Napisane przez: futrzak | 22 sierpnia 2016

Dlaczego soja to morderczy biznes

Głupi ekolodzy z pierwszego świata zachwycają się wegetarianizmem, bo jedzenie mięsa to ZUO. Jednym z zamienników mięsa, który proponują, jest soja.

Tylko że.
Biznes sojowy to sposób na niszczenie krajów rozwijających się, zwłaszcza Brazylii, Argentyny, Paragwaju i Urugwaju. Jaki jest schemat?
Najpierw zaczyna się od propagandy „rozwoju”, „inwestowania” i tym podobnych. Potem wchodzi wielki biznes z pierwszego świata, uzbrojony w tani kredyt. Jako „inwestorzy” dostają prawie zawsze cieplarniane warunki, ulgi, zwolnienia od podatków (kwestia przekupienia lokalnych rządów). W pierwszym świecie mają też już najczęściej zamówienia na przyszłe zbiory.
Oni nawet nie kupują ziemi – po co? Dzierżawią.
Zwrot następuje bardzo szybko – jeden, dwa sezony. Potem uprawia się aż do momentu całkowitego wyjałowienia gleby – co przy kiepskiej klasie ziemi (np. na terenach wyciętego amazon rain forrest) może nastąpić już po dwóch latach. Dalsza uprawa wymaga ciężkiego nawożenia, bo gleby są pozbawione azotu, fosforu i reszty minearłów. Do tego dochodzą problemy ze stosowaniem roundupu, który wybija też nitrogen-fixing rhizobium bacteria*.

Jeśli można się przenieść na nowe pastwiska – robi się to.
Co zyskują miejscowi? Wycięte lasy deszczowe, zniszczone i wyjałowione gleby i jakies nędzne ochłapy z podatków – nędzne, bo zbiory są sprzedawane w pierwszym świecie i tam też zostają zyski. W niektórych też krajach, takich jak Boliwia i Paragwaj, w związku z uprawami soi wyrzuca się z ziemi lokalnych, biednych farmerów, którzy zasilają szeregi berobotnych w fawelach i slumsach wielkich miast.

Drodzy ulepszacze świata – zanim zaczniecie coś propagować zastanówcie się, czy aby napewno wiecie, o czym mówicie. Wasz „wybór” w lokalnym supermarkecie, który bedzie polegal na kupieniu tofu czy sojowego burgera zamiast wołowiny albo wieprzowiny NIC nie zmieni. Dokładnie nic. Droga bowiem do zlikwidowania jednego zła (jakim sa bez wątpienia agrocorpo produkujące mięso w pierwszym świecie) nie wiedzie przez promowanie innego zła. Masowe przejście na wegetarianizm populacji pierwszego świata spowoduje co najwyżej głód w świecie trzecim i katastrofę ekologiczną tamże, a potem wojny wywołane walką o zasoby.
Jeśli faktycznie chciecie cos zmienić, to trzeba zabrać się za zmianę struktury własności ziemi, struktury handlu oraz skasowac dotowanie wielkich agorobiznesów w pierwszym świecie. O to walczcie, a nie o pierdolety nie mające znaczenia, typu „jedz soje, ulepszysz świat”.

* — soja jest, jak wiadomo, rośliną motylkową czyli taką, która wiąże azot z powietrza i wzbogaca nim glebę – dokładnie tak samo, jak znana w Polsce fasola, wyka czy łubin. Niestety, soja uprawiana w krajach trzeciego świata jest soją genetycznie modyfikowaną tj. przygotowaną pod stosowanie glifosatu, glifosat zaś w większych dawkach zabija bakterie wiążące azot. A że w trzecim świecie nikt specjalnie nie przejmuje się regulacjami, to efekt jest, jaki jest: martwa gleba nie nadająca się pod dalsza uprawę. Można ją oczywiście rekultywować, ale wymaga to sporych nakładów i czasu.

Reklamy

Responses

  1. Soja produkowana w ameryce poludniowej w duzym stopniu wykorzystywana jest nie spozywczo, ale do produkcji bio-diesel. Zwierkszone zapotrzebowanie na bio-paliwa w 1wszym swiecie nie tylko przyczynia sie do deforestacji ale rowniez do wzrostu cen zywnosci w krajach 3ciego swiata. Kolejny przyklad na to, jak to naprawiacze swiata chca dobrze, a wychodzi jak zwykle.

  2. @brus
    Raczej mocno upraszczasz. O ile w ogóle to ma jakikolwiek związek z rzeczywistością.
    Ziarno sojowe się mieli i za pomocą hexanu (w uproszczeniu- benzyny) rozdziela na olej (20%) i mączkę sojową (80%). Mączka sojowa służy jako pokarm dla świń i wegetarian, zasadniczo w pierwszym świecie i zwraca koszty produkcji
    Olej sojowy jest czystym zyskiem, więc może być sprzedany dowolnie tanio, więc jest jednym z najtańszych olei. I jako taki służy jako żywność w Polsce i innych krajach trzeciego świata, surowiec do wyrobu margaryny oraz różnych chemikaliów typu kosmetyki oraz, jak najbardziej biopaliw. Ale one stanowią tylko drobną część w tej układance i tak naprawdę najmniej istotną.

  3. wegetarianie żyją dłużej, nie chorują tak często jak osoby, które jedzą mięso

  4. @Marcelina: U mnie w biurze najbarziej chorowici są właśnie wegetarianie… co chwilę na jakichś zwolnieniach, z alergiami i innymi diabłami.
    Ja i wielu mięsożernych od lat żadnych chorób (odpukać :o) ) co najwyżej małe przeziębienia raz na rok. Podobne obserwacje nie tylko ja poczyniłem… więc sobie odpuść trollowanie ;-)

  5. Znam wielu wege i wegetarian. Soja jest przez nich jada sporadycznie. Żywią się głównie ziemniakami, kaszami, fasolą, ogólnie wszelakiej maści zieleniną, a nie koteltami czy parówkami sojowymi.
    Soja jest dodawana do przetworów mięsnych takich jak wędliny czy też do przetworzonej żywności , więc wnosek, że to przez wegenarian jest zagłada świata nie jest słuszny.

    Sama jem mięso, choć mam epizody bez niego, ostatnie pół roku nie jadłam mięsa. Byłam zdrowa, nie chorowałam, dobrze się czułam. Nie porzebuję mięsa do szczęscia;)

  6. marcelina:
    nie jest to prawda. Nie ma zadnych wiarygodnych badan potwierdzajacych tą tezę. Z kolei tzw. „China Study” które jakoby miało udowodnic szkodliwosc spożywania mięsa, zostało juz dawno zdyskredytowane jako nierzetelne:
    http://www.westonaprice.org/health-topics/abcs-of-nutrition/the-china-study-myth/

    Ewa:
    tak, tylko taka dieta nie zapewnia wystarczajacej ilosci białka z kompletem aminokwasów potrzebnych czlowiekowi. Oraz, bedzie ci rowniez brakowac witaminy B12, K2 oraz (w wypadku Polski, ktora nie ma wystarczajacej ilosci slonca przez caly rok) D3.
    Soja, mimo jej licznych wad, ma duzo bialka i sporo mineralow. To dlatego byla uprawiana w Azji pd-wsch od tysiacleci jako źródlo protein (bo mieso bylo oczywiscie bardzo drogie i niedostepne dla wiekszosci ludzi wtedy). Tylko, ze azjaci jadali soję w postaci sfermentowanej – fermentacja neutralizuje szkodliwy dla czlowieka kwas fitowy oraz fitoestrogeny.
    Oraz, nie jest prawda, ze soja jest dodawana tylko do przetworow miesnych. Prawie cala processed food (gotowa, paczkowana zywnosc) ma na skladzie mączkę sojową – po prostu jako wypełniacz.

  7. no prosze – zawsze wiedzialem ze tofu to swinstwo!

  8. WW:
    nie przesadzajmy. Soja spozywana w sfermentowanej postaci (przy uczciwej fermentacji) – sos sojowy, pasta miso – jest ok. Natomiast spozywanie jej w innej postaci i w duzych ilosciach jest na dluzsza mete dla ludzi szkodliwe.

  9. Soja ma dużo puryn, więc jej nie jem.

  10. Bronek:
    po pierwsze, soja nie zawiera duzo puryn. Najlepszym źródłem puryn są:

    Purines are found in high concentration in meat and meat products, especially internal organs such as liver and kidney. In general, plant-based diets are low in purines. Examples of high-purine sources include: sweetbreads, anchovies, sardines, liver, beef kidneys, brains, meat extracts (e.g., Oxo, Bovril), herring, mackerel, scallops, game meats, beer (from the yeast) and gravy.

    Po drugie, co zlego w purynach? Sa one absolutnie niezbędne ludziom do zycia, bo sa podstawą dwóch zasad azotowych (adeniny i guaniny) wchodzących w skład DNA i RNA; inne puryny są częścią równie niezbędnych do zycia biomolekuł jak ATP, GTP, cyclic AMP, NADH i koenzym A.

  11. no nie wiem

  12. @Futrzak,
    Całkowicie nie masz racji! Puryny są szkodliwe, gdyż jak jest ich nadmiar, to nerki produkują kwas moczanowy, z którego tworzą się kryształki zalegające „przeguby” czyli stawy. A jaki to ból, to może powiedzieć tylko ten, co go dosięgnęła dna moczanowa, kiedyś zwana podagrą lub szlachecką chorobą.

  13. Bronek:
    Mam racje. Puryny sa niezbedne do zycia i dla zdrowego czlowieka NIE SA SZKODLIWE. To co napisalam powyzej, to sa podstawy chemii organicznej – sprawdz sobie w jakimkolwiek podreczniku.
    To nie jest zadna rocket science.

    NATOMIAST dna moczanowa (artretyzm) polega na tym, ze organizm osoby chorej nie potrafi prawidlowo metabolizowac i pozbywac sie uric acid (kwasu moczowego).
    Kwas moczowy jest końcowym produktem metabolizmu zasad purynowych pochodzących z pokarmu, z syntezy de novo oraz z rozpadu endogennych kwasów nukleinowych. Około 75% kwasu moczowego jest wydalane z moczem, 25% przechodzi do przewodu pokarmowego i jest rozkładane przez bakterie jelitowe.

    U zwyklych ludzi nie ma z tym problemu, natomiast u cierpiacych na artretyzm kwas moczowy jest odkladany w stawach co powoduje ból.

    Przyczyny artretyzmu maja podloze genetyczne oraz tzw. lifestyle.
    W wypadku lifestyle wyglada to tak:

    Dietary causes account for about 12% of gout, and include a strong association with the consumption of alcohol, fructose-sweetened drinks, meat and seafood. Other triggers include physical trauma and surgery.

    Studies in the early 2000s found that other dietary factors are not relevant. Specifically, moderate consumption of purine-rich vegetables (e.g. beans, peas, lentils and spinach) are not associated with gout. Neither is total consumption of protein. Alcohol consumption is strongly associated with an increased risk, with wine presenting somewhat less of a risk than beer and spirits.

    The consumption of coffee, vitamin C and dairy products, as well as physical fitness, appear to decrease the risk. This is believed to be partly due to their effect in reducing insulin resistance.

    Zanim zaczniesz stosowac jakies bezsensowne diety radze douczyc sie w temacie artretyzmu i znalezc kompetentnego lekarza, bo to co napisales powyzej to jest wiedza sprzed jakichs kilku dekad, tak sobie mająca sie do przyczyn dny moczanowej.

    Ilosc spozywanych protein nie ma znaczenia, natomiast opornosc na insuline, nadmierna konsumpcja alkoholu, fruktozy (i cukru), zero cwiczen jest mocno skorelowana z artretyzmem. Podobnie niedobor witaminy D3 i C.

  14. Z dną moczanową walczę już parę lat i na własnej skórze przetestowałem, co mi szkodzi, a co nie szkodzi. Zacznę od mojego „ulubionego” tematu czyli alkoholu. Alcohol consumption is strongly associated with an increased risk, with wine presenting somewhat less of a risk than beer and spirits.
    Właśnie czysta wódka nie powodowała podwyższonego poziomu kwasu moczanowego.
    Najlepszym lekarstwem jest oczywiście ruch i umiarkowany wysiłek fizyczny. Jak codziennie z godzinę potrenuję, to jest OK pod warunkiem, że nie jadam mięsa wieprzowego (na wołowinie oszczędzam) też jest zdrowo.

  15. AFAIK To własnie chory system przemysłowej produkcji mięsa (nie uzyje słowa hodowla) napędza rynek soji.
    W wyborczej niedawno był art o Rosario.
    https://www.evernote.com/shard/s486/sh/f740af39-9c1a-4e2e-8df5-975272e00120/028d6b8adec04f72dde6c1615124e094

    Jestem zdecydowanym zwolenikiem mieska, ale z wiadomego źrodła i nie wiecej jak 3 razy w tygodniu.

    Równowaga to podstawa.

    A mięsko jednak potrafi dobrze przykwasić organizm, a tojuż prosta droga do dny.
    lierre keith the vegetarian myth,
    http://www.lierrekeith.com/book-ex_the-vegetarian-myth.php

    Dużo krytyki zebrałą od pieknoduchow i wyznawcow plytkiej ekologii
    Radykalne poglady dość, ale w sumie słusznie przedstawione przyczyny źrodłowe.

    w dyskusji dalszej dochodzi sie do standardowego podziału na malthuzianistów i tumiwisimistwów, i jakos-to-bedzistwów (cornucopians)

  16. Rafał:
    skoro spozywanie mięsa, jak twierdzisz, to „prosta droga do dny” to jak wyjaśnisz fakt ze ludy, u których tradycyjna dieta składala sie prawie wylącznie z mięsa (inuici, lapończycy, natywne plemiona zamieszkujące północną Suberie) nie znaly w ogole tej choroby?

  17. Twierdzę, że spozywanie n a d m i e r n e j ilości mięska (nawet tego nienafaszerowanego chemią) w stosunku do prowadzonego trybu życia to droga do zakwaszenia organizmu. (+ niezbadany wpływ synergii spozywanych toksyn)
    Ty – o ile dobrze przypuszczam – jestes mi bliska pokoloeniowo i może pamietasz jeszcze nauki udzielane nam przez naszych dziadków o dobrym odżywianiu, i technikach oczyszczania organizmu (chocby zapomniana lewatywa)
    A wiesz futrzaku, ze to co napisałaś to mój koronny argument w dyskusjach z nawiedzonymi zwolennikami jedynej słusznej wegaskiej wizji na zbawienie świata :).

    Niency (ewenkowie?) afaik cierpieli na dnę od czasu gdy poznali alkohol i zmienili koczowniczy tryb zycia na osiadły,( to z jakiejs knigi etno repotrerskiej)
    Innuici za sprawa diety morskiej dostarczali sobie dosc omega3 by uniknac dny w czym pomagały im wodorosty i głodówki. a wątroby ponoć mieli 3 krotnie wieksze od europejczykow.

    Jestem zwolennikiem diety lokalnej i miesa jako kalorii powstałych z formy nieprzyswajalnej przez człowieka (ligniny celulozy) do formy mniam mniam. i pysznych dla srodowiska produktow ubocznych hodowli.

    A jak odniesiasz sie do mej tezy, że to właśnie azjatycki boom na mięcho napędza przemysł sojowy, a nie ta grupa nawiedzonych- nieogarniajacych całosci problemu wegetarian?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: