Napisane przez: futrzak | 20 września 2016

Z cyklu: rants.

Zupełnie niesamowite, jak niektórzy ludzie zamarzają…znaczy, umysł im zamarza. Nie widzisz kogoś przez 5-6 lat, gadasz i przekonujesz się, że jest zaczadzony tą samą ideologią i nic się nie zmieniło. Dalej powtarza jak papuga to samo nagranie bez grama refleksji, tak jakby wejście danych na input zacieło się całkowicie…

Albo jak trudno ludziom jest cokolwiek w życiu zmienić. Właściwie dopiero niedawno zdałam sobie z tego sprawę, z okazji rozmów ze starymi znajomymi sieciowymi. Ktoś musi się przeprowadzić ledwie za miedzę, jakieś kilkaset kilometrów – fakt, że do innego kraju, ale na boga. Kilkaset kilometrów a przygotowania, dramat i cała reszta jakby to co najmniej wyprawa na księżyc była. A potem dramat, że nie ma przyjaciół, ulubionego piwa, tego śmego i innego. Co ciekawe, kiedy usiłuję tłumaczyć, ze jednak obracanie sie na codzień w obcym kraju i obcym języku to nie taka kaszka z mlekiem jak przetłumaczenie paru zdań w szkole na lekcji, to jestem zbywana. A potem za parę miesięcy słyszę płacz i zgrzytanie zębów.

Albo: ileż to razy słyszałam zapewnienia „z językiem nie mam problemów”. A jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że to subiektywna opinia, której nie podzielają miejscowi, bo nie rozumieją delikwenta. Tudzież, napisanie paru zdań poprawnie w obcym języku urasta do rangi wielkiego problemu. Albo załatwienie jakiejs sprawy w urzędzie i tym podobne.
Ot na owym nieszczęsnym almuerzo compartido opowiadała koleżanka Amerykanka o jej wrażeniach z życia w Urugwaju. Co dla niej było problemem i tak dalej. Niesamowite. Przejmowała się każdą jedną pierdołą, która jest inaczej niż w Ameryce.

Właśnie. Wielu ludziom wydaje się, ze Amerykanie to taki „ruchliwy naród”. Tymczasem g* prawda. Tj. owszem przeprowadzają się dość często w porównaniu na przykład z Europejczykami – ale te przeprowadzki są na terenie USA zwykle. Ważne paszporty posiada tylko 36% obywateli, a używane są zwykle do podróży i to niedalekich. Jak już ktoś wyjeżdza na stałe, to rychło rozbija się o ścianę nieznajomości jakiegokolwiek obcego języka poza angielskim, rozbija się też o różnice kulturowe tj. Amerykanom wydaje się, że cały świat powinien miec tak, jak oni, a jak ma inaczej to powinien na gwałt zmieniać…

Za to rodacy…
miesięcznie dostaję ileś-tam emaili z pytaniami o Urugwaj i deklaracjami o chęci emigracji. Odpowiadam zawsze uczciwie, ale muszę przyznac, że w wielu wypadkach poziom pytań po prostu wbija w ziemię. Ludzie zupełnie nie mają pojęcia o niczym, pytają o rzeczy, które można samemu znaleźć w 5 min googlując sobie, albo szukając na stronach stosownych ambasad. Zawsze wprawia mnie to w nieme zadziwienie. Myślicie o emigracji na drugą półkule, gdzie nie będzie rodziny, przyjaciół, gdzie całe zycie codzienne wyglada INACZEJ – a nie umiecie najprostszych informacji sami sobie znaleźć? Really? To co zrobicie jak wam się głupi kran zepsuje, albo zachorujecie, albo trzeba będzie pójść na pocztę paczkę odebrać?

Albo podejście: myślę o emigracji, ale kraje X, Y, Z odpadaja. Pytam, dlaczego. A bo to i tamto. Po bliższym indagowaniu okazuje się, że jakiś znajomy/a cos tam powiedzial, i tak bez sprawdzenia i zadnej weryfikacji voila – ten kraj jest be, bo „tam pedały rządzą”, „mam dość politpoprawności” itp. Notabene to ostatnie jest niesamowitym fenomenem – politycznej poprawności mają dość ludzie żyjący w kraju, w którym nigdy owej nie było…
Eh….

A potem jest kategoria tych, wg których „zawsze jakoś będzie”. No, bo zawsze bylo. Zawsze sie znajdą jakieś „przyjazne dusze” które „pomogą w potrzebie” – czytaj przyssamy się do kogoś i jakoś przeżyjemy. Chryste. Raz tak miałam, że przyjęłam pod własny dach człowieka w potrzebie, a potem nie dało się go bombą wyrzucić – bo mu wygodnie było…

PS:
I jeszcze tak: wyrosło całe pokolenie Polaków, którym wydaje się, że są „młodzi-zdolni-wykształceni-świat-stoi-otworem. A potem wielkie zdziwienie – ojej, o jak to, mam magisterkę z socjologii, podyplomówkę z dziennikarstwa i znam angielski i nikt nie chce mnie zatrudnić! I to zdziwienie że jak to, w kraju w którym jezykiem urzędowym nie jest angielski trzeba znać język oficjalny, żeby startować do jakiejkolwiek pracy w mediach/pr? Że najpierw przyjmują swoich?
Cóż. Świat stoi otworem dla nich – ale najwyraźniej nie tym otworem co trzeba :)

Reklamy

Responses

  1. Hehehe… Przypomina mi się taka historia, sprzed dwóch lat: facet się za mną kontaktuje, prosi o pomoc w nabycie nieruchomości w Ekwadorze. Chce się z rodziną sprowadzić. Nigdy poza Polską nie mieszkał, ale „dużo podróżował”. Ma pomysł na biznes, całkiem nawet sensowny, ma pieniądze. Generalnie wszystko wydaje się być OK. Znajduje mu nieruchomość bardzo zbliżoną do tego co sobie wymyślił i umawiamy sie na spotkanie w Quito. Ja przylatuję pierwszy, on kilka godzin po mnie. Jedzimy do hotelu, następnego dnia przemieszczamy się na wybrzeże. Facet nagle zauważa, że ludzie mówią wokół „w dziwnym języku”. Po hiszpańsku czyli. No mówią.
    A gdzie będą mówić po angielsku? – on się pyta.
    Ja: No niektórzy mówią dobrze, ale rzadko.
    On: Ale w urzędach po angielsku można się dogadać?
    Ja: Raczej nie.
    On: Ale przecież to język oficjalny tutaj!
    Ja: Skądże. Oficjalny to hiszpański.
    On: Ale przecież dolar amerykański jest tu walutą.
    Ja: Jest, ale to nie ma żadnego związku z językiem!
    On: Ja myślałem, że skoro są dolary to jest też angielski. Przecież tak powinno być…
    Nie kupił tego domu. :)

  2. Tomek Surdel:
    normalnie az nie do uwierzenia. A moze mu sie hm.. Ekwador z Belize pomylil…?

  3. Morał: za granicą należy się od większości Polaków trzymać Z DALEKA. Zasada domniemania januszowatości – zakładamy, że każdy Polak za granicą to typowy polski wąsaty janusz, dopóki nie udowodni, że jest inaczej.

    Moje dzieci nie mówią po polsku, bo nie zwracamy na to z żoną uwagi, no i nie mamy w domu polskiej TV (w ogóle nie mamy TV właściwie).

    Od kiedy córka poszła do szkoły, i w klasie ma siedmioro polskich dzieci, cieszymi się jak dzicy, że mała nie mówi po polsku. Z tymi polskimi dziećmi są same kłopoty, bo świergolą między sobą po polsku, połowa z nich nie zna angielskiego (nawet niektóre urodzone tutaj w Irlandii!!!).

    Nauczyciele nie umieją sobie poradzić, a na próby zmuszenia tych dzieci do używania angielskiego (np. przez rozszadzenie ich) rodzice robią raban, że „ale jak to tak, przecież oni się znają od małego, im jest raźniej jak siedzą razem”.

    SRSLY, WHAT THE FUCK?!?!?? Zrobiliście sobie jakieś polskie getto, mieszkacie na kupie, sami ledwo po angielsku gadacie – spoko, wasza sprawa, i tak wszystkie zakupy w „polskim sklepie” robicie, bo przecież w Tesco jest taniej, ale niedobre, bo nie polskie, no i takie trudne nazwy.
    Ale czy naprawdę musicie odpierdalać taką manianę z tymi dziećmi??? Nie możecie im kurwa włączyć kanału z bajkami po angielsku???

  4. @futrzak: Oj, takich anegdot to mam na pęczki… A to znasz? Opowiadałem Ci? :)
    http://surdel.tierralatina.pl/2011/02/gdzie-te-slonie/

  5. Ale, żeby być sprawiedliwym… Głupie pytania i mizerna wiedza o świecie to nie jest specjalność Polaków. Ignorancja jest zglobalizowana. Zdarza mi sie mieć za klientów Francuzów, Amerykanów, Hiszpanów… Pytania, które zadają czasem równie porażają. Ale wychodzę z założenia, że dobrze że pytają. Bo jest cała masa takich, którzy nawet nie czują takiej potrzeby. Albo takich, którzy lecą gdzieś na wakacje i znają nazwę hotelu, ale nawet nie wiedzą w jakim on kraju się znajduje… Naprawdę.

  6. @adam bieganski
    Hehehe. Jakub Sobieski ojciec Marka i Jana dal synom jasną wskazówkę. W czasie podróży zagranicznej trzymać się z daleka od rodaków. Jak widać od XVII wieku wiele się nie zmieniło.

  7. adam bieganski:
    no tak, robienie dzieciom getta to juz jest czysta bezmyslnosc i glupota. Ale to nie tylko Polacy tak maja.
    Mam znajomego, ktory uczy w elementary school w Oakland w dzielnicy czarno-meksykanskiej. Tam tez rodzice cisna, zeby dzieciaki mialy wszystkie lekcje po hiszpansku i nie chca sluchac jak im mowi, ze im w ten sposob straszna krzywde robia, bo jednak angielski w USA jest urzędowym jezykiem…

    Tomek Surdel:
    no tak, nie ma sloni. Ale to co mnie najbardziej rozp* to nie niewiedza, ale nastawienie „pieprzę glupoty, ale nie odzywaj sie bo ja i tak wiem lepiej!”.

  8. @Tomek Surdel
    Eeee. Ta historyjka jest trochę słaba. To znaczy człowiek jest zupełnie prawdopodobny. To, że potem sprawdził, czy są słonie w sumie też- chciał wykazać niekompetencję i urwać na honorarium.
    Ale to, że się późnej przyznał do niewiedzy to wali lipą.

  9. @RewolucjaEnergetyczna: Trochę masz rację… bo historyjka, dla potrzeb blognotki, jest trochę skrócona. W rzeczywistości facet obiecał mi, że udowodni moją ignorancję, że sprawdzi, etc.
    Następnego dnia była, oczywiście, cisza… I rację mi przyznał dopiero gdy sam go przycisnąłem pytaniami, czy miał okazję, zgodnie z obietnicą, wygooglować te słonie…
    Nawiasem mówiąc facet jest ekspertem często zapraszanym do TVP. Specjalizuje się w górnictwie i energetyce.

  10. Ojp*****.
    czyli dokladnie, to nastawienie. Panie boze (w ktorego nie wierze) chroń nas przed takimi ekspertami….

  11. @Tomek Surdel
    Zawsze podejrzewałem, że podstawową kwalifikacje aby zostać w Polsce ekspertem od górnictwa i energetyki to oprócz obowiązkowego powtarzania kremlowskiej propagandy w przynajmniej połowie kwestii dochodzi jeszcze równie obowiązkowy brak znajomości i rozumienia fizyki na poziomie końca szkoły podstawowej. Najwyraźniej dotyczy to też geografii. W sumie spójne logiczne. Jak ktoś opanuje podstawy wiedzy to jest odporny na kompletne brednie propagandowe.

  12. @adam bieganski:
    Robisz zarzut Polakom o cos co inne nacje rowniez robia i to nawet rozleglej i skuteczniej. Przyklad Turkow w Niemczech, ChinaTown w USA i wiele innych.
    Moze zmiast oceniac tak rasistowsko w zaleznosci od nacji (przypisujesz Polakm, jakies gorsze cechy anizeli innym nacjom), ocenialbys czy ludzie sa dobrzy lub zli…. to jak dla mnie podstawowy poziom oceny.

  13. @PawelW:
    Piszę o Polakach, bo o nich wiem. Oczywiście, że inni też tak robią, tylko że mniej o tym wiem. Ale świergolące między sobą w nieznanych mi językach grupki dzieci lub rodziców przed szkołą też widziałem.

    Nie chodzi mi o piętnowanie Polaków jako nacji. Chodzi mi o ogólny problem nieasymilowania się i robienia krzywdy dzieciom poprzez zamykanie ich w gettach, etc.

    I nawet nie twierdzę, że to wyłącznie wina tych rodziców – chociaż w Irlandii państwo (szkoły) naprawdę dużo robią, żeby pomóc w integracji i asymilacji; tylko że imigranci to mają w dupie.

  14. @adam bieganski:
    Właśnie, pytanie brzmi dlaczego się imigranci nie asymilują i mają to, jak to piszesz, tam gdzie słońce nie dochodzi? Obojętnie jakiej nacji… Może są po temu obiektywne powody? Ciekaw jestem Twoich opini :-)

  15. @pawelw

    Z tego, co wiem, większość zakłada, że wróci do kraju.

    No i druga rzecz to duma narodowa / pseudopatriotyzm / nacjonalizm. Polacy spotykani tutaj w Irlandii z reguły narzekają, jakie tu wszystko jest do dupy i jacy ci Irole są głupi.

    A po trzecie niektórzy, wydaje mi się, nie chcą wyjść na nieuków przed własnymi dziećmi. Sami słabo mówią po angielsku, i wstydzą się mówić po angielsku do dzieci.

    Tak sobie w sumie tylko zgaduję, to są obserwacje z anecdata raczej.

    I nie twierdzę, że tak mają tylko Polacy, ani że to wyłącznie ich wina. Jak ktoś wyjeżdża naprawdę tylko za chlebem, zapieprzać po nocach, bo w kraju nie może znaleźć pracy, to trudno się spodziewać, żeby miał czas na doskonalenie języka itp.

  16. PawelW:
    Chinatown w USA to akurat nie jest zaden przyklad na nie integrowanie sie Chinczykow. Bo tak sie sklada, ze pierwsze co imigranci (nie tylko chinscy zresza, bo Japonczycy czy Koreanczycy tez) robia, to posylaja swoje dzieci do szkol miejscowych i gonia do nauki angielskiego. A potem cisną dalej. A ze Polakom en mass słabo idzie integracja w UK i Irlandii to jest coz, smutny fakt.
    Tak jak Adam pisze – narzekania ciągłe, nieustajace i az do bólu dupy na to, jak wszystko jest do bani, jacy ci angole czy ajrysze durni, a u nas wszystko lepsze – są dość powszechne. A zeby sie integrowac, to trzeba przede wszystkim byc otwartym na obcy kraj, ludzi, kulture. Nie ma kraju ani nacji idealnego, ale tez nie jest tak, ze wszystko od gory do dolu jest do dupy. To ostatnie brzmi doprawdy nieco komicznie jak sie wezmie pod uwage, ze wiekszosc polskiej emigracji, z tych 2 mln, to emigracja zarobkowa. Przeciez nie wyjezdzali z Polski z poczucia wielkiego szczescia i posiadania swietnej pracy (poza nielicznymi z nich).

    Oraz, wydaje mi sie, ze to co wyroznia Polaków wsrod innych emigranckich nacji to zakompleksienie. Weźmy znow Meksykanów w USA. (to sa moje obserwacje, na podstawie rozmow ze znajomymi Meksykanami). Wiadomo jak są postrzegani. Wiadomo, ze trzymaja sie w swoich kregach. Ale oni sa ze swojego kraju dumni i nie uwazaja sie za gorszych. Sa dumni ze swojej kultury, chociaz oczywiscie maja dosc rządow idiotow i skakania Meksyku na sznurku USA. Rzadko mozna od nich slyszec, jaka to Ameryka okropna a Amerykanie durni.

    Mechanim jest znany. Kazda osoba z kompleksami musi ciagle umniejszac dookola wszystkich innych, zeby samemu poczuc sie lepiej. Stad to wyplywa.
    Osoby zakompleksione nie przyjmuja zadnej krytyki, ba – nie sa nawet w stanie rozmawiac na jakikolwiek temat ktory z odleglosci stu kilometrow moglby sugerowac ze oni, ich rodzina czy nacja nie jest idealna.

    Think about it. To sa dosc oczywiste rzeczy z punktu widzenia psychologii spolecznej.

  17. @adam bieganski & Futrzak:
    Zastanawia mnie, ze tak tak caly czas spotykacie tylko narzekajacych Polakow :-)
    W Niemczech zyje tez ok. 2mln Polakow i mam do czynienia z zupelnie inna postawa. Aren’t you biased? ;-)

  18. How do you know you’re not the biased one?

  19. PawelW:
    ale co ty porownujesz?

    Emigracje polska ok. 2 mln, ktora ruszyla na wyspy w ciagu ZALEDWIE dekady z emigracja 2 mln ludzi wywodzacych sie z Polski, ktorzy znalezli sie na terenie Niemiec zaczynajac od XIX wieku, z czego jakas czesc z nich narodowo okreslala sie bardziej jako Slązacy, Kaszubi, Mazurzy?
    Do tego dochodza przemieszczenia ludnosci zwiazane z zaborami, potem jedna wojna, druga wojna, zmiana granic….

    Obecnie w Niemczech mieszka według różnych danych ok. 2 mln Polaków, osób polskiego pochodzenia lub wywodzących się z Polski. Według Ministerstwa Spraw Zagranicznych należy jednak zakładać, że duża część z nich, zwłaszcza przesiedleńców, nie identyfikuje się z polskością.

    Według danych niemieckiego urzędu statystycznego z 31 grudnia 2013 w Niemczech zameldowanych było 609 855 osób legitymujących się wyłącznie obywatelstwem polskim oraz 690 000 osób posiadających zarówno niemieckie, jak i polskie obywatelstwo

    Aren’t you biased?

  20. Kiedyś byłem „emigrantem” po parę miesięcy w roku. Tu zgodzę się z @adamem – jak jedzie się zasuwać po 12h na krótki czas to nikt języka się nie uczy. Najwyżej tyle żeby zrozumieć czego szef chce – i to jak powtórzy ze 3x :):):) Co innego jak się jedzie na dłużej.

    Mnie bardziej interesują powody wyjazdów. Tzn ile musiałaby dać firma żeby przenieść się np na drugi koniec Polski. Mając rodzinę, dom itd itp. Singiel na wynajętym ma pod tym kątem lepiej :):):)

  21. korposzczur:

    mysle, ze te koszty da sie policzyc. Amerykanie (na ogol) kalkuluja tak: ile bedzie mnie kosztowac wynajecie (po przeprowadzcce) tam mieszkania, jakie sa pozostale koszty zycia? Jak wyglada sytuacja z transportem, dojazdami? Czy bede musial kazde dziecko odwozic do szkoly codziennie? Jak pewna jest ta nowa praca? Czy bedzie mi sie oplacalo sprzedac/wynajac moj obecny dom i kupic nowy w nowym miejscu?

    W wypadku Polski (popraw mnie jesli sie mylę) roznicy w zarobkach specjalnie nie ma, pracodawcom na ogol sie wydaje, ze wszelakie koszty przeprowadzki i roznice w kosztach ma pokrywac pracownik i dziwia sie, ze nikt nie pędzi do przeprowadzki.

    Ale nawet w wypadku singla: jesli koszty wynajmu i calej reszty beda wieksze, to i zarobki powinny byc wieksze, tymczasem slysze caly narzekania tlumów pracodawców, ze nie moga znalezc pracownikow. Po blizszym przyjrzeniu sie zawsze sie okazuje, ze placa jaka oferuja nie pokryje kosztow zycia w nowym miejscu… Co ma zrobic czlowiek zatrudniony w Wawie za te 2000 PLN? Przeprowadzi sie z zadupia, gdzie ma swoje mieszkanie (albo mieszka z tesciami/rodzicami/rodzina za grosze) i ze co, niby za te 2000 PLN cos wynajmie innego niz pokoj? A gdzie ma pomiescic swoja rodzine? A jesc tez trzeba miec za co, dojechac, dzieci utrzymac itd.

  22. No właśnie. Tak myślę, bo pojawiają się perspektywy „przenosisz się 200-300km dalej albo won” u mnie w firmie. Jak mój były szef mówił o dojeżdżaniu 120km (czas 3-4h w jedną stronę) to ryknąłem śmiechem. Delikatnie zasugerowałem, że go na to nie stać – musiałby dać ze 3x tyle jak zarabiam, a za te pieniądze znajdzie paru studentów na miejscu :):):) W grę wchodziłoby może wynajęcie mieszkania. Ale ja tam, rodzina tu ? To się zwykle źle kończy…

  23. korposzczur:
    nie no, 120 km to taki dystans graniczny, zreszta wszystko zalezy tak naprawde od tego, jak on wyglada. W realiach dojazdu szybka koleja to jeszcze nie tragedia – w okolicach godziny w jedna strone da sie przezyc. Ale juz 3 w jedna strone to faktycznie, odpada. Niby wynajmowac mozna jakis pokoj na te 5 dnia na weekend do domu, ale na dluzsza mete, jak sie ma rodzine i dzieci, to jest do d*.

  24. @ adam bieganski: Właśnie przez wiele lat, zanim się udałem za granicę słyszałem jacy to Polacy za granicą są źli i jak od nich się z daleka trzymać trzeba… więc teoretycznie powinienem mieć skrzywienie, jak i wielu narzekaczy…. ale rzeczywistość mnie jak dotychczas pozytywnie rozczarowuje w tym temacie. :-)
    Tak się składa, że podobnie mają emigranci pochodzący z różnych postsowieckich republik, ich też „indoktrynowano”, że ich współplemieńcy są tacy źli i będąc za granicą powinni się od nich z dala trzymać. No i jak patrzą przez ten wdrukowany filtr, to widzą co im wmówiono… Memy, wirusy umysłu https://pl.wikipedia.org/wiki/Wirus_umys%C5%82u

    @Futrzak: Porównuję jabłko z jabłkiem. Przecież jak mówię, że mam na myśli Polaków to Polaków a nie potomków kaszubów, ślązaków itd.
    Poza tym końcem lat 80tych wyemigrowało z Polski 2mln tzw „późnych wysiedleńców”. Podobnie jak Ty nie mają już polskiego paszportu (w większości takie były warunki jakie im narzucono) ale dalej porozumiewają się po polsku zarówno w rodzinach jak i między sobą. Chodzą do polskich kościołów (we Frankfurcie nad Menem są dwie polskie parafie, co niedziela 2 msze i kościoły zawsze pełne – nie wiem jak to wygląda w innych miastach, ale podejrzewam, że podobnie) (Studium) korzystają z polskich sklepów, których w każdym mieście jest przynajmniej jeden itd itp.
    Owszem część z nich faktycznie nie czuje się związana z Polską, do tego stopnia, że dzieci po polsku ani słowa nie mówią. Też takich poznałem… ale tu znowu dzieci są często złe na rodziców z powodu tej straty.

    Ponadto masz w Niemczech dużo polaków, którzy są sezonowo i pracują w rolnictwie. Z tym środowiskiem się nie miałem okazji bezpośrednio zetknąć wiec na ten temat nic powiedzieć nie mogę.

  25. @Paweł – z sezonowymi miałem okazję pracować, bo tak robiłem niedaleko Frankfurtu. I faktycznie od niektórych lepiej trzymać się z daleka. Ja miałem okazję poznać podkładanie świń w robocie, bójkę małżeńską i wstyd mówienia po polsku jak łapali naszych złodziei w markecie. Z drugiej strony czułem dumę jak Niemcy niektórych doceniali. A żenujące było ich zdziwienie, że można jednemu Polakowi dać kasę dla drugiego Polaka i oni się wzajem nie okradną. Ale to MOJE doświadczenia i gdzie indziej może być inaczej.

  26. PawelW:
    Nie. To TY napisales, ze W Niemczech zyje tez ok. 2mln Polakow i mam do czynienia z zupelnie inna postawa.

    A jak zwrocilam ci uwage, ze to sa liczby obejmujace ludzi, ktorzy juz nie mowia po polsku i generalnie wspolnych maja tylko potomków, to teraz twierdzisz, ze jednak nie.

    Ok, podaj zrodlo skad bierzesz ta liczbe 2 mln ludzi, co z koncem lat 80-tych z Polski do Niemiec wyjechalo – bo jest to prawde mowiac liczba dosc sensacyjna oraz nie notowana jako emigracja w polskich statystykach…i niemieckich zdaje sie tez nie. Liczba ludzi, co wtedy wyjechali, oscyluje miedzy 600-700 tys. co potwierdzaja obie strony.

    Co do indoktrynacji.
    19 lat temu jak wyjezdzalam do USA nie slyszalam nic na temat emigracji ani zycia w tym kraju w ogole. Odruchowo niemalze skontaktowalam sie z lokalna polonia….i.. odbilam od sciany zawisci, plot, robienia „wywiadow” na temat mojego pochodzenia, rodziny i calej reszty do piatego pokolenia wstecz.
    Nie wszyscy tacy sa, ale to co opisuję, to byla norma. Podobnie w Argentynie: polskie piekielko Buenos Aires, polonia skupiona w dwoch konkurencyjnych organizacjach, nawzajem sie zwalczajacych i konkurujacych, podkladajacych swinie. I to przekonanie o swojej wyzszosci nad „ciemna hołotą argentynska”, tak jakby oni sami pochodzili nie wiem – z arystokracji rzymskiego imperium conajmniej. I ta chęc przekręcenia nowego emigranta na wszystkim – zaczynajac od wkrecania go w lewe interesy, smierdzący wynajem, a skonczywszy na urywaniu paru peso na piwku tu i tam.

    O tym jak jest w UK slysze od znajomych, ktorzy tez sa Polakami, ale od towarzystwa polonii trzymaja sie z daleka. Czasami im sie tylko ulewa, jak ich sciezki zycia codziennego musza sie przecinac z rodakami i bynajmniej dobrej opinii nie mają.

    Coz, jestes pierwsza osoba, ktora podczas swoich prawie 20 lat emigracji spotkalam, a ktora Polonię chwali wzdluz i wszerz. Moje wlasne doswiadczenia oraz doswiadczenia wszystkich innych emigrantow, ktorych spotkalam, sa dokladnie przeciwne.

  27. @Futrzak: Zapomnij te 2mln w 80tych, moj błąd, źle zinterpretowalem dane. W okresie 1950-1989 bylo w sumie ok. 2mln późnych przesiedleńców, z czego 60% z Polski. Po 90 roku doszło do tego jeszcze 200tyś w sumie 1,4mln. Ci ludzie nie funkcjonują w spisach lub statystykach jako Polacy w Niemczech lub o pochodzeniu polskim ale jako 100% Niemcy.

    Strona 28, Tabela 2-1
    http://www.bamf.de/SharedDocs/Anlagen/DE/Publikationen/Forschungsberichte/fb20-spaetaussiedler.pdf;jsessionid=DCC482A56D3520D93C5E3D1E32C6657A.1_cid286?__blob=publicationFile

    http://www.bamf.de/SharedDocs/Anlagen/DE/Publikationen/Forschungsberichte/fb20-spaetaussiedler.html

    W ciagu moich 10 lat pobytu w DE mialem dużo stycznosci zarówno z takimi jak ja osobami, ktore dopiero co się znalazły w Niemczech jak i zasiedziałymi. Zawsze sie mogłem spotkac z pomocna dłonia w różnych sytuacjach. Jedyny raz kiedy ktoś mnie i przyjaciół oszukać próbował, był Niemiecki Landlord, który nie chciał nam kaucji zwrócić. Dopiero przy pomocy policji się udało kasę odzyskać :-)
    Przy czym to jest jedyny taki przypadek, dominują pozytywne sytuacje.

  28. Swoją drogą to właśnie zastartuję tu swoją teorie spiskową :-)
    Mam wyjaśnienie dlaczego Merkel chciała sprowadzić tylu uchodźców.
    Po 2006 nie było już dopływu późnych niemieckich wysiedleńców ze wschodu. Zatem powoli aparat biurokratyczny, który miał się zajmować ich integracją staje się zbędny…. Więc, żeby nie powiększać liczby bezrobotnych wśród urzędników Frau Merkel zadbała, żeby na nowo mieli pracę.
    Proste a jakie genialne :-)

  29. @Futrzak: Co do Twoich doswiadczen z Polonia. Nie zapominaj prosze, ze przez caly okres PRLu jak i czesciowo IIIRP srodowiska polonijne byly infiltrowane i rozbijane wewnetrznie przez agenture komunistyczna… ja sie w sumie nie dziwie, ze byli podejrzliwi.

  30. PawelW:
    podejrzliwosc to jedno, a zwykle skurwysynstwo i oszukiwanie to drugie. Ja nie mam problemow z rozroznianiem tego. I prawde mowiac robi mi sie mocno niedobrze na te narracje o agenturze. Za wszystko odpowiedzialna agentura, no jasne – nawet za zwykla ludzka zawisc oraz za wystawianie rachunkow w barze zawsze na niekorzysc klienta, tak? Nawet za ordynarne zlodziejstwo na zasadzie „zobacz, jacy oni sa glupi, nie pilnuja to co mi szkodzi, wezme sobie” i tym podobne.

  31. @Futrzak:

    „(…)nawet za zwykla ludzka zawisc oraz za wystawianie rachunkow w barze zawsze na niekorzysc klienta, tak?(…)”

    Co do skur*twa to nie… ale to jest raczej pomiedzy wszystkie nacje równo podzielone. Nie przypisywałbym Polakom jakoś palmy pierwszeństwa.

    Co do agentury, to przyjrzyj się proszę temu jak jeszcze kilka lat temu Polska dyplomacja wykorzystywała Polaków na Białorusi przeciw Lukaszence i jak ich przy okazji ze sobą skłócała. I to już w czasach wspaniałej demokracji.To nie narracja. To rzeczywistosc, ktorej moim zdaniem nie chcesz dostrzec.

  32. @wszyscy: Milego weekendu :-)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: