Napisane przez: futrzak | 7 lipca 2017

Filozofia mojości

Byc moze jedną z największych szkód, jakie poczyniła ideologia neoliberalna w społeczeństwie polskim, było zniszczenie jakiegokolwiek poczucia wspólnoty i własności społecznej. Przekonanie, że skoro płacę, to jestem pan i wszystko mi się należy, jest dziś w Polsce wszechogarniające.

Weźmy taki przykład: płacę rachunek za wodę, więc mogę sobie ją dowolnie marnować, bo za to płacę!
Otóż, nie do końca. Infrastruktura wodno-kanalizacyjna budowana w Polsce jest za pieniądze publiczne, czyli wszystkich podatników. Wybudowanie wodociągów, kanalizacji, oczyszczalni ścieków, stacji uzdatniania wody kosztuje ogromne pieniądze, a rachunki za zużycie wody bieżącej i tak zwykle idą do kieszeni prywatnych firm* obslugujących te urządzenia i bynajmniej nie pokrywają kosztów inwestycji. Mamy więc sytuację, w której inwestycje są robione za pieniądze publiczne, a zyski prywatyzowane. Typowy schemat w krajach, gdzie spoleczenstwo dzieli sie na klasę uprzywilejowaną i całą resztę pracującą na tą klasę.

Teraz. Z punktu widzenia społeczności bardziej opłaca się oszczędzanie zużycia wody, bo jej uzdatnianie po prostu kosztuje i wcale nie jest tak, ze te kilkadziesiąt czy nawet kilkaset złotych płaconych co miesiąc przez Kowalskiego pokrywa wszystkie koszta. Nie pokrywa. Im więcej wody jest marnowane, tym koszta in total dla wszystkich są wyższe, tym większe będą podwyżki za zuzyty metr sześcienny wody, a to i tak nie pokryje na dłuższą metę kosztów utrzymania wszystkiego w ruchu. Na dodatek ilośc wody pitnej w Polsce nie jest niewyczerpywalna – zmniejsza się i zmniejszać się będzie wraz z zachodzącymi zmianami klimatycznymi. Jest to typowy przykład problemu wspólnego pastwiska, gdzie jeśli wszyscy razem zdecydują się na oszczędne zużycie zasobów, to starczy dla wszystkich; jeśli zaś przyjmiemy model w którym „zwycięzca bierze wszystko” (najsilniejszy, najbogatszy, ten ktory placi najwiecej etc.), to dostępne zasoby zostaną bardzo prędko zużyte i dla wszystkich innych, poza zwycięzcą, nie zostanie nic – a w dłuższej perspektywie i zwycięzca nic nie będzie miał, bo rabunkowa polityka prowadzi do załamania się ekosystemu i wyginięcia flory i fauny.

Opisany powyzej problem to nie jest żadna teoria – rożne ludzkie kultury ćwiczyły to w praktyce w przeszłosci – dość wspomnieć jeden z najbardziej estremalnych przypadków tj. wycięcie lasów i zuzycie zasobów na Wyspie Wielkanocnej, w konsekwencji czego nastapilo załamanie lokalnej gospodarki i drastyczny spadek populacji. Są też przykłady całkiem współczesne – chociażby susza i niedobory wody w Sao Paulo.

Niestety, osoby zaczadzone neoliberalnym „moizmem” traktuja otaczające ich środowisko jako nieskończony i niewyczerpywalny zbiornik, którego zasoby mogą dowolnie zużywać, bo przeciez im się za te zapłacone pięć złotych należy! Zapominają niestety, że na codzien korzystają z masy rzeczy zbudowanych za publiczne pieniądze: drogi, szkoły, szpitale, wodociągi, oczyszczalnie ścieków, sieć energetyczna etc. Gdzieś, w którymś miejscu w ich mózgu nastąpił przeskok: pieniądze podatników = moje pieniądze = ja mogę z tym robić co chcę, z pominięciem całej reszty społeczeństwa.
No więc kochani nie, to że placicie pare złotych co miesiąc i ileś tam w podatkach nie czyni z własności publicznej waszej tylko i wyłącznie prywatnej własności, którą możecie dowolnie rozporządzać. Bo są jeszcze inni, którzy na to płacą.

Ten przeskok w mózgu nie nastąpił samoistnie, bynajmniej. Neoliberalny model gospodarki opiera się o założenie, ze ekonomia będzie zawsze rosła. Że trzeba więcej produkować i więcej zużywać, żeby znowu więcej wyprodukować, to wtedy PKB wzrośnie i tym na dole skapnie coś ze stołu pańskiego. Ten model nie działa, o czym dobrze wiedzą mieszkańcy trzeciego świata i żeby nie mieć buntów społecznych, trzeba im było sprzedać rzewną historyjkę o mojości, moich świetych prywatnych prawach, o tym jak wszystko leży w rękach jednostki i jak tylko się postara, to będzie bogata do obrzygu – wystarczy tylko znieść podatki, ograniczyć to, co państwowe do minimum, i zapanuje dobrobyt dla wszystkich i wszędzie.
Tylko, że nie zapanuje. Każdy kraj, który poszedł tą drogą ma rządzącą oligarchię, która jest niezmiernie bogata i bardzo szybko swoje bogactwo powiększa, oraz cała resztę obywateli – większość – która żyje w nędzy, na granicy nędzy albo zaraz tuż nad. I lepiej żyć nie będą, bo żeby przeskoczyć do klasy wyższej ze swoimi zarobkami i oszczedzaniem to musieliby oszczędzać z kilkaset lat…daje się im więc słono oprocentowane kredyty, żeby chociaż namiastkę mieli. Wmawia im się mojość, żeby nie zauważyli prawdziwych mechanizmów swojej mizeroty. A bajka o mojości jest piękna – no bo sami zobaczcie: czyż to nie cudowne miec pod swoją kontrolą wszystko? Myśleć, że się jest wielkim mocarzem, geniuszem, pracusiem i wystarczy tylko chcieć a świat zaściele się u naszych stóp.

Jesteś biedny? No to twoja wina. Bos głupi. Bo nie masz silnej woli i determinacji. Bo nie masz ambicji. Bo ci się nie chce. Osoba zatopiona w mojości ma tylko dwie drogi życiowe: albo osiągnie jakiś „sukces” i to wystrzeli ją na pozycje pozwalające na pogardę wobec biednych, no bo przecież „jak ja mogłem/am to każdy moze” albo zostanie biednym, sfrustrowanym, nienawidzącym „bogatych” biedakiem. PERFECT! W ten sposób mamy ekstremalnie podzielone społeczeństwo, które skacze sobie do oczu, a przepaść dzieląca obie strony jest jak rów mariański. Takie społeczeństwo nigdy nie obróci się przeciwko istniejącemu porządkowi społecznemu, przeciwko wladzom, rządom… zbyt są zajęci skakaniem sobie do oczu no i oczywiście każda ze stron winą za cała gównianą sytuację obarcza stronę przeciwną. A świstak siedzi i zawija w sreberka. Dzieli i rządzi.

Znacie to skądś, prawda? W Polsce nic nie ma sensu i nic się nie da, bo nawet jak jakaś garstka ludzi się zbierze i coś zacznie robić, to zostanie utopiona w morzu mojości, nienawiści i niechciejstwa, krytykanctwa, czepianctwa i opluwania. Bardzo wielu z tych, którzy próbowało, w końcu wyjechało. Bo zycie jest za krótkie. Z opresjami można walczyć, z kisielem nie. Czynny opór rodzi reakcję, walka z niechciejstwem przypomina wysiłki zaciągnięcia do lekarza chorego na depresję. Jak ktoś próbował, to wie o czym mówię.
Podsumowując: w Polsce nie zmieni się nic, dopóki nie zmienia się umysły ludzi. Nie przyjedzie wspaniały władca na koniu i nie machnie różdzką, nie będzie cudownego rządu, który raptem sam ze siebie zabierze sie za ulepszanie kraju. Nic z nieba nie spadnie, ani sie samo nie zrobi, dopóki wszystkie próby będa torpedowane odwiecznym „tu się nie da” i wyciąganiem paluchów w poszukiwaniu winnych zainstniałej sytuacji. Wszyscy, tylko nie my! A nawet jak my, to mamy usprawiedliwienie!
Cóż. Dopóki taki sposób myślenia będzie przeważał, nic się nie zmieni. A w każdym razie nie zmieni się nic na lepsze – bo że na gorsze może, to już widać…

PS:
* — jak słusznie zauważył czytelnik w komentarzu, polskie firmy wodociągowe to w przytłaczającej większości spółki z 100% udziałem samorządu. Co oznacza wysokie pensje dla politycznego zarządu i zero zysków dla miasta, za to dużo pieniędzy dla osób prywatnych.

Reklamy

Responses

  1. 99% zgody!

    1% niezgody: polskie firmy wodociągowe to w przytłaczającej większości spółki z 100% udziałem samorządu. Są wyjątki jak np. Gdańsk gdzie jest prywatny operator, ale należy pamiętać, że infrastruktura jest w gestii specjalnej trójmiejskiej spółki infrastrukturalnej.

  2. Podlinkowany przez Ciebie artykuł o São Paulo jest z października 2015. W styczniu tamtego roku wracając z Minas Gerais zatrzymaliśmy się w mieście na parę dni i dało to lekkie pojęcie jak w praktyce wyglądają problemy, których na południu, w Santa Catarina, nie doświadczamy (no, chyba, że jak parę tygodni temu jakieś wzgórze osunęło się, pękły wodociągi i milionowa aglomeracja Floripy przez parę dni była bez wody). Nasz hotel na szczęście nie ucierpiał, bo miał studnię artezyjską (zaskoczyło mnie to: kilkunastopiętrowy blok, w samym centrum, kilkaset metrów od praça da República), ale widzieliśmy dostarczanie wody w cysternach do restauracji i bloków mieszkalnych. Łatwo sobie wyobrazić, że nie była tania. I dbano o każdy jej kubek.

    Ale co daje taka mini-gospodarność, jeśli od tuzinów lat zaniedbują zbiornik Billings (przyjaciel ma tam spory teren, lasek, domki – ale nie wytrzymuję tam więcej niż parę godzin, smród tamtej wody pokrywa cały obszar) – albo zużycie wody blisko mnie i Imbituba, gdzie olbrzymia fabryka papieru zużywa więcej wody niż niejedno miasto. I to w czasach, gdy większa część tego papieru mogłaby zostać zastąpiona plikami elektronicznymi.

  3. kiedyś w starej notce nazwałem to jawolizmem https://fronetyczny.wordpress.com/2013/07/22/idiotyzm-jawolizmu/

  4. Reblogged this on Fronesis and commented:
    Notka, która świetnie wpisuje się w to co pisałem kiedyś tutaj: https://fronetyczny.wordpress.com/2013/07/22/idiotyzm-jawolizmu/

  5. andsol:
    Az strach pomyslec, jak to wyglada (racjonowanie wody) na skale tak wielkiej metropolii jak Sao Paulo. Od myslenia o samej logistyce az trzeszczą zęby.

    Ale wlasciwie po namysle jest inny przyklad z pierwszego swiata: Flint w Michigan. Historie pewnie slyszales, jak to w skutek koszmarnych zaniedban wladz miasta a potem urywania wynikow inspekcji mnostwo ludzi zatrulo sie olowiem. Co jeszcze bardziej niesamowite: minely dwa lata, nic z tym nie zrobiono. Woda z wodociagow nadal nie nadaje sie do picia a ludzie musza sie zaopatrywac w wode butelkowa.

  6. mall:
    ok, dodalam przypis. Dzieki za poprawke.

  7. Widzenie wszędzie neoliberalizmu jest trochę śmieszne. Jeśli cena wody nie pokrywa wszystkich kosztów to raczej wina socjalistycznych ciągąt do zniekształcania systemu cen przez dotacje, ceny minimalne, maksymalne itd.

    Największe marnnotrastwo wody panuje w systemie dotowanych cen wody czy prądu tak jak w Indiach:
    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1510230,1,indie-spragione-czystej-wody.read
    Delhi traci wodę na kolosalną skalę: przez pęknięcia w starych przerdzewiałych rurach, przez nielegalne podłączenia i dziury, które wiercą zdesperowani biedacy, ucieka ponad 40 proc. wody stolicy.

    W innych miastach nie jest lepiej. W Bombaju rozpoczęto wprawdzie niedawno pilotażowy program wykrywania wycieków w wodociągach za pomocą georadarów, ale często efekty można by osiągnąć tańszymi metodami. Takimi choćby jak podniesienie słuchawki telefonu. Jeden z mieszkańców Hyderabadu złożył skargę do miejskiego przedsiębiorstwa wodociągów, że woda z pękniętej rury od dwóch tygodni zalewa ulicę koło jego domu i nikt z tym nic nie robi. – Próbowałem dodzwonić się do wodociągów, ale od 10 dni nikt tam nie podnosi słuchawki – mówi. A woda jak się lała, tak się leje.
    hinduska klasa średnia marnuje wodę na lewo i prawo. Ponieważ woda jest dostępna tylko od czasu do czasu, łapią jej do zbiorników więcej, niż im tak naprawdę potrzeba. Potem tę niezużytą wylewają, żeby na jej miejsce nalać świeżej, zwłaszcza że woda z wodociągu kosztuje tyle co nic. To stąd średnie zużycie wody w Delhi na mieszkańca wynosi aż 240 l dziennie – ponad 86 proc. więcej, niż zużywa przeciętny Niemiec czy Holender.

    Północne Indie nie są regionami, gdzie tradycyjnie uprawia się ryż, a jednak przez ostatnie 30 lat tam właśnie przenoszą się uprawy. Ryż wymaga dużych ilości wody, których w tych częściach kraju brakuje – mówi Bharat Sharma z International Water Management Institute w New Delhi. Zamiast ryżu czy trzciny cukrowej w suchych regionach kraju powinno się uprawiać rośliny dające więcej crop per drop, czyli „zbioru na kroplę”.

    Jak na razie jednak częstym widokiem są pozalewane pola, choć nawet ryż nie wymaga aż tyle wody. To, co umożliwia takie marnotrawstwo, to subsydiowana albo wręcz darmowa energia elektryczna: rolnicy wykorzystują ją, by do woli pompować wodę gruntową, której wydobycia prawo praktycznie nie ogranicza. Aż 70 proc. irygowanych pól w Indiach nawadnianych jest właśnie w ten sposób. Cały kraj ssie wodę z ziemi do tego stopnia, że poziom wód gruntowych w niektórych częściach Indii obniża się o ponad metr rocznie. W Bangalore, aby trafić na wodę, trzeba już miejscami kopać studnie o głębokości ponad 300 m.

  8. „oznacza wysokie pensje dla politycznego zarządu i zero zysków dla miasta, za to dużo pieniędzy dla osób prywatnych. ” – tu bym się spierał patrząc na moje podwórko. Pensje są takie sobie, spółka ledwo zipie, miasto nieco dopłaca spółce. Cena za m3 ok 11PLN ze ściekami, z czego ścieki coś koło 8PLN.

  9. korposzczur:
    dobrze, ze chociaz u ciebie nie jest to przewalem. Ja ten dopisek dodalam na podstawie komentarzy ludzi z Wawy i innych duzych miast. Napewno tam jest więcej kasy do przewalenia.

  10. Economode:

    w Indiach infrastruktura jest w zasadzie nieistniejaca bądz w opłakanym stanie poza prywatnymi enklawami – wezmy chocby Gurgaon — grodzone osiedla maja wszystko swoje, a poza nimi nie ma kanalizy, wodociagow, wywozki smieci – syf jakich malo. Indie maja podobny problem co Polska, tylko pomnozony razy sto – ogromne rozwarstwienie spoleczenstwa, przyklepane (nadal) istniejacym podzialem kastowym, zero poczucia wlasnosci wspolnej i publicznej.
    W przecietnym hinduskim domu jest czysciutko – a na ulicy szczaja, sraja i wyrzucaja smiecie. Bo to niczyje. Wladze miejskie najczesciej sa skorumpowane, a ludzie na nic nie maja wplywu. Cokolwiek zalatwia sie przez lapowki/znajomosci. Mojość do potęgi entej. Hindusi nie lubia placic podatkow, a domy kupuja za gotowke.

    Bezposrednie doplaty do litra wody sa wyjatkowo glupim sposobem i to NIE DZIALA NIGDZIE. Niezaleznie od formy wlasnosci infrastruktury.
    W Kalifornii woda jest dotowana na podobnej zasadzie i rowniez prowadzi to do marnotrawstwa – nikt z tym nie dyskutuje, wiec wlasciwie nie bardzo wiem, do czego z mojej notki mial byc to argument?

  11. Na pewno w wielu krajach, także w Polsce w niektórych rejonach zdarzają się braki wody, ale co ma do tego „neoliberalizm”? Kompletnie nic.

  12. @Futrzak: Taka ciekawostka z Flint. OIDP to operatorem wodociągów w tamtym czasie była pewna znana francuska firma działająca w branży komunalnej a bezpośrednią przyczyną zatrucia była zmiana środka do uzdatniania wody na tańszy, którego wprowadzenie do sieci zmieniło balans chemiczny starych rurociągów i doprowadziło do uwolnienia ołowiu stanowiącego uszczelnienie połączeń kielichowych (tak kiedyś robiono, także w Polsce). Miasto kryło tą firmę żeby gówno się nie wylało do mediów. Ta firma ma proces (lub też ma mieć). Nie wiem jak z urzędnikami miejskimi.

    Polskie wodociągi mają nieco za uszami ale per saldo w ostatnich 10-15 latach wykonały gigantyczną robotę jeżeli chodzi o sieci wodociągowe i kanalizacyjne. Rzadki w Polsce przypadek dość solidnej roboty wykonanej głównie dzięki funduszom UE.

  13. Problem – jak to napisałaś – „moizmu” jest znacznie starszy niż neoliberalizm. W ekologii opisuje się to jako tragedia wspólnego pastwiska i zostało zaobserwowane i opisane po raz pierwszy na angielskiej wsi w XIX w. W Polsce znaczenie dobra wspólnego znacznie zerodowała komuna, i to ta późna (lata 70. i 80. XX w.).
    Sam neoliberalizm rzecz mocno podkręcił. Wg mnie problemem jest, że mówi nam się, że nie ma zasad, że brak tabu kulturowego chroniącego wspólną własność. Może za 100-200 lat wypracujemy coś, jeśli kolejna głęboka orka w postaci kataklizmu wojennego nie przeorze polskiego społeczeństwa.
    Co do wodociągów, to w Polsce jest odwrotnie – antypaństwowcem i aspołecznikiem jesteś, jeżeli zużywasz mniej wody niż średnia. Dlaczego? W opłacie jest ukryta amortyzacja sieci wodociągowej. Jeśli zużywasz mało, to trzeba podnieść cenę za kubik. My całą rodziną zużywamy miesięcznie 1,5-2 kubików na osobę (korzystamy dużo z deszczówki – mycie samochodu, podlewanie upraw + w ciepłej porze roku toaleta kompostująca), co spowodowało oskarżenie o kradzież wody z sieci. Musiałem tłumaczyć się, że nie jestem wielbłądem. Cóż, życie ;)

  14. @mall
    Bardzo dużą część, jeśli nie większość oczyszczalni ścieków w latach 90-tych i później wybudowano w Polsce za pieniądze, których nie oddano rządowi Japonii. Znaczy pożyczka gierkowska została zrestrukturyzowana w ten sposób, że jej spłaty były wydawane na inwestycje w ochronę środowiska w Polsce a nie zwracane wierzycielowi.

  15. mall:
    jesli chodzi o urzednikow we Flint, kilkoro ma sprawe karna:
    http://www.freep.com/story/news/local/michigan/flint-water-crisis/2016/12/20/schuette-flint-water-charges/95633422/
    dwóch emergeny managers, public works director, utilities administrator.

    Woda niestety jak niezdatna do picia byla tak dalej jest.
    Co do Polski: wlasnie, gdyby nie fundusze z UE pewnie nie byloby tej roboty zrobionej. Szkoda ze przecietny Kowalski takich rzeczy nie zauwaza.

    nikt:
    no przeciez napisalam w notce:
    „Jest to typowy przykład problemu wspólnego pastwiska, gdzie jeśli wszyscy razem zdecydują się na oszczędne zużycie zasobów, to starczy dla wszystkich; jeśli zaś przyjmiemy model w którym „zwycięzca bierze wszystko” (najsilniejszy, najbogatszy, ten ktory placi najwiecej etc.), to dostępne zasoby zostaną bardzo prędko zużyte i dla wszystkich innych, poza zwycięzcą, nie zostanie nic – a w dłuższej perspektywie i zwycięzca nic nie będzie miał, bo rabunkowa polityka prowadzi do załamania się ekosystemu i wyginięcia flory i fauny.”

  16. Żeby to tylko „mojość” była. Dzisiejsza awantura – stanie na drodze. Droga na jedno auto. Pan sobie przyjechał jak zwykle „na chwilę”, a ja muszę wyjechać. No i kretyńska dyskusja, że droga to nie parking i jak nie masz gdzie stać to stajesz wcześniej, bo tam szerzej. Nosz k….a – zaczynam się czuć jak nienormalny mówiąc o takich rzeczach. Ja rozumiem, czasem trzeba stanąć jak d…a, ale jak ktoś chce wyjechać to wsadzam zad w auto i się przestawiam. I to już, a nie za 10 min. I to powinien być wyjątek, a nie norma. No jak dzieci ….

  17. korposzczur:

    ale to wlasnie klasyka mojości. Droga jest MOJA i JA SOBIE STAJĘ GDZIE CHCE. Co go obchodzą inni uzytkownicy publicznej drogi, nie? On placi podatek w benzynie to se będzie stawał gdzie chce.

  18. Trudno mi się zgodzić z atrakcyjną, początkową tezą, że to neoliberalizm rozwalił wspólnotę. Może wynika to z różnicy wieku a zatem i różnicy doświadczeń – ale zapewniam Cię, że w Polsce przed wkroczeniem neoliberalizmu na scenę żadnej organicznej wspólnoty (scementowanej wspólną tożsamością i dzieleniem/przejmowaniem odpowiedzialności) po prostu nie było. Były byty wirtualne, powołane przez kler lub władzę – byty wspólnotopodobne – wspólnoty prawdziwe – niestety nie.

    Aby coś móc zniszczyć najpierw trzeba to zbiudować. A z tym było od zawsze przygnębiająco kiepsko.

    A jeśli chodzi o oszczędzanie wody to opwiem kiedyś historię o tym, w jaki sposób obarczeni ekologicznym sumieniem berlińczycy zniszczyli swym upartym dążeniem do ratowania planety własną infrastrukturę kanalizacyjną i doprowadzili w ostatecznym rozrachunku do gigantycznego marnotrawstwa wody.

    Pouczająca historia i ucząca pokory – wierz mi.

  19. @telemach:
    A bo ja wiem? Mimo wszystko jednak strajki konca lat 70-tych i potem powstanie Solidarnosci to byl ogromny, spoleczny ruch i jesli mam wierzyc, ze to wszystko powolane przez kler lub wladze to…. hm….mimo wszystko ludzie dali sie pociagnac i cos wspolnego zrobili. To sie potem jak wiadomo poszlo piknie walić – ale mimo wszystko.

    No i sama jeszcze pamietam, ze jednak nastroje po 89 roku byly zupelnie inne niz juz dekade pozniej, kiedy ten jad zaczął się ludziom sączyc do mozgów i ich oglupiac.

    A historię opowiedz. Ciekawam.

  20. Dziwny tekst, dziwne komentarze m.i. maczety. Firmy wodociągowe są w Polsce bardzo dochodowe. Np. w Krakowie, wiele lat temu powołano do życia pierwszą w Polsce samorządową grupę kapitałową tj. Krakowski Holding Komunalny, aby wysokodochodowe wodociągi mogły, zamiast płacić ogromne podatki do budżetu państwa, dofinansowywać z zysku np. deficytową komunikację miejską.
    Co do komentarza maczety, jakoby Polska zajumała jakąś kasę Japończykom, to należy stwierdzić, że Polsce naliczano w latach 80. lichwiarskie odsetki i odsetki od tych odsetek, nawet po 25% rocznie. Polska spłaciła całość nominalnego długu w stosunku do wszystkich wierzycieli, oraz spłaciła praktycznie całość ustalonych odsetek, a to co zredukowano, to tylko zadłużenie wynikające z karnych odsetek i odsetek od tych odsetek.
    Mnie osobiście wkurzają takie sugestie, że Polska jest naciągaczem i żebrakiem. Tak np. różne Schulze i Junckery twierdzą, ile to kasy Polska wyciąga od UE. Zapominają jednak o takim ‚drobiazgu’ jak wpływy z ceł, jakich Polska się zrzekła na rzecz UE. Wcześniej 100% wpływów z ceł szło do budżetu państwa. Obecnie Polska otrzymuje tylko 20% a to stanowi ok. 1 mld €. Czyli Polska się zrzekła co najmniej 4 mld € wpływów z ceł z handlu z krajami spoza UE ( a pewnie znacznie więcej, bo wiele towarów jest odprawianych w Niemczech zarówno przez polskich importerów, jak i różne Lidle i Kauflandy ) i fakt ten umyka wszelkim unijnym statystykom. Gdyby uwzględnić w rachunkach utracone cła i inne pozycje, to Polska była od samej akcesji do UE, płatnikiem netto. A robi się z nas żebraka i naciągacza.

  21. @ZQW:

    „Wcześniej 100% wpływów z ceł szło do budżetu państwa. Obecnie Polska otrzymuje tylko 20% a to stanowi ok. 1 mld €. Czyli Polska się zrzekła co najmniej 4 mld € wpływów z ceł z handlu z krajami spoza UE”

    — moge prosic o zrodlo tych wyliczen?

  22. @ZQW
    Nikt nikogo nigdzie nie okradał. Polska w latach 70-tych dzięki nieprzemierzonej głupocie ekipy gierkowskiej wpadła w pułapkę zadłużenia. Polska była krajem niepewnym, zacofanym i za żelazną kurtyną, więc warunki tych pożyczek to stosownie dyskontowały (czytaj- oprocentowanie nie było niskie, a pozostałe warunki zbójeckie). Następnie długi nie były ani spłacane ani obsługiwane. I tak, narosły do wielkich rozmiarów. Nie zwalajmy tego jednak na wierzycieli, którzy mieli pełne prawo i przywilej wyciągnąć je do do grosza razem z odsetkami. Rząd Japonii stwierdził, że dla nich ważniejsze od pieniędzy jest czystość wód w Polsce. Jak chcesz na nich za to pluć, to wydaje mi się to dość dziwnym.
    Polska nie byłaby żadnym płatnikiem netto, bo bez UE nie istniałaby gospodarka obecnej wielkości. Hint: sprawdzić wskaźniki bezrobocia pomiędzy załamaniem w Rosji a wstąpieniem do UE. Obecna gospodarka Polski we względnie przyzwoitym stanie istnieje tylko i wyłącznie dzięki setkom tysięcy byle jakich miejsc pracy w montowniach które mogą produkować na bogate rynki. Gdyby po drodze była granica z cłem i jeszcze plagą egipską w postaci postkomunistycznych celników to z całej gospodarki pozostałby Amber Gold.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: