Napisane przez: futrzak | 19 grudnia 2017

Jaka płaca, taka praca….

To piękne uczucie obserwować w praniu reakcję amerykańskiego pracodawcy, kiedy styka się on z realiami spoza USA* .
Przkład: w piątek nastąpiła zwałka w produkcji wydolności serwera z bazą danych – zatkało się, i aplikacje mobilne wyrzucały piękny errorek. Rzecz nienowa, developerzy od dawna o tym mówili, że trzeba zrobić refactoring, bo przy większej ilosci uzytkownikow tak wlasnie się stanie. No ale ojtam ojtam kto by sie przejmowal c’nie? Jakies tam smętne devovskie pierdolenia. No to „task” zostal wrzucony do Jira, wyceniony na stosowna liczbe godzin pracy i byl tak spychany na świętego Dygdy czyli nigdy.

Az tu! Piątek! Prezentacja! NIE DZIALA!!!!
Szybko, szybko, robic, naprawiac!!!

Zderzenie ze sciana: caly zespol developerski siedzi w Brazylii i pracują oni, jak to outsourcowani developerzy, na kontrakcie, ktory jest platny za godzine pracy. Piątek wieczor, zakontraktowana liczba godzin na tydzien sie skonczyla, to poszli w domowe pielesze świętowac weekend. Prod managerowi udalo sie zlapac szefa devów na slacku i tlumaczy waznosc sytuacji. Szef devów: ok, na dzis juz wszyscy sie rozeszli, spróbuję się skontaktować z ludzmi przez prywatne telefony i zobaczyc, czy ktoś podejmie się pracy w weekend, ale to będzie dodatkowo płatne, 200% naszej normalnej stawki godzinowej.
Prod manager: …….. to może jednak zaczekamy do poniedziałku…..

* – dla niewiedzących: w USA jesli ktos pracuje na caly etat (salaried worker, 40h/week) i zarabia powyzej 455 USD/week, to jest exempt i nie stosuje się do niego prawo o płatnościach za pracę w nadgodzinach. Efekt jest taki, ze pracodawcy mogą wymagać dodatkowych godzin pracy – więcej niz 40h w tygodniu, i nie płacić za to dodatkowych pieniędzy. W mojej branży zwykle jest zapis w umowie typu: pracownik nie moze odmówić pracy w nadgodzinach, jesli wymaga tego sytuacja w firmie i zostanie o to poproszony przez pracodawcę. Klauzula ta jest regularnie naduzywana, osobliwie jesli jest release w piątek a potem trzeba poprawiac w weekend co większe babole…

Reklamy

Responses

  1. Jest jakiś limit nadgodzin czy do oporu ? Ew jakieś przerwy między dniami pracy ? Bo to może również oznaczać robotę np przez 2 tyg po 18h (?)

  2. @korposzczur:

    chodzi ci o owe nadgodziny w wypadku salaried workers? Jesli tak to nie, nie ma limitu. Przypadki, gdzie ludzie w startupach zasuwali i po 100h tygodniowo nie byly takie rzadkie.

  3. Dobre, dobre :)))
    Drobna uwaga: powinna być liczba użytkowników, a nie ilość.

  4. 100h tygodniowo..? jakieś 3 tygodnie temu zrobiłem sobie Event i wziąłem udział w StartUP Weekend (3cie miejsce wygrane :) ). Piątek od 17:00 do 24:00, sobota 8:00 do 23:30 i niedziela 8:00 do 17:00… fajna taka odmiana od etatu, super atmosfera, ciekawi młodzi ludzie do poznania… trochę zirytowałem połowicę takim zniknięciem na weekend ]:->… ale jak bym miał tak intensywnie zasuwać dłużej niż tydzień to bym na barykady poszedł…

  5. @nikt:

    a wlasciwie czemu „ilość uzytkowników” jest niepoprawnie? Imho nie ma zadnej reguly, ktora by wskazywala, ze w takim kontekscie to niepoprawne – ale jesli sie myle to z chęcią się doucze :)

  6. @PawelW:

    Ja tak mniej-wiecej pracowalam w moim pierszym startupie, zaraz po tym jak przyjechalam do Doliny Krzemowej. Oczywiscie nie zawsze bylo to 100h tygodniowo, ale przez dwa lata nie zdazylo sie, zebym przepracowala ktoregos tygodnia te 40h. Efekt potem jest taki, ze ludzie sie po prostu wypalają.
    To dlatego w branzy high-tech startupy ale tez i corpo tak uwielbiaja zatrudniac mlodych singli – bo ci zdecydowanie najdluzej sa w stanie pociagnac w nadgodzinach zanim sie wypala – wiadomo, poza praca nie maja zadnych innych obowiazkow.
    Mój eks-mąż, z zawodu kernel linux developer, potrafil miec nasiadówy non-stop przez 48 godzin, kiedy ciagnal tylko na kawie i fajkach. To tez zadne tam novum…

    Tak w ogole to jest zdumiewajace, jak bardzo w tej kwestii – praw pracownika – Europa zachodnia rozni sie od USA. I jak bardzo ludzie z Europy nie maja pojęcia, ze w USA pracownik w zasadzie nie ma zadnych praw.
    Europejczyk mysli „etat” i od razu przez to rozumie 40h tygodniowo, urlop, zwolenienia, wypowiedzenie. W USA nic takiego nie ma. Etat oznacza tylko, ze jest sie „salaried worker” tj. pensja wyplacana jest co miesiac. Jesli firma wieksza niz 50 (osob bodajze, musialabym sprawdzic czy ten limit nie zmienil sie) to musi oferowac JAKIES ubezpieczenie zdrowotne. Ale na tym obowiazki sie koncza. Nie ma prawa federalnego, ktore regulowaloby kwestie urlopu. To jest dobra wola pracodawcy. Podobnie – nie ma zadnego okresu wypowiedzenia. To tez dobra wola pracodawcy. W kazdej umowie, na podstawie ktorej pracowalam, stalo jak wół: obie strony moga ja rozwiazac w kazdej chwili ze skutkiem natychmiastowym. To stad sie biora w firmach masowe zwolnienia o postaci: szef wola do siebie, wręcza „pink slip” (wypowiedzenie) a potem spod drzwi jest sie eskortowanym przez ochroniarza do swojego biurka, dostaje pudla na spakowanie swoich rzeczy i ma sie na to 15 min, poczem odprowadzaja na parking. I tak jest faktycznie w rzeczywistosci.

    Ba. W USA nie ma zadnego platnego urlopu maciezynskiego, ani nawet zwolnienia. Od dobrej woli pracodawcy zalezy, czy ma sie PTO – paid time off. Jak ci przysluguje np. 10 dni w roku PTO, to za tyle zaplaca, a reszta – chociazbys lezal nieprzytomny w szpitalu przez miesiac – jest nieplatna i koniec.

  7. Taa na kawie i fajkach…W tych kregach obecnie ponoc wszyscy jada Adderallu a najmodniejszy jest microdosing LSD.

  8. @nuccio1982:

    Ja nie pisałam o tym, co „ponoc teraz” tylko o tym, co robił moj ex-mauzonek. A on tyle jechal non-stop dokladnie na kawie i fajkach.

  9. @futrzak – czyli jaki jest sens posiadania etatu w USA ? Na logikę najlepsze zlecenie – temat, termin, kasa.

    „uwielbiaja zatrudniac mlodych singli” – człowiek, który nie ma nic jest najlepszy. Partner/ka nie jęczy. Dzieci nie zawracają głowy. Mieszkanie wynajęte, to i tak nora do spania. Auto w leasingu z full ubezpieczeniem żeby nawet samemu koła nie trzeba było zmieniać. Dyspozycyjny 24h. Hotele, knajpy i kobiety z przypadku. Rzygać się chce.

  10. @korposzczur:

    Jaki sens? Masz terminowo zawsze placone, wiesz kiedy bedziesz mial pieniadze na koncie. Nie musisz latac i uzerac sie ze znajdowaniem nastepnego klienta, a potem sluchac, ze nie, zmienili zdanie i w zasadzie to juz nie chca twojego dziela i w zwiazku z tym nie zaplaca.
    Plus, jak firma wieksza niz 50 osob, to masz szanse na tansze health insurance niz jakbys sobie sam jako pracujacy na 1099 mogl gdziekolwiek wykupic.
    Oraz last but no least – jak masz full time job (salaried) to zupelnie inaczej wyglada twoja zdolnosc kredytowa w banku, niz jak jestes independent contractor….

  11. OK. Dzięki. W sumie w społeczeństwie opartym na kredycie to sporo. Biorąc pod uwagę, że tam twoje oszczędności zawsze są zagrożone więc nienaruszalne. O ile je masz.

  12. @korposzczur:

    tak naprawde bycie freelancerem w USA/independent contractor w ciagu ostatniej dekady mozna podsumowac jednym slowem: insecurity.

  13. akurat bycie freelancerem w PL to też jest insecurity. Ale też ten argument o zdolności kredytowej to trochę słaby ( dla mnie ) Kartę kredytową dają chyba wszystkim ( choć może już nie ninja :P ) a zakup mieszkania na kredyt w kraju o takiej mobilności siły roboczej to wątpliwa inwestycja ( przynajmniej do czasu dzieci ) A i wynajem jest chyba co najmniej tak dobrze rozwinięty jak w PL …

  14. @karroryfer:

    nie, czasy w ktorych w USA karte kredytowa dawano wszystkim, minely bezpowrotnie razem z kryzysem 2008. Teraz jak masz bad credit to twoje oprocentowanie karty jest kilkanascie-kilkadziesiat procent, oraz za samo prowadzenie konta kasuja kilka dolarow miesiecznie – to jesli miales karte ze starych czasow. Jesli chcesz sobie zrobic nowa, oplaty powalaja, o ile w ogole dadza ci cos wiecej niz debetowa i kredytowa na kilkaset dolarow.
    Wiem to z praktyki – kiedy bank zrobil na mnie foreclosure moja zdolnosc kredytowa spadla, i Wells Fargo ograniczyl mi linie kredytowa ze stu tysiecy dolarow do… PIECIUSET dolarow na kartach, ktore mialam, a oplata miesieczna wzrosla z 2% na…15%!

    Bad credit score – czego pewnie nie wiesz – to nie tylko sluzy do zakupu mieszkania, ale rowniez WYNAJMU. Przy wynajmie (zwlaszcza w Dolinie Krzemowej i wiekszych miastach Kalifornii) chca od ciebie nie tylko zaswiadczenie o zarobkach, nie tylko kaucje ale rowniez sprawdzaja twoj credit score. I jak masz zly to mozesz zapomniec o wynajmie w jakiejs normalnej dzielnicy.
    Bad credit score znaczy rowniez, ze jesli bedziesz chcial kupic samochod na kredyt, to bedziesz mial klopoty, a jak juz kupisz, to z takim oprocentowaniem, ze ci bokiem wyjdzie. A W USA samochod (poza kilkoma miastami z dobra komunikacja publiczna) jest niezbedny do zycia….

    Zanim nastepnym razem powiesz, ze jakis argument slaby jest, radze sprawdzic fakty i nie przenosic na slepo realiow z jednego kraju na inny.

  15. Hmm czyli znów opłaca się być na zleceniu. Ciekawe ;]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: