Posted by: futrzak | 4 March 2020

Pasterze robotów

Nie, to nie żadna powieść Philipa K. Dicka ani innego pisarza SF.

To “nowy” zawód, który będą mogli wykonywać absolwenci Uniwersytetu Łódzkiego:

Uniwersytet Łódzki obiecuje, że absolwenci nowego kierunku z oferty Wydziału Zarządzania będą w stanie rozumieć nowoczesną technologię cyfrową i znać możliwości jej zastosowania w biznesie.

Delegacja UŁ w poniedziałek, w łódzkiej siedzibie firmy Nordea, podpisuje porozumienie z partnerami z sektora automatyzacji procesów biznesowych – w obecności prezydent Hanny Zdanowskiej.

Zresztą Urząd Miasta Łodzi przed rokiem przechwalał się, że będzie korzystał z usług firmy zatrudniającej pasterzy robotów (to jeden z zawodów, którego wykonywanie czeka absolwentów nowego kierunku).

Roboty to w korporacyjnej nowomowie programy komputerowe automatycznie wykonujące część z powtarzalnych zadań typowego urzędnika czy finansisty (co daje oszczędności na etatach). Z kolei pasterzem jest programista kontrolujący, czy robot nie popełnia błędów w wykonywaniu przypisanych mu obowiązków.

W ten sposób dowiedziałam się, że od ponad 2 dekad wykonuję zawód pasterza robotów :))))))

W branży tworzenia oprogramowania taka funkcja istnieje od dekad, ludzie ją wykonujący nazywają się software quality assurance engineers czyli po polsku inżynierowie kontroli jakości oprogramowania.

Doprawdy, komuś zdrowo przywaliło w dekiel.


Responses

  1. Nie wykonujesz zawodu pasterza robotów. Najwyżej pasterki. ;)

  2. No tak, w istocie :)

  3. U nas zbudowali dorodny budynek biblioteki publicznej. Pomyślałem, że wejdę (jak wchodziłem) powiem “kryminał” i pani naciśnie guzik i 3,4 książki robot dostarczy, I chyba to mrzonki.

  4. Tylko, że nie chodzi o branżę tworzenia oprogramowania, a o ” zadania typowego urzędnika czy finansisty”, czyli zapewne robienie tabel w Excelu, jakiś webscraping, automatyzacja obsługi SAPa itp.
    Niekoniecznie musi mieć to głębszy sens, prawdpopobnie w większości wypadków rozwiązania oparte na bazach danych byłyby prostsze, tańsze i mniej awaryjne, ale wymagołyby na przykład nadania komuś jakiś praw dostępu, co w świecie korporacji bywa zaskakująco trudne.
    Niemniej to zupełnie inny zawód.

  5. @amatil:

    “Branża” nie ma tu nic do rzeczy. Program komputerowy to program komputerowy. Ktoś musi do niego napisać kod i tą osobą jest programista.
    To, co ów program ma robić, zależy od specyfikacji dostarczonej przez klienta.
    Jak ma to być automatyczne załatwianie okreslonych rzeczy, ktore DZIS robią ludzie manualnie, to będzie.

    To nie jest żaden “inny zawód”.
    Czy ty serio myślisz, ze do tego, aby pisac oprogramowanie np. do sprzętu medycznego, to trzeba stworzyć nowy zawod, ktory będzie krzyżówką programisty i lekarza? No na litość.

    Tak, oczywiście programiści mają określone specjalizacje. Są tacy, ktorzy zajmują się oprogramowaniem bankowym, medycznym, samochodów i tak dalej.
    Branża finansów jest relatywnie malo skomplikowana a testy do niej są dosc schematyczne, bo wiadomo jaki ma być rezultat. No i operujesz na już istniejących danych.
    Poziom komplikacji pisania makr do arkusza kalkulacyjnego czy jakiś program księgowy to jest betka w porównaniu np. z oprogramowaniem sterującym komputerem pokładowym samolotu (zwlaszcza, jesli chodzi o testy!!!!!).

    Dlatego mówię, ze to ściema i marketingowy bełkot, wymyślanie nowych nazw na rzeczy już istniejące od dawna, tylko po to żeby lepiej sprzedać nowy kierunek studiów.

    Szkoda tylko tych studentów, którzy się na to złapią, bo tak na prawdę to pewnie wielu się będzie wydawać ze “jestę programistą i będę programował palcami: pokazujac palcami co inni mają robić” – a tak na prawdę będą dyletantami usiłującymi przeforsować na programistach jakieś chore i niedorzeczne wizje tego, co im się wydaje, że można (bo nie znają ograniczen architektury, platformy, protokołów etc.).

  6. @”Ktoś musi do niego napisać kod i tą osobą jest programista.”
    Wcale nie musi, może nagrać. Czy wtedy nadal nazwiemy tę osobę programistą, to już kwestia definicji, ja się nie upieram.
    Popularne oprogramowanie do RPA (robot process automatization, nie kraj) może w ogóle nie mieć opcji pisania, tylko nagrywarka i sklejanie schematu blokowego metodą drag’n’drop.
    Ogólnie śmieszna rzecz, ja się zgadzam z wnioskiem końcowym (że jako przedmiot na studiach to ściema) ale nie z przesłankami.

  7. @Amatil:

    Używałes kiedykolwiek czegokolwiek zrobionego tą metodą? Ja tak.

    Proste rzeczy daje sie zrobic, cokolwiek bardziej skomplikowanego juz nie, najczesciej to sie wszystko wali w p**** jak tylko zmienisz jedna drobna rzecz gdziekolwiek w aplikacji.
    Na maintenance w ciagu 2 miesiecy spedzisz więcej czasu, niz zajeloby napisanie tego samego porządnie, nie mowiąc juz o tym, ze wszystkie dane (np. user do logowania etc.) sa statyczne. Jak zajrzysz w kod wygenerowany przez taką “nagrywarkę” to wlos sie jeży na glowie, chociaz normalny uzytkownik tego nie zobaczy, bo najczesciej kod zrodlowy jest obfuscated i za dostep do niego i “reczne” poprawianie trzeba dodatkowo zaplacic.

    Nie wiem, moze sa jakies “genialne” rozwiazania w tej kwestii, ale nie uwierze dopoki nie zobacze tj. dopoki nie zobacze kodu wygenerowanego przez takiego golema. To, co widzialam do tej pory, bylo mega żalosne – ale ma swoje zastosowanie – nadaje sie na demo do prezentacji dla zarządu firmy. Do codziennej pracy nie.

    Więc znowu konczymy z tym samym wnioskiem…ze jako przedmiot na studiach to ściema i oszukiwanie nieświadomych studentów.

  8. @”Używałes kiedykolwiek czegokolwiek zrobionego tą metodą? Ja tak.”

    Ja też. Nawet próbowałem poprawiać.

    @”Proste rzeczy daje sie zrobic, cokolwiek bardziej skomplikowanego juz nie, najczesciej to sie wszystko wali w p**** jak tylko zmienisz jedna drobna rzecz gdziekolwiek w aplikacji.”

    Wiem. BTDT

    @”Jak zajrzysz w kod wygenerowany przez taką „nagrywarkę” to wlos sie jeży na glowie, chociaz normalny uzytkownik tego nie zobaczy, bo najczesciej kod zrodlowy jest obfuscated i za dostep do niego i „reczne” poprawianie trzeba dodatkowo zaplacic.@

    No me digas.

    @”ze jako przedmiot na studiach to ściema i oszukiwanie nieświadomych studentów.”

    Zeby tylko. RPG to jest aktualny buzzword. Tego typu rozwiązania faktycznie są implementowane. Oczywiście, nie jako bardzo skomplikowane procesy, ale coś w stylu: wygeneruj dane z systemu sprzeżowego, popraw formaty i zrób prezentację.

    @”Na maintenance w ciagu 2 miesiecy spedzisz więcej czasu, niz zajeloby napisanie tego samego porządnie, ”

    Zostawilem sobie to na koneic. Zrobienie porządnie często też nie ma sensu, bo zamiast oskryptowywać system sprzedażowy, SAPa, CRM czy cokolwiek lepiej byłoby działać na bazie danych, która tam jest w tle. Kiedy to się okazuje niemożliwe, zaczyna się korporacyjna dilbertoza lewą ręką za prawe ucho.
    Czyli, bo ja wiem, moze kształcenie “pasterzy robotów” ma jakiś tam wąsko rozumiany sens. BTW, pierwszy raz spotkałem się z tym określeniem.

  9. Zeby tylko. RPG to jest aktualny buzzword. Tego typu rozwiązania faktycznie są implementowane

    Straszne to.

    Zrobienie porządnie często też nie ma sensu, bo zamiast oskryptowywać system sprzedażowy, SAPa, CRM czy cokolwiek lepiej byłoby działać na bazie danych, która tam jest w tle. Kiedy to się okazuje niemożliwe, zaczyna się korporacyjna dilbertoza lewą ręką za prawe ucho.

    I tu mam niejakiego mindfucka.
    Jedno z najpopularniejszych rozwiązań sales/marketing – salesforce – z dostępem do bazy danych, APis i oprogramowywaniem dodatkowych funkcjonalności nie ma problemu. No przynajmniej nie było w wielu firmach, w ktorych pracowałam i w istocie te rzeczy testowałam. Ktoś korzysta z salesforce (oczywiście to nie darmowe) to ma do tego dostęp.

    CRM? No tak samo. W płatnych masz dostęp, że nie wspomne o tym, że masz ileś-tam opensourcowych typu Drupal, który ma gazylion dodatkowych pluginów, a jak żaden z kilku tysięcy istniejących ci nie odpowiada, to nic, ale to absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie napisać se własny (przy czym pisanie własnego oczywiście zakłada dostep do bazy danych bo na litosc jak inaczej to zrobic??? Ze co, ten kod ma gadać do sciany czy do bramy sąsiada?)

    Co do SAPa się zgodzę, ze to troche bardziej skomplikowane, trzeba mieć jakieśtam ichniejsze icertyfikaty, żeby w ogole dopuścili do modyfikacji istniejących modułów, a specjaliści od SAPa tani nie są. Ale powiedzmy sobie, ze implementacja SAPa w firmie w ogóle kosztuje jakieś chore pieniądze i nie wyobrazam sobie, ze corpo stać na wprowadzenie SAPa a potem nie stać ich na zapłacenie programiście z certyfikatem???

    O co tu, do wuja pana, chodzi?
    Znaczy ja się nie czepiam, po prostu chciałabym wiedzieć SKĄD ten debilny pomysl w ogóle się wziął?????
    Dlaczego we wszystkich firmach, w ktorych dotychczas pracowałam (i cala kupa moich znajomych) nie spotkałam się z używaniem tego “RPA” do czegokolwiek innego, niż generowania demo na prezentacje.
    Prawdą jednak jest, że nigdy nie pracowalam dla żadnej polskiej firmy softowej. Mozesz mi wytłuaczyć co to znaczy “Kiedy to się okazuje niemożliwe”? Jak to k*a niemożliwe, jak na codzien od dekad widzę i robię w tym i to JEST MOZLIWE????

  10. Futrzak, to nie jest problem polskich firm, te akurat zwykle nie są aż tak sformalizowne. Raczej międzynarodowych korpo. Np, pojawia się potrzeba przygotowania cyklicznego raportu. Tu klikniesz, wygenerujesz, zapiszesz, zrobisz vlookupa, zaciągniesz. Dla osobnika, który to robi, jest to jakieś drobne poboczne zadanie. Z czasem zadań przybywa, osobniki rotują, awansują, nowi nie wiedzą już co właściewie robią, bo ten, który sformułował wymagania też już od dawna tu nie pracuje. Więc skoro klikają jak małpki, równie dobrze można postawić bota.
    To trochę jak w historii motoryzacji. Jak wyglądały pierwsze samochody? Bryczka – dyszel + silnik i kierownica.
    I tu pojawia się ten moment, gdy możnaby zaprojektować normalną karoserię I rozrusznik zamiast korbki, czyli kilka kwerend w dowolnym silniku bazodanowym. Takie kwerendy mozna zaszyć w Excelu, a jak ktoś chce nowocześnie, to w Tableau. Niestety, ludzie odpowiedzialni za bazy danych niespecjalnie lubią rozdawać dostępy gdzie popadnie, czemu zresztą trudno się dziwić. Po czym okazuje się, że baza jest w posiadaniu zewnętrznego podmiotu, który to za każdą niestandartową czynność wystawi fakturę. A to wymaga serii zgód, approvali i takiego tam.
    Więc już lepiej postawić tego robota. W Indiach.

  11. Jezu. Słabo mi.

    Tu klikniesz, wygenerujesz, zapiszesz, zrobisz vlookupa, zaciągniesz. Dla osobnika, który to robi, jest to jakieś drobne poboczne zadanie. Z czasem zadań przybywa, osobniki rotują, awansują, nowi nie wiedzą już co właściewie robią, bo ten, który sformułował wymagania też już od dawna tu nie pracuje

    Mamy źródło problemu: zbyt wielka rotacja pracowników plus nieistniejący knowledge transfer oraz onboarding nowych pracownikow (wdrozanie do obowiazkow? Nie wiem jak to po polsku sie nazywa).
    Więc zamiast rozwiazac problem u źródła… jakiś debil pasiasty wymyślił, że bedzie nowy “przedmiot” na studiach MBA. No ja pierdolę,

    kilka kwerend w dowolnym silniku bazodanowym. Takie kwerendy mozna zaszyć w Excelu, a jak ktoś chce nowocześnie, to w Tableau

    Tu aż sobie musialam wygooglać co to jest ta nieszczęsna kwerenda. Ot, zapytanie do relacyjnej bazy danych czyli np. SQL query (jezu kto z query zrobił kwerendę???? Jeszcze 2 dekady temu to bylo zwykłe zapytanie).

    Tak, Tableau wlasnie dokladnie do tego zostal wynaleziony. Graficzna nakładka do prezentacji i analizy danych wyciagnietych z bazy danych, całkiem sympatyczna, zetknęłam się z nia pracując dla klienta ktory był jednym z największych mobile carriers w USA.

    Niestety, ludzie odpowiedzialni za bazy danych niespecjalnie lubią rozdawać dostępy gdzie popadnie, czemu zresztą trudno się dziwić. Po czym okazuje się, że baza jest w posiadaniu zewnętrznego podmiotu, który to za każdą niestandartową czynność wystawi fakturę. A to wymaga serii zgód, approvali i takiego tam.

    Następny mindfuck mam. Ze jak to, super-sensitive dane firmy, ktore dotyczą tejże firmy sprzedaży, kampanii marktingowych etc. są w POSIADANIU zewnetrznej, trzeciej firmy????

    Podaj mi jakiś konkretny przykład bo serio, jakoś tego od strony organizacyjnej struktury zupełnie nie ogarniam.

  12. @”jezu kto z query zrobił kwerendę?”
    piszesz bloga po polsku, więc staram się w miarę komentować po polsku. Kwerenda, query, oba z łacińskiego quaerere.

    “Tak, Tableau wlasnie dokladnie do tego zostal wynaleziony.”

    Zabawna sprawa, ale dziś właśnie dowiedziałem się, że na tym samym open space, dosłownie o przepierzenie ode mnie jedno dziewczę używa Tableau w nieco inny sposób. Otóż jak się kliknie prawym w wykres, to można wygenerować plik Excela z danymi. I użyć ich do zrobienia prezentacji w PowerPoincie.
    Naprawdę.

    “super-sensitive dane firmy, ktore dotyczą tejże firmy sprzedaży, kampanii marktingowych etc. są w POSIADANIU zewnetrznej, trzeciej firmy????”

    To się outsourcing nazywa. Nie wiem, czy w posiadaniu w sensie prawnym, ale na serwerach i pod kontrolą innej firmy.
    Przykłady? To może z polskiego podwórka, dane z kas fiskalnych sporej firmy z branży odzieżowej na serwerze zewnętrznej firemki. Byłego prezesa masz w blogrolce, może nawet on podpisywał umowę.
    W korpoświecie to jeszcze inaczej wygląda, bo przecież oddział w każdym kraju jest osobną firmą. Faktury zwykle przetwarza niepowiązany kapitałowo podmiot w jakiś Indiach czy innej Polsce. Dane zaś wędrują do chmury np. od Amazona.

  13. “Tableau wlasnie dokladnie do tego zostal wynaleziony. ”
    Ale można go też użyć do czegoś innego. Np. dziś się dowiedziałem, że dziewczę na tym samym openspejsie używa go jako wygodnego źródła danych. Jak się kliknie prawym w wykres albo tabelkę to można wygenerować plik w excelu. Potem można użyć go do przygotowania prezentacji w .pdf.

    “Ze jak to, super-sensitive dane firmy, ktore dotyczą tejże firmy sprzedaży”
    To się outsourcing nazywa. Wiesz, jak przekazujesz procesy do Indii albo do Polski to i dane musisz przekazać. Na przykład przez chmurę należącą do Jeffa Bezosa.


  14. To się outsourcing nazywa. Wiesz, jak przekazujesz procesy do Indii albo do Polski to i dane musisz przekazać. Na przykład przez chmurę należącą do Jeffa Bezosa.

    No i? Obecny klient, dla ktorego pracuję, uzywa AWS. Poprzedni tez uzywal i poprzedni tez. W ZADNYM nie bylo najmniejszego problemu z dostepem do bazy danych i czegokolwiek umieszczonego w tejze chmurze – a dodajmy, że ja nie pracuję u nich na etacie, ale jako zewnętrzny kontraktor i to na dodatek z innego kraju!

    Sorry, ale nadal nie czaje na czym ma ten wielki nieprzezwyciężalny problem z dostępem polegac.


  15. Np. dziś się dowiedziałem, że dziewczę na tym samym openspejsie używa go jako wygodnego źródła danych. Jak się kliknie prawym w wykres albo tabelkę to można wygenerować plik w excelu. Potem można użyć go do przygotowania prezentacji w .pdf.

    Czy ci ludzie tam to nie mają absolutnie żadnego szkolenia w temacie jak używać softu, który im potrzebny do pracy?

  16. @amatil:

    jeden twoj komentarz wpadl do spamolapu wordpressowego, juz go wyciagnelam i ustosunkuję się.

    jezu kto z query zrobił kwerendę?”
    piszesz bloga po polsku, więc staram się w miarę komentować po polsku. Kwerenda, query, oba z łacińskiego quaerere.

    Tak znam zrodloslow ale pytanie jest o “kto i kiedy” (łaciny sie 6 lat w szkole uczyłam)
    Wszyscy znajomi programisci co w Polsce pracuja, uzywaja “zapytania do bazy danych”.
    Ba. Nawet w Wikipedii i wiekszosci polskojęzycznych tutoriali do SQL stoi jak wół: “Użycie SQL, zgodnie z jego nazwą, polega na zadawaniu zapytań do bazy danych. ”
    Zadawaniu pytań a nie “zadawaniu kwerend”

    Dlatego sie pytam, kto i kiedy na litość zrobił z tego “kwerendę”???
    Czy to moze nie to samo towarzystwo od “pasterzy robotów”?

  17. “nie mają absolutnie żadnego szkolenia w temacie jak używać softu, który im potrzebny do pracy?”

    Mają, ale nowe zadania pojawiają się w trakcie pracy. Jeślu kazano jej zrobić jakieś zestawienie, mogła ustalić, kto odpowiada za dane to tego dashboardu w Tableau, zorganizować spotkanie, poprosić o przygotoanie odswieżalnego pliku .xlsx, wystawić ticketa do IT Support w Indiach, żeby jej zainstalowali odpowiedni driver (mogę napisać sterownik?).
    Albo rozwiązać problem dwoma klikami.
    Takie życie, że racjonalne postępowanie korpoludka nie musi przekłasać się na racjonalność korpo.

    “Wszyscy znajomi programisci co w Polsce pracuja, uzywaja „zapytania do bazy danych”.
    Na czym pracują, bo wszystkie silniki bazodanowe, które widziałem mają interfejs i dokumentację po angielsku, więc używa się query. Jedyna aplikacja, w której używałem SQL i była po naszemu, akurat miała kwerendy.


  18. Mają, ale nowe zadania pojawiają się w trakcie pracy. Jeślu kazano jej zrobić jakieś zestawienie, mogła ustalić, kto odpowiada za dane to tego dashboardu w Tableau, zorganizować spotkanie, poprosić o przygotoanie odswieżalnego pliku .xlsx, wystawić ticketa do IT Support w Indiach, żeby jej zainstalowali odpowiedni driver (mogę napisać sterownik?).

    No i co za problem? Płaca jej przeciez od godziny.

    Tak, ja wiem, ze w warunkach corpo wiele rzeczy moze byc “quick hack” bo tak jest szybciej, prosciej i “kto by sobie tym glowe zawracal”. Ale w dluzszej perspektywie produktem jest wlasnie to, co opisujesz. I potem praca w takim miejscu przypomina pracę w domu wariatów.

    Nie, zebym nie znala problemu, bo znam go doskonale.
    Ot w wypadku obecnego klienta też tak bylo: moi poprzednicy do test tracking… uzywali arkusza kalkulacyjnego na google drive. Bo tak “szybciej i prościej”. Po dwóch próbach uzycia trafił mnie szlag. Pogadałam z CEO, wyjaśniłam mu sytuację: dlaczego to jest niedobry pomysł i jakie problemy będa mieć poźniej. CEO stwierdzil, ze JUZ te problemy maja i co ja w takim razie sugeruje.
    No to przygotowalam review istniejących komercyjnych i platnych rozwiązan slużacych jako baza danych testkesjów, test management, reporting i tak dalej. Owszem, zajęło mi to z dzień pracy wykonany “po godzinach”.
    Ale efekt jest taki, że dzis wszyscy są szcześliwi:
    – ja i mój team bo nie musimy się szarpać z gównem kilka razy na dzien
    – szefostwo bo w kazdej chwili sobie moze sprawdzic co, jak i gdzie i pięęęęękne raporty, pie charts, cuda wianki i gwizdki.

    Są do tego stopnia zadowoleni, ze nawet wysłali mi prezent z tytułu “outstanding job performance”.

    Oczywiście moglabym dalej rzezac tak jak poprzednicy, bo “tak szybciej” a potem narzekac na “głupią corpo”. W Polsce chyba to powszechne, skoro nawet do walki z problemami nie spotykanymi w normalnym świecie wynajduje się absurdalne kierunki studiów :-/

  19. Czyli, wyglada na to, ze problem sprowadza sie do tego, o czym juz pisalam wyzej:
    – brak sensownych wdrozen do pracy nowych pracownikow
    – zbyt duza rotacja personelu
    – zle zarządzanie

    I na to wszystko godzą się obie strony i przechodzą nad tym do porządku dziennego, zamiast poprawić i zacząć robić porządnie.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: