Napisane przez: futrzak | 28 maja 2017

Jeszcze o kuchni urugwajskiej

Pisałam już wcześniej, że oryginalnością nie powala. Jeśli już czymś, to jakością składników (witamy w krainie mięsożerców). Niemniej, zdarzają się im genialne połączenia. Na przykład pasztet – wiadomo, foie gras i innym topowym francuskim nie dorównuje ale….mają tutaj taki własny, co go nazywają pate campagna. Powiedzmy, że nazwa jest dalece myląca.
Pierwszy raz kupiliśmy go ze dwa lata temu i wydał się nam dziwaczny nad wyraz: jakiś taki ostry smak, kupa zielska i w ogole..eeeee…taaaam….A potem, potem spróbowaliśmy paszteciku pod tutejsze czerwone wytrawne wino Tannat. BINGO! Absolutna rewelacja. Jedno z drugim komponuje sie genialnie, a pasztet bez wina taki no, średnio nadający się do konsumpcji…

Dziś Chłop dokonał analogicznego, epokowego odkrycia. Najpierw ser – „gruyere picante”. Na targowisku był zapakowany w oddzielną tackę, owinięty szczelnie folią. Podano nam do spróbowania. Znów, nie do końca jak szwajcarski gruyere, taki młody jeszcze i dosć miękki, ale wali już na kilometr :))) – zapewne potemu był oddzielnie zapakowany, żeby wrażliwych tubylców nie odstraszać. No nic, po spróbowaniu kupiliśmy. No i dylemat – ser bardzo dobry, i w ogóle, ale taki ostry, że faktycznie – jak zeżrec te pół kilo???
No ale.
Poszlismy na zakupy do tutejszego supermarketu i nawinęła się rzeczoprzyprawa słoikowa ulubionej marki tutejszej czyli „Del Gaucho”. Nazywa się to „pesto” ale z klasycznym włoskim pesto nie ma nic wspólnego, może poza bazylią. Skład: bazylia, czosnek, pietruszka naciowa, olej slonecznikowy, ocet, kwasek cytrynowy…. eeee uuuuu….ja się przestraszyłam, bo wyobraźnię smakową mam na tyle rozwiniętą, ze juz na koncu jezyka czułam, co to będzie. Ale Chłop sie uparł, więc kupiliśmy.

Nastąpiło otwarcie. Smak taki, jak przypuszczałam. Nic to, nada się jako sos do wołowiny z parilli, ot następne chimichurri….ale Chłop posmarował śmierdzącego gruyera i zeżarł.
Żarł dalej, kroił i żarł, az zaczeło to wyglądać podejrzanie, więc sama spróbowałam. BINGO! Następna rewelacyjna kombinacja :)))))

MNJAM :)

Advertisements

Responses

  1. kiedyś organicznie nie znosiłem dwóch ziół: anyżu i bazylii właśnie… potem któraś kobitka zaczęła mi przemycać bazylię do ryb… pasowało… potem sam zacząłem eksperymentować z bazylią, nawet zacząłem przeginać, tak jak ten marynarz z piosenki z pieprzem… po jakimś czasie sytuacja się wyrównała i problem bazylii znikł… jak te gusta potrafią się zmieniać przez lata…
    ale z anyżem tak łatwo nie pójdzie!… pastisa, ouzu czy mastiki nie tknę nawet na największym kacu /co prawda kaców nie miewam od dawna, ale tak się mówi gwoli ekspresji/…
    p.jzns :)…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: