Napisane przez: futrzak | 27 października 2016

Media społecznościowe

Narzekanie na owe jest dziś bardzo modne. Ze sodomia i gomoria, bo bahory chodzą z nosem w telefonie zamiast socjalizowac sie z rowieśnikami….
Z jednej strony racja, ale z drugiej wcale nie.

Czemu nie?
Po pierwsze: dziecko nie wybiera sobie rodziny, nie wybiera sobie tez miejsca, w ktorym sie urodzilo, ani tez najblizszego otoczenia. Wszystko jest fajnie, dopoki ma rozsądnych i tolerancyjnych rodzicow, ale jesli takich nie ma, zaczynaja sie problemy. Pierwszą reakcją będzie chęc odseparowania sie i szukania ludzi, ktorzy będą myslec podobnie i będą w stanie dzieciaka zrozumieć. Jesli takich nie znajdzie w najblizszym otoczeniu, mozliwosci komunikacji zdalnej, jakie daje Internet, spadaja mu prawie jak z nieba…

Po drugie: ogromna większość rodziców mających dzieci z telefonem przyklejonym do nosa sama jest sobie winna. Dzieci ciągle i nieustannie wymagają uwagi. Chcą poznawać świat, zadaja tony pytań, chcą się bawić. W dzisiejszym świecie obojga pracujących rodziców rzadko kiedy rodzice chcą/umieją/mogą dotrzymywac kroku dziecku. Bardzo częstym zjawiskiem jest posadzenie dzieciaka przed ekranem i włączenie mu bajki. Odruch zostaje – że rodziców nie warto wprowadzać do swojego życia i o cokolwiek pytać, bo przeciez i tak nie maja czasu. A ci w sieci mają czas….

Po trzecie:
tak, kiedys dzieci tez nie wisiały rodzicom na głowie, większość czasu spędzaly na zabawach z rówieśnikami w pobliżu swojego miejsca zamieszkania. Ile glupot, okropienstw, niebezpiecznych rzeczy wtedy robily, tego nikt nie wie, bo nie mialy telefonow i nie nagrywaly :). Rodzice dowiadywali sie o czyms tylko w razie strasznej katastrofy tj. gdy zdarzyl sie okropny wypadek i trzeba bylo dzieciaka wieść do szpitala. Siec tez niesie ze soba niebezpieczenstwa, ale powiedzmy sobie zobaczenie kawalka golego cycka czy penisa jest doprawdy niczym w porownaniu ze zlamana nogą czy upadkiem z wysokiego drzewa. Czemu więc rodzice sie tak trzęsą? Ze dziecko moze byc porwane przez pedofila? Coz, jesli z dzieciakiem jest w miare dobry kontakt nie jest trudno wpoic mu podstawowe zasady bezpieczenstwa jako to, zeby z osobami poznanymi w sieci nie spotykal sie w realu bez asysty (i pare innych).

Serio. Zarówno w realu jak i w sieci czyha pełno niebezpieczeństw, nie kazdy jest przyjaznie nastawiony i nie kazdy bedzie klepał dzieciaka po główce. Realnego zycia dziecko uczy sie poprzez zanurzenie w nim – nie ma innej drogi.
A ze dzieci spedzaja dzis wiecej czasu w pomieszczeniach oraz bawiac sie komputerami? Coz. Tryb zycia nas, jako ludzi, zmienia sie wraz z rozwojem techniki. Mozna albo przyjac to do wiadomosci i zakomodowac w zyciu wlasnym i dzieci, albo ignorowac i wyrzekac jak to „za moich czasów to…”.

Hej rodzice, moze czas juz na reality check? Naprawdę, jesli nauczycie sie obslugiwac smartfona i podlączycie do jakiejś spolecznosciówki, zeby zrozumieć świat dziecka, to was ten telefon nie pogryzie i nie sprzeda kopa? Ze jak zapytacie sie dziecka o to, jak cos zrobic na kompie, to wam korona z głowy nie spadnie? Dlaczego a priori zakładacie, że coś jest okropne, bez poznania i sprawdzenia tego? Wiecie, czego w ten sposob nauczycie swoich dzieci?

Reklamy

Responses

  1. Co prawda to prawda. Jak bylem szczylem to z rowiesniczkami bawilismy sie w doktora, a dzis dzieciaki wysylaja sobie dick pics i instaluja pussy camy i slysze caly czas kwekania ich ramoli, ze „popatrz do czego to doszlo” i takie tam. Zazdroszcza, ze sami juz nie moga praktycznie bezkarnie figlowac jak za szczeniecych lat. A pogmeral by sobie taki tatus ze hej :).

  2. Ja stronkę porno podejrzałem w kompie dzieciaka.

  3. Mam dwóch synów 4 i 6 lat.
    Do moich obowiązków jest chodzenie na publiczny plac zabaw.
    Na początku wakacji był taki moment że akurat nie było nikogo.
    I synowie poprosili żebyśmy się pobawili w berka.
    A że zawsze się angażuje w swoje obowiązki tak i też było tym razem.
    Nie było że boli i poszliśmy na ostro (łzy i piach w oczach itd).
    W pewnym momencie pojawiło się rodzeństwo.
    Jak się okazało 8 i 11 lat.
    Oni też by chcieli dołączyć.

    Po dwóch tygodniach wprowadziliśmy zasadę
    że zaczynamy od 19 żeby innych mniejszych dzieci nie pozabijać.
    Efekt był taki że zbierała się dzieciarnia z okolicznych bloków.
    Od 3 do 10+ roku życia i wszyscy tylko czekali na 19:00.
    A jak wybiła 19 był tylko jeden jazgot.
    Ale było super.

    Dzisiaj już nie ma placu za zimno.
    Ale jak idę z synem do szkoły to słyszę czasami od dzieci dzień dobry.
    Wiec czuję się już swój człowiek na dzielni :)

    I na koniec
    1) Jak żona poszła to syn przyszedł żebym przyszedł bo wszyscy na mnie
    czekają :)
    2) Tak się zastanawiałem kiedy policja po mnie przyjedzie. Za „klepanie” małych dzieci po czym popadnie.
    3) Nie wiedziałem że bieganie po piasku jest takie męczące

    I wracając do tematu : Facebook to substytut.
    Te dzieciaki dotykały dopiero telefonów jak rodzice wkurzeni dzwonili dlaczego ich na kolacji jeszcze nie ma.

  4. No dokładnie, do czego to doszło, myśmy w realu, na łonie przyrody Mocium Panie, a oni tylko przez szybkę :p

  5. Jednak uzależnienie od Internetu to zła rzecz. Wiem to po sobie. :) Dlatego będziemy go dzieciakowi przez dłuższy czas ograniczać. Tym bardziej, że w Internecie natknie się na masę fałszywych mędrców i proroków, dla których naiwny czytelnik to nie lada gratka.

  6. Ok.
    No to takie pytanie:
    czy skoro uwazacie, ze uzaleznienie od Internetu to zla rzecz i ze Internet to substytut – czy uwazacie, ze uzaleznienie od ksiazek to zla rzecz i substytut?

  7. Poza tym znaczace, ze jak narazie wszyscy zgrabnie przemilczeli punkt pierwszy i drugi.

  8. Kira:
    a w realu nie natknie sie na falszywych medrcow i prorokow? Wystarczy telewizor wlaczyc, pojsc do szkoly, gdzie wiekszosc dzieciakow ma religie, i takie tam….

  9. @ Futrzak

    Nie zdołasz uchronić dziecka przed całym złem tego świata. :)

    Każde uzależnienie jest złe. Książki wydają się absolutnie nieszkodliwe, ale czy chcielibyśmy, by dziecko w wolnym czasie wyłącznie czytało?

  10. Kira:
    ksiazki sa tak samo nieszkodliwe jak i Internet. Ksiazki przede wszystkim sa rozne. Wszystko zalezy od tego, jakie ksiazki czytasz i podobnie z Internetem: wszystko zalezy od tego, do czego go uzywasz.

    I musze przyznac ze najbardziej bodzie mnie w tym, co napisalas, jedno zdanie:
    „czy chcielibyśmy, by dziecko w wolnym czasie wyłącznie czytało?”

    Brzmi to tak, jakby samo dziecko nie mialo absolutnie nic do powiedzenia. Jakby nie mialo zadnego glosu w tym, co MOZE robic w swoim czasie wolnym tj. po wypelnieniu swoich obowiazkow. Rodzice zdecydowali, ze za duzo ksiazki albo internetu to jest be, i ma isc bawic sie z rowiesnikami na podworku. Furda, ze dzieciak moze byc taktowany jak koziol ofiarny; furda, ze ma fobie spoleczna, ze woli siedziec sam i czytac ksiazki albo robic cos innego. Nie, nie moze, bo rodzice uznali, ze to nieodpowiednie zajecie i będą go zmuszać do tego „odpowiedniego”.

    Musze przyznac, ze ciesze sie, iz dorastalam w czasach, w ktorych rodzice byli na tyle zajeci innymi rzeczami, ze nie interesowali sie za bardzo tym, co robie (bylebym nie wykraczala poza pewne spolecznie przyjete granice np. nie niszczyla wlasnosci sasiadow etc.). Mialam WOLNOSC i dzieki temu nauczylam sie samodzielnosci.

    Zycie w swiecie, gdzie rodzice decyduja za mnie nie dosc, ze o obowiazkach ale jeszcze o wolnym czasie i tym, w co mam sie bawic – to musi byc potworne zycie. Wyrastaja potem dzieci, co nienawidza kolegow, nienawidza tych obrzydliwych lekcji pianina, jezykow, basenu wpychanych im do gardla; zaczynaja nie znosic wlasnych rodzicow, ktorzy po prostu ciagle lekceważą ich potrzeby, bo realizuja własną agendę…

  11. BTW:
    wypychanie introwertycznego dzieciaka na sile na podworko do kolegow to jest po prostu czysty sadyzm.

  12. @ Futrzak

    To bardzo emocjonalna i niesprawiedliwa interpretacja mojego komentarza. Dopisałaś sobie do moich słów fałszywe znaczenie i oskarżasz mnie o coś absurdalnego.

    Sama jestem totalną introwertyczką, dlatego miałam i mam bardzo niewielu znajomych. Partner jest introwertykiem, więc pewnie i dziecko będzie. Nie zamierzam go zmieniać. Ale jednak TROCHĘ kontaktu z ludźmi mu nie zaszkodzi. Nic na siłę. Będziemy je zachęcać, nie przymuszać, by bawiło się z innymi dziećmi.

    Zarówno rodzice, którzy nie dają dziecku minimum wolności, jak i tacy, którzy w ogóle nie interesują się tym, co robi w wolnym czasie – są kiepskimi rodzicami. Można ich kochać i szanować, z pewnością się starają, ale ani jedni, ani drudzy nie postępują mądrze. Z dzieckiem trzeba rozmawiać, prowadzić je, pokazywać różne rzeczy, tłumaczyć, ostrzegać przed niebezpieczeństwami, uczyć go samodzielności. Ty się nauczyłaś tego sama. Nie każde dziecko tak ma.

    Słowa-klucze: umiar; mądra miłość; wsparcie, nie zastępowanie.

  13. Kira:
    Napisalam, ze „brzmi to tak jakby”. Bo brzmi. Jesli natomiast nie zamierzasz dziecka do niczego zmuszac, to bardzo dobrze.
    Jednak nie wszyscy rodzice tak maja. Ba. Codziennoscia na ulicach w Polsce i w miejscach publicznych jest, niestety, nadal tresura :-/ (zakazy, nakazy, wrzaski, klapsy jako metody wychowawcze).

  14. Aaaa, to przepraszam. Znowu się nie zrozumiałyśmy. Napiszę teraz coś bardzo nieuprzejmego: jeśli ktoś uważa, że dziecka nie należy „do niczego zmuszać”, to lepiej, żeby dzieci nie miał. Ja jak najbardziej zamierzam opieprzać dziecko czy dawać mu klapsa za złe zachowanie, jeśli spokojny zakaz nie wystarczy. Być może w Twoim mniemaniu jest to znęcanie się nad biednym dzieckiem i odbieranie mu najświętszej wartości – wolności. Ale wybacz, wolność KAŻDEGO z nas musi być jakoś ograniczona. Tak jak należy SIŁĄ powstrzymać CUDZE dziecko lub DOROSŁĄ osobę przed czynieniem zła, o ile tylko jest się (w tym drugim przypadku, czyli osoby dorosłej) silniejszym, tak też należy własne dziecko dyscyplinować, uczyć, tłumaczyć i zabraniać, tak – zabraniać!!! robienia złych rzeczy.

    Możemy się zastanawiać, czy klaps jest skuteczny czy nie. Ja widzę, że grzeczne tłumaczenie często NIE jest skuteczne. Stąd moja „średniowieczna” postawa, że rodzic powinien czasem dziecko surowo skarcić. Jeśli ktoś ma jakiś patent na łagodne i skuteczne dyscyplinowanie dziecka, chętnie skorzystam. Ale niech mi ktoś spróbuje wmówić, że rodzic nie powinien go w ogóle dyscyplinować, to mnie szlag trafi. Kiedy widzę na ulicy wrzaskliwego i agresywnego dzieciaka, którego mamusia łagodnie strofuje i ucisza, na co on reaguje jeszcze większą agresją i chamstwem, to wzbiera się we mnie agresja. I pogarda dla takiej matki. Bo trwanie w nieskuteczności jest czymś strasznym.

  15. Kira:
    Granice dzieciom stawiac trzeba, oczywiscie. Nie mozna pozwalac na wszystko.

    Natomiast bicie i wrzaski nie sa skuteczna metoda wychowawcza, pisalam o tym juz wiele razy. To nie jest metoda wychowawcza tylko wymuszanie czegos siła.

    Możemy się zastanawiać, czy klaps jest skuteczny czy nie. Ja widzę, że grzeczne tłumaczenie często NIE jest skuteczne.

    Coz, tutaj przypomina mi sie moja sąsiadka, która ma dwa koty, jednego małego. Najpierw grzecznie „tłumaczyla” kotu, ze nie wolno jesc roslinek w doniczkach („Tito, nie jedz roślin!”). Nic to nie pomoglo. Potem zaczela wrzeszczec, no i kilka razy uderzyła zwierzę. Teraz kot sie jej boi i unika. A rosliny dalej żre, jak jej nie ma w pobliżu. I dokladnie tak samo dziala bicie i wydzieranie sie na małe dziecko. Dokladnie tak samo…
    Ono będzie sie balo ciebie i w twojej obecnosci czegos nie zrobi, ale nauczy sie, ze silniejszy sila moze wymóc wszystko. Zacznie wiec powtarzac schemat: „dyscyplinowac” slabszych od siebie.

    A przeciez i psa i kota i male dziecko mozna nauczyc, ze pewnych rzeczy robic mu nie wolno. Ale skuteczna nauka nie polega na wrzaskach i biciu. Powie ci to kazdy psycholog rozwojowy….

  16. Widzisz, problem w tym, że nie da się dojść do porozumienia ze wszystkimi. Dlatego prawo stanowione opiera się na SILE. To samo dotyczy stawania w obronie dobrej sprawy (lub takiej, którą uważamy za dobrą): nie zawsze da się kogoś przekonać. Im starszy człowiek i bardziej przekonany o swojej racji, tym mniej chętnie będzie Cię słuchał. Dotyczy to np. osób źle traktujących zwierzęta.

    Ale właśnie – co to znaczy „złe traktowanie zwierząt”? Otóż od kilkunastu lat „zbieramy” okoliczne koty, trafiły się nawet trzy psy (ale nie naraz). I kiedy kot nasikał ZŁOŚLIWIE na buty czy firanę, miał nos wytarzany w swoim moczu lub dostawał ścierą po dupie. Kiedy bił innego kota – też dostawał ścierą po dupie. RAZ!!! I chociaż nasze koty nieraz się na nas obrażały i chowały pod stołem, to nigdy przenigdy się nie zdarzyło, żeby strach czy obraza trwały dłużej niż dzień. Nawet kiciuś, który z niewiadomego powodu wyrósł na strasznego dzikusa, po dostaniu ścierą czy łapą po tyłku (a dostawał, jak już był dziki, więc to nie klapsy były przyczyną jego dzikości), przychodził się łasić. Aplikowaliśmy im zawsze masę miłości, tak samo jak psom (co pewnie zganiłby Cesar Millan) i może dlatego pojedynczy akt przemocy nie mógł uczynić z nich emocjonalnych kalek.

    Może tak samo jest z dziećmi? Może wszystko zależy od PROPORCJI? Od tego, czy nasze (dorosłych) zachowanie jest przewidywalne i logiczne, czy nieprzewidywalne i trudne do zrozumienia? Sama nie wiem. Wydaje mi się, że niewielu rodziców za jedyną metodę wychowawczą obiera agresję. Ale pewnie większość z nas często zawodzi jako wychowawcy.

  17. @ Futrzak

    Mam prośbę. Nie wiem, czy ten temat Cię interesuje, mnie BARDZO, BARDZO, BARDZO. Jeśli kiedyś byś napisała coś na ten temat z punktu widzenia osoby, która mieszkała i w USA i w krajach latynoamerykańskich.

    Temat: oddawanie dzieci do adopcji.

    Napisałam o tym bardzo zwięźle: https://opinie-kiry.blogspot.com/2016/10/skurwysynstwo-nadal-trwa.html

  18. Poprawka: jeśli kiedyś byś napisała… byłabym wdzięczna.

  19. Kira
    nie zawsze da się kogoś przekonać. Im starszy człowiek i bardziej przekonany o swojej racji, tym mniej chętnie będzie Cię słuchał.

    No ale nie zartuj – uzywasz przykladu niemoznosci przekonania doroslego czlowieka do czegos jako usprawiedliwienia bicia dzieci? Serio?

    Natomiast co do oddawania dzieci do adopcji. Nie bardzo wiem o czym mialabym pisac? Jakie sa regulacje w USA? Bo jesli chodzi o to, co sobie jakies sekty religijne w USA wyprawiaja, to hm…nie bardzo mnie ten temat pociaga, bo oni od zawsze bredzili, bredza i bredzic beda.

  20. Nie wiem, czy się rozumiemy. Chodzi mi o to, że czasami jesteśmy przekonani, że musimy kogoś przed czymś powstrzymać. I musimy wówczas obrać najskuteczniejszą metodę.

    Co do adopcji, to pomyślałam, że MOŻE ten temat jest również w okręgu Twoich zainteresowań. Jeśli nie, to sorry.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: