Napisane przez: futrzak | 24 czerwca 2017

Wszystko co dobre, kiedyś się kończy…

Jest sobie taka sieć supermarketów w Urugwaju, nazywa się Tienda Inglesa czyli Sklep Angielski. Firma powstała w 1866 roku, właścicielem do 2016 był Robin Henderson, Urugwajczyk, prawnuk jednego z założycieli. Facet miał manię na punkcie jakości, a firmą zarządzał przez 60 lat.
Tienda to najlepsze supermarkety w Urugwaju – nie dość, ze towary bardzo dobrej jakosci, to jeszcze w rozsądnych cenach.
Niestety, w koncu nadszedł czas emerytury pana Robina. Ponieważ potomkowie nie byli zainteresowani zajmowaniem się firmą, 90% akcji zostało sprzedane amerykańskim inwestorom, a kierownictwo firmy objął Argentyńczyk Matías Allen, poprzednio dyrektor operacyjny Cencosudu, chilijskiego konglomeratu operującego w Chile, Argentynie, Kolombii, Brazylii i Peru i będącego właścicielami (miedzy innymi) takich sieci supermarketów jak Disco, Vea i Jumbo.

No i zaczęły się zmiany – niestety, nie w dobrą stronę. Nowa dyrekcja w ramach optymalizacji zdecydowala, ze firma zatrudnia zbyt wielu pracowników, za duzo im placi i za duze mają benefity.
Lokalna gazeta El Observador dzielnie uderzyła w tony znane dobrze z Polski, że zmiany są konieczne, bo hojne benefity kosztują firmę rocznie 6-7 milionów dolarów i bez obcięcia tych funduszy firma nie będzie „sustentable en el largo plazo” [nie do utrzymania w dłuższej perspektywie]. Jest to nieco zabawny argument biorąc pod uwagę, ze poprzedni wlasciciel nie miał jakoś przez 60 lat problemów z generowaniem zysków i równoczesnym wypłacaniem hojnych benefitów…

Jak narazie strajk pracowników skończył się porozumieniem, w ramach którego będą dostawać mniejsze pensje – poprzednio były liczone one w ten sposób, że ludzie pracowali tygodniowo 44 godziny, natomiast wynagrodzenie wypłacano im tak, jakby pracowali 48 godzin na tydzień. W ramach restrukturyzacji mają też nastąpić zmiany w organizacji i logistyce.
Cóż. Prawdopodobnie Tienda Inglesa za kilka lat upodobni sie do innych supermarketów Cencosudu, które są po prostu drogie i chujowe – bo liczy sie oczywiscie wycisnięcie maksymalnych zysków, bo shareholders value :-(

Reklamy

Responses

  1. Wyrazy współczucia. Mógłbym je wzmocnić nazwami paru przedsiębiorstw od żywności i napojów , które z powodu bardzo podobnych czynników były sprzedane słynnym i wielkim firmom z USA i po roku nie warto już było tam iść, choć ceny się obniżały.

    Ale wszystko da się zwalczyć. „Café do Ponto” (dzisiaj czytaj: „Sara Lee”) było ulubione w domu, a teraz pijemy dużo mniej, ale kolumbijskiej. I po ptokach.

  2. andsol:
    wszystko da sie zwalczyc, ale w naszych tutejszych warunkach to trzeba miec wlasciwie samochod, zeby podjechac do jakiegos lokalnego sklepu, ktry jest dobrze zaopatrzony i ma rozsadne ceny. W samym Montevideo niestety królują wlasnie te sieciowe supermarkety, a tu gdzie mieszkamy ceny nieruchomosci sa niestety zbyt wysokie, zeby sie male sklepy byly w stanie utrzymac.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: