Napisane przez: futrzak | 2 listopada 2018

Służba zdrowia, american style…

Jak bardzo ten kraj jest spieprzony, widać w następującej rzeczy:

W Utah PEHP, plan który ubezpiecza 160 tysięcy publicznych pracowników z ich rodzinami, oferuje bilety lotnicze do San Diego, a następnie pokrywa koszty dalszego transportu do Tijuany plus 500 dolarów gotówki pacjentom, którzy potrzebują bardzo drogich leków potrzebnych w leczeniu takich schorzeń jak np. rak, stwardnienie rozsiane, choroby autoimmunologiczne. Wszystko po to, aby pacjenci wykupili leki w meksykańskich aptekach. Leki są produkowane w ogromnej większości przez amerykańskie firmy, a powyższe koszty są i tak tylko niewielką częścią róznicy w cenie pomiędzy tym samym lekiem w USA i w Meksyku.

Przykład:
Avonex, lek na stwardnienie rozsiane, kosztuje w USA ok. $6,700 (sześć tysięcy siedemset dolarów) za dawkę 28 dni. W Meksyku ten sam lek za taką samą dawkę kosztuje $2,200 (dwa tysiące dwieście dolarów).
Łatwo obliczyć, że przez 3 miesiące oszczędzi się 13,500 co w zupełności pokrywa 500 dolarów gotówki i ok. 300 dolarów wydanych na transport.

Oczywiście o tym, co powyżej, polscy zwolennicy prywatnej służby zdrowia nie mają na ogół pojęcia. Najczęściej w ogole nie wiedzą, jak funkcjonuje w calosci prywatny system sluzby zdrowia i wydaje im się, ze jak sie w Polsce wszystko sprywatyzuje, to magicznie znikną kolejki oczekiwania na zabiegi, a kazdy będzie przyjmowany w klinice, gdzie pokoje maja standard hotelu pięciogwiazdkowego.
Na jakiej podstawie tak sądzą? Bo im jakieś oszołomy naopowiadały bzdur. Czy w ogole mieli chęć sprawdzić, jak faktycznie funkcjonuje calkowicie prywatny system healthcare? Nie. Lepiej życ w złudzeniach, że od machnięcia różdzką przeniesiemy sie do raju :-(((((

https://www.sltrib.com/news/2018/10/28/fight-high-drug-prices/?fbclid=IwAR1CsyUyQ2L9aoymmKnnMf5sX-rKSVTN02aCkwnPimQYUvqDRnbeb4Qojdo

Reklamy

Responses

  1. Dobry wpis, miło poczytać, jak to wygląda w mitycznych Stanach. Jednak widać, że dawno już w Bolandzie nie rozmawiałaś z szarym ludzikiem. Raczej mało kto już podnosi poważnie kwestię prywatyzacji służby zdrowia. Jedyni zainteresowani, to kolesie pragnący się uwłaszczyć (jakie piękne słowo z lat 90-tych XX w.) lub tkwią w jakimś korwinowskim getcie.
    Co więcej, wśród znajomych, którzy zetknęli się lub korzystają z bardziej zaawansowanych procedur medycznych widać wręcz panikę w oczach, gdy ktoś wspomina o cenach. Wystarczy sprawdzić ile kosztuje np. taki PET prywatnie. Pozdrawiam!

  2. @nikt:

    Czy dawno nie rozmawialam? No nie wiem, wczoraj to bylo…
    To nie tylko korwinowe kuce tak twierdza.

    Bardzo duzo ludzi, ktorzy sa upper middle class i maja zarobki powyzej 5 tys netto miesiecznie, pracuja w corpo i corpo zapewnia im prywatne ubezpieczenie, tez tak mysla. Wydaje im sie, ze wszystko cudownie dziala, bo „nie mieli zadnych problemow”. I to by sie zgadzalo: przy malych rzeczach takie prywatne ubezpieczalnie na ogol dobrze dzialaja w porownaniu z przychodnia na NFZ, gdzie czesto gesto (chociaz to chyba zalezy od lokalizacji i konkretnej przychodni/szpitala) sa kolejki.

    Niech to tylko zacznie sie cos powazniejszego dziac, wtedy okazuje sie, ze nie doczytali umowy i tak czy siak laduja w panstwowym szpitalu. No ale to nie sa tak czeste przypadki, wiec dopoki cos takiego sie nie zdarzy, mozna zyc w blogiej ignorancji i opowiadac bajki o znakomitych prywatnych sluzbach zdrowia…

  3. Prawdę mówiąc to albo musieli być ślepi (i głupi), albo wybitnie dobrego zdrowia, albo na dobrych pakietach, bo prywaciarze w Polsce już od jakiegoś czasu mocno monetyzują i optymalizują. Ale nie postawię nawet złamanego paznokcia, ze takie łosie wciąż się trafiają, bo jak słyszę np. dyskusje kolegów brogrammerów, co to wszystko sami sobie, to mi się słabo robi…

    PS. Z NFZ-em to też różnie, np. mój osobisty Padre dostał termin na MRI dwa tygodnie od skierowania.

  4. W moim korpo nawet swego czasu otworzyli nam specjalny workflow do krytyki lux medu. Większość ludzi u nas niego narzeka, ale jest wygodny przy pierdołach. Każdy wie, że oni są do naklejania plastra, nie do walki o życie.
    Mam niski pakiet, więc za operację na chrapanie w ich szpitalu zapłaciłem sam. Kasa w błoto, ale szpital ładny. Cierpiałem po tym, zupełnie na darmo, prawie miesiąc. Niby chcieli mnie naprawić w ramach gwarancji, ale nie miałem odwagi im zaufać.
    Gdy mój syn miał 3 tygodnie pomylili się w laboratorium i kazali jechać do szpitala, bo syn ma białaczkę.
    Z drugiej strony, gdy dziecko zaczyna chorować, przyjeżdżają do domu i w środku nocy. Z resztą do mnie, czy żony też.
    Chciałem wrócić na łono NFZ, ale nie było za dobrze. Opóźnienie rzędu półtorej godziny… dla warszawianka to koszmar, plan dnia to niszczy… A brak parkingu skończył się mandatem… o czym tu kiedyś pisałem.
    Obawiam się, że znajomi Futrzaka są albo świeżo po pierwszym kontakcie z prywatną służbą zdrowia, albo bezrefleksyjni, ewentualnie z tych o żelaznym zdrowiu.

  5. @nocman:

    Dobrego zdrowia – ten mechanizm widzialam nawet w USA, dopoki komus nie przyjdzie horrendalny rachunek za cos większego, to uwaza ze wszystko jest ok, bo jakies tam grypy czy anginy, wizyta kontrolna czy niewielki zabieg to nie jest problem. Zwlaszcza, jak plan nie ma wysokiego deductible.

  6. Nie jestem zwolennikiem wolnego rynku w takich sektorach jak zdrowie ( to kliniczny przykład systemowej przewagi a raczej nieograniczonego popytu)
    Jednak z tego co słyszałem to ten system w USA ciężko nazwać wolnym rynkiem:
    a) przeregulowany i restrykcyjnie chroniony dostęp do zawodu lekarza a nawet pielęgniarki
    b) jw z lekami
    c) prawdopodbnie ( jak wynika z powyższego ) zakaz kupowania sprowadzania leków z zagranicy
    itd

    Dlatego przykład powyższy to raczej pokaz koprporacyjonizmu albo wręcz średniowiecznego cechu gdzie uczeń ( student) musi najpierw latami terminować ( tu jeszcze gorzej bo odpłatnie ) aby potem odbijąc to sobie z nawiązką …=.

  7. @karroryfer:

    a) Dostęp do zawodu lekarza i pielęgniarki jest regulowany w kazdym normalnym kraju – najpierw musisz skonczyc studia, miec dyplom a potem robisz rezydencje. Co ma do tego wolny rynek? Chcesz, zeby cie samozwanczy lekarz Józek, co se dzialanosc gospodarcza otworzyl, leczyl? Serio?

    b) Rynek leków i tego, co mozna sprzedawac, jest regulowany w kazdym normalnym kraju.

    Jak zwykle, wypowiadasz sie o czyms, o czym nie masz zielonego pojecia i wyciagasz z tego jakies absurdalne wnioski.

  8. @Futrzak: https://www.theguardian.com/news/2018/nov/08/the-making-of-an-opioid-epidemic
    Trochę powiązane. Fascynująca rzecz.

  9. @mall:

    Przerazajaca raczej. Jest mi to znane, nie wiem jak wygrzebie nieco czasu, moze przetlumacze albo streszcze, bo to bardzo wazne a chyba kompletnie wszystkie sensowne media w Polsce maja temat w doopie? Czy to tylko moje wrazenie?

  10. @Futrzak: Polskich mediów praktycznie nie śledzę więc nie odpowiem.

    Natomiast jest możliwym, że rozluźnianie powolutku trwa- od ub. roku taki ketonal (50mg) jest dostępny bez recepty. Nie opioid, ale ma dużo działań ubocznych. Ciekawe co by specjaliści na to powiedzieli?

  11. @mall:

    wiesz, co do Polski mam mieszane uczucia. Glownie dlatego, ze trend panuje dokladnie odwrotny: w Polsce bólu w zasadzie sie nie leczy, ignoruje sie go.
    Gdyby mi sie cos powaznego stalo, nie chcialabym lezec w polskim szpitalu – glownie dlatego, ze musialabym sie potwornie meczyc. Zbyt wiele sie naogladalam – np. jak ludzie drą się w nieboglosy, bo nie są w stanie wytrzymac mając ostatnie stadium raka, a zaluje im sie morfiny. Albo ciezkie oparzenia: nie damy, bo sie pacjent uzalezni. Ze z szoku bólowego umrze – OJTAM :-/

  12. @Futrzak: a to owszem. Miałem na myśli wyłącznie sprzedaż środków przeciwbólowych bez recepty. Ale nie będę kruszył kopii.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: