Posted by: futrzak | 5 February 2020

Najczęstsza przyczyna zgonów dzieci w Polsce

Jak myślicie, co to?

Nieszczęśliwe wypadki? Jakieś choroby?

Nie.
Naczęstszą przyczyną zgonów dzieci w Polsce są samobójstwa.
I co? Nic.
Rząd, politycy i elity prawicowo-konserwatywne troszczą się tylko o “dziecko poczęte”, natomiast dzieci już urodzone mają daleko w dupie.
A przecież nie trzeba wiele – ot, dofinansować znikającą w ekspresowym tempie psychiatrię dziecięcą w Polsce.

Ale po co. To takie niemedialne i niepolityczne, prawdaż. Lepiej wykłócać się o zygoty, co tam jakieś zabijające się dzieci, które nie dostały na czas pomocy lekarza. Zygota ważniejsza, bo pod jej pretekstem można terroryzować wszystkie kobiety w wieku płodnym. A urodzone już dziecko? Who cares, niech się zabija :(

Dalej wierzycie w te bajki, że chodzi o czyjekolwiek życie? O jakieś życie dziecka?

Hahaha. Juźci.

zrodlo


Responses

  1. A jak to wygląda np. w Czechach i kto tam jest winien?

  2. A co mają Czechy do tematu notki?

    Jeśli interesuje cię więcej szczegółów odnośnie przyczyn samobójstw dzieci w Polsce, to zajrzyj do podlinkowanego zrodla, a potem jeszcze tu:
    https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/milosc-w-czasach-zarazy/nbqxxwm

    Oraz warto pamiętać, że:

    jesteśmy na drugim miejscu w Europie w statystyce samobójstw wśród dzieci. Wyprzedzają nas Niemcy, ale tylko dlatego, że żyje tam dwa razy więcej ludzi

  3. Artykuł pozostawił u mnie niedosyt. P. Agnieszka mówi o problemach szpitala, które zna z własnego doświadczenia. Ale czy to wszystko, co można w temacie powiedzieć? Może są inne metody zapobiegania samobójstwom wśród dzieci, skuteczniejsze nawet niż psychiatria dziecięca? Jeśli tak, to czemu ładować dodatkowe pieniądze w psychiatrię zamiast w lepsze alternatywy?

    Szczerze mówiąc, może być ku temu kilka powodów. Może się okazać, że te inne metody są co prawda skuteczne w zapobieganiu samobójstwom wśród dzieci, ale robią to kosztem zbyt wielu niepożądanych konsekwencji w innych dziedzinach życia. Może się okazać że najlepiej mieć dostępnych kilka metod, z których będzie się wybierać to co konkretnemu dziecku najskuteczniej pomoże. Może się okazać jeszcze coś innego.

    Ale nie jest aż tak bardzo ważne, co się okaże. Chodzi o to, żeby to sobie dokładnie przemyśleć – im ważniejsze dla nas życie dzieci, tym dokładniej. Przemyśleć, i regularnie sprawdzać czy nasze wnioski pasują do rzeczywistości. To absolutne minimum tego, na co dzieci zasługują. Samo użalanie się nad niedofinansowaniem służby zdrowia nawet tego minimum nie spełnia.


  4. Może są inne metody zapobiegania samobójstwom wśród dzieci, skuteczniejsze nawet niż psychiatria dziecięca?

    Jakie? Magia a moze modlitwa? Jak inaczej sobie wyobrazasz pomoc ludziom (tak tak, dzieci to tez ludzie) cierpiacym na depresje i inne choroby psychiczne, ludziom ktorzy sa ofiarami mobbingu i bullyingu?

    Pierwszą linia pomocy jest pomoc fachowca, a tym jest lekarz psychiatra.
    Potem mozna sie zastanowic, jakie kampanie spoleczne zrobic, zeby zmienic sposob myslenia doroslych o problemach dzieci i jak zrobic, zeby byly one zauwazane i zeby dorosli reagowali na nie odpowiednio wczesnie.

  5. Futrzaku, miło widzieć że zdołałaś znaleźć odpowiedź na własne pytanie bez mojej pomocy. Zresztą zdziwiłbym się gdyby było inaczej, biorąc po uwagę że magia jest powszechnie stosowana w terapiach psychiatrycznych nawet obecnie.

    To jak sądzę wymaga kilku słów wyjaśnienia.

    Magia ma definicję: jest to “sztuka wywoływania zmian w świadomości zgodnych z wolą”. Czyli: coś chcesz osiągnąć, więc zmieniasz sposób myślenia innych ludzi (albo i swój własny) na taki który czyni to łatwiejszym do osiągnięcia.
    Czyli: chcesz żeby dziecko nie popełniło samobójstwa, więc zmieniasz jego sposób myślenia na taki który przywraca mu chęć do życia.
    Podobne? Nie… podstawowy mechanizm jest *dokładnie ten sam*: zmiana sposobu myślenia.

    To też magia, tylko my się umówiliśmy że jeśli będzie dokonywana w szpitalu przez absolwenta studiów medycznych, to będziemy na nią mówić “terapia”. Tak samo jak umówiliśmy się, żeby w innych kontekstach nazywać magię “reklamą” albo “podrywem”.

  6. Czechy mają to do tematu notki, że są państwem europejskim gdzie współczynnik samobójstw wśród nastolatków wzrósł najbardziej w ostatnich 10 laty.
    Sytuacja w Polsce jest niedobra, psychiatria dziecięca leży. Mam jednak ogólnie pewne problemy z tym co anglosasi tak ładnie nazywają “jumping to conclusions”
    Bo nie rozumiem w jaki sposób te dane na które się powołujesz zostały zebrane, obliczone i przez kogo.
    Weźmy nastolatki: GUS podaje że np w 2017 samobójstwa stanowiły 20% zgonów. Przyznaj sama że słyszy się to jednak inaczej niż “najliczniejsza przyczyna zgonów”. Każde samobójstwo dziecka to o jedno za dużo. Nie mamy jednak pojęcia skąd to się bierze i co na to wpływa. Nie rozumiemy dlaczego np. na Łotwie nastolatki popełniają samobójstwo nieomal dwukrotnie częściej, a w Nowej Zelandii (będącej modelową demokracją, państwem dobrobytu bez niepokojów społecznych i modelową opieką psychiatryczną) nieomal trzykrotnie częściej. Jest to dla mnie niewytłumaczalne.

    Unikajmy proszę łatwych wniosków wynikających z wątpliwych korelacji.

    Tu jest źródło:

    Click to access CO_4_4_Teenage-Suicide.pdf

  7. @telemach:

    Chyba znowu dyskutujesz z chochołem.

    Tak, unikajcie łatwych wniosków wynikajacych z wątpliwych korelacji. Zgadzam się całkowicie.
    Przyczyny samobójstw dzieci w Nowej Zelandii, Czechach i Polsce moga byc rozne – bo sa to rozne kraje, rozne spoleczenstwa, maja inaczej funcjonujace systemy healtcare.

    Powtórze więc raz jeszcze swoj komentarz z wyzej:

    Pierwszą linia pomocy jest pomoc fachowca, a tym jest lekarz psychiatra.
    Potem mozna sie zastanowic, jakie kampanie spoleczne zrobic, zeby zmienic sposob myslenia doroslych o problemach dzieci i jak zrobic, zeby byly one zauwazane i zeby dorosli reagowali na nie odpowiednio wczesnie.

    Mozesz poświęcic nastepną dekadę na badanie, “skąd to się bierze i na co wpływa” – tymczasem jedna rzecz nie ulega wątpliwości: dzieci będą umierać, jesli nie dostaną fachowej pomocy na czas. A to oznacza dofinansowanie psychiatrii dziecięcej (zresztą, psychiatrii w ogole). I tyle.

    Sam problem – w Polsce – nie jest nowy, od kilku lat przewija sie przez najrozniejsze media i jest niestety starannie zamiatany pod dywan.

    Pisala o tym i Wyborcza:
    https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,24618252,coraz-wiecej-samobojstw-wsrod-nastolatkow-powod-depresja.html?disableRedirects=true

  8. Futrzaku kochany, ty się nie denerwuj. Mi nie chodzi o szarpanie się z chochołem, artykuł z wyborczej znam i też sądzę, że sytuacja w psychiatrii dziecięcej jest skandaliczna.
    Ale jest jedno ale.
    Problemem (tu się chyba zgodzimy) są samobójstwa u dzieci i tzw. młodzieży. Aby na coś skutecznie móc zaradzić trzeba zjawisko spokojnie przeanalizować w celu poznania przyczyn. Wskazywanie paluchem na podstawie że tak musi być bo przecież tak się wydaje i święte oburzenie nie są najlepszą metodyką aby te przyczyny zrozumieć. I tu się dla mnie rozpoczynają schody, bo najwidoczniej najzwyczajniej nie wiemy dlaczego dzieci popełniają samobójstwo. Może nam się wydawać, że wiemy, ale zacytowane przeze mnie dane statystyczne stawiają spory znak zapytania przy prostych odpowiedziach. Jeśli Polska i Łotwa mają podobną przeszłość, porównywalną zamożność, podobny model rodziny podobne (ze względu na polityczną przeszłość) więzi społeczne lub ich brak ale na Łotwie jest więcej lekarzy/100k ludności wewogle i psychiatrów w szczególności to każe mi się to zastanawiać dalej a nie dążyć za prostą korelacją która wynikła redaktorowi szanownej GieWu. Bo na Łotwie jest tych samobójstw dzieci prawie dwa razy tyle co u nas. I nie pisz mi proszę, że są to “całkowicie różne kraje”, Ty mi napisz czym one Twoim zdaniem zasadniczo się różnią.


  9. Aby na coś skutecznie móc zaradzić trzeba zjawisko spokojnie przeanalizować w celu poznania przyczyn

    Niby tak, ale nie do konca, albo inaczej: diabel tkwi w szegółach i tym, o czym mówimy.

    Żeby wytlumaczyc o co mi chodzi, uzyję analogii.

    W jakimś kraju jest plaga ludzi ginących w wypadkach samochodowych.
    W tym kraju jest rowniez chroniczny brak dobrze wyszkolonych lekarzy, szpitali i punktów SOR, co skutkuje tym, ze znaczna część ludzi ulegajacych wypadkom moglaby przezyc, gdyby dostala fachową pomoc na czas (karetka, szpital, lekarz, operacja), zamiast lezec po potrąceniu na drodze cały dzień i być przyjętym do szpitala po tygodniu od wypadku.
    Czy brak lekarzy i SORów jest przyczyna plagi wypadków? Nie. Przyczyny moga byc rozne i wymagaja one zbadania.
    Czy mozna cos zrobic JUZ zeby zmniejszyc ilosc ludzi umierających? Tak. Mozna stworzyc dobry system karetek, SORow i wyszkolonych lekarzy udzielajacych pomocy ofiarom.

    I tak samo jest z plagą samobójstw nieletnich/dzieci i stanem psychiatrii.
    Ja nie wskazuję “paluchem na podstawie ze tak musi byc” tylko mówię, ze najszybsze i najprostsze co mozna zrobic, zeby ograniczyc liczbe samobójstw dzieci JUZ, to stworzyć dobrze działająca i z dobrymi fachowcami psychiatrię dziecięca. Bo to jest pierwsza linia pomocy dla samobójców.

  10. OK, zgadzam się i popieram.
    Trzeba robić to, co najszybsze i najprostsze co można zrobić.
    “Stworzenie dobrej psychiatrii” jednakowoż to program na co najmniej 20 lat. Jeśli się teraz za to zabierzemy,i to poważnie, to za dwadzieścia lat będzie w Polsce dobra psychiatria dziecięca. Dlaczego? Bo zapaść jest tak poważna i brak kadr tak powszechny, że trzeba wpierw wykształcić tych, którzy wykształcą innych.
    Ile jest w Polsce Klinik Psychiatrii Dzieci i Młodzieży?
    Jedna. Przy Katedrze Psychiatrii UJ.
    Jaki wybitny autorytet medyczny nią kieruje?
    Klinika nie ma kierownika bo nie ma w Polsce Profesora Psychiatry specjalisty d/s Psychiatrii dziecięcej, którego można by na to stanowisko powołać. Jest jakiś doktor jako P/O Kierownika
    Loud & clear: nie ma kadry naukowej z dorobkiem i autorytetem, która mogłaby kształcić psychiatrów dziecięcych.
    Wykształcenie lekarza to 7 lat. Specjalizacja z psychiatrii ogólnej: 4-5 lat. Specjalizacja II stopnia (Psychiatria dziecięca) to następne 4 lata.

    Dobranoc.

  11. @telemach:

    Ok, z twojej wypowiedzi wnioskuję, ze co najmniej 20 lat na stworzenie doraźnej pomocy samobójcom i chorym psychicznie.

    Ok.
    Znaczy, że co, twoja propozycja, żeby
    Aby na coś skutecznie móc zaradzić trzeba zjawisko spokojnie przeanalizować w celu poznania przyczyn
    będzie szybsza?

    Zamieniam się w sluch aby dowiedzieć się, jak można to zrobić szybciej.

    Serio.
    Slucham. JAK?

  12. @Futrzak:
    Kto ma najwięcej kontaktu z dziećmi i młodzieżą?
    Nauczyciele.
    Zatem najszybszym sposobem byłoby takie przeszkolenie nauczycieli, aby ci mogli rozpoznawać i informować jakieś do tego dedykowane komórki (pedagogów? jakieś inne lepiej przeszkolone osoby) na poziomie szkoły, że dany młody człowiek potrzebuje pomocy.

    Często największym problemem jest właśnie rozpoznanie, że u młodego człowieka coś idzie nie tak i szkoła to miejsce, gdzie młodzi – jeżeli nie wagarują – spędzają najwięcej czasu. Tam można – jak w takim sicie – najszybciej wyłapać jakieś problemy, jeżeli była by taka wola im przeciwdziałać.

  13. @telemach
    “Wykształcenie lekarza to 7 lat. Specjalizacja z psychiatrii ogólnej: 4-5 lat. Specjalizacja II stopnia (Psychiatria dziecięca) to następne 4 lata.”
    Ja myślę, że jest to bardzo zabawny sposób argumentacji, w sensie sugestii, że lekarz który już skończył studia, czy obecny student nie może zostać psychiatrą, a dzisiejszy psychiatra nie może wyspecjalizować się w dziecięcej.
    A może tak:
    nawet jeśli w kraju brakuje wiedzy, to stosowna liczba lekarzy psychiatrów jest zachęcana do doedukowania się, jeśli potrzeba za granicą i sprawa jest załatwiona w 2 lata.
    Jeśli brakuje psychiatrów, to wystarczy nieco szerzej otworzyć specjalizacje.
    A studia medyczne są i każdego roku wypuszczają setki czy tysiące absolwentów. Nie potrzeba czekać na żadnego konkretnego 18-latka aż skończy edukację.

  14. @rewolucja
    Ja myślę, że jest to bardzo zabawny sposób myślenia gdy się sugeruje, że tankowiec można zawrócić szybko i sprawnie tylko trzeba chcieć. Ale co ja tam wiem, w końcu kształciłem lekarzy jako nauczyciel akademicki tylko przez 12 lat. A i trochę czasu już od tego czasu minęło.

    A do rzeczy: jak sądzisz, dlaczego tak dramatycznie brakuje akurat psychiatrów dziecięcych w Polsce?

  15. @telemach:

    Czas wyksztalcenia lekarza, od zaczecia studiow do zrobienia specjalizacji jest owszem dlugi. Ale wiesz, przy dramatycznych brakach kadry wiele krajow uciekalo sie do sciagania lekarzy z innch krajow – wtedy jest to znacznie szybsze. Tylko trzeba im zaplacic odpowiednio…

    tymczasem w Polsce jest na odwrot – ludzie co skonczyli medycyne i nie maja ochoty pracowac za peanuts robiąc rezydencje, wyjezdzaja do innych krajow, gdzie placa normalne pieniadze pozwalajace na normalne zycie.

  16. @PawelW:

    Tak, nauczyciele poinformuja kto potrzebuje pomocy. A myslisz, kto zajmie sie tej pomocy udzielaniem? Kapelan? Czy moze lekarz specjalista zajmujacy sie dokladnie tym – czyli dziecięcy psychiatra?

  17. @futrzak:
    obawiam się, że tego nie można zrobić szybciej. I mówię to zupełnie poważnie. I postaram się uzasadnić. Najzwyczajniej nie jest to kwestia środków i nakładów. Psychiatrii dziecięcej nie kupisz sobie na wolnym rynku, za żadne pieniądze. Lekarze “importowani” są w psychiatrii zupełnie nieprzydatni.
    Możesz pootwierać pierdylion przychodni, ale nie wiem kim masz zamiar zapełnić gabinety. W Polsce jest po prostu kilkunastu psychiatrów dziecięcych, z jakimś tam (przeważnie skromnym dorobkiem). Są skupieni wokół dwóch ośrodków: Krakowa i Łodzi (w centralnym szpitalu klinicznym w Łodzi jest niewielka Klinika Psychiatrii Młodzieżowej kierowana przez znanego/ną Suicydologa/lożkę Agnieszkę Gmitrowicz. (poszukaj wywiadów z nią, często ich udzielała w ostatnich 10 latach). Prawda jest taka, że tzw. Służba Zdrowia (która ani nie jest służbą, ani niewiele ma wspólnego ze zdrowiem) to całkowicie chory system w stanie permanentnej zapaści od lat, wykrwawiony z kadr, skorumpowany i oparty na chowie wsobnym miernot. Na psychiatrii nie zarabia się w krajach niezamożnych takich jak Polska (nieomal) ani grosza. Pacjenci są trudni i prawie nigdy nie okazują wdzięczności. Dlatego od wielu, wielu lat nikt będący przy zdrowych zmysłach i z odrobiną instynktu samozachowawczego nie wybiera tej specjalizacji. Trzeba by stworzyć wpierw system kształcenia psychiatrów, równolegle do tego system zachęt i bodźców finansowych a na koniec trzeba by było zacząć mozolnie budować prestiż tego zawodu. Prestiż, który w Polsce nie istnieje.
    Jednocześnie konieczne byłoby stworzenie sieci schronisk i domów opieki dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych i dzieci/nastolatków uzależnionych . Potem poradni psychologicznych (psychologów jest sporo, ale nikt nie wie jak można ich skłonić do osiedlenia się w jakimś Pierdziszewie Dolnym – czyli tam, gdzie najbardziej są potrzebni.

    To jest moja droga gigantyczny program, który pochłonąłby miliardy, a na efekty trzeba by długo czekać. Politycy od zdrowia nie są zainteresowani rozwiązywaniem problemów gdy na skutki trzeba czekać dłużej niż trwa ich kadencja. W kraju, w którym czeka się (przeciętnie) dwa lata na artroskopię stawu kolanowego, w którym czeka się latami na termin wizyty u okulisty, w którym tysiące pacjentów umiera na powikłania nierozpoznanej w porę cukrzycy, a odsetek kobiet umierających na raka szyjki macicy jest najwyższy w Europie ( bo nie ma na wsiach i w małych miasteczkach świadomości, że trzeba się regularnie badać, a gdyby były to i tak nie byłoby gdzie), w końcu w kraju, w którym Izby Przyjęć najzwyczajniej w świecie przestały funkcjonować – otóż w takim kraju jest cała masa konkurencyjnych do psychiatrii programów i dziedzin medycyny. Psychiatria nie ma nic:ani mocarnego lobby, ani spektakularnych sukcesów (jak np. transplantologia) ani celebrytów jako pacjentów (nikt się jakoś własnym wyleczeniem nie chwali), ani renomy jako zawodu, w którym łatwo znaleźć uznanie i wdzięczność pacjentów.

    Z wszystkich powyżej wymienionych powodów widzę sprawę czarno.

  18. @telemach
    Ale ja twojego opisu stanu służby zdrowia nie kwestionuję. Ten opis jest przydatny, jako przedstawienie punktu wyjścia i ja miałem ten sam.
    Tyle że ja twierdzę (i chyba to nie będzie kontrowersyjne), że bez zmiany zasad funkcjonowania systemu żadnej zasadniczej poprawy byc nie może.
    Zarówno w 2 lata, jak i podane przez ciebie 20 lat. Bo system jest tak zorganizowany, że takie działanie nie ma sensu.
    I moja teza brzmi: jeśli system by zorganizować tak, że by to miało sens, to czysto techniczne opóźnienie będzie w okolicach czasu trwania 2 stopnia specjalizacji.
    Ale określenie “ma sens” oznacza system opieki zdrowotnej zbudowany wokół potrzeb społeczeństwa w pierwszej kolejności, indywidualnych pacjentów w drugiej i bez większego uwzględniania interesów big farmy, instytucji finansowych i mafii. Co jest na dziś nierealne.
    I dlatego twierdzę, że teza o 20 latach jest bez sensu. Bo albo możemy to zrobić w 2 lata, albo nie możemy wcale.

  19. @telemach:

    Z twoim opisem sie zgadzam, za wyjątkiem jednej rzeczy:

    Psychiatrii dziecięcej nie kupisz sobie na wolnym rynku, za żadne pieniądze. Lekarze „importowani” są w psychiatrii zupełnie nieprzydatni.

    Jak w takim razie wyjaśnisz fakt, że w Szwecji sprowadzono i zatrudniono więcej niż kilkudziesięciu psychiatrów z Polski (i innych krajów)?
    Owszem, zajęło to jakis czas, bo zaczeli od intensywnej nauki języka, a potem musieli przejsc przez nostryfikację. Nie wiem, ile dokładnie czasu wszystko trwało, ale to bliżej dwóch lat, a nie 20.
    (informacje mam z pierwszej ręki, koleżanki która ładnych kilka lat temu wyjechała i do dziś pracuje jako psychiatra dziecięcy na północy Szwecji).

    Jak to możliwe, że Szwedzi zdecydowali się zatrudnić “zupełnie nieprzydatnych” psychiatrów z innych krajów?

  20. @Futrzak
    Ale ten przykład, który podajesz ze Szwecji to to jest inkorporowanie kilku zagranicznych lekarzy w dofinansowany, zorganizowany i sprawnie działający system. I uzasadniasz tym przykładem możliwość stworzenia od nowa w Polsce psychiatrii dziecięcej.

    To tak jak ja bym Ci mówił, że skoro sporo polskich inżynierów pracuje w Szwecji w ABB, to możnaby łatwo stworzyć takie ABB w Polce….

  21. Pierwsza sprawa to zdjąc odium ze słowa: psychiczny, terapia, psychoetrapeuta, psychiatra itp. Zeby pacjent, rodzina i otoczenie traktowało ta dziedzinę jako kolejna dziedzinę medycyny mająca pomóc człowiekowi. I małemu i duzemu.
    Moge na potrzeby dyskusji opisac fragment rzeczywistości szkockiej – gdzie psychoterapeutów jest tez niewystarczająco.
    Kolezanka została psychoterapeutą dziecięcym po pięcioletnich studiach. Pracuje dla organizacj i charytatywnej i ma też praktyke prywatna. Z tej organizacji ma dyzur w szkole sredniej jeden dzień w tygodniu – kilkanaście przypadków czekających na konsultacje. O szczegółach nie mówi, bo nie może, ale ogolnie – największym problemem są najczesciej rodzice, którzy sami równolegle z dziecmi powinni prowadzić własną terapię.
    Na państwowego terapeutę czeka sie tutaj długo, więc rodzice szukają pomocy prywatnie – co jest drogie. Kółko się zamyka, a potrzeby rosną.
    I tych psychoterapetów dziecięcych jest niewystarczająco, ale tez nie ma dośc pieniędzy, zeby sfinansowac działalnośc tych juz wykształconych, żeby była wieksza dostepnośc niezależnie od dochodów.
    Koleżanka przez jakiś czas po studiach ma swoja osobe prowadzacą – starszą doswiadczeniem, z która okresowo rozmawia na temat przeprowadzonych terapii, jej własnego stanu psychicznego itd. To wazne, bo praca jest bardzo wyczerpująca emocjonalnie, a nie mozna o tym rozmawiac z innymi osobami postronnymi.
    Przeszkolenie nauczycieli to dobry pomysł na poczatek, chociaż chyba wielu nalezałoby jeszcze przeszkolic z empatii, bo czasami rzucaja takimi tekstami, że jeszcze dodatkowo pogłebiają problem. Ale fakt, że trzeba miec gdzie te osoby wysłac dalej. I tutaj długi czas edukacji zdecydowanie nie działa zachęcająco.

  22. @Rewolucja

    określenie „ma sens” oznacza system opieki zdrowotnej zbudowany wokół potrzeb społeczeństwa w pierwszej kolejności, indywidualnych pacjentów w drugiej i bez większego uwzględniania interesów big farmy, instytucji finansowych i mafii. Co jest na dziś nierealne.

    100% zgody, widzę to niestety podobnie.

    I dlatego twierdzę, że teza o 20 latach jest bez sensu. Bo albo możemy to zrobić w 2 lata, albo nie możemy wcale.

    Te 20 lat to jedynie próba zarysowania realnego horyzontu czasowego, który byłby konieczny gdyby warunki wstępne (gigantyczne pieniądze, wola polityczna, przyzwolenie środowiska, a przede wszystkim zrozumiałe i akceptowalne przez ogół zdefiniowanie jakościowego i ilościowego pułapu usług oraz hierarchii ważności poszczególnych elementów systemu). Ponieważ te warunki zrealizowane nie zostały i zrealizowane nie będą, to się to nie uda. Ani za 20 lat, ani za 2. Co stwierdzam z głębokim żalem.

  23. @futrzak:
    odpowiedź jest prosta. Aby móc integrować przyjezdnych trzeba wpierw mieć funkcjonujący system w ramach którego taka integracja będzie możliwa.
    Jeśli Twój samochód jest przerdzewiałym wrakiem z dwoma tuzinami zepsutych części, to naturalnie możesz zainwestować w nową pompę paliwową. Ale dalej będziesz miała wrak z działającą pompą paliwową.

    Proponuję, abyś zapytała przyjaciółkę jakie warunki musiałyby być spełnione aby zechciała powrócić do Polski i podjąć w niej sensowną pracę. To może być interesujący eksperyment.

  24. @telemach:

    Nie muszę się jej pytac, czesto o tym mowi. Generalnie nie ma ochoty wracac i utwierdza sie o tym za kazda wizyta jadac w odwiedziny. Kasa to jedno, ale drugie, ze Szwecja to normalny kraj, w ktorym ludzi pracujacych traktuje sie jak ludzi i mimo tego, ze idealnie nie jest, to jak twierdzi moze ona normalnie zyc i jej rodzina tez.

    I tak, trzeba miec wsparcie i sensownie zorganizowany system do integracji lekarzy, ktorych sie sprowadza.

  25. Tak też myślałem.
    Wiesz, zdaję sobie sprawę, że jestem niebywale pesymistyczny jeśli chodzi o wszelkie próby reformowania tego opartego (przeważnie) na cynicznej kalkulacji przemysłu, który wielu uparcie nadal nazywa systemem opieki zdrowotnej, mimo że od wielu lat nie chodzi w nim ani o opiekę, ani o zdrowie.

    I naturalnie zgadzam się z Tobą, że samobójstwa bardzo młodych ludzi z zapaścią psychiatrii dziecięcej w tle są niebywałym skandalem. Wiele rzeczy jest jednak we współczesnym kompleksie medyczno-przemysłowym skandalem. Poczynając od tego, że nie może dobrze funkcjonować system w którym pierwotnym źródłem zysku są schorzenia tych, których stać na leczenie i (coraz częściej) zupełnie bezsensowną ale za to coraz droższą diagnostykę. Ten pasożytniczy system jest chory w skali globalnej, ale ujawnia swoją naprawdę morderczą naturę tam, gdzie nie ma za bardzo na kim pasożytować, bo albo społeczeństwo biedne, albo politycy głupi i pozbawieni odwagi i wyobraźni. Albo (co zdarza się często) – zarówno jedno jak i drugie koegzystuje ze sobą zgodnie.

    Obszerny temat. Może jednak, jako uciekinier z zawodu i z systemu nie powinienem się zbytnio afiszować ze swoim rozgoryczeniem. Ktoś ten plecak musi nieść dalej.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: