Posted by: futrzak | 7 October 2019

Magiczna operacja kiszenia…

Jest sobie taka grupa (zamknięta) zwana “Fermentujemy rośliny”.

Siedzą tam spece od fermentowania wszystkiego na wszystkie możliwe sposoby, przepisy jakie latają, są wręcz zdumiewające.
Jednak, od czasu do czasu, wpada ktoś z pytaniem typu “czy muszę do ogorków dodawać koper”, “czy muszę dodawać czosnek” etc, itd.
Już kika razy wyjaśniałam (i nie tylko ja) że żadne dodatki nie są niezbędne, bo za proces kiszenia odpowiedzialne są bakterie fermentacji mlekowej, które są obecne na produkcie – np. owych ogórkach – lub dostarczone ze starterem. I że cała reszta dodatków to są dodatki smakowe, a solanka ma utrzymać odpowiednie ph sprzyjające bakteryjkom mlekowym.

I tu następuje (żenująco często) takie aaaaaaale jak tooooooo bakterie na ogóóóórkach (czy innym warzywie)?

Kurde, no. Skąd u licha się ci ludzie biorą? Myślą że jak, warzywa czy mleko fermentuje, bo do nich skrzaty szczają???? Czy też może zachodzi jakaś magiczna reakcja, której magiczność wzmacnia się dodaniem czosnku (wampiry odstrasza!) czy jakiegoś zioła?

Podobne maniany zresztą widziałam na innych grupach też – np. jak sobie przekazywano “rady” odnośnie tego, jak uchronić ubrania przed molami. Że jakieś zioła, wystawienie na słońce, specjalne pakowanie… tymczasem sprawa jest prosta: trzeba zabić larwy, bo owad w postaci latającej to mały problem. A co ze środków dostępnych w domu działa niezawodnie uśmiercająco na owe larwy? Ano temperatura. Byle książka od biologii (Wikipedii nie wyłączając!!) podaje ile czasu i w jakies temperaturze należy trzymać larwy moli, żeby zginęły.
Ale nie, nie dociera. Zawsze przyjdzie jakaś menda, która się będzie wykłócać, że “a moja babcia wsadzała wiecheć jemioły i działało”.

Eh. A to są przecież relatywnie proste rzeczy. W momencie, kiedy przechodzimy do szczepionek, to się dopiero zaczyna jazda :(((


Responses

  1. Jeśli chodzi o wystawienie na słońce i babcine metody: moja babcia wyznawała zasadę, że ubrania, sienniki, kołdry, itp. muszą spędzić jakiś czas na powietrzu: na siarczystym mrozie zimą oraz na pełnym słońcu upalnym latem.

    W założeniu była to metoda prawie-dezynsekcji i prawie-dezynfekcji w prymitywnych warunkach. Podejrzewam, że niektóre kłopotliwe owady raczej nie będą przepadały za niską temperaturą, a słońce guzik im zrobi. Natomiast UV może zrobić krzywdę raczej bakteriom na/przy powierzchni ubrań (latem i tak suszonych na dworze), owadów chyba zbytnio nie obejdzie. W drodze pokoleniowego “głuchego telefonu” mogło się gdzieś pomieszać i z wystawiania na słońce zrobił się sposób rzekomo dobry na mole. Ot, typowy problem z wiedzą ludową.

    (Dodam jeszcze, że babcia swego czasu z otwartymi ramionami przyjęła środki owadobójcze oraz pralki zdolne prać w wysokich temperaturach).

  2. Abstrahując od nieporozumień warto dodać, że akurat w przypadku kiszenia ogórków chrzan/czosnek/koper warto dodać. Nie ma to, rzecz jasna, nic wspólnego z kiszeniem jako takim bo za nie odpowiadają bakterie fermentacji mlekowej. Natomiast te dodatki mają BARDZO korzystny wpływ na konsystencję kiszonych ogórków- pozwalają zachować twardość/wrażenie chrupkości kiszonym ogórkom.
    Nie pamiętam uzasadnienia- musiałbym zajrzeć do książki Sandora Katza.

  3. Ale jak to skrzaty nie szczają do mleka?! Niemożliwe!
    W mojej okolicy jest nawet legenda, że raz jeden młody i głupi skrzat naszczał również do kanki z bimbrem i ten skwaśniał… ;)

  4. U mnie Babcia twierdziła, że te wszystkie lawendy i inne ziółka powtykane w szafę to mole odstraszają, ale jak już mole są no to lawenda da tyle, że będzie im, tym molom, milej, bo ładnie pachnie.

  5. @mall:

    Hm…na twardość/chrupkość kiszonych ogórkow maja wpływ przede wszystkim: gatunek i jakosc samego ogórka (np. tu o tym pisza http://beszamel.se.pl/porady/Kiszenie-ogorkow-10-przykazan-sztuki-kiszenia-ogorkow,17793/ ) oraz … twardosc wody. Twarda woda to taka, ktora zawiera duzo mineralow, m. in. wapnia i magnezu. Wystarczy więc podsypać węglanu wapnia – E170 – ktory dokladnie w tym celu uzywany jest w przemysle spozywczym.

    Jeśli robi sie naturalna fermentacją (czyli za pomocą tych bakterii mlekowych normalnie wystepujacych na warzywach a bez startera), to wtedy kluczowym parametrem jest to, ile czasu uplynelo od zerwania ogorka z pola do czasu kiszenia i jakiej on był jakości. Bo w zerwanym ogorku zachodzą nieodwracalne procesy/przemiany, które gdy sa zbyt zaawansowane, spowodują skapcanienie czy wręcz zgnicie ogórka.

    Chemia spozywcza to nie jest nowa dziedzina, procesy kiszenia/fermentacji na skalę przemyslowa sa dosc dobrze poznane i zbadane – nigdzie nie spotkalam sie z tym, zeby dodawanie jakichs liści powodwalo magiczne twardnienie ogórkow. Natomiast opowieści wiejskich na ten temat owszem sporo.

    @Ghoran:

    Mądrą miałeś babcię :) Chociaz nawet ta funkcja odstraszająca dorosle formy owadów jest problematyczna, bo jak owadów więcej to i tak zeżrą wełniane ubrania, i tak.

  6. @Andrzej B:

    eh, jakby owadow pasozytow – np. pluskiew czy wszy ubraniowych – dalo sie pozbyc samym wietrzeniem/sloncowaniem, to ludzkosc nigdy nie mialaby z nimi problemow :)

    Niestety takie pluskwy jak juz sie zalęgna i zlozą jaja np. w koldrze czy materacu, to uh….

  7. @mall:

    z moich doswiadczen z kiszeniem ogórkow: tych sałatkowych, takich mocno ciemnozielonych z gładką skórką, ogromnych, ukisić się nie da, nawet ze starterem – zawsze zamienią się w ciapę. Bo są przenawożone, mają ogromne gniazda nasienne i wielką ilość wody a niewielką cukrów. Do kiszenia zupelnie sie nie nadają.

    Z kolei gatunek ogórkow tzw. “japońskie” (japanese cucumbers) – dlugie, cienkie, prązkowane, ktore sa nieznane w Polsce – kiszą sie znakomicie bez zadnych dodatków i w bylejakiej wodzie. Zawsze chrupkie. No ale one maja maciupkie gniazda nasienne oraz ogromną ilość cukru – sa nieco słodkawe w smaku na surowo.

  8. te:
    https://favy-jp.com/topics/540

  9. Sam szczep bakterii mlekowych tez ma znaczenie, oczywiscie, tutaj na przyklad podsumowanie badan w temacie:
    http://yadda.icm.edu.pl/baztech/element/bwmeta1.element.baztech-article-BAR8-0019-0065?fbclid=IwAR0M2FTIV_SNVfsUFHDWTGGuuPHgJ7TGPX9ulrGAkMP3H4e47Luy24DfGJQ

  10. W przypadku szczepionek to racja, niewiedza jest porażająca, np.:
    – układ odpornościowy dziecka jest w pełni sprawny dopiero po około 6 miesiącach od urodzenia, a szczepionki są ładowane w niemowlaka w ilościach hurtowych w tym okresie – gdzie jest tego sens i logika?

    – tzw. antyszczepionkowcy twierdzą, że szczepionki zawierają metale ciężkie, np. rtęć i aluminium i nie powinno się ich stosować. Co by nie mówić o tych płaskoziemcach, to w tym jednym przypadku mają częściową rację. Okazuje się, że faktycznie – te toksyczne metale ciężkie są w niektórych szczepionkach. Ich zadaniem jest sztuczne przedłużanie terminu ważności szczepionki, bo jak wiadomo, kasa musi się zgadzać. Zatem w normalnym kraju człowiek piwinien mieć wybór, czy chce ładować w dziecko szczepionkę z metalami i zamiast dziecka mieć warzywo, czy też użyć droższej, ale bezpiecznej szczepionki. No ale kto o tym wie? Nawet nasi polscy lekarze konowały w wiely przypadkach nie kojarzą o czym mowa. I co tu się dziwić, że liczba dzieci chorych na autyzm rośnie w postępie geometrycznym?

  11. Jeżeli aluminium jest metalem ciężkim – to sporo rzeczy staje się zrozumiałych :)

  12. @pispeojednozuo

    “szczepionki zwieraja metale ciężkie, np. rtęć”

    Szanowny kolega przestanie powtarzać bzdury. Nie, szczepionki NIE zawierają rtęci, a autyzm nie ma nic wspolnego ze szczepieniami. Kolega się doinformuje, co to jest tiomersal.
    Oraz kolega się doinformuje, ze badania Wakefielda, który jakoby dowiódł związku szczepien z autyzmem, byly sfałszowane, a samego Walefielda pozbawiono tytułów naukowych i stracił licencję wykonywania zawodu.

    Tu mozna poczytac o tiomersalu:
    https://www.mp.pl/pacjent/szczepienia/ekspert/99612,tiomersal-w-szczepionkach

    To jest pierwsze i ostatnie ostrzeżenie, ja u siebie na blogu nie toleruję antyszczepionkowych bredni.

  13. W ogóle, to układ odpornościowy rozwija się przez pierwsze kilkanaście lat życia, więc nieuchronnie nasuwa się wniosek, że szczepić należy dopiero dzieci z zaawansowanym paraliżem spowodowanym chorobą Heinego-Medina, już chorujące na żółtaczkę i ospę a najlepiej w ogóle zmarłe na koklusz.

    Ba, osoby starsze też mają słabujący układ odpornościowy, więc nie należy szczepić ich np. na grypę – niech zachorują. Będą zdrowsze jak umrą!

    (Pozwoliłem sobie pożyczyć logikę antyszczepionkowców/pro-epidemików i poprowadzić ją dalej. Przypadkowych przechodniów uprasza się o nie branie powyższego na poważnie).


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: