Napisane przez: futrzak | 8 października 2018

Jeszcze o odchudzaniu

Niedawno u znajomego byla dyskusja pod artykulem o odchudzaniu. Zrobila sie nieco sążnista, bo kilka osób zaczelo udowadniac, ze zdrowe żywienie, robione od zera (a nie z gotowych półproduktów) wcale nie jest takie trudne i czasochłonne i ze „wystarczy tylko chcieć”.

Ok. Postanowiłam więc zmierzyć czas potrzebny do zrobienia lekkiego, smacznego, taniego i prostego lunchu: cukinia podsmażana na oliwie z serem, do tego sałatka z pomidora, ogórka, mięty i jogurtu, pieczywo.
Narzędzia: patelnia, miska, deska do krojenia, nóż, tarka (to prawdopodobnie każdy w domu ma).

Zaczynamy od zakupu warzyw. W moim wypadku to relatywnie proste, bo mam dobry i tani warzywniak o 4 przecznice na piechotę od domu. Czas od wyjścia z domu do wejścia do kuchni: 40 minut. Bo to jest mały, rodzinny warzywniak. Bo było przede mna kilka osób, tam nie ma samoobslugi, więc idzie wolno, każdą siatkę sprzedawca musi zważyć, policzyć etc.
Następny punkt: ogarnięcie kuchni (bo poprzedniego dnia padliśmy na ryja zmęczeni): umycie naczyń w zlewie (zeby bylo gdzie warzywa opłukać), umycie patelni.
Potem obranie cukinii i ogórka, posiekanie mięty, starcie na tarce sera. Posiekanie w kostkę ogórka i pomidora, wymieszanie z jogurtem. Pokrojenie w krążki cukinii, podsmażenie z jednej strony, obrócenie na drugą, oprószenie serem, podsmażenie z drugiej.

Czas total: półtorej godziny. Do czasu nie wliczyłam zakupów sera, oliwy, jogurtu, pieczywa – bo to wymagaloby odwiedzenia zupełnie innego sklepu, dość odległego od domu. Oczywiście powie ktoś, że przecież to są standardowe składniki, wszystko można kupić w supermarkecie za rogiem! Mozna, tylko ze wtedy kosztuje to 3 razy tyle, warzywa są paskudne, bez smaku i podłej jakości (do stopnia, że odechciewa się jeść) ser i oliwa (takiej samej jakości jak tam, gdzie kupuję co tydzien) kosztują majątek, a pieczywo jest chujowe. W moim wypadku zresztą dochodzi jeszcze jedna przeszkoda: jako ze nie moge jeść glutenu, cokolwiek przypominające pieczywo muszę albo kupić w specjalistycznym sklepie i zapłacić majątek (a i tak bedzie chujowe), albo samemu zrobić sobie od zera, poczynając od wyrobienia/zrobienia ciasta i upieczenia. Co zajmuje fchuj czasu. Dużo rzeczy można zrobić samemu wcześniej, prawda – ale to wtedy odchodzi jeden dzień weekendu na planowanie, kompleksowe zakupy a potem stanie przy garach i gotowanie na cały tydzień.

Jaki z tego wniosek? Prosty. Jeśli ktoś chce się faktycznie zdrowo i smacznie odżywiać, to musi przyjąć do wiadomosci prostą regułe: „quality, time, money – pick any two”. Jak chcemy szybko, smacznie i zdrowo, to trzeba jechac na domowej roboty gotowcach, a to kosztuje w pipę kasy. Jak chcemy tanio i dobrej jakości – to zajmuje w pipę czasu (plus trzeba się nauczyc gotowac jesli ktoś nie umie). Jak chcemy tanio i szybko, to będzie gówniana jakość i niesmaczne. Cudów nie ma, jak się nie obkręcisz, to dupa zawsze z tyłu.

Czy sugeruję, że w takim razie nie warto się odchudzać i że zmiana nawyków i przestawienie się na zdrowe odżywianie jest niemożliwe w dzisiejszych czasach? Nie. Twierdzę tylko, że jest trudne i czasochłonne i mówienie ludziom otyłym, że „wystarczy tylko chcieć” to jest kłamstwo. Nie, nie wystarczy. Wymaga to przewrócenia do góry nogami całego swojego życia i przeznaczenia kupy czasu na czynności związane TYLKO z jedzeniem. Pieprzenie „wystarczy tylko chcieć” wpędza ich w jeszcze większe poczucie winy, co pociąga za sobą stres, a stres rozpieprza wszystko. Jeśli ktoś ma serwować takie „złote” rady, to już lepiej niech nie mówi nic, i przynajmniej nie pogarsza.
I zanim coś powiemy, to lepiej zapytać – bo ludzie mają różne sytuacje życiowe: mogą mieć różne problemy zdrowotne, mogą mieć problemy z pracą, mogą nie mieć kasy, mogą mieć problemy rodzinne. Jeśli tego nie wiesz, to lepiej nie mów nic.

Reklamy

Responses

  1. Gotowanie 5 jajek na miękko. Piąstka wody, szczelny garnek 14. Obecnie kuchnia z mikrofalą 12.5 minuty. W tym czasie golenie i prysznic. Jedzenie z masłem trudne. Na twardo mniej smaczne. Byłam na wczasach. Wiec sklep, motylek z kropkami sprzedaje 20 PLN/kg golonko pieczone. Jesz bez odgrzewania. Snickers, lody, ciacho za węgle. Nacierpiałem się. Hi, hi.

  2. Zgadzam sie. Gotowanie sobie jest czasochlonne. Wymaga wiedzy i umiejetnosci (da sie zdobyc). Wymaga robienia zakupow, stania przy garach, obierania, podawania, odgrzewania, zmywania, dobrego wyposazenia kuchni. Ja tez jestem na diecie (koniecznosc zdrowotna). I dosc dlugo trwalo zanim sie przestawilam.

    Co do funduszy – da sie na krotko jesc skromniej i oszczedniej, tyle ze to nie bedzie pelnowartosciowe jedzenie. I niekoniecznie smaczne. Jesli sie chce jesc zdrowo, pelnowartosciowo i do tego w sposob zroznicowany, smaczny – nie ma sily – koszty rosna. Lecz i tak jesli porownac je z jedzeniem na miescie, w tym w fastfudowniach, czy innych niezdrowych i szybkich miejscach – to domowe gotowanie wychodzi wg mnie taniej. Ale wiecej czasu zabiera. I wysilku. (jesli przeliczac je na koszty – wtedy bezwglednie beda duzo wyzsze niz jedzenia na miescie).

    Z obserwacji – gotuja w domu ci, ktorzy maja nietypowa diete, ci ktorzy chca poprawic swoje zdrowie, ci, ktorzy trenuja, ci, ktorzy maja male dzieci lub starsze osoby w rodzinie. Cala reszta osob jada byle co i byle jak. I to stalo sie norma, a nie zdrowe odzywianie…

  3. @Issa – i ci co mieszkają na pięknym zadupiu :):):) Wśród znajomych większość nie jada regularnie „na mieście” tylko w domu. Ci, którzy korzystają z cateringu zwykle po prostu kończą pracę później jak 17.00 (albo długi dojazd) więc sensu brak.

    @futrzak – problemy zdrowotne. Żenujące jest jak ktoś tłumaczy LEKARZOWI, że nadwaga to nie ilość/jakość jedzenia tylko np hormony. Następuje konsternacja i brak pomysłów co z tym zrobić.

  4. @korporszczur:

    nie no, to jak lekarze traktuja otyłych to jest jakaś farsa. Ostatnio kolezanka poszla do lekarza prosic o skierowanie do endokrynologa i na badanie hormonów, bo ni stąd ni zowąd, bez zmiany trybu zycia i odzywiania zaczela tyć bardzo szybko. Co uslyszala? „Pani schudnie to wtedy wypiszemy skierowanko na badania, teraz to sie nie oplaca”.
    Badania zrobila calkowicie prywatnie, poczem okazalo sie, ze dorobila sie hashimoto.

    Albo inna: większosc zycia męczyla sie z zaburzeniami cyklu miesiączkowego, odbijała się od jednego do drugiego ginekologa. Skierowanie na kompleksowe przebadanie hormonów? Nieeee po co, pani schudnie to potem bedziemy dalej leczyc :-/

  5. Korpo: racja:D dlatego na wies mnie ciagnie :D inne tempo zycia i nagle na wszystko, co naprawde wazne – jest czas. Dla mnie moje odzywianie jest wazne. Zaoszczedzam na lekach i lekarzach:)

    A przy okazji spytam z ciekawosci – gdzie mniej wiecej jest Twoje zadupie? Poludnie? Wschod? w PL?

    Futrzaku: nie zdarzylo mi sie, zeby lekarz powiedzial, ze najpierw musze schudnac. Ta kolezanka to z Pl? Bo w Pl wydaje mi sie, ze jest na odwrot – lekarz da Ci wszelkie badania do zrobienia, przepisze leki a nie powie, Boze bron, ze trzeba diete zmienic i schudnac… a tymczasem gros chorob (i nadwagi) bierze sie z niewlasciwego odzywiania… Tyle, ze lekarze sami nie wiedza jaka jest ta zdrowa dieta. Na studiach maja jakas szczatkowa wiedze pt. trzeba jesc nabial zeby sie nie odwapnic:P rozesmialam sie w nos panu doktorowi, jak mi to powiedzial:DDD

    Jasne jednak, ze jak choroba jest zaawansowana to najpierw badania, potem leki, pozniej dobra dieta, a potem efekty w postaci schudniecia…

  6. @Issa – płd PL. Z jednej strony zadupie, także pod kątem pracy. Z drugiej bogate generalnie zadupie – tu biznesy rosły na dolcach, funtach i in. :):):) Miasto 30 tys. Ogromny kult pracy. I kombinowania :):):) Stąd moja awersja do śmieciówek i „na gębę”. Bo robota w zasadzie sezonowa i dość ciężko o stałą za dobrą kasę (moją dobrą, a nie warszawską czy krakowską) dlatego nie ma tu rodziny gdzie ktoś nie byłby za granicą. Tu po wojnie jeszcze boso się chodziło :)

  7. Niestety nic samo się nie zrobi i każda zmiana wymaga wybicia się z utartych torów. I jest to „w pipe” trudne. Wymaga często, jak sama napisałaś, wywrócenia życia do góry nogami.

    Czasem dobry przykład i zacheta połączona ze wsparciem w początkowym okresie działa cuda.

    Więc wspieramy z całych sił ;)

    Choć niektórzy mają łatwiej – kawałek ogrodu gdzie możesz wyjść narwać sałaty, ziół, pomidorów. Zerwać kilka owoców, jajka kupić od sąsiadki i jedzenie prawie samo gotowe.
    Za to w ogródku też się trzeba narobić… pozbierać, przerobić, powekować, na zimę.
    I tylko czasem się człowiek zastanawia po jaką cholerę skoro można w sklepie za grosze kupić.

    Ale za to mam swoje.
    Pozdrawiam

  8. Korpo: a dzieki:) bylam u znajomych pod wieliczka 3 lata temu na mini-urlopie… specyficzny region. Z jednej strony mialam wrazenie, ze oaza polskiej tradycji i kultury (czego w stolycy nie ma), a z drugiej strony dosc scisle relacje miedzyludzkie i pewnie sporo zawisci tez przy okazji. Nie wiedzialam wczesniej, ze na poludniu Pl jest az tak tradycyjnie.

    Te cholerne „smieciowki” wszystkim daja do wiwatu. Jak pisalam – w stolycy nie lepiej. Moze wiecej jest miejsc pracy, ale sensownej pracy, za godziwe pieniadze i na umowe o prace – nie ma tak wiele, a tlum mlodych i niemlodych ludzi wali tu regularnie zewszad, w oczekiwaniu na bog-wie-co.

    Marku: w sklepie za gorsze mozna kupic najtansze zywieniowe badziewie… dzemy gdzie plywa 1 wisnia na sloik, a reszta to cukrzana galaretka;) chleb, ktory chlebem trudno nazwac, wedliny, gdzie konserwantow jest wiecej niz miesa itd. No i pyszne mleko-niemleko, ktore nie zsiada sie naturalnie, ale za to zasmierduje :P

    Mam takie mini-hobby i zagladam ludziom do koszykow, przy kasie;) o laboga! Patrzysz na kogos, kto na pierwszy rzut oka robi dobre wrazenie, zadbana osoba, K/M bez roznicy, no nieco powyzej sredniej krajowej, a tu w koszyku sam plastik! Sztucznosci, konserwanty, fastfudy itd. I w druga strone – stoi niepozorny, szczuplutki chlopaczek, rudzielec:) i wyklada na tasme same zdrowe i wege produkty:D Moznaby sie na randki umawiac, tylko na podstawie zawartosci koszyka zakupowego:D Przynajmniej gwarancja bylaby, ze chlopina zdrowy i o zdrowie dba:)))

  9. @Issa:

    Co do mleka: KAZDE mleko, nawet takie „prosto od krowy” czy innego ssaka, po pasteryzacji się nie zsiądzie, a zepsuje. Bo pasteryzacja zabija bakterie fermentacji mlekowej i tyle.
    W drugą strone wbrew pozorom tez tak dziala: jak dodasz kolonii zywych bakterii do jogurtu nafaszerowanego konserwantami i dosypiesz tam cukru, to tez sie „zsiądzie”, bo bakteryjki po prostu wpierdzielą cały cukier, jaki znajdą, i wydalą to, co popularnie nazywa sie „serwatką”.
    Te same bakterie wrzucone do słoika z ogorkami czy kapustą powodują ich ukiszenie :)

    A ze prawie wszystkie przetwory mleczne, ktore sa w dystrybucji w sklepach, sa pasteryzowane, to wychodzi co wychodzi. Ale to sie daje obejsc, mam w tym wprawę :)

  10. @Issa
    Też mam takie mini hobby. I rzeczywiście sporo można powiedzieć na postawie takich obserwacji. Chociaż na randki to prędzej moje dzieciaki niż ja ;)

  11. @Issa:

    Odnosnie tego, ze tobie lekarz nie powiedzial, zebys schudla. Nie wiem ile wazysz.
    Te znajome (zreszta faceci znajomi tez) slyszaly to wiecej niz raz – jak szly do lekarza w ramach NFZ. Mieszkaja na stale w Wawie.
    Facet wazy 140kg przy 180 wzrostu, one nie wiem ile, ale ponizej 170cm wzrostu i na oko spokojnie kolo setki, jedna zdecydowanie więcej. Ja tu nie mowie o ludziach ze zwykla nadwaga kilka kilogramow, tu chodzi o ludzi powaznie otylych.

    To nie jest problem ssany z palca, poczytaj sobie:
    https://kobieta.onet.pl/zdrowie/wiadomosci/przychodzi-otyly-do-lekarza-jak-sluzba-zdrowia-traktuje-pacjentow-zmagajacych-sie-ze/69lnqp0

  12. 6 miesiecy scislego keto z liczeniem kazdej kalorii, z intermittent fasting i godzinka spaceru dziennie w miejsce siedzenia przed telewizorem albo przed kompem wpatrujac sie w idiotyzmy. 30kg spadnie + naprawiona insulinoodpornosc i lepszy sen – efekt ruchu na powietrzu i w swietle dziennym, ktorego zwlaszcza office jockeyom brakuje.

    Ludziom niestety bardzo trudno przychodzi zmiana raz nabytych, zlych, nawykow. Robia cos w jakis sposob, to nie dziala, ale beda tak robic dalej, nawet jak im podsuniesz inny pomysl, bo „nie bo nie”, albo wszyscy tak robia to i ja tak robie. Plus w krajach anglosfery doslownie kazdy ma obsesje na punkcie wizerunku i statusu. Im nizej na drabinie spolecznej tym bardziej sie udaje ze jest sie na niej duzo wyzej. To jest brak szacunku do samgo siebie. Na sniadanie bialy najtanszy chleb z margatyna ale przed domem musi stac merc albo beemer zeby sasiad widzial :D. Ze mna sasiedzi nie mieli przez dwa lata o czym rozmawiac poza „alright?” na przywitanie. Jak zajechalem przed dom autem za 45 klockow (nie moje, frmowe) to na drugi dzien przylecial z pasja porozmawiac o autach :D. Albo 20 paro letni synek o wygladzie homera simpsona, pisze sobie w cv ze jest hard working i dedicated, jednoczesnie bedac takim jebanym leniem, ze na 3 pietro musi jechac winda. I wszyscy o tym udawaniu wiedza i ten dysonans poznawczy sie „leczy” jedzeniem rzeczy ktore wywoluja chwilowa euforie natomiast dlugofalowo wywoluja depresje otylosc i choroby.

    Inna sprawa ze ludziom tutaj na przyklad warzywa nie smakuja i oni takiego obiadu jak podalas jesc nie beda. Sniadanie to ma byc sausage & bean on toast, obiad fryty z sosem curry, zagryzione chocolate chip cookie albo paczka czipsow, kolacja pizza z tesco z mikrofali. Oni tego nie chca zmieniac. To kij im w oko i ja z takich glupcow mam prawo drzec locha.

  13. Futrzaku: przytylam przez ost rok i waze ok 10 kg za duzo. Co dla mnie jest niewygoda i staram sie ten nadmiar ciala zrzucic. Rozmawiam o tym z lekarzem, normalnie. Ale jesli sama nie poruszam tego tematu – nie mialam nigdy takich uwag od lekarza. Moze wiec to kwestia tego, ze tamte osoby maja znaczna nadwage? Wg mnie zadaniem lekarza jest zwracac uwage na calosc zdrowia, ale oczywiscie nie zgadzam sie z tym, zeby lekarz mi mowil: najpierw niech pani schudnie, a potem zobaczymy…. bo to ani nie motywuje, ani nie wspiera, a moze byc zgrozeniem zdrowia i pewnie zycia, w niektorych wypadkach.

    Mysle, ze madrzejsze byloby skierowanie do dietetyka i podstawowe badania zeby np. okreslic jakie typy ruchu bylyby dla takiej osoby wskazane (z duza nadwaga). I to byloby wspierajace i fachowe, ze strony lekarza. Nie sadzisz?

    Co do mleka: uzylam skrotu myslowego, bo mleko pasteryzowane – jak piszesz – jest pozbawione natur bakterii. Mialam na mysli takze to, ze jest odchudzone z tluszczu, ze zawiera srodki chemiczne np ze zlewni mleka, opakowania w jakim bylo przechowywane, srodki chemiczne wydalone z organizmu krowy itd.

    Mam nietolerancje bardzo wielu produktow, w tym glutenu, wiekszosci zboz, mleka (kazeiny), miesa, orzechow itd. Dlatego jem w domu. Na szczescie warzywa/owoce moge jesc bez ograniczen. Nie pije tez mleka (brrr, nie znosze nawet jego smaku), ale i nie jem produktow wytworzonych z mleka (sery niestety lubilam:() Czuje sie duzo lepiej, odkad wyeliminowalam wszystkie produkty szkodliwe dla mnie. Planuje sie odczulac i moze choc niektore z zakazanych pokarmow bede mogla jesc (nie wiem czy na stale czy od czasu do czasu…. zobaczymy).

    Mam fajny przepis na chleb bezglutenowy, ktory nieustannie udoskonalam:) jest prosty i w miare szybki do zrobienia, jedynie czas potrzebny do namoczenia kaszy. Ladne kilka lat szukalam takiego przepisu, gdzie nie musialabym uzywac gotowych mikstur mak bezglutenowych napakowanych chemia i bog-wie-czym. I jest! Potrzebujesz?

  14. @Issa:


    Mysle, ze madrzejsze byloby skierowanie do dietetyka i podstawowe badania zeby np. okreslic jakie typy ruchu bylyby dla takiej osoby wskazane (z duza nadwaga). I to byloby wspierajace i fachowe, ze strony lekarza. Nie sadzisz?

    Ale tylko na koncu. Bo jesli ktos idzie do lekarza i prosi o skierowanie na kompleksowe badania, bo mowi ze nic nie zmienial a przytyl bardzo szybko i duzo – to lekarz powinien najpierw takie skierowanie, bez zadnych dyskusji, wypisac, a potem zajac sie analizą wyników i zabrac za leczenie, jesli z badania wyniklo, ze cos jest nie tak. Dopiero po wyleczeniu (np. zaburzeń pracy tarczycy, bezdechu sennego, nietolerancji pokarmowych, awitaminoz, etc. itd.) zabrac sie za pomoc w odchudzaniu.

    Albo inny przyklad: znajoma poszla do dermatologa z pewna paskudną przypadloscią. Co uslyszala? „prosze schudnac. Nasteeeepny!”.

    Poszla do prywatnego lekarza. Ten zrobil podstawowe badania, a nastepnie zalecil okreslona dietę, trzymac sie jej przynajmniej przez miesiąc, przyjsc po miesiącu na kontrolę. Efekt? Wstretna choroba cofnęla sie.

    No kurde, jest roznica, nie?

  15. Marku:DDD

  16. A co do przepisu na chleb, zapodaj, zobaczymy czy będe miala potrzebne skladniki, heh :)

  17. Futrzaku: Jasne. Badania to podstawa. Przeciez po to sa! Widac trafila na kiepskiego lekarza. Ja mam zwykle na odwrot – moi lekarze panikuja, jak opisuje objawy i daja mi plik badan, lacznie ze skier do szpitala;( ale taki juz mam organizm. Dlatego staram sie dbac o niego.

    Jedyny pozytyw jaki dostrzegam, z tego co piszesz – ze wreszcie po latach problem otylosci zaczal niepokoic tez lekarzy. I moze teraz w druga strone – zaczeli traktowac pacjentow seryjnie – per „do odchudzenia, a potem z nim/nia pogadam”. Ale w PL idac ulica czy jadac metrem widac wyraznie, ze nadwaga dotyczy coraz wiekszej ilosci ludzi i coraz mlodszych. To sie zmienilo przez ost 10-15 lat najmocniej.

    Kwestie nietolerancji pokarmowych to ostatnie 6-7 lat. Ja odkrylam u siebie nietolerancje glutenu 6 lat temu zaledwie! A badalam sie calymi latami i nikt nie wiedzial co mi jest. Mimo roznych dziwnych, nietypowych objawow. Np. swedzenia lydek! Albo astmy. Nie jem glutenu i pstryk – nie ma astmy! A biorezonans zrobilam dopiero w tym roku, w zeszlym badanie wlosow na sklad mikroskladnikow. Oba byly dla mnie przelomowe! Wreszcie zaczelo skladac sie do kupy to, co obserwowalam latami… No niestety odezwala sie tez tarczyca w tym roku i chyba bedzie cd. Takze i dla lekarzy to sa newsy… Instruuje i poszerzam ich wiedze, mowiac o moim przypadku – wszem i wobec. Niektorzy sa bardzo otwarci na moje doswiadczenia i badania, ktore wykonalam. (biorezonans oraz badanie skladu wlosa).

    Przepis na chleb:
    oryginalny to ilosci x 2, ale latem zdarzylo sie, ze chleb mi splesnial, wiec robie teraz 1 porcje, na 1 blaszke.

    250 gr kaszy gryczanej bialej (niepalonej)
    ok 150 gr maki kukurydzianej
    ok lyzka-poltorej maki ziemniaczanej
    przyprawy (uzywam kminku, ziol prowansalskich i tymianku, ale mozesz dodawac swoje, ulubione;)
    drozdze – malenka kosteczka, wielkosci ok 1/2 kostki cukru w przyblizeniu
    sol, cukier (malo)

    Kasze gryczana surowa namoczyc w garnku/misce przynajmniej na 1 noc (doba), ale jesli mam czas to 2 noce (1,5-2 doby). Zalewam ja czysta woda (kranowka), powyzej poziomu kaszy o ok 2-3 cm. Jak widze, ze woda sie wchlonela – dolewam troche wiecej, ale nie za duzo. Wole suchszy chleb. Kasza w tym czasie robi sie sluzowata, pojawiaja sie babelki i czasami nawet puszcza kielki;)) kontroluje tylko jej zapach – czasem jest swiezy, kiedy indziej lekko kwaskowaty, nie powinna byc smierdzaca; nie mieszam w tym czasie, nic nie robie, uwazam zeby nie zaplesniala od np zakazonej lyzki; zaczelam od niedawna przykrywac garnek szklana pokrywka z dziurka na powietrze.

    Kiedy juz odstoi swoje – blenduje kasze mikserem-lapka – ja lubie jak jest dobrze zblendowana, grudki kaszy w chlebie mi nie smakuja – ale to kwestia gustu;

    odmierzam potrzebna ilosc maki kukurydzianej i ziemniaczanej, wsypujac do kubeczka, mieszam obie i powoli malymi porcjami dodaje do zblendowanej kaszy. Jesli robi sie gesto – dodaje wiecej wody – konsystencja ostateczna powinna byc smietany mniej wiecej – ma sie dosc latwo nalac do foremki;

    rozpuszczam w kubeczku drozdze z pol lyzeczka cukru i pol lyzeczka soli (tu musisz dobrac swoje parametry – ja malo sole teraz i nie uzywam cukru poza tymi drozdzami), czekam az drozdze zaczna pracowac;

    do ciasta dodaje przyprawy – na ta ilosc – ok 1/3-1/2 paczki kminku, sporo ziol prowansalskich i mniej tymianku, mieszam. Dodaje zbabelkowane drozdze i znow mieszam. Teraz mozna wstawiac do pieca od razu albo poczekac na wyrosniecie. Jak odstawiam do wyrosniecia – struktura chleba jest mniej zbita, jest bardziej puszysty – rosnie w tym garnku ok 2 godz.;

    Blaszke smaruje olejem z pestek winogron, tak zeby byla dosc mocno tlusta wtedy chleb sie nie przykleja i latwo wyjmuje; wylewam ciasto – moja blaszka to taka krotsza keksowka (czyli waska i krotka). wstawiam do zimnego piecyka i nastawiam na 230 stopni., grzanie gora-dol. po 30-40 min przykrywam papierem blaszke, zeby gorna czesc skorki nie byla za bardzo spieczona. Pieke ok 1 godz i 15-20 min, ale tu musisz wyczuc swoj piekarnik – zaczynalam od 1 godz, ale ciasto bylo zbyt mokre po wyciagnieciu;

    wyciagam z piecyka, wyjmuje z blaszki i studze. Goracy chleb jest bardzo miekki i wilgotny wew., jak ostygnie robi sie twardszy i lepszy w smaku. Ma normalna skorke twardsza z zew i jest taki jak zwykly chleb powiedzmy zytni czy razowy w przekroju;

    Eksperymentowalam z innymi makami, ale ten zestaw najbardziej mi smakuje. Chleb z samej kaszy mi nie lezal, z dodatkiem jaglanej tez nie bardzo. Maka ziemniaczana dodaje lekkiej kleistosci chlebowi, ale nie mozna dac jej duzo bo robi sie kluchowaty; maka kukurydziana i mix kaszy gryczanej smakuje bdb;

    Ciekawa jestem jak Ci wyjdzie i jak bedzie smakowal? Pierwsze moje chleby nie byly udane, dopiero tak gdzies 5ty czy 7my, wiec nie zrazaj sie niepowodzeniem; musialam dopasowac czas pieczenia, potem przyprawy, ilosc drozdzy, a na koncu mieszanke mak, ktore mi smakuja i proporcje miedzy nimi;

  18. Nie wyjdzie mi, nie mam piekarnika, a i kasza gryczana to tutaj ciężka rzecz do dostania.

  19. A taki przenosny piekarnik? Wyglada jak mikrofala, a jest piekarnikiem? Tania rzecz, ja kupilam swoj w Lidlu za nieco ponad 100 zl. Kasza gryczana dostepna moze byc w Stanach? Albo wysylkowo? Nie wiem czy w Am.Pd. gdzies wystepuje naturalnie?

    Kusi mnie zeby taki chleb sprobowac upiec z samej maki kukurydzianej, albo z dodatkiem innych, ale bez gryczanej. Nie probowalam dotad.

  20. @Issa:

    Niby mozemy kupic przenosny piekarnik, ale nie ma go ani gdzie postawic, ani podlączyc. Trzebaby kupowac nastepny jakis mebel i kombinowac z gniazdkami… a to juz większa robota, a dopoki nie wiemy, jak dlugo w tym mieszkaniu zostaniemy, nie ma to wiekszego sensu.

    Kasz gryczana do dostania jest, ale w jednym sklepie ze zdrowa zywnoscia w centrum, gdzie trzeba robic specjalna wyprawe. Czasami kupujemy przy okazji.
    Kupowanie wysylkowe produktow spozywczych indywidualnie jest zabronione – tj. moze sobie zamowic, a i tak ci zatrzymaja na cle.

  21. Myślę że nalezy zacząć od kupna drugiej dużej lodówki albo chłodziarki. Kupowanie warzyw codziennie jest może i fajne ale faktycznie upierdliwe.
    Jednak niewątpliwie zdrowe jedzenie jest czaso i kosztochłonne.

  22. @karroryfer:

    jak bede znowu miala swoj dom wlasny, to MOZE sie zastanowię. Narazie nie bardzo mam miejsce ani tez ochote placic za następnego klamota, ktorego przy przeprowadzce trzeba będzie taszczyć, albo sprzedac.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: