Napisane przez: futrzak | 17 kwietnia 2018

Komunikacja miejska w Montevideo

Częścią mitów rozpowszechnianych przez neoliberałów jest to, że podatki trzeba obniżyć, bo w ten sposób przyciągnie się kapitał, a potem z tego kapitału kraj zainwestuje w infrastrukturę, szkoły i te wszystkie fajne rzeczy, co pomagają ludziom żyć.

Otóż nie, to tak nie działa.
Weźmy ostatni przykład z Montevideo.
Jakiś czas temu został opracowany plan przebudowy głownej arterii miasta 18 de Julio na ulicę z ograniczonym ruchem: srodkiem miała przebiegać ścieżka rowerowa, ruch samochodów miał byc zamknięty za wyjątkiem autobusów – ale te, które miały się tam poruszać, musiałyby być tylko elektryczne (dzisiaj w szczycie jeździ tam ok. 300 autobusów na godzinę, przy czym wszystkie mają silniki diesla, część stare dwusuwy Detroit Diesel, mozna więc wyobrazic sobie, jaki tam jest huk i syf).
Projekt zostal wykonany przez swiatowej klasy urbanistę, który projektował zmiany m. in. w Kopenhadze i innych wielkich europejskich miastach.

I co? Projekt właśnie upadł.
Wpływ na to miał przede wszystkim doradca prezydenta kraju, który jest wlaścicielem firmy CUTCSA – obslugującej większość ruchu autobusowego w mieście – oraz Amerykanski Bank Rozwoju (Interamerican Bank of Development).
Ten ostatni dlatego, że jest jednym ze źródeł finansowania projektów przebudowy infrastruktury komunikacyjnej w mieście. Niestety, bank ten konsekwentnie odmawia pozyczenia pieniędzy na jakiekolwiek projekty mające ograniczyć ruch samochodowy. Bo nie, i koniec.
Kasa za to znalazła się na niepotrzebny nikomu tunel w okolicach Parque Centenario. Bo tym tunelem mają samochody jechać. Kilkanaście milionów dolarów – no problem.

No i tak to…

PS:
CUTCSA jest finansowana przez miasto w ten sposób, ze dostaje paliwo po bardzo, bardzo niskiej cenie i ma sie utrzymywac z biletów. Efekt tego jest taki, ze komunikacja miejska w Montevideo to obraz nędzy i rozpaczy. Autobusy są to stare rzęchy, które kopcą, smrodzą i żlopią o 30% więcej paliwa niż wspolczesny autobus. Przy takim sposobie finansowania i zadnych innych warunkach po co mieliby inwestowac w nowszy tabor, spełniający jakiekolwiek normy emisji, skoro nikt tego od nich nie wymaga? Drugi skutek uboczny to są trasy tych autobusów. Owszem, dojeżdzają wszędzie, ale wiją się po malych, ciasnych uliczkach jak kupa ślimaka. Nigdzie nie da sie szybko i sprawnie dojechac, bo autobus zamiast jechac np. z centrum do innej dzielnicy prosto avenidą, jedzie przez wszystkie opłoty i dojeżdza na miejsce po godzinie, a moze połtorej…
Ścieżek rowerowych w miescie prawie nie ma, bo co większe projekty, ktore moglyby zagrozic interesom CUTCSY, sa po prostu utrącane, jak ten powyżej.

Reklamy

Responses

  1. Ewidentnie brakuje tam kogoś, kto by to rozplanował z głową. Przede wszystkim należałoby stworzyć punkty przesiadkowe, do których by dojeżdżały autobusy z mniejszych dzielnic z przesiadką na szybkie linie szkieletowe kursujące między większymi ośrodkami. A do tego bilet elektroniczny albo czasowy dający możliwość przesiadania się bez dopłaty. Z powodzeniem funkcjonuje to w Poznaniu, a dobrze także w Zielonej Górze.

  2. To nie jest dokładnie tak jak piszesz. Międzyamerykański Bank Rozwoju wcale nie odmówił finansowania tego projektu. Wręcz przeciwnie – byli tym jak najbardziej zainteresowani. Zresztą to właśnie IDB współfinansował przygotowanie tego projektu przez pracownię Jana Gehla.

    IDB nie da pieniędzy na jego realizację z bardzo prostego względu. Urugwaj o to nie zabiegał.

    W przeciwieństwie do funduszy UE, w ramach których o finansowanie ubiegać się mogą osoby prywatne, czy samorządy, IDB pożyczać może wyłącznie swoim członkom, czyli państwom. Tymczasem rząd Urugwaju stwierdził, że nie będzie się ubiegał o finansowanie dla tego projektu Intendencji Montevideo, bo „ma inne priorytety”.

    Oczywiście czarnym charakterem tutaj, i to bardzo czarnym, jest prezydent CUTCSA.

    Intendente nie miał tu niestety wsparcia ani we własnym obozie politycznym, ani w opozycji. Bo Sanguinetti też był zdecydowanie przeciw.

    Niestety… :(

  3. @Tomek Surdel

    A to nie wiedzialam.
    Dzięki za informacje.
    Napisalam w oparciu o El Observador, o tym oczywiscie nie wspominali :-/
    Domyslilam sie jedynie, ze kluczową rolę odegrał prezydent CUTCSy, bo taką wielką radość wyrażał z uwalenia tegoz projektu…

  4. A w Polsce to, o czym pisałem, czyli monopol państwa na przewozy autobusowe już wkrótce:
    http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/1118056,nowa-ustawa-o-tarnsporcie-publicznym-lokalne-przewozy-autobusowe.html

  5. @dolasunagrzyby
    Przeczytaj tekst powyżej i komentarz T.Surdela i zastanów się jeszcze pięć razy czy na pewno chcesz prywatnej komunikacji publicznej. Bo w prywatnej wersji do wybory masz syf i dziadostwo albo polityczne macherstwo przez oligarchów transportowych. Albo obie te rzeczy na raz, jak w Montevideo. Gdyby tu padła propozycja serio kompletnej nacjonalizacji całego transportu to zapanowałby karnawał dłuższy niż zwykle. A ucywilizowanie wzorem europejskim, co jest sednem polskiej regulacji to byłaby jedna z lepszych rzeczy możliwych do wydarzenia się w tym kraju.

  6. Tu sytuacja jest dosc wyjatkowa, bo miasto nie ma praktycznie konkurencji w obrebie Urugwaju. Czyli mamy do czynienie z rodzajem monopolu ;-)

  7. @SB
    Czy naprawdę musisz opisywać jakiś wymyślony świat?
    Transport w Montevideo jest całkowicie prywatny. Jest kilka firm, z który CUTSA absolutnie dominuje wielkością. Nawet miasto nie ma monopolu, bo część z nich prowadzi przewozy podmiejskie i może przewozić pasażerów w mieście. I to jest przepis na patologię, a nie organizowanie przez miasto.
    Miasto może zorganizować coś dobrze lub źle, prywatny transport publiczny zawsze jest skrajnie zły. A jak masz z tym problem to pojeździj sobie busikami po polskiej prowincji zamiast wymyślać naprawdę bzdurne teorie.

  8. @ Rewolucja

    Sprawdzilem w wikipedii. Montevideo ma w skali kraju wirtualny monopol na „zycie w miescie o charakterze metropolitalnym”, Enstein.

  9. W wojewodztwie doloslaskim entuzjasci kolei dyskutuja na nastepujacy temat:- czy rewitalizowac:
    1) linie dowozaca ludzi z prowincji do pracy we Wroclawiu
    2) tak zwana linie „lwowecka” ( numer 284 ) ktora prowadzi „przez prowincje”ale ma duzy potecjal turystyczny.
    Zwolennicy tej drugiej opcji sa wysmiewani.
    Ale tak naprawde to wydumany dylemat bo jesli sie spojrzy na to szerzej to obie linie moga przynosic dochody. Wiec trzeba pozyczyc pieniadze i zainwestowac w obie.

    http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=316746&page=443

  10. A tak mozna zyc na „prowincji”

  11. A tymczasem: Intendencia de Montevideo ZAPRZECZA porzuceniu lub opóźnieniu projektu czy jego problemom z finansowaniem.
    http://www.montevideo.com.uy/Noticias/El-proyecto-de-18-de-Julio-no-se-detendra-anuncio-la-Intendencia-uc680619

  12. @Dolasunagrzyby: albo świadomie manipulujesz albo nie rozumiesz.

    Powołując się na przywołany tekst na GP napisałeś o „państwowym monopolu” tymczasem projekt opisuje raczej możliwość powstania lokalnych monopoli w rękach prywatnych z możliwą kontrolą społeczną (poprzez samorząd).

  13. Podejrzewam, że będą tutaj rządzić monopole firm powiązanych z samorządami. Niemniej jednak ostatnie słowo będzie zawsze należało do samorządu, dlatego pisałem o „państwowym” monopolu.

  14. @Dolasunagrzyby: pisałeś o państwowym monopolu a nie o „państwowym monopolu”. I nawet jak przyjąć twoją narrację to pieniądze będą lądować w prywatnej firmie- to w dalszym ciągu nie ma nic wspólnego z „państwowym”.

  15. @RE
    Transport prywatny (busiki) na prowincji rozija się powoli, ale jednak. Busów jest coraz więcej. Stan ich jest taki , za jaki płacą klienci. Patologia (brak aktualnych rozkładów, nierealizowanie kursów lub kursy ponadplanowe) wynika z tego, że miasta (jako organizatorzy transportu) całkowicie odpuściły kontrolę, choć mają do tego narzędzia. (np. 1000 zł kary za niezrealizowanie zaplanowanego transportu).
    To, że firmyprywatne radzą sobie na tym rynku od lat, pokazuje, że, wbrew obiegowej opinii, transport publiczny nie musi być deficytowy.
    Jak ktoś się wybudował w dupie, (bo „okazyjnie” działkę kupił w lesie), to niech teraz nie płacze, że wszędzie dzieci musi zawozić.

  16. Zostawmy pieniądze. O trasach przejazdu i rozkładzie jazdy będzie decydował zza biurka jakiś urzędnik i wcale nie ma gwarancji, że będzie to robił sensownie reagując na potrzeby mieszkańców. Kto na tym zarobi, to jest sprawa drugorzędna z punktu widzenia przeciętnego klienta.

  17. Ah, te legendy o busikach, co magicznie rozwiaza wszystkie problemy transportowe.
    Tymczasem, jak donosi znajomy:

    Tu wrócę do konferencji – tej, na której byłem. Poszliśmy na sejmik województwa mazowieckiego, żeby wywierać presję w sprawie PKS-ów. Mazowsze ma taki przyziemny problem, że po 1989 roku publiczne PKS-y straciły finansowanie i zostały wyparte przez prywatnych przewoźników. Samorządy myślały, że wolny rynek zracjonalizuje przewozy. Zracjonalizował je tak, że prywatni przewoźnicy teraz sami się wycofują, bo im się wiele połączeń nie kalkuluje. „Wolny rynek” nie zaspokaja pewnej potrzeby, ponieważ nie umie na niej zarobić, a w rezultacie pojawiają się na Mazowszu miejsca, z których ludzie nie mają jak dojechać do szkoły i do pracy. Nas interesują pomysły, co z tym począć. O tym była nasza konferencja.

    A to Mazowsze. Na scianie wschodniej miasteczek i miejscowosci, z ktorych ludzie nie maja jak dojechac gdziekolwiek, jesli ktos nie ma samochodu, jest mnostwo.

  18. Może i ja dorzucę swoje obserwacje w ‚busikowej’ materii:

    Miałem okazję podróżować transportem publicznym po krajach Europy zachodniej, centralnej, południowej i wschodniej.
    Niemcy mają doskonale skomunikowany kraj. Między dużymi miastami poruszają się pociągi wysokich prędkości, do linii szkieletowych dołączone są bardzo sprawnie, często kursujące pociągi linii regionalnych. Od nich odchodzą linie kolejek podmiejskich, tramwajów, a na wsiach autobusów, których operatorem jest również niemiecka kolej. W Niemczech ustawodawca przewidział specjalną rolę dla Deutche Bahne (kolej niemiecka). Pociągi są czyste, jeżdżą często, szyny są równe, bezszelestnie poruszają się po nich nawet ciężkie składy z cysternami.
    Nie ma w niemieckim systemie miejsca na konkurencję.

    W krajach wschodnich i centralnych istnieje wolny rynek. Walka o zasoby finansowe między różnymi graczami sprawia, że każdy ma za mało, nie ma zsynchronizowanego systemu, za to są ‚Busiki’ Oszczędzanie na sprzęcie, oszczędzanie na kierowcach. Konkuruje się kosztami głównie.
    Pieniądze klientów zamiast tworzyć dobrze wykorzystywany strumień, kapią mniejszymi lub większymi kroplami tu i tam.

    Według mnie istnienie ‚Busików’ to nieomylny znak, że system transportowy w danym kraju jest w tragicznym stanie. I indykator ogólnego stanu cywilizacyjnego.

  19. @McDoman
    Busiki w Polsce są pochodną miejscowych planów zago. przestrzennego.
    Jak byłeś w Niemczech to bardzo rzuca się w oczy sposób zabudowy w terenach wiejskich: skupisko, potem nic, znowu skupisko itd. W Polsce jest domek, domek, miedza, pole, domek, za nim kolejny, 200 m odstępu, kolejne 4 domi w lesie (im wyżej w górach, z lepszym „widokiem” tym bardziej porządany. Tego nie da się już obsłużyć dużymi autobusami.

  20. @Łukasz:

    Wiesz, jestem wystarczająco stara, zeby pamietac czasy, kiedy w Polsce wszystkie te miejsca, o ktorych piszesz, ze sie „nie da” byly obslugiwane przez PKS plus PKP.
    Tak wlasnie.
    Takze nie opowiadaj bajek.

  21. @ futrzak

    Wszystko pieknie, dopoki nie przyjdzie rachunek. I bedziesz musiala z czegos zrezygnowac, co chcialas sobie kupic. Za to przejedziesz sie dwa-trzy razy w roku klimatyzowanym autobusem. Z okna popatrzysz na indianki ktore zamiast jechac starym autobusem, ida do pracy przy sprzataniu na piechote – po dwie godziny w jedna strone.

  22. Nie tylko transportu nie ma, nawet lewicowosci wkrotce moze zabrakac ;-)
    https://nowyobywatel.pl/2018/01/02/zamiast-wstepu-prosba-o-pomoc/

  23. @sunday beatnik: ta rezygnacja z jakiegoś zakupu w skali roku to mniejszy koszt niż koszt przymusowego zakupu auta na prowincji i utrzymywania go w stanie używalności i ciągłej rezygnacji z jakiegoś zakupu aby móc to auto utrzymać.

    Rozmontowanie publicznego transportu ma bardzo konkretne efekty: 2/3 gmin nie zajmuje się transportem choć teoretycznie ma obowiązek, a te które się tym zajmują są co najmniej powiatami. Daje to jakieś 13,8mln osób mieszkających w gminach, które nie zajmują się transportem publicznym w ogóle. Jak pytasz o źródło to służę konserwą: http://jagiellonski24.pl/2018/04/17/publiczny-transport-zbiorowy-w-polsce-studium-upadku/

  24. @ mall

    A probowaliscie komus kiedys „sprzedac” ten transport publiczny?

  25. @sunday beatnik:

    Przejedz sie do Niemiec. A najpierw przeczytaj komentarz McDomana. Potem malla.
    Niemcy to nie jest jedyny kraj rozwinięty w ktorym jest bardzo dobra komunikacja publiczna, a poziom zycia przecietnego czlowieka jest wyzszy niz w Polsce.

    I przestan wreszcie opowiadac neoliberalne bajki.

  26. W Czechach tez lokalne miedzymiastowe obsluguje Deutsche Bahn :). I flote maja taka jak ma byc. W miare nowe, wygodne autobusy, a nie jakies busiki. Kolej tez maja niezla.

    Natomiast to kosztuje. W Niemczech bilety kolejowe sa drogie jak szlag. Ale do zupelnie nowego poziomu absurdu doprowadzili Brytole. Bilet dwustronny w drugiej klasie Manchester Piccadilly London Euston, ale w peak hours, uwaga trzymcie sie, £350.

  27. @ futrzak

    Dziekuje za komentarz. W RFN mieszkalem prawie 2 lata. Mature tez mam, tak ze autorytet „pani od polskiego” na mnie nie dziala. Argumenty prosze.

  28. Tu na razie jest sciernisko, jutro bedzie San Francisco.
    http://www.newgeography.com/content/005940-the-high-speed-rail-2018-business-plan-a-classic-model-of-deception

  29. @sunday beatnik:

    Argumenty bardzo konkretne juz miales. Nie tylko pod tym wpisem. Ja trolli nie lubię i na tym blogu ich nie toleruję.

  30. @futrzak
    Chyba przespałaś 20 lat rozbudowy Polski.
    Domy są wszędzie (małopolska, czyli województwo w którym „prawo budowalne się nie przyjęło”). A np. z mojej gminy mam zdjęcia archiwalne i współczesne. 2 różne światy.

  31. @futrzak
    Kilka lat temu na rynku pojawiła się świetna książka „Wanna z kolumnadą” Filipa Springera. Myślę, że gdyby każdy przeczytał tę książkę, to świadomość wpływu „dzikiej rozbudowy” na transport byłaby na innym poziomie. wiedziałby gdzie popełniono błąd – bo nie każdy to potrafi powiązać.

  32. @Lukasz:

    Myslalam, ze to oczywiste, ze nie mowimy tutaj o modelu komunikacji „kazdemu autobus pod kazdy dom”. To jest niewykonalne. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, zeby byla sprawna komunikacja publiczna miedzy wiekszymi i mniejszymi miastami.

    Przyklad: kiedys, gdy chodzilam do ogolniaka, moglam codziennie dojezdzac z jedenastotysiecznego miasteczka do miasta wojewodzkiego do szkoly. Dzis jest to niemozliwe, a w weekendy i swięta w ogole nie ma zadnej komunikacji. I to nie jest jakis wyjatek.
    Ja sie zgodze, ze wymaganie, aby autobus podjezdzal pod kazde kilkanascie chałup jest absurdalne, ale na litosc, zeby nie bylo ZADNEGO transportu z miejscowosci kilkutysiecznej???

  33. Ot ta ponoć dobra komunikacja. Mieszkam w Ciechocinku. Miasto, gdzie non stop przebywa mnóstwo kuracjuszy, w tym wielu pełnopłatnych i niekoniecznie zobligowanych ścisłymi regulaminami sanatoriów. Ale o wyjeździe do Torunia np. na seans w kinie czy spektakl w teatrze o 20:00 można zapomnieć- nie ma jak wrócić. Ostatni kurs w weekendy: 21:20. W piątek: 22:30. Ale jakby tak iść po kinie na kawę/wino/spacer…..
    No tak. Nie ma jak wrócić.

    Jeszcze gorzej mają gminy oddalone te 20 km od powiatów: tam busy nie docierają, a w weekendy wyrwać się….

  34. https://menway.interia.pl/historia/news-skandal-tramwajowy-wielki-spisek-koncernow,nId,2571534

    @mall – ostatnio córka chciała wrócić z Nowego Sącza. Brak kursów po 20.00. Trzeba było jechać samochodem 150km. Nie mówiąc o kursie do jakiejś pipidówy – tam już dawno nic nie kursuje.

    @all – na moim pięknym zadupiu po sezonie turystycznym to sobie można z buta gonić po 17-18.00. Rozkłady jazdy są fikcją, a gminy jakoś siły nie mają żeby je egzekwować. A jak ITD albo Policja robi nalot to nagle ileś kursów wypada – boją się, bo zabierają dużo dow, rejestracyjnych za stan techniczny. Część przerejestrowała busy na Taxi i jeżdżą tylko w sezonie. Transport leży i kwiczy. Byłem w zeszłym tyg w Krakowie – jeszcze 20 lat temu dało się tam jeździć jakoś autem. Dziś to jest koszmar. To są jaja żebym kilka km jechał przez 1,5h (!).

  35. @korposzczur
    30 min w Krakowie czeka się w korku na wyjazd z osiedlowego parkingu do pracy. A Krakow to w Polsce miasto z najlepsza komunikacją miejską.

  36. @Łukasz – nie wiem co się stało w Krk. Przecież sporo przebić jest porobionych, obwodnice też. Podejrzewam, że komunikacja w samym mieście jest OK, ale podmiejskie gminy już gorzej. I chyba dlatego jest tyle aut. Ludzie dojeżdżają autami (?).

  37. @korposzczur
    „nie wiem co się stało w Krk. Przecież sporo przebić jest porobionych, obwodnice też. ”
    Własnie to się stało. Powyżej pewnej wielkości miasta jest niemożliwym oparcie komunikacji na samochodach. Po prostu fizycznie nie ma takiej ilości miejsca na powierzchni aby starczyło na same drogi, o parkingach nie mówiąc. Próbowano w wielu miejscach, zawsze się kończy tak samo.
    Ta wielkość jest bardzo zależna od wielu czynników, może to być 20 tys może być 200, ale na pewno w mieście wielkości Krakowa poprawianie komunikacji przez rozbudowę dróg, zwłaszcza szybkich oczywiście, że kończy się pogorszeniem warunków jazdy. To rzeczywistość wynikająca z geometrii, zbyt trudna dla ogarnięcia dla włodarzy doskonale zmanipulowanych prosamochodowa optyką. I dla sporej części społeczeństwa także. 3…2..1… czekam na udowadnianie, że samochód dla każdego to jedyna droga.

  38. @RE – 20 lat temu w Krk jazda o 7-8 rano miała jakiś sens. Potem żadnego. Komunikacja zbior. po mieście mnie wystarczała. Dziś o 7-8 już jest korek gigant, więc auto nie ma sensu. To „dziś” obserwuję ze służbowych wyjazdów, ze zbiorkomu teraz nie korzystam. Dlatego dziwi mnie, że ludzie nie jeżdżą zbiorkomem skoro coraz gorzej autem mimo nowych przebić.

    „3…2..1… czekam na udowadnianie, że samochód dla każdego to jedyna droga.” – takiej tezy nie stawiałem. Chociaż przy moich dojazdach prawie 40km do roboty to jedyny sensowny pojazd na moim pięknym zadupiu :) Teraz mają otworzyć ciekawą linię, ale co z tego jak wg rozkładu najwcześniejszym kursem będę 1h po czasie i do tego z buta jeszcze 0,5h :( Może kiedyś coś z tego będzie.

  39. @korposzczur:

    ale te twoje dojazdy to sa z „zadupia” do centrum Krakowa, czy jakos inaczej?

  40. @futrzak – nie, nie. Dojazdy po zadupiach przez 5 gmin :) Dlatego auto.
    Po mojej miejscowości miasto dopiero tworzy miejski zbiorkom. Sąsiednie gminy coś próbują. Prywaciarze jeżdżą jak chcą, więc nie ma podstawy sprawnej komunikacji – prawdziwego rozkładu jazdy, gdzie 95% kursów na pewno będzie i jakichś sensownych godzin, nie mówiąc już o częstotliwości i siatce połączeń. I na miejskich trasach i pozamiejskich (w sąsiednich gminach). Ratują cię w zasadzie tylko kursy bezpośrednie, bo nie ma żadnej synchronizacji (o ile są, są miejsca itd)- przesiadkowo to ja do roboty jeździłbym min 2h. A bezpośrednio to mam 0,5h z buta na dworzec u mnie i 0,5h z buta z dworca gdzie robię. Też bez sensu. Przynajmniej jeśli masz być przed 7 rano w robocie :)

    To co mają w Krk to u mnie marzenie :) Dlatego się Krakusom dziwię – ok 150zł/mies (miasto) bilet na wszystkie linie. Auto kosztuje min 10 tys/rok. Chyba, że tak się tam pozmieniało, albo podmiejskie kiepsko jeżdżą ? U mnie zbiorkom to syf, a ponoć za komuny było źle :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: