Napisane przez: futrzak | 24 czerwca 2019

Do rekruterów i HR

Taka prośba.
Podczas przygotowywania się na rozmowę kwalifikacyjną z kandydatami, może jednak trochę zastanowilibyście się nad sensownościa pytań, które przepisujecie z jakichś poradników?

Omówmy kilka przykładów.

„Gdzie się pan/pani widzi za kilka lat?”
„Jaka jest twoja nawiększa wada?”
„Twoj najwiekszy błąd i co z tego wynikło?”

Pytania tego typu to jest tworzenie fikcji, która nikomu do niczego nie służy. Dlaczego?
Bo nie ma dobrej odpowiedzi na tak sformulowane pytania. Zaden z kandydatow, ktory ma chociaz kilka zwojów w mózgu niezepsutych wie, ze nie moze sobie pozwolić na szczerosc. Powie, jaka jest faktycznie jego najwieksza wada, to będzie to wykorzystane przeciwko niemu. Powie, ze chcialby szybko awansować, to nie zostanie przyjęty. Powie ze pracuje bo musi placic rachunki i papu dzieciom, to wyjdzie ze jest malo ambitny i nie chce sie rozwijac i tez nie zostanie przyjęty.

Co więc ludzie mówia? A biora poradnik pod tytulem „jak przygotowac sie do rozmowy kwalifikacyjnej” i stamtąd spijaja mądrość nastepnych HRów odnośnie tego, jak odpowiadac na owe pytania. Odpowiedzi zwykle sprowadzaja sie, in essence, do rzucania rozmąconych, ale uczenie brzmiących i aspirujących zdań, które nic nie znaczą i z których nic nie wynika. Taki marketingowy bełkot.

Są też ludzie, którzy z absurdem rozmowy kwalifikacyjnej spotykają się pierwszy raz i po prostu nie wiedzą, co odpowiedzieć. Bo przygotowali się na pytania dotyczące ich wiedzy i praktyki zawodowej, a tuaj BUM! No ale odpowiedz „nie wiem” – stuprocentowo szczera przecież, też nie jest mile widziana.
Albo introwertycy. Taki najczęściej po prostu nic nie powie, i od razu zostanie uznany za przygłupa, ergo: następny proszę!

Czysta strata czasu.
Czy na prawdę drodzy rekruterzy zależy wam na zatrudnieniu tych, co podjęli rękawicę i bawią się w tą waszą durną grę? Czy może chcecie znaleźć kogos, kto będzie dobrze robił swoja robotę? A może kogoś, kto będzie zajmował sie prognozowaniem, skąd wieje polityczny wiatr w firmie i wymyślał ruchy uprzedzające?
A może po prostu sami nie wiecie, czego chcecie?

Ostatni hit: „jakim chcialbys być zwierzęciem i dlaczego?” Ręce opadają po prostu…


Responses

  1. Ostatnio byłem na kilku rozmowach rekrutacyjnych, branża IT, firmy duże i małe. Duże miasto w Polsce. Nie padło żadne z wymienionych przez Ciebie żenujących pytań, hrowcy jednak zrobili pod tym względem postęp i to spory, przynajmniej tak to odbieram. Może miałem po prostu szczęście do firm, ale dobrze się czułem na tych rozmowach, nie miałem też oporów mówić o swoich słabościach i, uogólniając, bdb na tym wyszedłem. Piszę tylko o rozmowach z ludźmi z HR, rozmowy techniczne to inna para kaloszy.
    PS: w ostatniej rekrutacji uczestniczyłem ponad 10 lat temu. Sporo się zmieniło przez 10 lat …

  2. Jeśli się zmienia na lepsze, to tylko przyklasnąć.

  3. W branży IT teraz jest już względnie normalnie. Są widełki w ogłoszeniach, na rozmowach – z różnych doniesień znajomych – nie ma już tych głupich pytań.
    Poza branżą bywa różnie. Niedawno kazano mi się zastanawiać do czego mógłbym użyć parasola – wyłączać oczywiste zastosowanie ochrony przed deszczem.
    Mały hint: odpowiedź, że taki parasol można włożyć w pewną część ciała pytającego i otworzyć NIE jest najwyraźniej odpowiedzią właściwą (zupełnie nie wiem dlaczego), bo nie przeszedłem pierwszego etapu.
    Jakby się zastanowić to jest to dla mnie dziwne, że nie przeszedłem…

  4. @Futrzak: wskazane durne pytania mają sens jak szukasz handlowca-ślizgacza. Jak szybko odpowie to masz szansę, że masz przed sobą kogoś z talentem do ciśnięcia kitów. W handlu w budowlance to bardzo ważny skill. Co stwierdzam ze smutkiem.

  5. W budowlance?!

  6. @mall:

    Straszne.
    Ale ja robię w branzy IT i takie pytania slyszalam na rozmowa o pracę wiele, wiele razy…. wyjątek to czasy, kiedy jest faktycznie rynek pracownika, wtedy nikt sie nie bawi w takie idiotyzmy, po prostu padaja tylko pytania odnosnie zawodowych kwalifikacji i nikt nie kręci nosem.

  7. @Miss: Dla jasności podkreślę, że to tylko anecdata na rynku mocno zdominowanym przez zamówienia publiczne.
    Podrzucę kontekst:
    – w Polsce certyfikat służy sprzedaży, ale jego wiarygodność jest mało istotna;
    – na rynku w innym kraju UE certyfikat służy do sprzedaży, ale jego wiarygodność jest bardzo istotna.
    Dobry „ciskacz kitu” jest wynagradzany za swoją postawę w takich okolicznościach.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: