Posted by: futrzak | 5 April 2021

Wiem, co wiem i wiem, czego nie wiem, czyli o esencji profesjonalizmu

Kolega z pracy z projektu zaczął studia zaoczne i w związku z tym dwa razy w miesiącu nie ma go w pracy, bo ma zajęcia cały dzień. Jutro wypada taki dzień, więc zaanonsował na kanale pracowym, dostępnym dla wszystkich:
“Reminder: tomorrow I have a new journal of the degree”.

I tak se to zostawił, i tak wisiało, dopóki ja nie zauważyłam i mu mówię, ze “a new journal of the degree” nie ma żadnego sensu po angielsku w tym kontekscie.
Nie wiem, czym to tłumaczył i jakie były zawiłości, ale oryginał brzmiał: “tengo una nueva jornada de la licenciatura”. W tutejszym hiszpańskim to jak najbardziej poprawne….

Ja rozumiem, ze każdy może się pomylić i czegoś nie wiedzieć, ale… on z tym klientem na codzień po angielsku pracuje od dwóch i pół roku. Takie kwiatki sadzi kilka razy w tygodniu.
To, co mnie dziwi to fakt, ze nie zdaje sobie sprawy z tego, ze czegoś NIE WIE. Bo gdyby zdawał sobie sprawę, to by się mnie zapytał jak to przetłumaczyć albo chociażby “czy to jest poprawnie”. Ale nie, nic, null.

I tak sobie myślę, ze już chyba wiem, skąd się biorą ludzie, którzy twierdzą, ze “znają dany język” a potem w praktyce okazuje się, ze sadzą błędy takie, ze nie wiadomo o co im chodzi…


Responses

  1. Wygląda na to, że ten kolega jest jeszcze na etapie nieświadomej niekompetencji jeżeli idzie o język angielski.
    Może dzięki Twoim uwagom wejdzie na kolejny szczebel i osiągnie świadomą niekompetencję. A stąd już tylko krok do świadomej kompetencji…

  2. @Marek W:

    Jesli dzieki moim uwagom przez dwa i pol roku nie wszedl na kolejny szczebel, to ja bardzo wątpie, ze nagle stanie sie cud.
    (bo tak, ja mu takie co wieksze fakapy jezykowe, ktore zrobil, poprawiam od 2.5 roku).
    Nawyrazniej ta metoda na niego nie dziala.

  3. Za słabo znam hiszpański, żeby zrozumieć takie zdanie po angielsku. Zastanowiło mnie, skąd kolega wziął ten journal. I po chwili przyszło olśnienie: journal i jornada to kognaty – oba pochodzą od łacińskiego diurnus – dzienny (no dobra, to już wyguglałem).
    Podobnego satori doznałem, gdy zorientowałem się, że people to rzymski populus, podobnie jak pueblo.

  4. A nie zastanawiałaś się, że być może wylądowałaś w umyśle tegoż jegomościa w kategorii Google tranlator, który usłużnie zawsze wykonuje swoją powinność?
    Czyli nie traktuje Twoich poprawek w kategorii “o tu muszę coś ze sobą zrobić” lecz w kategorii “maszyna działa, dalej używać” ;-)

  5. To, co mnie dziwi to fakt, ze nie zdaje sobie sprawy z tego, ze czegoś NIE WIE.

    Nie dziwiłbym się aż tak bardzo. Opisujesz klasyczny przykład wyparcia będącego nader rozpowszechnionym mechanizmem obronnym. Każy (doprawdy każdy) w jakimś stopniu to ma. Gdybyśmy byli pozbawieni daru wypierania, to nasza świadomość stała by się całkowicie dysfunkcjonalna. Nie można prawidłowo funkcjonować z permanentną świadomością swych wszystkich deficytów i wypływających z tego konsekwencji. Czy w jednostkowym przypadku jest to – na dłuższą metę – dla jednostki korzystne to już inna historia.
    Zupełnie podobnie jest zresztą z (ocenianą kolokwialnie jako pejoratywna) zdolnością do stereotypizacji, która jest nieodzownym warunkiem wstępnym wszystkich procesów poznawczych.

    Jesteśmy istotami ułomnymi. Wszyscy, bez wyjątku a nie tylko ci, których obserwujemy i oceniamy. Nie jest to przyjemne uczucie gdy dociera do nas świadomość własnej ułomności węc wypieramy również wówczas. I jakoś się to wszystko toczy.

  6. @Amatil:

    Tak, angielski i hiszpanski maja bardzo duzo takich samych lub bardzo podobnych slow, a pochodza one z łaciny. Tyle ze wiekszosc z nich ma inne znaczenie (lub troche inne) w obu jezykach. Zakladnie, ze maja takie samo znaczenie jest zabojcze, bo dochodzi do takich wlasnie fakapow jak wyzej.

    Ja mam podobny problem z hiszpanskim, bo najpierw nauczylam sie angielskiego (w stopniu plynnym tj. myslę w tym języku) wiec jak widze podobne slowo w hiszpanskim, to mozg mi podpowiada znaczenie z angielskiego i to jest odruch.
    No ale ja o tym wiem, wiec zanim napisze lub powiem jakas fraze/zdanie po hiszpansku, to sie upewniam czy aby dobrze zrozumialam i nie robie bledu.
    Rozszerzony slownik tutaj moim przyjacielem (podajacy idiomy i przyklady zdan z danym slowem/phrasal verb) alb nawet zwykle wklepanie w google calego zdania/frazy i zobaczenie, w jakim kontekscie jest to uzywane.

    @PawelW:

    To raczej nie ten przypadek.

  7. @Telemach:

    Nie dziwiłbym się aż tak bardzo. Opisujesz klasyczny przykład wyparcia będącego nader rozpowszechnionym mechanizmem obronnym. Każy (doprawdy każdy) w jakimś stopniu to ma. Gdybyśmy byli pozbawieni daru wypierania, to nasza świadomość stała by się całkowicie dysfunkcjonalna.

    Wiem co to jest wyparcie.
    Oidp jest to mechanizm obronny stosowany w wypadkach, kiedy jakas informacja zaburza podstawy swiatopogladu/religii/ideologii – slowem czegos, co jesli ulegnie zawaleniu, bedzie dosc bolesne dla danej jednostki (bo trzeba przewartosciowac caly gmach zasad i przekonan, wg ktorych sie funkcjonowalo duzy kawal zycia – to tak w srocie).

    Tutaj nie mamy z tym do czynienia – bo sytuacja to jest NAUKA CZEGOS NOWEGO. Jesli czegos nie znasz i dopiero sie tego uczysz, to nie masz zadnych preconceived beliefs, bo tego czegos NIE ZNASZ.

    W wypadku kolegi jak mysle zachodzi inne zjawisko, rownie powszechne, a bardziej adekwatne do sytuacji: overconfidence. Jest to bardzo powszechne wsrod mezczyzn, za to rzadkie wsrod kobiet – bo dziewczynki od malego sa socjalizowane w taka strone, zeby wiecznie watpic w swoje zdolnosci, natomiast chlopcow traktuje sie (na ogol) inaczej.
    Oczywiscie, to jest generalizacja i ja sobie z tego zdaje sprawe, ale nie czas i nie miejsce wnikac, czy dokladnie o to chodzi w tym konkretnym przypadku – bo to juz bylaby robota psychologa/psychoterapeuty – a to ani moja profesja ani mi za to nie placą, ani tez moj problem :)

  8. @futrzak “Oczywiscie, to jest generalizacja i ja sobie z tego zdaje sprawe”
    o, dzięki, bo zwątpiłbym w swój gender.

    @”zanim napisze lub powiem jakas fraze/zdanie po hiszpansku, to sie upewniam czy aby dobrze zrozumialam i nie robie bledu”

    Jak to wpływa na płynność wypowiedzi?
    W czasach licealnych zmarnowałem mnóstwo czasu, ucząc się przede wszystkim niemieckiego, bo wszystko inne przychodziło w miarę łatwo. Poza angielskim, ale ten akurat mieliśmy z wychowawczynią, więc podciągała, zresztą poziom był ogólnie niski.

    Po czterech latach zakuwania Partizip II mój niemiecki był nadal na poziomie minimalnym, co doprowadziło mnie do wniosku, że po prostu nie mam talentu do języków.
    Wiele lat późńiej zrozumiałem, gdzie naprawdę był problem – ja po prostu skupiłem się na unikaniu błędów, bo tego wymagała nauczycielka. Wiem, że podobne doświadczenia ma wiele osób, nie tylko z Polski.
    Wszystko wskazuje na to, że podejście na zasadzie, żeby mówić, pisać i nie przejmować się błędami, jest w nauce języka po prostu skuteczniejsze. Najpierw fluency. Jeśli przy tym się jeszcze czyta i słucha, pewne frazy i sformułowania zaczynają brzmieć lepiej niż inne i zaczyna się mówić +- poprawnie.

  9. @amatil:

    Jak to wplywa na plynnosc wypowiedzi? Nie wiem jak u innych, ale u mnie, dopoki nie zaczne myslec w obcym jezyku, to nie bede sie plynnie wypowiadac. I tyle.
    Droga do plynnego zas wypowiadania sie wiedzie poprzez nauczenie sie ZE SLUCHU.

    Tak mialam z angielskim.

    Natomiast w opisanym wyzej przypadku kolegi on to NAPISAL.
    I to napisal na forum publicum klienta, nawet nie ze na czacie (jak Slack), gdzie wiadomo ludzie z palca pisza i robia blędy.

    No i jeszcze odroznijmy jedna rzecz: robienie blędów ortograficznych czy gramatycznych typu “she think” to jedno. Ja nie o takich mówię. Takie to wiadomo ludzie uczacy sie jezyka sadzą co chwila i pal diabli, byle byli ROZUMIANI.

    Ja mowie o błędach takich, ze uniemozliwiaja komunikacje, a angielski jest tutaj zdradliwy, bo jest bardzo wiele słów, ktore wymawia sie tak samo, ale maja rozną pisownię i znaczą co innego (homophones):

    ate, eight
    buy, by, bye
    cell, sell
    flour, flower

    etc. itd.
    Jak się tych nauczysz z błędami to potem oduczenie sie błędów niestety zajmuje fchuj czasu, znacznie więcej niz gdybys sie od razu uczyl poprawnie.

    Z wymowa angielska podobnie: sa ludzie, ktorzy maja ogromny zasób slownictwa, potrafia bezblednie pisac zdania podrzędnie zlozone, z okresami warunkowymi i wszystkimi czasami poprawnie, a nie potrafia tego przeczytac tak, zeby natyw zrozumial.

    Bezposrednie porownania miedzy roznymi językami – np takimi, ktore maja fixed pronunciation (hiszpanski, wloski, polski, rosyjski, niemiecki etc) a angielskim, gdzie w zasadzie nie-natyw musi sie nauczyc wymawiac kazdego slowa oddzielnie, wiodą na manowce.

  10. @Futrzak

    Natomiast w opisanym wyzej przypadku kolegi on to NAPISAL.
    I to napisal na forum publicum klienta, nawet nie ze na czacie (jak Slack), gdzie wiadomo ludzie z palca pisza i robia blędy.

    A on nie ma szefa albo szefowej, który/a by mu to z szefowskim autorytetem wyjaśnił, żeby tak więcej nie robił?

  11. @futrzak
    “nie potrafia tego przeczytac tak, zeby natyw zrozumial.”
    – Nie żebym adwokacił diabłu, ale natywi mają zazwyczaj mocno inną wymowę od “międzynarodowego” angielskiego. Nawet natywi wymawiający a la BBC (czy CNN). A czasem i słownictwo lub gramatykę. Parę razy w tę barierę boleśnie stuknąłem.

  12. @PawelW:

    Szefowa (tj. teamleaderka) sama tak kaleczy angielski, że uszy więdną i oczy wyłażą, więc co ona moze go poprawiac. No chyba na gorsze.
    Jak ostatnio pierdykneła większy kawalek dotyczacy zmiany organizacji pracy, to takim mistrzostwem sie wykazala, ze ja szefowi firmy klienckiej (Amerykanowi) przez 10 min tłumaczyłam, o co jej chodzilo.
    Oczywiscie najpierw se napisala po hiszpansku (poprawnie i oficjalnie, ale tutejszym hiszpanskim a nie międzynarodowym) a potem poleciała Google Translate, co zrobilo z tego kompletną sieczkę (bo GT zna miedzynarodowy oficjalny hiszpanski, ale nie rioplatense).
    Ja zrozumialam o co chodzilo, bo hiszpanski znam.

    @Andrzej B:

    Oczywiscie, ze natywi maja inna wymowe od “miedzynarodowego” angielskiego i ciezko zeby nie.
    Ktos, kto obraca sie tylko w kręgu nie-natywow co mowia miedzynarodowym ang i pojedzie do NZ, Australii czy do Texasu, Szkocji, Apallachów (w USA) to figę z przeproszeniem zrozumie z angielskiego paszczowego produkowanego przez natywów.
    Tez tak mialam dawno temu – zetknięcie sie z ulicą kalifornijską zaraz po przyjezdzie zaskutkowalo zderzeniem ze scianą; podobniez jak pierwszy raz Australię odwiedziłam. Prowincja szkocka to w ogole kosmos, bo oni oprocz angielskiego posluguja sie jeszcze mieszanka (ang-ich narzecze) i jeszcze innym jezykiem.
    Albo taki angielski z Indii. O chrystepanie. Albo z Karaibów.

    Wiekszosc Polaków trafia na ścianę, bo uczą sie jednej uproszczonej wymowy w szkole, rozmawiaja z nie-natywami a potem ops. Plus jeszcze to, ze Polski i Polska w ogole jest dosc jednorodnym etnicznie krajem, i poza kaszubskim (inny język) oraz sląskim narzeczem wszyscy siebie nawzajem normalnie rozumieją.

    A tu siurpryza….
    Ale i tak angielski to małe piwo przy takim duńskim na przykład. Wieść niesie, ze Duńczyków to wlasne dzieci nie rozumieja :)))) bo im sie co wioska pono dialek zmienia na tyle, ze między sobą się nie rozumieja :)

  13. @Andrzej B &Futrzak
    Ale i tak angielski to małe piwo przy takim duńskim na przykład. Wieść niesie, ze Duńczyków to wlasne dzieci nie rozumieja :)))) bo im sie co wioska pono dialek zmienia na tyle, ze między sobą się nie rozumieja :)

    Niemiecki też nie jest gorszy. Masz, oprócz standardowego niemieckiego, dialekty północne Plattdeutsch i południowe Szwabskie i Bawarskie (plus wszystkie pośrednie idąc z północy na południe). Raz miałem okazję obserwować wymianę plattdeutsch vs. bawarski, bo się kierownik labu (z okolic Hamburga) wkurzył, że lokalsi w Regensburgu tak do niego mówią, że nic nie rozumie.

    A w samym promieniu 50 km od Regensburga co wioskę to mają różnorodne słownictwo i wymowę. Raz na kursie księgowości, jak robiłem, w wolnej chwili dziewczyny się wymieniały informacjami jak się w ich wiosce co nazywa i jak się to wymawia. Przy odrobinie złej woli to ewidentnie by się nie porozumiały osoby z różnych wiosek.
    A znajomek z pracy, Szwab, mówi, że pomimo iż się w Bawarii ożenił i od 27 lat żyje, to jak przyjdzie co do czego to i on nie wszystko rozumie.

    Tak, Polska i Polski to dla obcokrajowca – w zakresie nauki języka – łatwy kraj. Nauczy się jednego i wszędzie działa. Nawet gwara lwowska się upowszechniła w Polsce i każdy ją rozumie.

    @Futrzak

    Szefowa (tj. teamleaderka) sama tak kaleczy angielski, że uszy więdną i oczy wyłażą, więc co ona moze go poprawiac. No chyba na gorsze.
    Jak ostatnio pierdykneła większy kawalek dotyczacy zmiany organizacji pracy, to takim mistrzostwem sie wykazala, ze ja szefowi firmy klienckiej (Amerykanowi) przez 10 min tłumaczyłam, o co jej chodzilo.

    Jest tam w hierarchii w ogóle ktoś kompetentny czy wszystko na Tobie wisi?


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: