Napisane przez: futrzak | 7 Maj 2018

…i urzędy emigracyjne…

Sprawa mojej stałej rezydencji ciągnie się jak guma w majtach, wszystko dlatego, że w strefie hiszpańskojęzycznej nazwisko nadane raz dziecku zostaje z nim przez całe życie – i dotyczy to też kobiet.
Tak więc fakt, ze na akcie urodzenia mam inne nazwisko a w paszporcie inne, wymagał interwencji prawnika i całkiem sporych przepraw (oczywiście, bynajmniej nie za darmo). Sprawę przedłużał też fakt, że musiałam mieć zaświadczenie o niekaralności ze wszystkich krajów, gdzie mieszkałam dłuzej niż 2 lata – z czego najtrudniej było pozyskać ten dokument z USA, rzecz jasna :-/ (dobrze, ze dalo sie to zalatwić przez lokalne biura Interpolu, bo inaczej musiałabym sie bujać spowrotem osobiście do USA i nie wiem ile czasu czekać na wydanie tego papieru – tutaj przez Interpol zajęło to „ledwie” pół roku…).

Po ostatniej interwencji prawniczej czekałam, czekałam i gryzłam pazury – aż wreszcie przyszedł email od Migraciones (tak proszę panstwa, tutaj urząd imigracyjny z petentami komunikuje się za pomocą emalii – SHOCKING!) że mam sie umówić na wizytę i stawić z paszportem. Przy umawianiu obowiązuje kolejka, a jakże, więc termin telefonicznie z automatem udało się zaklepać dopiero na za miesiąc.
I W PIATEK NASTAPIL TEN DZIEN.
Szłam i nie wiedziałam czego sie spodziewać – tymczasem co się okazało? Otóż panowie celnicy przy moim ostatnim przekraczaniu granicy źle wpisali do systemu moje nazwisko i teraz potrzebowali mnie z paszportem, żeby sprawić, że ja to ja :-/

Ulżyło mi, rzecz jasna, ale nie zmienia to faktu, że cala procedura przedluzy sie o nastepnę miesiące, bo zanim dokumenty znowu pójdą do ministerstwa spraw wewnętrznych, zanim znowu wrócą do Migraciones, to 2-3 miesiące miną, jak powiedziała miła pani urzędnik.

No ale potem juz będę miała prawilny kartonik, jak reszta Urugwajczyków i będę mogła przekraczać granicę bez dodatkowej zbędnej papierologii.
W sumie, jeśli zmieszczę się w terminie poniżej trzech lat, to będzie to i tak prędzej, niż załatwianie permanent residency w USA – które zajęło mi ponad 3 lata – z czego czekanie w kolejce na interview/decyzję to dwa, a potem następny rok bo skurwle zasrane zgubiły moje dokumenty i część z nich musiałam załatwiać od nowa, przy czym dowiedziałam się o tym przypadkiem, bo oficjalne zawiadomienie (wysłane normalną papierową pocztą) nigdy do mnie nie doszło, bo w pakiecie, co zgubili, był również formularz o zmianie adresu… lalala.

No i tak to….

Reklamy

Responses

  1. Haha, zgubili papiery. Za to łapówki, to by nie zgubili xd
    Tak na serio, jak w Urugwaju wygląda sprawa z papierologią i urzędami – taka sama przerośnięta biurokracja jak w Polsce? Skarbówka czepia się o byle pierdoły i tylko patrzy jak uwalić działającą firmę? Są pozwolenia na budowę nawet budy dla psa pieczołowicie egzekwowane przez nadzór budowlany? Zdobycie prawa jazdy na samochód wymaga niemalże zdobycia tytułu profesora ruchu drogowego z zakresu wiedzy o wymiarach tablicy rejestracyjne? ;)

  2. @Dolasunagrzyby: Pokaż proszę gdzie na budę wymaga się pozwolenia na budowę.

  3. A nie można było kwesti adresu i przeprowadzki przez pocztę załatwić?
    Zawsze jak się przeprowadzałem, to prznajmniej niemiecka poczta umożliwia coś co nazywa się „Nachsendeservice”:
    https://www.deutschepost.de/de/n/nachsendeservice.html
    https://www.espanolaenmunich.com/2012/07/11/redireccionar-el-correo-de-una-direccion-postal-a-otra/

    W UK „Royal Post” też umożliwia to jako Redirection. Od znajomych Hiszpanow wiem, ze i u nich takie cos jest.

  4. @PawelW:

    Nie rozumiesz. Jesli zmieniasz adres a jestes w trakcie zalatwiania rezydencji (wtedy przynajmniej tak bylo, byc moze dzisiaj zmienili tą procedurę, nie wiem), to urzad emigracyjny w USA zyczy sobie, aby wyslac im stary adres, razem ze wszystkimi danymi oraz NOWY adres na specjalnym formularzu. Ktory to formularz sciagasz sobie z ich stron, drukujesz, wypelniasz dlugopisem a potem MUSISZ im wyslac normalna pocztą. I ja to zrobilam. A oni to gdzies zgubili. Redirection oczywiscie mozna zrobic na poczcie, ale to nie dziala w nieskonczonosc. Nie przyszlo mi do glowy, zeby sprawdzac maile ze starego adresu i zrobic redirection przez rok, na okazje ze zgubia – bo korespondencje dostali i nie odbila sie.

  5. @mall to z budą, to jest takie przerysowanie (figura retoryczna) ukazujące przesadną restrykcyjność i drobiazgowość polskiego prawa budowlanego. Wprawdzie możesz wybudować na zgłoszenie parterowy budynek rekreacji indywidualnej o powierzchni zabudowy do 35 m2, ale zwykły prosty taras tylko na pozwolenie na budowę ze wszystkimi tego konsekwencjami.

  6. Polskie prawo budowlane restrykcyjne i przesadnie drobiazgowe…?
    Bo cos wiekszego niz 35m2 musi byc zatwierdzone przez architekta?
    Ze taras tez?
    Sorry ale jak patrze na dokonania polskich Januszy biznesu to nie chcialabym zeby sobie taki Janusz sam ze siebie wlasnym sumptem walnął tarasik w bloku nad chodnikiem. Ci ludzie nie potrafia nawet procentu składanego policzyc, a co mówic o liczeniu wytrzymalosci konkretnej konstrukcji???

  7. @dolasunagrzyby
    Weź nie rób sobie jaj z tą „straszną restrykcyjnością” polskich przepisów. W Polsce prawo o zagospodarowaniu przestrzennym praktycznie nie istnieje i jest tu zasadniczo całkowita dowolność. „Projekty typowe” to jest oczywista kpina z jakichkolwiek zasad projektowania i budownictwa. W skrócie- jest to poziom liberalizmu bliski braku jakichkolwiek regulacji. Co zresztą widać po efektach. A ty to chcesz nazwać „restrykcyjnym”? Człowieku, czy ty z księżyca wczoraj spadłeś?

  8. @dolasunagrzyby: Polskie prawo budowlane restrykcyjne…. hmmm… po obserwacji tego w DE uważam je raczej za wolną amerykankę. W DE musisz mieć uzgodnioną architekturę domu (nie każda forma domu jest dozwolona) i ogrodu, kolor elewacji oraz dachu zanim pozwolą Ci budować…
    Przy czym to się pomiędzy Krajami Związkowymi różni…

    @Futrzak: Aha… no to ciekawa procedura…

  9. @Dolasunagrzyby: Restrykcyjne prawo budowlane w Polsce?! Serio? Od kilkunastu przynajmniej lat praktykowane są numery w stylu projektu budowlanego zawierającego „parterowy pawilon”, który okazuje się być hotelem z 2 kondygnacjami (parter + piętro), po którego kary nie ponosi ani inwestor ani nadzór budowlany ani organ wydający decyzję.

  10. @Paweł W
    W Polsce, jeśli istnieje MPZP dla danego terenu, to zapisy o kształcie, orientacji, kolorze, materiałach również istnieją. Nie ma „tylko” ich egzekucji.
    W gminie, gdzie mieszkam, człowiek z listy 100 najbogatszych zbudował bez pozowoleń wyciąg narciarski. Jest nawet nakaz jego rozbiórki a tymczasem stacja narciarska działa już 5 sezon a w tym roku szusowała po niej pani premier :)

  11. Zgadza sie, prawo restrykcyjne (niby, ale w porównaniu do innych krajów, gdzie sie faktycznie dba o krajobraz to nie bardzo), ale z egzekucją ciężko. tesciowie przerobili szopę w rogu ich działki na domek z dwiema sypialniami dla babci bez żadnych pozwoleń, podłączyli go do mediów i nic, środek wsi, stoi latami bez żadnego pozwolenia.
    A tym restrykcjom to ludzie sami winni – jak już wyzej napisano.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: