Napisane przez: futrzak | 22 Maj 2017

Lekarstwo na biedę

najlepsze, wg tuzy wyspiarskiej polityki, Theresy May, to praca.

I think work is the best route out of poverty
.

To zupełnie tak samo jak z utonięciem – najlepszym lekarstwem na utonięcie jest umiejętność pływania! Nie wiem, zupelnie nie wiem, dlaczego jak ktoś się topi, nie powiedzieć mu, że przecież sam sobie winien – siedział i nic nie robił, zamiast uczyc sie pływać! Jakby sie nie lenił, to dziś nie byłoby problemu, nie? I dlaczego w ogole reszta spoleczenstwa ma mu pomagac, ze swojej ciezkiej krwawicy placic za jakies kola ratunkowe, ratownika czy łodzie?

Reklamy

Responses

  1. Tylko, ze ona to zapewne powiedziala w odniesieniu do UK. W typowy dla Brytoli sposob, pewnie chciala przekazac, ze lebry maja sie zabrac do roboty, ktorej jest od cholery i troche, bo era slodkiego nierobstwa i zycia na welfare, na koszt innych, to przeszlosc. Czy tak faktycznie bedzie czy nie to inna sprawa.

    Zaden z tych „homeless” ci nie powie „help me get out of this mess”. Ich tylko interesuje spare change, na nastepna butelke belta.

    UK to nie US. Tutaj nie ma ludzi bezdomnych i prawdziwie bezrobotnych. Kazdy kto tu pomieszkal troche to wie.

  2. I w zasadzie dobrze powiedziała. Ostatnio pod sklepem zaczepiła mnie babka o „parę złotych na chleb”. Zaproponowałem jej obiad i pięćdziesiąt złotych za umycie okien w biurze których nie mam czasu dotknąć od zimy. (Jakieś 2 godziny pracy) Co usłyszałem w odpowiedzi?
    – Sp…laj…

  3. I drobne rozwinięcie z własnych obserwacji mieszkańców popegerowsich wsi. Zasadniczo dzielą się na dwie grupy. Ludzi którzy wzięli się ostro do roboty, obabiają kawałek pola (albo już nawet całkiem spore hektary) pracują w firmach, świadczą usługi i ogólnie imają każdego zajęcia żeby fajnie żyć, oraz trolli okupujacych ławeczki pod gminnym ośrodkiem pomocy społecznej na zmianę ze sklepem, a których można ewentualnie wyciągnąć za uszy do roboty (często za namową żon) ale broń Boże dać forsę do ręki bo następnego dnia zalegają znów pod sklepem – bo swoje już zarobili i na fajki starczy…

    Tak sobie myślę że odcięcie socjalu mogłoby mieć zbawienny wpływ na postawę ten drugiej kategorii, a konieczność zarabiania na utrzymanie rozruszałaby sporo inicjatywy i wymusiła jakąkolwiek przedsiębiorczość.

  4. nuccio:

    Ok, podpytalam znajomych, ktorzy mieszkaja w UK jak to wyglada.
    Odpowiedzi w zasadzie sprowadzaja sie do tego, ze:
    „Utrzymać się – czasami. Wyjść z biedy – na pewno nie. Ledwo wystarcza na pokrycie podstawowych potrzeb, na pewno nie da się oszczędzić.”.

    I jeszcze:
    „Zależy gdzie w UK,w Irlandii Północnej system przyznawania zasiłków jest dość okrutny, ale i tak bardziej liberalny niż w Anglii. Np. musisz wziąć pracę w sklepie w niepełnym wymiarze godzin, bo Urząd Pracy ci kazał, ale to, co zarabiasz nie wystarczy na utrzymanie. Warto dodać, że pensja minimalna jest okej i w niektórych rejonach spokojnie wystarcza na utrzymanie ALE jeżeli pracujesz w pełnym wymiarze godzin. Niestety, coraz więcej sklepów (głównie supermarketów) zatrudnia wszystkich na kontrakty w wymiarze 1/2 lub 1/3 etatu (piękny, kapitalistyczny wynalazek zwany zero-hours contract), więc czasem nie łapią się już na zasiłki (ewentualnie mogą dostać coś na dzieci), a utrzymanie się z tego, co zarobią jest niemożliwe.”

  5. BTW: jakis procent bezdomnych to sa owszem, alkoholicy. Często jest tak, ze popadaja w alkoholizm, bo nie sa w stanie zniesc zycia na ulicy.

    Co sklania was do myslenia, ze odcięcie jakiejkolwiek pomocy magicznie leczy z uzaleznienia? Bo praktyka z wielu krajow swiata pokazuje cos wrecz przeciwnego: tacy ludzie postawieni pod sciana uciekaja sie do dzialan skrajnych: wchodza na droge przestepstwa, przy czym im większy głód tym wieksza desperacja i moga sie posunac i do morderstw. Czesc popelni samobojstwo, przy okazji pociagajac za soba innych.
    Tak to wyglada w praktyce.

    Z tejze praktyki wiadomo rowniez, ze udzielenie im fachowej pomocy w wyjsciu z uzaleznienia jest początkiem wyjscia z klopotow. Tak – początkiem – bo nikt, kto jest uzalezniony, nie bedzie w stanie utrzymac zadnej pracy. Nie wiem, wam serio wydaje sie, ze z uzaleznienia, depresji i takich tam wychodzi sie o – PSTRYK – strzelimy palcami i juz przejdzie na zyczenie? Serio? Myslicie, ze ulica oferuje tak oszałamiający styl zycia, ze ludzie to po prostu wybierają, bo to latwiejsze niz praca??
    A wiecie, ze prawie połowa wszystkich bezdomnych w USA MA PRACE??? I ze ta praca po prostu nie wystarcza na utrzymanie sie?

    Serio myslicie, ze jak spotykacie tych samych kilku panow pod sklepem, to sa oni przekrojem spolecznym i akuratna reprezentacja wszystkich bezdomnych, bezrobotnych i zyjacych w nędzy w kraju????

  6. Temat mega trudny, ale z własnych obserwacji wiem, że większość ludzi jest oportunistami. Dopóki jest łatwe/znajome, ale mało – większość trzyma się tego i nie szuka czegoś lepszego. Podobnie jest z pomocą społeczną: są ludzie, którzy od lat znają ścieżki dojścia do tych profitów i nie chcą ich porzucić na rzecz pracy. Jak trzeba trochę więcej, to gdzieś przyrobi na czarno, ale szukanie pracy i utrzymanie się w niej – wstawać co rano i wytrzymać do szesnastej – to już wydaje się ponad siły. Tak wygląda rzeczywistość w PL. Natomiast rzeczywiście, słowa brytyjskiej premier najlepiej rozpatrywać w kontekście Wielkiej Brytanii, bo inaczej dyskusja rozjeżdża się na cztery świata strony…

  7. Nigdzie nie napisałem że ci panowie mają jakieś problemy z alkoholem. Po prostu nie chce im się wysilać kiedy wszystko co do przeżycia potrzebne dostaną za darmo.

    Nie wiem czy w USA połowa bezdomnych pracuje, wiem za to, że u nas pewnie 85% bezrobotnych (choć statystyk nie szukałem) ma własne mieszkania czy, na wsiach, domy.
    Co znaczy, że pomimo braku pracy mają jakiś majątek i źródło jego utrzymania i to na tyle dobre żar na etat nie opłaca się iść. ..

    Czyżby social?

  8. pragnę przypomnieć, że swojego czasu inna premier UK straciła stołek, bo jej się wypsło coś w tym guście, że „jeśli ktoś jest biedny, to sam jest sobie winien”…
    tak naprawdę, to nie chodzi o to, czy to jest prawda, czy nie, czy może jakoś tak pośrodku… w polityce nie chodzi o poszukiwanie prawdy i jej artykułowanie, lecz o to, by artykułować właściwe kwestie we właściwym momencie, zaś sama ich treść jako taka nie jest istotna… tamta premier źle się wstrzeliła swoim tekstem w istniejące koordynaty czasoprzestrzenne i poszła na grzyby…
    p.jzns :)…

  9. Porównanie chyba nie do końca trafione: sporo znam ludzi, którzy co prawda wierzą w to, że na wszystko muszą sami zapracować, a jednak tonącemu by pomogli bo to jest tak jakby ponad podziałami.
    Ale jesli tonący jutro tez bedzie potrzebował wyłowienia, pojutrze tez, itp. to juz inna sprawa. Nikt wyrywnie sam sie nie bedzie zgłaszał zeby go pilnować.

    Poza tym, ratownik tez nie siedzi tam za darmo, ktoś musi mu zapłacić. Można wyratowanemu wystawić rachunek po całej akcji. To jest np. różnica miedzy polskim Topr a ratownikami ze Słowacji. I jakoś Polacy jeżdżący w Tatry slowackie maja polisę, a idąc do Morskiego Oka dzwonią po darmowe Taxi pod wieczór.

  10. Jaką „better way” proponuje futrzak? Bo przypominanie ludziom, że bogactwo bierze się z pracy, że są panami własnego losu itp. wydaje mi się całkiem rozsądną retoryką.

    W Polsce dla odmiany politycy mówią, że my biedni, bo jest spisek przeciwko Polsce.

  11. Łukasz:

    Retoryka nic nie dala nigdzie nikomu. Dokladna droga wychodzenia z biedy powinna sie zaczac od analizy sytuacji w danym kraju.
    Wmawianie ludziom, ze „jestes panem wlasnego losu” to neoliberalne oglupianie i ignorowanie problemu.

    W USA bieda bierze sie stad, ze przecietne place stoja od 3 dekad w miejscu, za to koszty zycia wzrosly o kilkaset procent – zwlaszcza koszty wynajmu, edukacji i healthcare. Normalna praca – juz nawet nie za minimalna federalna – nie wystarcza na utrzymanie, a jesli ktos ma pecha i np. dopadnie go jakis wypadek i wizyta w szpitalu to po prostu bankrutuje i ląduje na ulicy. Przy takich kosztach nie da sie wyjsc z biedy i nie da sie podniesc kwalifikacji, zeby dostac lepsza prace bo niby za co, jak na rachunki nawet nie starcza? Food stamps to w najlepszym razie starcza ledwie na jedzenie, zadnych innych socjalow nie ma, zeby dostac zasilek to trzeba przeproacowac co najmniej 12 mies w czasie ostatnich 18, a i tak ten zasilek to ledwie 30% ostatniej pensji, z tego sie nie da wyzyc.

    UK dzielnie zmierza w tym kierunku.
    W Brazylii, podobnie jak w Indiach i wielu innych krajach 3-go swiata bieda byla endemiczna. Za rządów Luli wprowadzono program wychodzenia z biedy Bolsa Familia. Polegal on z grubsza na tym, ze panstwo placilo rodzinom ze slumsow pieniadze na to, zeby dzieci ukonczyly szkoly. Warunkiem jednak bylo uczeszczanie przez dziecko do szkoly i jej ukonczenie. W ten sposob przez prawie 2 dekady klasa srednia zasilila sie o 30 mln ludzi. To wiecej, niz ludnosci ma cala Polska.

    Tam, gdzie jest chroniczne bezrobocie, przypominanie ludziom, ze „bogactwo bierze sie z pracy” jest jak plucie w twarz. Rowniez sugestie, ze „to wyjedz tam gdzie jest praca” mozna sobie w d* wsadzic, bo ludzie zyjacy w nedzy nie maja pieniedzy na podroze, przesiedlanie – nie wspominajac juz o tym, ze na nowym miejscu nikt na piękne oczy i za darmo nie odnajmie dachu nad glowa. Ze ludzie siedza na wsiach i nie chca sie ruszac? Jak ktos ma dom po rodzinie, to jest to jakis dach nad glowa – przynajmniej nie bedzie spal na ulicy. Przeniesienie sie do Wawy to sa koszty kilku tysiecy zlotych, prosze sobie zobaczyc ile kosztuje wynajem, ktory przeciez trzeba oplacic z gory, trzeba miec tez kase na przezycie pierwszego miesiaca -dwoch zanim sie jakiejs pracy nie znajdzie. Skąd? Jak wszelakie prace dostepne na miejscu, bez dodatkowych kosztow, to sa jakies smieszne grosze? Wydaje wam sie, ze przy zbieraniu owocow w Polsce przez miesiac sezonu zarobi sie 6-7 tys. na wyjazd do Wawy czy innego duzego miasta? To moze sprawdzilibyscie stawki?

    A moze sprawdzcie tez ile mozna dostac od pomocy z gimny? To jest wystarczajaco, zeby nie umrzec z glodu, ale za malo, zeby zmienic swoja sytuacje. A jak wam sie wydaje, ze sie da, to prosze, od jutra zaczynacie zycie za minimalna krajowa, bez pomocy z zewnatrz, bez swojego mieszkania, bez dostepu do konta w banku ani mozliwosci sprzedania obecnego dobytku. Pol roku takiego eksperymentu i pogadamy, ok?

  12. A tu jeszcze link o tym, jak rączo UK zmierza w strone USA w temacie wchodzenia ludzi w biedę:
    https://www.theguardian.com/education/2017/may/23/homeless-teachers-ashamed-housing-crisis-professionals?CMP=fb_gu

    Oczywiscie to jej wina, i jej podobnych nauczycieli i innych ludzi, ktorzy co prawda maja prace, no ale wiadomo, jakby sie nie lenili, to bym im czynsz nie skoczyl raptem o 80% w górę…

  13. @Łukasz – z ciekawością czytam te teksty @futrzaka. Są one niejakim zaprzeczeniem prezydenckiego „zmień pracę”. Faktem jest, że koszty życia w PL także rosną dość mocno. Głupie śmieci poszły w górę w zależności od rodzaju 300-500% od wprowadzenia ustawy śmieciowej. Opowieści, że minimum egzystencji to jest ca 500zł/mies to brednie do kwadratu. Tyle może wynosić żywienie, ale spać pewnie będziesz pod mostem. Utrzymanie domu to ca 1 tys/mies, taniego mieszkania własnościowego ca 500zł/mies. I nie mówię tu o jakiejś możliwości malowania, naprawy dachu, czy kupna mebli – to już się nie mieści. To jest kanibalizacja stanu posiadania. Problemem nie tyle są płace, ale ile ci zostaje. Co z tego, że zarabiasz 100 tys jak koszty masz 99 tys ? Nie wiem na ile @futrzak opisuje blasków Urugwaju, a jakie cienie pomija. Ale ciekawi mnie, że niby u nas nic się nie da, a tam się da.

  14. korposzczur:

    w jakim sensie mowisz, ze „tam (czyli w urugwaju) sie da”?

  15. Np rentowność nieruchomości. Kiedyś też pisałaś o światłowodach i energetyce. Być może to tylko twój sposób przekazu.

  16. korposzczur:
    ale o nieruchomosciach mowisz w kontekscie tego czy oplaca sie zaciagac kredyt czy jak wyglada wynajem w Urugwaju?
    Bo o wynajmie to pisalam, fakt. Kredyty tez wygladaja lepiej, bo jest banco republica oraz hipotecario – znow panstwowe i one z definicji sa „proludzkie” a nie banksterka nastawiona na łojenie skóry naiwnym.

    A swiatlowody i energetyka lezy w gestii panstwowej firmy, ktora jest dochodowa a nadwyzki inwestuje w infrastrukture. Wot i cala tajemnica..

  17. Napisz co konkretnie cie interesuje to moze jakis wpis tematyczny sie popelni :)

  18. Odbieram twoje życie tam jako swego rodzaju lajt choć pewnie o wielu rzeczach nie piszesz. Zastanawia mnie ta pochwała organizacji tego kraju, gdzie wszystko wydaje się takie poukładane. Wszystko działa. Być może to kwestia twojej osobowości, sposobu przekazu, stylu życia. A może to tylko ja inaczej odbieram :):):) Ciekawostką dla mnie jest też, że poglądy prezentowane przez ciebie, na znanych mi forach ekonomicznych zyskałyby opinię socjalnych i są w dużej sprzeczności z poglądami prezentowanymi w PL w ostatnich paru latach. I nie wiem czy „da się” naprawdę, czy tylko to mój błąd postrzegania.

  19. korposzczur:
    Bo zycie tutaj jest spokojne i lajtowe, faktycznie tak jest. Dla emigranta najwiekszy problem to… znalezienie sobie pracy/zajecia. Bo Urugwaj to maly kraj i rynku na pierdoly, szołbiznesy i bog wi co nie ma tutaj.No i jeszcze jezyka sie trzeba nauczyc bo po angielsku na codzien nie dasz rady.

    Organizacja powiedzmy sobie nie jest mocna strona Urugwajczykow, bo jednak im sie nigdzie nie spieszy. Niemniej, maja poczucie, ze to ich panstwo i ono ma dzialac dla ludzi, a nie dla oligarchii czy jakichs popieprzonych idei.
    Kluczowe dla rozwoju i ludzi dziedziny – takie jak energetyka, telekomunikacja, wodociagi – sa panstwowe i takie byly zdaje sie od lat 30-tych czy 40-tych. Tutaj nie bylo, jak w Argentynie, prywatyzacji na bandyckich zasadach i wyprzedazy wszystkiego. No to dziala.

    Moje poglądy są bardzo bliskie temu, co w Polsce propaguje partia Razem.

  20. @korposzczur
    ” są w dużej sprzeczności z poglądami prezentowanymi w PL w ostatnich paru latach” I może właśnie dlatego życie w Polsce tak bardzo rozmijało się przez ostatnie lata z poczuciem spokoju i bezpieczeństwa.
    Z kategorii „da się”: W Urugwaju państwowy bank udziela kredytów mieszkaniowych na 25 lat ze stałą stopą procentową. Nie super niską ale uczciwą: 6,5-7%. Jak to możliwe przy otwartym rynku walutowym, niezbyt wielkim systemie kapitałowym oraz dość wysokiej inflacji? Otóż kredyt jest udzielany w jednostkach indeksowanych do siły nabywczej. Którego to indeksu nie wymyśla sobie bank, tylko jest zrobiony ustawowo. Da się? Da. To można było bez trudu zrobić w Polsce lat 90-tych, kiedy problemy były podobne. Albo od razu jako część planu „Balcerowicza” i nie wydoić z kapitału kompletu firm.
    Wielu innych rzeczy się nie da. I z grubsza rzecz biorąc podział jest według własności- państwowa działa dobrze lub wzorowo, niektóre spółdzielnie są jakoś zarządzanie, prywatne firmy to jest byleco, dno lub tragedia. Tragedia wtedy, gdy te prywatne firmy robią coś istotnego dla ogółu społeczeństwa- jak np. transport publiczny, który jest denny.

  21. Thx. Dla mnie dziwnym jest, że to działa. Być może Urugwaj jest mało łakomym kąskiem – w końcu jest 2x mniejszy jak PL i ma 10x mniej ludności. Za mało ludzi do obrobienia:) Z ciekawości – ile wynosi średnia emerytura do średnich (czy mediany) zarobków ? A to jak się ma do kosztów utrzymania ? Jak tam wygląda opieka zdrowotna ? Może taka notka ? Plusy i minusy życia w Urugwaju ? Wiem, jestem leń, szukaj w necie :):):) Ale mimo wszystko ty sporo postrzegasz przez pryzmat PL czy USA.

  22. @RE – czyli obniż wymagania, a obniżą wobec ciebie plus zyskasz spokój i jakieś perspektywy ?

    „podział jest według własności- państwowa działa dobrze lub wzorowo, niektóre spółdzielnie są jakoś zarządzanie, prywatne firmy to jest byleco, dno lub tragedia.” – hahahahhaha. Toż to antyteza ostatnich lat !

    Zmęczony jestem atmosferą w PL, dlatego tu sporo „droczę się” z @futrzakiem. Ale to wszystko takie nierealne jak 26 dni urlopu dla Amerykanina :):):)

  23. @korposzczur
    Służbę zdrowia i system emerytalny w latach 90-tych zreformowano według tego samego schematu co w Polsce, więc działa w sposób chaotyczny, nierówny i z uprzywilejowywaniem nielicznych, co większych cwaniaków i tworząc dziury dla działalności czysto kryminalnej. Ten sam plan reformy, te same efekty.
    Za to ludzie, związki i opozycja (a dzisiejsza władza) zablokowały prywatyzację. Nieco w tym pomogła prywatyzacja sieci wodociągowej w części aglomeracji Montevideo, po której ludzie bardzo szybko zobaczyli jak działa „efektywna własność prywatna”, „niewidzialna ręka rynku” i co tam jeszcze. Wyrzucono odpowiedzialnego ministra od razu, prywatną firmę przy najbliższej okazji, a potem rutynowo, przy każdym pomyśle prywatyzacyjnym opozycja i związki zbierały podpisy dla obowiązkowego referendum. Tak zablokowano WSZYSTKIE prywatyzacje.

  24. @RE – chyba mnie wkręcasz. Szkoda, że wycieczki do Urugwaju 3x droższe jak do Chin. Sam bym to chętnie zobaczył, choć turysta zwykle i tak nie widzi 90%.

  25. korposzczur:
    dlaczego uwazasz, ze RE cie wkręca? Tak bylo, to mozna sprawdzic, nie sa to informacje wyciagnięte z tyłka. Tak dziala spoleczenstwo obywatelskie i Urugwaj nie jest tego jedynym przykladem, tyle ze kazdy dziwi sie ze to panstwo lezy w Am Pd a nie gdzies w Europie.

    A co turysta zobaczy w Montevideo? W porownaniu z Polską przede wszystkim drozyzne w sklepach – bo praktycznie wszystko importowane jest drogie; ceny nieruchomosci, nawet w stolicy, tansze od tych z duzych polskich miast; koszmarna komunikacje w Montevideo w postaci starych, kopcacych i rozklekotanych autobusow (prywatny uklad korupcyjny w powiazaniu z magistratem miasta); organizacja ruchu z lat 80-tych; kilometry terenow zielonych, parkow i przestrzeni publicznych przy wybrzezu, gdzie setki Urugwajczykow spędzaja wolny czas albo na siedzeniu z mate albo graniu w piłkę.
    Tu zycie plynie powoli i niespiesznie, nie ma tej morderczej walki o wszystko jak w Polsce.

  26. @futrzak – aż sprawdziłem :):):) @RE zamknął to w paru zdaniach i wyszło, że to takie proste, że aż niemożliwe (dla mnie). I nie powiem, że nie zazdroszczę takiego życia. A skrót życia prezydenta http://joemonster.org/art/31386 brzmi jak bajka dla dzieci :):):)

  27. korposzczur:
    A bo ja wiem czy bajka byla walka w skrajnie lewicowej partyzantce? W Polsce wielu nazywa to „czerwonymi mordercami”.
    Siedzenie w pierdlu przez tyle lat tez bajka nie bylo, nigdy sie z tego do konca zdrowotnie nie podniosl.
    BTW: w brazylijskiej partyzantce tez brala udzial a potem siedziala w pierdlu i byla torturowana eks-prezydentowa Brazylii, Dilma. O tym sie w Polsce nie mowi.

  28. Marzy mi się taki eksperyment z jakąś Theresą May, której zabiera się dostęp do majątku i gotówki, wrzuca na zadupie w Northumbrii, zabrania wszelkich kontaktów z dotychczasowymi znajomymi, dorzuca się chorą starszą osobę i 1 dziecko do opieki i wyznacza cel „Fight for success!”. To mógłby być jedyny sensowny reality show w TV.

  29. mall:
    od dawna jestem zdania, ze kazdy polityk, zanim wejdzie do parlamentu, powinien przechodzic obowiazkowe szkolenie: przezyc przez pol roku za pensje minimalna, bez dostepu do swojego konta bankowego, oszczednosci i znajomosci.

  30. @RE, @futrzak – ponieważ stoczyłem dziś gorącą dyskusję: dlaczego Urugwaj ma zadłużenie jedynie ok 48% PKB ? Inflacja średnio z 10 lat ok 8-9%/rok. Mają państwowe główne gałęzie, a jak ogólnie (w PL) wiadomo są one nierentowne i trzeba dokładać. Wg poglądów powszechnie panujących powinni się zadłużać expresowo. Z drugiej strony czytam na stronie Ayesy: „Ayesa jest firmą mającą jasno zdefiniowaną tożsamość korporacyjną” – państwowe korpo ? To jak z „powolnością” Urugwajczyków, no i przecież korpo jest żeby doić, a nie dawać :):):) Ogólnie – jak to się kręci, że deficyt mniej więcej trzymają w ryzach, są w stanie się modernizować.

    Za Chiny nie jarzę jednego: w PL – tyraj albo zdychaj, 500+ to rozdawnictwo hołocie, abonament TV to złodzieje, ZUS/skarbowy to samo, itd itp. A Urugwajczyk płaci 30% PIT i ……. ? Jest szczęśliwy, bo luz ?

  31. @korposzczur
    ayesa?
    Poza tym infrastruktura jest od tego, ze ma służyć wszystkim, finansować siebie i w razie potrzeby też kraj.
    Dlatego państwowe nie są piekarnie, a po prostu najważniejsza infrastruktura. Która ma rentę monopolistyczną i może kasować dowolne kwoty za swoje usługi. Ale te kwoty są albo reinwestowane, albo trafiają do budżetu. Teraz trwa pewna konsolidacja budżetowa, więc UTE (energetyka) ma narzucone spowolnienie inwestycji i zwiększenie wpłat do budżetu. I to jest coś prawie z 10% dochodów.
    Za to międzynarodowe banki marudzą, że „w Urugwaju nie da się zarabiać” i generalnie si chcą wynosić.

  32. korposzczur:
    Urugwaj ma wciaz spore zadluzenie dlatego ze gospodarka zalamala sie w 2001 roku gdy Argentyna zbankrutowala. Wtedy Urugwaj nie oglosil bankructwa, ale wladze zdobylo Frente Amplio i zdecydowali, ze beda powoli splacac dlugi, co robia do dzis. Nie chcieli niszczyc reputacji kraju jako stabilnego i godnego zaufania.

    Jak to sie dzieje, ze trzymaja deficyt w ryzach? No bo u wladzy jest rząd i koalicja, ktorej zalezy na losach wlasnego kraju i ktora rozumie, ze zapozyczanie sie prowadzi donikad, a kraj nie jest od pasienia miejscowej oligarchii. A jak tylko cos gdzies zbacza z tej sciezki, to ludzie wychodza na ulice, strajkuja i protestuja.
    Urugwajczyk placi podatki (dopoki nie zarabiasz duzo placisz nizsze niz 30%, oj duzo nizsze) i rozumie, na co te podatki ida (notabene firmy placa duuuzo wiecej niz w Polsce). Nie uwaza, ze najlepsza opieka zdrowotna jest prywatna, bo wiekszosc ludzi wie, ile ona kosztuje w USA. Owszem, narzekaja, ze dziury w drogach, ze gowniana komunikacja miejska w Montevideo, ze to i tamto, ale godziny pracy sa swięte, weekend swięty, prawa pracownicze swięte. Tu nie ma wyznawania kultu pracodawcy-swiętej krowy. Oni rozumieja, ze kraj jest ich i jak sami se czegos nie zorganizuja i nie zrobia, to z nieba im nie spadnie. Maja kompleksy, ze sa mali, ze zadupie, ze tu sie nic nie dzieje – ale z drugiej strony rozumieja co to dobro wspolne, nikt nie podwaza istnienia panstwowego szkolnictwa, opieki zdrowotnej, prawa pracy, istnienia panstwowego telekomu, energetyki etc.

  33. @futrzak, @RE – dzięki.

    Ayesa – mój błąd szukania na szybko :) PIT 30% – nie sprawdzałem możliwych odliczeń, zauważyłem, że jedynie podnieśli kilka lat temu z 25%. Thx.

  34. A jak krajowe banki się miewają, jeśli akurat macie jakieś rozeznanie?
    Czy w Urugwaju jest odpowiednik KNF / odpowiednie przepisy, które grzmią, jeśli bank za mało ma własnych $ w porównaniu z udzielonymi kredytami?*

    *w Polsce dużo rzeczy jest do kitu, ale ten link wydaję się sugerować, że akurat nadzór w PL jest.. hmmm, ok?** https://www.money.pl/banki/wiadomosci/artykul/wyplacalnosc-bankow-rosnie-nbp-podal-nowe,224,0,2153440.html

    ** fakt że było Amber Gold… i SKOKi… [choć nie wiem kto tu dokładnie nawalił

    Co do długu państwowego: https://tradingeconomics.com/uruguay/government-debt-to-gdp – ten wykres sugeruje, że dług ostatnimi czasy rośnie…
    Czy orientujecie się, czy jest jakiś akt prawny regulujący dług, tak jak polskie 60% PKB?

    „ale godziny pracy sa swięte, weekend swięty, prawa pracownicze swięte.”

    Jeśli mogę spytać, jak ma się instytucja nadgodzin [czy się słyszy, że ludzie robią; jeśli tak, czy okazyjnie/regularnie; co jest w zamian: 1.x+ zwykłej godzinowej stawki, czy urlop do odebrania potem? ]

    ***side note: przeraził mnie Twój wpis w innym wątku nt. nadgodzin w Stanach… [że wliczone w pensję ludzi ponad bodajże trzydzieści kilka tysięcy USD / rok] – w Polsce, z tego co pytam po ludziach, to głównie nadgodziny = urlop, tyle że moja próbka badawcza w ogóle stosunkowo mało nadgodzin robiła…

  35. Matt Macief:

    Odnosnie banków to RE odpowie, ja nie bardzo sie orientuje.

    Jaka jest ustawa dotyczaca nadgodzin nie wiem (ha, warte sprawdzenia i na nastepny wpis :). Natomiast jak pracuję tu 2 lata to nie zauwazylam, zeby ktokolwiek pracujacy na etacie jakies nadgodziny wyrabial. Ludzie zrobia 8 godzin i ida do domu. Jutro tez jest dzien :)

    A w USA tak – jesli pracujesz na etat to pracodawca ma prawo wymagac nadgodzin, a jesli zarabiasz wiecej niz 26 tys. rocznie (sprawdzilam – Obama usilowal ten threshold podniesc do 46 tys, bo byl przez dekady nierewaloryzownany, ale republikanie to utrącili w kongresie) to te nadgodziny nie beda dodatkowo platne. Ot, takie nowoczesne niewolnictwo :-/

  36. @Matt Macieff
    Tym się zajmuje bank centralny, jest w nim stosowny wydział. Przy własnym pieniądzu po prostu musi być.
    Lwia część systemu finansowego i absolutnie największy bank detaliczny to jest państwowy Banco de la Republica, gdzie kwestii ryzykownych zachowań finansowych raczej nie ma.
    Kiedyś problemem były krajowe banki prywatne, które bawiły się w bardzo różne rzeczy typu ryzykowne spekulacje pranie pieniędzy i obsługę transakcji narkotykowych. Wszystkie zakończyły działalność w 2002. Od tego czasu nadzór jest znacznie poważniejszy, a od kilku lat pranie pieniędzy jest coraz staranniej tępione, nawet najlepsi w branży jednak chcą się wynosić (HSBC- „Tradycja finansowania przemytu przemytu heroiny już od 180 lat”)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: