Napisane przez: futrzak | 6 listopada 2016

Pieniądze szczęścia nie dają…

To taka fajna mantra, wymyślona bo:

moneycantbuyhappiness

Oczywiście, jeśli ktoś jest głupi i lekkomyślny, przepieprzy na przykład milion dolarów na idiotyzmy, a potem będzie piszczał. Albo, jeśli ktoś jest zadufanym aroganckim bucem, pełnym pogardy dla innych, to wszyscy będą się trzymać z daleka od takiego kogoś. Ale poza tym mamy normalnych ludzi i zastanówmy się, co dla nich spowodowałoby nagłe zwiększenie dochodów?

– oh, mogę spłacić kredyt za dom, już nie muszę się martwić!
– oh, mogę już dziś zrezygnować z tej idiotycznej i odmóżdzającej roboty i zająć się tym, co uwielbiam!
– ojej, mogę iść ma studia, o których zawsze marzyłam!!!
– mogę wreszcie opłacić profesjonalną opiekę dla mojego niepełnosprawnego dziecka
– mogę kupić moim rodzicom dom i zapewnić im spokojna i dostatnią starość, na jaką zaslugują
– mogę pozwolić sobie na trójkę dzieci!!!
– mogę wreszcie pojechać w góry i oddać się pasji snowbordu

… i tak dalej…
Są setki możliwości, w dzisiejszym świecie każdy o czymś marzy i tylko nielicznym udaje się to zrealizować. Prawie zawsze tymi nielicznymi są ludzie, którzy urodzili się we właściwym czasie, miejscu I RODZINIE. Bogatej – albo wystarczająco bogatej, która zapewniła im miękki start.

Więc proszę, zwykły człowieku, nie powtarzaj tych neoliberalnych bredni, mających na celu trzymanie ordnungu wśród szaraczków. Mówienie, że „pieniądze szczęścia nie dają” to jest dorabianie teorii do smutnych faktów. A fakty są takie: większości ludzi z klasy pracującej i średniej większa ilość pieniędzy sprawi więcej radości. Oczywiście, zawsze znajdą się posrane na mózgu jednostki z obu końców spektrum, które albo dostaną małpiego rozumu na widok gotówki albo takie, których już ilość pieniędzy zupełnie nie rusza, bo są kompletnie i totalnie zblazowane. Ale proszę, dlaczego sądzić cała populację według ekstremów i na tej podstawie rozpowszechniać bzdurne memy????

Advertisements

Responses

  1. Podzielam punkt widzenia, że mantra: „pieniądze szczęścia nie dają” jest takim usprawiedliwieniem dla nieumiejętności ich zarobienia. Uważam jednak, że szczęście składa się z kilku „kawałków” a pieniądze są jednym z nich. Człowiek, który potrafi je na chłodno rozporządzić kupuje sobie tym sposobem zazwyczaj czas. Czas zamienia na miłość i jest szczęśliwy. Trzeba uważać bo widać, że całkiem spory procent wygrywających fortuny w loteriach po kilku latach kończy z gigantycznymi długami. Edukacja finansowa to podstawa:)
    Fajny, krótki i wartościowy wpis:) Dzięki za niego i zapraszam serdecznie do mnie:)

  2. Pieniądze są potrzebne! Lepiej być bogatym i służyć swoją fortuną innym, mniej przedsiębiorczym, którzy urodzili się z takim a nie innym zasobem „szarych komórek” i bez zapewnienia „łagodnego startu”. Jednak być bogatym i żyć tylko w samouwielbieniu do swej pozycji społecznej jest przykre. Prawdziwa przyjemność jest w dawaniu innym.
    I jeszcze jedno: „przyszedłem na świat nagi nagi go opuszczę”. To bardzo ważna sentencja.

  3. zwyklytata:
    Dziekuje.
    Zauwaz jednak, ze edukacja finansowa tez jest dostepna tylko dla elit – tj. mam na mysli edukacje w temacie, jak faktycznie wyglada swiat miedzynarodowych finansow, a nie jakies glupawe ksiazki i poradniki typu „stock market for dummies” i tym podobne.
    Zauwaz, ze Kowalski, ktory chce kupic na kredyt dom nie dostanie rzetelnej informacji na jego temat ani od agenta nieruchomosci, ani od brokera banku. O szczegolach dowiaduje sie zwykle kiedy zaczyna zalegac z platnosciami a bank dowala jakies kosmiczne kary i opłaty, poczem okazuje sie, ze one gdzies tam w umowie byly zapisane w fine print.

    Bronek:
    tak, do grobu nie zabierzesz bogactw tego swiata, niewatpliwie, ale pieniadze moga kupic ci bezbolesna smierc w warunkach nie uragajacych godnosci ludzkiej. Ba. Pieniadze moga tą smierc odwlec na dosc dlugi czas, bo bedzie cie stac na leczenie.

  4. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach: o jakich kwotach mówimy? Jak te pieniądze pojawiają się w naszych rękach? Szybko? Powoli?
    Na pewno duże pieniądze są świetną próbą charakteru, którą niestety wielu „oblewa”.
    Przypominam, że zrobiono w Polsce statystyki wygranych w totolotka i wyszło, że dla większości wygrana finansowa oznaczała przegraną w życiu.
    Z moich obserwacji wynika, ze szczęście bardziej zależy od charakteru niż od kasy. Znam ludzi bogatych (w moim małomiasteczkowym rozumieniu tego słowa), którzy wciąż narzekają że mało, a wszystkie ich aktywności obracają się wokół mamony.
    Mam również wielu przyjaciół, którzy uciekli od „wyścigu szczurów” i niestety większość z nich po cichu narzeka, że biednie, że chcieliby więcej a się nie da.
    Dla mnie bardziej prawdziwy jest tekst: albo masz dużo kasy, albo dużo czasu :)
    Pozdrawiam

  5. nikt:
    nie chodzi o kwote a o to, ze przecietny Kowalski ma zerowa edukacje finansowa. Nie dziwi wiec wcale, ze w wpadku naglego przyplywu wielkiej gotowki podejmuje kompletnie nietrafione decyzje, ktore potem skutkuja dlugami.

    Co do tekstu „albo masz dużo kasy, albo dużo czasu” – to jest prawda ale tylko w odniesieniu do klasy sredniej w panstwach pierwszego swiata. Szwaczka z Bangladeszu nie ma ani czasu, ani kasy, bo zasuwa za glodowa stawke 12 godzin dziennie i starcza jej to tylko na oplacenie pokoiku wielkosci pudelka do butow oraz miski ryzu.

  6. Z ogólną wymową postu się w niemal 100% zgadzam.

    Jedyne czego brakuje, to tego, aby przeciętny Kowalski CHCIAŁ się edukować finansowo. Bo może jeszcze 10-15 lat temu wiedza nie była tak dostępna, ale na chwilę obecną jest i dostępna i łatwo przyswajalna.

    Dla Kowalskiego https://pl.khanacademy.org/search?referer=%2F&page_search_query=finanse

    A jak ktos angielskim wlada, to nawet MIT od prawie dekady udostępnia swoje świetne wykłady (i slajdy do nich) z dziedzin finansowych za FREE.
    https://ocw.mit.edu/courses/sloan-school-of-management/15-401-finance-theory-i-fall-2008/video-lectures-and-slides/

    Co do krajów 3go świata, to fakt, że z braku dostępu do internetu i jeszcze niewystarczającego pokrycia powszechną edukacją, może potrwać zanim się tam poprawi.

  7. nie przesadzajmy – to powiedzenie mowi to co mowi – ze nie mozna za pieniadze kupic w sklepie dwa funty szczescia. Nie twierdzi ze pieniadze sa niepotrzebne do szczescia ani ze szczescia nie ulatwiaja ani ze biedni sa szczesliwi – tylko to ze posiadanie pieniedzy nie bedzie JEDYNYM skladnikiem szczescia

    jak kazde powiedzienie uproszczone – ale nie nieprawdziwe

  8. Przecież to jest relatywne. Szwaczka będzie szczęśliwa jak zarobi 500 USD za 6h pracy. Statystyczny Polak będzie szczęśliwy jak dostanie 8 tys zł netto. Gwiazdę serialu uszczęśliwi kontrakt na milion. A apetyt rośnie w miarę jedzenia.

    Kiedyś marzyłem o jakichś rzeczach, które udało mi się spełnić. Ponieważ udało się to marzę o większych. Z drugiej strony marzę już nie dla siebie, bo mi starcza zachowanie status quo, a dla dzieci. Może dlatego, że mam niewielkie wymagania :):):)

    „Pieniądze to nie wszystko, a wszystko bez pieniędzy to …uj.” – pamiętacie tę komedię ?

  9. PawelW:
    Ja sie zgodze, ze dzis, jak ktos ma dostep do Internetu i wlada dobrze angielskim, to moze sobie znalezc. Tylko, ze przecietny polski Kowalski nie wlada dobrze angielskim – nie na tyle, zeby sobie czytac wyklady MIT czy Khan Academy.
    Do tego, zeby w ogole cos z tych zrodel zrozumiec, to jednak trzeba miec solidne podstawy.
    Jeszcze niedawno myslalam dokladnie tak samo jak ty, a potem konfrontacja nastapila w zetknieciu z rzeczywistoscia tj. kilka znajomych osob, co niby angielski zna, maja wyksztalcenie wyzsze (chociaz nic zwiazanego z finansami ani ekonomia), zostalo odeslanych do Khan Academy. Nic z tego nie zrozumieli….

    WW:
    nie przesadzam, to powiedzenie jest najczesciej uzywane w kontekscie wlasnie biednych, ktorzy tkwią w biedzie.

    korposzczur:
    oczywiscie, ze relatywne.

  10. Jest kilka wartościowych stron także po polsku np. Jakoszczedzacpieniadze.pl Jej autor Michał Szafrański od lat edukuje Polaków od podstaw, choć sam nie jest zawodów cen. W swojej książce pokazuje too czym wspomniałeś, czyli: Jak uzyskać tańszy kredyt działając już np. rok do przodu, jak co negocjować i wiele innych.

  11. zwyklytata:
    obejrzalam sobie tę stronę z ciekawości. Tekst o braniu kredytu hipotecznego.
    Sorry, ale to jest robienie ludziom wody z mózgu.

    Po pierwsze, nie znalazlam ani slowa o tym, ze w warunkach polskich „kredyt hipoteczny” to nie jest zaden kredyt hipoteczny, a produkt finansowy oferujacy kredyt pod zastaw nieruchomosci.
    Dlaczego? Otoz z kredytem hipotecznym mamy do czynienia wtedy, kiedy bank udziela kredytu pod zastaw nieruchomosci i kiedy bioracy odpowiada przed bankiem (w razie niesplacania) TYLKO TA NIERUCHOMOSCIA. W Polsce odpowiada sie CALYM MAJATKIEM.

    Po drugie: jaka „stala rata”????? Fixed rate jest wtedy, kiedy mamy kredyt na np. 30 lat ze stalym oprocentowaniem. STALYM. Na sumę X na 30 lat i mam to zapisane w umowie. W polskich kredytach raty sa „adjustable” bo zmieniaja sie wraz ze zmiana interest rates, a te sa indeksowane do WIBORu. A tymze mozna manipulowac. I sie manipuluje.

    Albo rozdzial o kredycie walutowym. Ani slowa o tym, ze to kosmiczne ryzyko i ze w ogole branie kredytu w walucie, w ktorej sie nie zarabia w kraju, jakim jest Polska, to przystawianie sobie pistoletu do glowy, biorac pod uwage wahania kursow. Czy bylo tam chociaz slowo o przeanalizowaniu kursow zlotowki do koszyka walut w ciagu ostatnich 30-tu lat????

    Ja to ma byc dobra „edukacja finansowa” to ja jestem szwedzką baletnicą, doprawdy.

    Odnosze wrazenie, ze to nie zadne „edukowanie” tylko naganianie klientow i zarabianie na blogu.

  12. do „Pieniadze szczescia nie daja” mozna dodac „Jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma” – kolejny sposob na pacyfikowanie biedniejszych. Jakos bardziej przemawia do mnie inna wersja: „Jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie NIE ma”.

    Zawsze mnie wkurzaly teksty typu: „Pokochaj swoja (gowniana) prace/sytuacje w domu” itp. Mozna sie zgadzac na cos jak sie nie ma wyboru, ale wara od dyktowania co mam kochac czy nie.

  13. Myślę, że od czegoś trzeba zaczac:) Tak jak pisałem autor bloga nie uważa się za fachowca, ale podwaliny pod wiedzę fachową może polozyc:)
    Tak czy inaczej trzeba się rozwijać:)
    Będę zaglądał czesciej:)

  14. @Futrzak: To jak nie KhanAcademy to wystarczy 40 zl i
    http://onepress.pl/ksiazki/podstawy-finansow-i-rachunkowosci-podrecznik-dla-menedzerow-maciej-skudlik,poswfi.htm :-)
    albo inne ksiazki z tego zakresu w pierwszej lepszej ksiegarni, albo np. ksiazki do liceum ekonomicznego.

    Ja podtrzymuje swoje zdanie, że jednak większość osób broni się wszelkimi możliwymi aktywnymi sposobami przed wiedzą :-) obojętnie czy studiowali czy nie, bo i na studiach większość starala się iść po jak najmniejszej lini oporu a później jest problem ze znalezieniem kogoś kto się faktycznie zna na swojej robocie, gdyz w większości albo ściągali albo pracowali na zasadzie CTRL-C CTRL-V.

    To i sie pozniej trudno dziwic, ze tak prostych pojęć jak „roczna stopa oprocentowania” i „rzeczywista roczna stopa oprocentowania” ludzie nie odrozniaja… aż trzeba było w 2012 w Polsce prawo zmienić, aby wszystkie banki dopasowac do poziomu wiedzy przecietnego Kowalskiego i do pokazywania TYLKO „rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania”. :-)
    Co w sumie nie jest złe, bo dzieki temu grube koty może się jednak mniej spasą :-) ale fakt kiepskiej wiedzy pozostaje faktem.

  15. PawelW:
    moze i masz racje. Mnie zdumiewa, ze wiekszosc tych, co wziela kredyt, nie wie nawet, ze to nie kredyt hipoteczny. Nie wie, od czego zalezy wysokosc oprocentowania tego kredytu i co gorsza nie wiedza, ile karnych odsetek i innych opłat dowali bank w razie opozniania sie ze splacaniem.

    zwyklytata:
    to nie sa podwaliny tylko robienie ludziom wody z mogzu.

    Magda:
    dokladnie.

  16. PawelW:
    zreszta… hm….obejrzalam sobie przed chwila definicje i tlumaczenie tego, czym jest rzeczywista roczna stopa oprocentowania. Mysle, ze przecietny Kowalski po prostu odpadnie na sam widok wzoru. O ile jeszcze w anglojezycznych zrodlach (takich jak Khan Academy…) mozna znalezc w miare przystepne wytlumaczenie, o tyle w polskich ksiazkach odnosze wrazenie jest to napisane tak, zeby bylo jak najbardziej skomplikowanie.
    Gdybym nie wiedziala uprzednio, co to jest, to prawde powiedziawszy z wpisu z Wikipedii nie zrozumialabym. Jak sie do tego doda żenujące podstawy matematyki (nie)wyniesione ze szkoly, to mamy co mamy.
    Wieszkosc normalnych ludzi po prostu macha ręką i daje sobie spokoj, rezygnuja juz na wstepie z takiej „edukacji”.
    I tutaj zachodzi odwieczne pytanie: czyja to wina? Ucznia, ze nie rozumie lekcji, czy nauczyciela, ktory nie chce dostosowac poziomu lekcji do poziomu uczniow?

  17. Mnie się wydaje, że jest to celowe. Tzn robienie w bambuko ludzi. Typu: wzór, pół wyjaśnienia pod spodem, pół w regulaminie z odwołaniami do czterech tabel. A brakło wystarczającej liczby ludzi mówiących: olewam, nie biorę.

    Dla mnie podstawową abstrakcją kredytu jest niewiedza ile mam spłacić. Nikt nie zna kwoty, bo ta jest zależna od zmiennych czynników w czasie. Wszystko to symulacje. Sorry – to dla mnie jest to „produkt finansowy”. Zresztą inżynieria finansowa stoi już na takim poziomie, że nikt nie chce się w to pchać. Skoro jedno g…. pakuje się w inne g… dodaje rating A i sprzedaje jako złoto. Tu nie ma ekonomii, prędzej symulacja zachowań tłumów, marketing, sprzedaż obietnic i marzeń itd. Tzn ekonomia jest od d…y strony – ile sprzedawca na tym zarobi.

    Jeśli ktoś lubi to polecę:
    http://dwagrosze.com/
    http://independenttrader.pl/
    oba mają pewną linię, mają też ciekawych niektórych komentatorów

  18. @Futrzak:
    „Mnie zdumiewa, ze wiekszosc tych, co wziela kredyt….”

    Mnie przeraża, ale jakoś nie zdumiewa bo jak sobie ekstrapoluje to co widziałem podczas własnej edukacji szkolnej czy uczelnianej to „sorry, taki mamy klimat”.
    Przykłady:
    1. Podstawówka, chyba 6 klasa. Lekcja matematyki. Nauczyciel musi na ca. 20 minut wyjść. Zadaje szereg prostych zadań do rozwiązania. Rozwiązuje ze 3 dziewczyny i ja :-) …. a reszta (ponad 20 osób) bezceremonialnie odpisuje…. smutne to.

    2. Studia, AGH, Wykład i Laborki Materiałoznawstwo. Po każdym laboratorium trzeba w ciągu tygodnia oddać sprawozdanie. Ja swoje robię ręcznie i pożyczam 1-2 kolegom jako wzór… na koniec semestru spotyka mnie niespodzianka. Ostatnie zajęcia i prowadzący pyta się mnie czy komuś dawałem moje sprawozdania (ja zawsze dosyć wcześnie swoje oddawałem)… ja, zgodnie z prawda, że ze 2 kolegom. Na co odpowiedz:
    „Bo w ostatnim sprawozdaniu zrobił Pan błąd i cały rok (ca. 500 osób) ten błąd po Panu powtórzył.” :-/
    I później tacy „fachofcy” dumnie dzierżą tytuł mgr.inż…. i potrafią niejedna firmę do plajty doprowadzić. To byłoby zabawne, gdyby nie było smutne i tragiczne.

    „I tutaj zachodzi odwieczne pytanie: czyja to wina? Ucznia, ze nie rozumie lekcji, czy nauczyciela, ktory nie chce dostosowac poziomu lekcji do poziomu uczniow?”

    Wina, wydaje mi się, leży po każdej z trzech stron:
    – ucznia, ze nie wykazuje zainteresowania tematem (jakoś ludzie potrafią godzinami grac w ogłupiające gry online, ale do przeczytania wzbogacających w wiedze książek sami się zmotywować nie chcą)

    – nauczyciela, że proste rzeczy często nie potrafi w prosty sposób wytłumaczyć (albo sam ich nie rozumie i skomplikowanym słownictwem przykrywa swoją ignorancje).

    – systemu (opartego jeszcze na założeniach pruskich), który taki stan rzeczy wspiera i konserwuje (bo jednak Finowie czy Singapurczycy zmienili założenia systemu i to przynosi efekty)

    Często jednak zadaje sam sobie pytanie, czy zadaniem instytucji edukacyjnych jest głaskanie po głowie, czy przygotowanie do twardej rzeczywistości dorosłego życia, gdzie jak się samemu nie postarasz, to g*wno będziesz miał albo i cię wyru*aja bez mydła…?

  19. @PawelW
    To co opisałeś, niestety zupełnie typowe rzeczy w Polsce, nie mają specjalnego związku z żadnym „pruskim modelem edukacji”, tylko powszechnym brakiem podstawowej etyki w społeczeństwie.
    A wzorem do tego w żadnym przypadku nie były Prusy, a kraj leżący od Polski w zupełnie inną stronę.
    Kombinatorstwo i lipa, wszystko działające wyłącznie na pokaz, a pod cienką warstwą pozoru śmierdzący syf i skorumpowanie do cna. W razie wątpliwości można wrócić nawet do Pana Tadeusza…
    Linia podziału nastawienia do ściągania i oszustwa przy wykonywaniu zwykłych obowiązków pomiędzy tolerancją, a traktowanie tego w kategoriach przestępstwa dokładnie pokrywa się z linią dawnej Żelaznej Kurtyny.
    Daleko nie szukając, Słowenka znana pod obecnym nazwiskiem Trump nie miała żadnego problemu z wygłoszeniem plagiatu przemówienia i najwyraźniej nie rozumiała reakcji publiki w USA tak takie zdarzenie.

    Z pozytywnych rzeczy- chyba się to powoli zmienia, podział pokoleniowy jest w Polsce nawet widoczny. Z negatywnych- zamiast traktować jak fachowców, po 90 roku należało wszystkim jak leci zweryfikować wszystkie dyplomu, ale sprawa została przespana i dziś takie nieuki uczą dalej, a ludzie wychodzący ze szkół nic nie umieją, bo zwyczajnie zostali oszukani przez głąbów z dyplomami.

  20. @Rewolucja….
    Nie do końca tak chciałem być zrozumiany. Owszem, te dwa przykłady z pierwszej części mojej wypowiedzi maja jak najbardziej dużo wspólnego właśnie z kacapskim systemem i tu się z Twoja diagnoza zgadzam.

    Natomiast, co miałem na myśli w drugiej części mojej wypowiedzi, to to, że pruski system edukacji zakładał sprowadzenie uczniów do ujednoliconej, konformistycznej i karnej masy posłusznej autorytetowi nauczyciela (a później dowódcy). Potrzebne było po tym jak podczas wojen z Napoleonem zbyt dużo wojaków wiało z pola walki.
    Pokolenie po wprowadzeniu systemu powszechnej edukacji problem zniknął, natomiast Niemcy stali się wykonawcami wszelkich rozkazów, bez względu na ich wydźwięk moralny. I nie tylko w IIWS, ale również co robili jeszcze przed IWS w XIX i XXw w Afryce i w Chinach w swoich koloniach.
    Świetnie te efekty pruskiej edukacji widać w książce „Na zachodzie nic nowego” napisanej przecież przez Niemca, który ten system negował i został uznany za wroga ludu.

  21. PawelW napisal: „w większości albo ściągali albo pracowali na zasadzie CTRL-C CTRL-V”

    Cos takiego jest mozliwe tylko dlatego, ze nie ma regulacji w sprawie szeroko pojetego plagiatu. Nikt nie ponosi konsekwencji. Sa kraje, np Szwecja, gdzie jesli zostanie sie przylapanym na sciaganiu na egzaminie lub spisywaniu pracy od kogos (czy z ksiazki), w konsekwencji mozna zostac zawieszonym w prawach studenta na jakis czas – do konca trwania przedmiotu albo semestru. I jest to dotkliwe, bo wiaze sie z utrata pieniedzy. Wiekszosc studentow finansuje studia z kredytu studenckiego i jesli nie wykaze odpowiedniej ilosci ECTS na koniec semestru, musi zwracac czesc pieniedzy. Na drugi raz sie mocno zastanowi.

    A w Pl kupuje sie prace semestralne, magisterskie, doktoranci kradna badania i artykuly innym – i nic sie nie dzieje, ewentualna Komisja Etyki nic nie robi…

  22. Magda:
    prawda. doszlo do tego ze mozna sobie po prostu zamowic prace magisterska, ktora ktos napisze za pieniadze…

  23. @PawelW
    OK, chyba rozumiem. To w istocie zupełnie inny aspekt sprawy i podział na szkołę „pruską” lub „skandynawską”, czyli kwestię wbijania wiedzy według szablonu vs. uczenie współpracy. W tym drugim modelu nawet nie ma miejsca na ściąganie i kombinowanie, i jak rozumiem, o to ci chodziło?

    Swoją drogą ta opinia o pruskiej armii jest w olbrzymiej części nieprawdziwa. Po katastrofach w czasach wojen napoleońskich, zarówno armię, jak i państwo reformowano właśnie w stronę odejścia od rygorystycznego centralizmu. Największą zmianą była zmiana sposobu wydawania rozkazów w armii na „zadaniowe”, co wymagało piśmiennych podoficerów i powszechnego podstawowego wykształcenia. I Prusy tym dysponowały, jako jedyne pastwo na świecie wówczas. Własnie samodzielność i niezależność niższych stopni dowodzenia były b.poważną częścią przygniatającej przewagi armii pruskiej przez cały 19 w.
    I może to bardziej była przyczyna- w rygorystycznym systemie „superplanowania” polecenia z góry bardzo często bywają już dawno nieaktualne lub niewykonalne, więc nie istnieje dla nich szacunek ani poważanie. Przy zarządzaniu przez zadania i sprawnej komunikacji zwrotnej, niezawodność łańcucha dowodzenia jest znacznie lepsza. A jeśli u samej góry jest szaleniec lub zbrodniarz….

  24. @Rewolucja:
    Tak, o ten aspekt sprawy mi chodzilo. Model nastawiony na wspolprace emliminuje nieuczciwosc i brak etyki.

    Co do pruskiego systemu szkolengo, to raczej podzielam poglady i przeslanie tego artykulu:
    http://nauczanieblog.blogspot.de/2014/01/pruski-system-edukacji-1.html

  25. @Futrzak:
    „prawda. doszlo do tego ze mozna sobie po prostu zamowic prace magisterska, ktora ktos napisze za pieniadze…”

    Tak jak pisałem, to jest smutne i tragiczne, ale ta sytuacja świetnie tłumaczy dlaczego ludzie wychowani w tym systemie obojętnie z której strony barykady bankowej raz że są niekompetentni a dwa nie widzą nic w złego w oszukiwaniu reszty… i mamy co mamy. :-(

    A bogaci rzucą parę afirmacji typu „Pieniądze szczęścia nie dają…” a „ciemny lud to kupi” jak wysławiał się pewien z tuzów dzisiejszej polskiej polityki, Kurski chyba.

    A co mozna z tym zrobic?
    Myślę, że pod wieloma względami Ty sama działasz na polu uświadamiania ludzi, ale do tanga trzeba jednak dwojga :-) albo zmiany systemu.

  26. PawelW:
    system jak widac zmienia sie, ale nie w tę stronę co trzeba….

  27. @PawelW
    Podany opis pruskiej edukacji jest jak najbardziej prawdziwy, ale bardzo uproszczony. Ta szkoła jednak przekazywała tanio i masowo wiedzę niedostępną dla warstw niższych gdziekolwiek indziej. Nie tworzyła dobrej wspólnoty i kooperujących, świadomych obywateli i to jest całkowita prawda. Tego możemy i powinniśmy oczekiwać dziś.
    Ale dała milionom narzędzia lepszej wymiany myśli i informacji, tak zgadza się, głównie w przemyśle i wojsku. Tylko nie zarzucajmy, że pruski/niemiecki robotnik/żołnierz w 19 w. był tępym narzędziem bez prawa myślenia, bo w porównaniu do realiów innych państw było dokładnie odwrotnie. I to miałem na myśli. Żołnierz i podoficer rosyjski, francuski, austryjacki nie potrafił pisać, musiał i mógł wykonywać wyłącznie proste polecenia przekazanie ustnie, albo rzeczy, które mu pokazano. Prusak dostawał przez gońca opisowe zadanie razem mapą, etc. i wykazywał inicjatywę. W fabryce potrafił przeczytać regulamin, ale i specyfikację techniczną zamówienia, etc.
    Na dziś ten poziom jest wszędzie dostępny i szkoła powinna zostać zmieniona na naukę współpracy, to oczywiste, ale na swoje czasy była to rewolucja.
    BTW- powszechne szkolnictwo w Prusach zaczęło się w 18 wieku, choć było słabe, reformy Humboldta nastąpiły, gdy było już całe pokolenie pół-piśmiennych.

  28. @Rewolucja: To co piszesz byłoby ładne i piękne, jednak zapominasz, że Niemcy były w dużej części państwem protestanckim. Protestantyzm kładł duży nacisk na CZYTANIE bibli, więc umiejętność czytania była w państwach niemieckich (i nie tylko) dosyć rozpowszechniona nawet wśród chłopstwa. Nie zapominajmy, że to oni wynaleźli druk a tezy Lutra potrafiło sporo ludzi przeczytać, skopiować i podać dalej ponad dwa stulecia wcześniej… więc nie o naukę czytania tam chodziło, a o to aby oduczyć samodzielnego myślenia a zastąpić je bezrefleksyjnym podążaniem za podaną instrukcją.

    W niektórych landach niemieckich obowiązek szkolny był o wiele wcześniej (nawet o ponad stulecie wcześniej) aniżeli ten wprowadzony przez pruskiego kaizera… ale nie był to odmóżdżający system pruski.
    https://de.wikipedia.org/wiki/Schulpflicht_(Deutschland)#Geschichte

    Tu cytat (pogrubienia moje):
    „(…)
    Jak pisze Murray Rothbard w książce „Education: Free and Compulsory” był to skutek przegranej z Napoleonem bitwy pod Jeną, w 1807 r. Król Fryderyk Wilhelm I pragnął zbudować nowe, niepokonane Prusy i oprzeć siłę nowego państwa na bezwzględnie posłusznych żołnierzach i urzędnikach.

    Dlatego wszystkie szkoły przeszły pod kontrolę Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Od 1810 r. każdy nauczyciel był zatwierdzany i certyfikowany przez państwo. Wprowadzono dzwonki na lekcje, tak by uczniowie, jak na rozkaz, porzucali swoje aktualne zajęcie. Pojawiły się listy zatwierdzonych przez państwo lektur, tak by przypadkiem młodzi sami nie próbowali szukać treści, które byłyby dla nich nieodpowiednie. Położono nacisk na pracę indywidualną i osiągnięcia indywidualne, bo ludzie, którzy nie potrafią współpracować, nigdy nie będą w stanie się zbuntować przeciwko absolutnemu władcy. Zdelegalizowano wszystkie prywatne szkoły, a później pozwolono im działać, ale musiały uczyć według ustalanego przez państwo programu. (…)”.

    Krótko mówiąc, szkolnictwo i umiejętność czytania istniały, miały się dobrze, a prusacy zamienili to na maszynkę do prania mózgów.

    Nawet rewolucja przemysłowa wystartowała nie w Niemczech, gdzie funkcjonował ten system, a w UK, gdzie pruskiego systemu nie było.
    Niemcy nawet po kilku pokoleniach pruskiego systemu jedyne co mogli zrobić to kopiować rozwiązania angielskie.

  29. http://www.autonom.edu.pl/publikacje/mazur_marian/jaka_szkola.php


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: