Napisane przez: futrzak | 25 lutego 2018

Bajka o wadach starego mieszkania

Bo są wady – większe i mniejsze.
Jak pisałam już zaraz po obejrzeniu mieszkania – powitały nas ścieżki zdechłych karaluchów. Bo zrobiono remont, a po remoncie oczywiście wylozono wszędzie trutki na karaluchy, to i pozdychały.
My sami porozkładaliśmy na dzieńdobry calkiem sporo, przez 2 tygodnie znajdowaliśmy już nieżywe wywalone do góry kołami, a to w kuchni, a to na korytarzu. Wydawało się, że sytuacja jest już pod kontrola aż tu….

Mieszkanie obok nas, a w środku manzany, które do tej pory stało puste, zostało wynajęte. Oczywiście, zaczęto od remontu i porozkładania trutek, wobec czego karaluchy (a tutaj sa wielkości kciuka, tak samo jak w Buenos) spierdoliły od razu do nas. Któregoś dnia mało nie zeszłam na zawał, jak robiłam obiad i jeden zaczął popieprzać po blacie.

Po wlaniu wrzątku w zlew i kratkę odpływową oraz wylożeniu świezych trutek przestały biegać, za to pojawiło się około 8 egzemplarzy zdechłych w szafce pod zlewem i okolicach. Kilka dni spokój i…. znowu popierdala jeden w kuchni zewnętrznej.

Fuck.
Gdy jeszcze mieszkalam w Polsce (Warszawa Targówek) przed emigracja, też w wynajmowanym mieszkaniu mialam karaluchy. Kilkunastopiętrowe bloki ze zsypami na klatce są bardzo wdzięcznym żerowiskiem dla tych insektów. Tyle, że karaluchy w Polsce są trzy razy mniejsze od tych tutaj. No i nie da się ich wytruć, jeśli my sami powykładamy trutki, za to sąsiedzi mają w dupie.
Eh. Od tej strony Kalifornia była idealna, bo ze względu na suchy klimat karaluchów tam nie było, zadnych innych wstrętnych insektów tez nie, za wyjątkiem Czarnej Wdowy.
Tutaj w Montevideo tez w sumie nie jest zle – karaluchy są co prawda wielkie, ale nie ma innych atrakcji tropików takich jak skorpiony (jadowite), węże (jadowite), tarantule i bóg raczy wiedzieć, co jeszcze. Dopoki nie mieszka sie w betonowym apartamentowcu w środku miasta, w ktorym hurtowo w całości budynku robione sa akcje odkaraluchowiania, to będą takie niespodzianki jak mamy tu :-/
Trzeba się nauczyć z nimi żyć, bo taka jest cena miłego klimatu.
Notabene z tegoż względu nigdy nie rozważałam przeniesienia sie na stałe w tropiki. Wystarczyło mi kilka wizyt i obserwacja życia biologicznego, którego jedynym celem wydaje się doskoczyc, upierdolic i pożreć człowieka, możliwie jak najszybciej. Dużo rzeczy jestem w stanie znieść, ale tarantula biegająca se po domu tak o, jak piesek, to jest dla mnie najczarnieszy horror, bo mam arachnofobię. Więc już nawet ten durny karaluch lepszy…

PS:
A teraz siurpryza. Karaluchy są… jadane. W Meksyku i Tajlandii – gdzie usuwa się im głowy i nogi, a korpusy są gotowane, duszone, grillowane. Oczywiscie, to nie są takie zwykle karaluchy, bo te moga roznosić różne bakterie i wirusy; karaluchy do spozycia sa hodowane w izolowanych warunkach i najczesciej karmione jabłkiem i sałatą. W Chinach karaluchy są uważane za lekarstwa. Są one specjalnie hodowane, a zgrillowane i ususzone (a potem ukruszone na proszek) są sprzedawane jako lekarstwa na dolegliwości żołądkowe, sercowe i wątrobowe….

Reklamy

Responses

  1. Fortaleza, stan Ceará, 5 stopni na południe od równika. Więc tropiki czy nie? W ciągu dwóch lat tam spędzonych (przy wynajętym domu ogród, czyli dzicz miała gdzie się chować – gdyby była) nie miałem spotkań z malowniczymi, filmowymi stworami. Owszem, przyjaciel miał pajęczycę „caranguejeira”, kładł ją sobie na ręce i widzące to panie mdlały, ale nie była groźniejsza niż kotek. Była normalka czyli karaluchy i komary.

    Teraz, we Florianópolis, na niektórych plażach czasami jest kłopot z tymi meduzami zwanymi „caravela portuguesa”, jak wysychają na brzegu i ktoś z delikatną skórą nadepnie na ich końcówki, może spowodować to podrażnienie. Gdy pojawiają się w większej ilości, powiadamia się publikę, że jest ryzyko. Ale moje jedyne nieprzyjemne spotkanie z meduzą było w Konstancy (siknęła czymś do oka i dwa dni nie widziałem niczego z Rumunii), a to przecież nie tropik.

  2. @andsol:

    No to ja nie wiem. Moze to zalezy od usytuowania domu?
    Ja na Hawajach mialam okazje mieszkac w srodku tropikalnego lasu deszczowego (na Big Island, domki byly tak usytowane) i ilosc gadostwa, owadow i calej reszty tam lazajacej byla przerazajaca (dobrze, ze caly dom szczelnie osiatkowany).

    Znajoma, co mieszka w Kostaryce (ale tez gdzies daleko, daleko poza miastem, chalupa blisko dzungli) co i raz ma wizyty w domu tarantul, a to skorpionow (jej dziecko zostalo pogryzione), a to wezy.

    Z kolei jak wizytowalam Australie, to nie zaobserwowalam tego zatrzesienia paskudztw, ktore tam zyja – ale tez zatrzymywalam sie w srodku miasta (Sydney i Melbourne oraz Canberra).

  3. Jedyna rada to fumigacion. U mnie jak wyłożę pułapki, to potem wyłażą i zdychają na środku salonu. A po fumigacion jest spokój przez jakiś czas. Przy okazji zabija komary, termity i co tam jeszcze innego kryje się w domu i zagrodzie. Raz była u mnie koleżanka, a wtedy miałam jeszcze sąsiada Carlosa, u którego porządku raczej nie było. Aż któregoś razu bujamy się w hamakach na patio a ona nieopatrznie postawiła szklankę z winem na ziemi. I mówi – ty coś dużego tu idzie. O k… to karaluch. Przecież MÓWIŁAŚ, że wszystkie są u Carlosa, bo u ciebie nie ma co jeść. Na co ja: najwyraźniej u Carlosa nie ma wina….

  4. @Kasia:

    Nie palę sie do fumigacji, bo to raz, ze droga impreza i skomplikowana logistycznie (przynajmniej w Kalifornii to trzeba sie bylo wyniesc z domu na 3 dni i zabrac ze soba wszystkie ciuchy, fabrics, wszystkie zapasy jedzenia ze spizarni etc), a dwa sa to na tyle silne chemikalia, ze nieobjetne dla czlowieka.

    Chyba wolę jednak pułapki plus zastanowie sie jak przykryc splywy na dwóch patiach, zeby tamtędy nie wylazily. Bidet i zlew i umywalke (za radą Andsola – dzięki!!) zatykam na noc.

    Martwy karaluch leżący do góry nogami nie rusza mnie – biegający a i owszem :)

  5. Coś sobie przypomniałem. (Dawno temu, bo wtedy mieliśmy jeszcze tv). Belo Horizonte, szóste co do liczby ludzi miasto w Brazylii (koło 2,5 miliona, nie licząc ponad pół miliona w Contagem i reszty w innych przylepkach) – i znienacka inwazja skorpionów. Lęgły się w kanalizacji i gdzie tylko mogły. Kilkaset zarejestrowanych ukłuć, parę z nich śmiertelnych.

    W gruncie rzeczy poważniejsza sprawa jest z termitami. Są (nawet we Floripie) dzielnice, przez nie zdominowane. Często mieszkańcy ani mru-mru o tej pladze, bo to obniża wartość mieszkania czy domu.

    I w zasadzie jest nie do zwalczenia. Pamiętam reportaż z budynku z Avenida Paulista w São Paulo – mieszkania tam kosztują miliony – mieszkaniec pokazywał pod warunkiem nie ujawnienia adresu – wszystkie otwory (kanalizacja, elektryczność, luzy przy rurach wodociągowych) zdominowane przez termity. Uwielbiają Ikea. I meblościanki.

    Kiedyś jechaliśmy przez Minas Gerais i V. dziwiła się, że ceny okolicznych terenów podawane w Sieci były bardzo przystępne. Aż zobaczyliśmy całe pola kopców zbudowanych przez te stworzonka. „Aha” powiedziała. No bo co tu można było jeszcze dodać.

  6. @andsol:

    no wlasnie.
    Jak juz ktores z bydlątek malych, a latwo mnozacych sie opanuje jakis habitat, to klęska.

    Termity to jest plaga. Ja tutaj na szczescie mam na to wylane, bo chalupa jest z solidnej cegly, wiec ich nie ma. W Kalifornii byla to plaga tym bardziej, ze domy normalnych ludzi budowane na szkielecie drewnianym – bo to najtansza opcja byla pasujaca do przepisow anti-earthquake. Tyle ze, no, wszystko drewno. I tak, koniecznoscia bylo robienie fumigation srednio co dwa lata, bo inaczej to wpieprzaly konstrukcje. Meble to pikus ale….pamietam jak mieszkalam u Wlascicielowspolmieszkanca, ktory (jak byc moze pamietasz z mojego bloga i rozmow z tamtych czasow) mial kompletnie w doopie stan swojej wlasnej chalupy. No i kurde, kazdego dnia znajdowalam kupki pod framuga jedna, druga, pod sciana…. swoja droga ciekawa jestem, czy ten dom w koncu zawalil mu sie – to byl rancher z lat 50-tych, a on zupelnie ale to kompletnie o niego nie dbal….

  7. Swoja droga, to zabawne, ze ludzie placa ciezkie miliony za reprezentacyjne chalupy na Avenida Paulista, a potem jest tak, o.

    Inna sprawa, ze to chyba wszedzie tak jest. Ostatnio przegladalam ogloszenia o „superofertach” z przedmiesc Miami o okolic.
    Tak sobie sprawdzilam na mapie…
    … a potem zobaczylam, gdzie siegaja obecnie przyplywy zwiazane z podnoszeniem sie poziomu oceanow…. i jak to wyglada.. (sa nawet filmy na youtube, to jest juz dramatyczne, ale nie dziwne, Floryda to przeciez jedno wielkie bagno ktore wkrotce bedzie zalane).
    No wiec, cudne piekne chalupy, ktorych co bardziej trzezwo myslacy juz ie pozbywaja. I pchaja superoferty dla milionerow z Am Pd, ktorzy jeszcze nie zaczaili bazy.

    Albo tak jak w Montevideo. Buduje sie nowy „super” wiezowiec. A potem (to przypadek co obserwowalismy z okna) – budowa i wylewanie betonu pod konstrukcje. Betonu, ktory trzeba polewac. Susza. 3 tygodnie zero deszczu, a potem urlop i wakacje i… na budowie przez 3 tygodnie nie ma nikogo, zeby polewac woda dopiero co wylany beton konstrukcyjny. I co? (no chyba ze o czyms nie wiem i wspolczesny cement sie robi bez wody…)
    A nic, sprzeda sie, za grube miliony, a potem bedzie tak jak w tym budynku, w ktorym odnajmowalismy: po 10 latach zaczynaja pękac sciany, kruszy sie podloga. My w sumie zaplacimy z kilkaset dolarow za ta nieszczesna wykruszona betonowa podloge, wlascicielka wtopila. Ale na szczescie to nie nasz problem…

  8. No rozumiem. Ja miałam fumigacion 2 razy, ale w obu wypadkach nie było mnie w domu przez długi czas. U mnie się okazało, że u mnie one żyją w DUŻEJ ilości w szambie (czy też otworze od kanalizacji, bo to jest podłączone normalnie do kanalizacji miejskiej). I raz moi panowie od napraw tę pokrywę otworzyli. I jedem mówi – o ty tu maz karaluchy wielkie jak psy. Masz spray? Mam. A potem był armagedon, bo mi uciekały DO domu. Jeśli macie taką pokrywę od kanalizacji gdzieś na patio – to proponuję sprawdzić – to może być źródło problemu. Mnie żywe już ruszają mniej. przyzwyczaiłam się. Rok temu wrzeszczałam. Teraz szukam klapka. Bo jak to powiedziała moja koleżanka – zabić trzeba, bo sam z domu nie wyjdzie.

  9. @Kasia:

    Nie mam szamba, mam kratki splywowe na trzech patiach, one sa rurami podlaczone do kanalizy miejskiej przy ulicy, a po drodze oczywiscie rura idzie przez wszystkie unity w manzanie. Tak, TO JEST PROBLEM.
    Ja to wiem. W tej chwili zastanawiam sie, jak zrobic kratki na te splywy tak, zeby byly wystarczajaco przyczepione, coby karaluchy nie wylazly, ale z drugiej strony zeby woda nadal splywala bez problemu.
    Tak, wylaza stamtad. Przeca.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: