Napisane przez: futrzak | 1 Styczeń 2017

Podsumowanie roku.

Jest 20.37, sylwester roku 2016.
Siedzę na balkonie patrząc na ostatnie światła zdychającego dnia, a cykady trzeszczą jak opętane: wszak dziś było ok. 40 stopni odczuwalnej temperatury w dzien…

Męczący dzień, ale jestem szczęśliwa, ze wlasnie zaczyna wiać wieczorna bryza, a za godzine czy dwie pojdziemy na plaże i da sie odetchnąć od upału dnia. To jest cos, co bylo zupelnie nieosiagalne przez 4 lata zycia w Buenos Aires – lato tam oznaczało heat, calor, upał i piec, przez dwa, a czasem więcej miesięcy w roku. Zero wytchnienia w środku rozpalonej dżungli betonowej – a czasem i większa tragedia, gdy wywaliło prąd w całej dzielnicy i zero klimy.

Jestem zadowolona, że przenieśliśmy się do Montevideo. Niby taki bliski kraj, niby tylko za rzeką, niby mówią tym samym językiem, niby też emigranci – a mentalność ludzi zupełnie różna. Portenos są wrzaskliwi, mają ego jak wieza Eiffla, obiecaja ci złote góry, a potem oszukają. Taka mentalność i juz – i jesli nawet są wyjątki, to są one tak nieliczne, że toną w morzu paskudztwa. Na dluzsza metę zycie wśród takich ludzi to jak pływanie w kisielu. Męczy jak cholera. A po co, skoro można nie. W kisielu napływałam się w Polsce w pipę.

Żałuję, że nie przenieśliśmy sie do Urugwaju wcześniej. Kolejny raz w życiu przekonałam się, że nie należy sluchać ZADNYCH rad, ale samemu zrobić research i rozpoznać sytuacje. Bo czym nas straszono? Że drogo. Ze tam nic nie ma. Ze nudno. Ze co ja tam będę robic.
Tymczasem tak – jest drozej niz w Argentynie – ale to kwestia względna. W Argentynie nie bylismy w stanie przejsc przez pozyskanie rezydencji, a wiec wynajem dwa razy drozszy (bo na zasadach dla turystow), a więc tymczasowosc, a więc kazdy nas może dymać. I dymali. Teraz zresztą sytuacja kosztowa sie odwrocila z powodu ogromnej inflacji w Argentynie.
W Urugwaju mamy rezydencję en tramite (w trakcie załatwiania). Mozna otworzyc konto w banku, mozna normalnie wynajac mieszkanie, mozna legalnie pracowac, przysluguja wszystkie swiadczenia takie same, jak Urugwajczykom. Urugwajczycy nie są idealni, ale to zasadniczo uczciwi ludzie. Nie muszę zakładać, ze celem każdej osoby tu spotkanej jest wycyckanie mnie, bom ekspata z USA, a więc dojna krowa.
Pracę znalazłam po 3 godzinach od zapostowania swojego resume na lokalny websajt z ogłoszeniami. Firma jest, jaka jest, ale płacą w miarę dobrze, mam etat, nie muszę sie martwic co będzie, jak jutro mi skasują kontrakt. Mam ustawowo zapewnione wakacje, chorobowe, opiekę medyczną i odprawę, gdyby firma chciala mnie zwolnic. Moge pracowac na swoim sprzęcie, nie jestem dyskryminowana z powodu wieku i płci. To więcej niż mialam kiedykolwiek w Dolinie Krzemowej, bo tam wszystkie niedostatki zasypuje się kasą a potem zajeżdza konie (pracowników znaczy się) do żywego mięsa.

Ze się w Urugwaju nic nie dzieje? A BARDZO DOBRZE. Juz mi się nadziało w życiu z nakładką, swoim życiorysem moge spokojnie obdzielić pięć osób. Teraz chcę mieć święty spokój i to jest znakomity kraj do uzyskania owego.

Tak, mogłoby być lepiej. Mogłabym juz dzis nie musieć pracować zarobkowo i żyć jako rentier. Ale co z tego? I tak, jako ofiara kryzysu 2008 roku nie mam źle. Bank co prawda zabrał mi dom (a wraz z nim kupę kasy juz splaconego kredytu i pieniedzy co poszly w remont), zwał na giełdzie zabrał mi całą emeryturę (witamy kapitalistyczny system emerycki, HAJ!) – czyli wszystko, czego dorobiłam się kilkunastoma latami ciężkiej pracy „by the book”. Ale z drugiej strony nie mam długów, zjeździłam pół świata, mam stabilną pracę, nie głoduję, mam dach nad głową i 4 przecznice do plaży ORAZ święty spokój i nie muszę się już hetać jak koń na wyścigach.

Tak, nie stać mnie na zakup* Tesli. Nie stać mnie na zakup własnego domu, a nawet mieszkania. Nie stać mnie na życie bez pracy zarobkowej. Nie stać mnie na wakacje na nartach w Alpach (byłam, wiem jak to jest, spoko – więcej w tym pokazówki niż faktycznej satysfakcji), nie stac mnie na kupę gadżetów, nie stać mnie na podróż dookoła świata. Ale wiecie co? Dobrze mi z tym, co mam. Emeryturę zapewni mi Urugwaj, bo to taki mały śmieszny i bardzo stabilny kraik. Emerytura niewielka, ale przeżyć się da. A plaża nadal jest 4 przecznice od domu, a lato przez pół roku… a zima taka, jak w krainie muminków tj. lepsza niż jesień w Polsce…

Także, jest dobrze. Czego i wam życzę.

* — nie stać mnie na zakup za gotówkę, bo na kredyt owszem, stać – mam wystarczającą zdolność kredytową znów. Ale po co?

Advertisements

Responses

  1. Disdain things you cannot have. The less interst you show the more superior you seem. Kiedy czegos nie mozna miec to trzeba to sobie obrzydzic ;). Klasyka. Gdyby nie ta zwala to dalej bys latala na narty w Alpy i wymieniala Iphona na najnowszy model. Nie drwie. Po prostu wiem jak to dziala z autopsji. Czasem najlepszym wyjsciem z sytuacji jest polubic co sie ma bo lepiej moze juz nie byc.

  2. Nie sądzę.
    Gdybys czytal moje wpisy na blogu z tamtego czasu to widzialbys, ze zycie w wyscigu szczurów w SV nie odpowiadalo mi i nie bylam z tym szczesliwa, a jednoczesnie nie bardzo mialam plan/pojęcie jak sie z tego wyrwac.

    Motivation is the key i tak, kryzys dal mi ogromnego kopa w tyłek. Moglam tam zostac (co radzili mi wszyscy znajomi!!), wypstrykac sie z reszty oszczednosci placac co miesiac rate kredytu i modląc się o nadzieję znalezienia pracy. Czas pokazal, ze mialam racje, bo na tyle dobrze platnej pracy, zeby splacac kredyt, nie znalazlam przez poltora roku, takze zostalabym i tak bez mieszkania, bez pracy i bez jakichkolwiek srodkow do zycia.

  3. Nina, bardzo fajne podsumowanie. W sumie z pojedynczych wpisów nie było dla mnie zbyt oczywiste, ze wolisz Urugwaj.

    Przypomnij mi: czy nie miałaś opcji sprzedania tamtego mieszkania zamiast puszczenia go ma forclosure?

  4. Anetacuse:
    Dzieki!

    Mieszkanie oczywiscie probowalam sprzedac – ale to byla shortsale tj. wobec zwalu na rynku nieruchomosci cena wystawiona byla nieco nizsza niz pozostaly kredyt do splacenia (a ceny polecialy w dol do 40% wtedy :-/ ).
    W wypadku takiej sprzedazy oba banki, ktore byly pozyczkodawcami, musialy udzielic zgody na sprzedaz i dostarczyc stosowne papiery. Mialam 4 kupcow, po 3 miesiacach czekania tylko jeden zdecydowal sie czekac dluzej, ale i tak nic z tego nie wyszlo, bo banki sie nie dogadaly ze soba, nie moglam wyciagnąc stosownej papierologii, nie bylo w ogole z kim gadac – więc sprzedaż upadła. A poniewaz nadal nie mialam dobrze platnej pracy, z ktorej bym mogla splacac dalej kredyt, to zostalo tylko forclosure, ktorego zreszta bank dokonal juz po moim wyjezdzie.

  5. Summa summarum najważniejsze zadowolenie z życia. Kasa niekoniecznie wyznacznikiem zadowolenia. Właśnie ostatnio prowadziliśmy dyskusję na temat czasu pracy i kasy. Przy pewnym poziomie robi się po prostu na innych. Brak czasu ugotować, pomalować, skosić itd. Czyli płacę komuś żeby to zrobił. Jeśli wolę pracę od gotowania OK. Jeśli inaczej to po co robić coraz dłużej ?
    „ludzie – ktorzy sa zmeczeni, sfrustrowani, agresywni i traktuja siebie jak wrogow.” – o to, to, właśnie. Życie w takim otoczeniu jest męczące, nawet na jakimś tam poziomie. Jeśli otoczenie jest bardziej uśmiechnięte i słońce świeci ile przyjemniej się żyje :):):) Przynajmniej dla mnie.

  6. korposzczur:
    ja bym rzekla tak, ze kasa to tylko srodek do czegos. Gdy mieszkalam w SV to kasy mialam wystarczajaco duzo, ale co mi z tego bylo jak nie mialam sie kiedy ową kasą cieszyc – bo urlopu w roku tyle, co nic, dlugie godziny pracy (bo od salaried workers mozna wymagac pracy wiecej niz 40 h tygodniowo a nie placic za nadgodziny) no i to wszystko okupione ogromnym stresem – bo nwet jesli projekt i szefostwo fajni, to zawsze wszystko na wczoraj….

    Wlasnie. Mysle ze zakupoholizm Amerykanow moze po czesci sie brac z tego – z braku czasu. Kupowanie nowego gadzetu w nadziei, ze przyniesie on radosc na dluzsza mete – a to tak nie dziala.

  7. „kasy mialam wystarczajaco duzo, ale co mi z tego bylo jak nie mialam sie kiedy ową kasą cieszyc” – i o tym m.in. piszę. Co ci z kasy jak nie korzystasz. Wcześniejsza emerytura ? Może. A może zawał.

    Ja lubię remonty i wolę zrobić sam malowanie jak komuś płacić i siedzieć kolejne godziny na kompie. Choć są tacy co wolą na odwrót. Jak kto lubi :):):)

  8. Futrzak,

    bardzo się cieszę, że jesteś szczęsliwa i masz swoje miejsce!

    Jeśli stać Cię na Teslę, to na pewno stać Cię na mieszkanie w Urugwaju, przecież tam nie może być drożej niż w stolicy Polski? Mnie małe mieszkanie kosztowało 100 000 USD, czyli co nie najgorszy model S od Elona.

    BTW moja dewiza to zero kredytów, mieszkanie spłacę w niecałe 7 lat. Specjalnie kupiłem 2 razy mniejsze niż mogłem. A w Polsce jest 100 razy gorzej niż w strasznym USA, jeśli chodzi o kredyty. Jeśli podwinie się noga, traci się nie tylko mieszkanie, ale komornik wydoi całą moją rodzinę. I będzie to robił, póki nie umrę. To się nazywa motywacja do szybkiej spłaty :-)

    Pozdrawiam

  9. korposzczur:
    dokladnie.
    Wlasciwie, to powiem nawet, ze wybor jest ciężki.
    Nasz intuicja i emocje mowia nam, ze zycie jest krotkie i ucieka, i kiedy mam sie nim cieszyc jak nie dzis?
    Z drugiej strony spoleczenstwo i rządzący wbijaja nam do glow, ze teraz pracuj, zapieprzaj, ryj jak dzika swinia to na emeryturze sobie odpoczniesz.

    Ale wlasnie – jak slusznie zauwazyles. Odpoczniesz na emeryturze, czy nie dasz rady jej dozyc? Przepracowanie szkodzi, ale juz prawdziwym zabójcą mózgów i ciał jest stres.

    BTW:
    tez lubie remonty robic sama :)

    Wojtek inzynier:

    powiedz mi, jak to jest. Ja nie rozumiem.
    W jednym zdaniu mowisz „moja dewiza to zero kredytow” i za chwile jej zaprzeczasz informujac, ze wlasnie splacasz kredyt. Nie kłóci ci się to? Bo mnie cholernie.

    Jesli mam jakąś dewizę to albo ją stosuję w zyciu, albo nie. Jesli nie, to nie jest to zadna dewiza tylko jakies tam paplanie bez związku z czymkolwiek…

  10. Futrzak,

    to prawda, niemniej czasem zależy na czymś bardziej. U mnie doszłoby do rozwodu, gdybym jeszcze te kilka lat wynajmował mieszkanie a go nie kupił kredytem. Stąd kupiłem i mam to mieszkanie spłacone na dziś w 95% (mimo kredytu na 30 lat), a spłacę całkiem gdy wygasną mi za kilka miesięcy lokaty – szkoda było mi odsetek i tyle. Ale fakt, te kilka lat, gdy moje oszczędności były mniejsze niż zaciągnięty kredyt, to był dla mnie stres. Z drugiej strony mobilizacja.

    Ale fakt, trochę jestem niekonsekentny, przynajmniej szczery :)

  11. Wojtek inzynier:
    twoja zona serio grozila rozwodem jak mieszkania nie kupisz??

  12. @futrzak – a czemu jestem taki zły na nagonkę na nieruchy ? Wiesz jakiej szajby ludzie dostawali ? Przecież to była gorączka, a ceny szły z miesiąca na miesiąc w górę. Kredyt to było hasło odmieniane przez wszystkie przypadki co godzinę. „Wszyscy kupują, kupuj, kupuj. Kto nie kupił przegrał życie. Sky is the limit. Będzie drożej jak w Hiszpanii” – rzygać się chce. Czemu dziś nie prezentują cen od 2000r ? I te opowieści jak rodzina ciśnie, znajomi itd itp.

    Nie wiem jak u @Wojtka – piszę w kontekście moich znajomych.

  13. korposzczur:
    ja ci sie nie dziwie – sama z dala rozmawiajac ze znajomymi widze, ze kompletnie dali sobie glowe omotac. I tak, nikt nie bierze pod uwage, ze nagla dostepnosc kredytu powoduje (wszedzie!!!) wzrost cen i pompowanie bani.

  14. W kontekście bani – kilka lat temu zrobiono banię na ….. cukrze. Poszła plota, że cukier zdrożeje. I tak pompowali pare dni. Ludzie zaczęli kupować – no to news dnia – cukier drożeje. Jak drożeje to panika – normalne jaja. Jak za komuny – nie kupisz więcej jak 5-10 kg, co cwańsi sprowadzali cukier na palety (!) z Niemiec. Normalnie cyrk. Wywindowali zwyżkę coś koło 80%. Dlatego to nie są media, a me(n)dia.

    I coś o kapitalistycznej emeryturze. W czasach bani królowały fundusze. Osobiście jestem szczęśliwy, bo wymigałem się po prawie 10 latach z zyskiem średniorocznie 1,5% (!). Przy likwidacji facet mi się głupio pyta: po co wyciągać, w banku nic nie dają i ple ple ple. Sorry. Pi*oko na lokacie mogłem mieć wtedy ze 4% netto średniorocznie. A na złocie 300% w 10 lat. Niech żyją sprzedajne me(n)dia ! Toż to sprzedawcy marzeń, a nie dziennikarze ekonomiczni (hahahah).

  15. A tak, pamiętam tę histerię z cukrem.

    Co do dziennikarstwa ekonomicznego w Polsce to sie nie wypowiem, bo zbyt wiele brzydkich słów ciśnie się na usta.

  16. Co do sedna notki i z pamięci: przyjeżdża milioner na rajską wyspę i widzi rybaka. Gość złowił parę sztuk i idzie do domu.
    – Dlaczego idziesz ?
    – Złowiłem ile trzeba na obiad.
    – Jakbyś złowił więcej to miałbyś lepiej.
    – Że jak ?
    – No mógłbyś handlować i kupić większą łódź, potem całą flotyllę.
    – Ale po co ?
    – Jak będziesz miał flotyllę to otworzysz hurtownię, potem dwie, potem handel międzynarodowy.
    – Ale po co ?
    – Jak to po co ? Jak zostaniesz szefem korpo to będziesz jeździł na rajskie wyspy i łowił ryby :):):):):)

  17. korposzczur:
    tak, znany dowcip, i dlatego wlasnie milionerzy tego swiata wpadli na pomysl, zeby wywlaszczac takich biednych rybakow i rolnikow…a na ich ziemi zrobic kurort dla milionerow albo monokulturę soi….

  18. Super.mega sprawa ten Urugwaj, coraz bardziej sie nastawiam na przeprowadzke do tego kraju,chyba niema tam imigrantow z afryky tak jak w europie :D nie zebym byl rasista ale wole bardziej spokojny narod;)
    czy znajac francuski angielski na poczatek mozna sobie poradzic ? sa moze jakies organizacje polonijne ktore sluza pomoca ? czy majac 700€ stalego dochodu mozna tam przezyc ?

  19. @sergio
    „czy znajac francuski angielski na poczatek mozna sobie poradzic ?”
    Z angielskim wynajmie się jakieś mieszkanie, od biedy i słabo pozałatwia podstawowe rzeczy. Francuski jest sporym ułatwieniem do nauki hiszpańskiego, podobno go kiedyś powszechnie uczono i może spora część starszego pokolenia zna, nie wiem dokładnie.
    „sa moze jakies organizacje polonijne ktore sluza pomoca ?”
    Nie ma. Pewnie można napisać do autorki. Albo do mnie.

    „czy majac 700€ stalego dochodu mozna tam przezyc ?”
    Wynajmując pokój, jedząc ryż kalmary i wino. Piwo będzie za drogie, a bilety na autobusy niecodziennym luksusem.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: