Napisane przez: futrzak | 17 stycznia 2017

Takie tam uwagi lingwistyczne

Mówi się, że angielski jest łatwym językiem – a przynajmniej łatwym na poziomie podstawowej komunikacji.
I tak i nie.
Bo wymowa.
Tak na prawdę trzeba każdego słowa nauczyć się dwa razy – pisowni i wymowy właśnie. Niby jakieś reguły są, ale w zasadzie tak ulotne i obwarowane tyloma wyjątkami, że nikt normalny nie spamięta i nie zdoła przetwarzać w czasie rzeczywistym. Uczymy się więc dwa razy.
Ci, którzy są słuchowcami, załapią najpierw wymowę a będą robić koszmarne błędy pisowni.
Ci, którzy są wzrokowcami, nauczą się masy nowych słów czytając, ale nie będą w stanie ich poprawnie wymówić. A niuanse w angielskim potrafią być zabójcze: sheet, shit, ship, sheep, bird, beard i tak dalej.
Hiszpańskojęzyczni mają tutaj nawet trudniej niż Polacy, bo dzielą z angielskim całe mnóstwo bardzo podobnych słów, pochodzących (najczęściej) z łaciny, zapis może byc bardzo podobny ale za to wymowa…

Od tej strony hiszpański jest łatwy: są jasne reguły pisowni i wymowy, ustalone. Mogę nie znać znaczenia danego słowa, widzieć go pierwszy raz na oczy w druku, ale mniej-więcej prawidłowo potrafię wymówić. Bomba.
Ale…
Ale trudność objawia się gdzieś indziej. W hiszpańskim kazdy czasownik, a nawet rzeczownik, ma gazylion różnych znaczeń. I te znaczenia zmieniają się w zależności od kraju. Wymowa zresztą też.
Dla mnie, osoby tak sobie znającej hiszpański, wygląda to tak: oglądanie telewizji hiszpańskiej z Hiszpanii, Meksyku jest ok. Rozumiem. Książki dobre literacko – też. Ale już hiszpański uliczny z Argentyny czy Urugwaju (Rioplatense) to jest zupełnie inna bajka. Po pierwsze wymowa: występuje tu tzw. „fricative s” które przed inną spółgłoską staje się bezdzźwięczne np. „esto es lo mismo” jest wymiawiane jako „eʰto ˈeʰ lo ˈmiʰmo” czyli nie słychać tutaj w ogóle „s” tylko jakiś burk z głębi gardła.
Dla mnie to bariera prawie nie do przekroczenia, bo ja tego NIE SLYSZE. Dodajmy prędkość mówienia, intonacja zdania wzięta z włoskiego i mamrotanie – i jestem w czarnej dupie.
Skąd wiem? Ano stąd, że w poprzedniej firmie klienckiej miałam Daily Standup i resztę meetingów po hiszpańsku i nie miałam z tym problemów. Ale oni uhhhhh z innej klasy społecznej i bardzo ładnie wszystko wymawiali. A potem firma macierzysta i sporo ludzi pochodzących z dołów, mamroczących slangiem – i padam. Nie slyszę. Do tego dochodzi kwestia podobna jak w wypadku autystów: jak mówi kilka osób na raz, to zupełnie tego nie parsuję. Musi mówić tylko jedna osoba w danej chwili do mnie. Jakiekolwiek hałasy w tle, inne rozmowy, muzyka, szum ulicy uniemożliwiaja mi praktycznie rozumienie tego co ludzie mówią – i to nawet po polsku i angielsku, a co dopiero w języku, który słabo znam :-/

Ale poza wymową jest też kwestia semantyki: słowa, których znaczenie znam, ale nic nie rozumiem, bo mam ciąg słów, co nie układa się w żadne sensowne zdania. Bo owe słowa są używane w zupełnie innym znaczeniu. Slang oraz idiomy, normalka. W angielskim też miałam ten etap, ale szybciej się nauczyłam, bo od przybycia do USA nie miałam okazji rozmawiac z nikim po polsku – moj eks mauzonek byl Amerykaniniem, ze wszystkimi porozumiewałam się po angielsku. A tutaj cóż – na codzien uzywam trzech języków: polskiego, angielskiego i hiszpanskiego. I zaczynają się plątać – w pracy zwłaszcza używam mieszaniny angielskiego i hiszpańskiego. A potem widzę, że w firmie uzywają slangu i na to nie pomoże żaden słownik, a w urban dictionary nie ma, i nigdzie nie ma – chyba że zapytam, i tutaj też jest problem, bo kiepsko im idzie tłumaczenie, przy czym im bardziej ktoś czegoś nie wie, tym szybciej popierdala. Czasami odnoszę wrażenie, że jest to złośliwie. Znów – w poprzednich dwóch firmach, gdy o coś zapytałam, na ogół ludzie powoli i cierpliwie mi wyjaśniali. Tutaj – nie.

Z drugiej strony wiem, ze nie jestem jakimś tłumokiem, bo jednak robię tłumaczenie aneksu umowy biznesowej z hiszpańskiego na angielski. Ale. Tłumaczenie na piśmie, a chlapanie jęzorem to są dwie różne rzeczy..

No i tak to…

* Rioplatense ma ok. 9 tysiecy specyficznych słów nie uzywanych gdzie indziej, i to słów dosc podstawowych okreslajacych np. nazwy owocow, części garderoby, pożywienia i kuchni, części samochodów oraz oczywiście lokalny specyficzny slang, który zresztą jest różny w BuA i Urugwaju.

Reklamy

Responses

  1. To jakby tak samo https://www.facebook.com/1643229805944674/videos/1760222444245409/

  2. @Futrzak: Może być o wiele gorzej :-)
    https://de.wikipedia.org/wiki/L%C3%B6wenessender_Dichter_in_der_Steinh%C3%B6hle

    https://pl.wikipedia.org/wiki/O_Shi_Shi,_kt%C3%B3ry_jada%C5%82_lwy

    To jest taki hardcore, że chińczycy w swoich filmach napisy muszą mieć, bo często nawet kontekst nie wystarcza i trzeba się podeprzeć znaczkiem aby zrozumieć. :-D

    Na to wyłapywanie konkretnych dźwięków jest tylko jeden sposób, wydelegować do podświadomości. Polega to na tym, ze sobie co dzień słochasz tak 1-2 godź. w tle jakiś podkast… nie skupiasz na tym uwagi, po prostu leci na słuchawkach. Po jakimś czasie samo przychodzi.
    Ja po 2 latach słuchania mandaryńskiego (i odrobinie nauki) coraz lepiej z pojedyńczych słów wyłapuje (kontekst, bo znaczenie jeszcze nie) co trajkocze moja ślubna kiedy z kimś po ichniemu rozmawia.

    Generalnie fajną metodą nauki języków jest Verz Birkenbihl… niestety niewiele po angielsku można o niej znaleźć.

  3. Znam ten problem – tzw. „szwicera” – ma raczej niewiele wspólnego z niemieckim, zwłaszcza kiedy słyszy się po raz pierwszy, ale… jak trzeba, to trzeba i jakoś po pewnym czasie większość już można zrozumieć. Nie jest to proste. Powodzenia :)

  4. PawelW:
    Nie, na mnie ta metoda zupelnie nie dziala z powodu, o ktorym pisalam we wpisie. Ja mam jak autyk jesli chodzi o parsowanie dzwiekow. Ja sie musze na mowie w pelni skoncentrowac, zeby w ogole cokolwiek z tego rozumiec. I to jest niezalezne od jezyka – w zadnym jezyku nie slucham podcastow (kompletna strata czasu). Nawet po polsku jak probuje czegokolwiek sluchac to najdalej po kilku minutach trace koncentracje, a wtedy wszystko zamienia sie w bialy szum.

    Jesli juz cos – to filmy. Ale narazie nie znalazlam jeszcze jakiegos sensownego zrodla filmow w rioplatense i na dodatek z napisami.

  5. @Futrzak: Ale właśnie o to chodzi… Ty nie masz się koncentrować. Nie masz wogole śledzić co jest mówione. To właśnie ma przejść w biały szum, którego nie będziesz zauważać. Pożądanym stanem jest, że podczas takiego podcastu na jedno ucho możesz bez zwracania na niego uwagi rozmawiać z innymi osobami, czytać książki, klepać kod i tym podobne… po prostu koncentrować się na innych rzeczach. Bron boże się na tam podcascie koncentrować. I tak co dzień, po 2 godz. To jest delegowanie do podświadomości. ;-) Nawet autystyczne dzieci na tej zasadzie uczą się języka.

  6. PawelW:
    nie rozumiesz. Ja NIE MOGE miec w tle jakiegos gadania i „bez zwracania na niego uwagi rozmawiać z innymi osobami, czytać książki, klepać kod i tym podobne”.

    NIE MOGE. To jest cos, co mnie rozprasza, denerwuje, a po jakichs kilkunastu minutach sprawia, ze jestem zmeczona, rozbita i boli mnie glowa.
    Obojetnie, czy bedzie to podcast po hiszpansku czy ściszony, włączony telewizor w drugim pokoju. TO MNIE MECZY I WYCZERPUJE I ROZPRASZA.
    Po godzinie takiego katowania mam ochote strzelac do wszystkiego, co sie rusza, a mi tu sugerujesz, zeby codziennie 2 godziny takich męczarni???

  7. @Futrzak: No to faktycznie ciężka sprawa… ale jak funkcjonowałaś jako dziecko? Zawsze tak było?

  8. PawelW:
    ja zawsze bylam dzieckiem stojacym na uboczu, wszelakie rozrywki grupowe, sporty czy cokolwiek odrzucaly mnie na odleglosc, tlumy, wrzaski, zbiorowska – a fuj!
    Na zadne koncerty ani inne rozrywki tego typu nie chadzam.
    Podstawowke spedzilam w bibliotece albo siedzac gdzies w kącie i czytajac. Im cichsze miejsce, tym lepiej. Kontakty ludzkie to raczej one to one, ewentualnie mala grupa, kameralna. Im starsza jestem tym bardziej halas mi przeszkadza.

  9. Też wolę pracę w kompletnej ciszy, bez rozpraszania się muzyką, i wywołującym interferencję zewnętrznym słowem.
    Jest jeden wyjątek. Przy edycji obrazu mogę słuchać gadających głów, albo muzyki.

    Eksperymentuję ostatnio z jednoczesnym przyswajaniem treści w 2 obcych, odległych od siebie językach. Zaczyna to coraz lepiej iść. Warunek jest taki, że czytam w jednym języku, słucham w drugim. Czytanie tekstu z ekranu odbywa się w przerwach między słuchanymi słowami. Działa tylko dla stosunkowo łatwych treści. Gdy trzeba mocno coś przemyśleć, albo dobrze zapamiętać potrzebuję absolutnej ciszy i braku zakłóceń. Czasem treść mimo, że banalna, jest tak interesująca, że uwagą przełącza mi się na jeden wątek.
    I nici wtedy z ‚multitaskingu’

    Słuchanie obcego języka jest doskonałą metodą przyswajania. Kolega pracował na taśmie, i prawie przez 8h dziennie miał na uszach słuchawki z narodowym radiem szwedzkim. Ni stąd, ni zowąd zaczął intuicyjnie posługiwać się gramatyką i przede wszystkim słownictwo się niesamowicie wzbogaca. Nawet jeśli zaczyna się w ten sposób z tak egzotycznym językiem jak węgierski. Mózg coś tam sobie przetwarza, coś analizuje i jakimś ‚magicznym’ sposobem zaczyna przyswajać.
    Generalnie polecam słuchanie kanałów radia narodowego, jak nasza polska jedynka, poważne tematy omawiane są tam przez poważnych ludzi doskonałym językiem. Słowa wypowiadane dokładnie, z odpowiednią wyrazistością i emfazą. Wielu ciekawych rzeczy o danym kraju można się dowiedzieć. Polskie radio na swoje stronie ma fajną aplikację na smartfony, oprócz audycji livie są tam umieszczone pogrupowane tematycznie audycje archiwalne. Polecam. Podobne rozwiązania mogą też istnieć w innych krajach poszukajcie w swoich. Radio FM też się doskonale nadaje. Nie musi przekaz iść przez net. W czasie przemieszczania się po mieście, stania w korkach nie ma chyba lepszej metody spożytkowania czasu.

  10. Darek:
    Generalnie polecam słuchanie kanałów radia narodowego

    Ale Ty w ogole czytales moje komentarze? Piszę wyraznie w dyskusji z PawelW dlaczego w moim wypadku ta metoda kompletnie odpada.


  11. :-)

  12. siu:
    a teraz napisz to, co chciales powiedziec. Bo ja jestem starej daty i preferuje porozumiewanie sie za pomoca zdan podrzednie zlozonych, a nie obrazkow albo cudzych video.

  13. Odnośnie pisowni i wymowy w Angielskim polecam:


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: