Napisane przez: futrzak | 15 lipca 2018

Dlaczego QE nie spowodowało inflacji

Gdy w USA uderzyła Wielka Recesja 2008 roku, a FED rozpoczął politykę „luzowania ilościowego” (quantitative easing) wielu ludzi po obu stronach oceanu wieszczyło armageddon i hiperinflację.

Nie powiem, ja też dałam się zwieść tej retoryce, bo wydawało się niemożliwym, żeby w nieskończoność skupować śmieciowe papiery, warte dokładnie NIC, i nie naruszyć tym równowagi podaży i popytu pieniądza na rynku USA.

Little I knew back then….

Upłyneła dekada i dziś można już z całą pewnością powiedzieć, że armageddon nie nastąpił, nie było hiperinflacji, a i do bankructwa daleko.
Jak to możliwe, wyjaśnil Varoufakis w „Global Minotaur”.
Otóż.

“When the Fed buys $1,000 worth of MBS paper from Bank X, $1,000 is taken out of the bank’s ‘assets’ column in the Bank X’s balance sheet and is replaced by $1,000 spending money held at a ‘reserve account’ Bank X keeps with the Fed. The said account is called ‘reserve’ because of the conditions the Fed attaches to its uses. To be precise, the Fed stipulates that this $1,000 can “only be lent to other banks or used to buy other paper titles from other banks. Thus, the only way that the Fed’s purchase of this $1,000 ‘worth’ of MBS can find itself in the economy is if Bank X wants to buy some other piece of paper from another bank, say Bank Y. But even if it does, the money will enter the real economy only if that piece of paper title is new – for example, if Bank Y had just lent $1,000 to some customer and passed this loan on to Bank X. If the paper title concerned is old, pre-QE, debt, all that QE would accomplish is that a paper title worth $1,000 would pass from the books of one bank to the books of another. The $1,000 would simply never enter the circular flow of income.”

Gdy FED kupuje MBS (mortgage backed securities) warte tysiąc dolarów od banku X, te tysiąc dolarów jest odliczane z rubryczki „assets” i jest zastąpione przez tysiąc dolarów w rubryczce „pieniądze wydane” trzymane na „koncie rezerwowym” z FED. Owo konto jest zwane rezerwowym z powodu warunków, którymi jest obwarowane, a które są wymagane przez FED: owe pieniądze mogą być użyte TYLKO na pozyczki dla innych banków lub na kupno innych obligacji z innych banków. Przy czym nawet gdy bank kupi te obligacje, pieniądze wejdą do zwykłego obiego tylko wtedy, gdy owe obligacje są „nowe” tj. zostały wyemitowane PO kryzysie. Jeśli zostały wyemitowane przed, to nigdy nie wejdą do normalnego obiegu ekonomii jako pieniądz dłuzny.

Voila! Niech żyje inżynieria finansowa, która notabene osiągnęła swój cel. Banki zostały uratowane, budzet USA nie został zatopiony, nastąpiło tzw. „economy recovery”, giełda odbiła i tylko zwykli ludzie dostali potwornie po dupie: miliony Amerykanów straciło pracę, emerytury, oszczędności życia oraz domy.

PS:
Recesji mierzonej w skali kraju w zasadzie nie było… natomiast zwykli ludzie zaobserwowali spadek poziomu zycia, bo:
1. Setki tysiące tych, którzy potracili domy, znalazło się albo na ulicy, albo weszlo na rynek wynajmu. Poniewaz z miesiąca na miesiąc magicznie nie przybylo mieszkan/domow na wynajem, to ceny wobec zwiększonego popytu skoczyły w górę.
2. Ekonomia „odbiła” niestety w taki sposób, ze większosc ofert pracy, ktora pojawiła się, to byly niskopłatne prace dla ludzi niewykwalifikowanych, bez benefitów. Dla ludzi mających na utrzymaniu rodzinę znaczylo to podjęcie następnej i następnej pracy, zeby w ogole jakos związać koniec z końcem.
3. Koszty opieki zdrowotnej strzeliły w górę, takoż samo koszty edukacji.

Reklamy

Responses

  1. Varoufakisa warto poczytać ale często gość przesadza albo upraszcza nadmiernie. To powyższe to też grube uproszczenie. Zresztą ciężko streścić w kilku zdaniach taką wielką „inżynierię” finansową.
    Myślę jednak że zasadniczym efektem było to że zaczął się drugi proces końca zaufania do $ jako jedynej światowej waluty ( odejście od parytetu złota było czymś takim ale dzięki upadkowi ZSRR udało się to powstrzymać a nawet odwrócić ).
    Teraz będzie trudniej bo Chiny nie upadną – przynajmniej nie za naszego życia ) A w najbliższym kryzysię ( który po 9 latach wzrostów musi nastąpić ) już ani oni ani UE tak chętnie obligacji US kupować nie będą …

  2. Efekty opisane w poście brzmią trochę jak efekty (choć nie z takim rozmachem) wprowadzenia reform Agenda 2000 przez „lewicowy” rząd Schroedera. Poziom życia, zarobki oraz świadczenia socjalne zostały zduszone… a gospodarka niemiecka dzięki temu buzuje i Niemcy są eksporterem numer 1.

  3. @PawelW
    Jak o Niemczech mamy mówić, to możemy też wspomnieć o obłędnym nadmiarze kapitału, którego nie ma w co inwestować i jest praktycznie darmowy, zalewie praktycznie darmowej (dla przemysłu ciężkiego) energii elektrycznej wskutek Energiewende i drastycznym obniżeniu kosztów pracy przez wypychanie pracochłonnych procesów do Polski i okolic. W takich warunkach każda minimalnie cywilizowana gospodarka przemysłowa rozwijałaby się jak na sterydach. Merkel robi ile może aby złamać podstawy tego wzrostu i zabić jego przyszłość, ale nawet ona dużo nie może. (zapuszczanie infrastruktury, brak planu elektryfikacji transportu, sprzeciw wobec reinwestowania nadwyżek w marginalnych krajach strefy Euro, etc.). Reformy Schroedera miały z tym wszystkim absolutnie znikomy związek.

  4. Też się na początku nabrałem na to, że QE spowoduje inflację, ale 10 lat temu miałem zły model na temat tego, co to są pieniądze i jaka jest rola banków w kreowaniu i destrukcji pieniądza. W szczególności, nieprawdziwy jest często powtarzany schemat, jakoby banki potrzebowały „rezerw” lub depozytów ludzi, którzy oszczędzają, żeby móc pożyczyć komuś pieniądze, ze słynnym mnożnikiem, np. x10, co miało oznaczać, że z każdej zdeponowanej w banku złotówki, banki mogą wygenerować 10 złotych pożyczki. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie – banki mogą pożyczać, ile chcą, a w pożyczanie pieniędzy tworzy w bilansie banku dwie nowe rubryki: „aktywa” czyli obietnica spłaty pożyczki z odstetkami przez pożyczkobiorcę, oraz „pasywa” czyli nowo otwarte konto bankowe pożyczkobiorcy, które jest długiem banku wobec pożyczkobiorcy. Jak ktoś chce pożyczyć 100zł, to bank dopisuje mu 100zł do konta (dług banku wobec pożyczkobiorcy) an pożyczkobiorca podpisuje, że zapłaci np. 105 zł bankowi w ciągu roku (dług pożyczkobiorcy wobec banku). Te dwa wpisy w księgowości się znoszą, bank nie potrzebował niczego, żeby przeprowadzić tę operację.

    Dobrze to wyjaśnia Mark Wadsworth na swoim blogu, tu oryginał: http://markwadsworth.blogspot.com/2011/05/banking-made-easy.html

    Dokładniej ale mniej przystępnie i mniej esencjonalnie wytłumaczone jest to na wielostronnicowym PDFie opublikowanym przez Bank of England, jak ktoś jest zainteresowany, to jest tu: https://www.bankofengland.co.uk/-/media/boe/files/quarterly-bulletin/2014/money-in-the-modern-economy-an-introduction.pdf

    PS. Poprzedniego nie puściłaś, Futrzaku, z powodu odniesienia do mojego serwisu do nauki? Szkoda, jest pożyteczny, ale niech tam.

  5. @RE: Wybacz, ale stawiasz wóz przed koniem. :-) Właśnie utrzymanie w ryzach Lohnstuckkosten w latach 2000-2008 (kiedy gdzie indziej w Europie szybko rosły) dzięki reformom Schroedera właśnie dało efekty jakie teraz widać.
    Energiwende pomimo długiej historii napędu dostała DOPIERO jak Niemcy poprawili swoją sytuację gospodarczą po reformach Agenda 2000, a nie przed. Legislacyjnie Energiewende została uruchomiona w dopiero w 2010. Czyli dopiero po 10 latach nakręcania gospodarki. Przed reformami Schroedera Niemcy były nazywane „chorym człowiekiem europy”.

    A co do wypychania pracochłonnych procesów do Polski i okolic to wyobraź sobie, że w Niemczech w Bawarii (jednym z najdroższych landów) opłaca się produkować RĘCZNIE transformatory wysokonapięciowe i wiele innych pracochłonnych rzeczy. Właśnie dlatego, że Lohnstueckkosten są duszone od dwóch dekad. :-)

  6. @RE: https://www.nachdenkseiten.de/upload/bilder/111129_spiecker_grafik3_large.jpg

  7. @PawelW
    Aż nie wiem od czego zacząć.
    To, że transformatory skręca się ręcznie to oczywiste, tak samo jak to, że to zostaje w cywilizowanym kraju. Bo na dobrach inwestycyjnych płacisz za inżynierię i gwarancję jakości, klienta nie obchodzi cena, tylko koszt awarii i nie kupi rzeczy robionej w Bangladeszu.
    Za to w Polsce zbija się stoły i skręca pralki, dzięki czemu niemiecki przemysł skupia się na rzeczach z sensowną wartością dodaną.
    I żadne „reformy” nie znaczą dokładnie nic w starciu z czynnikami makro typu cena i dostępność kapitału oraz energii. To są brednie neoliberalnych macherów i ludzi którzy pod ich wpływem zapadli na syndrom sztokholmski.
    I tym samym: regulacje Energiewende były z czasów SPD, ale patrzymy na ceny i widzimy w 2009 gwałtowne załamanie cen stali, miedzi, krzemu, a za tym poszedł drastyczny spadek cen PV i elektrowni wiatrowych. I była to jedyna rzecz, która w 2009 dawała gwarantowaną sprzedaż i bezpieczną okazje inwestycyjną. Więc oczywiście ruszyło na potęgę i rozpędziło całą gospodarkę. Co CDU usiłuje rozmontować np. przez zamianę systemu feed-in- tarrifs na aukcje.
    Kwestia zmiany kosztów pracy nawet o 5%, czy ile tam mogło zmienić jest w tym wszystkim kompletnie marginalna. Jaką masz strukturę kosztów gdziekolwiek w przemyśle ciężkim? Kogo w ogóle będzie obchodzić nawet w zwyczajnej odlewni czy robotnik zarobi 30% mniej czy więcej? A tam gdzie koszty pracy miały prawdziwe znaczenie to już nie produkuje się w Niemczech.

  8. Jeszcze a’propos tych transformatorów, bo to w sumie bardzo ciekawy przykład.
    Jeśli masz montownię pralek i jakiś Rumun czy inny Polak zachlany przy taśmie założy wszystkie pompy przez całą zmianę odwrotnie a jego nadzorca nic nie zauwazy bo sam robi po trzy zmiany bo ma kredyt to co się stanie? Nic. Parę pralek nie będzie działać, może komuś zaleje mieszkanie, załatwi to gwarancja. Firma straci trochę sprzętu, może poprawi, a może wyrzuci. Nikogo to nie obchodzi. A jeśli mamy fakap tej skali przy transformatorze to stanie np. cała huta. Na klika godzin, czy wręcz dni.. I jesli mamy taką perspektywę, to kompletnie nikogo nie obchodzi czy to trafo kosztuje 5 tys euro mniej czy więcej, za to jak najbardziej obchodzi, czy może wierzyć w jakość wykonania. I dlatego w Niemczech czy nawet Szwajcarii jest bardzo dużo fabryk w których takie i podobne rzeczy składa się ręcznie, pracownicy dostają szwajcarskie pensje, a klienci słowa nie powiedzą na temat ceny i nikomu do głowy nie przyjdzie szukać oszczędności na rynku pracy. Obojętnie czy przez outsourcing czy jakieś „reformy rynku pracy”.
    A „reformy rynku pracy” w takiej strukturze gospodarki to co miały zrobić? Drugą Rumunię?

  9. @Piotr Wasik:

    automat wordpressowy antyspamowy (akismet) wrzuca do spamu komentarze zawierajace 2 i wiecej linkow i twoj komentarz tam wylądowal, co zauwazylam teraz i go ze spamolapu wyciągnelam.

  10. aha, dzięki @futrzak!

    W takim razie, jeszcze raz artykuł Marka Wadswortha z moimi ekstraktami, podkreśleniami i fiszkami: https://buboflash.eu/bubo5/browser?url=http%3A//markwadsworth.blogspot.com/2011/05/banking-made-easy.html

    Dyskusja zeszła na inny temat, ale w odniesieniu do Twojego wpisu nt. QE dalej podtrzymuję, że artykuł Marka Wadswortha jest dobrym uzupełnieniem Varoufakisa.

  11. @Piotr Wasik

    Nie jest uzupelnieniem, bo opisuje cos, co nalezy juz do przeszlosci. Gdyby bylo tak, jak opisane w tym linku, to by Wielkiej Recesji w USA nie bylo.
    MBSy (i CDS) to byl majstersztyk finansowy – bo wszyscy uwierzyli, ze są to papiery nie obciążone zadnym ryzykiem, zloty graal bankowosci. Wszyscy, na calym swiecie kupowali je jak cieple buleczki, wyemitowana ilosc tego gówna byla wprost kosmiczna, a sam mechanizm byl bezprawny dlatego, ze w USA nie wolno handlowac nieruchomosciami jesli nie posiada sie do nich tytulu. No i co z tego.

  12. @futrzak – Mark Wadsworth opisuje, w jaki sposób banki pożyczają pieniądze. wbrew powszechnemu i błędnemu przekonaniu, banki nie recyklują oszczędności z depozytów. Banki jednocześnie tworzą depozyty i pożyczki, w ramach jednej operacji księgowej. Punkt drugi, to każde pieniądze w obiegu są wytworzone pożyczką – albo z prywatnego banku, albo w obrębie instytucji publicznych (np. rząd wydający pieniądze na pensje urzędników). Pieniądze znikają przez spłacenie pożyczki – wtedy niknie i pożyczka, i depozyt, którym pożyczkobiorca spłaca zobowiązanie. Pieniądze wytworzone przez rząd znikają w ramach poboru podatków.

    Ten mechanizm nie należy do przeszłości, tak działają banki i to jest model pieniądza – jako jednostki księgowania aktywów i pasywów.

    Na tym poziomie szczegółowości nie ma limitu, ile banki mogą pożyczyć. Patrząc na sprawę bardziej szczegółowo, banki mają ograniczenia, np. Basel Rules. Te rzeczy się zmieniają, tu z Tobą zgoda. Dochodzą nowe regulacje (można polemizować, co one osiągną, ale dochodzą).

    Co do wyceny MBS, to rzeczywiście ryzyko było bardzo grubo niedoszacowane; tam były transze, najbardziej senioralna, która byłaby spłacona w pierwszej kolejności (i miała kłopoty jako ostatnia), była odcinana i oznaczona jako AAA; potem te kawałki AAA były składane w paczki i sprzedawane – całe paczki – jako AAA. Kłopot w tym, że poszczególne składowe nie były niezależne – problemy z hipotekami są regionalne – i nie można dowolnie składać paczki, i obliczyć prawdopodobieństwa bankructwa, jakby to były zdarzenia niezależne.

    Jak się to zawaliło, to oczywiście paczki były dużo mniej warte.

    A Varoufakis opisuje – w cytowanym przez Ciebie fragmencie – jak w ramach QE zamieniano MBS na gotówkę.

  13. „A Varoufakis opisuje – w cytowanym przez Ciebie fragmencie – jak w ramach QE zamieniano MBS na gotówkę.”.

    Jesli uwazasz, ze to byla zamiana na gotówke, to nic nie zrozumiales.

  14. Oczywiście masz rację jeżeli chodzi o mechanizm podejmowania decyzji w stosunku do dobr inwestcyjnych. Dokładnie tak jest. Nie kupuje się jakiegoś złomu, bo koszty awarii są tak wysokie, że koszt zakupu stanowi jakiś tam nieznaczący procent lub nawet promil.

    Jednakże w całej reszcie popełniasz dosyć spory błąd dychotomi, rzucając porównanie do jakiegoś Bangladeszu albo Rumuni. A nie o tym pisałem.

    Porównujemy się z innymi graczami z tej samej pierwszej ligi, a nie z graczami z ligi podwórkowej. Właśnie wprowadzenie reform umożliwiło niemieckiej gospodarce zaoferowanie na rynku światowym produktów przemsysłowych wysokiej jakości tańszych od produktów przemsysłowych wysokiej jakości oferowanych przez inne zaawansowane gospodarki (francuską, szwedzką, norweską, hiszpańską, włoską, amerykańską czy nawet japońską lub koreańską).Nie jestem pewien czy wiesz o czym mówię, pisząc o Lohnstuckkosten=jednostkowe koszty pracy. To nie jest strikcte sensu wysokość pensji.
    To jest mianowicie to:
    https://www.bundesbank.de/Navigation/DE/Service/Glossar/_functions/glossar.html?lv2=135684&lv3=146050
    http://finansopedia.forsal.pl/encyklopedia/rachunkowosc/hasla/911521,jednostkowe-koszty-pracy.html
    (ale polecam artykuły po niemiecku, są rewelacyjnie napisane)

    Dzięki utrzymaniu ich w ryzach – podczas kiedy w reszcie europy rosły nawet o 30% – przemysł niemiecki mógł zalać również rynek europejski tańszymi jakościowymi poduktami przemysłowymi (nawet tańszymi pralkami, które nota bene również się w Niemczech skręca ;-) ) wypierając często rodzime francuskie, hiszpańskie, włoskie i inne produkty. Więc jeżeli w całej gospodarce masz niższe jednostkowe koszty pracy to jest to jak najbardziej czynnik makroekonomiczny równoznaczny z niskim kosztem energii czy dostępnością kapitału.

    Te reformy spowodowały, że Niemcy w chwili pęknięcia bańki w 2008 były w rewelacyjnej sytuacji. Mieli niskie jednostkowe koszty pracy, ich gospodarka już buzowała na pełnych obrotach a poprzez wprowadzenie Umweltpraemie (https://de.wikipedia.org/wiki/Umweltpr%C3%A4mie) utrzymali to buzowanie.

    To w takiej sytuacji oczwistym jest, że w gospodarce obecny jest kapitał, który można w coś zainwestować. Jak by niemiecka gospodarka w roku 2009 była w kondycji jak przed reformami Schroedera, to żadnych inwestycji w Energiewende by nie było, bo nie było by z czego.

    I nie, ja nie mam tu syndromu sztokholmskiego w stosunku do neoliberalnych macherów. Ja doskonale zdaję sobie sprawę, że odpowiednia kompozycja zabezpieczeń socjalnych pozytywnie działa na gospodarkę i rozwój. Jednak w chwili przed reformami te zabezpieczenia socjalne w Niemczech były bardzo rozdmuchane i drogie w stosunku do mocy gospodarki. Po tym jak je zmieniono (ucięto byłoby za dużym uproszczeniem) powodując tym zdyscyplinowanie siły roboczej, dało to impuls rozwojowy, którego efekty widzimy do dzisiaj.

    P.S. Linki trzeba samemu skopiować, bo chcę uniknąć lądowania w spamołapie ^^

  15. @RE: Oczywiście masz rację jeżeli chodzi o mechanizm podejmowania decyzji w stosunku do dobr inwestcyjnych. Dokładnie tak jest. Nie kupuje się jakiegoś złomu, bo koszty awarii są tak wysokie, że koszt zakupu stanowi jakiś tam nieznaczący procent lub nawet promil.

    Jednakże w całej reszcie popełniasz dosyć spory błąd dychotomi, rzucając porównanie do jakiegoś Bangladeszu albo Rumuni. A nie o tym pisałem.

    Porównujemy się z innymi graczami z tej samej pierwszej ligi, a nie z graczami z ligi podwórkowej. Właśnie wprowadzenie reform umożliwiło niemieckiej gospodarce zaoferowanie na rynku światowym produktów przemsysłowych wysokiej jakości tańszych od produktów przemsysłowych wysokiej jakości oferowanych przez inne zaawansowane gospodarki (francuską, szwedzką, norweską, hiszpańską, włoską, amerykańską czy nawet japońską lub koreańską).Nie jestem pewien czy wiesz o czym mówię, pisząc o Lohnstuckkosten=jednostkowe koszty pracy. To nie jest strikcte sensu wysokość pensji.
    To jest mianowicie to:
    https://www.bundesbank.de/Navigation/DE/Service/Glossar/_functions/glossar.html?lv2=135684&lv3=146050
    http://finansopedia.forsal.pl/encyklopedia/rachunkowosc/hasla/911521,jednostkowe-koszty-pracy.html
    (ale polecam artykuły po niemiecku, są rewelacyjnie napisane)

    Dzięki utrzymaniu ich w ryzach – podczas kiedy w reszcie europy rosły nawet o 30% – przemysł niemiecki mógł zalać również rynek europejski tańszymi jakościowymi poduktami przemysłowymi (nawet tańszymi pralkami, które nota bene również się w Niemczech skręca ;-) ) wypierając często rodzime francuskie, hiszpańskie, włoskie i inne produkty. Więc jeżeli w całej gospodarce masz niższe jednostkowe koszty pracy to jest to jak najbardziej czynnik makroekonomiczny równoznaczny z niskim kosztem energii czy dostępnością kapitału.

    Te reformy spowodowały, że Niemcy w chwili pęknięcia bańki w 2008 były w rewelacyjnej sytuacji. Mieli niskie jednostkowe koszty pracy, ich gospodarka już buzowała na pełnych obrotach a poprzez wprowadzenie Umweltpraemie (https://de.wikipedia.org/wiki/Umweltpr%C3%A4mie) utrzymali to buzowanie.

    To w takiej sytuacji oczwistym jest, że w gospodarce obecny jest kapitał, który można w coś zainwestować. Jak by niemiecka gospodarka w roku 2009 była w kondycji jak przed reformami Schroedera, to żadnych inwestycji w Energiewende by nie było, bo nie było by z czego.

    I nie, ja nie mam tu syndromu sztokholmskiego w stosunku do neoliberalnych macherów. Ja doskonale zdaję sobie sprawę, że odpowiednia kompozycja zabezpieczeń socjalnych pozytywnie działa na gospodarkę i rozwój. Jednak w chwili przed reformami te zabezpieczenia socjalne w Niemczech były bardzo rozdmuchane i drogie w stosunku do mocy gospodarki. Po tym jak je zmieniono (ucięto byłoby za dużym uproszczeniem) powodując tym zdyscyplinowanie siły roboczej, dało to impuls rozwojowy, którego efekty widzimy do dzisiaj.

    P.S. Linki trzeba samemu skopiować, bo chcę uniknąć lądowania w spamołapie ^^

  16. @RE: P.S. do mojego poprzedniego wpisu (czekającego w spamołapie), owszem masz rację, że regulacje prawne umożliwiające Energiewende zostały wprowadzone podczas rządów „czerwono-zielonej” kolalicji Schroedera. Jednak Merkel odsunęła te plany z tamtych czasów w bliżej nieokreśloną przyszłość i dopiero katastrofa w Fukushimie przywróciła wsparcie państwa dla polityki odejścia od atomu i węgla. Nie zapominając oczywiście o najnowszych wynikach opracowań naukowych dotyczących tego: https://de.wikipedia.org/wiki/Energiewende#Energiewende_in_der_Forschung._Von_der_Nische_zum_Mainstream :-)

  17. @PawelW
    Ja znakomicie rozumiem co piszesz, rozumiem twoją tezę, rozumiem argumentację i wiem, że reformy były, zmniejszyły koszty pracy dla firm i zwiększyły elastyczność.
    Ale nadal uważam, że miały one marginalne znaczenie. Gospodarka niemiecka produkuje (w uproszczeniu) samochody osobowe oraz dobra inwestycyjne. Zostawiając samochody, przy inwestycjach liczy się wydajność, bezawaryjność i finansowanie (samochody też tak reklamują…). Bez tego klienci nie kupią.
    Piszesz o wygranej konkurencji Niemiec z krajami południa. Tak, tak jest. Tylko, że w Hiszpanii wynagrodzenia są dużo niższe, elastyczność rynku pracy dużo wyższa, a kultura techniczna w niektórych miejscach równorzędna. Plus bliskość kulturowa dla wcale licznych i nie tak biednych rynków Am. Łac. I co? I nic. Nie ma finansowania, bo hiszpańskie banki to zombie. I nie ma sprzedaży, co zamyka koło.
    Dokładnie to samo dotyczy Włoch i w mniejszym stopniu Francji.
    A nie ma finansowania bo konstrukcja strefy Euro przepompowała kapitał z południa do Niemiec. I też np. Holandii. Gdzie reform rynku pracy nie było, a sytuacja jest taka sama.
    Czyli może jednak skoro mamy taką sama sytuację w Niemczech i Holandii a odwrotną W Hiszpanii, Włoszech i częściowo Francji to może jednak akurat reformy o marginalnym znaczeniu dla gospodarki nie zmieniły struktury całej europy, a już gigantyczne przepływy związane ze wspólną walutą już tak?

  18. @RE: Jestem ciekaw Twojego trochę szerszego wytłumaczenia w jaki sposób konstrukcja strefy Euro tak a nie inaczej zadziałała. Nie rozumiem. Chętnie się dowiem.

    Owszem z mojej wiedzy wynika, że kraje południa – zarówno jako osoby prywatne jak i firmy i instytucje – zadłużyły się, aby kupić niemieckie produkty przemysłowe (auta, dobra inwestycyjne, itd) i w ten sposób doszło do transferu z południa na północ. Ale miało to związek z konkurencyjnością oferty niemieckiej, która zaistniałą w wyniku nareperowania gospodarki.

    Widzisz, bo ja Ci jednak o „jednostkowych kosztach pracy” pisałem a Ty ponownie piszesz o zarobkach :-) więc mam prawo wątpić, czy rozmawiamy o tym samym.
    Proponuję tu zajrzeć
    https://www.iwkoeln.de/presse/interaktive-grafiken/beitrag/christoph-schroeder-lohnstueckkosten-praegen-welthandel.html (odnośnie Holandii pokazuje co innego niż Ty piszesz).
    Tam ładnie widać, jak w okresie kiedy hiszpańskie „jednostkowe koszty pracy” rosły ich udział w handlu międzynarodowym spadał.

  19. @PawelW
    To siebie te „jednostkowe koszty pracy” zamień wszędzie na „zarobki” albo odwrotnie. Co za różnica? Mogę napisać zarobki + urlopy + chorobowe czy jeszcze coś innego. I po co, skoro samo wynagrodzenie to 90% różnicy, bo reszta jest w Europie dość podobna.
    A schemat obejrzałem, poprzełączałem kraje i nie widzę tam żadnych istotnych korelacji. Za to pewnie z deficytem sektora prywatnego korelacje będą dość potężne. Nie mówiąc, o tym, że według tej tabeli w Grecji w latach 2009-12 był ostry wzrost kosztów pracy co wydaje się bzdurą na kółkach.

  20. @RE: Nie można sobie zamienić „jednostkowe koszty pracy” na „zarobki” albo odwrotnie, bo to nie to samo. :-) Bo jedno jest powiązane z wydajnością gospodarki a drugie nie. Zarobki mogą sobie rosnąć przy jednoczesnym utrzymywaniu się „jednostkowych kosztów pracy”, jeżeli wraz z wzrostem zarobków rośnie wydajność. Jeżeli zarobki nie rosną, a spada wydajność to „jednostkowe koszty pracy” rosną.

  21. @RE: Ja serio jestem ciekawy Twojego wytłumaczenia w jaki sposób konstrukcja strefy Euro tak a nie inaczej zadziałała. :)

  22. @PawelW
    „Zarobki mogą sobie rosnąć przy jednoczesnym utrzymywaniu się „jednostkowych kosztów pracy”, jeżeli wraz z wzrostem zarobków rośnie wydajność.”
    Przy takiej definicji oczywiście outsourcing prac o największym udziale pracy w wartości wyrobu oczywiście powoduje spadek „jednostkowych kosztów pracy”.

    Strefa Euro zadziałał tak, a nie inaczej, bo gospodarki Południa funkcjonowały z podwójnym deficytem. Od dziesięcioleci, bo taka była ich struktura. Przez co bywały tam regularne dewaluacje chwilowo tworzące pozytywny bilans handlowy i redukujące zadłużenie wynikające z deficytów. Tak to działało i było OK. Weszło euro i tanie koszty zadłużania się z jednoczesnym podwójnym deficytem i brakiem możliwości dewaluacji. Gdyby ten mechanizm był uzupełniony o system transfery kapitału na południe to byłoby OK. Ale nie był, więc to musiało spowodować kryzys bankowy przy pierwszej okazji.
    Wskutek kryzysu bankowego została zmniejszona możliwość inwestowania, jak też kredytowania inwestycji zarówno w kraju, jak też za granicą. Dzięki czemu przemysł wytwarzający dobra inwestycyjne gwałtownie się kurczy i/lub jest przejmowany przez firmy dające możliwość kredytowania zakupów (znaczy niemieckie). Koniec tajemnicy.

  23. @RE
    No bez jaj. „jednostkowe koszty pracy” to po prostu koszty pracy przypadające na JEDNOSTKĘ PRODUKTU.

    Pisałem o tym w swoim artykule http://slomski.us/2014/04/15/10537/

    „jeśli fabryka komputerowych pamięci RAM mając w ubiegłym i bieżącym roku tę samą ilość pracowników z tymi samymi zarobkami w ubiegłym roku wyprodukowała łącznie 80 mln gigabajtów pamięci, a w bieżącym łącznie 100 mln gigabajtów pamięci to znaczy, że labour unit cost w tej fabryce spadł w ciągu roku o 20%”

    W fabrykach pamięci, mikroporcesorów, dysków twardych itp. jednostkowe koszty pracy spadły miliony razy w ostatnich kilkudziesięciu latach. Nie można z faktu spadku tych kosztów wnioskować o tym jak zmieniły się zarobki.

  24. @RE: Względnie pilnowanie utrzymania stabilnych „jednostkowych kosztów pracy” to pilnowanie społeczeństwa, aby nie domagało się podwyżek ponad wzrost swojej wydajności. Dopóki reformy nie zostały wprowadzone, nie było to prawnie możliwe. Po reformach jak najbardziej, przy jednoczesnym zachowaniu większości zabezpieczeń państwa socjalnego.

    Tu ciekawy cytat:
    https://www.economist.com/kaffeeklatsch/2017/10/15/how-to-keep-populists-small-and-marginal
    „(…)In fact, the closer you look, the more compelling the “Lower Saxony model” becomes. Stretching from the Netherlands to Hamburg, from Westphalia to Mecklenburg, this state was the political homeland of Gerhard Schröder, who ran it from 1990 to 1998. During that time he steered it out of economic crisis by bringing its firms and unions together to cut deals and get demand flowing again. As chancellor he applied this pragmatic approach, balancing unions and management, to the ailing German economy. The resulting Hartz IV reforms (devised by the former HR boss of—guess it—Volkswagen) are one of the main foundations of Germany’s current economic boom. They have made labour newly competitive and have kept productivity high.(…)”

  25. @RE: Co do opisanego przez Ciebie mechanizmu to jak najbardziej zgoda. W sumie teutoni roznymi mechanizmami cyckaja kogo sie da… i jak sie da :/
    I az mnie dziwi, ze Francuzi dali sie w takie maliny wpuscic, w koncu mieli okazje wspoltworzyc ten system.

  26. @PawełW – jak masz więcej ciekawych linków po niemiecku to podeslij ( tu albo najlepiej zbiorki ). Wracam do nauki niemieckiego ale jeszcze nie czaje tak dobrze aby oddzielić ziarno od plew.

  27. @PawelW
    Bo transfery inwestycyjne i rolnicze miały działać jako taki mechanizm. Ale potem zostały drastycznie ograniczone dla Południa w związku z przyjęciem Polski i okolic. A pewnie i tak byłyby zbyt małe.

  28. @karroryfer: Waści, a co Cię interesuje. Bo to nie jest tak, że ja mam jakieś linki. Ja tu po prostu od 12 lat żyję, tu studiowałem, tu pracuję w działach rozwoju firm dostarczających dobra inwestycyjne dla elektroenergetyki. Po prostu mam w pewnych zagadnieniach dużo wiedzy – z tego długiego pobytu wynikającej – i wiem czego szukać w danym temacie, przy czym mogę na pierwszy rzut oka odfiltrować bs od rzetelnych informacji.
    A @Futrzak nie chcę zaśmiecać bloga, więc może na priv… masz jakiś email?

    @RE: Tym niemniej ciekaw jestem, kto w DE to tak sprytnie skalkulował, bo głupi to on nie był ;-)

  29. Ja nic nie mam. Jak cos sie pozytecznego wykluje, to publikuje.

    A co do tego, kto kalkulowal… oh my…

  30. @PawelW
    Był głupi i to nieprzeciętnie. Jeśli nie masz gdzie wysłać nadwyżki forsy to się w niej w końcu udławisz. To już wiedzieli starożytni Grecy i opisali w micie o Midasie. A Wolfgang Sheauble nie wiedział…

  31. @RE: Albo zakładał, że będzie miał gdzie wysłać…. bo ja pamiętam rozmowy z okolicy 2006, z paroma dobrze zorientowanymi osobami, i one sugerowały, że przyszłością dla Europy (też tej środkowej jak Polska) jest budowa kolejowych połączeń lądowych z Chinami… jak by USA nie podpaliły terenu na którym ma byc budowane, to byłby dobry cel do wysyłania kasy.

    Wtedy to łyknąłem jak pelikan, i jak się pojawiła oferta Nowego Jedwabnego szlaku to byłem początkowo bardzo pozytywanie do niej nastawiony. Ale z czasem mam coraz więcej wątpliwości. Oraz mam podejrzenie, że ta inicjatywa jako idea nie do końca w Państwie Środka się zrodziła ;-)

  32. @PawelW jeśli wolisz to mój email łatwy do sprawdzenia karroryfer@gmail.com. Masz może twittera albo coś takiego ?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: