Napisane przez: futrzak | 8 października 2016

Podróże, podróże….

Mawiają, że dziś podróże tanie są/mogą być.
I tak, i nie. Mamy w branzy QA takie powiedzenie: quality, time, money – pick any two.
Myślę, ze dokladnie to samo stosuje sie do podróży.

Koszty.
Na pierwszy rzut oka przeciętną osobę zrażają koszty i jest w tym duzo prawdy. O ile nie ma to byc podróż na zasadzie wyprzedajemy caly majatek, pamiątki zostawiamy u rodziny i ruszamy w świat i niech się dzieje co chce – to trzeba jednak łożyć kasę na juz istniejacy dom/mieszkanie, a w czasie podrozy nie będzie przecież stałego, comiesięcznego income. Opowieści Cejrowskiego i jemu podobnych mozna traktowac z przymrużeniem oka – bo powiedzmy sobie – ludzi, ktorzy chca sie utrzymywac z pisania reportazy z podrozy, robienia zdjec, prowadzenia blogow etc. są setki tysiecy. Tylko jakis malutki procent jest w stanie na tym zarabiac i to tak, zeby kontynuowac podroz.
Oczywiscie ci, ktorzy maja swoj dom/nieruchomosc, moga ja wynajac na czas swojej nieobecnosci – ale jesli jest to zwykly dom Johna Smitha z klasy sredniej, to nie dostarczy tyle dochodu, co pelnoetatowa praca.
Przy podejsciu wyprzedajemy co mamy, kompresujemy dobytek, rzucamy prace – podróż dookoła świata faktycznie staje się osiągalna dla przeciętnego reprezentanta klasy średniej z pierwszego świata – ale będzie ona trwała do czasu, do kiedy skończy nam się kasa.
To, na ile kasa wystarczy, zależy od quality – na samolotach za wiele przyciąć ponad minimum się nie da (bo jednak oferty owszem, zdarzają się, ale czekając na ofertę musimy gdzieś spać i coś jeść, a to też są przecież koszty) – ale juz na reszcie tak. Zaopatrując się na lokalnych targach, tak jak lokalesi, jeżdząc chicken buses i śpiąc w namiocie na dziko, wychodzi tanio – prawda.

Tylko, ze nie wszędzie się tak da. Jeśli chcemy zwiedzić jakieś europejskie miasto, nie obejdzie sie bez zaplacenia kilkudziesięciu dolarów za dobę, a co najmniej kilkunastu (hostel na wspólnej sali). W jedzenie też trzeba będzie sie zaopatrzyc w miejscowych sklepach, a ceny w takich krajach jak Szwajcaria, Norwegia, Islandia do najnizszych nie należą.
Mozna przyoszczędzić na sposobie poruszania się – autostop jest darmowy – ale przez ocean autostopem się nie da :) a i nawet na lądzie taki sposob podróżowania zajmuje bardzo dużo czasu no i nie nalezy do szczególnie bezpiecznych.

Czas.
Właśnie. Jeśli ktoś jest freelancerem, to może dośc dowolnie dysponować czasem – przynajmniej w porownaniu z ludzmi, ktorzy maja stała pracę na etat. Ci ostatni w krajach z większym socjalem mogą liczyc na kilka tygodni urlopu w roku i oni są szczęściarzami – cala reszta będzie musiala z pracy się zwolnić, jesli ma to być podróż dłuzsza niz 2 tygodnie. W stosunkowo dobrej sytuacji są studenci – kilka miesięcy wakacji. Ale tutaj dla niezamożnych też staje przed oczami dylemat: skąd wziąć kasę? Większość studentów, którzy nie pochodzą z bogatych rodzin, wakacje wykorzystuje na pełnowymiarową pracę zarobkową, zeby potem miec z czego oplacać studia i utrzymanie sie.

Są ludzie, którzy pracują non-stop przez 2-3 lata i odkładają każdy grosz po to, zeby potem przez rok popodróżować sobie. To jest jakaś opcja, ale też nie bardzo dlugodystanowa, bo skonczymy będąc w wieku emerytalnym, tyle ze bez oszczędności i emerytury…

Słowem: jakby się nie obkręcić, dupa zawsze z tyłu – czyli bez pieniędzy ani rusz. A teraz pomyślmy sobie – czy nacja, w której 80% czynnych zawodowo ludzi zarabia poniżej 3550,00 zł będzie nacją podróżników innych, niż super-okazja-kurort w Egipcie?

PS:
Wiem, o czym piszę. Zawodowym podróżnikiem nie jestem, ale jednak mimo wszystko żyłam na 3 kontynentach, trochę świata zjeżdziłam no i przez ponad 2 lata utrzymywaliśmy się we dwójkę z moich oszczędności, które przecież z nieba mi nie spadły, oraz nikt mi nic nie dał na piękne oczy. Wiem, jak szybko pieniądze topnieją, wiem jakie trzeba robić kompromisy i wiem, jak potem trudno jest wrócić na zawodowy rynek pracy w pewnych państwach…

Reklamy

Responses

  1. Mieszkałem kiedyś z kolegą który jeździł stopem a nocował w przy drodze. Trzymał się Europy Środkowej.

  2. gszczepa:
    a gdzie kolega zalatwial potrzeby naturalne i mył się?
    Bo dla mnie to najwieszy problem w takim typie podrozowania….

  3. Stacje benzynowe.

  4. Pytanie jest czy podróżowanie ma być celem samym w sobie ? Pewnie na pewnym etapie tak. Ale i tak nie daje ono zwykle pełnego pojęcia o tym co dzieje się w danym kraju /regionie.
    Słyszałem ostatnio audycję z jakąś dosyć młodą dziewczyną – która była na wolontariacie ( misja ) na Filipinach.
    Mówiła tam mi. ze poznała ten kraj tak jak żaden podróżnik ( ani autostopowicz ani Cejrowski ) poznać nie może. Myślę że miała sporo racji.
    Podrózowanie dla „zasady” stało się jest taką łagodniejszą wersją przymusu pokazania się. Kiedyś szpanowało się byczką, domem itd. Teraz jak 30-60% ( zależnie od kraju – powiedzmy OECD ) społeczeństwa stać na jakiś domek i merca to trzeba znależć inne powody do wyróżnienia się ….

    PS. Podróżować po taniośći na maksa ( jw ) da się. Tylko też pytanie jw.

  5. No dobrze, ale skoro podróże na tym świecie są takie drogie, to może warto wybrać się w podróż na tamten świat? Jak sądzicie?

  6. Jeżeli ktoś lubi podróżować na zasadzie lenistwo z biurem podróży w egipskim kurorcie to jego sprawa. Jeśli natomiast podróżuje w ten sposób i twierdzi, że przy tym budżecie nie stać go na inny sposób podróżowania w ciągu tygodnia czy dwóch urlopu to raczej nie wie o czym mówi.

  7. Elizka:
    ” to może warto wybrać się w podróż na tamten świat?”

    Doczytaj „Kontrakt na Życie”… na samym dole, drobnym druczkiem:
    „Niezaleznie od zawartosci portfela, potencjalu intelektualnego mozgoczaszki, bagazu zyciowego doswiadczenia, KAZDY ma zapewnione
    miejsce w ‚biznes klas’ w podrozy na druga strone lustra.
    ;)

  8. Przez ocean autostopem się nie da, ale jachtostopem już tak:

    Ludzie mający prace zdalną również mogą podróżować do woli. Można też wybierając się do jakiegoś kraju ogarnąć prace na miejscu:

  9. spoko, można znakomicie dać sobie radę w kwestiach sanitarno – higienicznych jeżdżąc autostopem, zwłaszcza, że na trasę należy z założenia wyjść w miarę czystym, schludnym i nie śmierdzącym /minęły już czasy, gdy kierowcy ciężarówek zabierali pasażerów na pakę, a na tych pakach bywało rozmaicie, przepisy się pozmieniały/…
    natomiast prawda jest, że planując podróż, obojętnie czy zarobkową, czy turystyczną, trzeba brać pod uwagę, że licznik bije za pozostawione w kraju mieszkanie, dom, rachunki trzeba płacić, obojętnie, czy w nim mieszkamy, czy nie… stąd więc różne pomysły, by jakoś to ogarnąć… sam kiedyś wynajmowałem innym mieszkanie na czas wyjazdu, które wynajmowałem od kogoś…

  10. „KAZDY ma zapewnione
    miejsce w ‚biznes klas’ w podrozy na druga strone lustra.
    ;)”

    Chyba sobie jaja robisz. Malo kto ma w biznes klasie. Powiedz to chocby umierajacym na raka.

  11. PKanalia, gszczepa:
    na kazdej stacji benzynowej to jest (na ogol) kibel i umywalka. Prysznice to na truck stopach w USA przy międzystanówkach, w EU to w Niemczech widzialam przy autostradach, za to przy przejezdzie przez Francje i Hiszpanie rzadko gdzie są.
    Jesli jest sie kobieta i ma okres, to słabo. Poza pierwszym swiatem raczej nie bardzo mozna liczyc na takie luksusy…

  12. Większości kobiet w podróży wystarczy własna czysta miska i dostęp do ciepłej wody. Większość ludzi może całemu umyć się w miednicy i być czystym i ładnie pachnieć. Zawsze jest pytanie, na jakim poziomie chcemy bawić się w podróże. Można na tym najniższym, ale po dłuższym czasie źle to wpływa na psychę, zwłaszcza jak deszcz doleje, czy jest zimno. Generalnie każdy musi znaleźć własny model.

  13. chip butty
    „Powiedz to chocby umierajacym na raka.”
    Eee… to jeszcze element zycia.
    Rak,SM, glupi bol zęba, patrz jw.
    Ja pisze o momencie przejścia.
    I mam nadzieje, ze.all inclusiv będzie w pakiecie.

  14. nikt:
    taaak? To sprobuj umyc sobie tylek w misce w kabinie od kibla, w ktorym nie ma klapy, a wielkosc tego jest taka, ze ledwo sie miescisz _wchodząc_ tam.

    W miednicy sie umyc mozna, ale najpierw trzeba miec gdzie ta miednice postawic – hint – w kabinie kiblowej nie ma miejsca, a tam, gdzie sa umywalki (zreszta w wiekszosci tak male, ze do miednicy ani wiekszej butelki wody nie nalejesz bo nie zmiescisz tego, trzebaby z wlasnym lejkiem i wężykiem do tego podlaczonym latac) – to jest przestrzen publiczna gdzie w kazdej chwili ktokolwiek moze wejsc. Miejsca owszem jest duzo w kabinie dla disabled, ale to nie wszedzie sa takie luksusy.

    Nie wspomne juz o tym, ze jak jezdzisz stopem z plecakiem to sorry, ale nikt ze soba miednicy ani większej miski, takiej w ktorej umyc sie mozna – nie ciąga ze soba.
    Mycie w miednicy na stacji to mozna sobie zalatwic, jak sie jezdzi wlasnym samochodem – jest gdzie tą miednice trzymac a i jak sie natrafi na kible takie, gdzie nie ma miejsca, to zawsze mozna podjechac pod pare róznych stacji i znalezc wreszcie taka, gdzie bedzie dostatecznie duzo miejsca. Ale to juz jest wyzszy poziom kosztow, bo jedziesz wlasnym samochodem.

  15. No też nie przesadzajmy z tymi wymaganiami. Spędzam lato w kajaku, kiedyś sporo chodziłem po górach i opcjonalność prysznica jest dla mnie zupełnie oczywista i nie robię z tego powodu tragedii.

    Oczywiście na przestrzeni ostatniej dekady dużo z tym łatwiej.

    Zresztą, jeszcze za czasów mojego dzieciństwa, ja miałem w domu łazienkę (bez prysznica oczywiście), a wychodek na zewnątrz, natomiast kolega kawałek dalej miał miskę i nikogo to specjalnie nie dziwiło.

    P.S. Zaprawdę, stacja benzynowa jaka jest każdy widział.

  16. A co do ciągania za sobą miski, to dużo wygodniejsze jest elastyczne wiadro.

  17. gszczepa:
    nie przesadzam.
    Jedna rzecz to chodzic po gorach, gdzie rzadko kogo widujesz (tak, chodzilam jak najbardziej) – mozna sobie przez pare dni smierdziec radosnie albo jak ktos chce, umyc sie w strumieniu/jeziorze – a druga to myc sie co 2-3 dni w srodku lata jezdzac stopem.

    Zaden facet nie widzi problemu, jasne, BO NIE MIAL OKRESU W SRODKU LATA. No to wam powiem. Nie podmyjecie sie 2 razy dziennie, to wali od was tak, ze po otwarciu drzwi samochodu najchetniej by was wykopali. Oraz, tak prosze panow, tak ODPARZENIA SIE ROBIA.
    No ale dla faceta zaden problem, nie? Jemu spomiędzy nog nie leci krew przez tydzien i nie wsiąka w podpaskę, w której sie błyskawicznie ROZKLADA w temperaturach jakie panują w lecie.

  18. Najgorsze co może przyjść do głowy niezbyt zamożnemu Polakowi, to plan podróży do krajów bogatych. Przez 2 lata dziadujesz, żeby odłożyć pieniądze, a potem jak już wyjedziesz, to okazuje się, że ceny są tak wysokie, że znowu musisz dziadować. W ten sposób dziadujesz cały czas. Dlatego nie uważam, że wypad do Egiptu to zły pomysł. Dziadujesz rok, ale za to jesteś paniskiem podczas wyjazdu. Poza tym Egipt ma mnóstwo zabytków, które można zwiedzać.
    Jeśli jechać, to do krajów tańszych niż ten, w którym żyjemy. Przynajmniej jeśli zarabia się w okolicach śr. krajowej. Bogacze nie mają takich problemów.

  19. jak to spiewal jeden bard z okresu mojej (wczesnej)mlodsci – studia tez ksztalca a podroze sa drogie :)

  20. Aż mi się wierzyć nie chce, że nie znasz dwóch najprostszych sposobów. Pierwszy to zapukać do kogoś i poprosić o możliwość umycia. Odmowy w dużych miastach to jakieś 4/5, ale na zadupiach praktycznie się nie zdarzają. Oczywiście trzeba umieć zagadać, ale generalnie jak się podróżuje (zwłaszcza tanio) to raczej jest to ważna umiejętność.
    Druga metoda, stosowana tam gdzie nie ma do kogo zapukać, to chusteczki do pielęgnacji niemowląt. Dla mnie wystarczają dwie paczki na tydzień(czyli jakieś 6zł), by być względnie umytym tzn nie śmierdzieć i się nie odparzać. Tylko trzeba poszukać chusteczek nieperfumowanych, bo po jakimś czasie nawet najlepsza perfuma zbrzydnie.

  21. zaz:
    hahaha 2 paczki chusteczek na tydzien. Hahahaha powiedz to kobiecie co ma okres buahaaaaaaa :)))))

  22. Nawet dwie paczki dziennie nie zrujnują budżetu.

  23. W mieście to w ogóle nie ma problemu. Bilet na basen i kąpiel załatwiona (do samego basenu nawet nie trzeba wchodzić, ale na basenach zawsze są prysznice).

  24. gszczepa:
    nie widze tego od strony logistycznej.
    Poruszasz sie stopem, z wielgachnym plecakiem, podrzuca cie ktos do nowego miasta na rogatki i hm… jak dowiadujesz sie, gdzie w nim jest basen, kiedy otwarty, gdzie kupic bilety, co robisz z plecakiem? Jak sie tam dostajesz? Ile czasu ci to zajmuje?

  25. „jak dowiadujesz się gdzie jest w nim basen”

    Z INTERNETU. Yelp, Google Maps itd, itp.

    Tam też znajdujesz informację jak dotrzeć, kiedy jest otwarte itd. Płacisz przy wejściu przecież. Plecak zostawiasz, w szafce w szatni, zupełnie tak samo jak idąc na basen przykładowo po pracy.

    Jak się poruszasz stopem to raczej wygodniej bez wielgachnego plecaka. Nie-stopem też zresztą wygodniej bez wielgachnego plecaka.

  26. Z basenem to można się naciąć. Finansowo. Na przykład cena godzinnego biletu we Wrocławiu to ok. 20zł, czyli tyle co cały nocleg w schronisku młodzieżowym. Sam prysznic we wrocławskim schronisku to 2zł.
    Trzeba sprawdzać, ale internet to dopiero drugie źródło wiedzy. Przede wszystkim trzeba ludzi pytać. W każdym kraju, w każdym mieście jest lokalna specyfika. Lokalsi znają ją lepiej niż internet.

  27. gszczepa:

    Z Internetu? Hihihi hahahahahahaa :) to ja moze wkleje wrazenia kolezanki, ktora kilka dni temu usilowala sie dostac do miejscowosci podwarszawskiej:

    Zaplanuj sobie wyjazd do domu rodzinnego, sprawdź w internecie rozkład jazdy, wstań o świcie, dotrzyj na dworzec autobusowy, nie znajdź autobusu, przeczytaj wszystkie wywieszki i skonstatuj, że tego kursu, którym chciałaś jechać, w ogóle nigdzie nie ma, a ostatni w tym kierunku był jakąś godzinę wcześniej.
    Znajdź w internecie stronę przewoźnika, spróbuj sprawdzić rozkład – nie da się, bo rozkład jazdy tylko w pdfie, a pdf nie chce się pobrać na komórkę.
    Strać furę czasu, zmoknij, zaangażuj ludzi, żeby cię odebrali z innego, nie tak znów pobliskiego miasta – bo autobusy do najbliższego miasta jadą z dworca po przeciwnej stronie Warszawy.
    Przepraszam, ale nie tęsknię :|

    Co do plecaka: jasne, najlatwiej sie poruszac bez bagazu w ogole, ale jak chcesz nocowac przy drodze w namiocie rozbitm na dziko, to ten namiot musisz ze soba nosic – spiwor tez i kilka innych rzeczy. A takie cos do standardowej szafki sie nie miesci. Ba. Nawet na dworcu jak chcesz zostawic w przechowalni, to musisz zaplacic za dostep do wiekszej, niz standardowa, szafki.
    Ja juz nie wspomne o tym, ze darmowe Wi-Fi na wiekszych stacjach benzynowych to jest w Urugwaju, ale nie w Polsce :)))

    Chyba dawno stopem z plecakiem nie jezdziles, nie?

  28. W kazdym razie:
    chcialam tylko powiedziec, ze teoretyzuje to sie fajnie, ale praktyka inna bywa.
    W praktyce podrozując przez kraje pierwszego swiata znacznie bardziej oplaca sie jednak po prostu zaplacic za nocleg w hostelu – Jest prosto, nieskomplikowanie, jest gdzie zostawic klamoty, jest lazienka etc.

    Bardzo czesto zas szukanie gdzie by tu urwac pare dolarow konczy sie tym, ze straci sie znacznie wiecej czasu i pieniedzy – bo np. w wypadku wielkiego miasta dostanie sie do kempingu na jego obrzezach zajmie nam pol dnia i dodatkowe koszty, a potem trzeba znowu sie kopsac na druga strone na dworzec etc.
    Zupelnie tez inaczej jest chodzic z plecakiem po gorskich szlakach versus telepac sie w zatloczonej metropolii komunikacja publiczna z czyms takim – ZWLASZCZA jak nie ma autobusow niskopodlogowych, a w metrze jest pierunski tlok.

  29. No, sorry ale jak ktoś się potyka na problemie rozkładu jazdy w pdfie. To nie dla każdego podróże.

    Prawdę mówiąc dawno, od sierpnia siedzę w domu.

  30. gszczepa:
    no sorry, ale radziles w Internetsach sprawdzac…
    Ja tylko mowie, ze liczyc na Internet w kwestiach znajdowania czegokolwiek to mozna tylko w nielicznych krajach. Ba. Nawet w Dolinie Krzemowej jak bedziesz chcial korzystac z google maps, to wyjedziesz za maćkową gruchę, a nie tam, gdzie trzeba :)

  31. Podobno kubeczki menstruacyjne rewelacyjnie rozwiązują różne problemy z okresem. Nie próbowałam, te co próbowaly są zachwycone.

  32. miss:
    taka sama sprawa jak z tamponami. Dopoki siedzi, to siedzi. Ale potem trzeba zmienic/oproznic etc. i tu zaczyna sie syf i bez podmycia sie nie daje rady, po prostu. No chyba ze któraś ma wyjatkowo skąpy okres, to moze…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: