Napisane przez: futrzak | 25 stycznia 2017

Alimenciarze

Niedawna afera z fakturami Kijowskiego pokazała – przy okazji – że niepłacenie alimentów na własne dzieci to sprawa społecznie akceptowana w Polsce i no big deal, o ile ojciec JAKIEŚ pieniądze płaci (wtedy już nie będzie przez sąd zakwalifikowany jako uporczywie unikający). Oczywiście, protestują kobiety i matki, bo to one muszą (najczęściej) tyrać na dwóch etatach żeby siebie i dzieci jakoś wyżywić.

Jak spojrzeć na konkretne dane, to reczywiście smutno to wygląda:
Wg. Krajowrgo Rejestru Długów, dług alimentacyjny (rok 2016) przekroczył 10 miliardów zł. W bazie znajduje się 305 tysięcy nierzetelnych rodziców, aż 95 procent to ojcowie. Średnio do oddania dzieciom mają prawie 33 tysiące złotych.

Powszechnie stosowanym unikiem jest to, co robił Kijowski: nic nie mam, pracy nie mam, a te pieniądze co dostaję to też nie moje, tylko mojej drugiej żony, przecież wpływają na konto jej firmy.
Albo: panie, ja tu ciężko na budowie haruję, minimalną krajową dostaję, ledwie samemu na chleb mi starcza – i faktycznie na legalnej umowie ma tylko minimalną krajową, i jak mu udowodnisz, ze bierze więcej?

Reklamy

Responses

  1. W bazie znajduje się 305 tysięcy nierzetelnych rodziców, aż 95 procent to ojcowie. – Jest tak, gdyż w przytłaczającej większości przypadków sąd przyznaje po rozwodzie prawa do opieki nad dzieckiem matkom, nie ojcom. Warto o tym pamiętać przytaczając te statystyki.

  2. dychadziennie:

    to znaczy sugerujesz, ze w momencie kiedy dziecko mieszka z matka (prawa do opieki na ogol maja oboje rodzice, chyba ze mowimy o calkowitym odebraniu praw rodzicielskich z powodu np. ciezkiej choroby psychicznej albo przemocy) to juz przestaje być dzieckiem swojego ojca, ojciec juz nie jest jego ojcem i moze przestac łozyc na jego utrzymanie? Serio?

    A z tym przyznawaniem praw po rozwodzie tylko matkom bardzo polecam przeczytanie tego wpisu:
    http://sub-iudice.blogspot.com.uy/2016/09/dzielne-tatusiowanie.html

    Specjalnie zas fragment:
    W rzeczywistości jednak wyjaśnienie przyczyny tak znacznej dysproporcji nie wymaga tworzenia teorii spiskowych, odwoływania się do feminizacji zawodu sędziowskiego, stronniczości sędziów, mafii biegłych z RODK i takich tam ozdobników. Ojcowie po prostu nie garną się do tego, by dzieci po rozwodzie pozostały przy nich, w związku z czym w przeważającej większości przypadków pozostawienie dzieci przy matce następuje za zgodą bądź wręcz na wniosek ojca. Prawdę mówiąc nie wiem, czy są jakieś oficjalne statystyki w tej kwestii, ale ja w ostatnim roku przypadki, w których ojciec chciał, żeby dziecko zostało przy nim mógłbym policzyć na palcach jednej ręki. Nie wiem nawet czy to było choćby tylko 10% wszystkich spraw. I mniej więcej to samo usłyszałem od koleżanek i kolegów sędziów, którzy także orzekają w sprawach rozwodowych. Lamentowanie zatem, że sądy przyznają prawo opieki nad dzieckiem tylko 4% ojców jest więc jak narzekanie że jurorzy nie przyznają im nagród w konkursach, w których w ogóle nie startowali. I oczywiście, wiem że to dlatego, że ojcowie „nie chcą zaogniać konfliktu”, „obawiają się represji przez izolację od dzieci”, „są odwodzeni od pomysłu przez stronniczych psychologów”, „nie wierzą w to, że mają szansę bo sądy są sfeminizowane” i takie tam. Może to i jest prawda, ale nie zmienia to faktu, że jak ktoś nie startuje w konkursie bo nie chce zaogniać przyjaznych stosunków z konkurentami, albo dlatego że uważa, że i tak nie wygra to niech potem nie ma pretensji że nie zdobył nagrody.

  3. Niech Pani przeczyta jeszcze raz to, co napisałem, a potem niech Pani przeczyta w swoim komentarzu to, co PANI się wydaje, że JA miałem na myśli. Miałem na myśli dokładnie to co JA napisałem, a nie to, co PANI wcisnęła w MOJE słowa. Napisałem o tym, że prawa do opieki nad dzieckiem odbierane są najczęściej ojcom stąd wynika (także stąd) ta dysproporcja w zaleganiu z alimentami. Cytat z TVN24:
    Zgodnie z przepisami rozstający się rodzice powinni porozumieć się między sobą w sprawie opieki nad dzieckiem. W porozumieniu takim ustalają np., w jaki sposób będą podejmować najważniejsze decyzje dotyczące dzieci, jak będą się dzielić opieką i kosztami ich utrzymania, z kim będą one mieszkać. Dotychczas, jeśli nie byli w stanie dojść do kompromisu, sąd obligatoryjnie ograniczał władzę jednego z rodziców (najczęściej był to ojciec). (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/wchodza-w-zycie-nowe-przepisy-dot-opieki-na-dziecmi,572591.html)
    I miałem na myśli dokładnie i TYLKO TYLE. Jeśli ma Pani skłonności do wciskania ludziom tego, czego nie powiedzieli przed napisaniem odpowiedzi radzę przeczytać czyjś komentarz dwa razy. Albo pięć.

  4. @dychadziennie
    OK. To może podsumujmy:
    W tekście zostało podane, że olbrzymią większość dłużników alimentacyjnych stanowią ojcowie.
    W odpowiedzi, polemizując z tekstem podajesz, że mniej więcej taką część zobowiązanych stanowią ojcowie. OK, nie widziałem, żeby to stanowiło sedno problemu, ale niech, że coś dodałeś.
    Następnie wszyscy mogliśmy przeczytać opis z cytatem z praktyka, z podaniem przyczyn.
    W dalszej kolejności czytamy twój komentarz, gdzie z TVN24 podajesz popularyzację(?) zawartości KRiO.
    I to jest część która nie bardzo mieści się w standardach dyskusji. Telewizja informacyjna podaje informacje i w tym zakresie zwykle jest rzetelna. Zwykle podaje też opnie, których wartość zależy od osoby je wygłaszającej.
    A tymczasem mamy podaną, z niby-źródłem, b. słabą popularyzację prawa jako odpowiedź na opis realnej, społecznej i sądowej rzeczywistości.
    Poza tym mieszasz dwie zupełnie różne kwestie- ustalenie miejsca zamieszkania dziecka i ograniczenie władzy rodzicielskiej. I naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, aby sądy dość dowolnie ustalały sposób sprawowania opieki już dziś.
    W skrócie- naprawdę nie wiesz o czym piszesz, co jeszcze nie jest problemem, nikt nie zna się na wszystkim. Ale później podajesz jako źródło faktów anonimową opinię medialną, na co zasadniczo mogę odpowiedzieć: jeśli masz tytuł ukończenia wyższej uczelni, to świadczy to o kompletnym upadku szkolnictwa wyższego.

  5. @RewolucjaEnergetyczna
    Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Cytat z TVN24 mógłby równie dobrze pochodzić z każdego innego informacyjnego źródła – akurat strona TVN wyskoczyła jako jedna z pierwszych w wyszukiwarce, po prostu. Mój błąd polega być może na tym, że powinienem zacytować wyłącznie ostatnie zdanie tvn czyli „Dotychczas, jeśli (rodzice) nie byli w stanie dojść do kompromisu, sąd obligatoryjnie ograniczał władzę jednego z rodziców (najczęściej był to ojciec)”. Pozostałe zdania o miejscach zamieszkania nie mają w tym przypadku żadnego znaczenia, chodzi wyłącznie o ten fakt: po rozwodzie dzieci wychowują w większości matki.
    Kolejność zdarzeń jest więc taka: Z pewnych powodów (nie wnikam zupełnie z jakich, częściowo wyjaśnia to opinia zacytowana przez Autorkę) sądy decydują o przyznawaniu praw rodzicielskich matkom. Z tego wynika wyższy udział ojców w ogólnej grupie „byłych-formalnie rodziców”. Z tego z kolei wynika wyższy odsetek niepłacących ojców niż niepłacących matek. To po prostu wynika ze statystyki. Tyle.
    Natomiast (czego nie napisałem, a co być może powinienem. Nie chciałem o tym dyskutować, ale skoro zostałem wywołany…)
    Jeśli zgodzimy się co do kolejności zdarzeń (nie wiem co tu jest do rozumienia w oczywistościach) to zdanie „W bazie znajduje się 305 tysięcy nierzetelnych rodziców, aż 95 procent to ojcowie. Średnio do oddania dzieciom mają prawie 33 tysiące złotych.” jest retorycznym nadużyciem, żeby nie powiedzieć manipulacją faktami. Ojcowie w tym drugim zdaniu to jakieś łajzy i sama patologia. Taka jest wymowa tego zdania i dlatego jeśli rozmowa ma analizować patologię to trzeba najpierw podać i 95 procent i fakt wyższego odsetka ojców muszących płacić alimenty niż matek muszących płacić alimenty). Łatwo wrzucić do tego Kijowskiego i mamy pełen obraz „95% ojców to beznadzieja”.
    Za jakieś osobiste wycieczki o wykształceniu dziękuję, nie odbiję piłeczki, choć prawie się Panu udało.

  6. Pewnie mój pogląd nie jest poprawny politycznie. Chciałbym jednak zaznaczyć, że kobieta powinna wcześniej zainteresować się z kim robi sobie dziecko. Dlaczego wszystko ma regulować państwo? Jak sobie nie radzi z dzieckiem lub ojcem dziecka, to niech go odda.
    Może zaraz państwo będzie karać, „bo zupa w domu jest za słona”.
    Ja świadomie nie mam dzieci z żona, bo ich nie chcemy.
    Ludzie, państwo nie jest od regulowania naszego zycia.

  7. @Johny: proponuję użyć wyobraźni i dostrzec takie przypadki:
    -a co gdy dziecko urodziło się z wadą i ojciec nie dał rady psychicznie i odszedł?
    -a co gdy ojciec nie wytrzymał psychicznie choć dziecka chciał?
    -a co gdy mimo wieloletniej znajomości ojciec okazał się jednak fałszywym gnojkiem?
    -a co gdy po urodzeniu dziecka osoby trzecie doprowadziły do rozpadu związku?
    -a co gdy zawiodła antykoncepcja?
    -a co gdy kobieta nie ma na tyle doświadczenia by z niemal 100% skutecznością ocenić charakter partnera?

    Mimo licznych przypadków jakie mogą wystąpić sugerujesz (acz nie wyrażasz tego wprost z jakiegoś powodu), że sytuacja gdy matka została sama z dzieckiem jest jej winą bo źle dobrała partnera.

  8. Czuję, że @dychadziennie byłby zadowolony, gdyby uzupełnić tę statystykę: jaki procent kobiet, które są zobowiązane do płacenia alimentów unika tego obowiązku i jak odpowiednio wygląda to wśród mężczyzn.

  9. Ile procent ojców, którzy się starają o przyznanie praw rodzicielskich, faktycznie je otrzymuje? Bo tej informacji jakoś nie mogę znaleźć, a moim zdaniem jest kluczowa poznawczo.

  10. PawelW:

    ale o tym napisalam juz powyzej, a dychadziennie starannie to zignorowal.
    To zacytuje raz jeszcze:

    W rzeczywistości jednak wyjaśnienie przyczyny tak znacznej dysproporcji nie wymaga tworzenia teorii spiskowych, odwoływania się do feminizacji zawodu sędziowskiego, stronniczości sędziów, mafii biegłych z RODK i takich tam ozdobników. Ojcowie po prostu nie garną się do tego, by dzieci po rozwodzie pozostały przy nich, w związku z czym w przeważającej większości przypadków pozostawienie dzieci przy matce następuje za zgodą bądź wręcz na wniosek ojca. Prawdę mówiąc nie wiem, czy są jakieś oficjalne statystyki w tej kwestii, ale ja w ostatnim roku przypadki, w których ojciec chciał, żeby dziecko zostało przy nim mógłbym policzyć na palcach jednej ręki. Nie wiem nawet czy to było choćby tylko 10% wszystkich spraw. I mniej więcej to samo usłyszałem od koleżanek i kolegów sędziów, którzy także orzekają w sprawach rozwodowych. Lamentowanie zatem, że sądy przyznają prawo opieki nad dzieckiem tylko 4% ojców jest więc jak narzekanie że jurorzy nie przyznają im nagród w konkursach, w których w ogóle nie startowali. I oczywiście, wiem że to dlatego, że ojcowie „nie chcą zaogniać konfliktu”, „obawiają się represji przez izolację od dzieci”, „są odwodzeni od pomysłu przez stronniczych psychologów”, „nie wierzą w to, że mają szansę bo sądy są sfeminizowane” i takie tam. Może to i jest prawda, ale nie zmienia to faktu, że jak ktoś nie startuje w konkursie bo nie chce zaogniać przyjaznych stosunków z konkurentami, albo dlatego że uważa, że i tak nie wygra to niech potem nie ma pretensji że nie zdobył nagrody.

    W ogole polecam przeczytac caly wpis, to jes blog prowadzony przez sędziego orzekającego w sprawach rozwodowych. Ma znacznie wieksze pojecie o temacie niz jakis dziennikarzyna TVN…

    http://sub-iudice.blogspot.com.uy/2016/09/dzielne-tatusiowanie.html

  11. Johny:
    nie, twoj pogląd jest absurdalny. Piszesz „kobieta powinna wcześniej zainteresować się z kim robi sobie dziecko” — gdybys nie zauwazyl, to u ludzi dziecko ma dwoje rodzicow – matke i ojca – i spychanie tylko i wylacznie na matke odpowiedzialnosci na cokolwiek zwiazanego z ciaza i potomstwem jest bezsensowne, bo stawia ojca w roli jakiejs bezwolnej kukly, takiego reproduktora, co nie ma ani wolnej woli ani nie jest wladny podjac zadnej decyzji i za nic, w zwiazku z tym, potem nie dopowiada.

  12. dychadziennie:
    napisales:
    po rozwodzie dzieci wychowują w większości matki.
    Kolejność zdarzeń jest więc taka: Z pewnych powodów (nie wnikam zupełnie z jakich, częściowo wyjaśnia to opinia zacytowana przez Autorkę) sądy decydują o przyznawaniu praw rodzicielskich matkom. Z tego wynika wyższy udział ojców w ogólnej grupie „byłych-formalnie rodziców”. Z tego z kolei wynika wyższy odsetek niepłacących ojców niż niepłacących matek.

    Nie, nie wynika. Sądy decyduja o kilku rzeczach: tym, z kim bedzie mieszkac dziecko, ORAZ o prawach rodzicielskich, o sposobie sprawowania nad dzieckiem opieki ORAZ o kosztach utrzymania dziecka. Jesli decyzja sądu dziecko mieszka z matka, to wcale nie zwalnia to ojca od placenia alimentow – bo wiesz, tak sie sklada, ze ojcem jest sie na cale zycie, i stad wynika obowiazek placenia na utrzymanie na wlasne dziecko. Ten obowiazek nie znika wraz z faktem, ze np. przez 5 dni w tygodniu dziecko przebywa z matka.
    Wysokosc alimentow (jesli nie ma porozumienia wychowawczego) ustala sąd.
    Jesli ojciec z jakichs powodow nie jest w stanie placic calej sumy, to powinien udać sie do sądu i zlozyc wniosek o zmiane wysokosci alimentow. Fakt, ze dziecko mieszka z matka NIE JEST USPRAWIEDLIWIENIEM do zaprzestania lozenia na jego utrzymanie.

    Proponuje przeczytac nieco lepsze zrodlo niz opinia dziennikarza TVN:

    Sąd w wyroku rozwodowym zawsze rozstrzyga kwestię władzy rodzicielskiej. Może on:
    1) powierzyć ją obojgu rodzicom,
    2) powierzyć wykonywanie jej tylko jednemu z rodziców, natomiast drugiemu ograniczyć ją do określonych praw i obowiązków względem dziecka,
    3) pozbawić, ograniczyć lub zawiesić władzę rodzicielską, jeżeli jest to uzasadnione konkretną sytuacją dziecka.

    Wspólne wykonywanie władzy rodzicielskiej przez oboje rodziców

    Sąd powierzy wspólne wykonywanie władzy rodzicielskiej obojgu rodzicom, jeżeli przedstawią oni wspólne porozumienie wychowawcze. Powinno ono określać szereg informacji na temat praw i obowiązków rodziców wobec dziecka oraz sposób wykonywania władzy rodzicielskiej, a w szczególności zawierać:
    1) podział opieki nad dzieckiem w poszczególnych okresach roku,
    2) zasady kontaktowania się z dzieckiem,
    3) sposób podejmowania istotnych decyzji dla dziecka,
    4) koszty utrzymania dziecka.
    Plan wychowawczy może być sporządzony w dowolnej formie, jednak ze względu na to, iż w sporządzaniu planu często bierze udział mediator jest on zazwyczaj składany na specjalnym kwestionariuszu.

    Wykonywania władzy rodzicielskiej przez jednego z rodziców z jednoczesnym ograniczeniem władzy rodzicielskiej drugiego rodzica

    Jeżeli rodzice dziecka nie mogą dojść do porozumienia, a tym samym nie chcą sporządzić wspólnego planu wychowawczego, sąd powierza władzę rodzicielską jednemu z rodziców z jednoczesnym ograniczeniem władzy rodzicielskiej drugiego rodzica do określonych praw i obowiązków względem dziecka.
    Sąd ustalając miejsce pobytu dziecka, kieruje się przede wszystkim jego dobrem. Dziecko zamieszkuje z tym z rodziców, który gwarantuje lepsze warunki do rozwoju osobowego dziecka i jego egzystencji materialnej. Natomiast drugi z rodziców, który jest ograniczony we władzy rodzicielskiej traci uprawnienie do współdecydowania o niektórych kwestiach dotyczących wychowania dziecka (sąd obligatoryjnie i precyzyjnie określa obowiązki i uprawnienia rodzica w stosunku do dziecka).

    Zawieszenie, pozbawienie lub ograniczenie władzy rodzicielskiej jednego lub obojga rodziców

    Sąd w wyroku rozwodowym może również pozbawić jednego lub obojga rodziców władzy rodzicielskiej jeżeli:
    – władza rodzicielska nie może być wykonywana z powodu trwałej przeszkody (np. skazanie rodzica na długoletnie więzienie),
    – rodzice nadużywają władzy rodzicielskiej (np. znęcają się nad dzieckiem),
    – rodzice w sposób rażący zaniedbują swe obowiązki względem dziecka,
    – rodzice trwale nie interesują się dzieckiem.

  13. @Futrzak:
    „(…)
    Prawdę mówiąc nie wiem, czy są jakieś oficjalne statystyki w tej kwestii, ale ja w ostatnim roku przypadki, w których ojciec chciał, żeby dziecko zostało przy nim mógłbym policzyć na palcach jednej ręki. Nie wiem nawet czy to było choćby tylko 10% wszystkich spraw. I mniej więcej to samo usłyszałem od koleżanek i kolegów sędziów, którzy także orzekają w sprawach rozwodowych.
    (…)”

    Nie ma informacji, jaki procent z tych 10% starających się ojców, faktycznie wygrywa prawa do dziecka.

    Powiedzmy, że na 100tu ojców stara się o rodzicielstwo tylko 10ciu. Ile z tych 10ciu je otrzyma? 1?… 2?… 3?… czy 10ciu? Tej informacji tam nie ma. A właśnie ona jest kluczowa, bo pokazuje jakie w praktyce ma szanse ojciec walczący o dzieci.

  14. PawelW:
    takich statystyk chyba nie ma, ale trzebaby tutaj odliczyc jeszcze przypadki w ktorych ojciec wystepuje o opieke nad dzieckiem, ale nie jest mu ona przyznana z oczywistych powodow jak np. odbywanie dlugoletniego wyroku, skazanie za znęcanie sie czy ciezka choroba psychiczna.

  15. No i jeszcze jedno, napisalam juz wyzej, napisze raz jeszcze. Nawet jesli, jak to okreslasz, „ojciec nie wygrywa praw do dziecka” czyli sąd nie ustali, ze dziecko ma z nim mieszkac, to wcale nie znaczy, ze NIE MA ON ZADNYCH PRAW I OBOWIAZKOW.
    To nie jest sytuacja zerojedynkowa, a ograniczenie praw do decydowania o pewnych aspektach zycia dziecka NIE IMPLIKUJE tego, ze ojciec moze sobie ot tak, przestac lozyc na utrzymanie tego dziecka (jesli sąd zdecydowal o takim a nie innym podziale obowiazkow rodzicielskich).

    Dziecko jest dzieckiem swoich rodzicow NA CALE ZYCIE, a rodzic – nawet z tym dzieckiem nie mieszkajacy – ma obowiazek lozyc na jego utrzymanie.

  16. padł tu na forum pogląd:
    „kobieta powinna wcześniej zainteresować się z kim robi sobie dziecko”…
    z wcześniejszym zastrzeżeniem, że być może nie jest poprawny politycznie…
    ależ on jest jak najbardziej poprawny politycznie, zgodny z oficjalną, obowiązującą obecnie doktryną… jest to zresztą pogląd analogiczny do innego: „kobieta jest winna gwałtu, bo miała za duży dekolt lub za krótką kieckę miała”… z taka poprawnością polityczną dyskutować nie sposób…
    równie poprawnie politycznie odebrano dotacje Niebieskiej Linii… to niby na osobną dyskusję, ale nie do końca, bo wspólny mianownik tych wszystkich tematów jest ten sam…
    pozdrawiać Futrzaka :)…

  17. @Futrzak:

    „(…)ale trzebaby tutaj odliczyc jeszcze przypadki w ktorych ojciec wystepuje o opieke nad dzieckiem, ale nie jest mu ona przyznana z oczywistych powodow jak np. odbywanie dlugoletniego wyroku, skazanie za znęcanie sie czy ciezka choroba psychiczna.(…)”

    To jest oczywiste. Tym niemniej takiej informacji brak, a uważam, że to istotny puzel do zrozumienia sytuacji.

    Problemem jest jednak to, że często gęsto w drugą stronę to nie działa. Mój tato jako policjant często (lata ’90 do 2005) świadczył w sprawach rozwodowych, i generalnie jak facet bił, pił i się „puszczał” to w 100% tracił prawa rodzicielskie przy rozwodzie. W przypadku kiedy kobieta biła, piła (ew. byla chora psychicznie) i się „puszczała” na prawo i lewo, to miała spora szansę mimo wszystko otrzymać prawa rodzicielskie. ZONK! Z rozmów ze znajomymi niemcami odnoszę wrażenie, że są podobne problemy. To jest wszyscy rozwiedzeni, ktorych znam, mają prawo dzieci tylko widywać i placic, bo praw im nie przynano.

    „(…)Dziecko jest dzieckiem swoich rodzicow NA CALE ZYCIE, a rodzic – nawet z tym dzieckiem nie mieszkajacy – ma obowiazek lozyc na jego utrzymanie.(…)”

    To też jest oczywiste… poza wyjątkami, kiedy dziecko jest od innego a wrobiony w nie ma płacić…. ale to osobny temat.
    Zatem jak się dziecko zrobiło, to się powinnow te alimenty jednak płacić. Tu sie zgadzam w 100%.

    Natomiast właśnie kwestia szans przy podjeciu walki się kiepsko przedstawia, co widać po pierwszym lepszym forum na ten temat:
    http://forum.wstroneojca.pl/index.php?showtopic=12715
    I nie dziwota, że tak mało mężczyzn podejmuje walkę, skoro szansę wygranej, bardo prawdopodobnie wlasciwie, oceniają na niskie.

  18. @Futrzak: nie przeczę przez Ciebie przytoczonym argumentom. Ja po prostu widzę, że w tej układance brakuje bardzo ważny puzel bez którego, moim zdaniem, nie da się do końca zrozumieć rzeczywistości wokół tego zjawiska.
    Tych nieznanych puzli jest niestety więcej.

  19. Co da samego spłacania to: ktoś mi jest winien kasę. Mam wyrok sądu. Po roku przychodzi na konto 100zł i za jakiś czas pismo z sądu, że pan dłużnik napisał iż jest biedny, bezrobotny, stara się, ale więcej nie może. Po kolejnym roku to samo – 100zł i pismo. Po 5 latach przychodzi zapytanie, że pan dłużnik założył firmę remontową i chce oddać długi robiąc mi remont (taaa – już puszczę dziada do domu, nie mówiąc o podaniu adresu). Odmawiam. Po 20 latach mam spłacone nominalnie 50% zasądzonego długu (a zasądzono zwrot części, nie całości). Myślę, że jeszcze ze 30 lat i będziemy kwita. Nominalnie.

  20. @PawelW
    Statystyk oczywiście nie ma, ale:
    Z wrażenia jakie odnoszą sędziowie rodzinni, z tych 10%, kiedy meżczyzna wnosi o opiekę, około połowy jest w oczywisty sposób sprzecznych z interesem dziecka.
    To jest podejście typu „ja na złość”, „potem będę pokrzywdzonym” i, zupełnie poważne sprawy typu żądanie opieki nad dzieckiem w zestawie z syndromem Otella. Co by prawie gwarantowało piekło dla takiego dziecka.
    Zostaje około połowy normalnych i legitymowanych wniosków tego typu i te są w olbrzymiej większości uwzględniane. Kilkanaście lat temu może było trochę inaczej, dziś sądy zastanawiają się nad i jeśli ma to sens, zwykle przyznają opiekę ojcu. To, że oboje rodzice mają do codziennej opieki naraz kwalifikacje, chęci i możliwości to niezwykle sporadyczne zjawisko, na pewno nie więcej niż 1% rozwodów.

  21. korposzczur:
    o jaka ładna analogia :)

  22. Futrzak: Nie jest to miejsce na rozprawę na temat macierzyństwa.
    Przede wszystkim chciałem powiedzieć, że ja nie chcę ingerencji państwa w prywatne sprawy. Chyba, że założymy z góry, że jesteśmy tylko niewolnikami, a dzieci są własnością państwa od chwili poczęcia.
    Nie ograniczam faceta do roli reproduktora. W dużym uproszczeniu, jeśli kobieta nie radzi sobie z dzieckiem, bo facet ją zostawił etc, to niech odda dziecko do adopcji. Może to brzmi brutalnie, ale dlaczego mają być angażowane podatki, aby ścigać ojca jej dziecka?
    Czas dorosnąć i świadomie podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność. Ja podejmując decyzję liczę się ze stratą. Decydując się na dzecko również trzeba założyć, że mogę zostać sam/sama z nim.

  23. PKanalia: Porównanie mojego puntu widzenia z potencjalną winą kobiety za gwałt jest co najmniej niestosowne.

  24. Johny:

    kobieta nie radzi sobie z dzieckiem

    a tatus gdzie? tatus, jak ten motylek, rozsiewa sperme i nie widzi zwiazku miedzy narodzeniem dziecka a tym, ze ono z jego spermy i ze ma oboje rodzicow i ze ojciec tez ma jakies obowiazki, a nie ze jak mu sie mamusia znudzi to paf – leci na nastepny kwiatek?

    Tak, masz racje, czas dorosnac i swiadomie podejmowac decyzje – np. dotyczace tego, gdzie sie z przeproszeniem penisa wsadza i co z tego moze wyniknac.

    I tak, porownanie twojego punktu widzenia z tym co napisal PKanalia jest bardzo trafne: i tu i tam cala wine panowie-motylki zwalaja na kobietę, tak jakby sama sie mogla zaplodnic i sama zgwalcic. Doprawdy.

  25. @futrzak
    @RewolucjaEnergetyczna
    Nie chce mi się nawet szukać statystyk na potwierdzenie jakiegokolwiek zdania, które powiem. Poprzednia próba rozmowy też okazała się prawie linczem. Tu się nie da dyskutować. W najlepszym razie można narazić się na uszczypliwość, w najgorszym – na chamstwo i nadinterpretacje. Dyskutujcie sobie dalej we własnym gronie. Mam nadzieję, że dojdziecie do wielu interesujących Was oboje konkluzji.
    Pozdrawiam

  26. @Johny…
    szczerze mówiąc, to nie znam Twojego punktu widzenia całościowo, bo jedno krótkie zdanie to ciut za mało, by go dokładniej poznać, tak podobno umieli tylko starożytni Spartanie… dlatego zresztą nie zaadresowałem swojego komentarza, by nie wyszło, że czepiam się osoby, ustosunkowałem się tylko do samego zdania… nie powiem, by było ono niestosowne, bo nie chodzi tu o ocenę stosowności, powiem tylko, że tak syntetyczna wypowiedź ilustruje pewną, niestety dość często spotykaną, linię rozumowania… a jest ona centralnie identyczna z przytoczonym przeze ze mnie hasełkiem/?/ na temat gwałtu…
    to prawda, że „trzeba uważać” i każdy jest mniej lub bardziej współodpowiedzialny za to, co mu się zdarzy, także przykrego, ale na Zamolxesa, nie oznacza to, że ponosi on winę za to, że ktoś mu tą przykrość uczynił…
    natomiast tematem wartym dyskusji jest kwestia roli państwa w przypadku, gdy owa przykrość miała miejsce…
    /tu od razu zastrzegam, że sam jestem zwolennikiem „państwa – minimum”, ale bynajmniej nie opcji zerowej/…
    by nie rozmydlać zbyt filozoficznie, ograniczmy się do omawianej kwestii kobiety z dzieckiem, którą opuścił partner /a jednocześnie ojciec dziecka/… niby dlaczego miałaby ona się tego dziecka pozbywać /oddawać do adopcji/, gdy sobie „nie radzi”… pierwsze pytanie, co to znaczy „sobie nie radzi”?… załóżmy, że chodzi o nie radzenie sobie materialnie, w końcu tekst posta dotyczy alimentów, czyli sfery materialnej… dlaczego sobie nie radzi?… może dlatego, że jest głupia i ma dwie lewe ręce do roboty… a może dlatego, że znajduje się w takich uwarunkowaniach, że nie ma jak zarobić?… tego nigdy nie wiadomo, prawda zwykle leży gdzieś pomiędzy… ale skoro te uwarunkowania również mają coś do powiedzenia, zaś państwo ma wpływ na to, jakie są, to chyba logiczne jest, że jakoś powinno jej pomóc… i tu dopiero można rozmawiać o detalach, jak ma pomóc…
    zaś jeśli chodzi o adopcję, to owszem, kobieta może podjąć taką decyzję, tylko problem w tym, że również może sobie „nie radzić” z wyborem adaptorów i oddać np. dziecko komuś, kto dziecko skrzywdzi… nie wnikajmy już jak skrzywdzi, wariantów jest wiele… pytanie brzmi, czy w takich przypadkach państwo ma się WCALE nie wtrącać?…
    pozdrawiać :)…

  27. */errata…
    jest: „oddać np. dziecko komuś, kto”…
    ma być: „oddać dziecku np. komuś kto”…
    niby trywialna pośpiechówka, ale nieco głupawo wyszło…

  28. @RE& Futrzak:
    „(…)Lamentowanie zatem, że sądy przyznają prawo opieki nad dzieckiem tylko 4% ojców jest więc jak narzekanie że jurorzy nie przyznają im nagród w konkursach, w których w ogóle nie startowali. I oczywiście, wiem że to dlatego, że ojcowie „nie chcą zaogniać konfliktu”, „obawiają się represji przez izolację od dzieci”, „są odwodzeni od pomysłu przez stronniczych psychologów”, „nie wierzą w to, że mają szansę bo sądy są sfeminizowane” i takie tam. Może to i jest prawda, ale nie zmienia to faktu, że jak ktoś nie startuje w konkursie bo nie chce zaogniać przyjaznych stosunków z konkurentami, albo dlatego że uważa, że i tak nie wygra to niech potem nie ma pretensji że nie zdobył nagrody.(…)”

    Skoro część wyborców Hilary nie poszło do wyborów, bo zostali odstraszeni przez działania Cambridge Analytica, powinni mieć pretensje do samch siebie?
    Skoro Polacy pomiędzy 1863 a 1918 nie walczyli o swoje państwo, to najwidoczniej go nie chcieli mieć, więc o co pretensje?

    A może jednak system jest tak ustawiony, że część potencjalnych walczących jest od startu silnie zastraszona a tym samym ma o wiele mniejsze szanse na jakikolwiek sukces?

    Poza tym nie bardzo jestem w stanie uwierzyć, że tylko w przypadku 1% rozwodów oboje rodziców mieli kwalifikacje do wychowywania dziecka. Aż tak czarno to chyba nie jest…

  29. Generalnie zadziwia mnie zarzut czyniony wobec państwa, że próbuje się wtrącać w kwestię rodzenia dzieci, a jednocześnie sugeruje się oddawanie dzieci. Oddawanie to jest powierzanie ich systemowi opieki organizowanemu przez państwo.

  30. Futrzak: Za nim napiszę dalej, to chcę zaznaczyć, że jestem z żoną ponad dekadę, kocham ją, szanuję i nie zdradzam.

    Teraz odniosę się do stwierdzenia:”(…) i tu i tam cala wine panowie-motylki zwalaja na kobietę, tak jakby sama sie mogla zaplodnic i sama zgwalcic. Doprawdy.”

    Wiesz co? Kilkanaście lat temu będąc na studiach, na ten czas przypada szczyt mojej aktywności seksualnej, nie zauważyłem w klubach, na imprezach, że kobiety zastanawiały się nad „konsekwencjami” seksu z różnymi kolegami, w tym ze mną. Teraz oczywiście te kobiety są sędziami, dyrektorkami itd. i uważają się za bardzo rozsądnymi osobami, które, co więcej uważają, że mają mandat do moralizowania innych. Sęk w tym, że ten „motyl” nie gwałci.
    Jak już zaznaczyłem, to nie jest państwa interes, że młodzi, starzy rozeszli się. Z mojego punktu widzenia, nie interesuję mnie, że pani Kasia nie dostaje pieniędzy od pana Marka z tytułu alimentów. Nie interesuje mnie, że pan Kazio został sam z dzieckiem, a jego Marylka nie chce płacić. To jest ich sprawa. Nie moja, nie państwa.
    Chcę zaznaczyć, że dla mnie gwałt jest okropnym przestępstwem i nie ma nic wspólnego z problemami byłych kochanków.

  31. johny:

    Za nim napiszę dalej, to chcę zaznaczyć, że jestem z żoną ponad dekadę, kocham ją, szanuję i nie zdradzam.

    To jest twoja prywatna sprawa i wlasciwie co to ma w tej dyskusji do rzeczy? Imho nic.


    nie zauważyłem w klubach, na imprezach, że kobiety zastanawiały się nad „konsekwencjami” seksu z różnymi kolegami, w tym ze mną

    A koledzy, w tym ty, zastanawialiscie sie nad konsekwencjami seksu z tymi kobietami?

    Teraz oczywiście te kobiety są sędziami, dyrektorkami itd. i uważają się za bardzo rozsądnymi osobami, które, co więcej uważają, że mają mandat do moralizowania innych. Sęk w tym, że ten „motyl” nie gwałci

    To znaczy co, kobiety nie gwałci gwałciciel, tylko sama sie gwałci?


    Z mojego punktu widzenia, nie interesuję mnie, że pani Kasia nie dostaje pieniędzy od pana Marka z tytułu alimentów

    Po pierwsze, nie „pani Kasia dostaje pieniadze” tylko DZIECKO PANA MARKA dostaje pieniadze. Widzisz roznice?
    Po drugie. Skoro to, jak twierdzisz, „nie panstwa interes” to co ma sie dziac z dziecmi, ktorych tatusiowie nie chca? Jak rozumiem mogą lądować na ulicy, bo przeciez adopcja, ktorą proponujesz jako remedium wszystkich problemow, TEZ jest zorganizowana przez PANSTWO.

  32. Zreszta… argument, ze „nie państwa interes” jest kiepski do utrzymania.
    Ojciec nie łożący na utrzymanie wlasnego dziecka po prostu je okrada.
    Skoro panstwo ma zajmowac sie kradziezami – np. gdy temu dziecku ktos na ulicy ukradnie pieniadze z kieszeni – to dlaczego ma sie nie zajmowac sytuacja, kiedy okrada go jego wlasny rodzic?
    Zyjemy w panstwie, ktore kradzież uznaje za przestępstwo, prawda?

    Rownie dobrze moznaby powiedziec, ze przemoc domowa to „prywatna sprawa” rodziny i z jakiej racji panstwo ma sie zajmowac tym, ze ojciec pobil matkę albo matka pobiła dziecko, prawda?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: