Napisane przez: futrzak | 26 sierpnia 2017

Chwile grozy….

..przezylam albowiem ni stąd ni zowąd, nie mogę sie zalogować na swoje konto na wordpressie!!!

Mysl pierwsza: znowu jakiś ch*j złamany włamał mię się (lub próbował) włamać na konto.

Gorączkowe szukanie.
Dig
Dig
Dig

Ale czy moge zmienic haslo? MOGE.
Zmienilam. Wszystko wygląda ok. Zaglądam do poczty: aaaaaa ok. WordPress podniósl alarm, albowiem odkryli ze moja nazwa uzytkownika znalazla sie na liscie opublikowanej przez „group of security researchers”. W związku z tym zrobili reset – i bardzo dobrze.
UFFFFFFF.
Breathe in, breathe out…

No, a tak poza tym. Dziś walnęłam sobie taki oto niewinny wpis na fejsie:

Pracuję z domu. Dzis jest w Urugwaju swieto (3-dniowy weekend), na dodatek strajkuje komunikacja miejska, wiec cisza w miescie porazajaca wręcz. Za oknem rowniutko pada sobie deszcz… a moja produktywnosc w tej ciszy jest o kilka rzędow wielkosci wyzsza, niz gdybym siedziala w biurze, zanurzona w halasie i chaosie. Po prostu teraz moge sie skupic i roznica jest tak uderzająca, ze az niesamowita. Niestety argument o produktywnosci rzadko trafia do pracodawcow – bo do biura trzeba przychodzic I JUZ. BO TAK.
No. To by bylo na tyle w temacie, jak to pracodawcom zalezy niby na produktywnosci czy wynikach pracy. Gówno, a nie im zalezy. Jakby zalezalo, to nikt nie zmuszalby do przychodzenia do biura tudziez nikt nie wpadalby na pomysly wszczepek podskornych, co to maja pomoc „lepiej zliczac czas spędzony w firmie”

Na to odezwał się znajomy ze starych czasów, znajomy który dziś jest Ważnym Dyrektorem. Odezwał się w te słowy:

„Ja się co do zasady nie zgadzam na pracę zdalną, chyba że ktoś ma jakiś konkretny produkt do przygotowania. Nie mam problemu, jak ktoś siedzi w domu i programuje, pisze projekt, ofertę, cokolwiek. Natomiast pewnego rodzaju dyspozycyjność jest wpisana w normalne zadania większości z nas. A tej dyspozycyjności i możliwości choćby porozmawiania z szefem czy współpracownikami metodami technicznymi zapewnić się nie da.

W dalszej części rozmowy okazało się, że ” bo najszybszym i najbardziej efektywnym sposobem komunikacji jest człowiek + mimika + możliwość bezpośredniej interakcji + kartka papiery/tablica i coś do pisania. zerknij do literatury, badania były robione”

Na prośbę o podanie linków do tych badań otrzymałam spis podręcznikow sprzed 1-2 dekad z jakiegoś zapyziałego uniwerka polskiego, z wydziału zarządzania. Ooook. Ten, tego. Co ma praca zatytułowana „A. Załazińska, Schematy myśli wyrażane w gestach. Gesty metaforyczne obrazujące abstrakcyjne relacje i zasoby podmiotu mówiącego, Wydawnictwo Stentor, Kraków 2001” do problemów z komunikacją wirtualną dziś? Nie wiem, i nie dowiedziałam się, albowiem adwersarz finalnie odpowiedział tak: „kompletnie się z Toba nie zgadzam, ale szkoda mi czasu na g*wno-burze na FB”.

Tyle, w temacie dyskusji. Nie odniósł się adwersarz zupelnie do moich argumentów takich, jak:

– szefostwo, ktore samo nie wie, czego chce i zamiast siąść na dupie, przemyslec kwestie, a potem to sensownie ubrac w slowa, organizuje zamiast tego spotkanie z polowa dzialu, zajmuje 2 godziny podczas ktorych glownie macha rękami, cos rysuje, opowiada jakieś niewiadomoco, nikt nie wie o co chodzi – a potem ma pretensje, ze nikt nie wie o co chodzi. No ale komunikacja bezpośrednia jest niezbędna, nie da się przekazać wszystkiego bez osobistego stawiennictwa;
– szef powinien to, co chce przekazać, przemyśleć i jakoś to ubrać w słowa. Company meetings to nie powinny być gremia, gdzie on będzie szukał audytorium, poklasku czy pomysłów. NIE.
– pracownicy, z drugiej strony, jesli na takich meetings są obecni, a tak naprawdę nie zwracają uwagi na to, co się dzieje – też coś z nimi nie tak
– długie ponad godzinne meetingi w szerokim gronie nie mają sensu CHYBA ZE jest to spotkanie kwartalne czy polroczne, na ktorym omawia sie wyniki firmy za ten okres – a i wtedy ma ono postac prezentacji CFO czy CEO, a reszta slucha
– szefostwo, które organizuje dział pod siebie, czyli glowny kanal komunikacji jest taki, ktory im najlepiej odpowiada – czytaj: musisz byc w biurze i na meetingach, bo ja sie najlepiej wyrazam w ten sposob i niewazne w jaki sposob ty najbardziej jestes produktywny – ja nie naucze się robic prezentacji w jakims programie, ja MUSZE miec tablice i kredę, a jak ciebie nie ma, to spadaj, są następni na twoje miejsce

Na te argumenty nie było odpowiedzi. Nie, bo nie i koniec.
A ze wsrod software engineers jest nadreprezentacja introwertykow, ktorym najlepiej pracuje sie w ciszy i spokoju, gdy nikt im nie przeszkadza? Who cares, kanal komunikacji ma byc zorganizowany pod szefa ekstrawertyka, bo tak mu najwygodniej.
To by bylo na tyle w temacie snucia opowieści z mchu i paproci jakoby to praca zdalna była rozwiązaniem szeregu problemów typu korki na miescie etc. Ta. Technologia już jest, tylko ludzie jeszcze nie.

Reklamy

Responses

  1. „pracownicy, z drugiej strony, jesli na takich meetings są obecni, a tak naprawdę nie zwracają uwagi na to, co się dzieje – też coś z nimi nie tak” – a po co mają zwracać uwagę ? Mój ex szef robił takie gównoburze po 4h. WSZYSCY wiedzieli jaki jest problem, jak go załatwić, ale wymagało to extra roboty. Więc spędzało się 4h przytakując, potem nie było żadnej decyzji ani rozkazów. Po czym wszyscy wychodzili klnąc, bo 4h roboty przepadło. Można było zrobić w tym czasie coś produktywnego. Żeby było śmieszniej dotyczyło to spraw pośrednio związanych z bezpieczeństwem ludzi :)

  2. Niestety – mnie się też to zdarzyło nie tak dawno. Nie wiem o co chodziło. po prostu tego dnia zrezygnowałam z logowania. Na drugi dzień było już normalnie.

  3. korposzczur:
    jesli zalozymy, ze meeting jest normalny, to jednak wypadaloby zwracac uwage i byc obecnym. Zeby nie bylo sytuacji jak to inny znajomy opisywal gdy organizowal prezentacje a potem ludzie mu zadawali pytania o to, co wlasnie w prezentacji bylo wyjasnione :-/

  4. @futrzak – to tak.

    Z innej beczki – rozmowy bezpośrednie czasem są wskazane. Mój szef czasem „uprawia politykę” i bez jego mimiki ciężko zrozumieć :) Czasem ciebie nie rozumiem co już odczułaś. Słowo pisane czasem nie wystarczy. Może tylko mnie nie starcza, bo nieogarnięty jestem :):):)

  5. „Z innej beczki – rozmowy bezpośrednie czasem są wskazane”.
    To sie telecon robi uzywajac skypa.

  6. korposzczur:
    no ale wlasnie jak nuccio napisal – od tego sa videomeetingi.

  7. Z szefem miewam. Z @futrzakiem nie :):):)

  8. No, ale to zupelnie inna sprawa… :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: