Posted by: futrzak | 23 September 2019

Alergia, ale na co?

No właśnie. Przez ostatnie 4 lata, odkąd mieszkamy w Montevideo, żyłam w przekonaniu, że mam alergię na tutejsze roślinki. No bo zawsze wybuchała w okolicach wiosny, więc co to może być innego jak pyłki roślin, nieznane mojemu organizmowi? Tym bardziej, ze leki z antyhistaminami jak najbardziej pomagały.

Ale.
Przez ostatnie kilka dni przebywaliśmy za miastem. Góry (w środku nikąd), ocean (większość poza miastem i bez ludzi) i co? I raptem alergia znikła. Wyjazd za rogatki i przedmieścia i po kilkunastu minutach nagle zatoki i uszy odetkane, glut przestaje lecieć, zero kichania, następne pół godziny zero objawów czegokolwiek.
Wjeżdzamy spowrotem do Montevideo – na rogatkach zaczynam kichać, potem kasłać, znajome uczucie duszenia i zapchania zatok….

Wychodzi więc na to, że mam uczulenie na miasto, a dokładnie rzecz biorąc na syfiaste na maxa powietrze tutaj. No bo jak inaczej wytłumaczyć to, że w innych miejscach, gdzie też trawy i drzewa kwitną (te same) nie mam objawów alergicznych, a po powrocie do Montevideo tak?
Eh. Jeszcze jeden powód, żeby jednak wyprowadzić się poza miasto.

A tak już zupełnie na marginesie: jaki ten kraj jest piękny. Niby nic spektakularnego, bo oczywiście po krajobrazach Kalifornii (Pacyfik, góry Sierra Nevada, Death Valley, wulkany, sekwoje, Tahoe, Mono Lake..) wszystko wydaje się małe i skromne. Ale. Taka cisza. Spokój. Mało ludzi. Mało turystów. Życie toczące się swoim, niespiesznym rytmem. Często biednie, jak na nasze “zachodnie” standardy. Ale jakże inaczej…po prostu wystarczy usiąść, popić yerby i poobserwować. I nie spieszyć się nigdzie, bo pośpiech w życiu powoduje jedynie, że prędzej zbliżamy się do grobu. A po co?

PS:
przez następne parę dni będe pracowicie obrabiać i wstawiać tutaj kuuupę zdjęć. I forewarned you…


Responses

  1. Mój synek (astma) jest jak czujnik powietrza – gdy tylko zaczyna się smog, kaszle.
    Tylko że w Polsce nie jest tak dobrze, jak w Urugwaju – w mieście można wezwać straż miejską, jak ktoś kopci. A na wsi nie. Skąd wiem? Kumpel brata z Krakowa wybudował się zaraz obok miasta. W Krakowie już nikt nie kopci, a jak kopci, to dostanie wysoki mandat. Jednak kilkaset metrów od granicy miasta ludzie “legalnie” palą śmieciami/oponami. I są bezkarni. Nie ma gdzie dzwonić. Można tylko się dusić.
    W ostatnią zimę pojechałem z rodziną do Szczawnicy – bardzo ładne miejsce. Ale spędziliśmy urlop poza hotelem w maskach przeciwsmogowych. W Warszawie takiego smogu zwyczajnie nie ma nigdy.

    I to tyle w temacie wyprowadzka z miasta w Polsce. Super, że w Urugwaju jest inaczej – zapewne pomaga bliskość morza i wiatr od niego. Aż dziwne, że w stolicy to nie wystarcza. Powodzenia w szukaniu

  2. Od ponad roku trzymamy rytm comiesięcznego wracania do Floripy, a to pogadać nie-telefonicznie z synami i dowieźć im różności, które ostatnio wyrosły i dojrzały (nawiasem, znasz pomidorki żółte i czerwone w formie gruszeczek?), a to zrobić jakieś zakupy w znanych od lat sklepach… Zawsze jadę z powrotem na odludzie z przyjemnością – ale chyba nigdy miasto nie zmęczyło mi oczu i uszu tak intensywnie jak tym razem. Niby nic się nie stało, pogoda w normie, zatory samochodowe obyczajowe – ale to oglądanie z każdej strony tłumu, bloków, okien odrapanych murów…

    Niby o tym wszystkim wiedziałem od wieków (no, od półwiecza), po przeczytaniu “Szoku przyszłości” Tofflera. Pisał, że w średniowieczu można było zobaczyć w życiu tyle par oczu co teraz w mieście jednego dnia, a każda ich para coś przekazuje, czegoś chce – ale pojawia się chwila gdy teoretyczną wiedzę odczuwa się zupełnie fizyczne.

  3. @Andsol:

    raz czy dwa udalo sie takie pomidorki kupic na targowisku – jakos nie wiem czemu nie sa tutaj specjalnie popularne, a takie zwykle koktailowe sa 2 razy drozsze od duzych.

    A we Floripie komunikacja publiczna (pewnie jakas jest) opiera sie na autobusach? Bo w Montevideo to w sumie najbardziej smrodzą wlasnie autobusy komunikacji miejskiej, stare diesle, zaraz potem ciezarowki diesle i motocykle, ktorych jest pelno w biedniejszych dzielnicach.
    Miejsce poza miastem, w Ciudad del Costa w porownaniu jawi sie wręcz jak jakas oaza, no bo nie ma tych kopcacych autobusow, ruch niewielki, drzewa, parterowe małe domki…

    @Wojtek:

    No ale w Polsce tez są miejsca, gdzie poziom zanieczyszczen relatywnie niewielki. Tylko to musi pewnie byc dobrze z dala od ludzi…

  4. Tak, autobusy, choć frota jest dość nowa, no i potworne zatrzęsienie osobowych samochodów.

    Miasto to wyspa + część na kontynencie i przejazd przez mosty (4-pasmowe) to na ogół mordęga. Były sugestie rozwiązania, oparte na tych z Rio de Janeiro, z promami, ale lobby autobusowe je zablokowało.

    Tu, gdzie teraz jestem, mam chyba 7 km do pierwszego budynku mającego więcej niż jedno piętro (czyli ponad parter + piętro). W centrum jest nawet parę wieżowców, ale da się ich nie dostrzegać. A administracja municypalna sprawna, wszystkie problemy tu rozwiązywane (np. przenoszenie tytułu wyborcy) bez kolejek, życzliwie. Aż przykro, że nie wiem na co by tu ponarzekać.

  5. Oj, chyba “frota” nie istnieje w polskim. Przepraszam. Ale o autobusach nie mówi się “flota”, więc jak? Stado?

    Zaćmienie,

  6. W tym kontekście to “flota autobusów jest dość nowa”. Kolokwialnie, jak jedzie dużo autobusów wielką grupą, to mówi się, ze jedzie całe stado autobusów :)
    Mianem “floty” określa się też tabor np. firm wynajmujących samochody. Są klienci flotowi (wlasnie chodzi o te firmy).

  7. Alergia jest (przeważnie) o wiele bardziej złożonym tematem niż się powszechnie sądzi. Prosta zależność typu alergen – reakcja na alergen nie jest bynajmniej jedynym obowiązującym mechanizmem. Poguglaj np. szukając alergii krzyżowych i alergenów tzw. złożonych.
    Ponieważ piszesz, że “dolegliwości pojawiają się na wiosnę” to kombinowanie, że jednak chodzi tutaj o rośliny nie jest pozbawione sensu. W tym celu przyjrzał bym się dokładniej czym obsadzone są ulice i skwery miasta. W XIX wieku modne było sprowadzanie przez władze municypalne jako drzew i krzewów ozdobnych roślinności “egzotycznej” – dlatego ma sens przyjrzeniu się roślinności obecnej tylko w mieście. Np. takim platanom, którymi obsadzone są ulice, ale których nie znajdziesz poza miastem.
    Doskonałym kandydatem są tu np. platany.

  8. No więc jeśli to nie jest ulica w Montevideo i to nie są platany, to ja nie wiem co to jest:

  9. @Telemach:

    Tak, to są platany, jasne, ale widzisz…. dzien poza Montevideo, gdzie rownież rosną platany tak gęsto a…. jednak nie dostałam reakcji alergicznej. No to co? Moze jednak platany plus cos jeszcze?

    Oraz: przebywanie w zasyfionych na maxa dzielnicach Montevideo, gdzie powietrze okropne i ZERO platanów, a ja nadal zdycham. So?

  10. WIęc: platany poza miastem? No way. Platany są typowymi drzewami alejowymi sadzonymi wzdłuż ulic i w śródmijskich parkach ze względu na niebywałą odporność na zanieczyszczenie powietrza. Więc coś mi się tu nie zgadza. Po kiego urugwajski wieśniak miałby sadzić platany?

    Bo oryginalnie, poza miastami z tego co czytam to nie występują
    https://www.britannica.com/plant/plane-tree

  11. “platany poza miastem? No way”
    Uwielbiam jak ktoś się kłoci za pomocą wikipedii będąc w gościnie u naocznego świadka.
    Otóż w Urugwaju natywnie drzewa nie rosną (upraszczając). Ale razem z tworzeniem plantacji eukaliptusów była rządowa polityka zachęcania drobnych rolników (dotacjami, pomocą, sadzonkami, etc) do zakładania małych przydomowych zadrzewień dla samodzielności energetycznej, po prostu na opał do ogrzewania i kuchni. Te drzewa to nie natywne, a własnie eukaliptusy i platany. Są w całym kraju.

  12. Do tego co RE napisal dodam – wbrew pozorom Montevideo to nie jest jedyne miasto w Urugwaju, a platanami obsadzano w zasadzie kazdy rynek mniejszych miast/miasteczek i glowne aleje.

    O ile mozna sie klocic, czy kilka drzew dookola jednego i drugiego domu to wystarczajaca ilosc na wywolanie reakcji alergicznej, o tyle wizyta w parku obsadzonym eukaliptusem i platanami to warunki takie, jak w Montevideo.

  13. No to ja już nie wiem. Chciałem pomóc. Wyszło na to, że się wymądrzam w oparciu o jakieś wikipedie. Paczpan. O akcji subsydiowanego zadrzewiania przydomowego Urugwaju platanami nie wiedziałem bo szukałem, ale nie znalazłem.

    @Rewolucja Energetyczna: byłbym wdzięczny za jakieś źródło. Zaznaczam: w Urugwaju nie byłem, ale chętnie bym coś o tych programach zaplatanowienia kraju poczytał.

  14. @telemach
    Proszę, tu rozporządzenie. Subsydia są różne w zależności czy jest się płatnikiem określonych podatków. Od tego czasu system podatkowy się zupełnie zmienił i nie znam tamtego, ale jestem raczej przekonany, że wyższe subsydia dotyczyły małych gospodarstw.
    http://www.guayubira.org.uy/1989/07/decreto-n%C2%BA-931988-subsidios-para-plantaciones-forestales/

  15. […] w związku z alergią na pyłki, dopóki mieszkaliśmy w Montevideo. Już wcześniej miałam podejrzenia że tak silna reakcja to nie tylko kwestia pylków, ale też jakichś dodatkowych szkodliwych […]


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: