Napisane przez: futrzak | 9 Maj 2018

Feudalizm XXI wieku

CEO Wallmartu, jednej z największych korporacji w USA, zarabia 1188 razy więcej niż wynosi przeciętna pensja pracownika w tejże firmie, zaś rodzina Waltonów – właścicieli Wallmartu – posiada majątek o wartości takiej samej, jak 40% biedniejszych Amerykanów (bottom 40%).
Jednakże, jak twierdzi CEO, firma nie jest wystarczająco bogata, żeby płacić pracownikom pensje wystarczające na nie życie w nędzy. Doug McMillon w zeszłym roku zarobił 22.8 miliona, podczas gdy średnia pensja to $19,177 rocznie.
Tak wielkie różnice to efekt ostatnich dekad, bo jeszcze w 1965, CEOs największych amerykanskich korporacji zarabiali (przeciętnie) 20 razy więcej, niz przeciętna pensja pracownika.

Ale problem rozwarstwienia dochodów i majątku nie dotyczy tylko USA, bynajmniej:

Szacuje się, że majątek Marka Licyniusza Krassusa, jednego z najzamożniejszych ludzi w historii Imperium Rzymskiego, przynosił roczny dochód stanowiący równowartość sumy zarobków 32 tysięcy rzymskich obywateli. Dysproporcje między zarobkami Carlosa Slima, w latach 2010–2013 najbogatszego człowieka na naszej planecie, a dochodami obywateli jego rodzinnego Meksyku są dwunastokrotnie większe. Jednym z najczęściej używanych mierników nierówności jest tak zwany współczynnik Giniego. Gdy wynosi on 0, to opisuje sytuację idealnej równości. Gdy wynosi 100, to mamy do czynienia z rzeczywistością, w której jedna osoba posiada wszystko. W Imperium Rzymskim za czasów Krassusa współczynnik Giniego wynosił 45. Dziś w USA zbliżony jest on do tego poziomu, ale w skali globalnej oscyluje wokół 70.

Mowa tu o różnicach dochodów. Nierówności majątkowe są jeszcze większe – sięgają aż 92 punktów w skali całego świata. Czy zatem dualna rzeczywistość Dubaju – gdzie turbokapitalizm ekonomiczny miesza się ze społecznym neofeudalizmem – jest zapowiedzią naszej zbiorowej przyszłości? Czy rację ma Thomas Piketty, pisząc, że krach 2008 roku był „pierwszym kryzysem kapitalizmu patrymonialnego XXI wieku”, czyli systemu opartego na wielkiej własności zgromadzonej w rękach małej grupki niebywale zamożnych rodzin? Czy faktycznie, jak twierdzi Paul Mason, żyjemy w momencie równie przełomowym jak moment przejścia od feudalizmu do kapitalizmu? Jak miałby wyglądać rzekomy postkapitalizm? A może mamy do czynienia z powrotem do przeszłości i to właśnie feudalizm stanowi przyszłość kapitalizmu?

To są bardzo ważne pytania, a w całym artykule jest też sporo na temat tego, jak to wygląda w Polsce. Bo w Polsce też pojawiła sie – calkiem niedawno – klasa transnarodowa, często opisywana jako górny 1% społeczeństwa.
Zachęcam do przeczytania całego
artykułu.

Reklamy

Responses

  1. Z tego co pamiętam z jakichś badań to firmy prywatne ( jak Wallmart) płacą swoim CEO( managmentowi) i tak dużo mniej niż spółki giełdowe ( i tam dopiero ich płace bywają absurdalne). To że właściciele dobrych firm zarabiają miliardy to też mnie nie boli bo dobry biznes powinien przynosić zyski ( przykład mniej kontrowersyjny Elon Musk ;)
    ALE jest jedno ale – ich dzieci albo ogólniej spadkobiercy ( którzy mieli zerowy wkład w budowę firmy ) powinni płacić DUŻO większe podatki niż obecnie ( to że w Polsce Zyta zniosła go to jedna z głubszych decyzji PiS ).
    Jednak te podatki nie powinny też być konfiskatą – myślę że gdzieś miedzy 20 a 40% było by fair.

    Generalnie podatki powinny być od majątku a nie od zarobków ( bo to demotywuje strasznie a w dodatku jest łatwiejsze do unikania).

  2. Czytałem zalinkowany artykuł z pewnym zainteresowaniem, dopóki nie dotarłem do miejsca, gdzie autor wyliczył iż wystarczy w Polsce zarabiać netto 5 191 złotych na osobę w rodzinie, aby zaliczyć się do 1% najbogatszych. Ta kwota jest absurdalna, tak jak absurdalne jest zaliczanie ludzi do najbogatszych po dochodzie na osobę. Narodziny dziecka przesuwają rodzinę z grupy 1% najbogatszych do „wyższa klasa ludowa” ? I pensja starszego kasjera w sklepie w Niemczech kwalifikuje w Polsce do 1%? Uwzględniając różnice w sile nabywczej Niemcy są od nas tak 2 może 3 krotnie bogatsi, nie 25 krotnie.
    Jeśli już liczyć wg dochodów, to jako środki rozporządzalne – czyli to co zostanie po opłaceniu mieszkania, mediów, kosztów transportu, kredytów, „zwykłej” żywności i kosztów leczenia.

  3. @Arturro: 5191 zł/os. (liczone netto!) pozwala zaliczyć do 1% najbogatszych ale w odniesieniu do całego świata, ale nie w Polsce. Nie wiem co tu oburzającego/nierozsądnego.

  4. Wg autora:
    – w usa to 350 000 dolarów (tak, wiem co to jest netto na osobę);
    – w skali świata jest to 34 000 dolarów

    Autor tutaj całkowicie pomija, że większość populacji świata żyje w miejscu, gdzie za dolara może kupić znacznie więcej towarów i usług, niż Amerykanin w USA. Autor przelicza te 34K na siłę nabywczą Polaka i wychodzi mu 62K złotych. A powinny mu wyjść 122 000 zł netto rocznie. Co bardzo łatwo sprawdzić, korzystając z narzędzia do którego sam się odwołuje:
    Globalrichlist.com

  5. @Arturro:

    Nie.
    Wg autora:

    „Pułapem, po przekroczeniu którego można zaliczyć się do górnego 1 procenta amerykańskiego społeczeństwa, jest roczny dochód w wysokości 350 tysięcy dolarów[17]. W skali globalnej poprzeczka ta umieszczona jest jednak znacznie niżej – to 34 tysiące dolarów rocznie netto na jednego członka rodziny[18]. Jeśli dostosujemy tę wartość do siły nabywczej lokalnej waluty i przeliczymy na złotówki, to okaże się, że aby móc zaliczyć się do globalnego górnego 1 procenta, należy rocznie zarabiać co najmniej 62 300 złotych na rękę, czyli 5 191 złotych miesięcznie netto na jednego członka rodziny[19]. Do grona pracowników o takich zarobkach zalicza się około 70 milionów osób na świecie – i to właśnie oni są trzonem klasy transnarodowej.”

    Dlaczego przekręcasz? Czyzby z powodu dysonansu poznawczego?

  6. Wychodzi mu mniej, bo wlasnie przelicza najpierw na sile nabywcza, ktora w Polsce jest jaka jest. Takze twoj zarzut, ze „Autor tutaj całkowicie pomija, że większość populacji świata żyje w miejscu, gdzie za dolara może kupić znacznie więcej towarów i usług” jest kulą w płot.

  7. CEO: 22,8 mln USD / rok
    Zatrudnienie w Wallmart w USA: 1,5 mln pracowników.
    Gdyby zrezygnował ze swojej pensji, to fundusz płac pozwoliłby na pensje wyższe o jednego dolara i dwadzieścia centów / mc / zatrudnionego…

  8. @Łukasz:

    Executive Board Members w Wallmart sklada sie z 5 osób. Oni zarabiaja mniej wiecej tyle co glowny CEO.
    Potem mamy executive management: 36 osob. Oni zarabiaja mniej, ale tez miliony.

    A potem mamy jeszcze Board of Directors: 12 osob.
    Gdyby ta cala hałastra zmnielszyla sobie pensje do 20-krotnosci przecietnej pensji pracownika Wallmartu, tenze moglby zarabiac normalne pieniadze wystarczajace na utrzymanie siebie i rodziny – tak jak to bylo w latach 50-tych.

  9. Furda pensje, ale zarząd jest wynagradzany także – a często głównie – w innej formie (np. udziałów), i tutaj zaczyna się patologia; WalMart wydał w zeszłym roku 20 miliardów dolarów na wykup własnych akcji (z resztą po cięciach podatkowych Trumpa mamy rekordowy poziom wykupu – tyle z obietnic inwestycji i mrzonek o skapywaniu dobrobytu, większość kasy z ulg podatkowych poszła na buyback). Kłopot w tym że jeśli zarząd dostaje znaczną część wynagrodzenia w akcjach, to jest zainteresowany głównie tym żeby te akcje stały mozliwie jak najwyżej, a to tylko pozornie brzmi niewinnie (a w praktyce oznacza np. krótkoterminowe pompowanie kursu kosztem długoterminowego rozwoju – w razie problemów CEO wyskakuje na złotym spadochronie a firma idzie na dno).

  10. @futrzak
    w firmie z 1,5 mln zatrudnieniem, gdyby, powiedzmy TOP100 zarabiających miał oddać swój fundusz płac i rozparcelować go między wszstkich, to nadal nie wyjdą godne pieniądze…

  11. @futrzak
    „Pułapem, po przekroczeniu którego można zaliczyć się do górnego 1 procenta amerykańskiego społeczeństwa, jest roczny dochód w wysokości 350 tysięcy dolarów[17]. W skali globalnej poprzeczka ta umieszczona jest jednak znacznie niżej – to 34 tysiące dolarów rocznie netto na jednego członka rodziny[18].”
    Jak dobrze, że autor podaje źródła. Nie ma w nich takich danych, które dawałyby podstawę do 10-cio krotnego przeskoku dochodu, chyba, że weźmiemy dane z 1970 odnoszące się do Afryki i Azji w porównaniu do Stanów i Europy Zachodniej. Każda liczona oddzielnie, a nie globalnie.

  12. @Darek: Skąd sceptycyzm? Kwota 34000 tys. USD/rocznie dochodu pochodzi z publikacji Branko Milanovica nt. światowych nierówności. Tu wpis na blogu Banku Światowego: https://blogs.worldbank.org/publicsphere/inequality-and-rise-global-1-great-new-paper-branko-milanovic

    De facto twoje wątpliwości są w związku z tą właśnie pracą. Życzę powodzenia bo zdaje się, że mało kto się jej czepiał (w przeciwieństwie do Piketty’ego).

  13. @Łukasz:

    Jak juz zauwazyl powyzej Paskud, pensje to jedno, ale znacznie wieksza patologią są buybacks.
    Zreszta, nawet gdyby to sie nie skladalo za bardzo do kupy (i zapewne sa takie corpo) – to znaczy tylko i wylacznie, ze biznes model takiej corpo jest podobny, jak plantacji bawelny w XIX wieku na pd USA – opiera sie ona na niewolniczej pracy za glodowe stawki. W normalnie funkcjonujacej gospodarce i spoleczenstwie nie ma miejsca na takie firmy.
    Gospodarka USA w latach powojennych az do lat 70-tych kwitla i rozwijala sie, a ludzie dostawali normalne pensje – tak, to jest jak najbardziej mozliwe.

  14. Ale spójrz na to od strony konsumenta: „zwiedzanie USA metodą na Kuźniara było właśnie z Wallmartem”…

  15. @Łukasz:

    To jest race to the bottom. Po jakims czasie masz strukture rynku taka, jak w krajach kolonialnych: jeden czy mniej procenta ludzi, ktorzy oplywaja we wszelakie dostatki i ktorych stac jest sprowadzac sobie dobra wszelakie zza granicy, oraz 99% biedaków, ktorych glodowe zarobki pozwalaja ledwie egzystowac na granicy przezycia biologicznego. Czyli, praktycznie rzecz biorac, nie masz zadnego rynku konsumenta wewnetrznego. Zdychaja wiec wszystkie lokalne biznesy za wyjatkiem wielkich miedzynarodowych corpo. To sie w USA dzieje JUZ.

  16. @Futrzak
    „jak w krajach kolonialnych: jeden czy mniej procenta ludzi, ktorzy oplywaja we wszelakie dostatki i ktorych stac jest sprowadzac sobie dobra wszelakie zza granicy, oraz 99% biedaków, ktorych glodowe zarobki pozwalaja ledwie egzystowac na granicy przezycia biologicznego.”
    Nie do końca. Drobna, acz istotna poprawka:
    w takich miejscach jest jeszcze 5-15% społeczeństwa, które żyje wygodnie w zamian za podtrzymywanie systemu. W tym garść fachowców, bez których to się wszystko zawali i większość kelnerów, którzy udają ważnych, a g. wiedzą, nie potrafią nic pożytecznego, są zbyt głupi aby to zrozumieć i wystarczająco sprytni, aby bronić systemu każdą metodą. Ekonomiści, prawnicy, dziennikarze, spora część kadry uniwersyteckiej, etc.
    W wielkich krajach sama ta część jest wystarczająca dla rynku masowego konsumenta. To jest Brazylia, tak zaczynają wyglądać USA, tak wygląda Polska od lat 90-tych, gdzie te zadowolone 10% pyta się reszty w czym problem.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: