Napisane przez: futrzak | 13 sierpnia 2017

Rób to, co kochasz, a pieniądze same przyjdą…

Nie wiem dlaczego ludziom wydaje sie, ze maksyma „rób to co kochasz, a pieniądze same przyjda” ma w sobie jakąś prawdę czy mądrość.

Po pierwsze maksyma owa opiera sie na kilku milczacych zalozeniach:
– jesli robie cos, co kocham, to muszę byc w tym dobra (w wielu wypadkach to nieprawda)
– jesli jestem w czyms dobra, to znajdzie sie ktos, kto bedzie chcial za to placic i to placic odpowiednio duze pieniadze
– ze jesli robie cos, co nie jest usluga, a wymierną rzeczą, to będe umiala ja sprzedac
– ze jesli nawet bede umiala ja sprzedac, to nie będzie ządnej konkurencji, która zalatwi mnie reklamą, nizsza cena czy innymi mniej legalnymi zagrywkami

Tymczasem rzeczywistosc jest znacznie, znaaaaaacznie bardziej skomplikowana. Rzadko kiedy ktos, kto specjalizuje sie w jakiejs jednej konkretnej dziedzinie, jest rowniez alfa i omega w trzech innych. Przyklad: ilez to razy słyszałam, ze jak mi sie cos w jakiejs firmie nie podoba, zebym zalozyla wlasna. Ba. Wielu Polaków slyszalo to jako remedium na wszelakie bolączki zawodowe. Tymczasem np. przeciętny inzynier programista, ktory nawet i jest bardzo dobry w programowaniu, wcale nie musi byc rownie dobry w rozmowach z ludzmi, sprzedawaniu, negocjowaniu kontraktow – a to jest niezbędne, zeby odnieść sukces jako firma. Ba. Trzeba miec jeszcze kapitał pozyskany wzglednie tanim kosztem, zeby odsetki nie zabiły i zeby nie skonczyć z dlugami jako bezdomny na ulicy.
Powiedzcie, ilu znacie takich programistow, co w nocy będą siedzieć i dziargać kod do swojej ulubionej aplikacji/gierki, a w dzien biegac i przymilac sie do potencjalnych klientow i wciskac im swoj produkt? Wlasnie. Nawet jesli ktos, kto jest genialnym programista i pracuje w cudzej firmie, wcale nie musi byc awansowany ani doceniany ani dobrze oplacany – wystarczy, ze bedzie np. osobą ze spektrum autyzmu i bedzie pomijany we wszelakich rankingach, no bo wiecie, brak teamwork, jest gburem, nie umie sie zachowac, egoista etc. Ba. Jak przez zwykłą maszynę interview z osoba z HR przejdzie, to juz bedzie wielki sukces…

Albo inny przyklad. Swego czasu jak wylądowalam na dugotrwalym bezrobociu slyszalam od wielu ludzi, zebym zajela sie zawodowym robieniem bizuterii, bo mam do tego talent. Owszem, lubie cos takiego robic i rajcuje mnie to, ale. Po pierwsze: moj gust wcale nie musi byc tozsamy z tym, co podoba sie wiekszosci klientow – a to oni placa (no i klepanie tego samego wzoru setny raz juz nie jest rajcujace). Po drugie – o ile kocham robic takie rzeczy, o tyle nienawidze sprzedawac. A samo sie nie sprzeda ani nie zareklamuje. Po trzecie – zeby tylko z czegos takiego wyzyc, trzeba albo isc w hurtowe ilosci (a tutaj z maszynami CNC nijak nie wygra sie, a one bardzo drogie są…) albo robić całkowicie ręcznie cos, co bedzie mialo niebotyczna cene jednostkową. A to oznacza wylansowanie wlasnej marki i mody na nią. Jak to osiągnąć, to jest Zloty Gral branzy modowej, tylko nielicznym sie udaje…a rachunki przeciez co miesiac trzeba placic, niezaleznie od tego, czy sie uda, czy nie.

To wszystko, o czym powyzej piszę, w duzym stopniu daje się załatwic pieniędzmi. Tak – pieniędzmi. Spory, nieobciązony dlugiem kapital daje komfort nie martwienia sie o rachunki ani papu. Pozwala na zatrudnienie fachowcow do zajęć, ktorych nie lubimy/nie umiemy (specow od reklamy, biznes developmentu, sprzedazy etc.). Pozwala na bywanie i pokazywanie sie tam, gdzie mozemy spotkac odpowiednich ludzi, od ktorych dalej bedzie zalezec nasza kariera (np. znajomosci mamy Billa Gatesa, ktora zalatwila mu kontrakt w IBM, od ktorego zaczela sie jego kariera). Pozwala wreszcie na popelnianie błędów i uczenie sie na nich. Ktos, kto jedzie na kapitale pozyczonym z banku, ma tylko jedna szanse, a jak sie nie uda, konczy bankructwem i niesplaconym dlugiem.

Czy teraz juz rozumiecie, dlaczego pochodzenie i miejsce urodzenia tak bardzo determinuje, co kto potem osiagnie w zyciu? Czy rozumiecie, skąd się biorą tabuny artystów, którzy sa w najlepszym razie przeciętni, ale są na topie list przebojów i wszędzie ich pełno? Skąd ci celebryci i celebrytki, które są znane głównie z tego, ze są znane? Takie coś daje się osiągnąć odpowiednimi pieniędzmi i kontaktami. Talentu już nie…

Ale to nie tylko szołbiznes. Czy Gates byłby dziś tam, gdzie jest, gdyby urodził się w slumsach Kalkuty? Pewnie nie. Pewnie nawet studiów nie skończyłby – bo dzieci ze slumsów pracują w wieku kilku lat, a z biedy udaje im się wyjść tylko dzięki aktywnemu wsparciu państwa i społeczenstwa – bo ich wlasnej rodziny na to nie stac. Ale nawet, załóżmy, gdyby skonczyl szkołe, jak daleko zaszedłby Gates bez milionów rodziny na rozkręceniu biznesu i kontaktów matki pozwalających na pierwszy lukratywny kontrakt?
Gates to przyklad z górnej półki, ale nawet żeby osiągnąć względny sukces w zyciu, czyli np. zdobyć dobrze płatny zawód, uznawany w razie czego na calym swiecie, tez bez wsparcia rodziny, albo zadluzenia sie na starcie, nie da rady. Kiedys w Polsce byly stypendia socjalne i akademiki, pozwalajace najbrdziej utalentowanym (co zdali egzaminy na panstwowe uczelnie) na przetrwanie jakos studiów. A teraz? Ktos, kto przyjezdza z popegeerowskiej wioski nie da rady sam, bez zadnej pomocy utrzymac sie w Wawie czy Wroclawiu i skonczyc dobrych, dziennych studiów na dobrym uniwersytecie. I nie, zaocznie to sobie mozna konczyc jakies takie humanistyczne kierunki, na ktorych nie ma duzego oblozenia godzinowego ani nie ma labów – ale medycyny czy politechniki (tudzież ważnych STEM) w trybie dziennym sie w ten sposob skonczyć nie da – a tylko takie kierunki otwieraja droge na świat.

Oczywiscie, zdaję sobie sprawę z tego, ze świat jest niesprawiedliwy i jedni maja gorzej a drudzy lepiej – ale ja sie pytam po co, PO CO mącić w głowach tym, co mają gorzej i wciskać im ułudę, że jak „tylko będą chcieli” to świat stanie przed nimi otworem? Fakty są takie, że samo chcenie to warunek konieczny, ale niewystarczający do poprawy własnego losu. Dla kogos, kto urodził się w kręgu biedy, perspektywy na wyjście z niej w dzisiejszym świecie, za wyjątkiem kilku państw, są w zasadzie nieistniejące. Wmawianie, że jest inaczej powoduje tylko rozczarowanie, zgorzknienie i często potem agresję. I jakże często znajdują się politycy, którzy takie rozczarowane masy wykorzystują, żeby dojść do władzy, a potem wprowadzić zamordyzm.

Reklamy

Responses

  1. ” ja sie pytam po co, PO CO mącić w głowach” – jak po co ? Chcesz mieć wydajnego pracownika ? Niech kocha swoją pracę. Trochę mu się tylko ukierunkuje miłość. A „pieniądze same przyjdą” (albo i nie). Z w/w powodów przecież nie założy swojej firmy. Masz jedynie lajt w robocie o ile jesteś asertywna – lubisz co robisz i nie drażni cię to, nie patrzysz na zegarek do końca dniówki.

  2. Oczywiście że świat stoi przed każdym otworem. Tyle że w przypadku niektórych to całkiem inny otwór… ;)

  3. To nie jest tak, że nie można wyjść z biedy. Można, tylko czasami jest to tylko jeden czy dwa poziomy wyżej. Wiele zależy od safety nets, jakości i dostępności edukacji i służby zdrowia, no i osobowości oraz skłonności do włożenia wysiłku w poprawę jakości swego życia.

  4. Stara śpiewka od pucybuta do milionera a w dobie Egeneracji odrazu, tym czasem na sukces – podniesienie poziomu życia, pracują conajmniej dwa pokolenia

  5. Pamiętam jak cerowałem skarpetki gdy dzieciaki studiowały, Różnica wiekowa 9 lat. To też pomogło. Teraz obaj chłopcy pracują. Ale mój dziadek był inżynierem, a ojciec – jego syn – kończył w sierocińcu szkolę.

  6. Niestety masz sporo racji, ale bez prawdziwej, dobrej pracy i trochę talentu niewiele można osiągnąć. Pieniądze, jakiś choćby mały spadek przydaje się, ale nie zawsze zapewnia sukces.

  7. Jak to powiedział mój znajomy, łatwe przepisy na życie mają tylko panowie w sukienkach. Po chwili dodał: oraz teściowe, one są w tym zdecydowanie lepsze.
    I to jest jedna z tych prostych, łatwych rad. Gdyby to tak łatwo działało i było takie proste, to świat byłby pełen bogatych, szczęśliwych ludzi, a jest raczej odwrotnie.
    Spory, nieobciążony kapitał rodzi kolejne obciążenia, jak choćby konieczność zarządzania nim, aby się pomnażał (vide doświadczenia sportowców, czy aktorów). Gdy masz spory kapitał, wtedy zaczynasz być atrakcyjny dla różnej maści ludzkich drapieżników i zaczynają się lęki zupełnie innego kalibru.
    A sama maksyma zapewne ma w sobie sporo prawdy, ale i zawiera pułapki i niedopowiedzenia.
    Natomiast wsparcie rodziny, czy innego stada jest chyba podstawą. Usilna próba osiągnięcia czegoś w życiu samemu, jest (dla mnie) jak próba wniesienia kopy jajek na 10 piętro wieżowca skacząc na jednej nodze. Niby się da, ale po co? Jako gatunek wyewoluowaliśmy do życia w niewielkich wspólnotach, liczących kilka-kilkadziesiąt osobników, i to nam świetnie wychodzi, to nadal działa. Masz bliskie osoby, które w razie czego pomogą w chorobie, podratują w niedostatku, w razie W, zaopiekują potomstwem.
    Pozdrawiam!

  8. nikt:
    „Spory, nieobciążony kapitał rodzi kolejne obciążenia, jak choćby konieczność zarządzania nim, aby się pomnażał”

    Alez wcale nie ma takiej koniecznosci.
    Trump. 9 razy zbankrutowal. DZIEWIEC. Ba. Zarznal finansowo KASYNO. Czy on i jego rodzina przymieraja glodem?

    Poza tym w dzisiejszych czasach „zarzadzanie” kapitalem tak, zeby te kilka procent rocznie przynosil, to jest proste jak konstrukcja cepa. Inna sprawa, ze ktos, kto cale zycie zyl z pracy najemnej i w ogole nie interesowal sie ekonomia micro/macro nie bedzie mial pojecia, jak to robic. Jeszcze gorzej wychodzi to w wypadku ludzi, ktorzy zyli w biedzie i mieli cale zycie tzw. scarce mentality. Oni dzialaja wg schematu, ze jak masz nagly naplyw gotowki to trzeba ja jak najszybciej wydac bo jutro nie bedzie. Oni potem sa brani jako przyklady na to, jak to biedni ludzie sami sa sobie winni, bo nie umieja zarzadzac pieniędzmi.

    „Natomiast wsparcie rodziny, czy innego stada jest chyba podstawą. Usilna próba osiągnięcia czegoś w życiu samemu, jest (dla mnie) jak próba wniesienia kopy jajek na 10 piętro wieżowca skacząc na jednej nodze”

    — a wlasnie tego oczekuje sie od zyjacych w biedzie – ze sami bez niczyjej pomocy z tej biedy wyjda i cos osiagna w zyciu. Let that sink….

  9. W zasadzie się zgadzam. Mit „od pucybuta do milionera” i jego odmiana „rób to co kochasz, a będziesz bogaty” służy głównie temu aby ambitna biedota ciężko pracowała zamiast wzniecać rewolucje.
    Z drugiej strony, przynajmniej w Polsce, od pokolenia mamy plagę rodziców wysyłających swoje dzieci na potencjalnie dochodowe kierunki (modne) w nadziei, że się wzbogacą. W uproszczonej wersji – wysyłających dzieci na jakiekolwiek studia. W efekcie mamy tysiące jak nie setki tysięcy magistrów nie tylko nie lubiących swojej pracy ale i nie potrafiących jej poprawnie wykonać.
    W efekcie sam sobie muszę kłaść płytki w łazience, bo fliziarze teraz dzielą sie na takich, ktorzy mają stawki godzinowe jak neurochirurg oraz partaczy.
    A jak by rodzice zamiast na siłę wysłali dziecko na marketing ( bo będzie finansistą – i nawet jest, liczy banknoty na kasie w biedronce) pozwolili dziecku na zawodówkę w rzemiosle w którym miało smykałkę, lepiej było by dla wszystkich…

  10. Arturro:

    yyyy ale ze po marketingu ktos finansistą bedzie? Tacy, co siedza jako board members w roznych bankach to na ogol koncza MBA na ktorejs uczelni z Ivy League albo innych europejskich. Tudziez, ewentualnie, jakies tam SGH (to na polska miare…)

  11. Futrzak: ten przykład z osobistego doświadczenia, znam wiele innych, podobnych. Można by przyjąć, że mam kontakt z niestatystycznymi ludźmi… ale nikt mnie nie przekona, że w normalnej gospodarce ponad połowa maturzystów idzie na studia. To, że w Polsce jest więcej kierunków „zarządzanie + cośtam” niż profesorów i doktorów habilitowanych tej specjalności też normą nie jest. Ciągle nie mogę zrozumieć po co te tysiące maturzystów idzie co rokou na socjologię, politologie i podobne. Ilu nowych politologów rocznie w Polsce potrzeba? Kilkunastu? A co roku mury uczelni opuszcza ponad tysiąc politologów.
    Nie uwierzę, że te tłumy na nietrafionych studiach jest z zamiłowania. To błędna wiara w „studia dają dobrą pracę” oraz „idź na zarządzanie będziesz dyrektorem”. W miejsce dyrektor i zarządzanie można podstawić wiele innych kierunków i zawodów

  12. @Arturro
    „Po co socjologia, po co politologia”?
    W urzędzie dostaniesz pracę tylko po studiach, byle jakich. A obecna władza jest skrajnie etatystyczna, więc byle jakie studia są przepustką do lekkiej pracy.

  13. @Arturro – po technicznych też mało kto robi w branży. Ode mnie z roku tylko ja i kumpel robimy (mniej więcej) to czego się uczyliśmy. Przeciętnie biorąc pierwsza praca w zasadzie determinuje co dalej, przynajmniej w PL, gdzie nie zmienia się tak często roboty. Techniczne mają ten plus, że jak dobrze trafisz to robisz sobie pieczątkę zwykle przed 30tką. I albo masz swój biznes albo robisz pod kogoś, ale zawsze za trochę lepszą kasę. Z 2 strony wystarczy, że będziesz dobrym mech. samoch. czy spawaczem z papierami i roboty i kasy masz ile chcesz. A twój fliziarz bierze jak za woły, bo całe potrafiące coś towarzystwo siedzi w GB. Mnie w 2006 ekipa zostawiła z rozgrzebaną całą (!) chatą i wyjechali :):):)

  14. Arturro:

    Tutaj sie z toba calkowicie zgadzam. Nawet w kraju rozwinietym polowa ludzi z tytulem magistra zwiastuje, ze cos jest nie tak. Dziesiatki tysiecy ludzi konczacych jakies kierunki humanistyczne jak politologia i socjologia to tez pomylka. Czesciowo jak mysle jest to efekt likwidacji (prawie) szkolnictwa zawodowego oraz mozliwosci doszkalania sie juz na miejscu w zakladzie pracy. Odnosze wrazenie ze polscy pracodawcy w ogole nie maja najmniejszej checi inwestowac w kwalifikacje pracownikow.

    korposzczur:

    to, ze cale cos potrafiace towarzystwo juz siedzi poza granicami Polski nie jest dziwne. Podaj mi choc jeden powod dla ktorego ktos potrafiacy cos konkretnego ma siedziec w miejscu, gdzie placa gownianie, gdzie powszechnym problemem sa opoznienia z platnoscia za JUZ wykonana prace, gdzie rynek wynajmu jest jakis chory i nienormalny i gdzie pracownika sie w ogole nie szanuje?

  15. Lukasz:
    ale to jest myslenie skrajnie krotkodystansowe. Dzis wladza taka, a jutro inna. Dzis kierownikiem w lokalnym urzedzie tego i srego jest znajomy, co zatrudnil, a jutro bedzie nieznajomy i ciebie wywali a zatrudni swoja siostrzenice.
    Inwestowac kilka lat zycia po to, zeby liczyc na lut szczescia i jakas gownianie platna prace w urzedzie, ktora dzis jest a jutro moze jej nie byc, a wtedy lądujesz goła dupą na chodniku, bo w gruncie rzeczy nie umiesz nic, oprocz ukladania papierkow w kupki?

  16. @futrzaku – bo eeee dostawali kasę co tydzień, a na ówczesne czasy nie byli najtańsi ? Wszystko bez faktury, gotóweczka do ręki. Pewnie, że do kasy z GB daleko, ale bez przesady. Majstry mieszkały 15km ode mnie. Do tego mieszkam w rejonie gdzie ekipy trzeba umawiać min 3-6 mies wcześniej. Krzywda się im nie działa. Znaczy krzywda była, bo chciałem mieć płytki położone prosto (a nie walnięte po 3mm na wysokości) i kibel miał być do rogu, a nie prosto (panie, nie da się, ale potem ja dałem radę – k… cudotwórca ze mnie). Na hasło „będzie dobrze” to ja dziś białej gorączki dostaję, a poprawki po nich skończyłem całkiem niedawno. Przy czym jak połowa (ta lepsza) wyjechała, to z resztą pożegnałem się z hukiem. A mieli u mnie roboty prawie na rok ! 5 chłopa. Więc bez jaj. Ale to był rok 2006 i wszyscy szmergla dostawali.

  17. korposzczur:

    nie twierdze, ze sie krzywda dziala. Ale kurde ja nadal nie widze powodu dla ktorego (zalozmy, ze to moja firma budowlana u ciebie robila ten remont) jesli mam lepsze perspektywy i płacę to mam po nie nie sięgnąć??? Dlaczego jak dotyczy to twojej pracy to jest ok, a jak pracownik, ktorego ty zatrudniasz chce zrobic tak samo, to jest wrzask?

    W Polsce tak wszyscy narzekaja na tych budowlancow, ze gówno umieja, ze spartolili. Ale jak kumpel stwierdzi ze ok – on robi biznes taki, ze gwarantuje jakosc (a jesli cos spierdzieli to bedzie poprawial bez dodatkowych doplat a jeszcze znizke da) ale to za cene taka, zeby sensownie zarobil przy calkowicie legalnym biznesie – to nie bylo ochotnikow placic. Bo Polacy najwyrazniej nie nauczyli sie jeszcze, ze jakosc WSZEDZIE kosztuje. Jesli chodzi o samochod to juz do nich trafilo, ze te lepszej jakosci kosztuja wiecej – ale jesli chodzi o placenie komus za wykonana prace – zwlaszcza innemu Polakowi – to jeszcze sie to nie przebilo do swiadomosci.

    Nastepna rzecz, co sie kiepsko w Polsce do swiadomosci przebija to to, ze jesli mediana zarobkow w kraju jest ciezko gowniana, to nie bedzie rynku na zadne uslugi, bo ludzi nie bedzie stac na nic poza podstawowymi potrzebami. A to znaczy, ze ktokolwiek, kto ma sensowne kwalifikacje, bedzie musial albo wyemigrowac, albo pojsc na zasilek. Biedna populacja nie jest w stanie utrzymac dobrych fachowcow przy otwartych granicach.

  18. W ogólności jest to mit, w szczególe – zależy gdzie kto mierzy…. U mnie w rodzinie byłam pierwszą osobą z wykształceniem (również zagranicznym – UCL w UK, ENS w Paryżu, ANU w Canberze, na różnych etapach) i pomimo, że finansowo zawsze może być lepiej myślę, że w doświadczenia jestem bardzo bogata i spełniona. Ale wybrałam dość niszowy i trudny kierunek, zainwestowałam wiele, wiele pracy i czasu. A rodzina, mimo braków w edukacji i kasy, stała za mną murem. Oczywiście, że kasa zapewnia spokój, ale francuskie savoir-vivre cenię ponadto.

  19. Futrzaku,

    Ty, jak i cała lewica, którą dotąd popierałem, macie absolutną rację, że najwięcej szans na sukces mają ludzie dobrze urodzeni. Ale co jest alternatywą? „Nie rób tego co kochasz, bo i tak ci się nie uda”? Ewentualnie „nic nie rób, bo albo będziesz czyimś niewolnikiem, albo i tak ci się nie uda”.
    Pozostaje rewolucja „zabierz bogatym wszystko co mają”, problem w tym, że takiego veyrona nie przerobi się na chleb dla biednych, chyba, że sprzeda się go innemu bogaczowi. A rewolucje najczęściej kończą się przelaniem krwi klasy średniej, nietykalnością ultrabogaczy, jeszcze większą biedą ogółu.

    Rozumiem, że chodzi o regulacje, ale jakie? Zabierzmy w wyższych podatkach bogaczom pieniądze i dajmy je ludziom, którzy… właśnie co, starają się coś robić, czy nic nie robią? I jak ocenić, co jest pożyteczniejsze, bo chyba uznasz wyższość wytwarzania rzeczy w stylu dobry materac zapobiegający chorobom pleców, od choćby biżuterii, nie pisząc o grafiti.

    Brakuje mi pozytywnego przekazu. Skoro rozwijanie swoich pasji i próba zarobienia na nich nie jest pomysłem na życie, to co nim jest? Narkotyki/samobójstwo?

    Odkąd zostałem lewakiem, chodzę częściej smutny, niż mający nieskomplikowane poglądy prawak. Sport daje mi szanse mniej myśleć, to pomaga :-)

  20. jako komentarz generalny do istoty osobistego sukcesu – wczoraj uslyszalem w radiu takie generalne stwierdzenie

    To succeed in America on any terms means that you are okay with what America does to its unsuccessful. You’ve basically accepted it as somehow necessary in the scheme of things and when you really sit with that truth about this country, that it’s founded on basic premises of inequality and the preservation of it. The same structural inequality that was in place when the constitution was written is still in place now.

  21. „nadal nie widze powodu” – ja widzę – nie skończyli roboty. Umawialiśmy się na cały obiekt. Ponieważ ci lepsi kontrolowali partaczy to jakoś szło. Zostali partacze. Za chlanie też nie będę płacił. Raczej nie pozwolisz sobie na napisanie badziewnego kodu w 50%, wziąć kasę za 50% i zniknąć ? Po prostu trzeba było albo skończyć temat albo dogadać się i oddać jakąś zamkniętą część. A nie oddali oni JEDNEGO pomieszczenia – wszędzie coś do zrobienia.Taka metoda na zapewnienie sobie pracy. W GB jednak nie dawali kasy za free, bo wrócili bodaj po pół roku. A pewnego wieczoru zrywałem wszystkie płytki w łazience (nie zdążyły zaschnąć), po pijaku kładli, do tego podcięli belką nośną budynku i wyłożyłem potem extra 6 tys na postawienie stalowych słupów. Dalej opowiadać ? Może o kabinach pomontowanych do góry nogami ?

    ” kumpel stwierdzi ze ok – on robi biznes taki, ze gwarantuje jakosc” – bardzo słusznie. Nie wiem jakie stawki chce, ale powinien się sprzedać przynajmniej w moim rejonie. Dziś dniówka to 250zł. Starczy na średnią krajową plus ZUS. Za kumpla firmą ustawiają się kolejki, a chyba jeszcze droższy jest. Po prostu nie ma co gadać z ludźmi bez kasy. Brygad typu „szwagier i ja” zwłaszcza na KRUSie pełno. Robią różnie – i źle i dobrze, ale zrobią. Dziś jest kupa firm, która NIE PRZYJDZIE, bo nie masz roboty np dla 5 ludzi na 2 tyg. Oni już drobnicy nie robią.

    Tak wygląda na moim podwórku.

    „mediana zarobkow w kraju jest ciezko gowniana” – jest. Dlatego twój kumpel miał problem. Zgadzam się całkowicie. Problem w tym, że nie ma komu wyśmiać cwaniaczka w Mercu składanym z trzech udającego burżuja, a w kieszeni pusto. Ale to się zmienia po trochu. Cwaniaczki już mają problem powoli z pracownikami.

  22. A – ostatnia ekipa, która u mnie robiła gruby temat – dniówka wyszła ponad 300zł. No, ale oni mieli organizację pracy.

  23. Wojtek Inzynier:

    Ty, jak i cała lewica, którą dotąd popierałem, macie absolutną rację, że najwięcej szans na sukces mają ludzie dobrze urodzeni. Ale co jest alternatywą?

    Na skale panstwa zorganizowac wsparcie dla tych, co pochodzą z dolow spolecznych. Czyli nieplatna edukacja. Czyli zadbanie o to, ze place minimalne umozliwiaja przezycie. Czyli wynajem komunalny dla najbiedniejszych. To nie jest latwe, ale sa kraje, gdzie to dziala. I nie, to nie kwestia „bogactwa” panstwa, ale tego w jaki sposob dystrybuuje sie wplywy budzetowe i co bedzie priorytetem.

    Brakuje mi pozytywnego przekazu. Skoro rozwijanie swoich pasji i próba zarobienia na nich nie jest pomysłem na życie, to co nim jest? Narkotyki/samobójstwo?

    Nie ma „pomyslu na zycie” ktory bylby dobry DLA WSZYSTKICH. NIE MA I NIE BEDZIE. Do tego kazdy czlowiek musi dojsc sam i nie jest to cos, co pozyskasz na pstrykniecie palcem, ale PROCES. Jezeli ktos ci mowi, ze jest jakas uniwersalna recepta na zycie dla wszyskich, to spojnie mozesz zalozyc, ze probuja ci jakas hucpę wcisnąć albo wyciagnąc kase od ciebie.

    To, czego rodzice powinni dzieci uczyc, to samodzielnego i krytycznego myslenia. Zadawania pytan. Bycia otwartym na nowe, nieznane rzeczy. Pokazania, ze w tym ludzkim swiecie sa rzeczy od nas zalezne i sa takie, na ktore nie mamy wplywu i nauczyc sie je rozrozniac. To trudne zwlaszcza, jesli sami rodzice maja umyslowosc zamknięta i nastawioną nie na zadawanie pytan i myslenie ale na szukanie gotowych odpowiedzi. Te daje religia i ideologia. Zobacz, nawet Ty w swoim komentarzu dales temu wyraz. Ze no jak to – skoro jedna formulka na zycie nie dziala, to jaka inna dziala? Spodziewasz sie, ze bedzie jakas, ze ktos ci ja da, ze odkryje. Tymczasem nic takiego nie ma miejsca…

  24. korposzczur:

    no, ale o tym wczesniej nie wspomniales – jesli ktos nie konczy roboty, rozpieprzy i znika z zaliczka, to jest zupelnie inna sprawa. Jak robi ci legalna firma, to podpisujesz kontrakt, w ktorym jest ujeta taka sytuacja i potem mozesz dochodzic swego.

    Ja jak robilam sobie remont w condo w Kalifornii to starannie sprawdzalam jakie ktora ekipa ma referencje, wybralam w koncu nie najtansza ale taka, ktora mi polecil znajomy, u ktorego robili i dobrze zrobili. I tez mieli platne najpierw zaliczke, a potem reszte PO ODBIORZE.

    „Dziś jest kupa firm, która NIE PRZYJDZIE, bo nie masz roboty np dla 5 ludzi na 2 tyg. Oni już drobnicy nie robią.”

    A dziwisz sie? To jest praca dorywcza, zupelnie sie nie oplacajaca dla firmy, ktora z budowlanki zyje i zatrudnia ludzi. Jak chcesz kogos dorywczo, to wtedy np. na warunki Kalifornii, jedziesz pod Home Depot, gdzie (kiedys, dzis w trumpowej Ameryce juz nie) stoja Meksykanie i rzucasz co jest do zrobienia i za ile. Zawsze kogos do takiej roboty znajdziesz – oczywiscie nie masz gwarancji jak zostanie wykonana. Ale zauwaz, ze to dziala w dwie strony – ty nie masz gwarancji wykonania, oni nie maja gwarancji, ze im zaplacisz. Jak sie chce robic na lewo i krzywy ryj ad hoc, to takie jest ryzyko. To chyba dosc oczywiste.

  25. Oczywiste – dlatego dziwiłem się twojemu zdziwieniu :) ” robilam sobie remont w condo w Kalifornii to starannie sprawdzalam”- a ja robiłem w 2006 – wszyscy albo byli w GB, albo wyjeżdżali, albo szukali tam kolegów. Dlatego byłem taki wsciekły, a miałem nóż na gardle i wiedzieli o tym.

  26. korposzczur:

    a nie mogles z tym remontem poczekac? Swiat zawalilby sie?

  27. Trochę tak. Coś musiałem sprzedać i coś kupić. MUSIAŁEM sprzedać. A mieszkać gdzieś trzeba. Ceny rosły z miesiąca na miesiąc, a wykonawców w takim tempie ubywało. Remont mogłem jedynie przełożyć o kilka mies. Odkładanie tego skutkowałoby dużym wzrostem kosztów, na które nie było mnie stać.

  28. A dlaczego musiales kupic? Nie mogles poczekac z remontem a do zamieszkania cos wynajac? Czy ten spieprzony remont a potem poprawki po tym nie wyniosly wiecej, niz bylby kilkumiesieczny wynajem?

  29. Ceny madame ceny. Mimo wszystko pewnie w życiu nie zrobię lepszego dealu :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: