Napisane przez: futrzak | 20 czerwca 2017

Książki papierowe

dziś są właściwie już przeżytkiem przeszłości. Coś jak dorożki albo kominki w domach. Posiadają wartość sentymentalną i estetyczną.
Dekorowanie półek książkami i czerpanie z tego odęto-intelektualistycznego powodu do wyższości zawsze mnie śmieszyło – no bo w końcu o co chodzi w książce – o dekorację ściany czy może o treść? Jeśli o to drugie, to obecne czytniki od strony funkcjonalnej przewyższają papier pod każdym względem. Małe, poręczne, zmieszczą się do kieszeni. Można na nich trzymać wieeeeeeele książek. Można czytać w warunkach kiepskiego światła albo i bez światła. Mają funkcję szukania i cut-and-paste (pamiętam upierdliwość podkreślania, zaznaczania i przyklejania karteczek w miejscach, które potem chcialam wykorzystac, albo pracowite przepisywanie cytatów). W ogóle, biblioteka elektroniczna zmieści się na małym dysku zewnętrznym – kilkadziesiąt tysięcy tytułów. Czy to nie genialne? Można ją wsadzić do kieszeni i zabrać ze sobą.
Braki? Oh, no nie pachnie jak papier. Doprawdy.

Dlatego zabawne są te dyskusje w Internecie na temat wyższości książek papierowych i tesknoty za nimi. W Internecie. Na komputerach. Równie dobrze możnaby dyskutować na temat wyższości codziennego transportu w postaci powozów konnych…jak się człowiek uprze, to da się, oczywiście. Ale czy to ma sens w dobie samochodów, pociągów i samolotów? Czy w transporcie chodzi o szybkość, wydajność, ekonomiczność i wygodę poruszania się, czy też może o podziwianie piękna zwierzęcia i obcowanie z nim? Czy w czytaniu książek chodzi o fetysz papieru, dotykanie, wąchanie i podziwianie na ścianie, czy moze o treść tego, co się czyta…?

Reklamy

Responses

  1. Chcesz ludziom odbierać materialne symbole ich związku z „lepszym ja”, z barwną przeszłością, ze statusem?

    No tak, kindle czy tablet nie nadaje się do podkreślania społecznej pozycji. Czarne pudełeczka. Może powinni sprzedawać je w złoconej i posrebrzanej wersji?

  2. andsol:

    oooooo no spójrz tutaj, jaka oferta! Nawet cale inkrustowane krysztalami są!
    http://www.indulgeingold.com.au/products.php

  3. Przeżytek przeszłości powiadasz? Tak samo mówiono gdy samochody zaczęły wypierać kolej żelazną i tramwaje. A telewizja miała oznaczać śmierć radia…
    Oczywiście czytnik jest wspaniałym wynalazkiem. Uwielbiam mojego kindla, podróżuje z nim wszędzie i nie pamiętam kiedy po raz ostatni kupiłem jakąś powieść w wersji papierowej. Ale książki nadal kupuje. Są takie ich rodzaje, których czytnik nie jest w stanie zastąpić – albumy, książki o sztuce, ilustrowane książki dla dzieci. A nawet… książki kucharskie. Próbowałem gotować z iPadem. Oczywiście można. Z laptopem też. Ale ja jednak wolę papier.
    To samo dotyczy niektórych podręczników. Są takie, które w wersji elektronicznej świetnie się sprawdzają. Są jednak inne, takie które wymagają ciągłęgo wertowania, wracania do poprzednich rozdziałów, zaglądania w tabelki, etc. Na czytniku to istny horror.
    No i jest jeszcze jedna sprawa… Prąd. Wciąż są na świecie miejsca, w których energia elektryczna jest trudno, bądź rzadko dostępnym luksusem. Książka do której nie możesz się dostać z powodu braku prądu jest bardzo frustrująca.

  4. „Czy w transporcie chodzi o szybkość, wydajność, ekonomiczność i wygodę poruszania się, czy też może o podziwianie piękna zwierzęcia i obcowanie z nim? Czy w czytaniu książek chodzi o fetysz papieru, dotykanie, wąchanie i podziwianie na ścianie, czy moze o treść tego, co się czyta…?”

    Nie rozumiesz. I nie zrozumiesz.

  5. Kira:
    Oczywiscie, ze nie rozumiem, bo ja czytam ksiazki ze wzgledu na tresc a nie wygląd na scianie albo zapach papieru. Przeciez napisalam dosc wyraznie o tym we wpisie, prawda?

  6. Wszystko się liczy.

  7. Tomek Surdel:
    brak prądu juz nawet w trzecim swiecie nie jest na dzis problemem, bo PV.
    Jesli juz Masajów, zyjacych w srodku nikad stac jest na PV…
    https://rewolucjaenergetyczna.wordpress.com/2017/06/19/dwie-opowiesci-o-kenii/

  8. Jesli zas chodzi ksiazki o sztuce… cóż, sorry, ale zdjęcia w panoramie 360 stopni i z mozliwoscia obracania bija na glowe jakąkolwiek dwuwymiarowa, wydrukowana reprodukcje na papieprze. Po prostu.

    Są jednak inne, takie które wymagają ciągłęgo wertowania, wracania do poprzednich rozdziałów, zaglądania w tabelki, etc. Na czytniku to istny horror.

    to bookmarks i search u ciebie nie dzialaja? A moze to kwestia po prostu zle zaprojektowanego interfejsu (ktorych niestety w swiecie komputerów od pyty)?
    Ja czytam na tablecie i nigdy z tym nie mialam problemow, to 100 razy szybsze niz w papierowej ksiazce.

  9. Widzisz. To jest chyba Twój problem – że jak coś Ci się podoba, coś Ci odpowiada to uważasz, że wszyscy inni też powinni to zaadoptować. ;-)

    Zdjęcia w panoramie 360 stopni z możliwością obracania jest fajną techniczną ciekawostką. Ale zdecydowanie, bez najmniejszego wahania, wolę dobrze przygotowaną reprodukcję na kredowym papierze od skrolowania po monitorze, który najczęściej ma w dodatku źle skalibrowane kolory.
    3 letniemu synowi też wolę dać papierową książkę niż iPada.

  10. A. I zapraszam do Wenezueli, czy na Haiti. Wytłumacz tam mieszkańcom, że ich problem z brakiem prądu nie jest żadnym problemem, bo nawet Masajów w Afryce stać na panele słoneczne…

  11. Tomek:
    Ale ja nic nie pisalam o tym, co inni POWINNI. Wyrazilam swoja opinię na temat papierowych książek. To chyba jeszcze mi wolno?
    Podyskutujmy moze o tej OPINII a nie o tym, jaki ja personalnie mam problem wedlug ciebie.

    Jak narazie argumenty, które uslyszalam, to są ze „nie rozumiem” oraz, ze ty wolisz cos innego. Ok, twoj wybor, robisz co chcesz. Ale to nie są argumenty odnosnie gorszej lub lepszej funkcjonalnosci czegos, tylko odnosnie subiektywnych preferencji. Widzisz roznice?

    To, ze monitor jest zle skalibrowany nie jest argumentem, bo podobnie ksiazka moze miec w przygotowaniu spierdzieloną separację kolorów i efekt koncowy rownie żalosny (notabene prosciej, latwiej i szybciej skalibrowac monitor niz poprawnie przygotowac ksiazke do druku – jak ktos sie otarl o poligrafię to wie…).

  12. Co do Wenezueli czy Haiti.
    Ich problem w istocie polega na czym innym. W Wenezueli jest wlasciwie regularna wojna domowa, niedobory wszystkiego. Na Haitii co prawda wojny nie ma, ale panstwo to ma szereg innych problemow i nie powiesz mi, ze ludzie, ktorzy nie maja pieniędzy na jedzenie, pobiegną kupować sobie ksiązki papierowe?
    Tam, gdzie są zniszczone linie przesylowe prądu i tradycyjne elektrownie, prądu nie ma, ale jesli sytuacja sie ustabilizowala to owszem – taniej, latwiej i szybciej zaspokoic potrzeby ludnosci w zakresie prądu przenosnymi, tanimi PV niz odtwarzaniem poprzedniej infrastruktury, na ktora trzeba kupe kasy (ktorej nie ma) i kiedy zajmuje to kupe czasu.

    Wszędzie, czy to w pierwszym czy trzecim swiecie dostęp do kultury nie jest potrzeba z samego dołu piramidy Maslowa i forma – papier czy elektronika – nie zmienia tu za bardzo niczego. Książki nawet papierowe byly i są drogie – czy to Urugwaj, czy Kolumbia czy Polska. Ludzie, ktorych ledwo stac na jedzenie, nie kupia sobie papierowej ksiazki, a jak maja za daleko do duzego miasta z biblioteka, to nigdy nie beda miec dostepu do zadnej kultury.

    Podalam link do artykulu o Kenii i Masajach bo na jego przykladzie widac, jak nawet bardzo biedne panstwo (chociaz nie ma tam wojny, owszem) moze za pomoca najnowszej technologii poprawic byt ludzi, do ktorych „tradycyjna” technologia (linie przesylowe z klasycznych elektrowni, drogi, samochody, biblioteki z papierowymi ksiazkami) nie mogla trafic przez ostatnie dekady.

  13. Nie, nie napisałem, że wolę coś innego. Napisałem, że jestem o wiele bardziej zniuansowany. Mam czytnik, korzystam z niego, niemniej bardzo daleko mi do uznania książek za relikt przeszłości. Uważam, że i jedne i drugie mają rację bytu i nie są do końca wymienialne. Są książki, które czytnik wspaniale zastępuje, są inne gdzie nie do końca, są też takie których zastąpić – na chwilę obecną – po prostu nie jest w stanie.

  14. Nawet na Haiti są książki, papierowe, w każdym prawie domu. Bo w prawie każdym są dzieci, które chodzą zazwyczaj gdzieś do jakiejś szkoły, w której dostały podręczniki. Papierowe. Nie są one dla nich przeżytkiem przeszłości. Wprost przeciwnie.

  15. są książki i są książki… jest czytanie i jest czytanie… czytanie jako odbieranie informacji zawartej w jej nośniku i czytanie jako obcowanie z nośnikiem…
    czasem jest jedno i drugie naraz…
    podobnie jest zresztą z muzyką, gdy czasem też chodzi właśnie o to trzeszczenie igły po winylu…
    nie ma konfliktu, nie ma problemu… po co je tworzyć?…

    szpan polegający np. na tworzeniu ściany bibliotecznych półek w domu to kompletnie osobna sprawa, nie ma co tego mieszać do tego tematu… są ludzie szpanujący ilością płytek DVD z e-bookami, są też ludzie szpanujący ilością Giga na milisekundę dostępu do zbiorów e-booków… wszyscy mają ten sam problem ze sobą…
    p.jzns :)…

  16. @Tomek Surdel
    „dzieci, które chodzą zazwyczaj gdzieś do jakiejś szkoły, w której dostały podręczniki. Papierowe”
    A w Urugwaju dzieci na starcie w szkole dostają laptopy i powoli (jak wszystko tutaj…) jest przygotowywana eliminacja papierowych książek. Nie przez prostą digitalizację, a przez interaktywność. I właściwie czego miał dotyczyć ten argument?

  17. Idzie też eliminacja nauczycieli. Tylko wf nie da się zastąpić kompem.

  18. I jeszcze jeden aspekt, bardzo ważny – żywotność. Papier, mimo wszystko jest bardzo trwały. Nawet jak zmoknie to można go wysuszyć. Książka się pomarszczy, ale nadal można z niej skorzystać. Z elektroniką jest znacznie gorzej. Ona jest fajna, jak się żyje w cywilizowanym mieście i jeździ z pracy do domu samochodem, albo metrem, gdzie pomieszczenia są klimatyzowane bądź z wiatrakami.
    Sytuacja cholernie się komplikuje gdy mieszkasz w trochę mniej cywilizowanych miejscach i nie masz pod ręką tych wszystkich luksusów, gdzie zaskoczyć i przemoczyć do cna Cię może ulewa.

    Tak się składa, że większość czasu w ciągu ostatniego roku spędziłem pracująć w różnych miejscach na Karaibach. Mega wysoka wilgotność, upały, sól w powietrzu, tropikalne deszcze, silne wiatry niosące piasek, wahnięcia zasilania – to wszystko jest śmiertelnym wrogiem wszelkich elektronicznych urządzeń. Padają one przeraźliwie szybko. Kindla, czy iPada można „zabić” zostawiając go na kilkanaście minut na skąpanym w słońcu stole przed domem…

  19. @RewolucjaEnergetyczna: mój ostatni wpis dotyczył m.in. tego, że nie wszędzie da się zaimplementować urugwajskie rozwiązania. Pomijąjąc fakt, że nawet w Urugwaju komputer dla każdego ucznia nie oznaczał wyeliminowania papierowych podręczników. Obie rzeczy funkcjonują równolegle.

  20. PS. Nie posłałbym syna do szkoły w której wszystko jest skomputeryzowane i dzieci nie mają kontaktu z papierem. I, z tego co obserwuję, nie jestem w tym odosobniony. Coraz więcej powstaje przedszkoli, szkół gdzie wręcz kontakt z elektroniką jest zakazany, albo bardzo ściśle reglamentowany. Nie jestem takim radykałem i też nie posłałbym dziecka to takiej placówki – po prostu stwierdzam fakt, że istnieją i jest ich coraz więcej.

  21. Tomek:
    tak, dzieci maja papierowe ksiazki bo dostaly je w szkole. Tylko jak to sie ma do tezy, ze papierowa ksiazka moze jesli nie dzis, to juz niedlugo bedzie przezytkiem przeszlosci? Oczywiscie, ze najszybciej wymiana nosnika postepuje w pierwszym swiecie i tutaj nikt z ta teza nie dyskutuje.

    Byc moze gdzies nadal uzywa sie telegrafu, byc moze sa ludzie nawet zywiacy ogromny sentyment do tego urzadzenia i pielegnujacy jego obslugę. Bo to takie romantyczne :)
    Nie zmienia to jednak faktu, ze przyszlosc komunikacji to jest Internet i urządzenia mobilne, ktore nawet w rzeczonej wiosce afrykanskiej trafiaja pod strzechy i tam, gdzie nie bylo zadnej komunikacji (ani telegrafu ani telefonu przewodowego) teraz są telefony komorkowe zasilane panelami fotowoltaicznymi. Nikt nie zawraca sobie glowy ciągnieciem kabli.

    Elektroniczne nosniki informacji stwarzaja ogromne mozliwosci i JUZ staja sie przelomem w edukacji. Tradycyjna szkola wymaga zorganizowania miejsca, sciagniecia tam nauczycieli i przetransportowania tam jakos ksiazek. I dzieci. Co na wielkich obszarach jest problematyczne. Tymczasem, wystarczy najtansze urządzenie mobilne, zeby miec dostęp do materialow, o ktorych jeszcze 2 dekady temu uczniowie szkol w Afryce czy na bezdrozach Azji mogli tylko pomarzyc.
    O ile książka papierowa kiedys byla podstawa klasycznej edukacji w szkole, o tyle dzis staje sie zbedna, zeby nie powiedziec, ze utrudnieniem. Media elektroniczne daja ci fantastyczna *interaktywna* mozliwosci nauki np. jezykow obcych, matematyki, przedmiotow scislych, ze o computer science nie wspomne. Dzięki np. tabletowi zasilanemu z panela dzieci z wioski zabitej dechami w Afryce mają dostep do Khan Academy – a nie przestarzalego papierowego podręcznika i niedouczonego nauczyciela wioskowego.
    W tę stronę idą zmiany i to jest przyszlosc, a nie papierowe książki z ich biernym modelem edukacji.
    Ja w ogole sie dziwie, ze o tych rzeczach jeszcze trzeba z kims argumentowac…

  22. No.
    A najlepiej z papierowej ksiazki wychodzi nauka jezyka obcego i computer science.

    BTW: nie mylmy funkcji smartfonu jako zabawki (ktorej uzycie w szkole raczej powinno byc scicle ograniczone) z funkcja dydaktyczna. I porzućmy wreszcie ten kretynski model edukacji polegajacy na wyglaszaniu wykladu do klasy pelnej dzieci, zadawaniu „pracy do domu” polegajacej na wykuciu czegos z papierowej ksiazki, a potem odpytywaniu z tego. Najbardziej zmudna i najmniej efektywna metoda nauki.


  23. Sytuacja cholernie się komplikuje gdy mieszkasz w trochę mniej cywilizowanych miejscach i nie masz pod ręką tych wszystkich luksusów, gdzie zaskoczyć i przemoczyć do cna Cię może ulewa

    No nie mow, ze plastikową torebkę foliową nazywasz luksusem???

    Kindla, czy iPada można „zabić” zostawiając go na kilkanaście minut na skąpanym w słońcu stole przed domem

    Takoz samo upuszczając w kałużę, do kibla czy zrzucając na beton. I co z tego? To znaczy, ze nie powinnismy tych urządzen uzywac? A moze to znaczy, ze po prostu trzeba je SZANOWAC i pilnowac?

  24. Świat chyli się ku upadkowi. Nie tylko oddala się dzieci od papirusu i rysika, ale nawet nikt im nie wkłada do tornistra kałamarza i pióra z paru zapasowymi stalówkami. Zamiast tego smartfony, tablety, laptopy i w ogóle cywilizacja śmierci. Bo dawniej jak zeszyt wpadał do kałuży to po wysuszeniu był jak nowy, a ze smartfonem to nie przejdzie.

    Antonio Gramsci kiedyś ubolewał nad zachodnią cywilizacją mówiąc, że myszy mogą wykończyć całą bibliotekę. Ha, mówił o myszach, bo chyba nie miał kontaktu z termitami. Gdyby on wiedział co mi termity zrobiły z dużą częścią biblioteki… Zaraz, chwilkę, ja przecież miałem zamiar bronić papieru, papirusu a nawet uczenia się na pamięć Iliady i Odysei. Bo gdybym nauczył się na pamięć całego wydania Encyclopaedia Britannica, to nie miałbym tych 31 tomów po tysiąc stron, a każda z nich warta czterech z normalnej książki – a tak ile razy ładowałem je (ponad 3 kg od tomu) do paczek przy przeprowadzkach. Przyznaję, że CD z nią całą też niewiele było warte, bo wymagało Netscape 2.0 – ale gdzie bym sobie teraz zawracał głowę CD jeśli nim załaduję płytkę do otworu, google mi daje setki innych źródeł…

    Ale nauczenie się tego na pamięć było by lepsze. Nie wymaga prądu.

  25. Popieram Cię Futrzaku. Niestety nie wszystko jest w epubie. Sam czytam dla przyjemności. Stąd wszystko raczej kupuję w epubie, bądź ogarniam bibliotekami.
    Niestety moja żona psycholog czyta bardzo dużo prac związanych z jej pracą, traumy, przebić w rodzinie itd. Takich książek nikt nie sprzedaje jako ebooki. I niestety nasze mieszkanie z ogromną piwnicą, całe zawalone jest książkami. Nienawidzę książek, choć co maks 2 tyg czytam jedną. Bo kojarzą mi się z moim zawalonym książkami mieszkaniem. To przez książki będę musiał zmienić mieszkanie mną większe.
    W ogóle nie wiem jakie rozwiązanie znaleźć. Tych regałów jest wiele, pozycji kilkaset. Partie wszystkie swoje książki rozdałem, tak samo zrobiłem z filmami.
    Taki problem pierwszego świata.

  26. Tia, przeżytek :))) W pracy potrzebuję oznaczyć znaleziony gatunek chrząszcza. W komputerze otwieram na raz 2-3 atlasy, a na biurku mam ich 14 i każdy otwarty, od razu porównanie cech w różnych kluczach.
    Kolejny przypadek: do napisania jakiejś prostej analizy potrzebuję mieć otwarte na raz, na różnych stronach kilkanaście tekstów, a do tego tekst główny, który składam w komputerze. I co? Psińco! ;) Komputer znów przegrywa jako JEDYNE medium. Następna sprawa – zwykły komfort pracy: zmęczenie oczu, zmęczenie dłoni. Przy obecnym komputerze większość aktywności dłoni sprowadza się do mikroruchów nadgarstka i palców. To powoduje przeciążenia i w efekcie urazy. Podobnie z okiem: stała akomodacja na jednej płaszczyźnie kończy się znacznie szybszym zmęczeniem.
    W papierowych książkach brakuje mi tylko jednego: funkcji ctrl+F :)
    Co do czytania beletrystyki, to pół na pół (cyfrowe wydania vs. papierowe), bo przyjemność szelestu kartek, trzymanie w dłoni tomiszcza – ale to są argumenty sentymentalne, natomiast jeśli idzie o zasoby, to korzystam głównie z bibliotek miejskich. Gazety papierowe zniknęły u mnie w domu całkowicie.
    Tak przy okazji; nie wyobrażam sobie pracy bez komputera i Internetu, ale pisać, że papier umarł jest stanowczo przedwcześnie, bo ma się wciąż całkiem dobrze :)

  27. @wojtek inżynier
    Polecam garaż albo jakiś skład kupić/wynająć. :)
    Najlepiej trochę wilgotny
    Jak poznałem swoją żonę mieszkała sama.
    Miała pokój gościnny i sypialnie.
    W pokoju gościnnym żyła a sypialnie miała zajebaną (sorry za brzydkie słowo) różnymi ważnymi rzeczami w tym masa książek.
    Jak przeprowadziliśmy się na nowe mieszkanie.
    Wszystko było ważne oczywiście.
    Wiec pożyczyłem od kolegii duże auto i przewoziłem rzeczy
    ale nie do mieszkania tylko do garażu który mamy w bloku obok.
    Potem auto przez następne dwa lata samo parkowałem przed garażem
    Ale za to potem systematycznie 90% rzeczy wylądowało w koszu lub na makulaturze. I z wielkiej góry rzeczy zostały dwa pudła które i tak kiedyś wylądują w koszu
    @tomek
    Lubie chodzić z dziećmi na plac zabaw bo one biegają a ja czytam.
    Minus jest taki że czasami muszę szybko zareagować bo coś sie dzieje.
    Książki mi jeszcze nigdy nie ukradli na placu a kindla już tak.
    I kindel ma drugą wadę trzeba mieć prąd.
    Niby pierdoła w pierwszym świecie.
    Tylko że wczoraj ogladałem wywiad z właścicielem Tesli.
    Ładuje codzinnie bo nie wie ile kilometrów zrobi jutro.
    I tak jest z kindlem. Jak już bateria nie najnowasza to jest
    to bardzo wkurzające jak nie możesz skończyć czytać książki bo prądu nie ma a masz jeszcze czas.

    @futrzak
    Czy chodzi o treści czy o wygląd?
    Zabawna sytuacja mnie spotkała w poniedziałek.
    Poszedłem na plac zabaw.
    Biorę kindla, mam classica takiego z przyciskami.
    Obok siada tata tak 35+. Pyta się co mam.
    Tłumacze mu o co chodzi.
    Bierze do ręki i zaczyna paluchem po ekranie maziać.
    Ja tłumacze mu masz przyciski ale on nie dalej mazia.
    W końcu stwierdził że do dupy i mi oddał.
    Dlaczego? bo wyglądało i zachowywało się inaczej niż zwykle.

    Technologia jest super.
    Tylko my nadal jesteśmy analogowi. Mimo że świat staje się coraz bardziej cyfrowy.
    Tylko że ja powinnienem robić coś innego a piszę ten komentarz na blogu Pani z Urugwaju bo technologia mi na to pozwala :)

  28. Tak apropo technologii
    Zauważyliscie jedną rzecz jak oglądacie filmy sci-fi.
    Scena: pacjent jest chory i leży w gabinecie lekarskim.
    Mnóstwo światełek imitujących super sprzęt.
    A potem jakaś istota czyta diagnozę z wyświetlacza.
    To pacjent nie może sobie sam jej przeczytać/wysłuchać?
    Czyżby lobby lekarskie było aż tak silne:)

  29. Może to dla Was drobnostka, ale dla mnie dosyć istotny szczegół przemawiający na korzyść papieru: zazwyczaj czytam kilka xiążek na raz. Jakąś trzymam przy łóżku, jakąś w łazience, w kuchni, na biurku, w ogrodzie. I gdzie pójdę, tam w wolnej chwili mam co czytać. Elektroniczne czytniki musiałem ze sobą nosić. Dokładając do tego papierosy, zapalniczki, telefon, okulary, aparat powoli się okazywało, że każda zmiana miejsca wiąże się z zabieraniem ze sobą całych zestawów. Upierdliwe.
    Oczywiście wyjeżdżając gdzieś biorę ze sobą czytniki, nie wersje papierowe, ale we własnym domu rządzi papier. Zawsze jest pod ręką.

  30. Mam czytnik, mam kilka tysięcy książek w domu. W chwili obecnej co najmniej 85% książek czytam na czytniku. Zdecydowanie wolę książki papierowe, czytnik używam głównie z powodu braku miejsca na nowe książki.
    Owszem, czytnik pozwala na czytanie po ciemku. Ale nie jest to dobry pomysł dla oczu.
    Zgadza się, czytnik jest wygodny w trakcie podróży – jedno małe pudełko mieści szereg książek.
    Podoba mi się też system abonamentowy Legimi – za 20zł miesięcznie czytam dowolną ilość książek (o ile są takie, które mnie interesują). Wolał bym pobliską bibliotekę, tylko w niej są pustki, pomijając lektury szkolne, harlequiny i popłuczyny po Danie Brownie.
    Czytnik nie ma żadnych szans w przypadku książek z obrazkami. Od albumów, przez schematy po komiksy. Chyba, że zamiast e-ksiązki używa się tabletu. Tylko nie porównujmy e-ink z lcd. To ostatnie można używać tylko incydentalnie. Inaczej oczy bolą.
    Tak, wiem, przeciętny Polak nie czyta wcale, a za osobę oczytaną uchodzi ktoś, kto czyta 7 książek rocznie. Dla takiej osoby czytanie na tablecie to może być nawet rozwiązanie. Ja czytam więcej książek tygodniowo i moje oczy nie wytrzymały by wślepiania się w tablet.

    Książkę porównał bym do gramofonu a ebooka do pliku mp3. 95% populacji jest przygłucha i nie słyszy różnicy między ebookiem a mp3. Ba, mp3 wypada często nawet lepiej, bo brak trzasków. Można nawet obiektywnie stwierdzić, że porównując tylko parametry techniczne mp3 jest lepsze od gramofonu (niższy poziom szumów i błędów – o rząd wielkości). Tylko każdy meloman z dobrym słuchem (oraz cała gromada snobów), woli gramofon – bo ten ma przyjemniejszy dla ludzkiego ucha dźwięk.
    Dla 90-95% ludzi e-book, nawet taki na tablecie, będzie lepszy od książki. Pozostałe 5-10% wybierze papier. I będzie miało trudność aby wytłumaczyć tym 90% czemu książka jest lepsza. Skoro te 90% nie widzi różnicy, to znaczy że ona nie istnieje. Przećwiczyłem to już na hałasie i dźwięku. Ludzie nie wierzą w istnienie czegoś, czego sami nie słyszą. A skoro nie słyszą, to ten, który twierdzi że słyszy – kłamie.

  31. W przedostatnim akapicie miało być oczywiście ” nie słyszy różnicy między płytą gramofonową a mp3.” Ten ebook wkradł się tam w wyniku błędu :)

  32. @nikt:

    W komputerze otwieram na raz 2-3 atlasy, a na biurku mam ich 14 i każdy otwarty, od razu porównanie cech w różnych kluczach

    No, to sie troche inaczej robi. Relacyjna baza danych z gatunkami flory/fauny i advanced search. Jedno polecenie spluwa ci wszystkie trafienia z zakresu podanych cech/słów kluczowych. Jak za duzo, zawężasz search. To zajmuje ze 3 minuty. Tak to wyglada na dobrze wyposazonym uniwersytecie pierwszego swiata. Serio, do takiej pracy nie uzywa sie juz tuzina porozkladanych dookola atlasów…. to zajmuje w pytę czasu. Zapewniam cie, ze komputery są rewelacyjne w wyszukiwaniu i przetwarzaniu danych :)

    Kolejny przypadek: do napisania jakiejś prostej analizy potrzebuję mieć otwarte na raz, na różnych stronach kilkanaście tekstów, a do tego tekst główny, który składam w komputerze.

    Tez tak od czasu do czasu potrzebuje. W pracy zwykle uzywam dwoch monitorow odpowiednio skalibrowanych i o odpowiedniej rozdzielczosci. Sysadmini i devops, ktorzy faktycznie potrzebuja na raz monitorowac kilkanascie roznych rzeczy (np. logi systemowe przewijajace sie w real time, kazde z innej maszyny), maja zwykle po 3 monitory zestawione w panoramę. Kwestia odpowiednich narzędzi i przyzwyczajenia. Ja nie wyobrazam sobie, ze pracuje tak, ze na kompie mam tekst (ktory np. tlumacze i wklepuje klawiatura) a za kazdym razem jak mi potrzeba jakichs detali to musze wziac papierowa ksiazke, znalezc odpowiednia strone, zalozyc ja czyms, zeby sie nie zamknela, potem nastepna etc. To czasochlonne i zajmuje w pipę przestrzeni. Na kompie robie to znacznie szybciej ale fakt, na poczatku trzeba sobie swoja working space zoptymalizowac pod siebie i nauczyc sie obslugi roznych programow, co ulatwiaja zycie. A z ludzmi czesto jest ten problem (starszymi zwlaszcza) ze jak sie upra, ze czegos nie, TO NIE BO NIE I JUZ.

    Następna sprawa – zwykły komfort pracy: zmęczenie oczu, zmęczenie dłoni. Przy obecnym komputerze większość aktywności dłoni sprowadza się do mikroruchów nadgarstka i palców. To powoduje przeciążenia i w efekcie urazy.

    Masz nieergonomiczne stanowisko pracy, sorry. Ja od kilkunastu lat pracuje na komputerach tylko i wylącznie, spędzam za kompem kilkanascie godzin dziennie. Nie mam zadnych urazow. Moze juz czas zainwestwowac w dobrze dobrane do twojej osoby biurko, krzeslo i przede wszystkim profesjonalna mysz dla grafikow?

    Podobnie z okiem: stała akomodacja na jednej płaszczyźnie kończy się znacznie szybszym zmęczeniem.

    Ale to dotyczy tez ksiazek papierowych!!!!!

  33. @awake:

    Jakąś trzymam przy łóżku, jakąś w łazience, w kuchni, na biurku, w ogrodzie. I gdzie pójdę, tam w wolnej chwili mam co czytać. Elektroniczne czytniki musiałem ze sobą nosić. Dokładając do tego papierosy, zapalniczki, telefon, okulary, aparat powoli się okazywało, że każda zmiana miejsca wiąże się z zabieraniem ze sobą całych zestawów

    Ehm.. jakby to powiedziec. Twoj problem wynika z nieogarnietej logistyki. Czytnik masz jeden i przeniesienie go w inne miejsce nie problem. Jak masz ksiazke w 4 miejscach to ten, tego, nadal musisz nosic ze soba papierosy, zapalniczki, telefon, okulary, aparat – co ma czytnik do tej kupy klamotów? :)

  34. @Arturro:

    Tylko nie porównujmy e-ink z lcd. To ostatnie można używać tylko incydentalnie. Inaczej oczy bolą.

    Incydentalnie? Kilkanascie godzin spedzam dziennie za ekranem LCD (kompy+tablet+smartfon, ksiazki czytam na tablecie, jestem krotkowidzem, nosze okulary). To kwestia odpowiedniego skalibrowania (ostrosc/jasnosc/kontrast/rozdzielczosc/dopasowane pod siebie fonty), nic wiecej. Zgodze sie, ze przy monitorze CRT albo gownianym laptopie z rozp* ekranem to męka. Ale podobna męką dla oczu sa książki ze zle dobranym fontem i zle wydrukowane – ja takich nie jestem w stanie czytac. Na kompie na szczescie moge skonfigurowac sobie monitor, aplikacje i fonty pod siebie :)

  35. dobrze, tylko dlaczego globalnie sprzedaż tych czytników spada?
    http://www.statisticbrain.com/e-reader-e-book-industry-unit-sales-statistics/
    https://www.theguardian.com/books/2017/mar/14/ebook-sales-continue-to-fall-nielsen-survey-uk-book-sales
    (PS dzięki Ci futrzaku za kontynuowanie tego blogu)

  36. Irokez:

    w odpowiedzi pozwole sobie zacytowac:

    „Of course, when Daunt talked about e-books disappearing, he was talking about the device you read books on, not the books. He admits that there may be a very good reason for this – most people who wants a Kindle now has one. “They don’t break. There are plenty of people who have one of the original ones who still use them. Short of dropping them in the bath, there is a very limited replacement market,” he says.
    Also, there are many who now read Kindle or Nook books, not on the machines themselves but on Kindle or Nook apps on iPads or other tablets. For many consumers it makes perfect sense to do it this way – saving on the need to have two separate machines.”

    (zrodlo http://www.telegraph.co.uk/culture/books/booknews/11335718/The-Kindle-is-dead-the-book-is-back.-Or-is-it.html)

  37. Tyle tutaj napisano ważnych słów, a ja… oczywiście mam dobry czytnik, ale są tam głównie fachowe książki i ok. 30 innych, tak… na wszelki wypadek. Dla mnie chyba nigdy żaden czytnik, nie będzie tym czym jest prawdziwa, papierowa KSIĄŻKA.

  38. @Futrzak
    „Jesli zas chodzi ksiazki o sztuce… cóż, sorry, ale zdjęcia w panoramie 360 stopni i z mozliwoscia obracania bija na glowe jakąkolwiek dwuwymiarowa, wydrukowana reprodukcje na papieprze. Po prostu.”
    Owszem, jak się ma 10 tys. plus, aby wydać na monitor, który jest w stanie poprawnie oddać kolory w porównaniu do rzeczonego druku. (Choć oczywiście zdolność rozróżniania kolorów jest cechą indywidualną, więc zgadzam się, że niektórym może nie robić to różnicy.)

  39. Karolina:
    przyzwoity laptop potrafi dobrze oddac kolory. Ja mam dwa:
    MacBook Pro (z 2011 roku, wiec staruszek juz)
    Dell XPS 15 (ten jest nowy, rozdzielczosc ma 4K)
    Oba oddaja swietnie kolory.

    Byc moze z 10 lat temu trzeba bylo wydac taka kupe kasy na monitor dobrze oddajacy kolory, ale dzis juz to nie jest problem ani tego rzędu kasa – wystarczy zwykly telewizor LCD za kilkaset dolarow podpięty do stacjonarki (jesli akurat nie masz laptopa) plus skalibrowanie tych kolorow.

  40. @Futrzak: W jakiej konfiguracji masz tego swojego Dell XPS 15?

  41. XPS-15-9550
    RAM 16GB (na slocie gdzie moge dolozyc nastepne 16GB)
    CPU i7-6700HQ 2.60Ghz x 8
    Karta graficzna Skylake GT2
    SSD 488 GB
    OS 64-bit ubuntu 16.04 LTS

  42. Trochę trudno odnosić się do argumentów mówiących o „prawdziwej, papierowej książce”, bo to jest wykluczanie innego punktu widzenia używając swojej definicji. I to takiej, której poprawność chyba niełatwo uzasadnić. Rozumiem, że „prawdziwość” liczy się od Gutenberga, ale nawet później introligatorka to było zadanie kupującego, nie wydawcy. I przez długi czas starano się jakością druku zastąpić urok porzuconych ręcznie malowanych przepięknych ilustracji. Aż przyszedł czas zastępowania prawdziwej skórzanej okładki (ach, ten dotyk, ach, ten zapach!) tekturą, a potem – połowa XIXw. – o zgrozo, paperbacki. I znikał świat dam trzymających w dłoni w altanie estetyczne tomiki a pojawiała się klasa robotnicza czytająca na nieszczególnej jakości papierze jakieś manifesty komunistyczne.

    No więc czym jest książka – nośnikiem treści (tak graficznych jak językowych) czy sumą doznań estetycznych?

    Co do zmęczenia rąk, karmią mnie w reportażach tysiącami scen w których widzę ludzi unoszących ręce na poziom stołu i wyraźnie kontrolujących wzrokiem pozycję znaków klawiatury – co jest szczególnie częste przy laptopach, które trudniej jest ustawić bardzo blisko ciała. No i widzę niekiedy znajomych z obandażowanymi nadgarstkami i mówią, że to przez pracę na komputerze. Nie kłócę się, ale uważam, że winna nie jest praca ani komputer, ale to, że zaniechali nauczenia się w ciągu miesiąca (20 minut dziennie) pisania bezwzrokowego i ich przekonanie, że klawiatura musi leżeć na biurku a nie na jakimś oparciu (u mnie: deseczka) ułożonym na kolanach. Ręce w zwisie, co jest im bardziej naturalne i zgodne z ogólnym zwisowym nastawieniem do problemów, które ludzie sami sobie tworzą.

  43. @andsol:
    wlasnie. Dzieki za przypomnienie europejskiej historii ksiazki (bo ona w Chinach na przyklad nieco inaczej wygladala, wszak wynaleziono tam druk wczesniej, ale srednio stosowal sie do ichniejszego pisma) i tego czym ona wlasciwie jest.

    Czasami odnosze wrazenie, ze bardzo wiele ludzi broni zawziecie starego nosnika, bo nie nauczylo sie jeszcze w pelni korzystac z mozliwosci nowego. Od razu na mysl przychodza mi tutaj klasyczne biblioteki z ich niekonczacymi sie katalogami wyszukiwania na fiszkach w szufladkach. Jak sie nie pamietalo dokladnie ani tytulu ksiazki ani poprawnie zapisanego nazwiska autora, to łooooooooooo dlugie godziny szukania. Ba. Cale studia wyzsze bibliotekoznawstwa wynaleziono, zeby szkolic personel obslugujacy naprawde wielkie biblioteki.
    A dzis? Relacyjna baza danych, sprawne poslugiwanie sie operatorami logicznymi. Ba, tego ostatniego juz nawet nie trzeba, bo sa dzis interfejsy do zaawansowanego wyszukiwania ktore nawet dzieci z podstawowki rozumieja…

    No i fakt, trzymanie łap w gorze i gapienie sie na klawiature psuje ergonomicznosc koszmarnie.

  44. Ależ Kindlem wcaaaale się nie szpanuje ;p Wcale. Tak naprawdę ani papierowe książki, ani czytniki nie powinny być używane wyłącznie do podkreślania statusu społecznego. Chociaż owszem, bywa i tak. Ale będę bronić papieru – chociażby dlatego, że lektura jest mniej bolesna dla oczu w porównaniu z tabletem czy smartfonem. Ebooki więc wybieram raczej na podróż. Ale jeśli mogę, wybieram papier. A książka (podobnie jak kolej i radio) nie umrze. I jest to chyba zdrowy snobizm.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: