Napisane przez: futrzak | 28 sierpnia 2019

Mit sensowności rynkowej wyceny pracy

Bardzo ciekawie pisze o tym Hubert Walczyński.

Liberałowie uwielbiają opowiadać historie o tym, jak poziom wynagrodzeń jest bezpośrednią pochodną społecznego zapotrzebowania na daną pracę, jej efektywności, posiadania rzadkich umiejętności czy odpowiedzialności, którą podejmują osoby na kierowniczych stanowiskach. Tyle, że to nieprawda. Społeczna przydatność, jak widzimy, zdaje się być odwrotnie skorelowana z płacami. Rzadkość umiejętności? Jest bardzo wiele rzadkich umiejętności, których zupełnie nikt nie wynagradza. Efektywność pracy? Fryzjerzy w Szwecji nie operują nożyczkami kilkanaście razy bardziej efektywnie niż fryzjerzy w Indiach, a jednak zarabiają wielokrotnie więcej. A spoglądając na problem historycznie – prezesi korporacji jeszcze w latach 60. zarabiali przeciętnie 20 razy więcej niż szeregowi pracownicy, dziś zarabiają ponad 300 razy więcej. Czyżby nabyli nadludzkich zdolności i stali się piętnaście razy bardziej efektywni, podczas gdy produktywność ich pracowników stoi w miejscu? Również opowieści o odpowiedzialności na najwyższych szczeblach nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Dziś wszyscy CEO mają zapisane w kontraktach sowite odprawy, które sprawiają, że nawet po katastrofalnych decyzjach odchodzą z firm suchą stopą, z milionowym bonusem na pożegnanie.

(….)

Dystrybucja dóbr w kapitalizmie nie dokonuje się ani w imię zasady „każdemu według potrzeb”, ani „każdemu według zasług”, lecz zgodnie z regułą „każdemu wedle udziału w reprodukcji relacji władzy”. Pracę wycenia kapitał – najszczodrzej tę, która pomaga mu w dalszej akumulacji kapitału.


Responses

  1. Strasznie mądry wpis, ja przykładowo jedząc wczoraj kolacje u babci obejrzałem jeden odcinek serialu „Zniewolona”(ogólnie TV nie oglądam) i dzięki czterdziestu paru minutom serialu zrozumiałem czemu w Rosji wybuchła rewolucja.Strasznie mnie ciekawi co pokarze przyszłość świata bo historia lubi się powtarzać.

  2. Gdzieś zgubiliśmy rolę pieniądza jako miernika włożonej pracy.

  3. Dzięki za link, ciekawa witryna, od godziny siedzę i czytam :)

  4. @Andrzej B:

    Chyba nie rozumiem. Jedną z funkcji pieniądza jest „measure of value”. Na przykład pracy. Ok. Ale chodzi o to, jak się tą value ustala i na podstawie czego. I o tym jest artykul Walczyńskiego.

  5. Przepraszam za niejednoznaczność. (Niech wymówką będzie pośpiech). Właśnie idzie mi o to, że i poniekąd zgodnie z notką – tej funkcji już w zasadzie nie ma (my, społeczeństwo, zgubiliśmy ją), jeśli chodzi o włożoną pracę: właśnie ze względu na to, że 1) tą samą pracę wycenia się drastycznie odmiennie; 2) prace lekkie wycenia się wyżej, niż ciężkie.

  6. Także, zgadzam się z notką i dokładam, że opisane zjawiska wypaczyły funkcję pieniądza.

  7. Zarobki fryzjerów w Szwecji wynikają z tego, że mają bogatszych klientów i z tego, że średnie rynkowe płace są wyższe.
    Wysokie zarobki prezesów w US wynikają m.in. z wysokiej podaży pieniądza (kredytu), która zapewnia rozrzutnych konsumentów, wzrost przychodów i ułatwia kupowanie konkurencji i monopolizowanie rynku.
    Biliony, które pompuje FED do gospodarki w pierwszej kolejności trafiają do banków i korporacji.
    Dodajmy lobbing i tysiące regulacji, które służą ograniczeniu konkurencji i masz odpowiedź.

  8. @pawel-l: gdyby tak było jak sugerujesz to stosunek zarobków prezesów do zarobków pracowników powinien być niski gdy koszt pieniądza jest wyższy. Tymczasem niekoniecznie tak jest. Dla przykładu taki rok 2000- Effective Federal Funds Rate to coś jak 6,5%. W 2016 ten sam współczynnik to jakieś 0,4%. Jednocześnie relacja CEO-to-worker przy znacznie droższym koszcie kredytu w 2000 wynosiła 368 podczas gdy w 2016 już 262. A powinno być odwrotnie, jeżeli prawdą by było to co sugerujesz.
    Ponadto istnienie postulowanej przez ciebie zależności powinno też owocować dużymi zmianami w tej relacji, a tak nie jest. Dla analogicznego oprocentowania w powiedzmy 1975 i 1995 i 2005 relacja CEO-to-worker nie była taka sama (ani choćby podobna: 1975: ok. 23-25, 1995: 120, 2005: coś około 350).
    Ja tam laik jestem ale te liczby nijak nie potwierdzają, że jest korelacja ‚cena pieniądza – ceo-to-worker’.
    Źródła:
    https://fred.stlouisfed.org/series/FEDFUNDS
    https://www.epi.org/publication/ceo-compensation-2018/

  9. To jest wszystko prawda z wyjątkiem jednego słowa – KAPITALIZM .
    Jeśli przywołujemy tradycyjne pojęcie kapitalizmu ( również miał swoje wady – o czym pisał mi Marks ale też Proudhon) to opisywany powyżej nie ma z nim wiele wspólnego. A jest jeszcze nordycki, francuski itd. Chodzi mi o to do kapitalizmu jako wolności posiadania dóbr i ich prawnej ochrony ( ergo ochrony wierzycieli !) nie ma sensownej alternatywy ( socjalizm – realnie się skompromitował a królestwa i feudalizm to pewnie nie marzenie autorki) .
    Opisywane powyżej absurdy nie mogą być nazywane kapitalizmem bo wtedy to zaprzeczenie żródłosłowu.

  10. @karroryfer
    Ja sądzę, że ktoś ci chciał mózg zlasować aby ci się wydawało, ze coś wiesz, a w rzeczywistości wygadujesz głupoty na obronę oligarchii.
    Nie ma żadnych „rodzajów kapitalizmu” Jest bandyctwo oligarchii, które można sobie na żywo pooglądać w Pakistanie i innych takich miejscach oraz różne trochę lepsze miejsca, gdzie przynajmniej część życia społecznego i ekonomicznego zwykli ludzie wyrwali z łap tych pasożytów.
    W Szwecji opiekę zdrowotną, społeczną i mieszkalnictwo, w Szwajcarii handel detaliczny, we Francji sporą część przemysłu, etc.
    Kapitalizm to nie żadna „ochrona własności prywatnej” to jest władza kapitału. taka jest definicja kapitalizmu i nie sądzę, aby ktoś ci tu długo pozwolił na wymyślanie własnych sprzecznych z wszystkim, w tym samym brzmieniem słowa.

  11. Polecam Zinn „Ludowa historia Stanów Zjednoczonych”. Książka pokazuje to, co najważniejsze: wszystko trzeba było wywalczyć.

    Za największy paradoks można uznać oburzenie klas wyższych jak inni walczą o swoje podczas gdy sami permanentnie propsują „musisz walczyć o swoje”. :)

  12. Przyłączam się do polecanek, Zinn świetny jest.

    A w oburzeniu klas wyższych nie ma paradoksu, „musisz walczyć o swoje” znaczy „musisz walczyć o swoje sam jeden, bo jak się sprzymierzysz z paruset tysiącami innych biedaków to będzie niesportowe i moje miliardy mogą mi nie wystarczyć”.

  13. Takie nawiązanie do Zinna- zdaje się, że wkrótce ma zostać wydana podobna książka tyle, że o Polsce!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: