Napisane przez: futrzak | 19 września 2016

Jeszcze o organizacji pracy

Ołpenspejs ołpenspejsowi nierówny.

Zarzuciłam pytanie o tenże na fejsie i okazało się, że nawet znalezli się zwolennicy. Tylko, ze to wszystko zależy od charakteru pracy oraz tego, jak ołpenspejs jest zrobiony. Forma taka: oddzielny pokój, w którym siedzą tylko ludzie pracujący na tym samym projekcie (max. do 8 osob), przy czym w samej firmie jest wystarczająca liczba pokoi, gdzie mozna zamknąć się samemu w razie kiedy potrzebujemy skupienia i odosobnienia.
Tak zorganizowaną przestrzeń do pracy miałam w poprzedniej firmie klienckiej i działało to całkiem niezle.

Ołpenspejs o postaci dluuuuugich stołów przez całą duzą salę, z ludzmi siedzącymi ramię w ramię, to jakaś pomyłka. Zwłaszcza, jeśli nie ma żadnego wygłuszania dzwięku. Zwykle tez w tak duzej grupie ludzi zawsze znajdzie sie jakas gaduła, co będzie kłapać dziobem na okrągło i nie da jej się zamknąć.
Od tej strony rzecz ujmując klasyczne kubiki nie były wcale złe. Zapewniały jakies minimum prywatności i oprocz tego niezle tłumiły dzwięki, bo ich ścianki wyłozone zwykle były materiałem, a na podłodze lezała wykładzina dywanowa.

Nie trafiają do mnie też argumenty typu „ołpenspejs jest świetny bo umożliwia swobodną komunikację”.
Byc moze jest to swietne w wypadku pracy polegajacej na niekończącej sie dyskusji, ale jesli ktos klepie kod, testy, dokumentacje etc. to wtedy większość pracy polega na pracy samodzielnej. Jak potrzeba cos przedyskutowac, zawsze mozna pofatygowac sie do konkretnej osoby.
Inna sprawa, że najwięcej zwolenników ołpenspejsa rekrutuje się spośród menedżerów, którzy sami jednakże wolą mieć samodzielne pokoje do pracy i nie palą się do siadania przy dzielonych stołach…

PS:
Zdziwił mnie też jeden argument przeciwko pracy zdalnej – mianowicie że praca w biurze dostarcza „pretekstu” do wyjścia z domu. Huh? Ja z domu wychodzę kiedy chcę i gdzie chcę, nie potrzeba mi do tego zadnych pretekstów…

Reklamy

Responses

  1. Myślę, że to bardzo zależy od charakteru pracy. Tam, gdzie praca każdej osoby jest bardzo zależna od pracy innych i jest ciągły przepływ informacji, open space jest naturalnym i bardzo praktycznym wyborem. Jasne, czasem jest problem z hałasem, ale to, że mogę z kimś pogadać twarzą w twarz w ciągu kilku sekund i nie jestem zależy od maila/komunikatora, jest wybawieniem. Dlatego chociaż mam możliwość pracy z domu, o ile nie jestem chory, właściwie zawsze pracuję w biurze. Ale rozumiem, że tam, gdzie pracuje się samodzielnie, to faktycznie bardziej przeszkadza niż pomaga.

  2. I gdybym mógł poprosić o wywalenie mojego pierwszego komentarza, który zdecydowanie nie wyszedł. ;)

  3. Mi się bardzo dobrze pracowało w mega-open-space pod nazwą Czytelnia Główna Biblioteki Jagiellońskiej (200 osób w jednej wielkiej sali). Kluczowe było bezwzględne wymuszanie ciszy i spokoju.

  4. @futrzak A może ten argument był bardziej w stylu, że praca polegająca na wyjściu z domu do biura i powrotu do domu wyraźnie rozdziela życie zawodowe od prywatnego ? Czasami zdarza mi się pracować zdalnie, i uważam że to całkiem sensowny argument. Na dłuższą metę praca zdalna byłaby dla mnie uciążliwa właśnie przez wymieszanie prywatnosci z pracą. Znajomy pracował zdalnie kilka ładnych miesięcy, początkowo z domu, le gdy zauważył, że praktycznie nie wychodzi przez to z domu (ew. sklep, itd) i cały czas pracuje, niekoniecznie tak samo wydajnie/dobrze. Po miesiącu wkręcił się w coworking i odżył :-) Zresztą to pewnie zależy od człowieka ..

  5. gszczepa:
    wlasnie, wlasnie. Poza tym przecietna biblioteka uniwersytecka ma baaaaardzo duzo miejsca, nie ma ze nastepna osoba siedzi obok ciebie na odleglosc lokcia..

    Szymon:
    no ale jaki problem pracujac z domu oddzielic zycie prywatne od pracowego?
    Przychodzi okreslona godzina, wylogowuję sie z serwerow firmy, wylączam czata i wszystkie inne programy sluzace do pracy – i szlus. Najdluzej calkowicie zdalnie (tak, ze nigdy nie spotkalam osobiscie nikogo z firmy) pracowalam przez 2.5 roku i nie mialam z tym problemow…

  6. Ty tak, inni jak widać niekoniecznie. Pewnie idzie się przyzwyczaić z czasem i twardo trzymać się zasad zamykania kompa o określonej godzinie, ale nie zawsze jest to łatwe.

  7. Każdy lubi co innego. Kolega z pokoju uwielbia ciszę (nawet radio nie gra). Ja mam słuchawki w uszach. Inni pośrednio. Siedzi nas czterech, a robotę mamy wymagającą średniego skupienia. Openspace to dla mnie chybiony pomysł – za duży szum. Zresztą ja potrzebuję przestrzeni prywatnej – siedzenie ramię w ramię dobiłoby mnie.

    Praca zdalna. Kiedyś miałem zdalną fuchę. Wymagająca, ale dla szefa – musi mieć pojęcie co ile zajmuje :):):) Mnie się podobało – kartka i zegarek. Musiałem jechać po dzieci – jechałem, chciałem robić cięgiem, od południa, w nocy – proszę bardzo. Wymaga samodyscypliny. Z szefem widziałem się co parę/naście dni. Żeby zdać robotę i wziąć nową albo uzgodnić poprawki.

  8. korposzczur:
    prawda, praca zdalna wymaga samodyscypliny, bo nikt nie stoi nad glowa i nie pogania batem. Jest termin, jest okreslone scope, i trzeba zrobic.

  9. niestety też pracuję w openS i jak dla mnie to okropność, jakość pracy spada, bo człowiek się łatwo rozkojarza…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: