Napisane przez: futrzak | 30 grudnia 2017

Raising wages does not kill jobs!

Tak właśnie. Znana neoliberalna narracja, popularna i w Polsce: podniesienie płacy minimalnej spowoduje biznesowy armageddon.

Tylko, ze nie.

Badacze z National Employment Law Project zanalizowali gigabajty danych, zaczynając od roku 1938 a kończąc na 2009. W tym czasie w USA płaca minimalna była podnoszona 22 razy. I cóż się okazało? Otoż, nie znaleziono ZADNEJ korelacji pomiędzy podwyzka placy minimalnej i spadkiem zatrudnienia.
Co więcej: dane pokazuja, ze w latach nastepujących po podwyzce, poziom zatrudnienia wzrastał.

Dzieje się tak dlatego, bo podwyżka płac zapewnia większą siłe nabywczą ludzi, stają się oni więc konsumentami i napędzają rozwój biznesów. As simple as that! Potwierdzaja to twarde dane, więc nie dajcie sobie wciskać pierdół do głowy.

Reklamy

Responses

  1. […]poziom zatrudnienia wzrósł srednio o ok. 68% – naprawdę? W jakim okresie po podwyżce płac? O 68%, a nie np. o 0,68%?

  2. Masz racje, zle napisalam, zaraz poprawie.

    W raporcie bowiem stalo:

    „To the contrary, in the substantial majority of instances (68 percent) overall employment increased after a federal minimum-wage increase. In the most substantially affected industries, the rates were even higher: in the leisure and hospitality sector employment rose 82 percent of the time following a federal wage increase, and in the retail sector it was 73 percent of the time.”

  3. Przypuszczam (to tylko czysto laickie domniemania), iż jednak część biznesu może zdechnąć, konkretnie – ten najdrobniejszy, gdzie potrzeba kilku ludzi, a zysk jest minimalny.

  4. @Kira:

    firma, w ktorej profit margin jest na tyle nikly, ze podwyzka placy minimalnej pracownikow spowoduje jej wywrocenie, to jest biznes poganiaczy niewolnikow. W normalnym kraju i spoleczenstwie nie ma miejsca na taki „biznes”.

  5. Ja tam zawsze proponuję obniżkę płac. I następną. A potem pytam adwersarza CO taki pracownik jako klient może kupić. Bo to, że zostaje taki gość głównie klientem spożywki i niczego więcej nie dociera. A przecież niskie płace/tani towar to ciąg o granicy 0. Tak samo bawi mnie jak ktoś pisze, że ZUS za wysoki i trzeba obniżać. Do nikogo nie dociera, że nie stać go(!) po prostu na prowadzenie DG. Wszyscy wiedzą o nierentownych firmach, ale nikt tego do siebie nie bierze. Nie mówiąc już o śmiesznej sprawie, kupa ludzi pragnie sama oszczędzać na emeryturę i sama się ubezpieczać. Tylko a/ z czego oszczędzać jak ich na ZUS nie stać b/w czym oszczędzać, bo większość wiedzy finansowej jednak nie ma, a wartość pieniądza dziwnie maleje. Z ubezp zdrowotnym w Europie nie bardzo znam, ale kogoś kto pragnie systemu USA uważam za wariata.

  6. A ze 100 innych raportów wynika, że wpływ jest negatywny. Jeśli napędzanie konsumpcji daje takie fantastyczne rezultaty to dlaczego nie podniesiemy płac dwukrotnie? Albo dlaczego nakładamy VAT na towary i PIT na płace?

    In a review of over 100 studies, economists David Neumark and William Wascher found that,

    …there is a wide range of existing estimates and, accordingly, a lack of consensus about the overall effects on low-wage employment of an increase in the minimum wage. However, the oft-stated assertion that recent research fails to support the traditional view that the minimum wage reduces the employment of low-wage workers is clearly incorrect. A sizable majority of the studies surveyed in this monograph give a relatively consistent (although not always statistically significant) indication of negative employment effects of minimum wages. In addition, among the papers we view as providing the most credible evidence, almost all point to negative employment effects, both for the United States as well as for many other countries.
    http://www.nber.org/papers/w12663.pdf

    A tu coś z polskiego rynku:
    http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/1056229,prawdziwy-cel-placy-minimalnej-ubozenie-spoleczenstwa-bezrobocie.html

  7. @pawel-l – dlaczego popadamy w skrajności ? Na razie w PL nie rosną palmy i koniecznym do życia jest posiadanie dachu nad głową. Jeśli doprowadzimy do tego, że mimo pracy nie stać cię na podstawowe życie to chyba coś tu jest nie tak ? Oczywiście podstawowe życie na warunki polskie. W końcu mamy XXI w. Nie kupuję dochodu gwarantowanego, ale nie wprowadzajmy też niewolnictwa w nowej formie.

    Raporty – z nimi jest zawsze problem, bo nie wiadomo co jest prawdą. A ekonomia nie jest nauką ścisłą. Proponuję przejrzeć doniesienia o e-papierosach. Media od lat mówią jakie to niezdrowe, jaka chemia itd. Ale szerokim łukiem omijają badania Farsanolisa, ostatnie zalecenia NHS w GB oraz nie widziałem ani słowa o książce zespołu prof Sobczaka (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4812929/1500-razy-mniej). Za to mamy zalecenia WHO, które mówią „e-paierosy są groźne dla zdrowia”. Kto kłamie i w czyim interesie ?

  8. @pawel-l:

    study, na ktore sie powolujesz, jest to metaanaliza. Czyli: autorzy wzieli sobie pod uwage jakas ilosc publikacji i zrobili ich podsumowanie. To jest dobra metoda do badan historycznych, ona pokazuje TRENDY jakie panowaly w jakiejs dzialce nauki na przestrzeni jakiegos czasu, ale niespecjalnie więcej.
    Ma sie to nijak do analizy danych, zebranych z calego kraju, analizy ktora polegala na porownaniu stanu przez rok przed podwyzka placy minimalnej i przez rok po (plus wziecie pod uwage czynnikow kontrolnych typu recesja i wazne zmiany ustawodawstwa majace wplyw na makroekonomie).

    „Jeśli napędzanie konsumpcji daje takie fantastyczne rezultaty to dlaczego nie podniesiemy płac dwukrotnie?”

    Placa minimalna to placa MINIMALNA. Czyli: ma wystarczyc na minimum potrzebne do utrzymania sie. Tak, zeby czlowiek zarabiajacy minimalna byl w stanie sie wyzywic, wynajac dach nad glowa, zapewnic sobie transport do pracy, podstawowe srodki czystosci. Placa minimalna w USA nie byla podwyzszana w tempie inflacji i nie byla podwyzszana od dawna – w wyniku czego czlowiek zarabiajacy minimalna nie jest w stanie sie utrzymac – ba, najmniego mieszkania nawet wynajac, a co dopiero mowic o reszcie. To dlatego 47 mln Amerykanów pobiera „food stamps”, a wiekszosc z tych ludzi PRACUJE.
    Seattle podjelo decyzje o podwyzce placy minimalnej (federalna 7.7 USD brutto na godzine) o prawie 100%, czyli do pulapu 15 USD. Robia to stopniowo od 2015 roku, od jutra (2018) placa bedzie wynosic juz 15 usd. Przez te dwa lata podwyzszania biznes w Seattle nie upadl – a wręcz przeciwnie, zanotowali wzrost.

    Podwyzszenie placy minimalnej dwukrotnie czy trzykrotnie jest bez sensu – na takiej samej zasadzie, na jakiej niska dawka soli ma dobry wplyw dla organizmu (uzupelnia elektrolity wypocone), ale kilkakrotnie większa dawna jest juz szkodliwa. Ja w ogole dziwie sie, ze tak podstawowe rzeczy musze wyjasniac :-/

  9. @korposzczur:

    dochod gwarantowany (jesli masz na mysli universal income) ma sens w panstwach rozwinietych. To jednak dluzsza dyskusja – narazie tlumacze tekst Varufakisa o tym, zajrzyj sobie:
    http://www.actvism.org/wp-content/uploads/2017/04/170403_trc_RJ_corr_ZA_Varoufakis_BasicIncome_public.pdf

  10. @futrzak – zatem czekam na wpis, bo temat ciekawy i budzący spore kontrowersje.

  11. @korposzczur:

    tak, kontrowersyjny. Varufakis proponuje zmiane paradygmatu i musze przyznac, ze jak posluchalam tego wykladu to nagle mialam *BAM* takie olsnienie. Ze kurde, czemu nikt wczesniej na to nie wpadl???

  12. Futrzak, wiele firm ma bardzo skromny początek. Nie każdy ma dużo kasy na rozruch. Być może według Ciebie nie ma nich miejsca, ale dla osób, które nie znalazłyby pracy gdzie indziej istnienie owych firm ma sens. To trochę jak z podatkami – wiele osób ucieknie w szarą strefę.

  13. @kira
    Jak ktoś ma plany ale mało kapitału to pracuje sam. Jeśli to jest naprawdę dochodowy pomysł to szybko zarobi do sensownego poziomu albo pokaże, że to co robi ma sens i znajdzie kapitał. Jak ktoś bez kapitału i własnej pracy chce robić zwyczajną działalność na konkurencyjnym rynku- transport, restaurację, etc. to może niech lepiej idzie sam świnie pasać, bo tacy ludzie nie powinni korzystać z infrastruktury budowanej przez całe społeczeństwo.
    W normalnym zakresie albo masz plan jak zatrudnić osobę w sposób wymagany przez prawo albo go nie masz. „zatrudnię jak zmienią przepisy” oznacza tę drugą możliwość. Według normalnej definicji jeśli zatrudniasz kogoś bez możliwości zapłacenia mu to się nazywa po prostu oszustwo i nawet w Polsce jest zagrożone dość słuszną odsiadką.
    Jeśli zaś mówimy o dziadowskich mikrofiremkach, które ledwo lub wcale zarabiają na ZUS to mówimy po prostu o biedzie i faktycznym, ukrytym bezrobociu, a nie „zbyt wysokich podatkach”

  14. @Kira:
    wlasciwie RE napisal to, co ja chcialam napisac.
    Jesli nie masz kapitalu na prowadzenie firmy I ZAPLACENIE ZA CUDZA PRACE ZGODNIE Z PRAWEM, to idz do pracy najemnej. Proste? A ze z pracy najemnej nie dajesz rady sie utrzymac? No wrocilismy do punktu wyjscia o placy minimalnej. Czyz nie?

  15. W zasadzie nie napisaliście niczego nowego, czego wcześniej bym tutaj nie przeczytała. Otóż bynajmniej nie opowiadam się przeciwko zniesieniu płacy minimalnej, co do podwyżek, to niech się wypowiedzą ekonomiści. Rzecz w tym, że nie macie racji sugerując – bo chyba to właśnie sugerujecie, poprawcie mnie, jeśli się mylę – że owej legalnej roboty starczy dla wszystkich. Możecie wieszać psy na właścicielach firm czy firemek zatrudniających na czarno, lecz w przypadku gdy ktoś nie znajduje legalnej roboty i taka się nada. Ja przynajmniej wolałabym jakąś kasę od żadnej kasy.

    Tutaj nie ma optymalnych rozwiązań dla każdego, być może istnieje jedynie optymalne rozwiązanie dla całego społeczeństwa… lecz jednostek to nie obchodzić nie musi.

  16. @Kira:
    tyle, ze jesli „nie starcza legalnej roboty dla wszystkich” to jest zupelnie inna kwestia i zupelnie inny problem. I jego sie NIE rozwiaze pracą na czarno czy praca niewolnicza – bo to jest problem CALEGO PANSTWA.

    Jednym z rozwiazan proponowanych przez coraz wieksza ilosc ekonomistow jest wlasnie to – basic income. Bo owszem, juz w niedalekiej przyszlosci bedzie tak, ze prace, ktore dzis sa wykonywane przez setki tysiecy ludzi, zostana zautomatyzowane. Ten proces widac juz dzis w USA, gdzie wielkie corpo notuja gargantuiczne zyski, a ludzie bez bardzo dobrych studiow i unikalnego doswiadczenia nie sa w stanie znalezc normalnej pracy dajacej utrzymanie. Tych ludzi jest 47 milionow. Bedzie więcej. To nie jest kwestia korwinowego „zniesmy wszystkie regulacje to problem sie sam rozwiaze”.

  17. A dajmy se spokój z Korwinem czy innymi ekstremistami. Pomówmy poważnie: czy basic income jest możliwy, jeśli państwo większość docodu czerpie z podatków?

  18. Errata: dochodu.

    Plus, bezrobocie zawsze będzie istnieć, a jednostki będą sobie radzić wedle swojej woli i możliwości.

  19. Wszystkim tu zaglądającym oraz naszej gospodyni – wszystkiego najlepszego w Nowym Roku !

  20. @korposzczur:
    Dzieki i nawzajem!!

  21. @Kira:
    tak, basic income jest jak najbardziej mozliwy, chociaz trzeba bedzie zmienic strukture podatkow na faktycznie progresywna (hint: Polska ma degresywna). Ale w kraju takim jak Finlandia policzyli sobie, ze basic income nie bedzie ich kosztowal więcej niz wszystkie transfery socjalne, ktore maja DZIS.

  22. Czyli nie u nas. Podobno – tak tylko piszę, bo coś mi się tam o oczy obiło – budżet ledwo zipie nawet przy marnym 500+.

  23. @Kira:

    A to ciekawe. Polska zanotowala nadwyzke budzetowa, po raz pierwszy od bardzo dlugiego czasu, tu jest stosowny wykres oraz wyjasnienie skad ona sie wziela. Zauwaz, ze to Bankier:
    https://www.bankier.pl/wiadomosc/Nadwyzka-budzetowa-utrzymana-7551933.html

    To bylo liczone wrzesien do wrzesnia, od 1992 roku. Koniec roku pewnie wyjdzie na niewielkim minusie, ale to i tak bedzie jeden z najlepszych wynikow w ostatnich dwóch dekadach.

    500+ jest od jakichs dwóch lat.
    Skąd więc takie wnioski?

  24. A nawet nie pamiętam, od dawna nie interesowałam się poważnymi tekstami na ten temat. Gdzieś tam przeczytałam o zawrotnej kwocie przeznaczonej na ten program. Tak więc teraz nadrabiam zaległości:

    http://wyborcza.pl/7,155287,21575630,23-miliardy-zlotych-na-500-zl-na-dziecko-oplaca-sie.html

    W razie gdyby ktoś nie miał abonamentu (ja nie mam, ale podobno jeden tekst na miesiąc należy się za darmo):

    „Politycy zadłużyli nas już na prawie bilion złotych. Na koniec ubiegłego roku mieliśmy w sumie 928,7 mld zł zadłużenia, czyli aż o blisko 95 mld zł więcej niż rok wcześniej. Według wstępnych danych wiadomo również, że relacja długu publicznego do PKB to już 50,1 proc., czyli poziom długu jest wyższy niż prognozowany w rządowej strategii zarządzania długiem.

    To oznacza, że wielkimi krokami zbliżamy się do ustawowego progu ostrożnościowego ustalonego na 55 proc. PKB. A przekroczenie go byłoby fatalne w skutkach, bo rząd musiałby ostro ciąć wydatki, aby zapewnić spadek relacji długu publicznego do PKB, albo… na kolejny rok zaplanować budżet już bez deficytu.

    Ale problemy finansowe Polski to nie tylko dług publiczny. W projekcie budżetu na 2017 r. zaplanowano najwyższy deficyt budżetowy od 1989 roku. Ma on wynieść blisko 60 mld zł. To z kolei grozi gospodarczymi problemami, bo ani wzrost gospodarczy może nie dobić do 3,6 proc., jak zakładał rząd, ani uszczelnienie systemu podatków może nie przynieść aż tak dużych oszczędności.

    Pod znakiem zapytania stoją też przychody do budżetu z tytułu nowych podatków. Do tej pory zarówno podatek bankowy, jak i handlowy nie spełniły pokładanych w nich nadziei.

    Choć na początku 2017 r. mieliśmy rekordowe wpływy podatkowe, to zmiany w styczniu i w lutym wynikały m.in. z przesunięciu zwrotów VAT oraz likwidacji kwartalnych rozliczeń podatku dla części przedsiębiorców. Jak podkreśla samo Ministerstwo Finansów, należy „ostrożnie podchodzić do wyciągania przedwczesnych wniosków”.

    To wszystko oznacza, że program rządu PiS „Rodzina 500 plus” finansowany jest z deficytu, a ten dług będą spłacać przyszłe pokolenia. W 2016 roku dofinansowania na dzieci kosztowały podatników blisko 17 mld zł, a w 2017 r. będzie to 23 mld zł, bo program będzie działać już przez cały pełny rok.

    Rząd zaplanował również spełnienie innych drogich obietnic. Dlatego dodatkowo musi znaleźć pieniądze na podwyższenie kwoty wolnej od podatku dla najmniej zarabiających, na obniżenie wieku emerytalnego i na podwyżki najniższych emerytur.

    Dodatkowo rząd, wydając pieniądze na 500 zł na dziecko, pozbawia się bufora potrzebnego do dofinansowywania inwestycji ze środków unijnych.

    Niewykluczone więc, że jeśli przychody z podatków nie będą takie, jak zaplanował rząd, nasz deficyt przekroczy 3 proc. PKB, a to będzie skutkowało kolejnym konfliktem z Komisją Europejską.

    Z drugiej strony koło się zamyka. Gdyby nie dodatek 500 zł na dziecko, nasz ubiegłoroczny wzrost gospodarczy byłby jeszcze niższy. To dlatego, że zarówno firmy, jak i samorządy ograniczyły inwestycje. Także w końcówce roku – mimo lepszych danych płynących z gospodarki – inwestycje nadal hamowały. Gospodarkę napędzała konsumpcja prywatna. A ta nie rosłaby tak dynamicznie (w styczniu o ponad 11 proc.), gdyby nie dodatkowe transfery z rządu.

    Dzięki temu udało się zakończyć ubiegły rok z wynikiem 2,8 proc. wzrostu PKB, mimo że prognozy ekonomistów były dużo niższe. A w porównaniu z fatalnymi danymi za trzeci kwartał w czwartym kwartale 2016 r. PKB wzrósł o 1,7 proc.

    Jednak i tu ekonomiści zwracają uwagę na pewne zagrożenia. – Taka struktura wzrostu gospodarczego może być w krótkim okresie korzystna dla rządu, ale ostatecznie jest szkodliwa dla gospodarki i tempa, z jakim będziemy doganiać poziom życia krajów rozwiniętych – uważa Aleksander Łaszek, ekonomista z fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.”

  25. I jeszcze: http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/970505,ekspert-budzet-bardziej-prospoleczny-niz-prorozwojowy.html

    Czyli słowami laika: na razie kasa płynie…

  26. Nie czytałem tych badań (i w chwili obecnej mnie to nie interesuje, zwłaszcza z kraju gdzie 40 milionów obywateli nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, bo ich nie stać). Rezultat ostatniej znacznej podwyżki (w Polsce jest ona co roku) spowodował masowe redukcje świadczenia usług – podpisane umowy/kontrakty z firmami zewnętrznymi nie uwzględniają zmian opłat czego skutkiem były masowe zwolnienia (nie znalazłem ani jednego raportu – ale teraz takich raportów nie da się znaleźć) pracowników szeregowych. Swoje obserwacje opieram na kilkunastu firmach z którymi mam styczność – zredukowana liczba pracowników ochrony, sprzątaczy, konserwatorów i sprzedawców (wydłużone godziny pracy dla pozostałych) została o 80%. A branie pod uwagę płacę minimalną i stanowisk pracy ogółem a nie w poszczególnych sektorach to informuję Cię, że w Polsce nie dość, że nie ma bezrobocia to mamy więcej stanowisk pracy niż jest ludzi zdolnych do pracy.

    Jeżeli mamy coś zmienić, by ludziom było lepiej należy zmienić system ekonomiczny, a nie podwyższać płace minimalne lub dawać komuś zasiłki.

  27. @bagienny – „lepiej należy zmienić system ekonomiczny”. Proponujesz rewolucję ? System nie ulegnie zmianie dokąd będzie wydolny. A wydolny będzie jeszcze całkiem długo. Na IT21 chłopcy wieszczyli już parę lat upadek, ale od 2008 raczej nic się nie zmieniło. Dalej siłą napędową człowieka jest chciwość i lenistwo.

  28. Wprowadzenie płacy min. w Seattle przyniosło raczej opłakane skutki:

    The policy has caused serious damage to low-wage workers in Seattle. The number of hours worked by low-wage workers fell by a staggering 3.5 million per quarter. This is reflected both in thousands of job losses (or, more precisely, in jobs that would have been created but never were) and in reductions in hours worked by those who retained their jobs. These effects were so dramatic that total payroll accruing to low-wage workers fell by about $120 million per year, with workers actually losing $125 per month on average.
    http://www.nationalreview.com/article/449080/seattle-minimum-wage-university-washington-study-critics-wrong
    A już katastrofalne skutki przynosi znaczące zawyżenie stawek:
    “The impact on the economies of American Samoa and the Northern Mariana Islands was devastating. In American Samoa, by 2009, after only three of the ten scheduled minimum-wage increases, overall employment dropped 30 percent — 58 percent in the critically important tuna-canning industry. Real per capita GDP in American Samoa fell nearly 10 percent from 2006 levels. In the Northern Mariana Islands, by the end of 2009, employment was down by 35 percent, and real per capita GDP off by 23 percent.”
    …unemployment in Puerto Rico surged and its GDP per capita declined by almost 7 percent between 2007 and 2013
    https://mises.org/blog/what-puerto-rico-can-teach-us-about-minimum-wage

  29. @pawel-l:

    ale ty w ogole przeczytales to, co cytujesz?

    Metodologia tego „study” na ktore sie powolujesz, jest oszukana. Badacze najpierw przeanalizowali trendy z zeszlych kilku lat, potem zrobili ZALOZENIE ze gdyby nie podwyzszac placy minimalnej, to powinno byc „tyle i tyle dodatkowych jobs stworzonych”, a potem pokazali ze…. wlasnie, no co?

    „This is reflected both in thousands of job losses (or, more precisely, in jobs that would have been created but never were”.).

    WOULD HAVE BEEN CREATED BUT NEVER WERE.

    Slowem: jeden z powszechniejszych błędów logicznych: opieranie wywodu na przeslance, ktora DOPIERO MA SIE UDOWODNIC.

    Tysiace jobs stracone! Tylko, ze nie, zadne stracone. Zalozylismy sobie, ze mialy powstac, nie powstaly, ale teraz sie drzemy, ze stracone!
    Serio nie potrafisz zauwazyc takich manipulacji?

    Co do przyczyn kryzysu na Puerto Rico, to rok temu juz byla dyskusja u mnie, nie bede powtarzac znowu tych samych argumentow:
    https://futrzak.wordpress.com/2016/04/24/czy-podwyzka-placy-minimalnej-powoduje-podwyzke-cen/

  30. @pawel-w: Trzymając się wskazanego artykułu na mises.org: spadek zatrudnienia tłumaczony jest wyłącznie wzrostem minimalnego wynagrodzenia (nie przytacza się żadnych innych czynników, które mogły mieć wpływ na spadek zatrudnienia!).

    To jest o tyle ciekawe, że nie uwzględnia się faktu kryzysu z 2007 roku prowadzącego do wzrostu bezrobocia (szczyt nastąpił w 10.2009 i sięgnął ponad 10%- źródło: https://fred.stlouisfed.org/series/UNRATE ). I nawet jeżeli wskazane źródło traktuje wyłącznie o zatrudnieniu z pominięciem Puerto Rico to chyba logicznym jest, że zatrudnienie spadłoby także w Puerto Rico, którego gospodarka jest ściśle związana z gospodarką USA.

    Ten tekst na mises.org rozkłada mnie na łopatki, bo uważam się za laika w kwestiach ekonomii i gospodarki, ale wyczuwam tu manipulację z bardzo daleka. A wystarczy choćby pamięć wydarzeń z 2007 roku!

  31. @mall:

    instytut Missesa jest znany ze stosowania wszelakich chwytow erystycznych, błędów logicznych i metodologicznych, byle tylko „udowodnic” z góry zalozona teze: podwyzka plac minimalnych zrujnuje gospodarke, pociagnie za soba podwyzkę cen etc.

    A tymczasem rzeczywistosc:
    https://scontent.fmvd2-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/25552395_1769677376396305_9095896171836927059_n.png?oh=94d111f7d87e8d1e0f849e68e3d434c1&oe=5AB419B7


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: