Napisane przez: futrzak | 2 września 2017

Dziesięć *naj* kraju, w którym mieszkam

Projekt w ramach Klubu Polki na Obczyznie.

Teoretycznie ma to być lista jakoś-tam obiektywna, ale wiadomo, że nikt takich badań raczej nie prowadzi, a sam temat jest dalece przecież subiektywny. Jak mawia stare przysłowie pszczół: piękno jest w oku patrzącego :) – lista będzie więc sporządzona z perspektywy mojej jako osoby mieszkajacej w czwartym już kraju w swoim zyciu :)
[Polska, USA/Kalifornia, Argentyna/Buenos Aires, Urugwaj/Montevideo].

1. Urugwaj to kraj, w którym nic się nie dzieje, a jak już się dzieje, to bardzo powoli.

Nie kazdemu będzie to odpowiadać, jak ktoś młody, ciekawy świata, żądny wrażen, kariery i przygód, to niech lepiej tu nie przyjeżdza. Życie toczy sie powoli, ludziom sie nie spieszy, są wyluzowani i generalnie cierpliwi. Rządy też są bardzo stabilne, nie wprowadza się tu terapii szokowych, nagłych zmian prawa i całej reszty. Ba. Podczas ostatniego wielkiego kryzysu, ktory byl skutkiem bankructwa Argentyny w 2001 roku, gdy załamala się też gospodarka Urugwaju oparta glownie o bankowosc, a ludzie wyszli na ulice – nawet wtedy opozycja nie zabrała się za gwałtowne porządki, tylko pozwoliła urzędującemu prezydentowi dokończyć kadencję. Taka odpowiedzialność za państwo skutkuje tym, że Urugwaj jest wyjątkiem wśród pańśtw Am Pd. co i raz wstrząsanych przewrotami, kryzysami i problemami.

2. Klimat

Nie są to tropiki, występuje zjawisko zimy – ale powiedzmy sobie, że ta zima, to jak większość polskiego lata :) W dzien temperatury zwykle osiągają wartości dwucyfrowe :)
W głębi lądu w lecie bywa dość gorąco, ale przy wybrzeżu jest idealnie. Temperatury na ogol nie przekraczaja 37 stopni w lecie, a zdarza się to raczej rzadko. Pogoda bardzo zmienna (bo polozenie i uksztaltowanie terenu) – dzięki temu jak w zimie nawet walnie przymrozek, to nie na dluzej niz dzien-dwa. W lecie podobnie – 3 dni z kolei z temperatura trzydzieści pare stopni to maks, potem zwykle następuje ochłodzenie. Urugwaj ma nad wymarzonymi przez większość tropikami jeszcze jedną przewagę: brak robactwa takiego jak w tropikach. Insekty wielkości kciuka i owady gryzące wszystko, co się rusza, to nie jest to, co lubię najbardziej :)

3. Żarcie!

Wybór tegoż nie powala na kolana, bo Urugwajczycy są raczej konserwatywni w swoich upodobaniach – króluje więc mięso – wołowina z krów pasących się na pampie. Pierwszorzędna jakość i w porównaniu z Polska bardzo niskie ceny. Relatywnie tania i łatwa do dostania jest tez jagnięcina, a wszystko wrzuca się na tutejszego grilla czyli parillę. Oprócz mięsa robi się też na grillu pizzę :) (pizza a la parilla), rybę, wszelakie inne mięsa, oraz wszystkie podroby krowie – grasicę, jelita, nerki, kaszankę – wszystko :)
Przetwory mleczne są bardzo dobre – ja co prawda mleka nie pijam, ale już masło i sery jadam i są one znakomite. Oczywiście, wybór nie taki jak we Francji czy Szwajcarii, ale to co jest, jest dobre i nie oszukane – co ma ogromne znaczenie dla ludzi przywykłych, że w supermarkecie kupują coś, co nazywa się ser, a ma na liście składników tłuszcz roślinny….
Na codzień w menu królują pizza-pasta-empanada, czyli klasyczne trio przyciągnięte tutaj przez włoskich emigrantów, oraz milanesa. Pizzę i makaron każdy zna, empanada to południowoamerykańska wersja pierogów – tyle, że sa one albo pieczone, albo smażone na głebokim tłuszczu – nigdy gotowane. Nigdy też – przynajmniej w Urugwaju – nie mają wersji na słodko; od słodkości są desery (oh, a oni umieją zrobić deserki…) oraz.. kaszanka! Tak, kaszanka występuje w dwóch podstawowych wersjach: morcilla salada i morcilla dulce, czyli „zwykła” oraz słodka. W żadnej z nich nie ma jednak kaszy, tak jak w polskiej wersji kaszanki.

4. Laickość państwa

Ten punkt stanowi największe zdziwienie dla wszystkich znajomych i przyjaciół zarówno z Polski, jak i z USA. No bo Ameryka Południowa każdemu kojarzy się (skądinąd slusznie!) z silnym katolicyzmem, zakazem aborcji i generalnie ogromną rolą kościoła w życiu publicznym. Ale nie w Urugwaju! Jest tu autentyczny rozdział kościoła od państwa, mający swój początek jeszcze w pierwszej polowie XIX wieku: w 1837 roku wprowadzono małżeństwo cywilne, w 1861 publiczne cmentarze przeszły pod jurysdykcję państwa, w 1907 zalegalizowano rozwód, a w 1909 religia została zakazana w państwowych publicznych szkołach (tadaaa kłaniamy sie religii w publicznych szkołach w Polsce w 2017 roku…). Kompletny rozdział koscioła od państwa został przypieczętowany konstytucja z 1917 roku. I ludzie tutaj tego przestrzegają. Urugwaj to też jeden z trzech (oprócz Guyany i Kuby) krajów w Ameryce Południowej, gdzie aborcja jest legalna od 2012 roku (na życzenie do 12 tygodnia ciąży).

5. Work-life balance

O ile mogę powiedzieć na podstawie dwuletniego życia w tym kraju, przeważa forma zatrudnienia na etat (chyba, że ktos jest studentem). W ramach etatu jest czterdziestogodzinny tydzień pracy, przysługują wolne dni chorobowe oraz kilkanascie-dwadzieścia parę dni urlopu płatnego rocznie (ilość związana jest ze stażem). Nadgodziny są płatne. WOOOW! W pórównaniu z USA to jest rewolucja niemalże! Mało osób, które w USA nie pracowały wie, że jeśli jesteśmy etatowymi i zarabiamy więcej niż 26 tys. dolarów brutto rocznie, to pracodawca może od nas domagać się pracy w nadgodzinach, a te nadgodziny nie będą dodatkowo płatne. W Urugwaju 40 godzinny tydzien pracy jest normalny, a weekend święty i zarezerwowany dla rodziny. W niedzielne wczesne popołudnie w całym kraju wszędzie dymia parille – to czas w którym bliższa rodzina spotyka się ze sobą przy grillu – zwlaszcza dorosłe już dzieci z rodzicami i dziadkami.

6. Praktyczność i prostota w codziennym życiu Urugwajczyków.

Są oczywiście wyjątki, ale ten kontrast widać wyraźnie, jeśli ktoś tak jak ja po 4 latach życia w Argentynie przeprowadzi się do Urugwaju. Niby to tylko „za rzeką” (La Plata), niby ten sam język, niby też emigranci i ci sami – a jednak zupełnie inna mentalność. Typowy Argentyńczyk jest wygadany, ma rozdęte ego, ekstrawertyczną osobowość noszoną na rękawie :) Opowiada bajki, rzuca się w emocjach i przejawia coś, co możnaby określić mianem cwaniactwa. Urugwajczycy są inni. Ostentacyjność i chwalenie się na zasadzie „co to nie ja” nie jest w modzie. Przesadne dbanie o wygląd też – wielka ulgą było dla mnie przeniesienie sie do Montevideo, gdzie ludzie na ogół (poza tymi, co muszą w pracy) ubierają się w to, w czym im wygodnie; gdzie kobiety na codzień nie noszą żadnego makijażu, nie stroją się, byle tylko wyglądać sexi i zwrócić na siebie uwagę. Na ulicach prawie nie ma tzw. catcalling, tak powszechnego i natarczywego jak w Buenos. To ogromna ulga. Następna ulgą jest to, że w Urugwaju nie muszę zakładać z góry, że ktoś, jeśli będzie tylko miał okazję, to zaraz mnie oszuka – a co było plagą w Buenos, zwlaszcza przy wynajmowaniu mieszkań czy kupowaniu na lokalnych bazarkach/małych sklepikach.

7. Niska przestępczość

No, Japonia czy Dania toto nie jest, ale jak na Amerykę Południową to naprawdę nieźle. Chodząc po Montevideo (czyli stolicy kraju) nie muszę się bać, że ktoś mi da w tubę wieczorem i wyrwie torebkę; wynajmujemy mieszkanie na drugim piętrze i nie trzeba mieć w oknach krat – co było normalne w Buenos. Policja z kolei, w porównaniu z USA, jest służbą dla ludzi, a nie czymś, czego należy się bać i unikać. Oczywiscie, zdaję sobie sprawę z tego, ze gdybym mieszkala w podłej dzielnicy, drobna przestępczość byłaby znacznie gorsza – ale przynajmniej w normalnych dzielnicach miasta mozna na ulicy i w mieszkaniu czuc się w miarę bezpiecznie, czego nie dało się powiedzieć o Buenos – gdzie nawet w najdroższych dzielnicach miasta królowały kraty w oknach i alarmy wszędzie. Jak narazie poza Montevideo nie miałam okazji mieszkać, ale znajomi Urugwajczycy twierdzą, że przestępczości poza stolicą prawie-że nie ma.

8. Legalność marihuany

Nie, żebym była uzależniona, ale sam fakt, że ludzi palących skręta nie wsadza się do pierdla i nie traktuje jak przestępców, to jest niejakie osiągnięcie – przy jednoczesnym całkowitym zakazie reklam tytoniu. Zioło zalegalizowano w 2012 roku, w myśl ustawy możliwe jest nabycie na trzy sposoby:
– własna hodowla (zgłasza się na poczcie, do 6 krzaków, na własnej posesji)
– członkostwo w klubie (do 99 krzaków, na potrzeby własne klubu)
– po wcześniejszej rejestracji, można nabyc w aptece.
Wszystkie trzy opcje są dostępne tylko dla obywateli i legalnych rezydentów.

Hm… miało być 10 punktów, ale to są takie przesądy systemu dziesiętnego – ot, okrągła liczba, wszędzie :)
Jakoś nic mi więcej do głowy nie przychodzi, jak dla mnie powyższe 8 jest w zupełności wystarczające do tego, zeby Urugwaj byl bardzo milym krajem do zycia. Oczywiscie, są tez wady, ale to na następny wpis :-P

Reklamy

Responses

  1. […] “Urugwaj to kraj, w którym nic się nie dzieje, a jak już się dzieje, to bardzo powoli….” Więcej na blogu Notatki na mankietach! […]

  2. Brawo! Pozdrawiam serdecznie, P.

  3. Czekam na wady :)

  4. No patrz, a ja Ci tu na fejsie na zarobki nadaję, myśląc sobie ‚porque Uruguay’, a tu odpowiedź na moje zwątpienia na blogu się pojawiła..;)))

    >przysługują wolne dni chorobowe
    [opad szczeny -> uświadomienie sobie, że w cywilizowanych krajach, w tym PL, to normalne -> przejście do porządku dziennego… orz]

    >ale przynajmniej w normalnych dzielnicach miasta
    Jeśli można spytać z grubsza, które dzielnice miasta są lepsze, a które gorsze?

    BTW, zapomniałaś w ogóle punktu 9!

    9. Wino
    Parafrazując jedną popularną piosenkę międzywojenną:
    ‚możliwe że więcej lepszych jest win, lecz tannat jest jedyny na świecie!’ :D
    Wino czerwone, BARDZO wytrawne/garbnikowe – to jest jedna z tych rzeczy, które się albo kocha, albo nienawidzi… ja jestem z tych pierwszych ;)

    Dla zainteresowanych: wyczaiłem w Polsce w miarę normalnych cenach
    (Travesta za >30 PLN) tutaj: https://wina-mp.pl/nasze-salony.html

  5. korposzczur:
    wiesz, wlasciwie kazdy z tych punktow moze byc wada, moze poza siodmym :)
    Wszystko zalezy od twojego punktu widzenia…

    Matt Macief:
    Masz racje, zapomnialam o winie :) Ja tez lubie wytrawne wina, jakos juz tak sie przyzwyczailam, ze sa i w normalnych cenach, ze zapomnialam :) A przeciez parilla bez tannata to nie parilla :)

    Co do dzielnic: im dalej od wody, a bardziej na polnoc, tym gorzej. Drobna przestepczosc (kradzieze) daje sie we znaki w Cerro, La Teja, Sayago, Penarol, Nuevo Paris, Punta de Rieles, Maronas, Colonia Nicolich. Chyba nie miales okazji podczas ostatniej bytnosci w ogole zahaczyc o te tereny :)
    Juz sam dojazd stamtad jest problematyczny.

  6. Świetnie nawet nie myślałam iż takie smaczki tu znajdę. Trochę wiem iż gospodarczo Urugwaj bardzo się podniósł ale najbardziej zdziwił mnie aspekt religijny. Faktycznie chyba bardziej osadzona byłam w stereotypach jeśli chodzi o te kwestie. Fajny wpis 😀

  7. Ja chcę do Urugwaju… Stek plus wino to zdecydowanie moje klimaty, marycha opcjonalnie.
    Jak tam wyjechać? Dużo formalności?

  8. Mariusz:
    jest to kraj caly czas otwarty na emigrantów – chociaz nie wiadomo jak dlugo to potrwa, biorac pod uwage masowy naplyw Wenezuelczykow i Kubanczykow. Troche sie zrobilo tloczno w imigracyjnym, ale zasadniczo do tego, zeby byc rezydentem, nie trzeba wiele:
    – akt urodzenia (tlumaczony)
    – zaswiadczenie o niekaralnosci z kraju urodzenia oraz wszystkich, w ktorych mieszkales dluzej niz pol roku
    – carne de salud (cos w rodzaju ksiazeczki zdrowia, robi sie na miejscu)
    – zaswiadczenie o dochodach, czyli w praktyce swistek od pracodawcy urugwajskiego (nie moze byc falszywy – sprawdzaja) albo udowodnic trzeba ze ma sie staly dochod skądinąd (np. stala emarytura pobierana z innego kraju) wystarczający na utrzymanie sie w Urugwaju.

    Storyland:
    Tak, ta laickosc panstwa to taki oddech po Polsce chociazby…czy poludniu USA. Tez o tym nie wiedzialam, jak tu przyjechalam :)

  9. Znasz jakieś rodziny rodaków które przeniosły się do Urugwaju?

  10. Wojtek:
    rodzinę jedną (chociaz oni przenosili sie z Francji a nie z Polski bezposrednio) oraz kilka osob bezdzietnych. A co?

  11. @Wojtek:

    dopiero teraz zajrzalam do spamolapu. Czy email ktory podales komentujac dziala? Moj jest zamieszczony na stronie „about me”

  12. Tak mój e-mail jest poprawny więc napisz do mnie tak będzie lepiej, mam dużo pytań do ciebie

  13. Punkt 10, ale nie wiem, czy na minus, czy na plus.
    Zauważyłem, że w Urugwaju popularne się stało pozyskiwanie energii elektrycznej z wielkich wiatraków. Sporo jest tego w Polsce i od znajomych mieszkających w pobliżu tych cudów techniki wiem, że życie jest udręką. Nie da się spać (ze względu na wysoki poziom infradźwięków), ciągłe hałasy jak na lotnisku, efekt migających świateł i trupy ptaków drapieżnych pod wieżą. Wiatraki w Polsce często są stawiane w odległości 500 metrów od domu, ale ludzie odczuwają ich niekorzystny wpływ nawet w odległości 5-6 kilometrów, chociaż najbardziej w odległości do 2,5-3 km. Jak to wygląda w Urugwaju? Czy wiatraki budowane są również blisko domów czy w totalnym odludziu? Dziko by było kupić działkę i wybudować dom z widokiem na wiatrak, a co gorzej – gdy wiatrak powstanie za jakiś czas i cały plan przyjemnego życia w ciepłych krajach szlag jasny trafi.

    Do tego jeszcze pkt 11, tym razem na minus.
    Urugwaj prowadzi uprawę roślin modyfikowanych genetycznie (GMO), szczególnie soi i kukurydzy. Jak wiadomo, wiąże się z tym używanie dużej ilości herbicydów – Roundup. Zawiera on glifosat, który jest toksyczny i rakotwórczy dla ludzi. Również kiepsko by było kupić działkę otoczoną polami soi opryskiwanej tym świństwem. Są w Urugwaju jakieś wyznaczone tereny, gdzie można uprawiać GMO, a gdzie nie można, czy to jedynie kwestia przypadku?

    A jak jest z możliwością znalezienia stałej pracy przez osobę dobrze znającą angielski i podstawy niemieckiego oraz hiszpańskiego?

  14. W Argentynie Urugwaju i Paragwaju jest tyle glifosatu ze jest on wszdzie ,Francja i UK wstrzymala dostawy podpasek z Argentyny, poniewaz wykryto wlasnie to dobro ludzkosci w bawelnie. Jest bardzo obszerny artykul na ten temat i na temat wzrostu zachorowan na nowotwory po wprowadzeniu upraw GMO w tych krajach

  15. Poproszę o link do artykułu. Dzięki.

  16. @dolasunagrzyby

    Odnosnie wiatrakow. Urugwaj to kraj o powierzchni zblizonej do Polski, a ludnosci maja 3.4 mln, z czego 1.5 mieszka w Montevideo i przedmiesciach. Terenow do stawiania wiatrakow z dala od siedzib ludzkich jest az nadto.

    Odnosnie glifosatu. Jesli jest uzywany w odpowiedni sposob, nie jest toksyczny dla czlowieka. W Urugwaju, w przeciwienstwie do Paragwaju (gdzie panuje calkowita wolna amerykanka) sektor rolniczy jest bardzo scisle regulowany i to sie egzekwuje. Uprawa soi, mimo tego ze wzrasta, nie jest ani pierwszym ani drugim ani nawet trzecim towarem eksportowym – pierwszym jest wolowina i najwieksze arealy sa przeznaczone na pastwiska.

    @Wojtek:

    link do zrodla poprosze, bo to brzmi jak propaganda ze sputnik news, prawde mowiac.

  17. Dziękuję za informację. Ciekawi mnie tylko to, czy na siłę tak jak w Polsce, Niemczech, USA i Kanadzie wiatraki są wciskane blisko zabudowań mieszkalnych, czy raczej są budowane w co najmniej kilku- czy kilkunasokilometrowej odległości. Farma wiatrowa blisko działki, którą bym kupił, to byłoby utopienie sporej kasy, gdyż później nikt takich działek nie chce kupować
    Ciekawi mnie, też, czy warto kupić chacrę w interiorze, np. tuż przy mieście Tacuarembo, ceny działek i domów wyglądają tam na przystępne. Ale chyba pod tym kryje się jakiś haczyk… (podejrzewam, że teren zalewowy)

  18. @dolasunagrzyby
    Tacuarembo, tak jak i cały interior to jest miejsce, gdzie nic nie ma. Stawiając sprawę w proporcjach: Urugwaj ma 2/3 powierzchni Polski, 3,5 mln mieszkańców z czego prawie połowa w aglomeracji Montevideo. A doliczając relatywnie gęsto zaludniony wąski pas od MVD do Punta del Este, to jest dobrze powyżej 2 mln. Pozostałe 11 departamentów, które są trochę mniejsze od polskiego województwa to około miliona ludności. ŁĄCZNIE. I tam jest tylko trawa. Nie ma rynku na nic, nie ma pracy poza rolnictwem, nie ma sensownego transportu, a w większości nie ma asfaltowych dróg, bo to za mała gęstość zaludnienia aby utrzymać jakąkolwiek infrastrukturę.
    W skrócie- możliwości są, i to duże, ale przekładanie realiów z Europy to b. poważny błąd. Jak naprawdę chcesz myśleć o przeprowadzce, inwestycji, coś kupować, itp. to najpierw przyjedź, rozejrzyj się, pozwiedzaj, popytaj, a potem staraj się zrozumieć różnice. Ludzie są tacy sami, ale gospodarka i społeczeństwo zupełnie inne.

  19. http://wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/1,157051,20323014,co-truje-w-argentynie-zabije-nas-soja.html?disableRedirects=true wedle zyczenia jeszcze jest jeden o zatruciach w Paragwaju wklepie jak odnajde

  20. @Wojtek:

    Nie mam sily znowu robic drobiazgowej analizy. Ale ten tekst zostal zmasakrowany przez naukowcow zajmujacych sie tematem jako bardzo nierzetelny i pelen zmyslen (wtedy, kiedy sie ukazal).

  21. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że są naukowcy i „naukowcy”. Ci drudzy są opłacani przez koncerny, na których zlecenie robią badania. Sprawę znam z polskiego podwórka, gdzie uskutecznia się przekręt wiatrakowy. Trzeba wziąć poprawkę na to, że koncernom zależy na kasie, a nie na zdrowiu ludzi. No a politycy też mają swoje za uszami, również w „cywilizowanych” krajach.

    Artykuł dotyczy Argentyny, coś o Urugwaju by się przydało, może być po angielsku, ale dzięki, Wojtek. W Polsce oficjalnie jeszcze nie ma GMO, ale pseudorolnicy leją Roundup na potęgę. Teraz Monsanto zostało kupione przez niemiecki Bayern. Będzie nas więc karmić i leczyć firma, która produkowała cyklon B dla obozów koncentracyjnych.

  22. Te badania są przeprowadzane każdego roku http://wegedroga.pl/12-najbardziej-i-15-najmniej-zatrutych-warzyw-i-owocow-raport/

  23. http://marek-kryda.blog.ekologia.pl/importowana-do-polski-transgeniczna-soja-to-lzy,738

  24. http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/nowe_badanie_gmo_szczury,p1462103932

  25. W Argentynie i Paragwaju – ok, tam uprawiają soję GMO i trują glifosatem. W Urugwaju też jest trochę upraw GMO. Ciekawe tylko, w których rejonach, aby ich unikać i tam nie mieszkać. Zawsze jest jednak ryzyko, że sąsiad za płotem zrobi sobie plantację GMO. A może lepiej by było, aby rząd całkowicie zakazał uprawy tego świństwa? Kraj wygląda na fajny, ale częściowo zatruty…

  26. @Wojtek:

    zrodla stowarzyszen wege i podobnych nie sa dobrymi zrodlami.

    Long term study (jak narazie najdluzsze i najbardziej wiarygodne) nie znalazlo dowodow na to, zeby stosowanie glifosatu (o ile stosuje sie go zgodnie z instrukcja) powodowalo raka u ludzi:

    https://www.the-scientist.com/?articles.view/articleNo/50921/title/Long-term-Study-Finds-That-the-Pesticide-Glyphosate-Does-Not-Cause-Cancer/

    Sa natomiast inne problemy, podobne jak z naduzywaniem antybiotykow:

    „critics are concerned that the widespread use of glyphosate poses risks to the environment as a whole. A 2016 study by Environmental Sciences Europe notes that some plants have developed resistance to the herbicide, driving farmers to apply increasingly larger amounts”.

  27. Oraz.
    WHO co prawda stwierdzilo, ze glyphosate powoduje raka ale….nie uwzględniają dawki. A to jest kluczowe – bo nawet takie zwykle substancje, jak NaCl czyli sól kuchenna, jesli spozyta w zbyt wielkiej ilosci, zabije czlowieka. Woda zreszta tez…

    Tutaj omowienie, co bylo z tymi badaniami nie tak:
    https://www.skepticalraptor.com/skepticalraptorblog.php/glyphosate-causes-cancer-apples/

  28. Zgadza sie, dawka jest bardzo ważna. W Argentynie leją to na pole bez opamiętania. Jak to wygląda w Urugwaju? Są jakieś normy i surowe kary za ich nieprzestrzeganie? Gdzie w Urugwaju są strefy upraw GMO? Są jakieś wydzielone obszary, czy są to miejsca przypadkowe?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: