w części służyć do osuszania powietrza. Ala jak mamy GWC to w sumie w lecie taki system byłby mało potrzebny i pędzenie za okruchami sprawności nie ma dużego sensu. Oraz integrowanie z PV systemu do działania głównie w zimie.
    Ściany- maksymalne normalne Dt to 15 st. Więcej to pojedyncze godziny w roku, a nawet stabilne utrzymanie Dt = 10 jest akceptowalne w tym klimacie.
    Przy takich wymogach dwuwarstwowa wygląda jak potężny overkill, choć zaletom masy termicznej nie będę zaprzeczać. Ale jednocześnie, jak już mamy duży bufor, to on jest stabilizacją. I jak konstrukcja szkieletowa może być problematyczna, to gazobeton jest czymś pośrodku, pewną masę daje i też wystarczającą izolację.

    Za to pieca bym nie skreślał całkowicie. To znaczy w domu- tak, oczywiście. Ale można sobie wyobrazić kuchnię letnią/ogród zimowy z piecem i podłączeniem do bufora. Co więcej, to może działać bez obiegu wymuszonego i stanowić znakomity backup na awarie zasilania- to raczej rozwiązanie dla Polski, tu awarii raczej nie ma i bez ogrzewania da się przeżyć.

  13. Od czegoś trzeba było zacząć, ciągnę ten ‘brain-storm’ dalej.
    GWC – i tak rycie w ziemi jest najdroższe, więc 1 czy 2 układy położymy cena niewiele się zmieni – nie będę się przy tym upierać. 200m3 gruntu to ~140kWh/°C
    Szczelności bryły i kierowanego wywiewu z kibli/łazienek/kuchni/(garażu?) bym jednak dopilnował aby nie znależć się w SBS.
    Aerotermię pod-dachową zimą bym jednak docenił.
    Pompę ze sterownikiem inwerterowym proponuję ze względu na jej ‘widełki’ napięciowe pracy a nie sterowanie mocą, które przy buforze jest oczywiście pozbawione sensu.
    Nawet 5cm styropianu położonego zewnętrznie odcina nas od palącego latem słońca/nagrzanego nim gruntu – przecież w lodówkach 2…3 cm izolacji to już b.dużo.
    Co do spalania, kuchnia opalana drewnem : każdy ma swój gust …
    …lepiej, zeby piec był poniżej bufora.
    Na awarie zasilania => PV + baterie (elektryczne i cieplne) ;-)


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: