Napisane przez: futrzak | 30 października 2019

Zaskakujące, jak mało ludzi łapie róznicę między klasą średnią a wyższą (upper class).
Tymczasem imho jest to dość proste: ci pierwsi MUSZĄ pracować, ci drudzy MOGĄ (oczywiscie mowimy tutaj o ludziach, ktorzy nie są na emeryturze ani na rencie).

Mozna mieć nawet najukochańszą pracę, bardzo dobrze płatną – ale jesli nagle jutro ją stracisz i do tego, zeby kontynuowac zycie na dotychczasowym poziomie MUSISZ znalezc następna, to jestes tylko klasą średnią. Byc moze dobrze sytuowaną, fachową i tak dalej, ale nadal klasą średnią.
Ci, którzy do zycia nie potrzebują podejmowac pracy zarobkowej, to jest własnie upper class.
Ci z upper class, ktorzy bez podejmowania pracy zarobkowej mogą oplywac w dostatki nic nie robiąc, to jest oligarchia. Zyja z tzw. „inwestowania” czyli po prostu klasycznej renty kapitalistycznej. Taka współczesna wersja panów feudalnych żyjących z pracy innych….


Responses

  1. Chętnie się zapiszę do upper class. Jest jakiś przepis czy trzeba się urodzić w lepszym, arystokratycznym miocie?

  2. A wiesz, że można być pro-kapitalistyczny i anty-rentierski jednocześnie? Pewnie dlatego z jednej i z drugiej strony spetkrum politycznego uważają mnie za wroga :-)

  3. @Piotr:

    Sednem kapitalizmu jest istnieje klasy posiadającej, która pobiera rentę kapitalistyczną.
    Jeśli twierdzisz, ze mozna jednocześnie być prokapitalistycznym i być przeciwko rencie kapitalistycznej, to znaczy ze po prostu nie rozumiesz pojęć, którymi się posługujesz.

  4. @Kira:

    W dzisiejszym swiecie trzeba sie urodzić w stosownej rodzinie lub wżenić w nią. Oczywiscie bywaja wyjątki, np ludzie, którzy wygrali w totolotka, albo mieli niesamowitego fuksa bycia we wlasciwym czasie i miejscu (np. zalapalas sie do pracy w startupie, dostalas incentive stock options, przepracowalas wystarczajaco dlugo, zeby wykupic te akcje, a ich wartosc potem wzrosla do zawrotnych sum, bo startup zrobił karierę jak Google lub Facebook).

    W krajach typu Bantustan mozna tez załapać się do upper class poprzez znajomosc odpowiednich osób i robienie szwindli, ale zawsze jest ryzyko, ze przyjdzie nastepna wladza i wsadzi cię do pierdla…

  5. Kupiłem samochód nówkę. Bo jestem emerytem i pracuję.

  6. @futrzak – za wiki „economic rent” – economic rent is an excess where there is no enterprise or costs of production.

    Pod tę definicję najlepiej podchodzą dochody (albo oszczędności) z tytułu własności gruntu (ale nie budynków), sprzedaży surowców (ale nie samej operacji wydobycia czy transportu) czy sprzedaż na aukcji spektrum radiowego operatorom komórkowym. Patenty są też w tej klasie generatorów dochodu.

    Rentier nie tylko nie ponosi kosztów, ale też nie ryzykuje swoim majątkiem – jak ma się działkę na Hożej w Warszawie, to przecież nie trzeba zarządzać bilansem kosztów i przychodów – ona po prostu przychody przynosi. Tak samo spektrum radiowe albo ropa – one po prostu istnieją.

    To jest inna sytuacja niż „enterprise”, gdzie przynajmniej w teorii – nawet najlepiej umocowana firma może zbankrutować, ma cały czas zobowiązania finansowe – dla pracowników, podwykonawców i dostawców.

    Oczywiście biznesmen dąży do osiągnięcia monopolistycznej pozycji, żeby cena sprzedaży produktu to była cena, jaką gotowy jest zapłacić odbiorca, a nie koszt produkcji + marża. W takiej sytuacji prawie monopolu jest np. Microsoft sprzedając kolejną licencję na Windows, której marginal cost wyprodukowania jest bliski zera.

    To dążenie – w spektakularnych przypadkach skuteczne – do osiągnięcia pozycji monopolistycznej przez biznesy jest jedynym sposobem, na który mogę przychylnie interpretować Twoją wypowiedź o „rencie kapitalistycznej” – ale w życiu nie powiedziałbym, że renta (bez przymiotnika „kapitalistyczna”) jest istotą kapitalizmu.

    Na jeden Microsoft ile przypada tysięcy firm zatrudniających do np. 200 osób, których właściciel musi bilansować koszty z przychodami? Wiem, że chciałabyś, żeby jego pracownicy zarabiali więcej, ale to nie zmienia faktu, że taki właściciel czy właścicleka NIE jest rentierem/rentierką. Tu jest enterprise i ryzyko. Twoja upper middle class, zawód – biznesmen.

    Największym sukcesem public relations rentierów jest to, że ludzie biorą ich za kapitalistów.

    PS: jak coś napiszę pod Wyborczą pod artykułem Gadomskiego, to komentatorzy naskakują na mnie, że jestem komunistą.

  7. Piotr Wasik,

    To jest nas dwóch. Moje poglądy łączą w nienawiści do mnie lewaków z korwinistami :-)

  8. @Piort Wasik
    Jak chcesz to sobie nazywaj kapitalistów rentierami, mi to nie przeszkadza, co najwyżej sobie psujesz umiejętności dobrego definiowania rzeczy.
    I tu nie chodzi nawet o zwykłe dochody z kapitału. Tu przede wszystkim chodzi o to, ze ten kapitał w pewnym momencie się koncentruje tak bardzo i/lub uzyskuje wpływ na władzę, że uzyskuje monopol w jakiejś części rynku, a następnie pobiera rentę nie tylko kapitalistyczną, ale jeszcze monopolistyczną. Co jest marzeniem każdego kapitalisty.
    A rozdzielanie na to, kto ile przy tym kapitale chodzi dookoła to jest tworzenie sztucznych podziałów. Można mieć głupie parę milionów i ciężko pracować przy wyrabianiu sobie układów w gminie na koncesję na coś tam.
    Można też mieć setki milionów w obligach państwowych i nie robić nic. Akurat ten pracowity wygląda na większego pasożyta, a przecież to ten sam, swojski kapitalizm.

  9. Całkiem ładnie Mariana Mazzucato opisuje sprawę wskazując na „value creation” (rozumiane w uogólnieniu jako te przedsiębiorstwa pożądane przez P. Wasika”) i „value extraction” (różne techniki dające rentę). Kłopot w tym, że kluczowym miernikiem jest PKB i to co odpowiada za „value extraction” powiększa PKB tym samym prowadząc do ukształtowania się systemu politycznego wzmacniającego „value extraction”.

    ps.: mam nieodparte wrażenie, że prawię oczywistości :D

  10. @mall:

    jak widac po komentarzach, nie dla wszystkich są to oczywistosci!

  11. @prezio:

    a jak to, ze kupiles nowy samochod ma sie do tematu wpisu?

  12. W ogóle to ja nie wiem zupełnie dlaczego (tzn. wiem, ale nie rozumiem) podział klasowy jest utożsamiany głównie, albo i jedynie, z zarobkami z pracy.

    W dyskusjach używam zawsze „argumentu Jobsa”. Czy jak Jobs zarabiał dolara rocznie (a zarabiał tak bodaj przez -naście lat) to wypadł w ogóle poza jakąkolwiek klasę, bo więcej wyciągają najbiedniejsi z biednych?

  13. Mnie fascynuje skąd się w ogóle wzięła klasa średnia.

    Wygląda na koncept wymyślony żeby rozbić klasę robotniczą, na „lepszą” -> średnią i gorszą.

  14. @mail – „Kłopot w tym, że kluczowym miernikiem jest PKB i to co odpowiada za „value extraction” powiększa PKB”

    PKB można łatwo poprawić, jakby była wola polityczna. Jakby obok dochodów z aktywów (assets) dla jednych podmiotów dopisywać też koszty pasywów (liabilities) podmiotów stojących po przeciwnej stronie transakcji, to dużo „wealth” by się zsumowało do zera. Wszystkie finansowe aktywa mają stojące po drugiej stronie pasywa o dokładnie takiej samej wysokości i przeciwnym znaku.

    W przypadku właściciela działki na Hożej ma on czy ona aktywo i przypływ pieniędzy,a ktoś, kto chce korzystać z tej działki ma dokładnie taki sam koszt. Suma jest zerowa.

    W przypadku przedsiębiorcy, który ma fabrykę opraw oświetleniowych, nawet jak przepływy pieniężne wszystki powiązanych podmiotów się zsumowałyby do zera, to znikają mniej wartościowe materiały a zostaje bardziej wartościowa oprawa. Suma jest dodatnia.

    „Paweł Leśkiewicz” – Jobs mógł mieć pensję z tytułu bycia dyrektorem w wysokości 1 dolara, ale całość jego dochodów to przynajmniej pensja + dywidendy, a na majątek składały się też rosnące ceny akcji.

  15. @Piotr Wasik
    No to jest jasne, że miał dywidendy, akcje i pewnie oszczędności, ale to już nie „zarobki z pracy”.

  16. Do rozważań polecam to:
    https://www.wissensmanufaktur.net/media/pdf/plan-b-polski.pdf

  17. @gszczepa:

    A to ciekawa uwaga. Sam termin jest stary jak nie wiem co:

    The term middle class was coined by James Bradshaw in a 1745 pamphlet Scheme to prevent running Irish Wools to France. The term has had various, even contradictory, meanings.

    U Marxa byla klasa pracująca i tyle, bo ten podzial w spoleczenstwie kapitalistyczym jest rzeczywscie jasny prosty i wyrazny.
    W amerykanskim angielskim mamy natomiast „blue collars” i „white collars” co faktycznie wskazywaloby na potrzebę odrozniania jednych od drugich. Co więcej: w czasach, gdy te niebieskie i biale kolnierzyki weszly do języka, jedni i drudzy byli „klasą średnią”….

    Natomiast bardzo interesujaca jest tabelka:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Middle_class#Middle-class_shares_by_income_and_wealth

    wg niej Polska ma prawie 20% klasy średniej, 1% klasy wyższej i… 80% „lower class”. Polska jest zaraz za Chile, to daje do myslenia zwlaszcza jak sie wezmie pod uwage ostatnie protesty w Chile na tle inequality….

  18. @Paweł Leśkiewicz:

    Hm… bo to takie namacalne i łatwe do policzenia i przeprowadzenia linii granicznej?

    Kurde, nawet w PRL byla „klasa pracująca” i „inteligencja pracujaca”….

  19. Kiedyś taki tekst: https://indiepf.com/michael-o-churchs-theory-of-3-class-ladders-in-america-archive/ trochę ułatwił mi postrzeganie paru rzeczy. Polecam wszystkim.

    @gszczepa
    „Mnie fascynuje skąd się w ogóle wzięła klasa średnia.

    Wygląda na koncept wymyślony żeby rozbić klasę robotniczą, na „lepszą” -> średnią i gorszą.”

    Zjawisko stare jak świat. Starożytny Rzym znał niewolników, którzy zarządzali pracą innych niewolników i ich nadzorowali. Nadal byli niewolnikami, ale już lepszymi – i, założę się, mieli na siebie jakąś nazwę.

    @Futrzak:
    „W dzisiejszym swiecie trzeba sie urodzić w stosownej rodzinie lub wżenić w nią.”
    – Nie przestaje zaskakiwać mnie, że znalezienie się również i w „arystokracji robotniczej” albo samej górze klasy średniej wymaga często dokładnie tego samego.

  20. @Piotr Wasik: Jeżeli to takie łatwe poprawić PKB (a ponoć nie jest) to czemu tego się nie robi? Najwyraźniej nie ma woli politycznej ze strony tych, którzy na takim systemie korzystają. Póki ich siła nie osłabnie póty nie ma szans na zmianę.

  21. @Andrzej B:

    Nie przestaje zaskakiwać mnie, że znalezienie się również i w „arystokracji robotniczej” albo samej górze klasy średniej wymaga często dokładnie tego samego.

    A moglbys jakies przyklady z Polski? Bo ja to zjawisko zauwazylam w USA, ale nie chce na slepo ekstrapolowac między tak roznymi krajami jak Polska i USA.

  22. Jeśli chodzi o „arystokrację robotniczą”: Operatorzy niektórych maszyn. Nikt nie zatrudnia bez udokumentowanego doświadczenia – jak pytam takich o pierwszą pracę, to typowo firma wujka/kolegi taty. Wysokiej klasy spawacze, gdzie trzeba wydać naprawdę duże pieniądze na „kwity” i spędzić dekady na zdobywaniu doświadczenia – chyba, że firma sfinansuje. NDT, zawodowi płetwonurkowie… ogólnie ludzie wysokiej specjalizacji, najczęściej w przemyśle ciężkim/wydobywczym, gdzie wymaga się (ekskluzywnych) papierów oraz doświadczenia. A nadal mówimy o pracach często niebezpiecznych, brudnych, uciążliwych, ze swojej natury „working class”.

    W klasie średniej, stereotypowo, lekarze i prawnicy (wymaga tłumaczenia?). Ale widziałem też karierę typu prosto ze studiów na zawodowego członka rad nadzorczych (liczba mnoga), via znajomości rodziców.

    Ze związanych z tematem lokalnych ciekawostek, które ominęły Polaków mieszkających długo za granicą: pierwsze po transformacji ustrojowej już dorosłe pokolenie Dzieci Rodziców-Stereotypowych Polskich Biznesmenów. Bardzo interesujące w obserwacji, choć zazwyczaj mniej przyjemne w kontaktach. Zasługuje na poważne badania naukowe.

  23. Mi było łatwiej awansować do klasy średniej niż do arystokracji robotniczej.

  24. @Andrzej B:

    Lekarze i prawnicy to standard, podobnie jak osoba po SGH (lub innej platnej byznesowej uczelni), ktora od razu trafia do rady nadzorczej, albo „pnie sie po stopniach kariery” w firmie rodziców.
    Wlasciwie to juz nawet kiedys na ten temat notke popelnilam :)
    https://futrzak.wordpress.com/2012/04/28/jak-dostac-dobra-prace-w-polsce/

    Co do dzieci rodzicow stereotypowych polskich biznesmenow. Mozesz ciut opisac, bo mam niejasne wrazenie ze jednak z takimi zetknęłam sie?

    @gszczepa:

    Mnie tez, ale to dzieki systemowi pozostalemu po PRL.
    Zaczelo sie od tego, ze moi rodzice w latach 80-tych dostali wreszcie wymarzone mieszkanie spoldzielcze (po latach skladania na PRL-owska ksiazeczke mieszkaniową) i mogli sie przeniesc z malego miasteczka do Lublina. Dzięki temu moja siostra i ja moglysmy skonczyc studia na panstwowym uniwersytecie, ktory nie pobieral czesnego (bez przeprowadzki do Lublina mojej rodziny nie byloby na to stac).

    A arystokracja robotnicza w polskich warunkach to jak Andrzej B. opisal, faktycznie…
    W USA jest troche podobnie. Kontraktorzy w branzy construction i wydobywczej tez zarabiaja duza kase, zwlaszcza jak maja oficjalne papiery. Ale zeby te papiery miec, to oprocz skonczenia szkoly trzeba jeszcze miec praktyke. Czyli – ktos musi na tą praktykę przyjąć….

  25. Chodziło o średnią klasę. Taka jedna w Polsce się śmiała, że za mniej niż 6 tysięcy nie chwyciła by się żądnej roboty. Ona to chyba wyższa klasa. A ja mam teraz tysiąc więcej. Czyli wpadłem do średniaków? Bo od niedawna.

  26. @Futrzak,
    Świat jest mały – człowiek z tamtej notki pochodzi z lubelskiego. A jego rodzice nie są tacy całkiem anonimowi. Pamiętam zresztą oryginalną publikację w Newsweeku i swoją śmiechaczkę przy jej czytaniu.

    „Co do dzieci rodzicow stereotypowych polskich biznesmenow. Mozesz ciut opisac, bo mam niejasne wrazenie ze jednak z takimi zetknęłam sie?”

    – Chyba własnego bloga założę. :-) Na pewno się zetknęłaś. Mnie zdarzało się _u_ lub _dla_ wielu takich pracować. W odróżnieniu od pierwszego pokolenia biznesowego, dziedzice często nie mają takiej working-classowej bezpośredniości (dotyczy też konfrontacji i konfliktów). Z drugiej strony już często pracę własnych rąk uważają za coś jakby uwłaczającego ich godności i regułą jest mniejszy szacunek a większy dystans do szeregowych robotników. Gość, który zaczynał od szczęk na bazarze albo warsztatu „ja i szwagier” jednak rękę poda, jednak da nadprogramowe wolne w razie dużych kłopotów rodzinnych itp. Jego stereotypowy syn już nie – choć czasem i niektóre formy dopieprzania się do ludzi uważa za poniżej siebie (bo pewnie i tych ludzi tak widzi).

    To oczywiście międzynarodowa norma, ale są lokalne smaczki. Przykładowo: fanatyczna religijność – oczywiście już nie plebejska. Żadne tam msze przy dożynkach, tylko ruch odnowy w duchu świętym. A jak ślub, to w katedrze lub bazylice, nigdy u lokalnego proboszcza. Albo inny sos: kosmopolityczny egalitaryzm na pokaz, a w mniejszym gronie rasizm i ksenofobia. Z reguły widzę połączenie: dekoracyjnej warstwy pozorów modnej idei z Europy Zachodniej (sztuczna, przesadnie akcentowana) z naszym średniowiecznym rdzeniem. Co czasem jest śmieszne: pewien młodzieniec-dziedzic płynnie przeszedł od hipisowskiego „forsa to źródło wszelkiego zła” (ze skrętem w dłoni) do wkurzenia, bo te nieroby (w tym ja) znowu kasy by chcieli „za nic”, a on ma wydatki.

    @Prezio
    „za mniej niż 6 tysięcy nie chwyciła by się żadnej roboty. Ona to chyba wyższa klasa.”
    – Wyższa? E tam. Średnia – i to nie sama górka – z branży „usługi dla elit”. A ocieranie się o elity potrafi robić coś z głową.

  27. Z „arystokracją robotniczą” to jest w ogóle ciekawa sprawa. Bo to tak naprawdę ta część umożliwiała prawdziwe zmiany społeczne. Jak strajkowali tacy, których można przyuczyć w kilka tygodni, to brano łamistrajków, wprowadzano do fabryk z pomocą wojska i działało.
    Ale kiedy strajkowali maszyniści, spawacze w stoczniach, etc., to gospodarka się waliła błyskawicznie i prawdziwe ustępstwa pojawiały się razem z tym.
    Tak, maszyniści i spawacze to nie do końca zupełna elita, ale trudno ich zastąpić w kilka tygodni.
    I być może dlatego np. w USA kapitał trzyma się znacznie mocniej, bo tam było tych przyzwoicie kwalifikowanych i tak tak wielu, że nawet z tej warstwy dało się rekrutować wystarczająco łamistrajków?

  28. @Andrzej B:

    w istocie, mały ten świat… eh!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: